Radości nigdy nie za wiele

Kilka dni w stolicy.10-lat stowarzyszenia Pomost -Passerelle, oraz, spotkania z przyjaciółmi. Wiele dobra wydarzyło się. Zmierzenie się z sobą, narcyzmem.. Droga do większej ilości pokory, czasu dla innych. Bezdomni są wyzwaniem. Nie mają nic do stracenia, a więc dyplomacja w ich wydaniu ,to trudny język. Gdy trzeźwo patrzą na świat, mogą wyjść z bezdomności. Potrzebne im jest, spojrzenie pełne łagodności i dyscypliny. Nie ma spoufalania się. Wtedy jakakolwiek pomoc, nie ma sensu. Daj wędkę, a będzie łowił, daj rybę, a będzie chciał więcej…. Pani w pociągu, nie potrafiła zachować ani jednej sekundy ciszy. Miała nieodpartą potrzebę mówienia. Najpierw przez telefon (zatykając usta) Dziwny zwyczaj…. (I tak słychać, że rozmawia…). A później z sąsiadką obok. Jej głos był szorstki, pełen smutku, rozpaczy. Być może nie potrafiła zachwycić się swoją obecnością…. Każdy ma jakiegoś „robaka”, którego dokarmia…. A co,gdy, robaki zagnieżdżą się w myślach??? Nasze zdrowie psychiczne potrzebuje wsparcia z naszej strony…. Potrzebuje Ciszy. Robaki się mnożą i utrudniają komunikację z samym sobą…

Luty w Paris, nigdy nie jest słoneczny. Jadę z południa, a wiec słońca mi nie brakuje. I tak, spędzę słoneczne chwile, z ludźmi, których dawno nie widziałam. Można być blisko i daleko. Można być daleko i blisko. Wszystko zależy od mojej obecności. I tak, w towarzystwie chorych dźwięków, wkraczam w świat paryskich klimatów. Panie, próbują słowami zagłuszyć lęk. Prawie pięć godzin gadania…. 300 minut  niezmordowanej walki.Też tak funkcjonowałam, dopóki nie zmierzyłam sie z chorobą.

Paris , przywitał mnie, kroplami deszczu. Pyszna zupa rozgrzała mnie, nawet choinka czekała na mnie. I ludzie, którzy tworzą, a nie dzielą. Są prawdziwi, do tego stopnia mi ufają. A to wielka rzecz. Poranek leniwy, wszyscy poszli do pracy, a ja spokojnie witałam paryskie klimaty. Muzyka ulicy, jest mało sympatyczna, a więc spacerując, słuchałam talentu, Dawida Garretta. Skrzypce, w jego dłoniach są bezcenne. Mozart, Beethoven, muzyka współczesna, nie ma dla niego tajemnic. Potrafi opowiedzieć historię wszechświata, i nawet, najlepszy śpiewak, nie jest w stanie wyśpiewać. Taką siłę, ma muzyka. Odwiedziłam św. Ritę i Montmarte. Deszcz przegonił mnie i schroniłam sie na kawie….. Ceny, dla turystów…,A ilość kawy, dla kogoś, kto jej nie lubi . A ja bardzo lubię aromat kawy…

Champs -Elysées, w deszczu nie mają uroku… Coraz więcej bezdomnych, mieszają się z tymi, w krawatach.Jak, nie zagubić sensu życia, pośród tak wielkiej różnicy?? Luksusy hoteli, pomieszane, z wyciągniętą ręką, człowieka z kartonem. Na to pytanie ,próbowaliśmy odpowiedzieć …. Msza św. dziękczynna, za istnienie Pomostu. Św. Paweł nam szepnął; „Niech trwa w nas braterska miłość. Nie zapominajmy też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę”. Tak jakby, niebo dawało nam rady, cieszyło sie razem z nami. Pyszna kolacja w krypcie połączyła, Rzecznika Praw Obywatelskich, Wicekonsul , Koordynatora projektów regionalnych , z ekipa Pomostu, zaproszonymi gośćmi , i tymi dla których, zostało zorganizowane to spotkanie .Nie było podziału. Krawaty w kieszeni, tytuły odłożone na półkę. Czas, słuchania sIebie nawzajem.Nasze serca ogrzewały się, przy kominku uśmiechniętych chwil…

