Opowieść o pustym sercu

Niektórzy widzą tylko zło, oszukują, rzucają pustymi słowami, zagrażają strachem i głupotą.
Niektórzy widzą dobro, mówią prawdę, dbają o siebie i o innych ludzi.
„Czujniej niż wszystkiego innego strzeż swego serca, bo z niego tryska źródło życia!” -z księgi przysłów 4. 23

Serce. Jest w nas,
wokół nas. Otacza nas. W muzyce, pisarstwie, malarstwie. Malujemy od dziecka laurki, karteczki…. dajemy czekoladki w kształcie serca.. SYmbol życia.
Czy z nim rozmawiamy?
Czy odpoczywamy wsluchujac się w jego rytm?
Czy dbamy o źródło życia?
Dopiero wtedy sobie przypominamy gdy…. zaczyna nam nieregularnie bić. Gdy przestaje bić….wtedy inna rzeczywistość puka do naszych drzwi .
„Badania wykazały, że sygnały wysyłane przez serce do mózgu mają ogromny wpływ na zachowanie człowieka, jego percepcję i emocje. Serce wysyła impulsy do ciała migdałowego, które jest odpowiedzialne za przetwarzanie i zapamiętywanie reakcji emocjonalnych, co pozwala mu na indywidualne „myślenie” i tym samym wpływ na umysł człowieka, który do tej pory przypisany był tylko mózgowi”…
Król Salomon miał rację, aby strzec swego serca..!! Nawet i On z pustego nie naleje ..
Pustka! Ciemno! Zimno! Tam nie ma życia… Nikt nie lubi tych uczuć… A jednak nasze serca żyją w permanentnej pustce….. A my nic sobie z tego robimy. Alkohol, ..antydepresanty,pracoholizm, byle nie dotknąć sedna pustki..
A być może.. serce chce tylko usłyszeć cie…. chcę Ci powiedzieć jak bardzo…..

-wiesz.. kocham Cię -mówi serce
-każde moje uderzenie jest wyznaniem miłości
-a Ty? … Tak mało czasu mi poświecasz!!
-martwię się o Ciebie.! ..
-no co Ty serce – mówi człowiek
-to ja mam problemy, nie widzisz jaki jest świat?
-jaki? -pyta serce
-zły,egoistyczny, ciągle niezadowolony….
-to Ty tak myślisz i zarazasz innych-szepnelo serce
- to Ty swoim narzekaniem takim go czynisz…
-Ale serce…. popatrz…. oni nie chcą ze mną rozmawiać
-Oni.. znaczy kto? .. Czy aby nie Ci, którzy, nie robią jak Ty chcesz??
-nie przesadzasz serce….
- nie sądzę….. Jestem z Tobą od kiedy istniejesz. Znam Cię lepiej niż ktokolwiek. A więc nie wciskaj mi kitu. Zadbaj o mnie.!!! Poświęć mi kilka minut rano i wieczorem. A zobaczysz różnicę.. Ja ciągle wysyłam Ci uśmiechy, a Ty Ciągle skwaszona mina.
-ależ serce…. przecież jestem Ci wdzięczny
-chowanie uraz, wypominanie, krytyka., i bycie miłym dla wybranych, nazywasz wdzięcznością? No proszę…. Myślałem ze mieszkam u mądrego człowieka!!
-no teraz mnie obrazasz.. Serce nie masz prawa.
-Czy Ty słyszysz sam siebie..??? . jakie głupoty mówisz -zdenerwowało sie serce.
- to co mi poradzisz? wiem kłótnia nie ma sensu..
-zrób sobie dzień bez ostrych słów. Uśmiechnij się do siebie! . Powiedz ciepłe słowo temu który Cię denerwuje. Znajdź w nim jedna pozytywną cechę. Dzień traktuj jak prezent. Nie wszystko w nim jest trudne. Każda negatywna emocja trafia do mnie.I muszę się z nią męczyć…. Nie chcę takich toksyn!!!
-Dobra serce… postaram się Ci pomóc żyć spokojnej… też Cię kocham.!!!Dzięki tobie mogę dotykac, oddychać
smakować,… patrzeć… I otwierać szeroko ramiona i przyjąć… to wszystko co życie mi daje…..
-no wreszcie zaczynasz myśleć -szepnelo serce. Jest szansa, że się zaprzyjaźnimy….
Zacznij od teraz! . Niech twe słowa nie będą puste. Pustka mnie zabija… I zaraz widać to na twojej twarzy i w twoim życiu.Twoje decyzje- twoje konsekwencje. Szukaj mądrości, a nie winnych, za swoje porażki. Podeptane marzenia podnieś i zarazaj wirusem źródlanej Radości. Jej, nigdy nie za dużo…

