PIEKNO JEST WSZEDZIE GDZIE USMIECH

15 sierpień -dzień, który wybrali biskupi z Francji na modlitwę o pokój. We wszystkich kościołach, w południe zabrzmiały dzwony. Z nadzieją pokoju. Pojechaliśmy do Utelle -małe miasteczko w górach, które może poszczycić się się swoim sanktuarium maryjnym- Madonne des Miracles. Kaplica otoczona górami zaprasza do ciszy, spokoju ducha. Ma piękne i przemawiające obrazy; Archanioł Michał i Jezus na krzyżu, bez głowy (pomyślałam, ze ta głowa może być każdego z nas), demony w mrocznej scenerii.  Sanktuarium opiekują się się księża z Nice. Msza święta  w języku francuskim. Popłynęła modlitwa o pokój… Na świecie i w naszych sercach. Serce uśmiechało się, dusza śpiewała. Mury kaplicy wraz z nami uwielbiały  Boga… Niech tak się stanie -tak odpowiedziała Maryja…. Bardzo lubię jej odpowiedź, -Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim….. Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.. Jak rzadko tak dzielimy się wiarą?…
Słońce siedziało z nami przy okrągłym stole. Postanowiliśmy zjeść obiad w towarzystwie majestatycznych gór. Zrobiło się rodzinnie, było trochę zamieszania….(Chyba nie spodziewali się tylu ludzi na obiedzie. a cała ekipa, była na mszy.)A więc…Maryja uczyła nas cierpliwości…Nie marudząc…Tak jakby chciała nas zatrzymać, przytulić…Było cicho, wiatr grał na skrzypcach…. Słońce śpiewało… Jedliśmy w najlepszym towarzystwie -z naturą uśmiechającą się do nas. Nie mogliśmy odpowiedzieć inaczej…. Spieczona ziemia, kwiaty ledwo dawały rady…A jednak, dzielnie oczekują na deszcz….
I pojechaliśmy dalej… Zdobyć wyższe szczyty…(. No dobra, samochodem, to żaden wyczyn )
Madonne de Fenestre, położona na 1900 n.p. m…. Wdrapaliśmy się, aby wznieść się ponad, to co nam przeszkadza latać w przestworzach życia, radości…. Bliżej nieba, samego siebie. Przekraczanie swoich limitów, lęków, strachu… Każdy krok, każdy zakręt to niewypowiedziane piękno. Czyste powietrze i czysta radość. Wodospad w oddali do nas macha, źródlana woda obmywa lęki przeszłości i przyszłości. Próbujemy zapamiętać te widoki, nasycić się ich siłą. Szczyty są gościnne, nie chcą pieniędzy, tylko naszej obecności…Zostawiliśmy bagaż z lękami. Wróciliśmy z motylami w garści. Duchowe wyżyny. Szczyty górskie. Narodziła się pogoda ducha, która ze świadomością :tu i teraz ,jest niczym innym, jak harmonią między nami a wszechświatem. Nie ma limitów, tylko cienkie nitki delikatności.  Nie ma strachu, nie ma potrzeby udawania….. Wszystko jest! Tutaj! W tym momencie! Tak jakby łaska nam towarzyszyła…..

Dostojewski napisał- Piękno i modlitwa jest synteza życia……..

Piękny dzień.

W górach i księgarniach, można nasycić się spokojem emanującym z ludzi. Piękno jest wszędzie..Dlaczego tak nam trudno go dostrzec???