Sobota, Sympozjum o bezdomności, w Ambasadzie polskiej w Paris.  Indywidualizm zabija naszą hojność. Braterstwo staje się wrogością. Potrzebujemy innych, aby się rozwijać-tak powiedział, zaproszony gość ze stowarzyszenia Captif la Liberation. Nie udało nam się spotkać, ani ze starą, ani z nową ekipą….  Widocznie nie byliśmy tak, blisko, aby chciało nam się spotkać, czy też, nawiązać bliższą znajomość. I zrozumiałam ,jak ważna jest obustronna chęć potkania. Bez niej, ludzie się rozchodzą, a później, obciążają się nawzajem…. Trzeba było samemu zrobić… takie, argumenty, zamieniają się w pretensje, niepotrzebne nieporozumienia, fochy. Zabierają przestrzeń radości, odbierają zrozumienie. Jedynie, co pozostaje to oskarżanie…… I tak rodzi się indywidualizm… To sympozjum, było potrzebne, to był ten czas, ci ludzie…. Wieczorem, szampan, umilił nam czas. Mieliśmy, co świętować….. Próbowaliśmy wypędzić „robaki”, aby nie przeszkadzały, w dialogu… Abyśmy potrafili, spojrzeniem pełnym łagodności, powiedzieć; JESTES DLA MNIE WAZNY. Do tego potrzeba dwóch osób….. Albo lusterka, aby przestać sobie wmawiać i udawać, by spojrzeć na siebie z uśmiechem…

Byłam na mszy w katedrze, Notre Dame, aby wejść ,trzeba pozwolić zajrzeć do torebki ochraniarzowi …przypomina o stanie wojny……… Z jednej strony chroni, z drugiej:żyjesz w epoce niepokoju, gdzie człowiek człowiekowi, nie chce być bratem…. Dlaczego tak się dzieje? Gdzie tkwi źródło? Na pewno obrzucanie się błotem wyzwisk, niczego nie zmieni….. Niedziela upłynęła deszczowo, i rodzinnie… Niespodziewane spotkanie z moja chrześnicą.Obiad, i piękno spotkania wyciągało do nas szeroko ramiona. Przytulało nas, szeptało czule słówka; macie sIebie nawzajem, jesteście ważni dla sIebie… Jak rzadko sobie mówimy, dobre rzeczy? Jak malo czasu spędzamy na oddychaniu -wdzięcznością?  Jak dużo rozmów spędzamy na toksycznych słowach? Czas, aby więcej się o sobie dowiedzieć, czas, aby zachwycić się drugą osobą, przyjąć ją, taką, jaka jest….. Każdy z nas potrzebuje kawałka nieba, kawałka miejsca, gdzie poczuje się bezpiecznie, człowieka, który przytuli go. Bez takich chwil, Życie traci sens. Takie chwile są,nieodłączną częścią ,życiodajnej natury wszechświata. Uczyliśmy się , być oparciem,dla siebie nawzajem; możesz liczyć na mnie, możesz mi zaufać…..Jedynie czego pragnę dla ciebie, abyś radość uczynił częścią twojego istnienia, jeżeli będzie ci ciężko ;;;pamiętaj jestem obok…..  Nawet niebo rozjaśniło swe oblicze ….Zgadzało się z nami. Magia spotkania.