W Radości wielka siła

Bog radości jest pośród nas.
Aby wakacje nie były tylko pasmem zabawy….
Ksiądz Robert z Łomży -wakacyjny zastępca w polskiej parafii w  Nice, chciał nas zarazić Radością Boga, Jego nieustanną Obecnoscią. Czy mu się to udało??
Świetowanie niedzieli -było jednym z  rozważań. Mówił o potrzebie odpoczynku,o  tym fizycznym i o tym w Obecności samego Boga. Jak świętuje dzień Zmartwychwstania?
Mówił o mocy Eucharystii, o siłe jaką daje Jezus.
To nie tylko  grzech czyni człowieka  złym….. tylko puste serce. Nie możesz drugiemu dać czegoś, czego nie masz.
Zadałam sobie pytanie :a jak sie miewa moje serce? Czy z nim rozmawiam? I… nieoczekiwanie po komuni, ks  Robert dziękował i prosił w krótkim Uwielbieniu. Z radością, w Obecności Aniołów i świętych. (taka forma Uwielbienia mogłaby być podczas każdej mszy św)Być może z tak spedzanego czasu będziemy rozliczani….
Zakończył piękną piosenką, która towarzyszyła mi przez cały tydzień… „Schowaj mnie pod skrzydła swe”. … ukryj mnie w silnej dłoni swej”…. pozwoliłam porwać się tej piosence…. „Ja ufam Ci…. Ty jesteś Bóg”… Wdzięczność za dar bycia tu i  teraz, popłynął jak potok. Mogłam się przejrzeć,  jak w źródlanej wodzie.. Zmęczenie upału i całego tygodnia zniknęło. Byliśmy na kolacji u samego Boga….Chwila odpoczynku w Jego ramionach. Taką  siłę ma modlitwa Uwielbienia. Kiedyś nie było książeczek modlitewnych… być moze tak modlili się pierwsi chrześcijanie…
Kiedy fale mórz chcą porwać mnie ,z Tobą wzniosę się, Ty podniesiesz mnie- słowa były moim mottem przez cały tydzień.. Tydzień pełen fantastycznych chwil,  spędzonych wśród przyjaciół z Paris, którzy odpoczywali na południu.  Wdzięczność za dar przyjaźni jeszcze bardziej umocnila nasze więzy. Pomimo odległości, wciąż mamy sobie wiele do powiedzenia, wciąż możemy na siebie liczyć. Braterstwo przetrwa wszystko co złe….. Piękne widoki, rozmowy, w willi z basenem z widokiem na góry….. Oddychaliśmy życzliwością, pachnialo dobrym jedzeniem i aż w głowie się kręciło..  Takie cudne manowce… Reszta tygodnia była w pracy, w obecności zmęczonych ludzi, a ja życzliwością próbowałam ich zarazić. Mur…. nie do przebicia..
I tak upłynął tydzień.
I kolejne spotkanie z ks Robertem. Tym razem w obecnosci Rafała, który oczarował mnie swoim głosem…. Śpiewał psalm i..piękną aklamację przed Ewangelią. . jeszcze raz  zabrzmiała piosenka” schowaj mnie.”… Przed mszą  ksiądz poszedł się pomodlić. Znalazł czas… Rozważanie było o miłości, pytania Boga do człowieka :Kochasz mnie??
I znowu przypomnienie o Eucharystii -darze miłości,darze  radości, odpowiedzi człowieka do Boga, wyznanie naszej miłości i wdzięczności.. Jezus i dziś czyni cuda… Podczas każdej mszy św  uzdrawia, przytula, uczy wrażliwości i życzliwości. Nie sposób wyjść z pustym sercem.. Chyba że…. przestaliśmy czekać na Boga… W modltwie wiernych miedzy innymi byli  skazńcy.. Oni tak bardzo potrzebują modlitwy… I znowu krótkie Uwielbienie.. O wierność Ewangeli… O radość…. I Rafał zaśpiewał i zapachniało morzem…. I silna   dłoń Ojca pochwyciła mnie w ostatniej chwili..  Nie czekaj! … zaufaj..! . nie bój się!  ….
Bóg nie umarl! Nie umarł.!!! .
Rafał był dla mnie wielką niespodzianką… lubię muzyków, lubię ich wrażliwość na dźwięki jakie podaje nam Życie…wraz ze Stworcą.  Okazało się ze Rafał pracuje w operze w Białymstoku…. Taka  niespodzianka.
Księże Robercie dzięki za świeżość przemyśleń, pomimo upału, za Uwielbienie Boga śpiewem i dziekczynnieniem. Za podzielenie się sobą. Tak mało chrześcijan dzieli się radoscią.
Rafał dzięki za obecność, za twoje zaangażowanie, za podzielenie się talentem. W końcu jeżeli ma się jakiś talent,  to świętym obowiązkiem jest dzielenie się z innymi.. Alleluja wyszła rewelacyjnie… A jest trudna….
Ludzie zjawiają się wtedy, gdy ich potrzebujemy…. I nie przypadkowych spotkań. Jesteście, tego przykładem…. Wraz z moimi bliskimi z Paris…. zaraziliście mnie wirusem radości i życzliwości. (W pracy panuje wirus ograniczonej widoczności, czyli dbanie tylko o siebie)Takie spotkania są dla mnie bardzo ważne, by nie zacząć krakać….
W Kruszynie chleba Jestem -szepnął Jezus
Co Mu odpowiesz..??

