Warto siebie polubić

Odkąd płuca zaczęły strajkować, bardziej na nie zwracam uwagę.  Moj lekarz, prześwietlił mi każdą kroplę krwi. Mogę powiedzieć, że jest dla mnie autorytetem. Już po pierwszym spotkaniu nazwałam go moim Aniołem Stróżem…. I tak zostało.. Wie, co się dzieje w moim organizmie. Z płucami nauczył mnie pertraktować… Pomimo że nie opowiadałam mu nic o sobie… Oprócz badań, które zlecił, niewiele pytał, a jednak wie o mnie wszystko. Wiedział, co jest mi potrzebne i dał mi narzędzia do rzeźbienia piękna. Niczym prorok, który po prostu wie.  Nie musi grzebać w przeszłości, zadawać zbyt wiele pytań. Patrząc na mnie, zobaczył prawdziwą mnie, a ja zobaczyłam siebie  w jego spojrzeniu. Najzwyklejsza Obecność czyni cuda. Pozwolił mi się wypłakać. Wdzięczność uczynił motorem życia. Lepszego profesora nie mogłam dostać. I to za darmo. Hm…

Często jestem jak Tomasz z Ewangelii.. Niedowierzam. Chcę zrozumieć, aby móc naśladować… Skoro taki rodzaj terapii działa na mnie…… I to, z jakim skutkiem… To jakże można sie nie zdumieć? Nie zacząć szukać w sobie siły, by zaakceptować niezaprzeczalny fakt -Zycie. Ciągle odkrywam, nowe elementy, co do mojej układanki, a propos Obecności pr. Marquette… W końcu obiecał ze będzie mnie pilnował przez 3 lata,( co trzy miesiące konsultacje….)
Dotrzymuje słowa. Jest. I uczy jak nie poddawać się, gdy wszystko mówi językiem negatywnym, gdy wszystko jest na „Nie…”. Mądrzy ludzie potrafią Być. Nie popisują się, co oni nie potrafią, tylko dzielą się, tym, co mają, tym, kim są. Tak ,mogę śmiało powiedzieć, ze pr. Marquette jest mądrym człowiekiem…Może, dlatego tak łatwo mu ze mną poszło….Widząc gdzie jest problem, uderzył w źródło i nie zostawił mnie z tym samej…..
Nie rzucaj słów na wiatr, jeżeli nie masz konkretnej rady …
Lepiej nie dorzucać cierpienia i obiecywać, coś, czego nie jesteśmy w stanie zrobić….Ile rzuconych obietnic?… Ile słów bez pokrycia?. W ciągu roku nazbiera się więcej, niż tych spełnionych .

Permanentny strajk płuc podarował mi czas dla siebie.  Dbanie o ducha i ciało. Dbanie o innych, co nie jest łatwe. To nie to samo, co spełnianie ich oczekiwań ,ich niespełnionych marzeń, narzucanych obowiązków… Zadbać, to podarować chwile śmiechu, ciszy, słów: milo cie jest znać….Dobrze ze dzwonisz… Brakowało mi ciebie… Jesteś dla mnie ważny… Twoja obecność sprawia mi radość…
W niedzielę będąc na mszy nie mogłam sie skupić…. Mszę celebrował prowincjał Oblatów, którzy opiekują się Sanktuarium… Zaskoczył mnie, gdy po rozdaniu komuni św na chwilę i to dłuższą uklęknął…. Pewnie ma taki zwyczaj…. Zrobiło to na mnie wrażenie, nastroiło do modlitwy…. Jakbym właśnie ten jego gest miała dostrzec. I na końcu mszy kolejne zdumienie , podchodzi do mnie dziewczyna ,i mówi; Milo cie poznać ,widziałam jak się modliłaś ( za bardzo, wiedziałam co mam powiedzieć )chwile pobyłyśmy razem… Pewnie jeszcze się spotkamy

Nigdy nie wiesz, kto będzie dziś twym Aniołem….

Dlatego warto być sobą ….

Warto siebie polubić. Inni to zauważą  i powiedzą ci o tym….

