Bez tytułu

tmp_1598-IMG-20170215-WA0007-912457326Kiedy już doświadczysz jednoczącego spotkania z Bogiem rzeczywistością, a nawet z samym sobą, w twoim życiu zagoszczą na stałe dwie rzeczy :łagodne zaufanie, radosna wdzięczność” Franciszkanin ,ojciec Richard Rohr.
W książce , Milczące współ – czucie , pisze o  drodze ku kontemplacji. Bardzo cienka książka, która wzruszyła mnie, postawiła pytanie Czy spotkałaś Boga? Jeżeli tak, to czy odczuwasz łagodne zaufanie… I radosną wdzięczność….?
Rohr, nie boi się pójść dalej i pisze :Bądźmy uczciwi, sama tylko niedzielna msza św. rzadko skłania ludzi do wyruszenia w głęboką, prawdziwą podróż.
Słowa, mogą dotykać, wzruszać do łez, mogą przytulać, budzić agresję ,aczkolwiek, żadne słowo, nie zastąpi obecności drugiego człowieka. I żadne słowo, nie potrafi opisać Boga..
„Najpierw trzeba coś przeżyć, aby móc o tym mówić i czuć się upoważnionym, by tego nauczać”

Rodzice, którzy nieustannie powtarzają dzieciom, co mają robić, są  nieszczęśliwe…. Dzieci uczą spontaniczności i mówienia prawdy… (oczywiście do pewnego wieku )Uczymy ich o „Bozi „, a one widzą Boga lepiej ,niż my dorośli. Wystarczy poświęcić im, cały swój czas, posłuchać co mają nam do powiedzenia, nie twierdzić że to, takie dziecinne…. Dzieci są teologami, widzą niewidzialne… Mają dostęp do tajnych akt…. Wyczuwają Obecność Boga, bez żadnych przeszkód…. Wnoszą szczęście, gdziekolwiek są… Dlaczego w życiu dorosłym, tak rzadko zachowujemy, te piękne cechy z dzieciństwa?
Powiemy: problemy, obowiązki, tragedie, a może to wszystko jest spowodowane brakiem łączności z Bogiem, z samym sobą, czyli z rzeczywistością.

Bez etykiet, bez udawania, bez osądzania- cechy modlitwy, o których pisze ojciec Rohr, są radosnym westchnieniem, ku Stwórcy.
Ciężka praca, ze śpiewem ptaków w tle staje się lżejsza, uśmiech sam się przykleja do ust, dziecko które ciągle płacze i nagle się uśmiecha, sprawia że zapominamy o zatroskaniu .. Opowiedzenie o swoich problemach przyjacielowi, który nie ocenia, jest ulgą, i być może w taki sposób znajdziemy rozwiązanie danego problemu.. Modlitwa codzienności.
Piękno jest wpisane w genach  każdej istoty. Człowiek, stoi na czele. A tak rzadko, sobie mówimy : piękno jest w tobie, pięknie dziś wyglądasz….. Zachwycamy się dziećmi (nawet jak są usmarowane czekoladą, zachwycamy się sukienką Diora, perfumami Chanel się chwalimy )a tak, w spontaniczny sposób rzadko mówimy :jesteś dzielna… A tylko dlatego, że druga osoba, nie robi tak jak ja chcę… I jak młodzi ludzie mają się uczyć, odważnego „chodzenia po wodzie” ??? .. Oczywiście, takie słowa  mają być szczere.
Piękni ludzie, mają szczęście na dłoni, uśmiech w rękach, dobro idzie za nimi, a łagodność śmieje się do łez. Mają spontaniczność dziecka, bystry umysł, chcą się nieustannie uczyć, potrafią słuchać, milczeć. Uczą swoją postawą wobec życia. Kontemplują życie. I tacy ludzie są najlepszymi profesorami. Zarażają miłością do codzienności. Wspolpraca z takimi ludźmi to błogosławieństwo. Uczą wdzięczności do każdej chwili, nawet jak tornado niespodziewanie zniszczy wszystko, co było dla nas ważne, usłyszymy :dasz radę, pomogę Ci, jestem obok….
Niesamowite, z jaką prędkością, oskarżamy innych, jak szybko znajdujemy wymówki, jak bardzo boimy się konfrontacji z Prawdą…
Pracując w ekipie, widzę klany które się tworzą, brak łagodności, brak ciepłych słów.
Kto pierwszy ten lepszy, byle pierwszemu skończyć, i to nie ja….. Jak przebić się przez ciemną stronę egocentryzmu?
Jak nie stać się takim samym, nie odpowiadać tym samym? Gdzie tkwi problem?
Wczoraj moja szefowa dała mi odpowiedź(nie rozmawiałam z nią na ten temat )
Byłam u mojego fryzjera Emmanuela, który nożyczkami czyni cuda, taki mój prywatny terapeuta, nie mówi od rzeczy, rodzi się łagodne zaufanie i radosna wdzięczność. Kocha góry, gra na skrzypcach, i lubi, to co robi. Jest zanurzony w teraźniejszości ,a więc pozwalam mu na eksperymenty z moją fryzurą… Do tej pory, idealnie potrafił dobrać, myślę że zachował zmysł kreatywności dziecka, połączył go z odwagą, a pasja sportowego dżentelmena, pomaga mu w radosnym wykonywaniu zawodu, a raczej w zmienianie: nie lubię siebie, w łał, jestem piękna. Magia kreatywności fryzjera jest lepsza od wstrzykiwania sobie botoksu… Lekki makijaż, sukienka, uśmiech, i faceci się oglądają…. Dobry humor, jest terapia za darmo. Jakoś rozum, lubi takie zmiany, i cieszy się z nich…. Od razu lepiej się czujemy…
I moja szefowa pochwaliła dzieło Emmanuela, i usłyszałam :Belle femme… Czyli piękna kobieta…. Była to odpowiedź na nurtujące mnie pytanie :jak poradzić sobie z ekipą, i nakierować dziewczyny, na konstruktywne gesty wobec siebie nawzajem.

