W drodze ku wieczności

Zeby dowiedzieć się kim jesteś, pożegnaj sie z tym, kim nie jesteś..
Jest dużo mądrości w tym zdaniu. Wczoraj cały dzień padał deszcz, zrobiło się zimno i nieprzyjemnie. Jak to w lutym, bywa…na południu… . Deszcz miarowo, niczym w wojsku, rozbijał się o moj taras. Zimno bezlitośnie szalało, niezbyt dobrze się czułam, a więc spędziłam dzień z książką…. I z refleksją nad sobą, nad ostatnimi wydarzeniami, spotkaniami….
Post się rozpoczął, dla chrześcijanina ważny czas. Czas wejścia w dialog…. Czas powstrzymania się od głupoty. Nad nią nikt się nie zastanawia.
W tradycji kościoła jest medytacja drogi krzyżowej.
Przejście razem z Jezusem, Jego ostatnich chwil na ziemi. Wejście z Nim w dialog. Rachunek sumienia.
Ksiądz, który prowadził medytacje zaskoczył mnie. Zachwycił, obudził… Jako że, źle się czułam, (w każdy piątek jest adoracja Najświętszego sakramentu )w jednym z kościołów w Nice…) miałam zostać chwilę…. a zostałam do końca.
Bylo w nich dużo ciszy, był dialog, który ksiądz stworzył i do którego nas zaprosił. Dialog z Ukrzyżowanym. Zobaczenie się w Nim, a nie bycie tylko widzem. Jezus mówił o moich talentach, które odrzucam, ktorych się boję…. bo wymagają ode mnie wysiłku…. mówił o geście Weroniki, gdy Jego twarz nie miała twarzy…. mówił że upadł, abym uczyła się upadać, nie wstydzić prosić o pomoc…. mówił o tym abym przestała uciekać…. On nie uciekł. Został.Mówił o zdradzie Piotra i pytaniu Czy mnie miłujesz?. Mówił o Maryji i Janie….Mówił o tym, że jest Drogą, Prawdą, i Życiem… i mówił o kobietach, które płaczą nad Nim, abym i ja przestała się mazać…
A na koniec była piękna prośba o ciszę,by usłyszeć Jego głos, by usłyszeć: nie Jesteś sam. Zwyciezylem. Jestem obok ciebie. Nie bój się..
I została wyśpiewana modlitwa sw Franciszka… Panie, uczyń z nas narzędzia Twojego pokoju(w języku francuskim i wyśpiewana brzmi wymownie )
Na początku nie mogłam się skupić, chwile ciszy mi ciążyły, i w miarę podążania z Jezusem…. każda stacja była krokiem ku wieczności.Wejść w daną scenę z Ewangelii, a być tylko słuchczem, to dwie różne sytuacje…
Pozwolić się zaskoczyć Bogu…. no i jaki efekt… . łał-tak cała drogę do siebie powtarzałam…I nie było w tych medytacjach,nic ze spektaklu i fałszywej skromności…. Było życie, moje życie,w którym wcale nie udawałam, jak to bardzo jestem wierząca…..Był Duch święty, który tłumaczył z aramejskiego..
Niezły poczatek ….
I zrobiło się jeszcze zimniej, deszcz przestał grozić, a ptaki chyba miały koncert, (zresztą jak zawsze śpiewją, )taki zawód… Po drodze drobne zakupy, i pani w kasie o łagodnym głosie i ciepłych słowach dla klientów. Widać, że lubi swą pracę, pod koniec dnia… różnie reagujemy…
Miałam gorączkę w nocy…gdy obudziłam się ,słońce stukało do okna, prosiło, aby je wpuścić na śniadanie, bo jest głodne…. ptaki koncertują, a Spotkanie z wczoraj wciąż brzmi….
Jak wiele się dzieje,gdy wbrew wszystkiemu, mowimy Stwórcy :: SOS …Mnie nie zostawił samej. Odpowiedział mi bardzo wyrażnie, poprzez medytacje
Ode mnie zależy co tym zrobię… Mogę przejść obojętnie, albo pytać: co dalej, Panie??…..