I na koniec, wisienka na torcie..Spotkanie VIP… (mam wielka słabość do tych, ludzi…..) W końcu, tyle lat mnie znoszą.Wciąż mamy, o czym rozmawiać, widzimy dobro w sobie ,widzimy wady i śmiejemy się z nich. Może dlatego, tak dobrze nam razem. Kilka razy, zdarzyło mi się napisać do jednej z nich, i wszyscy byli razem(nie powiem, abym się mi humor poprawił, gdy dostałam buziaki ….bardzo bardzo ,zatęskniłam  ) I zrobiło mi się smutno, ze mnie z nimi nie ma…. .A tym razem byłam, niestety jednej osoby nie było z nami… I trochę się spóźniłam czekali na mnie sącząc soczek…. Magia oczekiwania. Magia przyjęcia. (Sama sobie zazdroszczę.) Żadne słowa nie wyrażą, tego, co się wtedy działo. Ba, oczywiście mój ulubiony trunek, towarzyszył nam. Bąbelki szampana złączyły się z radością. Efekt wybuchu fajerwerków, świętowaliśmy czas spotkania. Bez powodu, bez okazji, jakbyśmy wczoraj się widzieli. A przecież tyle czasu minęło, tyle się wydarzyło… A dla nas, czas się zatrzymał. Byliśmy. Razem. Bezwarunkowo.Gwiazdy uśmiechały się do nas, oświetlały nam drogę,ku szlachetnej mocy przyjaźni. 

” my wciąż uczymy się kultury dyskusji, tak mówić by chcieć być zrozumianym, tak słuchać żeby chcieć zrozumieć… A do tego, potrzeba milosci…”…(ktoś mądrze powiedział)

Paris , pożegnał mnie kroplami deszczu i musiał się w plecaku usadowić, bo przez tydzień niebo płakało .Słońce jednak jest silniejsze, i teraz wygładza codzienne troski. Wiosna na południu, już robi porządki… Jest blisko, postanowiła wcześniej przyjść i przytulic, wygonić ludzi na spacer. To wiem, od ptaków…..

Przepis na udany dzień

 

