Ziema jest Ci poddana, człowieku

Nic pewniejszego nie ma na świecie, niż śmierć. Przychodzi i zabiera oddech! Znajdzie każdego! Nie pyta, czy jesteśmy gotowi…
Wczoraj, , zapukała do klienta w hotelu,do Rene …
Szefowa, jako pierwsza, odkryła…… Prawdopodobnie był chory…. Kilka dni temu, rozmawiałam z nim…. W jego oczach było wiele smutku…. I byłam ostatnią osobą, która z nim rozmawiała…. Następnego dnia, miałam zapukać, aby uzupełnić barek, (wiedząc, że, miał opuścić hotel, postanowiłam zrobić to później.).. Tymczasem szefowa,   chcąc sprawdzić….Śmierć, śmiała się nam prosto w twarz. Nawet, jak nie znamy osoby, to jednak czarne myśli nas zalewają….Strażacy, lekarz, policja…..

W takich momentach, potrzebujemy się wygadać, potrzebujemy być razem…
Między wierszami, panowała cisza, potrzebowaliśmy bliskości, aby nie zostać samemu…
Nie wiemy, co się stało..
Wiedział, że jest chory, dzień wcześniej był w szpitalu, wrócił do hotelu…. Być może, nie chciał pozostać sam….
Czas, mamy ograniczony, a wiec nie narzekajmy…
W każdej chwili, ty i ja… Możemy zostać wezwani… Bez ostrzeżenia. Bez pożegnania.
Takie wydarzenie uczy miłości, której nigdy nie za wiele, uczy delikatności, wobec spotkanego człowieka…. Rozmawiając z tym panem, czułam się nieswojo… Przez chwilę próbowaliśmy żartować, jednak szybko….Uciekłam… Dlaczego? Nie potrafię tego wyjaśnić… Było coś tajemniczego, mrocznego w jego osobie… Być może… Wtedy śmierć już przy nim była….
Jakby chciała mi powiedzieć:: szanuj życie, szanuj siebie, kochaj miłością z wrażliwością, kochaj z mądrością, kochaj z pasją…. Kochaj, bo jedynie miłość, ma sens…..Nie czekaj, na piękne deklaracje… Powiedz drugiemu; jesteś ważny dla mnie, potrzebuję twojej obecności. Słowa krytyki przefiltruj przez mocno zaciśnięte zęby. Nie mrucz pod nosem. Łagodny wzrok uczyń codziennym masażem oczu. Zadbaj o delikatny uśmiech…Przytulaj, a nie klep po ramieniu…
Puste słowa wyrzuć z siebie, szukaj dobrych słów, które postawią na nogi, które będą nadzieją.
I król i żebrak, są tak samo ważni. Nie rób różnic….Bo one napędzają nienawiść…

W codzienności, odnajdź zielona gałązkę i pielęgnuj ja….

Światło błogosławieństwa płynące w twoich żyłach, da Ci moc, aby człowiek obok ciebie, czuł się dobrze, spokojny, o siebie, że mu, nie dołożysz swoich lęków.

Ziemia, jest ci poddana,a nie człowiek….

Dobre Nowiny w gąszczu złych nowin o sobie”

saint jean cap ferrat 006Merton tak zakończył jeden ze swych wierszy:” Po czym gubi się w gąszczu złych nowin o sobie”