Zeby dowiedzieć się kim jesteś, pożegnaj sie z tym, kim nie jesteś…..wtedy spokojniej  się reaguje na….. samego siebie i Boga,kimkolwiek jest, jakkolwiek Go pojmuję…. Pojawia się szacunek do Życia…..

Narzekać czy dobrze się bawić?

Dziś czytałam o inspirowaniu innych. Zadałam sobie pytanie :czym jest inspiracja dla mnie? Co mnie inspiruje? Możemy zastąpić innym slowem: motywacja, zarażenie innych optymizmem…. Najpierw trzeba go odkryć w sobie. Jestem na odwyku dawania dobrych rad. I coraz bardziej jestem przekonana, że takie nie istnieją. Wczoraj bylam u fryzjera ,Manu (mój ulubiony fryzjer )niepoprawny optymista o pieknych, cieplych oczach, i jego szef, który narzeka i boi się o przyszłość. Przez godzinę, byłam jedyną klientką, a więc mogliśmy pobyć ze sobą. Gdy Stephen zaczął się martwić o pogodę (wybiera się w góry )zobaczylam jak bardzo wygodnictwo, próba dostosowywania sobie sytuacji zajmuje dużo miejsca w jego zyciu. A więc, w spontanicznym geście, opowiedzialam o sobie, o tym co dzieje się w moim życiu codziennym… Niezwykłe chwile, próba stworzenia nowych obrazów dla Stephana… Emmanuel  był po mojej stronie, wspierał mnie,mówiliśmy jednym glosem. Tacy ludzie, mnie inspirują!! Magiczne chwile, wybuchajaca nadzieja, że jednak życie to nie tylko zamartwianie się… tylko obecność drugiego i  nie tyle dawanie dobrych rad, tylko opowieści z życia….Próbowaliśmy,( niczego nie planując )przytulić naszego narzekacza… Wymykał się nam… zatykał uszy, zanurzony w swoim świecie… A my, bylismy, i świetnie bawiliśmy się. Niczego nie narzucaliśmy, niczego nie sugerowaliśmy.. I to było piękne. Nie chodziło o morały, tylko o pokazanie radości, którą można dotknąć, można się w niej zakochać. Dawno nie mialam takiego spotkania,ktore tyle by pozytywnych emocji we mnie wywołało. Zwłaszcza teraz, gdy moje płuca( wariują).I w dodatku, mialam kompana ,z którym na księżyc mogłabym polecieć…. Mówiliśmy, o takich chwilach, jak ta, w których niewidzialne iskierki dobra,zostają nam podawane jak kroplówka, gdy jesteśmy chorzy, aby nas wzmocnić. Aby nam udowodnić, że ta chwila jest najważniejsza,bo właśnie trwa. Jesteśmy, i pozwalamy Słowom zaistnieć. Stephen, nie za bardzo podzielał mój punkt widzenia, aczkolwiek sluchał… Czy poczuł zapach świeżości w sobie… tego nie wiem…. Wiem, że to spotkanie było dla mnie kolejną lekcją, pięknym spektaklem, tego co się może wydarzyć, gdy nie próbujemy na siłę uszczęśliwiać innych. Emmanuel  o ktorego mogłam się oprzeć, pozwolił mi na nowo wziąć inspirację za rękę….Razem tak wiele można. Trzeba mówić tym samym głosem… I wcale to nie musi byc ,najlepszy przyjaciel…Tylko musi mieć dudzę artysty,duszę (włóczykijstwa )A moj fryzjer ma…)Dlatego mozliwy był dialog.A wlaściciel salonu…no coz ,jego wybór…

Wychodząc, poczułam lekki zawrót głowy, słońce się uśmiechało… Usiadlam na karmelowej kawie w Starbucks coffee, i usmiechałam się do siebie…. I wcale mi nie przeszkadzało, że w tym momencie jestem sama…. bo nie byłam….. czułam bliskość…jak nigdy…… Być może Anioły otuliły mnie….