Bez tytułu

Co za tydzień !  Bardzo pobożny. Wrócił z Portugali kolega z pracy, był także w Fatimie. Przywiózł mi dziesiątek różańca i książeczkę o Fatimie, po polsku. Dodam ze jest francuzem i człowiekiem niewierzącym. Bynajmniej tak twierdzi. Spotkał Boga, w Fatimie.. i podzielił się ze mną….. W świecie zabijania Boga… Dał świadectwo prawdy. Gdy opowiadał był Zdziwiony…. A tak działa Stwórca poprzez Zdziwienie….Wszedł w relację z Niewidzialnym. Niezwykle wydarzenie l

Kilka dni później byłam na czuwaniu modlitewnym u  francuzów. Grup młodych animowała, księża spowiadali, ksiądz prowadzący czytał nazwiska, tych, którzy zginęli w Paris…. Mocne. Miałam wrażenie, że byli z nam Stali sie nam bliscy
I wreszcie niedziela. Diakonat franciszkanina Marco Savioli.
Młody człowiek, którego powołał Bóg. Jego pragnienie zaakceptował zakon i przyjął  świecenia diakonatu….Świętość nie jest mu obca!!
Spotkanie z Marco , było radosnym Objawieniem się Żywego Boga…
Braterstwo i nie tyle umiejętność słuchania, co Zasłuchanie połączone z wielką dozą kontemplacji, i atrybutu każdego szukającego świętości, poczucia humoru. Cały Marco. Ma w sobie polsko -włoską krew.
Marco, niezmiernie jestem wdzięczna Bogu, że nas poznał. Byłeś z nami na mszy polskiej w maju. Wtedy zobaczyłam twoje Zasłuchanie, służąc do mszy, miałam wrażenie jakbyś był obok Stwórcy, jakbyś Go widział…I ci wtedy zazdrościłam… Twojej wiary…  I mały Nicolas, który w darze niósł ze mną chleb jego powaga, że dzieje się coś ważnego sprawiła, że zadałam sobie pytanie, Kim dla mnie jest Bóg.???
I Dziś biskup Andre nałożył ręce i w imieniu Jezusa wysłał Ciebie,…Tam, gdzie Duch Święty Cię poprowadzi.
Jest coś wielkiego w takich ceremoniach. Czuć w powietrzu, ze nie jesteśmy sami. Anioły w szczególności  wtedy chronią…VENI CREATOR SPIRITUS, rozpaliła nasze serca.  Litania do wszystkich świętych ma wielką moc .Gdy śpiewaliśmy, święci byli obok Ciebie. Szeptali wybierz mnie, jestem do twojej dyspozycji….. Duch Święty Cię przytulił….
W 1223 r., św. Franciszek przygotował pierwszą szopkę, w Greccio, we Włoszech.
” Jak mówi legenda – obecni ze zdumieniem zobaczyli, że gdy zbliżał się do niej Franciszek, figurka ożywała i Jezus wyciągał rączki ku Biedaczynie.  Jaskinia i las zostały rozświetlone przedziwnym nieziemskim światłem, a w sercach ludzi zapanowały radość i pokój. Franciszek dokonał cudu: pomógł Chrystusowi narodzić się w sercach tych ludzi.”
Biskup przypomniał tę historię. Tym sposobem powiedział o Twoim charyzmacie…
Twoje podziękowania były radosne, gdy szedłeś obok biskupa to się uśmiechałeś… I to jest znak, że te 10 lat formacji nie poszły na marne.
To dopiero początek..Czekając na Ciebie, nie mogłam się na Ciebie doczekać;….., przygotowane jedzenie… Jakoś mnie nie interesowało… Chciałam tylko uścisnąć Ci dłonie, aby zabrać Ci trochę Pokoju, który masz w sobie ponad miarę..
I to, że pamiętam w modlitwie…i abyś młodych zadziwiał swoim zdziwieniem i zasłuchaniem w Żywego Boga… I piękne było, co powiedziałeś, „„Gdy, przyszedłem na Cimiez, miłość Boga już była w was… a wiec zaaklimatyzowanie było radosne,   szybkie.. Parafianie byli wzruszeni…Brawami zabrzmiały mury kościoła…. Dla Ciebie. Dla twojego powołania. Dla Boga. Czułam się jak po pięćdziesiątnicy…. W krużgankach na Cimiez, ludzie dzielili się pięknem ceremonii, twojego święta…. Duch Święty zaszalał…..Rozdawał swoje dary. Nikt nie protestował. Byliśmy wtedy tak Dobrzy….. jak nigdy dotąd..