Dobre Słowa są jak antidotum ,na niekończące się, rzadko prawdziwe historie.

 Każdy dzień ma swoje zimne i ciepłe chwile.
Każdy człowiek nosi w sobie złość i radość.
Każdy człowiek potrzebuje usłyszeć ; nie poddaj się!!!

Gdziekolwiek jesteś wnoś ze sobą szczęście, a motyl usiądzie ci na ramieniu…..Będziesz jak drzewo, dające schronienie wdzięczności i radości…

 

Świętowanie Wielkiej Nocy – czas jedności

Chce usłyszeć, Panie, jak mowisz że jesteś Dobry, że twoja milość trwa na wieki.

Tegoroczne święta spędziłam z rodziną w Polsce. Odgrzebując wspomnienia dzieciństwa, uczę się kochać moje życie. I ten, pobyt, był lekcją szacunku wobec życia.

Święty Czwartek, tak nazywają francuzi, rozpoczęcie Tridium Paschalnego, czas szczegolnej Łaski….Czas, pogłębienia wiary,umocnienia świadomości Boga, który oświetla wątpliwości, łagodzi ból, otwiera oczy…

Ustanowienie Eucharystii, święto kapłanów. Wieczernik  uzdrawia z  trądu, wszelkich złych duchów  przyczepionych do człowieka..
Ostatnio, ważną rzecz usłyszałam” Jeżeli chcesz, aby Bóg Cię uzdrowił, wyznaj akt wiary,bo karty Ewangelii, o tym mówią….zwykle poprzedzały uzdrowienie .Jezus chce, byś przyjął z całą swoją świadomością, to co chce, tobie ofiarować…”
Święty Czwartek, jest przyjacielskim spotkaniem Boga i człowieka.
Słonce ,jakoś nie mogło się zdecydować, deszcz korzystał i z wiatrem szalał…Gdy rozpoczęła się  liturgia, została wniesiona, Wielka księga Ewangelii. Słońce przebijało się przez witraż, jakby chciało podkreślić Obecność Księcia Światłości. I tak, uśmiechało się, aż do przeczytania Ewangelii… 
W usta dzieci ,zostały włożone życzenia dorosłych, dla kapłanów. Ich dźwięczne głosy, otwierały przestrzenie wiary, aby nie uronić, ani jednego Słowa z Liturgii. Bóg przypomina, o sobie! Chroni człowieka przed nim samym. Nagle  umilkły organy i dzwony.
Cisza zaczęła koncertować i tak potrwa do Świętej Soboty… Karty Ewangelii śpiewały hymn Uwielbienia. Golgota, była coraz bliżej…. 

