ODKRYWANIE NADZEII W CODZIENNOSCI

Czytając wiadomości, depresja murowana. Krzyk rozpacz,nienawiść,egoizm. Wszyscy mają rację. Prezydenci nie dogadują się ze swymi rządami, partie obrzucają się błotem. Obraz głupoty, czy upadek cywilizacji??
Zjednoczona Europa przeżywa sprawdzian, na ile jest prawdziwie zjednoczona…
Właśnie przeczytałam genialne zdanie Marka Twaina”przeszedłem w życiu przez wiele katastrof, niektóre nawet zdarzyły się naprawdę.”…….
W mediach wciąż debatują, deklarują i obrzucają się wyzwiskami. Zastanawiam się, ile w tym, co mówią jest świadomości.??? Jak można na forum obrzucać się błotem i twierdzić, ze jest się lepszym….?? I maja  receptę na uratowanie świata. Afera goni aferę, nikt nie wie ile jest w tym prawdy. Dziennikarze, coraz częściej reagują agresją. Tak jak było w Rzymie w czasach gladiatorów cały świat śledził  i klaskał….   A krew się lala.!!…. A zmiany jak nie było, tak nie ma…
Tymczasem Dobro siedzi w kąciku…. Dzieci i zwierzęta pokazują głupotę dorosłych. Niczego nie ukrywają. Wszystko je cieszy. Natura śpiewa hymn wdzięczności, a człowiek rzadko korzysta z jej pomocnej dłoni. Jedynie ci, którzy mają odwagę odnaleźć swoją drogę, budują przyszłość bez utopii. Odwaga ma w nosie opinie innych… Zwłaszcza, te negatywne, wyssane z palca….. Naukowcy się przyznają, że wciąż tak  mało wiedzą o wszechświecie. Wszystko jest teorią.
A jak jest w moim życiu? Czy nie zatrzymałam się tylko na teorii?? Psychologowie ostrzegają : każde negatywne uczucie, emocja może spowodować chorobę….  może, dlatego leki nie pomagają. Nie mogą pomóc, skoro…. W ostatniej ekranizacji Mission Impossible, jest taka scena jak terrorysta bierze zakładnika i zakłada na niego bombę, którą steruje…. Jak często jest w naszym życiu, gdy jesteśmy sterowani przez złość, zazdrość, usiłowanie kontrolowania innych…. Jak się wydostać?? Bez uszczerbku na zdrowiu?? Dopuścić Dobro, pozwolić sobie na Prawdę o sobie samym… Przyznać się do porażki. Wstać, otrzepać się i pójść dalej…. Chciałabym tak potrafić, stanąć do lustra i sobie wybaczyć. Wszystkie świństwa, porażki. Pogodzić się ze sobą…. Jesteśmy nasiąknięci wstydem, że czegoś nie potrafimy lub nie wiemy… Dopiero, jak ktoś nam pokaże ,to wtedy się przyznajemy… Narzekanie staje się czymś normalnym….
Przesiąknięci szarością plujemy jadem niezadowolenia, mijamy się z rzeczywistością. Robimy interesy, w imieniu tak zwanej przyjaźni.
Czasami życie stawia nam nieoczekiwanie przykład człowieka; o ciepłym spojrzeniu, spokojnym głosie. Nie musimy niczego udawać (jak powiedziała Marysia słuchamy się  nawzajem), Dlatego dialog płynie. Słowa mają wartość. Nie ma obrażania, ani wyśmiewania. Jesteśmy tu i teraz. Czas płynie, a my próbujemy szlachetną rozmową, naładować baterie nadzieją. Kilka dni temu, spotkałam takiego człowieka. Zupełnie nieoczekiwanie „wpadł mi w ramiona ” Dosłownie potknęłam się o niego. Chwila prawdziwych słów dodała mi siły, aby z ufnością dziecka, nie bać się być sobą. Aby brać pod lupę, narzekania,aby  nie robić” interesów” ze spotkanym człowiekiem: a jemu przytaknę, bo mi się przyda…. Fałszywe znajomości zdemaskować…
Na rozpoczęcie roku akademickiego w Nice ksiądz powiedział do młodych „bądźcie prorokami naszych czasów, dobra miłości, przyjaźni. Bądźcie odważni!”
Jak często gadamy tylko o pogodzie, o pracy. .. Tak mało głębokich myśli…..
Być prorokiem…. Zadanie szczególne dla młodych.
Przeszedłem w życiu przez wiele katastrof, a niektóre nawet zdarzyły się naprawdę -szepnął Mark Twain…..