  Stowarzyszenie Pomost- Passerelle, istnieje 10 lat.
Wraz z polskimi dyplomatami, zostało zorganizowane, sympozjum o bezdomności, które odbyło się  4 lutego, w Ambasadzie polskiej.
Pan Ambasador- Dariusz Wiśniewski RP w Paryżu, wraz z Konsulem Generalnym - Hubertem Czerniukiem , oraz  wicekonsul – Marią Giryn,  otworzyli  drzwi ambasady, by podjąć konkretne decyzje, wspólnych działań na rzecz bezdomnych polaków w Paryżu. Obecni goście z Polski ; Rzecznik Praw Obywatelskich –Adam Bodnar , koordynator ds. projektów regionalnych- Andrzej Stefański , oraz, dyrektor Misji Kamillanskiej- Adrianna Porowska, Iwona Warzyńska, a także, lekarka , specjalizacja od uzależnień- Małgorzata Cypryk-Kosim, dr Anna Kurzeja terapeutka i założycielka Pomostu,Marta Libura , zabrali glos ,by zacieśnić współpracę miedzy stowarzyszeniem a polskimi instytucjami zajmującymi się bezdomnymi.
Pracownicy Pomostu Wiola Tylutki i Sylwia Skalska podzieliły sie sukcesami i trudnościami w ich pracy.
Zaproszenie przyjął mer I dzielnicy,Paryża,Jean-Francois Legaret. Byli obecni przedstawiciele stowarzyszenia Aux Captif la liberation ,Francois Forestier, Samu social-Florence Grinon, prezes stowarzyszenia Mort de la rue -Nicolas Clement.
Zaproszeni, prelegenci, zgodnie stwierdzili ; ulica,to nie jest to miejsce na mieszkanie. Jedynym wyjściem jest współpraca, która będzie miała na celu zmniejszenie ilość osób na ulicy, przywracając im godność i szacunek do samego siebie. Pierwszym krokiem, jest wyciągniecie, tych osób z ulicy.
Poprzedniego dnia, wieczorem, ks. wicerektor PMK- Krystian Gawron , odprawił msze św. dziękczynną . Św. Paweł nam szepnął; „Niech trwa w nas braterska miłość. Nie zapominajmy też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę”. Tak jakby, niebo dawało nam rady, cieszyło sie razem z nami. Nie możemy sie poddawać ludzkim ocenom, mamy za zadanie, aby współczesny Herod, zadziwił się czynami, które są dziełem Boga. Chronieni w skrzydłach światła i nadziei, mamy iść pod prąd. Trzymając w dłoniach, resztki godności naszych podopiecznych, nie możemy milczeć. Nie możemy ich zostawić samym sobie, do tego potrzebujemy wsparcia. Potrzebujemy ludzi, którzy, mają odwagę porzucić swój ciepły dom, i spojrzeć ulicy prosto w oczy. Zobaczyć bezdomnego, jako człowieka- usłyszeliśmy podczas kazania…
Ile razy słyszałam; O, jak, wy dużo robicie…A wiec; Przyjdź i podaruj swój czas, stań sie bohaterem dla samego siebie. Podaruj swój wolny czas, a nie to, co ci zbywa.
Cichy krzyk cierpienia ludzi bez domu, był bardzo wymowny. Moment spojrzenia Stwórcy w oczy, i zadanie sobie pytania; co dziś robie dla innych….???
Pyszna kolacja, wzruszające wspomnienia, czas, braterskiej milosci. Czas radości, która uskrzydla. Goście z Polski szybko się zaklimatyzowali. Zgromadził nas wspólny cel. Było to krzyk ludzi. Ulica to dżungla, odziera z godności. Pomost-Passerelle, ma ważne zadanie, ważną misję do spełnienia, przemienia krzyk w pieśń radości.
Kanapka –pierwszy krok, spojrzenie w oczy pełne uważności –kolejny, Obecność, zapewniająca wsparcie – pierwsza pomoc, która jest niezbędna, aby obudzić chęć życia…… Spotkanie dawno niewidzianych osób, sprawiło mi niezmierną radość.
Pan Ambasador, Dariusz Wiśniewski, serdecznie nas powitał, zapewniając nas, o tym że, ambasada należy do nas ..Wspomniał o byciu do dyspozycji innych, nie licząc na nagrodę..
Mer- I dzielnicy Paryża, pan, Jean-Francois Legaret , mówił o współpracy miedzy instytucjami francuskimi a polskimi , palącej potrzebie konkretnej pomocy, bezdomnym, aby nie umierali na ulicach. W swojej działalności, popiera, otwarcie drzwi urzędów miasta, by wspólnie zadbać o najbiedniejszych. Dla niego, nie jest to problem,Jeden człowiek niewiele może. Podkreśił wielką rolę pracy wolontariuszy ,bez których nic nie może zrobić. Nie możemy, w XXI wieku, pozwolić, aby bezdomni stali się niewidzialnymi, nie możemy omijać, człowieka leżącego na ulicy.