Sakrament kapłaństwa, jest niesieniem zachwytu,  nad Stwórcą i jego stworzeniem, pisaniem dalszej części Ewangelii.  Jak często, zapominamy, o traktowaniu kapłanów z szacunkiem, jak braci. Wymagamy od nich, odpowiedzi na nasze duchowe załamania, chcemy natychmiastowego uzdrowienia. A Jezus wskazuje na krzyż. W Wieczerniku, daje wykład, jak spędzać razem czas. Jak radzić sobie z cierpieniem. Jak pokusę zwątpienia wyrzucić z serca…

W Święty Piątek, Bóg milczy.Daje przykład. Liturgia przesycona jest cierpieniem. Jezus zawieszony między niebem a ziemią, próbuje uratować człowieka. Letniość wiary, nie służy rozwojowi duchowemu. Śmierć, jest włączona w życie człowieka. Trzeba się modlić o dobrą śmierć, aby zobaczyć w niej wieczność, do której zmierzamy.
Nie żyjesz, tylko dla samego siebie. Bóg z miłości do ciebie, przygotowuje cię do spotkania z Nim. Piękno jest wpisane, w twoje życie.  On, obarczył się cierpieniem abyś, Ty, wiedział, jak radzić sobie z cierpieniem.
Chroń słabszych, krzyknął – Jezus z krzyża…!!!
Śmierć zawsze boli. Żyj, tak abyś nie bał się spotkania z Bogiem. On zawsze przebacza, i pragnie, abyś sam sobie przebaczył.
Adoracja krzyża, zmusza do zatrzymania się, nad każdą chwilą naszego życia. Jezus obejmuje krzyż, przyjmuje go. Śmierć jest początkiem. Bóg klęka przed człowiekiem.
 Święta  Sobota, piękny zwyczaj święcenia pokarmów, a wieczorem, liturgia światła, w  Wigilię  Wielkiej Nocy, kościół czuwa, bo wie,  co się wydarzyło…. Piotr uciekł, tylko Jan został. Maryja, dzielnie znosiła cierpienie swojego Syna. W tę noc,  ludzie dorośli  na całym świecie, przyjmują chrzest. Sakrament, przytulenia, przez Boga. Świadomy wybór, bycia chrześcijaninem. Duch św. raduje się razem z nami. I gdy szłam na liturgię, miałam w pamięci ceremonię chrztu w kościele studenckim w Nicei (młodzi ludzie byli całkowicie zanurzeni w wodzie)  Niezwykłe wydarzenie, niezwykły sposób przyjęcia, Boga do swego życia. (zastanawiam się i czy i ta liturgia będzie, obfitowac w chrzty ) I gdy ksiądz, udzielał chrztu, w tę Świętą Noc, uśmiechnęłam się…. W łączności z całym światem, kolejny chrześcijanin ,pojawił się na świecie. Litania do wszystkich świętych, była wezwaniem całego nieba, ucztą niebieskich przestworzy. Radosne Alleluja!!!, popłynęło w każdy zakamarek wszechświata. Kadzidło i hymn uwielbienia ,były nam pomocą wyrażenia radości.  Liturgia śpiewała” Raduj się, ziemio, opromieniona tak niezmiernym blaskiem, a oświecona jasnością Króla wieków, poczuj, że wolna jesteś od mroku, co świat okrywa”.Pokój i jedność, niech goszczą w naszych sercach, niech Jezus przeprowadzi nas bezpiecznie na drugi brzeg. Niech Radość spotkania z Jezusem, będzie naszą siłą i mocą, w przeżywaniu codzienności-uslyszeliśmy w życzeniach.
Bóg, jak zwykle, siedział z nami, i chronił, każdego z nas.
Przeprowadził nas, przez morze czerwone, suchą ścieżką. Kantyk Mojżesza prowadził nas
.Śpiewajcie Panu
bo wielka Jego moc i chwała
On z niewoli zła
swój lud ocalił…
I poranek Wielkanocny, śniadanie, i dzielenie się radością i spotkaniem, razem z Marią Magdaleną… Zmartwychwstał Pan!!!!   Coraz większe zdumienie nad tajemnicą życia. Banki proponują kredyt na święta, jakby uginający się stół, od jedzenia, był najważniejszy. Dokąd zmierzasz człowieku – zapytał Jezus…
Niestety słońce zdecydowało świętować u siebie, wysłało zimne powietrze a nawet śnieg. Nie chciało się na dwór wychodzić. Atmosfera pełna radości miała wystarczyć. Ciepło życzliwości, chroniło przed niepotrzebnymi słowami… Alleluja!!!
Jezus wyszeptał :Pokochaj swoje życie…. Pomogę Ci, w tym wyzwaniu… Przecież obiecałem, że będę z tobą aż do skończenia świata.
Sekwencja Wielkiej Nocy, potwierdziła słowa Jezusa.
Maria Magdalena zaprowadziła nas, do pustego grobu. Celebrowanie wspólnie czasu, rozpoczęte…. Rodzinna atmosfera kruszy łatwo palne emocje złości.. Byliśmy razem. I tylko to, się liczyło. Uwięzieni w domu, ze względu na pogodę, próbowaliśmy odnaleźć siebie nawzajem. Pokój i jedność zasiadła z nami do stołu. Bez nich trudno wytrwać w trudnej sztuce harmonii, każdego dnia. . Wspólny stół może łączyć, ale może i dzielić. Co wybieram??
Poniedziałek Wielkanocny, słońce chwilami ogrzewało zmarznięte nosy. Msza św., w rodzinnej wiosce. Znajomy kościół i ludzie, i schola, która nieźle sobie radzi. Znane mi wielkanocne piosenki, były miłą niespodzianką. Starsi ludzie ich nie znają, chociaż schola, wybrała, krótkie powtarzające się wersy…Młodzi Uwielbiają Boga. I to jest piękneI