Szaleństwa pod gwiazdami

Narzekanie, przenoszenie  spraw na jutro, oskarżanie, obmawianie podchodzi z jednej rodziny. Ostatnio zastanawiam się dlaczego tak szybko mi przychodzi ponarzekać?Przecież w niczym to nie pomaga, a wręcz przeciwnie staję się marudą i ciągle niezadowoloną. Wtedy,bardzo łatwo przejść obok radości. Zadowolenie-kolejne słowo, które często sprawia, że tracimy chęć dalszej zabawy, chęć  rozmowy.  Stajemy się niedostepni,tylko dlatego ze inaczej wyobrazilismy sobie dane spotkanie, pracę, czy też człowieka. Czynimy go swoją własnością. A można inaczej…. Przyjąć drugiego.. nic więcej… tylko go przyjąć.
I tak miałam wielkie szczęście pobyć z dwiema  studentkami, Asią -córką kuzyna i jej koleżanką Anią. Chwilę dotykania chmur, taki kawałek nieba na ziemi. 13 lipca, Sapeurs  Pompiers czyli strażacy w całej Francji robią imprezy. W Nice strazacy nic nie robili. I tak po 21 latach postanowili zaszaleć i zrobić  wielką galę! …. wielki bal! …. I udało im się! . Wreszcie impreza z klasą, zrobiona  z rozmachem, wielką kulturą, i niespodziankami. Podobno było 3000 tysiące ludzi. Dopchać się do piwa nie było łatwo… Cudny wieczór ze strazakami … (większość to przystojniacy) Ludzie niezwykle fajnie się bawili, zero chamstwa,zero przewracajacych się pijanych osób . Aż dziwne.! …
Było kilka  piosenkarzy francuskich… Yannick, ze starym przebojem Ces soirees-là.  Byli tancerze i tancerki….I DJ z Nice The Nycer. Strażacy z szampanem tańczyli i polewali publikę . Atmosfera była gorąca.. .Sympatycznie! .  Muzyka do tanca..do rozruszania kości, .. powyginania śmiało ciała…. Można było zaszaleć. Byli artyści na szczudłach., tańczyli z ogniem. Tancerki w ubraniach  strażaków zaskoczyły nas. Wszystko wskazywało ze  to panowie będą tańczyć. Grupa rockowa z regionu też miała swoje pięć minut. Dzieciaki w spontanicznym geście wskoczyły na scenę. Niczym nieskrępowane szalały  wśród artystów. W kolejce po piwo, wodą zostawiliśmy oblani… Chłopaki za barem świetnie sie bawili.Nie mają łatwej pracy,często jako pierwsi służą pomocą.
Gra świateł współpracowała z muzyką. A nasze ciała próbowały poruszać się w rytm  dźwięków muzyki. Z nieba spadały niczym gwiazdy kolorowe konffeti… Było głośno, radośnie. Moglibyśmy bawić się do białego rana… Niestety szef strażaków Olivier był nieubłagany,nie było żadnego przedłużania. Godzina 1. 00 muzyka ucichła…. Do… za rok. Brawo dla organizatorów, najlepsza taka impreza, na jakiej byłam w Nice. Oby takich więcej!! .
14 lipca- narodowe święto Francji , parady, samolotowe pokazy a wieczorem pokazy sztucznych ogni…. I impreza na promenadzie. A wczesniej rodzinny obiad.. Moules frites czyli małże z frytkami, krewetki i deser. I opalanie się na plaży.. Błogie odpoczywanie.. Tym razem pokazy były bez muzyki. Kolory flagi Francji , serca i kwiaty i inne kolorowe ogniki na niebie rozbłyskały. Było kilka scen, dziadkowie, młodzi,dzieci śpiewali. Można było znaleźć coś dla siebie.
Dziewczyny były zachwycone…
Innym razem byłyśmy na lodach  (mam lodziarnie,gdzie lody są o bajecznych smakach, rodzina Włochów ją prowadzi )Niepozorna, malutka lodziarnia,o smaku dzieciństwa. … I było sushi… Dziewczyny pierwszy raz jadły pałeczkami i wytrwały końca… I leżenie na plaży po północy…. I łzy ze śmiechu….. takie cudne wlóczenie się. Nie mając nic, nie chcąc nic na siłę mówić, plaża, gwiazdy i morze i my zalane łzami ze śmiechu.. I tak wracaliśmy całe białe od kamieni…. za to szczęśliwe… uśmiech sam się pojawiał….
Asiu, Aniu fajnie było z wami pobyć. Popatrzeć jak odkrywacie nowe miejsca, Nowe smaki. Fajnie zachwycić się waszym zachwytem, na nowo zobaczyć miasto, w którym mieszkam. Zobaczyć kawałek nieba w waszych oczach… Zachowajcie świeżość chwili…… pomaga w trudnych momentach….