URLOPOWE SPOTKANIA I LENIUCHOWANIE

I wreszcie urlop. Tydzień po tragedii w Nice… Niedawno przeczytałam takie słowa „Jedno jest pewne – teraz naprawdę musimy wziąć  w garść i za wszelką cenę nie dopuścić, abyśmy zaczęli się sami zjadać. Marek Orzechowski korespondent telewizyjny. Pasują do ostatnich wydarzeń. Podobno czas leczy… Nie zawsze! Nie wszystkich! Jak na nowo uśmiechnąć się do lazurowego morza, w którym odbijają się twarze, tych którzy zginęli?
Jak śmiać się, spacerując po krwi niewinnych ludzi ?
Bardziej rozumiem traumę ludzi z Oświęcimia, weteranów wojen….. Takich wydarzeń nie sposób zapomnieć. Albo nienawiść albo proces wybaczenia.Życie jest tylko jedno. Nie ma powrotu!
Aby myśli przestały biegać, pojechałam w góry. Valberg -stacja narciarska.Po raz kolejny, zachwyciłam się bajkowymi widokami. Moje oczy, uszy, moje ciało, odpoczywało. Nawet lawenda mi się kłaniała. Niebieskie motyle, rozśpiewane ptaki. W górach, ludzie są bardziej przyjaźni, bardziej uważni. Uśmiechają się,do piękna,bo nie można pozostać obojętnym na jej wdzięki. Wyciszenie -to proces tworzenia nowych myśli, nowych rozwiązań. Góry stwarzają warunki, aby na nowo obudzić uśmiech, aby odnowić przyjaźń z samym sobą….
Lawenda i górskie szczyty, wraz z letnim wiatrem tańczyły walca..Czułam przedsmak Wiednia.  Dwa tygodnie wolnego. Spacer po układzie słonecznym (super ścieżka opowiadająca o planetach, ktoś miał świetny pomysł, łącząc góry i niebo)Wdrapałam się na Neptuna. Piękno przyrody wyczyściło smutne myśli. Dzień pełen podziwu. (A rano, nie chciało mi się wstać, jednak argument -będziesz żałowała, jak nie pojedziesz, był motywacją do wstania o 6.30….)No i chciałam sprawdzić moje płuca, by móc się pochwalić profesorowi, miałam wizytę u niego na drugi dzień. Jak zawsze, mogłam się o niego oprzeć, usłyszeć że moje płuca wracają do dobrej formy.I ze jestem dobrą wiadomością, dla niego na ten dzień ….Jest mistrzem motywowania. Z nim, nie sposób nie wyzdrowieć. Człowiek, który, oprócz wiedzy i doświadczenia leczy życzliwością. I jak go nie kochać..