PERLY NA POWIERZCHNI MORZA

Perła Lazurowego wybrzeża. Saint  Jean  Cap Ferrat. Miejscowość nadmorska, znajdująca się na półwyspie marzeń. Bogaci kupują domy….. ogradzają,kamery wszędzie. Czułam się jakbym złodziejem była. Wiem wszędzie jesteśmy obserwowani. Na tak małej powierzchni i rzucającego  się w oczy bogactwa, kamery są konieczne…. Bogaty musi się chronić,otacza się murami, kamerami… Skoro płaci ok   216 000  za metr kwadratowy…Na drugim miejscu są ceny w Hong Kong, i  Nowym Yorku …I  tak wszystko musi zostawić na ziemi…. Nic ze sobą nie może zabrać. Na równi z biedakiem. Jest tam ,La Villa Ephrussi de Rothschild, ze swymi pięknymi ogrodami,udostępniona do zwiedzania. Co tam jest najcudniejsze.? …Można obejść półwysep z każdej strony. Jest kilka ścieżek specjalnie dla turystów. Dla spragnionych piękna natury. I pokoju ducha. Gdy słońce muska delikatnie twarz,uśmiech sam się pojawia…Serce wreszcie wraca do formy, nogi przestają być zmęczone. Twarz promienieje. CisZa bierze pod rękę, a ścieżka z kamieni staje się czerwonym dywanem.
Najpierw zajrzałam do Saint Hospice- kaplicy zanurzonej w Ciszy z widokiem na góry….Ścieżka wśród drzew i tańczącego morza. Słońce odbija się w wodzie. Daje życie, wszystkiemu, co spotka po drodze. Usiadłam na chwilę na kamieniu, by wrzucić do morza negatywne emocje. Z czystym sercem, lżej się maszeruje. Ludzie niezwykle spokojni…. Taka rzadkość… Uśmiechamy się do siebie mówiąc dzień dobry…. I tak naprawdę myślimy.
Kaplica została wybudowana w XI  wieku,na cześć pustelnika Hospitius. Na zewnątrz jest figura Maryji z brązu,11m 40 wysokości. W 1904 roku, bogaty nicejczyk w podziękowaniu za spełnioną prośbę, zlecił zrobić rzeźbę. Robi wrażenie,gdy promienie słońca odbijają się…. tak jakby była żywa ….  Królowa nieba i ziemi….
I poszłam dalej, morze spokojnie pluskało się w słońcu. Chwilami było gorąco.Z jednej strony mury bogaczy,teren wojskowy,a z drugiej wolność, śpiew natury. Rzeźbione przez wodę skały. Drzewa z wiatrem na plotkach…. Czas bezcenny..Darmowa terapia. Może jakby ludzie częściej się pojawiali w takich miejscach…. Nie musieli by chodzić do psychologa,czy też łykać  psychotropów…. Mamy wybór.
Jak jest mi bardzo źle to wracam do miejsc,które mnie wyciągają z ponurych myśli. Przy takich widokach nie sposób się, nie uśmiechnąć. Ścieżka stroma,kamienista,jak w życiu. Pogodzenie chwil trudnych z pięknymi. Mam szczęście mieszkać w takim regionie, który ofiaruje za darmo, szlachetność przyrody i przygody … Jeśli dasz wolność,a nie odejdzie,to będzie  na zawsze..   coś w  tym jest.
Wydreptałam ok 9 km…. W słońcu i delikatnym powiewie wiatru. Z przerwą na obiad pod drzewem,  z widokiem na lazurowe morze. Tylko pozazdrościć!!Smakowało … W takich warunkach sama bagietka smakuje inaczej.Z powrotem można wrócić przez miasteczko. Tak też zrobiłam.I wpadłam prosto na przystanek autobusowy… I jak na zawołanie podjechał  autobus…. Wyjście na zewnątrz nic nie kosztuje. A czego doświadczę,nikt mi nie odbierze…