WAKACJE CZAS LENISTWA

Wakacje -czas leniuchowania, albo robienia zdjęć, by się pochwalić, gdzie się było. Czas zachwytu, albo narzekania:na pogodę,na hotel, na ludzi,z którymi spędzamy czas.
Byłam w Polsce. Dwa tygodnie niespodzianek, cudnych spotkań, lenistwa, takiego które nie męczy. Dopiero, wtedy zdałam sobie sprawę, jak bardzo byłam zmęczona. Jak bardzo potrzebowałam takiego odpoczynku. Bez planu. Bez pośpiechu. Bez narzekania.
Najpierw (już w tradycji moich pobytów w Paris)powitała mnie Marysia. Lało niemiłosiernie, a my na (bzyczku)łapałyśmy krople deszczu, krople Źycia.  Kolacja pełna radości i popatrzenia na siebie z troską i sympatią. To ludzie tworzą domy! To ludzie tworzą miejsca! To człowiek jest w spotkaniu najważniejszy. Oprawa to tylko dodatek.
Na drugi dzień samolot i lądowanie w Krakowie. Powitała mnie bardziej wiosenna pogoda niż letnia. Po upałach na południu Francji, było mi zimno.
Wieczorem dotarłam, do rodziny.Babcia czekała na mnie. Jeszcze nie spała.  Ciepłe powitanie, gorąca herbata rozgrzała moje zmęczone ciało. Wakacje! Nie muszę myśleć o pracy, by nastawić budzik. Nie muszę nic robić, nie muszę, bo nie chcę. Usunęłam bardzo szybko.
Na wsi mamy komfort własnego podwórka, komfort chodzenia na boso po zielonej trawie, niczym po miękkim dywanie. Huśtawka, bardzo lubię, ten delikatny stan kołysania. Najlepsza terapia by zatrzymać się będąc wsłuchanym w muzykę wiatru z akompaniamentem ptaków.
Syn kuzynki Michał co wieczór ścielił mi łóżko. Gest całkiem spontaniczny. Dzieci są uprzywilejowane , a my tak mało czasu z nimi spędzamy. Tak dużo się od nich uczę. To dorosły psuje dzieci, a później narzeka, że takie niedobre. Corka kuzynki, Karolina zrobiła tartę,z nią mogłam wrócić do moich nastoletnich przygód. Mogłam spotkać nastolatkę, która bała się życia. Z dzieciakami koleżanki mogłam zrozumieć siebie.. Cudne manowce…. Nieoczekiwane, taki prezent od życia, od Stwórcy. Usłyszałam że jestem zawsze mile widziana. To tak wiele, poczuć się jak u siebie, a nie jak piąte koło u wozu. Po to jest rodzina, po to są przyjaciele. Bez nich życie jest puste. Mam dużo szczęścia, mieć obok siebie ludzi, którzy, jeśli nawet mnie nie rozumieją, to jednak akceptują. Święty Augustyn mówił o tym że, „jedynie co możesz zrobić, „to pomóc drugiemu odnaleźć Prawdę, jeżeli ją posiadasz we własnym sercu.
Myślę, że mój pobyt był właśnie takim poszukiwaniem Prawdy.. Ci ludzie, których dane mi było spotkać wskazywali mi drogę. Drogę radości, która jest naturalnym stanem dzieci. Drogę  spokoju, który otwiera przestrzenie otwartości i zrozumienia.