Aromat kawy i spacer z motylami

20170124_135721Dwa dni wolnego, jak co tydzień. Wiosenne powietrze nas otulało. Nawet zabłąkana osa trafiła na mój taras. Ptaki, odważnie śpiewały, nie bojąc się, ze ich gardło zacznie boleć. Cuda natury, o których tak rzadko pamiętamy…  Postanowiłam poleniuchować. Aromat kawy i rozmowa telefoniczna przytuliły mnie. Dzień zapowiadał się radośnie. Szeroko otwarte okno przyciągało słońce, które swoją mocą ogrzewało każdą kroplę krwi. Tak, jest to szczęście, mieszkać w miejscu, gdzie większość roku słońce rozdaje za darmo swoje kosztowności.  I tak w wiosennym, lenistwie minął dzień…. Wieczorem, dr House, moj ulubiony serial (no cóż lubię lekarzy),i to kilka odcinków…. Poniedziałki wieczorem, rezerwuję dla niego…. Jasne, mało realistyczny szpital… Jednak ma w sobie wiele refleksji… Ludzki organizm to jedna wielka tajemnica…. A nam sie wydaje ze go znamy….. Nauka pokazuje, ze jednak bardzo mało.. Skoro my go ignorujemy, on nas też…. A na drugi dzień, znalazłam się w parku i to naturalnym, który mam kilka minut od siebie… Taka nicejska oaza spokoju. Są stare drzewa oliwkowe, i trzeba wdrapać się na górę… Moje płuca na początku opierały się jednak, gdy, nasyciły sie ciszą drzew, wróciły do pracy…. I oddychały wdzięcznością.  Takie chwile, są bardzo potrzebne. Ładowanie baterii do życia. Życia, które nas nieustannie zaskakuje, które wymaga odpoczynku.  Mądrego odpoczynku, a nie siedzenia przed , telewizorem…Motyle ubrane na żółto, „paplały z kwiatkami. Ptaszki szukały jedzenia, przygotowując sie do kolejnego koncertu….Lazur morza i nieba zlewał się w całość…i szeptał.. Wszystko dla Ciebie… Gdy wyszłam z parku na ulicę, bardzo głośno się zrobiło. Brutalna ulica, a zarazem wygoda przemieszczania się…. Po obiedzie z Ciszą, trudno odnaleźć sie w dżungli samochodów, pędzących ludzi.. Zwykle to nie przeszkadza, przyzwyczajeni do huku, nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele decybeli jest w naszym życiu…. Zajrzałam do Fnac, oczywiście dyrekcja -książki…. I skusiłam sie na jedną o medytacji Christophe  André. Ostatnio dużo jego, w moim życiu. Pewnie ma jakiś przekaz dla mnie, którego jeszcze nie widzę….  Tylko przeglądnęłam jego zapisane słowa.. I już wiem, ze nie jest to łatwa książka…. Ze popracujemy razem…. Nad…. To sie okaże….. Na początku jest cytat… Cudem jest chodzenie po ziemi….. Tylko, kto o tym pamięta??
I kolejny dzień…. Słońce balowało dziś… Pojechałam do szpitala, aby zasięgnąć informacji dla koleżanki…. I spotkałam dwa sposoby przyjmowania ludzi…. Pani w recepcji (mało przyjazna) wysłała mnie dwa piętra wyżej…(Próbowałam ją naprowadzić na dobry trop, gdzie mogę dostać informacje… Hm z marnym skutkiem) nie znalazłam ani jednego biura.(Może to ja źle sie wyraziłam.)….. A więc wróciłam z powrotem i usłyszałam no i „ co”. Jej profesjonalizm mnie zamurował… I w tym momencie panią olśniło i zapytała w biurze, obok (Dlaczego nie zrobiła tego wcześniej, skoro nie wiedziała??) No cóż być może miała gorszy dzień… I chwilę później, przychodzi pani (przeciwieństwo tej pierwszej) I bez żadnego problemu, udziela mi informacji. Praca w recepcji wymaga cierpliwości. Zwłaszcza w szpitalu, pacjenci mają tendencję do wyolbrzymiania, do nadużywania systemu… Ta pierwsza, nie potrafiła mnie przyjąć.Być może nie chciała, być może była zmęczona. Ta druga potrafiła zmęczenie okiełznać. Potrafiła uważnie przyjąć, udzielić krótkiej, konkretnej informacji. Dwie osoby. Dwa sposoby. Ta sama chwila. Mało czasu spędzamy będąc uważnym obserwatorem….. Może, dlatego tyle złości w nas, o byle, co.??
I chwilę rozmawiałam z dzieciakami kuzynki. Zaskakują mnie. Bardzo miło, ze pamiętają o mnie…Potrafią Być… Dla dzieci puste chwile, nie mają sensu… Kolejna lekcja. Chęć pamiętania.
Dwie sprzedawczynie, rozmawiały ze sobą…( ty kończysz za godzinę… A j muszę siedzieć) Jednak jej „dzień dobry” zabrzmiało wdzięcznie…. Potrafiła przejść obok swojego narzekania i uśmiechem uraczyła pana przede mną, i mnie również.
Szkoda czasu na marnowanie dnia i plucie jadem złości……,