Pobrali mi kilka kropli krwi…. Lekarz, chce mieć na oku moje eozynofile .Widocznie im nie ufa…. Tradycyjnie kawka, w Malongo, dziś waniliowa. Słońce szczerzy szeroko zęby, pachnie wiosną.. Obserwuję parę, która siedzi obok mnie… On-wpatrzony w telefon, Ona-najpierw długo mieszała kawę, później zaczęła czytać, w jej gestach widać głód rozmowy, dialogu… Co może być ważniejsze od spojrzenia drugiemu w oczy? Czy, gdybym zapytała ich, czy są w tym momencie szczęśliwi? Jaka byłaby odpowiedź?
I druga scena, znajomy dał prezent dziewczynie pracującej w kawiarni ,dala mu buziaka w policzki, a On, powiedział że to dla niego przyjemność.. Radość dawania.!!!!.. (w Nice, jest mało klimatycznych miejsc, na wypicie kawy)lubię to miejsce…. Pracuje tam chłopak, który lubi  to co robi. Kontakt z klientami, ma wyśmienity. Potrafi być. I to wystarczy. Atmosfera chwili.
Czy w tym momencie ,jesteś szczęśliwy ,szczęśliwa?
W sklepie spotkałam koleżankę z pracy, pięknym uśmiechem pochwaliła się :jutro jadę na Filipiny …aby wyjść za mąż. Narzeczony, jest filipińczykiem. Pewnie ceremonia będzie pełna kwiatów i radości. Atmosfera dzielenia się -Dobrą Nowiną…
Koleżanka miała urodziny, a więc zapukałam do niej z ciastem i świeczkami.. Usłyszałam :stworzyłaś atmosferę… Takie nic, zwykle, jest większym prezentem, dla tego, kto ofiaruje. Oducza głupich gestów brania tylko dla siebie. „Ja”-rumieni się ze wstydu. Rodzi się atmosfera radości bez powodu…..
Uśmiech nic nie kosztuje, a zaraża…Termometr ilości smutku w człowieku. Więcej oznacza niż rozmowa…. Tylko potrzebne jest oderwanie się od ekranu, spojrzenie na świat, drugiego człowieka, na siebie samego…. Odziera z błędnego uczucia… samotności …Uśmiech uzdrawia .
Gdy koleżanka śpiewała psalm w kościele, jej 6 -letni syn siedział w pierwszej ławce, i po cichu bił jej brawo… To się nazywa motywacja. Bezcenny gest!! Wielu mężczyzn, mogłoby się zawstydzić. Ten młody człowiek, mając dopiero 6 lat, potrafi cieszyć się z talentów innych. Dzieci nie udają, a więc jego mama, ma talent do śpiewania….
Dziś, same radosne wieści…
I telefon; wiesz kolega do mnie przyjeżdża…. Spędzimy wspólnie kilka dni….
I e-mail; miałaś siły… Gratulacje, Kolejny -często dziękuję Bogu, za Ciebie…. Hm nie potrzebuję książek o motywacji… Takie Słowa mają potężną moc…. I nawet z Australii dostałam pozdrowienia….
A, ty kiedy ostatnio obdarzyłeś siebie, nieznajomego, piękny widok, uśmiechem?
Kiedy, biłeś brawo ,ze wzruszenia, z dumy, z radości…. ?
Ja -dziś biję brawo, tym wszystkim, których dziś spotkałam: osobiście i przez telefon czy e-maila…
Dzień, który miał w sobie kolorowe iskierki Dobra, Radości. Zero pestycydów narzekania i przenoszenia zarazków głupoty… Rzeczywistość. Spotkanie. Dzielenie się…
Takie chwile są potrzebne aby, nie gubić się w gąszczu złych nowin o sobie …

Aby na ławce, usiąść  obok samego siebie…….A będąc bliżej siebie z uśmiechem pomyśleć o tej chwili,która jest wiecznością ,która ma być, taka, jaka jest……