Odwiedziny, czas, który jest najczystszą formą szacunku do drugiego człowieka…. Spróbujmy, zachwycić się spotkaniem, jakbyśmy po raz ostatni widzieli., osobę, z którą się spotykamy .. Wtedy bliżej do siebie…. Śmierć przychodzi bez zaproszenia…

A na koniec pobytu, spotkanie w restauracji w Krakowie „Pod Wawelem” (polecam, placek po zbójnicku ) pyszny i duża porcja. Swojskie klimaty, Wawel  pod nosem. Niestety, śnieg pomylił miesiące i padał…. Pogoda nie pozwoliła nam nacieszyć się,  urokiem Krakowa…Taka niespodzianka, czas dzielenia się słowem i uśmiechem…. To ludzie tworzą klimat, to człowiek ma moc tworzenia atmosfery wdzięczności, która jest podstawowym składnikiem- Dobrych chwil, gdzie śmiech do łez, ma sens. Bez śmiania się, życie staje się nudne i puste. Z pesymistą, trudno wytrzymać. Poczucie humoru, jest oznaką zdrowia psychicznego. Witaminą jest także i śmiech… Śmiej się do siebie!! Śmiej się z siebie!!! A otworzysz bramy nieba, a tam czeka…. Miłość na ciebie….

Zmartwychwstał już Chrystus, Pan mój i nadzieja,
a miejscem spotkania będzie Galilea.

Nie bój się w mówić- Kocham

Trzy dni w Paris, było radosnym spotkaniem, dawno niewidzianych ludzi. Było wdzięcznością serca, że wciąż są… Że znoszą moją obecność, że chcą się ze mną spotkać. Potrzebowałam takiego czasu, bez zmuszania się do czegokolwiek…. Piękna pogoda, i tłum ludzi.

W samolocie, ekipa, była bardzo radosna, piękno chmur, i szczyty gór, dodały siły. Człowiek lata. Jest mądry. Tylko często o tym zapomina. Obiad w rodzinnej atmosferze, i wieczorna Droga Krzyżowa pomogła, zachwycić się spotkaniem z Bogiem, pomogła wyjść ze swoich przyzwyczajeń, w stronę światła. Jak zwykle, wspomnienia wróciły…. I spotkanie na, Mojito z przyjaciółmi starej daty. Czas, pełen kolorów błękitu. (gdy leciałam, oczarowały mnie góry, patrząc na nie z góry, przypominały przestrzenie przyjaźni….takiej ,która nie chce zatrzymywać ,nie zmusza do niczego która pozwala na wszystko. Jest. I tylko to się liczy. Ona, wie, ze może liczyć, gdy łzy będą bombardować, albo gdy szczęście zapuka do drzwi. Ona wie…. że, nigdy nie umrze….. Miłość przychodzi za darmo, wraz ze szczęściem i cierpieniem…. A w przyjaźni obecność ,jest tak samo ,ważna, jak jej brak…. Powitanie, jest bardziej zalane słońcem, niż pożegnanie, które smutek jakby automatycznie przyciągało…< Do zobaczenia>, ma sens… Jest nadzieją na kolejne spotkanie… Tylko trzeba, być ostrożnym w wypowiadaniu siebie, bo, kolejnego może nie być. A może być, ich bardzo wiele…. Zycie daje wybory, by ich dokonywać. 