Bez tytułu

Teatr ma w sobie wiele tajemnic. Aktorzy nie mogą być kiepscy. Mają dawać z siebie wszystkie talenty. Mają być uczciwi i spontaniczni w tym, kogo grają. Inaczej widz szybko sie nudzi, usypia i nie wraca. Nice ma kilka teatrów.Tym razem byłyśmy w malutkiej sali o niewygodnych krzesłach….. Aktorzy bardzo blisko. Nie ma miejsca na byle, jakie granie. Każdy szczegół rzuca sie w oczy. Teatr jest w starym mieście… A więc w chwilach ciszy było słychać ludzi na zewnątrz…. Gdy spektakl jest interesujący i zabawny, niedogodności znikają. Widz zajęty tym, co dzieje sie na scenie, nie słyszy niczego innego. Nie przeszkadzają mu niewygodne siedzenia… I tym razem aktorzy dali rady… Nawet morał był…

Historia faceta, który chciał odejść swoją kobietę, i chciał, aby to ona sie wyprowadziła. Nie chciał jej powiedzieć. I w swój plan pozbycia się kobiety wplątuje swojego przyjaciela… I ten przyjaciel wprowadza sie do nich…. Ona myśli, że zmarła mu mama, i potrzebuje wsparcia.. (Tak wymyślił jej mężczyzna) Jednak przyjaciel okazuje sie super gościem…. I ona zakochuje się sie w nim…I chce także odejść… Nie wyprowadzając się…. I także mówi to przyjacielowi… Tylko ze mężczyzna, który chciał odejść zaczyna rozumieć ze ja kocha…. Tylko, że Ona kocha jego przyjaciela….Historia kończy się zdaniem… Ze nigdy mieszkanie w trójkę nie kończy sie dobrze (zawsze jedna osoba odchodzi  smutna).Jeden z aktorów, miał fantastyczną mimikę. Jego głos, gesty, świetnie oddawały, co chciał przekazać… Dobrze sie przy tym bawił…

Prawda boli. Jak często omijamy ją, zwłaszcza w związkach?.. Gdy chcemy odejść, boimy się sie reakcji drugiej strony….Tylko czy warto?
Spektakl pokazał, że jednak, udawanie obraca się przeciwko nam. Że możemy sie mylić, nie widzieć osoby, która mamy obok siebie. Widzieć swój narcyzm, egoizm.Zobaczyć że ta osoba jest dla nas ważna…czasami jest za późno….
Na końcu aktorzy żegnali sie z nami… Miły gest. Kontakt z publiką…. Jeden z aktorów podając mi dłoń zapytał mnie czy mi zimno… Bo miałam zimną rękę….. Uśmiechnął się.Jego oczy mówiły że lubi to, co robi… I potrzebuje nas…..
Aby przebić się w teatrze trzeba mieć silną osobowość i dużo talentu….. Dobry czas.Do teatru warto zajrzeć… Nawet jak sale są w opłakanym stanie i bieda aż skrzypi…Też ma swój urok… Widać ze ludzie jednak chodzą….Chcą realizmu a nie fikcji.

Medytacja -sposób na podjęcie mądrych decyzji

Mu­si zna­leźć się w dniu ta­ka, po­ra, kiedy człowiek ro­biący pla­ny na przyszłość za­pomi­na o nich i postępu­je tak, jak gdy­by nig­dy nie miał żad­nych planów. Mu­si zna­leźć się w dniu ta­ka, po­ra, kiedy człowiek mający prze­mawiać mil­knie. I umysł je­go nie snu­je już roz­ważań, ale py­ta: czy one w ogóle coś znaczą? „-Thomas Merton –zakonnik.
Christophe André -psychiatra    „Obserwujmy siebie w doświadczaniu zwyczajnego życia. Czasem nawet nudy. Na przykład podczas oczekiwania na coś lub przechodzenia do innego zajęcia: wykorzystajmy to, by poczuć, że jesteśmy tutaj”- Christophe André -psychiatra .