Trudna sztuka bycia uczciwym w chorobie

Koleżanka z pracy ma raka płuc. Lekarze dają jej kilka miesięcy życia. Byłam ją odwiedzić w szpitalu. Do końca nie wiedziałam jak się zachowam. Można się przygotowywać, a i tak emocje zrobią swoje. Trudno być naturalnym, wobec cierpienia, które odbija się się w oczach chorej osoby. Wchodząc do pokoju, czułam spokój, ucieszyła się. Walczy o życie. Czy starczy jej sił? Cierpi, pomimo morfiny, którą dostaje… Cierpi, ale nie skarży się. Jest świadoma. Powiedziała mi; widocznie, mam przejść przez te wydarzenia…. Mocne słowa!!. Jest osobą, dyskretną i ciepłą. Rzadko,kiedy, mówi źle o innych. I tak, też cierpi. Nie chce robić nikomu kłopotu. Jej wewnętrzny spokój, jest jej jedyną siłą. Jej twarz emanuje- zgoda na wszystko. I ta zgoda ją kołysze, jest jej  przyjacielem. Ciało słabe, waży ok 30 kg, każde dotknięcie ją boli. Jednak walczy!! Dla swoich wnuków. Chciałaby jeszcze z nimi pobyć, patrzeć jak dorastają… Sens cierpienia. Nie słyszałam, aby się skarżyła :Dlaczego ja!!!!Złamali jej obojczyk (powiedziała; on nie chciał) W pewnym momencie, źle się poczuła.  Młoda lekarka nie za bardzo wiedziała, co ma robić,dwie pielęgniarki, tym bardziej. Próbowały jej zmierzyć tętno, i się nie dało. Dziewczyny, może z bezsilności, a może z braku doświadczenia, były ospałe. Lekarka ukrywała bezsilność. Dopiero wchodzi w świat umierania i ratowania… Nie łatwo jest pracować z chorymi… Każdy lekarz, pielęgniarka musi zmierzyć się z własnym lękiem. Przejść samotnie, jak pacjent, wtedy,empatia miesza się z uczuciem: widocznie miał przez taką drogę przejść. Jedynie praktyka uczy. Taką dojrzałość i pasję ma mój lekarz -szef pulmonologii. Chantal, daje rady. Jest pacjentem, dającą siłę lekarzom, którzy dopiero, co zaczynają widzieć strach w oczach swoich pacjentów. I widzą swój, widzą bezsilność, i albo stają się jak skały, albo stają się towarzyszami-jak mój profesor….. Udało mu się, nie zatracić woli życia. Karmi nadzieją, bo ją ma w sobie, karmi światłem, bo ma je w oczach. W przysiędze Hipokratesa jest napisane:(w orginalne)”W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją”. Przez stulecia zmieniła formę…. Czytając tłumaczenie z oryginału, jest w niej dużo więcej ciepła i szacunku do życia, niż w obecnej formie… Niby to samo. Medycyna, nieustannie się rozwija, a człowiek, wciąż nie może sobie poradzić z cierpieniem.Lekarze, koncerny farmaceutyczne, bogacą się na chorobach. Hipokrates, usunięty. Liczą się cyfry. A pacjent, nie ma nic do powiedzenia… Mojemu lekarzowi, udało się przejść ponad układy drabiny hierarchii głupoty. Pozostaje, wierny przysiędze: „ W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją”. I myślę, że ,to jest jego kolejny sekret, który odkryłam…. Chantal, widzi niebieskie niebo. Cierpi, nie zwracając na siebie uwagi. Jej dzieci są przerażone. Mogą brać przykład ze swej mamy. Mogą być dumne z jej postawy. Syn, wychodząc, powiedział mamie; kocham Cię… Słowa, które leczą ducha, słowa, które oczyszczają emocje, jeżeli są wypowiedziane prawdziwie. Najgorsze, co może spotkać chorego, to użalająca się obecność. Byłam w szoku, jak usłyszałam od jednej koleżanki z pracy: nie pójdę jej odwiedzić, bo nie chcę jej widzieć w takim stanie…. Jasne, nie musi…. W słowach jesteśmy tak dobrzy, wiemy, co drugi ma robić… A gdy mamy spojrzeć cierpieniu w oczy to uciekamy, jak tchórze…. Możemy sobie tłumaczyć… Zawsze znajdzie się powód. Dobre rady, wtedy stają się bezsensowne… Nasz mózg, nie jest tak mądry jak myślimy….a może, dlatego że, zapominamy ” W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją”. Taką przysięgę mozemy  wszyscy przestrzegać.. W cierpieniu wszyscy jesteśmy równi.Wszyscy potrzebujemy niebieskiego nieba. Wszyscy życzymy sobie zdrowia,a moze warto by zyczyć..sił….bo nie znamy…jutra….. Niech radość Cię, nie opuszcza. A nadzieja ochroni cie…gdy nagle usłyszysz:.twój stan zdrowia się pogarsza…. I zamiast narzekać na lekarzy, pomyśl o nich,mają misję, trudną misję…. Ze śmiercią jeszcze nikt nie wygrał. Żaden człowiek.