Prezes stowarzyszenia Pomost, pani, Maria Warunek,powitała uczestników sympozjum. Z wielką dozą pewności i wiary w sens istnienia stowarzyszenia, zachęciła do współpracy. Warto być dla innych. Warto uczyć się dbać o tych, którzy tracą nadzieję.Piękno ambasady i ulica stały się sobie bliższe. Bezdomni, mieli swój czas, i nadzieję na kawałek dachu… Pomost-Passerelle ,marzy o polskim domu, dla bezdomnych.. Niech to marzenie się spełni. Odczytano list pana senatora, Ryszarda Majera, który nie mógł być na sympozjum.Senator, nie chce, by trudne sprawy społeczne były traktowane, jako margines polityki. Jest szansa na współpracę. Nadzieja, że, to sympozjum, nie będzie tylko wypowiedzianym słowem, tylko słowem, które przekształci się w czyn. Założyciele, Pomostu, Marta Libura , Zenon Pudłowski , mówili o początkach, o trudnościach, porażkach i sukcesach. O konfrontacji z brakiem miłości, o tym, że chore ambicje zawsze sie wkradną. W ekipie, ważna jest łagodność, koordynacja serca i rozumu. Wielu wolontariuszy, ciężko pracowało, poświęcając swój wolny czas. Uczyliśmy się braterskiej miłości, ona nigdy nie jest łatwa. Wydział konsularny daje nowe możliwości, ci, którzy stoją na straży Polaków i reprezentują Polskę, także widzą ogromną potrzebę uwrażliwienia społeczeństwa na bezdomność. Francois le Forestier z organizacji  Captif  la Libération,zwrócił uwagę na diaporamę, która rozgrzewała nasze serca, wspomnienia wracały, i pokazywały o tym jak wiele się wydarzyło Godność  jest integralną i sakralną całością człowieczeństwa. Wspomiał ze wzruszeniem św.  Jana Pawła II. Organizacje charytatywne nie mają zbyt wielkiego oparcia w świecie polityków. Wielkim problemem jest niewystarczająca ilość mieszkań socjalnych. Powiedział, ważne zdanie: Indywidualizm zabija naszą hojność. Braterstwo staje się wrogością. Bezdomni nas potrzebują, aby na nowo nauczyć się żyć w społeczeństwie. Pomost jest mocny w braterstwie, to ono daje sens naszemu życiu. I na koniec dodał, potrzebujemy innych, aby się rozwijać.
Wicerektor, ks. Krystian Gawron, mówił o apostolstwie humanizmu. O ludziach, którzy karmią motywacją niesienia pomocy , którzy zarażają kreatywnością, którzy nie użalają się sie nad losem bezdomnych, tylko niosą konkretną pomoc. Św. brat. Albert Chmielowski, nie bal się podnosić najbardziej osłabionych, wykluczonych.My także możemy dawać nadzieje  i radość. Każdy ma prawo do życia. .
„Nikt nie idzie sam do nieba
.Rozbić naczynie, zapach się rozejdzie.
Nie tylko będziemy Boga kochać, ale inni Go przez nas pokochają.
A to jest coś.- Dodał brat Albert
Rzecznik Praw Obywatelskich, pan, Andrzej Bodnar, w swojej wypowiedzi zaznaczył rolę, jaką ma do spełnienia. Pomoc, bezdomnym, stała się jego priorytetem. Rzecznik, stoi na straży przestrzegania prawa, i także poza granicami kraju. Ma na celu ,wpływ na władze centralne, pokazanie, że ,problem jest na większą skalę. Mówił o potrzebie współpracy z odpowiednikiem władzy w różnych krajach. Podkreślił wartość współpracy z organizacjami pozarządowymi. One wiedzą, co robić, co jest bardziej potrzebne. Próbuje przebić się i poddać nie tyle dyskusji, co i działaniu, wielką potrzebę wsparcia finansowego, takim organizacjom jak Pomost -Passerelle.
Pomocna dłoń, która, gdy jest dostępna rodzi społeczeństwo obywatelskie.Człowiek potrzebuje przestrzeni, aby wyjść z danego problemu. I zawsze wymaga wsparcia państwa. I ważne zdanie powiedział; Człowiek odważny, może przekroczyć każdą barwę polityczną, aby zadbać w szczególności o najbiedniejszych
Dyrektor z Misji Kamilianskiej , pani,Adriana Porowska, mówiła o praktycznym aspekcie pracy z bezdomnymi. Wezwaniem jest odnalezienie szacunku, dojścia do źródła problemu. A do tego potrzebne są warunki. Prawo rzadko chroni bezdomnych, często nie pasują do garnituru urzędnika. Nie można pomagać kosztem innych ludzi. Ważna jest ochrona pracowników socjalnych, a nade wszystko organizacje charytatywne.Podstawą jest lokal, kompetentni ludzie, szkolenia wolontariuszy, ana to potrzebne są pieniądze.