Umysł i duch, dwie sfery, które nauka rozdziela. Jedno bez drugiego kuleje. Ostatnio czytałam wywiad z Christophe, dzielił sie, jaki wpływ na jego życie ma medytacja, jak ważną rolę pełni..(Promował nową książkę o medytacji). Aby nie zwariować, nie pozwolić na rezygnację, nie poddawać się…. Aby zacząć działać a nie tylko mówić, narzekać…
Nie raz słyszałam: nie mam czasu, medytacja to dla księży, zakonnic, wyższa półka..
Aby sie przekonać, zaczęłam szukać informacji…. Interesowała mnie medytacja chrześcijańska.
Jezus był mistrzem wsłuchiwania się w Rzeczywistość, był mistrzem rozmowy z Ojcem.
Mistycy są mistrzami medytacji.
Przekonał mnie Thomas Merton i Christophe André…
Nie jest łatwo „wejść w ciszę”. Nie jest łatwo zamknąć dostęp kalkulacji rozumu, zapomnieć o sobie, przycisnąć fałszywe „Ja”, otworzyć się na nieznane Oblicze rzeczywistego Boga… Może, dlatego tak trudno  Mu zaufać, bez szemrania, bez żadnego, ale.. I tak, postanowiłam codziennie „czyścic pamięć”. Wydreptuję sobie ścieżkę, chcę, aby była moja.
Opieram sie na Piśmie świętym. Czytam krótki fragment Ewangelii…. Próbuje zapamiętać słowo, krótkie zdanie… (Nie zatrzymuję się , pozwalam, aby Duch działał, bez jakiekolwiek mojej ingerencji) I to jest niesamowite… I tak milczę (nastawiam budzik na 15 min) Czasami dłużej pozostaję w ciszy…. Zwykle błogosławię, ludziom, wydarzeniom.. I nagle myśli, emocje, rozum milknie….. Tak jakby został uśpiony eterem…I chirurg usuwa chore miejsca…. Tym chirurgiem jest Bóg….
Daję Mu tylko 15 minut, a On daje mi świadomość Jego Obecności. Nic nie robię. Nic nie  muszę. Ani jedno słowo, nie pada z moich ust. Nie chce mi sie narzekać, ani prosić.
Jedynie, błogosławieństwo ma sens.

Umysł ciągle pracuje, dla nas, dla naszego komfortu. Ogłupiony, zbyt dużą ilością informacji, nie wie, w którą stronę iść. I wtedy przychodzi na pomoc zatrzymanie się, aby nie pogorszyć danej sytuacji. Niewiele potrzeba: spokojnego miejsca, decyzji, systematyczności, autentyczności ….(Konto bankowe ani gotówka się nie przydadzą)

Odkrywając wielką moc medytacji, kilka chwil przynosi cały dzień Radości…. Spokoju…Odwagi…(a tego właśnie potrzebuję)
Skoro psychiatra poleca, to może warto zainwestować chwilę, aby poczuć się pewniej, lepiej… Aby Bóg nie był tylko do straszenia… Aby kościół nie był kościółkiem, aby nie chodzić do Bozi…..(Często rodzice tak dzieciom tłumaczą) Dzieci są bliżej Boga, niż my dorośli…… A może warto zaszczepić w nich Boga, by w życiu dorosłym nie chodzili tylko do kościółka, by nie Bóg nie był tylko Bozią na obrazie, by chcieli a nie musieli zaangażować się w życie kościoła,by księży nie traktowali jak bożka, lub jako zło konieczne, (obgadując za plecami).
Tego uczy medytacja. Tak jak mój lekarz uczy mnie wdzięczności, tak chwile w Ciszy są pielęgnacją życia Tu i Teraz. Nie sposób się nie uśmiechnąć, nawet, gdy burza w umyśle, gdy ciało zmęczone, gdy dookoła ludzie plują jadem złości, frustracji. Rzeczywistość często nas zaskakuje, to, co wydawało nam się sensem, nim nie jest. I pomyśleć, że kilka chwil może tak wiele …..Toksyny z krwi zostają oczyszczone, umysł może pracować na rzecz Dobra. Duch także zakasuje rękawy i wspiera umysł. I tak się rodzą nowe pomysły, i tak decyzja zapada, i tak człowiek ,zaczyna żyć w zgodzie z samym sobą……