Bez tytułu

 

La La Land

Każde przypadkowe spotkanie
Może okazać się tym, na które czekałeś

Musical, historia zakochania, historia marzeń, wyboru drogi. Film lekki, ale niebanalny. Historia pasji….

Początek mnie zaskoczył, niby nic a cieszy…. Prostota muzyki i radości. Podobały mi się tłumaczenia piosenek na francuski(Byłyśmy na wersji oryginalnej)

Dobrzy tancerze, klimat ciepła i nostalgii, (każda epoka, żyje swoja kultura) za starymi musicalami. Szczypta tęsknoty, dużo radości, i szaleństwa. Przestrzeń autostrady, połączona z dużą ilością ludzi. Jeden drugiego, zaraza uśmiechem, aż się chce tańczyć i śpiewać(nawet jak, uszy bolą od fałszowania, czy tez nogi, nie chcą się poruszać w rytmie)

Emma i Ryan dają rady. Dwoje młodych ludzi, którzy noszą w sobie pasje… I przychodzi miłość i rozdarcie, bo w którymś momencie trzeba wybrać…

 Każdy dzień nas zmusza do wyboru. Konfrontacja z życiem, bywa brutalna. Realia, często nas zaskakują, przerażają. Nigdy nie będzie tak jak byśmy chcieli. I o tym jest ten film, nosi w sobie tajemnice pasji, i poświecenia do tej pasji.

 Jedynej rzeczy, jakiej pragnie świat….

To miłość, motylki w brzuchu, jedno spojrzenie jeden dotyk, jeden taniec. I to wystarczy. To, co szukamy, to by ktoś nas pokochał…

Jedno spojrzenie, może rozświetlić niebo, może wstrząsnąć światem…

Głos, który mówi; Jestem przy tobie…. Będę przy tobie..

Nie zawsze można pogodzić pasje z życiem codziennym, zwłaszcza, gdy  pasja dotyka dwóch rożnych przestrzeni. Miłość na odległość, nie ma racji bytu.

Emma i Ryan próbują być razem, jednak marzenia, które noszą w sobie są silniejsze… Gdy staja się prawdziwe…… Pytań zaczyna być coraz więcej .Co mam wybrać? Czy damy rady? Co dla mnie jest ważniejsze?

Muzyka Ww filmie , dodaje tajemnicy, jest czystym pięknem, harmonia, dialogiem. Podąża za nami, a właściwie, to my podążamy za nią. Powoduje uśmiech, bez powodu rodzi sympatie, do tych młodych ludzi. Jest ich miłością, ich udziałem i spotkaniem.

Poczucie humoru, zlewa się z trudnymi wyborami. Łatwiej jest przyjąć te wybory,  które odkrywamy na końcu filmu. Podwójne spojrzenie(w filmach to rzadkość, tak pokazana) a mogło być inaczej…..zaskakuje,zadziwia.Smutek miesza się z radością. Udało im!! Spełnili swoje marzenia….Za jaka cenę ?

Niebanalne dialogi, mówią o kruchości i delikatności, zakochania. Taniec, pełen wdzięku, emocji, a także „wyładowania się „, obudzenia w sobie dziecka, które nieustannie marzy, i wierzy, ze jak dorośnie to….

Pianista jazzowy i aktorka, dwa rożne światy niedające się pogodzić…, Co wybiorą? Obydwoje maja  konkretne plany Opowiadając o sobie, wspierają się nawzajem, popychają do przodu, aby, ani jedno, ani drugie nie rezygnowało …. Czy miłość zwycięży?, czy można pogodzić życie codzienne ze sława, czy tez pasja???