WYDREPTAC SWOJA PASJE W POROZUMIENIU ZE WSZECHSWIATEM

Ostatni wypad w góry z Marysią, zachęcił mnie do wyruszenia w drogę. Aby pogodzić smutek z radością zachwyt z problemami. Na nowo wsłuchać się w siebie, tak wiec moje dreptanie zaczęłam w Valberg -stacja narciarska z Sentier Planétaire(szlak pełen fantastycznych chwil spędzonych ze wszechświatem) aleja gwiazd..(brawo dla tego kto wymyślił,idealne połączenie nieba i ziemi )
Szarmanckie miasteczko narciarskie, latem zamienia się w zieloną krainę. Jest najstarszą stacją w departamencie Alp Nadmorskich. W przyszłym roku będzie świętować 80 lat. Droga z Nice jest cudna.Od bujnej zieleni po czerwone skały, które na zakrętach , można dotknąć, przywitać się z nimi. Przepaść z drugiej strony. A w niej rzeka wijąca się my razem z nią. Oczy napatrzeć się nie mogą. Już jest pięknie… Już nie mogę się doczekać… Gdy wysiądę i zacznę oddychać pełnymi płucami.
Valberg jest mieszaniną tutejszych cudnych domków z drzewa, z betonowymi budowlami. Wjechaliśmy na 1700m… Hm….. Niezły początek. Słońce nie żałuje swych promieni… Zapowiada się uroczy dzień.
Kierowca powiedział mi gdzie mam iść…. Oczywiście poszłam w drugą stronę.. Postawiłam na intuicję, aczkolwiek miałam mapę .Sentier Planetaire- taki był mój cel.( No cóż, jako że z mapami jakoś się dogadać nie mogę.)) postawiłam na intuicje ….
I tak najpierw dotarłam do hotelu otoczonego górami….. Cisza próbowała uspokoić mój oddech. Dotarłam do jeziora Senateur,ścieżką wśród przyjaznych drzew. Urocze jezioro wśród gór. Jedno z wielu. Słońce zaczęło ostro prażyć. Powietrze czyste. Wiatr przyjazny. Za to muchy mniej sympatyczne. Dużo motyli, czarno czerwonych….. I jarzębina. I Zielona miękka trawa, w której się położyłam, by zjeść obiad…. Ach….. Ta chwila mogłaby trwać i trwać!!!
W końcu dotarłam na szlak planetarny.(Zdarza mi się zaczynać od połowy, lub od końca) ·Tak też zaczęłam od połowy. ( Bardziej sympatyczniejszy był… Gdy schodziłam to udało mi się wejść na właściwą ścieżkę ) I tym sposobem przeszłam cały.
No i wpadłam na księżyc….  Połączenie ziemi z niebem, dało zanurzenie się w świat  niebieskich przestrzeni. Kontemplacja szlachetnych widoków łączy się z  nauką o planetach. Niczym sierp w polu gwiazd. Przy każdej planecie jest informacja o niej jej wygląd.;I majestat gór i dolin.Gdyby księżyc nie istniał, ziemia obracałaby się wokół samej siebie w ciągu 6 godz. Księżyc przez swoja moc grawitacji trzyma Ziemię mocno w swych dłoniach…. Jest stabilnością Ziemi. Siedząc z księżycem na ławce kontemplowaliśmy ziemię. I przeszłam do Saturna-władcy pierścieni. Ścieżka wieczności.  Mało się pokazuje. Nie lubi gapiów. Cudny widok na pasmo majestatycznych gór.
I  spotkałam Asteroidy… Brakuje jednej planety między Mars a Jupiter… Na jej miejscu, przestrzeń kolebki meteorów. Z asteroidami nie ma żartów. 50 000 Km na godz..Dają czadu, nieźle się bawią…oczy pląsają się od zalanych promieniami slonca gór.