 I w końcu  Wiedeń.
Czysta przyjemność, spotkania się z Julią, Pawłem i Marysią. Szkoda, że dorośli nie mają tyle energii i radości co dzieci. Mała rozbrajała swym uśmiechem wszystkich na ulicy. Wszyscy się nad nią zatrzymywali i uśmiechali. Anioł radości był wśród nas. Polubiłam Wiedeń. Dużo zieleni, dużo przestrzeni.Piękna katedra, pałac(, Sisi nie zaprosiła na kawę..). Ogród, w którym można zasadzić róże z dedykacją, robią wrażenie… Mozart zaprasza na koncert, bryczki na przejażdżkę… Nad Dunajem można się ochłodzić i opalać. Las zaprowadził nas do nietypowego  kościoła (am Steinhof,)dla umysłowo chorych (jest częścią szpitala )Robi wrażenie! Wokoło las, łąki, drewniany plac zabaw. Ludzie piknikują, dzieci szaleją. Zapachy ziół, drzew, kwiatów, sprawiają, że aż kręci się w głowie. I zagubiony hotel ,z pięknym tarasem widokowym…. Trawa miękka jak aksamit i Wiedeń wieczorową porą… Rozświetlony. Ciepły.Opera swym majestatem i Mozartem zaprasza na koncert. Piękny jest Wiedeń, godny uwagi. Zieleń tańczy z przestrzenią.Z dziewczynami, byłam w ZOO, super zrobione.Leniwiec,przypadł mi do gustu, misie polarne bawiły się w wodzie, małpy przyglądały nam się uważnie. Szympansy, mało gościnne były.Kozy przeżuwały trawkę. Osły stały grzecznie, w jednym miejscu. Koala, super gościu -spał. Słonie  majestatycznie stąpały po ziemi. Fajne miejsce. Można czasami znaleźć podobieństwo ludzkich zachowań, zalet i wad. Dzięki Julii i Pawłowi mogłam „zatańczyć walca” i odkryć Wiedeń nie patrząc w mapy….
I zmienienie bagażu i lot do rodziny w Polsce… Wieś. Spokój. Śliwki… Maliny…. Słodkości…. I Krówki…. Leciałam, Lotem i się uśmiałam, jak firma sobie radzi z problemami finansowymi… Wpadli na pomysł…sprzedawania kawy….hm i mleko podają w kubeczkach plastikowych…. No cóż…
Lotnisko w Warszawie to centrum handlowe… Wszystko ładnie opakowane….
Na wsi,cisza gwiazd mnie powitała. Piękne są gwiazdy. Z uśmiechem patrzyłam w niebo… Idąc do cioci, słuchałam nocnej ciszy… W której są ukryte skarby…. Miałam kilka załatwień i udało się.. No cóż, czasami w urzędach ćwiczymy cierpliwość. Odwiedziny, gadanie, jedzenie i zachwyt nad rozświetlonym niebem, było na porządku dziennym. Epoka lodowcowa z dzieciakami w kinie. Polecam… Dobrze pokazany strach, przed utratą…. I jak ważna jest przyjaźń…. Jak mało czasu spędzamy z radosnymi ludźmi. Sami nie mając, radości w sobie…. Stronimy od śmiechu do łez…. Dzieciaki kuzynostwa, jak zawsze staneły na wysokości zadania…. Były. Nie udawały nikogo, poza tym kim są…. Szkoda, że tak szybko tracimy smak prawdy, smak śmiania sie z siebie…. Zostaje przechowywanie uraz…. Dom rodzinny i grób rodziców, przypominają o ulotności bycia na ziemi. Nie mogę ich uścisnąć, ani przytulić… Za to mogę na nich liczyć. Czuję ich niewidzialną Obecność. Taka jest miłość  bez granic. Papież Franciszek z młodymi szaleli w Krakowie. Tam zgromadziła się- radość życia. Radość wiary, lub bycia  na jej tropie. Nie stańcie się staruszkami w wieku 17-lat….Kanapę nie czyńcie swoim królestwem -szeptał papież…Daje przykład spontaniczności. Żyje z Jezusem za rękę. A to jest sztuka. Być odważnym w świecie, bez wiary…. Przypominał o wdzięczności..Dla mnie najmocniejsza była Cisza ,w obozie koncentracyjnym…Tam pokazał… Gdzie mamy szukać siły… W modlitwie, w zadumie, a nie tylko w mało rozumianych słowach Jezus cie kocha…. On pokazał Jezusa z Ewangelii… Mocne przesłanie dla księży…. I dla każdego człowieka. Zaprosił młodych do współpracy. Pasja bycia człowiekiem. Jedna dziewczyna powiedziała ze wcale nie chciała przyjechać.Widać było wzruszenie. Dala piękne świadectwo, słuchała papieża i potrafiła powtórzyć ,o czym mówił… Bóg dotknął jej serca… Tłum może być piękny, i okrutny… Spotkania, rozmowy i nawet sushi w wersji polskiej. Innej niż z nam z Francji. Lenistwo na maksa….. To są wakacje .Spotkanie z Asia ,tym razem w Rzeszowie.były roześmianym czasem .Pełnym refleksji i radości. W ostatnim dniu, u cioci zrobiliśmy spontaniczne spotkanie(po 21 …,a ja miałam wstać 2.30 .)Było rodzinnie, stół się uginał od jedzenia, byliśmy razem. Dawno nie doświadczyłam tak dobrej rodzinnej atmosfery. Zebrały się trzy pokolenia. Prababcia królowała z nami, śmiała się. A ma 95 lat. Zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie. Czas piękna spotkania. Gwiazdy siedziały z nami. Nie planowane ,a tak bogate w kropelki ciepła rodzinnego….
Aczkolwiek co dobre, szybko się kończy..  Prosto z samolotu do pracy… Przywiozłam do pracy krówki… Które zrobiły furorę….