NIC NIE RODZI SIE Z PRZEMOCY

Ona-W świecie prostota jest luksusem, wiesz to cecha niezbyt zrozumiała….
On-Ale to akurat nie musi cię ograniczać
Ona-Nie sądzisz ze ograniczenia są w nas?
On-Też to widzę i mam coraz większa pewność ze są niezbędne
Ona-Hm ograniczenia zjadają zaufanie
On-Na mój gust to raczej strach blokuje zaufanie
Ona -A strach bierze siłę z ograniczeń
On-Twój strach czy strach, innych?
Ona-Dzieci mówią, co widzą, co czują.. W nich nie ma ograniczeń….
On-To już obydwoje wiemy…
Ona-A, więc ograniczenia nie są naturalne
On-W tym świecie są niezbędne…Niestety
Ona-Dlaczego niezbędne?
On-Żeby mogły istnieć różnice i dowolne formy
Ona-Wczoraj oglądałam program o Islandii o panu, który szukał kamieni wulkanicznych, które pod wpływem ognia mogą się rozpuścić do cienkiego włosa, niesamowity widok.. Rozebranie kamienia do nitki… Czuję ze to jest ważne dla mnie…. Jeszcze nie wiem, do którego momentu mojego życia przyczepić…..
On-Do tego nowego!!!
Ona-No tak, ale skoro są dowolne to, po co im ograniczenia
Na razie gadałam z małą dziewczynką….. Więcej w niej strachu niż spontaniczności….Układam puzzle swojego życia
Ona-Ostatnio wiele dobra spotykam w ludziach…. Ludzi, którzy chcą rozmawiać… Chcą wyjść z więzienia…… Uprzedzeń

Kilka dni później
On-Już odpoczęłaś??

Ona-Tak.Odpoczęłam…Wczoraj nieprzewidziane spotkanie..
On-I, jakie konsekwencje tego spotkania?
Ona-Radosne
A dziś pojawiła się myśl…. O odnalezieniu swojego życia…. hm jeszcze nie wiem, co z tym zrobić…. Aa ty jak się masz?
On-Zdecydowanie dobrze
On-Witam w klubie zagubionych serc
Ona-Hm ciekawe, co napędza samotność?
On-Dla mnie osobiście to izolacja jest głównym składnikiem. Samotność to jakby brak  łączności  z otoczeniem
Ona-Lub łączność jest tylko powierzchowna….Bardziej widoczne są zranienia, nimi potrafimy się szczycić…Nie patrząc, że my też ranimy
Nawet lekarze mówią ze są tacy, co wyzdrowieć nie chcą….Boja się rzeczywistości… Tego ze już nad nimi nikt się nie ulituje….. Czyli co udawanie jest konsekwencją jest samotności?
On-Tego nie wiem, ale izolacja ( dobrowolna czy nie) prowadzi do samotności…reszta to codzienne wybory każdego z tzw. ludzi.
Ona-Izolacja to tez ocieplanie….Rzeczy… Może zbyt mało ciepła…. i samotność ma łatwy dostęp. Krąży jak sęp. A inni tego nie widzą… Nawet tak zwani przyjaciele…. W ubiegłym roku…. Kumpela zapytała, wprost dlaczego się nie odzywam….. Takie rzadkie…
On-Samotność nie krąży, nie szuka ofiar…! To jedna z konsekwencji izolacji. Samotność to wynik a nie przyczyna…Co nie znaczy, że nie możesz o tym myśleć, co zechcesz?·

Ona- samotność jest jak ocean….. Może wyrzucić martwe ciało na brzeg…. Chyba ze( pompiers)  zjawia się szybciej…. Tylko ktoś musi ich poinformować….
On-Nie ma powodu tak się martwić o wszystkich. Każdy ma tu swoją własną drogę. Zajmij się raczej swoim życiem i postaraj się odblokować pokłady radości…

Ona-A myślisz ze, po co ci o tym piszę….Po nitce do kłębka…. Myśląc o innych nade wszystko myślę o sobie….U mnie tak działa…. drugi człowiek jest mi potrzebny do zrozumienia siebie …jasne wybierając to, co jest dla mnie ważne….

jest jeszcze samotność wśród ludzi….Ta potrafi …

Za mało odwagi,za mało bliskości. Samotność jako wynik a nie przyczyna….