I natknęłam się na meteoryty-kamienie nieba. Burze kosmiczne.  Największy ważył 10 ton….Były też spadające gwiazdy- sprzedawcy piasku kosmicznego. Białe bukiety pachnących gwiazd. Były komety- włóczykije kosmosu. One mają czas, nigdzie im się nie spieszy. Kometa Halleya pojawi się w 2062…. Ale jak już się pojawi.. Spektakl gwarantowany.!!… Były też Czarne Dziury -misterium kosmosu. Być może gwiazdy mają swój cień. Zostawiają po sobie ślad. I pospacerowałam po drodze mlecznej-naszej galaktyce, miliard gwiazd połączonych ze sobą. Niezwykły spektakl. Wszechświat w swoim artystycznym bałaganie. Do twarzy mu. Były tez Gwiazdozbiory. Grupy gwiazd zajmujących określony obszar niebieski. Człowiek wszystko nazywa, tak tez dał nazwy konstelacjom. Mitologia kosmosu. Nic, tylko położyć się w zielonej trawie i w ciszy rozgwieżdżonej nocy, pozwolić się porwać roztańczonym lampionikom.

Spotkałam Jupitera-sen bycia jedną gwiazdą. Galileusz odkrył świtę królewską i czterech służących,  w orszaku, który, nigdy nie obija się o siebie.. Jupiter, czyli Jowisz jest największą planetą układu słonecznego. Następna planeta za 650 milionów km Saturn.…  Pył kosmiczny-Niech stanie się światłość i światłość się stała….Pył kosmiczny pochodzi z komet, asteroid… Jest utrapieniem dla astronomów. Kosmos nie chce być całkowicie odkryty. Być może boi się człowieka… Pył miesza się z chemikaliami, jakie produkujemy i wydalamy. Gubimy  percepcję Wszechświata. 99 %Ludności w USA i w Unii Europejskiej już zgubiła widoczność Drogi Mlecznej. Nie ma, co tylko obwiniać pyłu kosmicznego… Rzadko wpatrujemy się w niebo…. I byłam na Marsie -czerwonej planecie. Dwa razy mniejsza od Ziemi. Jest tam największy wulkan układu słonecznego.

Ziemia-nasz piękny dom. Niby tacy wielcy, a w porównaniu ze wszechświatem tacy mali.70 Procent to woda. Człowiek tez składa się z wody… Naszym bratem jest Księżyc. A siostra Słońce. Jesteśmy planeta jedna z wielu. A tak bardzo wszystko chcemy sobie przywłaszczyć, sprzedać, jeżeli nam już nie pasuje…wyrzucić.  Zbieracze złomu …najpierw zaśmiecamy nasz piękny dom narzekamy ze jest brudno …jesteśmy oaza w kosmosie.

I Merkury, licząc od Słońca, pierwsza planeta Układu Słonecznego , miała dla mnie wiadomość. Skalista planeta.”nie boj się bezsilności jest mocą ludzi przewidujących”-wyszeptał Merkury…Koniec zawsze może stać się początkiem czegoś nowego…NIE MARNUJ ŻYCIA !!zaglądaj częściej do nas…

Venus-podobna do ziemi,druga planeta układu słonecznego.