Wychodząc z kina uśmiechałam się do siebie… Miałam ochotę napić się szampana, zatańczyć, posłuchać muzyki z filmu..Zycie ma sobie wielka tajemnice. Nigdy nie wiesz ,co może cie spotkać, nigdy nie wiesz jak zareagujesz.

Pasja może stać się niebezpieczna, może bolec, może rozświetlić ciemności. Wiele jest w naszych rekach naszych decyzjach. W życiu jest wiele dróg… Zycie wymaga wybranie jednej z nich.

Film warty obejrzenia ,chwili refleksji,aby usmiechnac  się do marzeń, stać się bardziej otwartym.

W objęciach życia dokonać wyboru.

AUTORYTET BEZ KOMPETENCJI NIE MA ZADNEJ MOCY

Kompetencje bez autorytetu, są tak samo bezsilne, jak autorytet, bez kompetencji.
Kolejny piękny dzień. Słońce rozświetla ciemne zakamarki duszy.
Rozpoczął się post, czas refleksji nad istnieniem.
Kto, jest ważny w moim życiu?  Czy potrafię, wytrwać, rezygnując, z tego, co lubię? Czy te 40 dni, coś jeszcze dla mnie znaczą?
Mądre pytania zadał, biskup Nicei- André Marceau, podczas celebracji środy popielcowej.   Jak być współpracownikiem Boga, naszego Stwórcy??
Kto jest naszym bratem?  Jak pomagać, by nie krzywdzić, aby inni chcieli, a nie ciągle musieli?
Jest wielka przepaść, między „chcieć a musieć. Często, tej przepaści, nie widzimy,zmuszamy sIebie samych, terroryzujemy rodzinę, współpracowników.
Widzę to w pracy, każdy w swoim kącie, minimum wysiłku.
Presja, lęk, lenistwo -zmora, która wysysa ochotę do życia.
W ubiegłym tygodniu, zostałam zbombardowana smutnymi wieściami: wujek w szpitalu, babcia źle się poczuła, mąż koleżanki spadł z drabiny, koleżanka z pracy ma raka, śmierć w rodzinie… Trudno pozytywnie myśleć, w obliczu tylu wydarzeń.
Czas śmierci, jest wliczony w życie. Do niej nigdy się nie przygotujemy, nawet, jak dana osoba choruje…
Dostając „groźbę śmierci”, mam inne spojrzenie, na życie… Uczę się je kochać. Pewnie, łatwo nie jest.Aczkolwiek, przestałam użalać się, nad sobą, nad chorym człowiekiem, czy też zmarłą osobą..
Wiem, że to nic nie da, wiem, bo, mój profesor, podczas pierwszej wizyty-patrząc na mnie, pokazał mi, że, mam siłę, że, tomograf się pomylił. Zycie zasługuje na miłość. Zaopiekował się mną, tak jak robią  to  ,Anioły-nasi przyjaciele…. I wtedy wiele się zmieniło…. I wciąż zmienia….Wyrażam na to zgodę, jest to współpraca lekarza i pacjenta. Szukając źródła, wyrywa toksyczne skutki choroby z korzeniami (dlatego to tak długo trwa )
I miałam też radosną rozmowę z Asią, przypomniała mi o zaufaniu,o  naturalnej  potrzebie dzielenia się!!…Tak sobie myślę ,że w żyłach Asi zamiast krwi płynie, niczym nie skażona radość.
Psychiatra, Christophe André, nazywa takich ludzi- szczególnie uzdolnionymi, którzy są ubrani w zbroję szczęścia, radości.  Asia ma 20 lat. I to jest piękne, że mogę uczestniczyć w jej życiu, że dzieli się ze mną, tym, co dla niej ważne.
(Nie otworzysz konserwy palcami.)I tu wkracza „Chcę.”
Tworzy się zaufanie..
Nie możesz też, bezmyślnie wszystkim opowiadać o sobie…. Albo trafisz na złodzieja, albo cię wyśmieją. Za naiwność się płaci.