Znajdz czas na milosc-to uroda zycia

Wakacje -czas powrotu do beztroskiego dzieciństwa. Nic nie muszę, cieszę się każdą chwilą, żyję a nie wegetuję…Jest jedno”, ale”…. Nauczeni odgrywać rolę, często mijamy się z radością bycia na wakacjach. Bo za mało, bo za dużo, ciągle nam coś nie pasuje…. Terroryści nie pozwalają pojechać wszędzie, gdzie byśmy chcieli…. Brak pieniędzy odgrywa dużą rolę….
W tym roku Asia również zawitała do swojego taty, wraz ze swoim bratem Tomkiem. Dwoje młodych ludzi, z którymi wielką radością jest spędzać czas. Szkoda czasu na negatywne myśli… Zabrałam ich na rundkę po Cap Ferrat.  Słońce dawało czadu. Fale rozbijały się o brzeg. Potężne mury i kamery pilnowały wstępu do najdroższych willi. W ubiegłym roku willa 60Om została sprzedana za 130 milionów euro…
A my spacerowaliśmy i za darmo rejestrowaliśmy oczami widoki. Natura nie każe płacić. Piękno ukazuje każdemu, kto chce je zobaczyć. Zapomnieć na chwilę o wszystkim i pozwolić sobie na zachwyt…. Jak często o tym zapominamy?..·I wieczorem bal pompiers. Czyli impreza zorganizowana przez strażaków z Nice. Chłopaki pokazali klasę…. Cały rok, ratują ludzkie istnienia, narażając własne życie… I raz w roku robią imprezę…. W całej Francji, zawsze13,14 lipca… W Nice impreza była 11 lipca… Zrobiona z rozmachem, w plenerze, z wielką sceną i artystami… Byli rapowcy, była grupa z Nice, było disco, i Corona- słynna w latach osiemdziesiątych. Zaprosiła na scenę dzieci, a one szalały, roześmiane od ucha do ucha… I był Remy-młody człowiek z Nice, strażak -wolontariusz. Powstała piosenka i Remy ją śpiewa. Jest pełna radości, jest w niej przekaz… Dbaj o życie innych, bo nigdy nie wiesz, co wydarzy się  za chwilę…. Nie zostawiaj…Podnoś… Te słowa nabrały jeszcze większego sensu dwa dni później, gdy…. Tragedia zapukała do drzwi  Nice…. Jak odczytać wydarzenia pełne krwi?
14 Lipiec -chwile grozy i pytania, dokąd zmierza człowiek?
Zapowiadał się spokojny dzień, byłam pracy, a wieczorem na promenadzie miała być kolejna impreza i pokazy sztucznych ogni… Umówiona byłam z kuzynem i resztą  ekipy.. Los pokierował nami inaczej. Bóg oszczędził nam patrzenia na „ludzi bez życia „Morze płakało, silny wiatr ocierał łzy. Nice wstrzymała oddech. A cały świat wraz z wydarzeniami. Zamiast lazurowego wybrzeża… Było czerwone, od krwi niewinnych ofiar.
Pokazy sztucznych ogni były wybuchem radości. Nic nie zapowiadało tragedii….. Wiatr z czarnymi chmurami mruczał złowieszczo. Po pokazach rozświetlonych  kolorami, zadzwoniła Asia- Leszek źle się poczuł, a wiec nie zwlekając poszłam w ich stronę….·Prawdopodobnie uratował nas…. Byłam tam, gdzie zabili terrorystę… I miałam tam zostać…
Aby szybciej dotrzeć na umówione miejsce przeszłam na drugą stronę promenady… A ze jest szeroka, widziałam tylko i aż pędzący biały samochód… Jak w filmie akcji.  Przez moment wrosłam w ziemię. Nie byłam w stanie się ruszyć. Panika i uciekający ludzie, sprawił, ze zaczęłam uciekać… Schroniliśmy się na parkingu… Było obok mnie małżeństwo. Ona szlochała, a On dzielnie walczył, uspokajał ją. Pobiegłam za nimi. Ten mężczyzna, miał w sobie siłę, i nie poddał się panice. Jego spokój udzielił się i mi. Szok, łzy, niepewność, krzyki. Popłoch, agresja, strach. Takie emocje panowały. Wiatr przeszywał swym podmuchem. Czułam się jakbym oglądała film. Ale jak to…… Gdy przez moment widziałam kamionetkę… W myślach widziałam kilku terrorystów… A był jeden…. I zabił 85 osób…
I z tego parkingu… Uciekliśmy… Były bloki i przejście, na drugą stronę….Przejście do życia…. Zostało nam darowane… Mój kuzyn z dzieciakami i znajomi zostali uchronieni… Żyjemy! Oni byli  w samochodzie, w drodze do szpitala z Leszkiem…. Ja jednak wróciłam do domu. Ludzie szaleli ze strachu, złowroga cisza zapanowała nad Nice.