Dobro ma łagodny wzrok

 Właściwością dobra jest to, że samo się rozprzestrzenia”.
W telewizji francuskiej był reportaż o ludziach, którzy mieli dobrą pracę, robili karierę. A jednak zrezygnowali z niej, by zrobić cos dla innych, dla swojej pasji. Coraz więcej młodych ludzi, nie chce uczestniczyć w „wyścigu szczurów „Niestety wielkie korporacje zabierają wolność…. Ilość samobójstw z powodu braku sił, braku wsparcia ze strony szefów jest duża. Silniejszy wygrywa. We Francji psychoanaliza cieszy się ogromną popularnością. Zmęczeni ludzie potrzebują sie wygadać. I płacą za to duże pieniądze. Psycholodzy, kursy motywacyjne, sekty, zarabiają na tych, którzy nie wiedzą, co mają ze sobą zrobić. Człowiek przestaje myśleć samodzielnie, woli, aby inni decydowali za niego. A jednak człowiek chce czegoś więcej, nie chce żyć tylko dla siebie. Z natury jest Dobry. Większość buntujących sie nastolatków pochodzi z rozbitej rodziny. Nieobecność ojca, alkoholizm, zmusza młodego człowieka, aby wpadł w ramiona destrukcyjnych znajomości, narkomani, kradzieży, bójek….. Nikt nigdy go nie przytulił.

Pascal zajmuje się dorastającą młodzieżą, z która rodzice sobie nie radzą. Krzyk, szamotanie się, przerwanie edukacji, wychodzenie bez pytania, nic nie robienie, to codzienność tych rodzin.I Pascal próbuje pogodzić ich z życiem, samym sobą, z rodziną. Próbuje ich przytulić, bo często rana odejścia ojca krwawi i powoduje bunt…. Jedno z ćwiczeń to konfrontacja z rzeczywistością. Zaprasza obcych ludzi i razem z daną rodziną oglądają to, co dzieje się w ich domu…(Szamotanie sie zwykle z mamą, to chleb powszedni). A później nieznajomi komentują…. Trudne do przełknięcia, stanięcie twarzą w twarz z agresją, zwykle spuszczają wzrok i mówią: niemożliwe, to nie ja, jak tak można….
Każdy z nas potrzebuje bliskości, radości, a nade wszystko Obecności.Jeden z nielicznych programów, które oglądam…. Ma sens, Pascal łączy wymagania z łagodnością , jego metody przynoszą efekty…
Dobro samo się rozprzestrzenia.
Koleżanka z pracy czasami przynosi mi owoce kaki…. Bo wie ze lubię… A ja bułeczki, które lubi. Drobny, gest  życzliwości. Gdyby tak każdego dnia być dla innych, a nie przeciwko im….
Mamy pudełeczko z cukierkami… I od niedawna każdy zawsze cos wrzuca do niego, by podzielić się ze wszystkimi. Są chwile, gdzie iskrzy, gdzie złośliwość zwycięża, gdzie trzeba trzymać język za zębami…. Wtedy jest nam daleko do siebie…I wtedy atmosfera nam ciąży. Jest jak mgła zabraniająca patrzeć na lazurowe morze….Tylko dobro ma moc przebicia się  promieni słońca, ma moc ciepła ,które rozgoni mgłę złośliwości, (często niezrozumienia, subiektywnego spojrzenia.) I to działa! Wiele razy udało mi się przejść ponad mój komfort psychiczny…. Wiele razy poddałam się i pozwoliłam, aby mgła zamieniła się w huragan… A wiemy, że huragan może narobić szkód… Dobro jest samo w sobie zapłatą. Jest błogosławieństwem dla, tego, kto próbuje go tworzyć. Nie przepada za rozgłosem, nie lubi pierwszych miejsc, jest dla wszystkich. Wymaga szczerych intencji, które łatwo pomylić z przymusem. Bo tak trzeba… Bo musisz… Jak rzadko używamy słowa Chcę?… A jak często muszę…. Dobro z natury jest niewidoczne. Z radością spełnia swoją misję…. Misję życia pod prąd, życia pasją, życia Dziś, które sie już nigdy nie powtórzy.
Łatwiej zagłuszyć muzyką, filmem, pracą… Tylko czy zdrowiej???

ZYCIE ZASLUGUJE NA MILOSC

Święta to czas radości, czas miłości i pokoju. Czasami udawane życzenia. Zawsze pragnienie przytulenia, pragnienie bliskości.