Za dużo kalkulacji w imię tzw zdrowego rozsądku ,czy tez chorych ambicji…

Jakże często zapominam jak bardzo delikatnym stworzeniem jest Człowiek…

Ta piosenka wciąż aktualna…..bardzo lubię Stinga …pracuje z najlepszymi muzykami……

 

 

naturalny wybuch radosci

Ona-Hej, jak się czujesz

On -Dzisiaj dobrze – wczoraj złość we mnie kipiała
ONA-tez dobrze, znaczy ze żyjesz….
Ona –będąc w  Paris , z Marysia i częścią ekipy Pomostu płakałam ze śmiechu….  Leczniczą ma moc taki śmiech. Dawno tak się nie śmiałam
On-Tego mi często brakuje! Ostatnio też mi się przydarzyło!!! Cudna chwila
Ona -No naturalny wybuch nadziei
ON-Jak dla mnie to jest taka chwila, niewinności, pokory, radości i zachwytu – wszystko naraz w dużej dawce!!

Minęło kilka dni

ONA -I jak lepiej się masz?
ON-Już na chodzie!! A twoje zdrowie i radość?

ONA ·Zmęczona po sezonie… Zawieszona w przestrzeni samotności i tęsknoty za bliskością….. Zmęczona, ludźmi, którzy nieustannie chcą wyjaśniać… Poprawiać i ciągle mówią… Bo ja….
Jak rzadko ludzie chcą?….. Dziś gadałam z czterolatkiem…. Pasjonujący dialog….
ON-O, czym rozmawialiście??·

ONA-On bynajmniej potrafi powiedzieć ja chcę….. gdy mu mama nie chciała dać farbek
Zapytał mnie, co u mnie słychać… I że ma nowy dywan…… I ze lubi kolor niebieski…
A o radości przypomniał mi Bajor
ON-Aż ,dziw bierze, że tak łatwo się o tym zapomina! Co za świat
ONA-Nawet Merton pisał listy, ten, który chciał zostać pustelnikiem.

Hm, radość, która nie jest dzielona… Zamienia się w smutek… I zasuwa żaluzje…
Bynajmniej u mnie to odkrywam
W sumie to lubię być w ruchu… Wkurzać się, ale też i dotykać piękna człowieka, jego talentów i spontanicznych zachowań…
ON-To piękna przygoda!!!
ONA-No tak jak Merton szamotał się ze spokojem a kontaktem z ludźmi, tak i ja… Właśnie zrozumiałam, dlaczego tak do mnie trafia…..
Tak długo, przechodziłam obojętnie…..
0N-I, co się zmieniło?

Ona -raczej zmienia…  powoli… Mój sposób patrzenia dotykania… Lubię jak słowa przytulają…. Ochrona przed głupotą tego świata… Może dziecinne…  mnie pomaga, aby się wkurzając nie złościć…
Aby nie składać obietnic na darmo….
ON-Albo w ogóle
ONA-Nie wiem czy tak się da…. Inni czekają na naszą obecność… Myślę o prostych rzeczach jak w rozmowie mówisz ok odwiedzę cię, zadzwonię, pomogę ci…..Proza bycia… i świadomość istnienia człowieka…. Powiedzenia nie….
ON-Czytałem twoje ostatnie refleksje. Rozterek ci raczej nie ubywa. Piękna dziś pogoda poza tym –pełna słońca
ONA-Za to pachnie pomarańczami…·

ON-Fajowo!!!!
ONA-I dobrze jest wyrzucić z siebie….to, co pogryza Życie
ON-Jeszcze lepiej jest tego nie połykać-wtedy nie trzeba nic wyrzucać
Taką ostatnio filozofię stosuję
ONA-Podobną do tej, co opisałam….
Co mnie zadziwiło to ze, napisałam w piec minut ostatni wpis do blogu… Sto lat samotności Marqueza i piosenka francuskich artystów dała taki efekt……Nigdzie nie byłam tak sobą ,jak w tym moim świecie bardziej tęsknoty niż trosk….
ON-Taka widocznie twoja droga…Najprościej jest chyba być sobą
ONA-W świecie prostota jest luksusem, wiesz to cecha niezbyt zrozumiała…..

Niezwykle jest być sobą…..