Pogadałam z Gwiazdą polarną, która od wieków prowadzi wędrowców. Niebieska busola, dzielnie trwająca na posterunku. Ma moc promieniowania  12000 razy  większe niż słońce.Tak jakby była strażnikiem naszej ziemi. Rożni ludzie odkrywają planety.  Uranus- planeta  pełna gazu i lodu. Odkrył ją muzyk i pasjonat astronomii. Muzyka też znana jest we  wszechświecie. Ma niebieski kolor…    Odwieczne tajemnice świata mają swoje racje. Fakt, że jest zrozumiały jest cudem.-tak twierdził Einstein. Wszechświatem człowiek interesował się już w Babilonie, Copernic, Galileusz, zapłacili cenę za swoje odkrycia. W ich czasach było nie do pomyślenia. Dziś już nic nas nie dziwi…Rzeczywistością jest czasoprzestrzeń, przenikająca światło. Kepler próbował znaleźć harmonię w kosmosie. Newton- niebiańska mechanika, Einstein -zakrzywiona przestrzeń, Hubble- wybuch Big Bang, narodziny wszechświata, Hawking jest w centrum galaktyk. Ciekawość poznania, nie zna granic…CI naukowcy przeszli do historii… Natknęłam się na kalendarz  słoneczny. Pory roku są dyktowane przez słońce. Możemy się zachwycać zmianami, które nieustannie towarzyszą naturze. Kalendarz -łączność między człowiekiem a kosmosem. Rytm naszego życia na ziemi, oczy nieba.
Zaskoczyła mnie planeta Małego Księcia i gwiazWAKACYJNE MANOWCE  VALBERG 122da wbita w skałę. „To, co ważne jest niewidzialne „…Jeżeli naprawdę kogoś kochasz…. To będziesz potrafił kochać tych,  których spotkasz. Pomimo różnic, pomimo wszystko. Jeżeli lubisz to, co robisz, wszystko jest dla Ciebie ważne… -Przypomniał mi Mały książę trzymając mnie za rękę. Zapatrzeni na szczyty gór, milczeliśmy chwilę ,by już nigdy nie czuć się samotnym.  Była też nieznana planeta Umieć zobaczyć świat w ziarenku piasku ,a niebo w polnym kwiatku. Umieć zatrzymać czas w zaciśniętej ręce.. I nieśmiertelność zatrzymać w jednej godzinie…Czy istnieje druga ziemia? Takie pytanie stawia nauką i filozofia. Czy mamy bliźniaczą planetę? Nauka jeszcze nie wie….. św. Augustyn mówił, że na drabinie Kosmosu, tylko to, co jest fantastyczne może być prawdziwe…

I wreszcie Neptun - matematyk, kończący szlak. Położony na kamieniu, dyryguje muzyką wszechświata. jestem na 1900m;;;;;;  Panorama 360 stopni, zamyka buzię. Łagodność łączy się ze szczerością. Muzyka z hałasem. Wszystko jest pięknem-  szepcze Neptun. Najbardziej oddalona od Słońca patronuje granice systemu słonecznego. Pierwsza planeta odkryta matematycznymi obliczeniami. Z góry wszystko wygląda inaczej… Bliżej gwiazd. Bliżej samej siebie.  Bliżej Stwórcy…to dopiero początek