Psycholog , Samu –social, pani, Florence Grinon, także mówiła o ich pracy z bezdomnymi, o różnorodności kultur .17 Narodowości, zgłasza sie do nich. Niełatwa praca. A każdy szuka wyjścia z trudnej sytuacji.Stolica Francji przyciąga, ludzi za lepszym bytem. Zderzenie się z rzeczywistością, nie zawsze dobrze się kończy. Wszyscy oczekują natychmiastowej pomocy, wszyscy chcą pragną domu. Problem, który dotyka każde państwo. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni. Oskarżanie sIebie nawzajem, szukanie winnych wcale nie pomaga wyjść z danego problemu.
Pani dr. Anna Kurzeja , pracuje na uniwersytecie śląskim, terapeutka, zadała pytanie :jak zrobić, aby pomóc człowiekowi bez dachu nad głową? To, co pomaga, to podejście indywidualne. Aby poznać drugiego, potrzebna jest duża ilość czasu. A także podwójne spojrzenie. Negatywny obraz człowieka, jest tym, co widzimy od razu. Bezdomni są brudni, agresywni, śmierdzą i żebrzą. A drugi rodzaj spojrzenia, to zainteresowanie się ich historią, dotarcie do źródła tragedii.Mówiła o swoich badaniach, jakie robiła na terenie Paryża. Brak rodzica, bagaż doświadczeń, wskazuje pewną dyspozycyjność, znalezienia sie na ulicy i niechęci do życia w społeczeństwie. Aby bezdomny się otworzył na zmiany, potrzeba dużo czasu. Potrzeba głębszego spojrzenia. Wychodzenie z bezdomności łączy się z terapią uzależnień. Janusz opowiedział o pracy grupy wstępnej, która ma na celu wyjście z uzależnienia. Pierwszy krok, do życia w trzeźwości.
Lekarka,pani, Małgorzata Cypryk-Kosim , mówiła o swoim doświadczeniu pracy z uzależnionymi. Brak wsparcia ,jedynie pogarsza sytuacje, brak osoby kompetentnej, która pokieruje do odpowiednich instytucji, zabiera chęć życia.
Pracownicy Pomostu, pani, Wioletta Tylutki i pani, Sylwia Skalska, podzieliły się doświadczeniem pracy z polakami na ulicy. 1500, Interwencji rocznie. Główny powód przyjazdu -lepsze życie. Wielu umiera na ulicy. Jeden chłopak, który na ulicy spędził 8 -lat, powiedział; bez tego stowarzyszenia byłoby mu jeszcze ciężej. Szpitale, wychodzenie na ulice, liczne tłumaczenia, spotkania środowe, które są pogotowiem ratunkowym. Każdy może przyjść, może wypowiedzieć siebie, czasami po raz pierwszy od wielu lat, zostać dotkniętym przez troskę o niego. Mają łzy w oczach, albo wychodząc pełni agresji wracają, w ciemność ulicy, tam wiedzą jak się poruszać. Strach przed zmianą zwycięża. Są momenty, gdzie zwracają sobie nawzajem uwagę… Słuchają. I historia chłopaka. 23 lata na ulicy…Pewnego dnia ze strachu powiedział: pomóż Boże…. Nie wierząc w istnienie Boga, zwrócił na siebie uwagę niebios. Od dwóch lat nie pije, ma pracę, mieszkanie, od nowa nawiązał kontakt z rodziną. Żyje. Uczy sie kochać życie.
Ośrodek jest potrzebny zgodnie powiedziały pracownice Pomostu….
Prezes, Morts de la rue , pan, Nicolas Clement , opowiedział historię polaka, który niedawno zmarł na ulicy .Ten człowiek był znany Pomostowi, miał raka, został wyleczony i zginął pod kołami metra… Czyżby zbieg okoliczności? Sympozjum o bezdomności i wiadomość o śmierci bezdomnego polaka. Przypomniał nam o sobie, właśnie dziś, gdy zastanawiamy sie jak pomóc bezdomnemu? Co możemy konkretnie zrobić, aby człowiek wychodząc ze szpitala, miał gdzie pójść, a nie wracał na ulicę?
8 %kobiet jest na ulicy, to i tak dużo… Organizacja ma za zadanie, aby bezdomny, został godnie pochowany. Nie zdajemy sobie sprawy, jak wielu ludzi umiera w samotności i cierpieniu. Ulica zabija Odbiera godność.
Czy, to wszystko, co zostało powiedziane, zamieni się w czyn? –Zależy od każdego z nas. Dobre Słowo ma sens, gdy idzie za nim konkretne działanie..i każdy z nas jest zaproszony do współpracy opartej na dialogu… Inaczej będą to tylko slowa…….
Zarówno zaproszeni Francuzi jak i goście z Polski, zauważyli wielką wagę zadbania o wolontariuszy,terapeutów, to oni są siłą napędową stowarzyszeń. To oni, są na pierwszej lini walki o człowieka. Mocny akcent, o wsparcie ze strony polityków. Aby ci  którzy stoją na straży prawa, chronili najsłabszych. Aby ich krzyk, obudził i wstrząsnął światem.