Te święta były pełne niespodzianek. Były najczystszą Radością i Bliskością. Bo jak powiedziała 16- letnia Karolina -świętowanie to celebrowanie, spędzenie czasu z bliskimi… Czas dawania swojego czasu. Czasami zapominamy, ze prezenty mają być dodatkiem a nie głównym celem, bycia ze sobą. Obecność, może skruszyć mur przeterminowanych uraz, żalów, źle podjętych decyzji, które zamiast wyrzucić je z serca, trzymamy się ich uporczywie. I z czasem, to nawet nie pamiętamy, dlaczego tak nam do siebie daleko. A życie pokazuje nam, jak bardzo siebie potrzebujemy. Jest mądrzejsze od naszych głupich zachowań. Uczy nas łagodności połączonej z dużą szczyptą poczucia humoru. Przestaliśmy czekać na siebie, przestaliśmy tęsknić za sobą.  Może, dlatego, nie rozmawiamy o uczuciach. Zagubieni w pretensjach, nie widzimy, że druga osoba się zmienia, że stara się….

Światło -symbol Narodzenia Boga. Tym razem z rodziną, w Polsce. Spontaniczny gest. Muszę się przyznać, ze nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo tęskniłam, za atmosferą pełną bliskości. Tylko tydzień, i aż tydzień… Czas odkrywania siebie nawzajem. Czas Spotkania Życzliwości. Zimno i brak śniegu mnie powitało. Babcia z rodziną czekała na mnie. Na drugi dzień, do babci miał przyjść ksiądz proboszcz, jak co miesiąc. Zaskoczył mnie poczuciem humoru, połączonym z wielką dozą umiejętności słuchania..
Bo życie trzeba kochać -tak powiedział.  Te słowa były kierowane do mnie… Takie przypomnienie. Dawno nie spotkałam osoby, która wchodząc do domu, „ogarnia klimaty danego miejsca”. Potrafi być w codzienności swoich parafian. A to wielka sztuka, pokazać drugiemu, ze nie jest tak źle… Że Bóg stoi obok, siada do stołu, uśmiecha się, podaje dłoń. On zawsze ma czas…. Zycie trzeba kochać -słowa pełne wsparcia, klamra zamykająca ten rok. (Wdzięczność, uczucie, które towarzyszy mi od początku 2016 roku, i to mój szpitalny Anioł Stróż przyszedł, gdy potrzebowałam obecności, zadbał, nie tylko o moje płuca, lekarz kochający Zycie, i swoich pacjentów) I  na koniec roku, piękna niespodzianka, tak tylko Bóg potrafi zaskakiwać. A wiec pozwoliłam Mu się zaskoczyć. Przypomniał o uśmiechu do codzienności, do tych, którzy tak bardzo go potrzebują, do moich najbliższych. A wiec, teraz mogłam siebie sprawdzić. Na ile jest ważna dla mnie rodzina? Na ile potrafimy ze sobą pobyć, w czystej toni prawdy i pogody ducha.
Błogosławieństwo ułatwia sprawę. Ma moc przebaczania. Ma moc pokochania na nowo, inaczej, bardziej świadomie. I udało nam się spotkać, pobyć razem. (myślałam ze się nie uda, ze poddamy się starym, zgniłym urazom…)Była okazja, aby się spotkać, aby celebrować razem Narodzenie Boga.
Bóg poprzez księdza proboszcza utorował drogę. Kolejny dzień spędziłam w domu rodzinnym. Rodzice obecni duchem….  Cały dzień w towarzystwie przyjaciół, którzy, chcieli ze mną się spotkać. To jest dopiero błogosławieństwo. Mieć obok ludzi, na których można liczyć, którzy są ważni, nie po coś, ani za coś… Zwyczajnie są, i to jest najpiękniejsze w przyjaźni. Przyjąć drugiego człowieka nie jest łatwo, aczkolwiek bez niego jeszcze trudniej. Życie tylko dla siebie jest bez sensu…. Nawet szczypta sarkazmu jest potrzeba. A radość konieczna jest, aby normalnie funkcjonować. No oczywiście w salonie fryzjerskim u kuzynki, spędziłam małą chwilę (jakieś 2 godziny)…. Zakupy. I nowe przytulne mieszkanko do oglądnięcia. Uczciłyśmy tę chwilę… Bardzo radośnie….. Aby mieszkanie dobrze się trzymało… Córka kuzyna Asia, jest takim Aniołem Radości (na mnie działa bardzo pozytywnie) Niektórzy ludzie mają w genach pozytywne nastawienie do życia. I Asia właśnie jest taką osobą. Mam nadzieję, że jej to zostanie. (Jej obecność jest lepsza niż czekolada na chandrę)
Asia nic nie musi robić, wystarczy, że jest… Taki typ człowieka o wysokiej tolerancji na przeciwności losu.(jeden z psychiatrów francuskich, twierdzi , ze, są ludzie którzy maja nadzwyczajny dar radości w sobie )  A to jest wielka zaleta.
I pomogłyśmy ubrać choinkę znajomemu księdzu..A później celebracja jedzenia sushi. I , w geście błogosławieństwa ksiądz Waldek zapłacił za nas rachunek.  Taka niespodzianka.(A był z nami tylko chwilę, niby ze do toalety poszedł) Oczywiście nic nam nie powiedział..
I drobne zakupy. I znalazłam pyszną herbatę jaśminową…
Cudny czas… I tak po powrocie do cioci, wypiłyśmy herbatkę z jaśminu, zajadając się pączkiem z różą… Same rarytasy……
Z bardziej smutnych spotkań, to z wujkiem, który choruje na raka. W takim spotkaniu, tylko Obecność ma sens. Żadne słowa nie dadzą, tyle, co uśmiech, milczenie, które jest oparciem. Wzrok pełen troski i nadziei,może na chwile złagodzić cierpienie. Druga babcia ucieszyła się na mój widok…. W tym cierpieniu, które nigdy nie jest łatwe, trzeba mieć nadzieję… I znowu wracają słowa księdza Michała: życie trzeba kochać… Bo jest tylko jedno, bo tak mało czasu mamy, na tej ziemi.