Obie babcie żyją. Spotkanie z nimi, jest zawsze spokojnym wyobrażeniem sobie starzenia się. Pozwolić sobie na luksus bycia sobą. Ich miłość, jak miłość moich rodziców, większa od śmierci. Bezcenny dar, jaki możemy sobie ofiarować, jaki miałam w zasięgu ręki. Spokojny wzrok, spokojny krok. Zgoda na pomoc, zgoda na życie. Luksus bycia człowiekiem w pełni. Kolejna rocznica śmierci taty, msza święta za rodziców, była ochroną, obroną przed zwątpieniem….. Dobry czas….. Tak krótkie życie, a tak wiele w nim zamętu. Często sama go prowokuje.
Zapach drzew, mojej ulubionej dzikiej róży, mięty, zrywanie wiśni, rower i zbieranie borówek. Śmiech i łzy wzruszenia. Wyznania i rozmowy z dziećmi. Powrót do domu rodzinnego, w którym nie już rodziców. Powrót do wspomnień, ostatniego spotkania z mamą. Jakby to było wczoraj…Ptaki komponowały utwory, spotkania wytyczały trasę. Niespodziewani ludzie przytulali, dodawali sił, zabierali lęk.
Wypad do Krakowa był planowany. Podczas cudnych  manowców z Asią, niebo i deszcz nie dokuczały nam za bardzo… Anioły kontrolowały nasze włóczenie się po Krakowie. Przytulne mieszkanko Asi  zapraszało do bezinteresownego potraktowania wydarzeń, spotykanych ludzi.
Odkrycie Starej Kuchni -klimatycznej restauracji było posmakowaniem  pstrąga, z orzechami i migdałami. Modlitwa Uwielbienia w piątkowy wieczór była zderzeniem się z rzeczywistością Aniołów, świętych i Stwórcą. Była Pani która śpiewając skakała z radości. Jej radość była prawdziwa. Nikogo nie musiała udawać, z nikim nie musiała walczyć. Uświadomiłam sobie, wagę Radości, spontanicznego wybuchu śmiechu, wyjazdu,czy też odwiedzin. Bóg jest Bogiem Wiecznej Radości. !!
Na drugi dzień wypad do lasku Wolskiego. W jednym domu starszy pan zmieniał kwiaty samemu Bogu (w malej kapliczce )Gest jego wiary. Chciało mu się. Dla niego było to takie normalne,takie ważne.Wtedy zobaczyłam wagę drobnych gestów. Być może z tego będziemy rozliczani. Pizza w klimatycznej scenerii, w wyborowym towarzystwie. Spokój był naszym królewiczem. Słońce chyba balowało …. aczkolwiek nie padało. W lesie piękno przyrody korespondowało z pięknem  wypowiedzianych Słów i Milczenia. Ono ma nam wiele do powiedzenia.! Gdy wyszłyśmy z lasu, zaczęło padać… Dopiero wtedy.. Anioły czuwają. I tak było przez cały weekend… Pyszne lody,kaloryczna kawa i  wspomnienia z Hiszpanii, ze szlaku św Jakuba, były znalezieniem się na plaży usłanej muszlami.
Rynek, wyroby z czekolady- arcydzieła i deszcz umilały nam spacer. Padało mocniej jak byłyśmy pod dachem…
Wieczór spokojny,z filmem Bezcenny dar- polecam…