W POSZUKIWANIU GWIAZD NA ZIEMI

Czasami ludzie pięknieją. Przebywanie w ich towarzystwie ratuje przed staniem się jak kamień…Niedawno mała Marysia świętowała chrzciny,a teraz troszkę większa …. Maria odwiedziła mnie na południu. Tydzień, który oczarował nas.
Na nowo odkryłam miejsce,w którym mieszkam. Jego ukryte skarby,piękno natury i spotykanych ludzi. Rutyna zabij!!. Łatwo można zaplątać się w labirynt pracoholizmu  i nie potrafić z niego wyjść…..
Czekałam na Ciebie. Chciałam Ci odrobinę lazuru podarować. A to Ty byłaś moim lazurem. W twoich oczach odbijało się piękno odkrywanych miejsc. Palmy,na  które nie zwracam uwagi, Ciebie fascynowały. Zatoka Aniołów mruczała… morze spokojną tonią Cię powitała. Wieczorne lampiony, tworzyły nastrój tajemnicy. W ciągu dnia miałaś czas tylko dla siebie. Cudowne manowce. Czas wypełniony lenistwem. Czas bardzo potrzebny. Oczyszczanie z toksyn pośpiechu i stanu rozszarpanych nerwów. Na drugi dzień wieczorna kolacja na plaży. Morskie fale nam towarzyszyły. Kamienista plaża udzieliła swych wygładzonych falami kamieni. Niebo z gwiazdami mrugało. Kolejny wieczór i teatr. Sympatyczna komedia w sympatycznej sali. Ludzie młodzi i o dziwo spokojni…. radość tańczyła swój taniec. Sztuka mówiła o zamianie płci… tylko nie umysłu…. ciekawe spostrzeżenia miał piszący te sztukę. Nie można stać się kobietą, jeżeli jest się mężczyzną i na odwrót. Umysł pozostaje wierny ciału. A my tak często chcemy się zamieniać rolami. Aktorzy nieźle się bawili,a my razem z nami.
Jako że pracuje w hotelu, z restauracją na ósmym piętrze,posiedziałyśmy delektując się drinkami i panoramą Nice.
Kolejny wieczór i księstwo Monaco. Niestety książę Albert nie zaprosił nas na kolację… Następnym razem….
Część pałacu udostępniona do zwiedzania,mówi o bogactwie…. takim, które można dotknąć. To co najważniejsze, jest prawie niewidzialne. Ród Grimaldi zawładnął Monaco Francesco Grimaldi znany jako „Malizia” (Przebiegły) w 1297 roku w przebraniu zakonnika franciszkańskiego wywiódł w pole genueńskich strażników zamku.  Grimaldi ze swoimi towarzyszami wymordował załogę twierdzy i odebrał Monako panującej tu rodzinie genueńskiej. I tak do dziś,z małymi przerwami królują w Monaco. W 1866 – powstało Monte Carlo, nazwę otrzymało na cześć księcia Charlesa III.
Lato sprawia że na deptaku w stronę  portu Herkulesa restauracje i bary swoją kreatywnością przyciągają klientów. Jachty -luksusowe domy na wodzie, są kołysane przez morze. Bogactwo tak zwanych pieniędzy rywalizują z bogactwem ducha. Dlaczego ludzie się zmieniają.. gdy fortuna ich zaskoczy??
Na molo można gwiazdę zobaczyć. I swe odbicie w wodzie i stanąć przed ogromem bogactwa, i pozwolić przytulić się  bezpłatnie morzu. Ono zawsze jest. Czy i ja jestem? I po raz kolejny odkryłam Monaco…zwłaszcza chwilę, wejścia w głąb molo, by podać rękę…  na zgodę naturze.
I kolejny wieczór Cannes -miasto festiwalu, czerwonego dywanu. Miasto pięknych hoteli i sympatycznej  La Croisette, którą można spacerować. Hotele próbują tworzyć harmonię ze swoim sąsiadem morzem. Zanurzając nogi w morskiej toni  zaskoczyła nas ulewa. Troszkę nam przeszkodziła… Rzeźby Salvadora Dali prosiły o zatrzymanie się. „Profil czasu”szczególnie mnie zachwyca. Twój zachwyt mnie oczarowywał. Pomimo zmęczenia, wszystko było pełne kolorów.