Cierpienie wujka szepcze; Nie  marnuj czasu. Żyj! Celebruj Życie!

I w końcu wigilia -symbol przebaczenia. Prawdziwego spotkania z samym sobą, spotkania z bliskimi, w uczciwości, łagodności.
Stół uginał się pod pysznościami, Bóg zasiadł pośród nas. Czas wstrzymał oddech. Aniołowie zwiastowali Pokój. A my prosiliśmy o zdumienie nad tajemnicą życia, o zachwyt nad pięknem każdego stworzenia, o radość z każdej chwili, o świadomość każdej sekundy istnienia Boga we wszechświecie i w naszym codziennym życiu.
I celebracja liturgii, tej Świętej Nocy, rozjaśnionej blaskiem Narodzenia Jezusa. Chór śpiewał o Radości, Nadzieja przytulała, Emmanuel, Książę Pokoju był z nami. I nawet śnieg tej nocy przytulił ziemię…. Było biało. Ośnieżona ziemia śpiewała kolędy… Przed pasterką, bitwa śnieżkowa została stoczona.. Cudne święta. (Wisienka na torcie, była w zamysłach Boga, pokazał mi to wyraźnie te święta, jak wiele daje. A ja nie zawsze to widzę..)
I ostatni dzień pobytu. Spotkanie rodzinne, które nas wszystkich zaskoczyło… Ostatni raz widzieliśmy się, podczas świąt, 5 lat temu. Na nowo uczymy się cieszyć sobą. Takie spotkania mają wielka moc. Moc ciepła, moc zrozumienia, że, nie żyjemy tylko dla siebie. I że mamy siebie nawzajem. A to bardzo dużo. I moja chrześnica się zaręczyła, mogłam ich uścisnąć, życzyć odwagi w trudnej i szlachetnej sztuce bycia razem.  Aż się w głowie kręciło od uśmiechu… I tak moje spontaniczne święta zakończyły się sukcesem. Tak jakbym wygrała los na loterii, a może jeszcze więcej. Takich chwil, nie kupię za żadne pieniądze. Takie chwile są sensem istnienia na tej ziemi. Oby jak najwięcej takich chwil. Reasumując….
Narodziłem się abyś pokochał życie. Narodziłem się, abyś rozdawał radość. Narodziłem się, abyś w codzienności zarażał entuzjazmem. Narodziłem się dla Ciebie, abyś bezpiecznie dotarł do nieba…(szepnął Gabriel, jakbym zapomniała …JAK MAM ŚWIĘTOWAĆ BOŻE NARODZENIE)