Niedziela. Znowu deszczowo, za to ptaki i łąka widziana z balkonu szczęśliwe. Słońce maluje na brązowo. Nie wybiera. Wszystkich traktuje jednakowo. Za to deszcz na zielono i pachnąco maluje.
Towarzyszył mi List do Syna -Rudyuarda Kiplinga, który się zaczyna: jeżeli zdołasz zachować spokój, chociażby wszyscy go już stracili… Bardzo lubię ten mądry list…
Niedzielna msza św w Łagiewnikach, spotkanie ze św.  Faustyna i Janem Pawłem, były pytaniem i odpowiedzią o stan mojego ducha. Jak mało mam wiary… A jak dużo szczęścia…
Coraz bardziej deszcz krople zsyłał z nieba. Uziemione w domu z pysznym obiadem zakończyłyśmy nasze spotkanie. Czeka nas jeszcze jedno…. Zauroczył mnie Kraków,międzynarodowe miasto, pełne niespodzianek… Zaskakujące miejsca,klimatyczne restauracje i bary….
Powrót do rodzinki, i szaleństwo disco -polo..Występ zespołów. Przez chwilę próbowałam zrozumieć teksty, było to ponad moje siły…. Obserwowałam ludzi, sami młodzi, piwo i telefon w ręku. Nowa moda. A no i dziewczyna w ramionach, lub za rękę. Większość- w stanie nieważkości. Większość te teksty zna. Nie mogłam się nadziwić. Szał gościa, który mówi do publiki:((jesteście zajebiści. Jest zajebiecie.)) A publika odpowiadała tak samo…. Byłam w leķkim szoku. Po raz pierwszy byłam na takich występach (jakoś koncert nie pasuje)Czułam się jakbym znowu miała dwanaście lat, bo wtedy też był szał na takie muzykowanie.
Tydzień później,  był już kolejny, doroczny  jazzowy koncert.Ludzi było bardzo mało. Też byłam w szoku. Bardzo klimatyczne emocje jazz wywołuje. Kołysze,wycisza,  uspokaja. Może dlatego, takie małe zainteresowanie.Wata cukrowa była moim rarytasem,wróciłam do dzieciństwa. Jeszcze ciepłej się zrobiło.
Ciocia mnie rozpieszczała… Pierogi,ciasta  bigos… uczty królewskie. Nie ma to jak ktoś zrobi i poda.

Czas niemiłosiernie gonił,próbowałam łykać świeżego powietrza jak aspirynę. By moc oddychać świeżością rosy,by zachować  w oczach zachody słońca,życzliwe obrazy.

Trudno wrócić do obowiązków ,po takim leniuchowaniu.Na koniec okazało się ze źle popatrzyłam na godzinę i bus do Krakowa mnie odjechał..Na szczęście ,nie spieszyłam się i Anioły załatwiły mi następny..Na miejscu byłam tylko godzinę później. Asia na mnie czekała. Poszłyśmy do Camelota ,zajadając się sałatką mijając mrożoną herbatę z kopru ,mięty i cytryny,oraz tarty malinowej i ciasta czekoladowego ,znalazłyśmy się w świecie baśni . Nawet kącik z Aniołami maja…Malo snu i powrót na lazurowe,z przerwa na obiad i plotki i pomachanie wieży EIFFLA zakończyły moje wakacyjne manowce….

Malo zdjęć,za to dużo zapachu jagód,czereśni,truskawek,lipy,życzliwych spojrzeń,ciepłych slow,świeżości powietrza i radości dzieci.Tego mi było bardzo potrzeba.