W końcu dwa dni wolne… Czas na całodniowe poznawanie i całkowite zanurzenie się w radości bycia tu i teraz.
Miasteczko Saint Paul de Vence. Średniowieczne miasteczko położone na wzgórzu. Artyści jak Chagall, Gombrowicz czy Matisse jakiś czas tam tworzyli. Trudno się oprzeć widokom, z których oczy pląsają się. Nie wiedzą co najpierw mają rejestrować. Pozwoliłyśmy się zanurzyć w sztukę. Galerie, jak grzyby po deszczu, zapraszały.Człowiek z natury jest piękny….. szeptało miasteczko Saint Paul…… Bądź kreatywny jak ja….. Ciebie urzekły maki na obrazie…. mnie niedokończona  twarz….. Rewelacyjny sposób na nie zmarnowanie dnia. Urocze miejsce. Nie dziwię się artystom,że ich insinspirowało. I na koniec ulewa nas znowu zaskoczyła. Wcześniej wrociłyśmy do Nice. A że troszkę się przejaśniło, pojechałyśmy do fortu w Nice. Widoki niczego sobie i trochę lasu i szyszki, mrówki,oliwki przytulały i to za darmo. Chwilę pobycia sam na sam ze wszechświatem. I znowu ulewa. Ziemia potrzebuje kropli orzezwiajacej wody.Wracając z gałązkami drzewa oliwnego(prawie całe drzewo obskubałaś)szczęściem stawiałyśmy kroki.
I ostatni dzień. Góry -wszechświat kłania się i my także,stajemy w zdumieniu, osłupieniu… Z szybciej bijącym sercem, i z oczami pełnymi radości mówimy :łałł…..
Train de merveilles -linia turystyczna – 100km do pokonania różnicę wysokości ponad 1000 m, 81 tuneli w sumie 44km, 3 tunele spiralne, słynny wiadukt Scarassoui między Saint Dalmas de Tende i La Brigue,  407 mostów, w tym długi wiadukt Rivoira….. Robi wrażenie.. Zwłaszcza średniowieczne miasteczka pełne tajemnic… Można wysiąść,i szlakiem przejść od miasta do miasta. I wtedy poznajemy naszą kondycję i zaczynamy rozmawiać z naturą. My wysiadłyśmy w  Tende. Im wyżej wchodziłyśmy, tym większe zdumienie. Obrazy, pojawiających się gór, olśnionych promieniami słońca, pozostawiały buzię otwartą. Kaplica Saint Sauver była naszym celem. Tylko godzina szlaku… A widok…. Piękno pięknem oczarowywało nas. Kabel pomógł nam wspiąć się do kaplicy. Po drodze jaszczurka wylegiwała się na kamieniu ,niebieskie motyle nie pozwoliły sfotografować się. Wszechświat śpiewał Odę do radości….
W tempie błyskawicznym, chcąc zdążyć na pociąg, by dostać się do innego miasteczka, zbiegłyśmy z góry… Pociąg czekał na nas…. Wysiadłyśmy w Brigue….. I przeszłyśmy do Saint Dalmas…. Sympatyczny szlak w lesie…. Po drodze kapliczka św Anny….. Las śpiewał…. nam serenady. Nasze nogi trochę zmęczone… dzielnie maszerowały. Serce wreszcie odpoczywało, biło rytmem śpiewającym.  Takie efekty daje wyruszenie w drogę…
I tak dotarłyśmy na dworzec…Pociąg trochę opóźniony… A ludzie spokojni,  wyciszeni,jedynie dzieci pełne energii… Błogosławieństwo być wśród takich ludzi. Zdenerwowanie zabrały góry-nasze zdrowie i nasze oczarowanie….
No cóż czas wrócić do rzeczywistości.
Marysia dzięki za obecność. Przypomnienie ze góry mam w zasięgu ręki, a morze czeka na mnie. Każdego dnia mogę go powitać, porozmawiać z Nim. Czas wypełniony intensywnym odpoczynkiem. Tego mi było potrzeba. Zrozumienia,że świat nigdy nie przestanie mnie zachwycać. To ja zapominam o jego wdziękach…
Następnym razem Kotlina cudów…. Czeka na nas.. Przyjaciele nie tylko żyją w harmonii , jak mawiają niektórzy, lecz współtworzą melodię…..
Do następnego pobytu….