A ja wracając do siebie modliłam się za ekipę lekarzy… Wiedząc, że czeka ich trudna noc… Nawet nie chcę myśleć, co by było, gdyby kilku terrorystów zaczęło strzelać…. Jeden zasiał czarny strach… A co dopiero…. Papież Franciszek od dawna mówi, ze żyjemy w stanie wojny. Tylko w kawałkach. Nie boi się powiedzieć, ze każdego dnia człowiek zabija człowieka, i wcale nie jest terrorystą.
W którą stronę zmierza człowiek. Nice i okolice mają bogatych mieszkańców może to wcale nie przypadek… A może mamy obudzić się i zacząć dbać o drugiego człowieka. A nie „fukać „na niego. A może wrażliwość społeczną powinniśmy uczynić naszym priorytetem. I nie brać przykładu z polityków, którzy nieustannie obrzucają się wyzwiskami. Jakby to miało pomóc…. A może to i ja ponoszę odpowiedzialność za takie wydarzenia…
Dziennikarze jak hieny żerują na tragedii. Jak mało prawdziwych informacji dochodzi do nas. Empatia, gdzieś schowana. Liczy się kto pierwszy…
Łzy popłynęły dopiero na drugi dzień, gdy dotarło do mnie, że tragedia miała miejsce. Że otarłam się o śmierć…. Po raz drugi w tym roku.
A po nocy przychodzi dzień… Takich chwil, nie sposób zapomnieć, wiara pomaga nie zwariować, nie znienawidzić, a wręcz przeciwnie nauczyć się kochać Życie. Te wydarzenia przypomniały mi o kruchości istnienia. Zamiast dlaczego, pojawia się pytanie: co mogę zrobić, by przeżywać każdy dzień jako podarunek, a na każdego człowieka patrzeć oczami życzliwości?.. Nie jest łatwo. Myślę, że warto… Tyle telefonów, co wtedy, to nigdy nie miałam…. Szkoda, że w takich okolicznościach….
Minęło już chwilę czasu, jeszcze nie byłam… Tam gdzie śmierć zabrała wielu…
Tydzień później byłam na wizycie u mojego profesora… Szpital Pasteur był głównym szpitalem ratującym życie ludziom.. Pracowali dzielnie, walczyli o życia… I widziałam trumny…. Takie chwile odzierają z egoizmu, uczą pokory wobec innych…. Nie pluj jadem, chroń słabszych, uśmiechaj się do gwiazd. Skoro dostałaś kolejny dzień, bądź człowiekiem szlachetności…. Patrząc na trumny… W ciszy serca tak usłyszałam.
Życie zasługuje na szacunek. Inaczej potwory z nas wychodzą. ci, co zginęli, zapłacili cenę za moje życie… Chociaż ich nie znam, jestem im wdzięczna…. A Leszek, swoim złym samopoczuciem, tak jakby zawiązał nam oczy, abyśmy nie uczestniczyli, w jakże okrutnej zbrodni….. W ciągu kilku minut….. Anioł Stróż czuwał nad nami. Jeszcze więcej czasu z Nim spędzam, na wdzięczności….Najgorzej jest Narzekać, gdy za oknem słońce i gwiazdy tańczą …dla ciebie. Spójrz w niebo! Uśmiechnij się, do niego Pamiętaj, że jutro może ciebie już tutaj nie być. Pamiętaj o dobrych momentach,zal schowaj na dnie szuflady….