KOLOROWY SWIAT ORGANIZMU CZLOWIEKA

Niestety moje płuca wciąż się buntują. Pertraktacje trwają. W człowieku, wszystko chce żyć ze sobą w zgodzie.
I właśnie to moje płuca już dawno próbowały mi powiedzieć… Tylko ich nie słuchałam… Nie miałam czasu..Praca była ważniejsza.. W końcu nie wytrzymały i na chwilę zatrzymały pracę całego organizmu… Groziły śmiercią…
Jednak zmieniły zdanie i podarowały mi piękny prezent –świadome istnienie. To, co znajduje się w ludzkim organizmie, nie jest zbyt estetyczne…. A jednak człowiek jest pięknym stworzeniem. Tylko rzadko patrzy na siebie z wdzięcznością…
Gdy wdzięczność z łagodnością przychodzą rodzi się świadomość.
Ja taką świadomość dostałam podczas mojej choroby… I wciąż ona wzrasta. Jest jak dobry przyjaciel. Moj lekarz, ziemski Anioł Stróż mi w tym pomaga.
Jego zawód jest jego pasją. Ma łagodny wzrok, przenikający każdą kroplę krwi.
Jego wizytówką jest mała ilość słów. Jego osobowość tworzy warunki, aby nie marnować danego mi czasu na ziemi… A mam go bardzo mało. Każdy dzień mnie o tym przekonuje… Mój brak sił  fizycznych, zmusza mnie do robienia wszystkiego w zwolnionym tempie… A czas nie stoi w miejscu…I wtedy doceniam dobrą organizację pracy. Uczę się jej, od mojego lekarza. Jako że lubimy się, jestem bardzo uważna w jego obecności, a ze jest także i profesorem i ordynatorem, to tym bardziej korzystam z darmowych lekcji.

Krótkie, treściwe, pełne słońca..

Ostatnia wizyta była trzy miesiące temu.. (Mamy się  widywać, co trzy miesiące, (dopóki nie będzie pewien..)·Wtedy mi powiedział: prawie jesteś zdrowa… I się nie pomylił…
Bo kilka tygodni przed wizytą, moje płuca zabarykadowały się. Powtórka ze stycznia… O tyle jestem mądrzejsza, ze wiem jak mam sobie z nimi poradzić..
I na kilka dni przed wizytą, nie mogłam się doczekać spotkania…Zmęczenie spowodowane niewystarczającej ilości tlenu w płucach, sięgnęło zenitu… Rozdrażnienie. Brak koncentracji… Wyniki pobrania krwi udowodniły podwyższone eozynofile… To one są odpowiedzialne za stan chorobowy…
Gdy tylko mnie zobaczył, już wiedział……·Tym razem podarował mi łagodność bez słów. Uśmiechem powiedział: Odwagi, jesteś dzielna. Jestem obok… I nie są to słowa rzucone na wiatr.
Łagodność jest bardzo potrzebna….  Z niej rodzi się zaufanie do siebie…
A mnie łagodności brakuje….
Może, dlatego to płuca a nie serce, czy też inny organ jest chory…Bo profesor Marquette ma klucze, do moich schowanych głęboko toksyn, które zatruwają zdrowe  postrzeganie rzeczywistości…Wie, że łagodnością można wiele, w połączeniu ze systematycznością i wytrwałością czynią cuda.
Widoczne, Stwórca ma dosyć mojego marudzenia i podarował mi nie byle, kogo, bo profesora, który pokazuje, jak wyjść z labiryntu toksyn, otwiera zardzewiałe negatywne emocje, niepotrzebne wyrzuca…. I daje mi narzędzia, jak sobie radzić w życiu codziennym….
Robi mi terapię, nie zadając wielu pytań. Niewielu ludzi tak potrafi… Jako że płuca są ostatnim ogniwem chorobowym, szuka ze mną źródła, nie tyle zaleczenia, co całkowitego wyzdrowienia… Jeszcze kilka lekcji mamy ze sobą. Ogromnie się z tego cieszę….

No cóż.. Co dwa tygodnie znowu będą mnie kłuć pobierając krew, i prosił abym wysyłała mu wyniki,a po miesiącu napisała do niego jak się czuję…. Zaskoczył mnie. Wiem ze chce mnie mieć pod kontrolą…. Aczkolwiek nie myślałam, że aż tak…Skoro już się pojawił na mojej drodze,to chcę korzystać z jego obecności…. W niej słowa nie mają zbyt dużego znaczenia…..Liczy się gest, łagodność, wdzięczność, ciepło, radość, stanowczość, spokój…. Nawet wtedy, gdy choroba wygrywa.  Jak to robi.?? Na to pytanie próbuje sobie odpowiedzieć….
Jeszcze nie znalazłam odpowiedzi… Dziś mnie tak zaskoczył, że zapomniałam go o to zapytać… A miałam taki zamiar….
Choroba może być błogosławieństwem, gdy prowadzi mądry przewodnik… Taki, który nie wątpi, trzyma mocno za rękę i ani na chwilę nie spuszcza z oka…. Ani na sekundę nie pozwala zwątpić w wyzdrowienie…Jego troska jest odpowiedzią na moje wątpliwości..Z takim lekarzem, wyzdrowienie jest na wyciągniecie reki….Reszta to moja świadomość, zmienienia starych nawyków, zdrowego odżywiania, więcej radości, więcej szczerych rozmów, mówienia z łagodnością, wyrażania swych emocji bez lęku….
Interesując się komunikacją między ludźmi, nie myślałam, że doświadczę na własnej skórze, jak ważna jest współpraca z własnym  organizmem…. Aby powstała harmonia pełna współpraca jest konieczna. A to wymaga czasu, odwagi, i intuicji. I mądrości przewodnika. Na początku jest potrzebny, taki prawdziwy, który nie rości sobie prawa własności. Jest przezroczysty, jak źródlana woda.  Taki jest mój ziemski Anioł Stróż..  Nie mogę go nie posłuchać…To tak jakbym się odwróciła od swojego życia….. Precyzja chirurga. Z wrażliwością artysty maluje moją rzeczywistość, pokazując zdeformowane ,  czarne myśli, emocje… Antidotum na narzekanie na innych. Nie możesz cofnąć czasu. Możesz  nie popełniać tych samych błędów. Możesz dziś zachwycić się…Bez powodu..