Jest to możliwie jedynie w obecności bardzo, bardzo bliskiej Osoby, która widzi niewidzialne, czyta z gestów…która stara się Być a nie tylko Mieć …..

I takie rozmowy maja wielki sens. Niezmiernie je sobie cenie….

KRZYK I ZAGUBIENIE CZLOWIEKA

 

Pachnie pomarańczami.  Ten zapach czuję wszędzie. Właściwie to lato nas nie opuszcza. W Nice ludzie się opalają, słońce rozleniwia, a lazur morza zachwyca. A tu już listopad. Liście spadają z drzew. Spokojne kolory przytulają. Od żółtego, po złoty, brąz im towarzyszy. Na chodnikach, ulicach chrupią pod nogami. Wiatr bawi się z nimi, pisze miłosne listy i zostawia pod nogami, na samochodach, na domach. Nikt nie może być opuszczony. Miłość w powietrzu.  Wdech. Wydech. Czasami deszcz skrapia ziemię. Winogrona w modzie, wino, tym bardziej.
Słońce wciąż rozgrzewa, w  poranki i wieczory dobrze jest mieć ciepłą kurtkę, lub drugiego człowieka, by się do niego przytulić.

Tylko głupota człowieka razi w oczy.
Wracając z pracy spokojnym krokiem, próbowałam odpocząć. Wyrzucić negatywne emocje, zanurzyć się w stawianym kroku. I nagle pani z dzieckiem w wózku, drugie obok, przechodzi przez ulicę..(Kilka metrów od pasów) Mały chciał przebiec sam, samochody pędzą… Na szczęście nic się nie stało…I nagle ta pani, zaczyna wrzeszczeć na dzieciaka. Nie dosyć ze żadnego przykładu nie dała, to jeszcze krzyczy..I mały zjadł krzyk swojej  mamy..I  jako dorosły… Albo będzie krzykiem „zdobywał świat „, albo miedzy czasie spotka mędrca, który mu pomoże w zrozumieniu, czym jest krzyk…..
A może krzyk, to, zagubione dziecko, uwiezione w sprzecznościach rodziców, rodziny, i innych dorosłych ludzi…. Krzyczymy, bo czujemy się zagubieni….Tylko cit!! Nikt o tym wiedzieć nie może. Gdy dziecko boi się -potrafi powiedzieć, gdy dorosły się boi -no cóż….. Rzadko okazuje…..
Jak często krzykiem próbujemy mówić? Jak często, krzyk jest naszym jedynym przyjacielem?  A powinien być wrogiem numer jeden. Wraz z głupotą, tworzą duet. Potwory, które dręczą nas przez 24 godziny. I jak często im ulegamy!!
Trzeba pokrzyczeć, ale nigdy na innych. Jak mam taką ochotę, to sobie myślę, że dana osoba, pewnie mi się odwdzięczy tym samym?  A może i czymś gorszym. Nie lubię krzyku, nikt go nie lubi. Jednak wrzeszczymy na siebie. W najgorszym położeniu są dzieci. Najpierw wrzeszczymy, a później przytulamy. Zaprzeczamy samym sobie. A później dziwimy się ze moje dziecko nie chce ze mną rozmawiać, jest zamknięte. Ucieka, i ma powody, jest najzwyczajniej w świecie skołowane. Podobno wszystko robimy dla jego dobra. Czy aby tak jest?
Dziecko albo wpada w ramiona, całym sobą, albo całkowicie ignoruje. Krzyczy, bo…. Być może nikt dla niego nie ma czasu….. Żebrze, odrobiny bliskości.
Jadąc tramwajem zaskoczyło mnie zachowanie młodych ludzi. Ona- w krótkiej spódniczce, roztrzepana i zakochana.On -spokojny, zakochany. Gdy usiedli, spódnica odrobinie się podwinęła ,i to On -poprawił jej. Również to On- hamował ją, w okazywaniu uczuć na forum. I myślę ze taka para może przetrwać wiele burz. Bo gdy jedno będzie w skowronkach, drugie go sprowadzi na ziemię…. I odwrotnie. Siła miłości, nie jest w krzyku, tylko w komunikacji.
Gest. Słowo. Dialog. W miastach ludzie biegają, na wsi, w górach, mają przestrzeń i przyrodę na wyciągnięcie ręki.
Człowiek, aby „rozwinął skrzydła”, potrzebuje przestrzeni.
Czy aby?….Tej przestrzeni mu nie zabieram???