I miałam kilka dni, które przypominały mi o moim stanie zdrowia. Płuca, wciąż się wściekają. Hm, nie za bardzo je rozumiem. Moim tłumaczem jest mój lekarz…. Uspokoiły się, gdy, go zobaczyły. Kolejne spotkanie, kolejna lekcja, kolejna niespodzianka.
Spotkaliśmy się, przed szpitalem, przywitał się ze mną…. Panie z sekretariatu, mają czas… Są sympatyczne, aczkolwiek nie chciałabym z nimi pracować…. Za to z profesorem, tak…… Sam o sobie mówi, że, lubi porządek,bo medycyna tego wymaga…. Po badaniach, czekając na wizytę, rozmawiałam z panem, który ma większy problem z płucami,niż ja…. I  jego żona , nie dała rady..odeszła ….nie chciała się nim zaopiekować. Ten pan, ma ponad 60 lat…. W obliczu cierpienia, bliskich, gdy nie mamy oparcia, w lekarzu, najbliższych, przyjaciołach, gdy próbujemy sami walczyć… W którymś momencie, albo odchodzimy, albo stajemy się złośliwi. Depresja gotowa do ataku… Dlatego, ważna jest formacja lekarzy, serwisu medycznego, by w kryzysie, bezsilności, nie uciec, nie pozwolić  beznadziei zaistnieć.Pr. Marquette , nie zmienił swojej postawy. On też, ma zbroję” pasji” na sobie. Emanuje radością .Przy nim, milknę, wszystko, co ważne, przekazuje mi, bez słów.
Komunikujemy się dzięki, pasjom, jakie mamy. Mówimy ,tym samym językiem.   W jego żyłach, płynie pasja, ratowania człowieka.Jest gdzie ma być. Tym razem temat lekcji; Zaufanie…
Wyczuł mały szmer w płucach…Spojrzeniem przytulił, wypchał w ramiona natury…. Zachęcił do mojego ulubionego zajęcia; szukania piękna przyrody….Dodał odwagi, i to jest klucz motywowania. Klucz do wypłynięcia na głębię. Jak zawsze, student medycyny, czerpał inspiracje….(Przy okazji i ja…),jak  niesamowity jest nasz organizm) Wszystko, co w nas jest, czemuś służy…. Nie ma zbędnych organów… Każda krwinka, komórka, służy człowiekowi..Jego tłumaczenie ma głęboki sens. Nie jest, chwalipiętą. Jego celem, jest zarazić, młodych lekarzy, pasją konstruowania życia pacjenta. I za każdym razem, mówi, ze jestem dzielna…..  (no i tu mnie ma,)   Łagodnieję, i brakuje mi słów…. Podziwiam jego obecność, jeszcze bardziej…. I doceniam…. Jestem, tam gdzie mam być.
Co może być ważniejsze, od spotkania pełnego we wzruszenie, podziw, wdzięczność???
Zrozumieć niewypowiedziane. (Wystarczy chwila Obecności ,z człowiekiem, który ….I tutaj moja lista wciąż się powiększa, wciąż znajduję coś nowego, wciąż, mając przykład pr. Marquette, uczę się, w co inwestować, a co zostawić…. I to wszystko, dzięki Zaufaniu, jakie w sobie nosimy, i wyrażamy je w słowach, i gestach….i moje zmęczenie,spowodowane niewydolnością płuc, nabiera sensu…Nawet toksyczne eozynofile (w moim przypadku,zwiększona ich ilość ma działanie toksyczne,i czepiają się płuc) nie jest aż tak groźne (jak tłumaczył studentowi,to tak jakby je widział,była to opowieść,a nie wyuczone z książki…..)aż chce się sluchac….Majac kompetencje i autorytet…..Ratuje człowieka.
Niech, te 40 dni przyniosą,Zaufanie- mądrości serca, i niech dłoń nasza, zaciśnie się w dłoni Stwórcy, aby już nigdy jej nie opuścić….