Poniedziałek, odważnie wyruszyłam na zakupy, jednak moja odwaga, szybko zrezygnowała.
Brakowało mi przestrzeni morza… Ludzie zabiegani, niczym roboty, zaprogramowani na godziny. Aby niesmak, paryskiego świata, nie pozostał na długo we mnie, schroniłam się we Fnac ,piętro- księgarnia. Jedyne spokojne miejsce. Tam ludzie się nie spieszą, o dziwo, mają czas. Wybierają książki, z radością, ze spokojem….
Aby tradycji stało się zadość, 2 książki  zakupione, w tym jedna francuskiego lekarza, a druga lekka powieść do samolotu….
Położyłam się w parku, na miękkiej trawie, drzewa mi się kłaniały, białe kwiaty z radości się uśmiechały. Było spokojnie. Książka dr. Michel Cymes, umilała mi czas. Ma poczucie humoru, poczucie piękna, poezja łączy się z nauką. Rodzi się niebanalna kompozycja. Jak niebo i ziemia. Błękit i zieleń. Wszyscy wiedzą, że owoce i warzywa są zdrowe, jednak cukier i szybkie jedzenie wygrywa. Żyj, tak aby twój organizm, nie mógł ci nic zarzucić. -polwca dr Michel.. Łatwo powiedzieć, trudniej zrealizować… Pośpiech zmusza do łatwych rozwiązań, otyłość staje się problemem. A media pokazują kobiety o nieskazitelnej sylwetce (ciekawe czy, umysł maja równie nieskazitelny) I tak, licząc chmury i słuchając koncertu ptaków, minął mi czas… Wieczorem, niespodzianka. Wyjście na koncert Mazowsze. Nie wiedziałam, gdzie idę…. To sie nazywa zaufanie, drugiej osobie. Bez zaufania, nasz umysł głupieje….  Toksyny zazdrości ,gorsze są, od huraganu. Niszczą wszystko i wszystkich, których, spotkają na swej drodze. 

Mazowsze -kultowy zespół muzyczny. Można nie lubić folkloru, aczkolwiek, dali rady. Spektakl, który nas przeniósł do kraju. Zatęskniłam. Nostalgia za kolorami Polski, zakręciła mi w głowie. Choreografia, godna, dobrego spektaklu, na którym nie można się nudzić. Stroje, tańce, idealnie dobrane. Cudze chwalicie, a swego nie znacie -taki przekaz, do Polonii w Paris, miał zespół. Odkrywaliśmy przestrzenie kultury polskiej. Piękno radosnych kolorów. Harmonia dawnych czasów odżyła. Taniec z wieńcami, był mistrzostwem synchronizacji tancerzy. Znana piosenka o Champs Élysées ,zaśpiewana po francusku, była niespodzianką. Na koniec, tancerka podniesiona do góry, trzymała wieżę Eiffla. Piękna przyjaźń się wyłoniła… Polska kultura podała rękę francusko -polskiej publice… Nie było czasu na nudzenie się…. Cudna niespodzianka.
Ostatni dzień, przyniósł smutne wiadomości. Chantal, opuściła ziemskie życie…. Lekarze się nie pomylili.. Uwolniona od cierpienia ,uśmiecha się teraz…. bez zamartwiania się o jutro…. Odwiedziłam kaplicę św Rity, tam znalazłam ciszę, aby nie pozwolić smutkowi się zagnieździć…. Przecież, każde stworzenie, jest poddane śmierci…. Bez wyjątku. A wiec, wkrótce się spotkamy. Uśmiechnęłam się do Chantal, zapaliłam świecę,…. I jeszcze wyraźniej zobaczylam kruchość istnienia w naszym cudnym domu Ziemi..
I spotkanie z kuzynką i koleżanką złagodziły powagę sytuacji..Zobaczyłam bezsens robienia sobie na złość, wypowiadania słów, które ranią, w obliczu śmierci, mogą być naszym oskarżycielem…. Życie ze świadomością skrzywdzenia osoby, której już nie ma wśród nas, może być karą najwyższego stopnia…. Dlatego ..licz się ze Słowami -podpowiedziała śmierć….
I czekała  na mnie kolejna niespodzianka… Bardziej radosna….O niej wkrótce…
.Przyjdzie i na ciebie czas….
Życie jest piękne same w sobie. Chce być kochane… Śmierć Chantal, jest potwierdzeniem, że człowiek ,w obliczu zagrożenia życia, chce żyć. Walczyła do końca, walczyła dzielnie.
Nie bój sie mówić kocham, lubię, podziwiam….
W tych słowach, tkwi potężna moc. Wtedy Życie, staje się bliższe rzeczywistości, która ,każdego człowieka szanuje….. I nagle król i żebrak, stają obok siebie, i nie widzą przepaści, tylko wspólną drogę do wieczności…..

Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

Wtedy jednak nadejdzie On i swoje własne jarzmo, przeniesie na twoje barki. Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

Św. Jan Paweł II

To nie przypadek, ze dostałam akurat niedzielę wolną, gdy Pomost prowadził Drogę Krzyżową. To nie przypadek, że to była niedziela Radości…   Bóg w swoich interwencjach mówi, że…Jest Dobry…. I nikt Mu łaski nie robi….. Dlaczego tak łatwo, nam przychodzą pretensje, a tak trudno dzielenie? Tyle zmarnowanych talentów..!!. Tyle słów bez pokrycia!

Brak komunikacji dzieli….

Chcesz poczuć sekundy szczęścia…?

Podziel się!  Opowiedz swoją historię, poczuj jak toksyny opuszczają ciebie… Poczuj smak życia!
Pomost wciąż jest dla mnie ważny. Dlaczego? Nie mam pojęcia…. Tak samo, moi przyjaciele, są dla mnie, iskierkami szczęścia. Ogrzewają zmarznięte dłonie, tamują wewnętrzne krwawienie. To troska, jest najlepszym lekiem! Troska!

Paris, powitał mnie słońcem. Pyszny obiad w rodzinnej atmosferze, zapowiedział dobry czas. Wieczorem, Droga Krzyżowa animowana przez Pomost…. Chłopcy nieśli krzyż…. Światło towarzyszyło nam. Aniołowie tańczyli…. Na początku, mała ilość ludzi mnie zaskoczyła….A na końcu, pomyślałam sobie, że mieli być, ci, którzy byli. Odpowiedzieli na zaproszenie Stwórcy….I mam nadzieję, że Stwórca dotknął ich serc…. Bo dotknął mojego. Co niektórzy zostali w domu, reszta była posłuchać ks. Pawlukiewicza, który prowadził rekolekcje, a my, w tym samym czasie, w rożnych miejscach, prowadziliśmy drogę krzyżowa.

Sam,Bóg dawał nam rekolekcje… I zrozumiałam ważną rzecz: możesz być pobożny, jeździć na wszystkie pielgrzymki, i możesz nie spotkać się z Bogiem..
A możesz, pozwolić Mu, odkryć nieznane przestrzenie wiary i uśmiechając się do siebie,wzruszyć się Jego Obecnością.

Człowiek bez domu, potrzebuje poczuć nie tylko syty brzuch, ale i delikatne słowa, dostrzec błękit nieba w spojrzeniu. I potrzebuje , szlachetnej obecności, która zlewa się z promieniami słońca, kruszy kajdany oskarżających spojrzeń; Jesteś nikim… Ty już nigdy się nie zmienisz…
Chłopcy byli, elegancko ubrani, przejęci, wyzwaniem, jakie dostali. W takich momentach, jakiekolwiek różnice zanikają. Nie ma biednych, ani bogatych, nie ma lepiej ubranych, lepiej wykształconych.

Przed Stwórcą, wszyscy jesteśmy równi.

Moc w słabości się doskonali.

Wystarczy ci mojej mocy… .

Tylko, współczesny świat, słabeuszy nie trawi. Liczą się znajomości ,a nie kompetencje ,dyplomy ,a nie umiejętność pracy w ekipie .Liczy się zysk, a nie urodziny pracownika, jego smutki i radości.

Tyle organizacji charytatywnych, a coraz więcej bezdomnych….

Gdzie tkwi problem?

Jak wyjść z sytuacji, która przerasta człowieka, stawiając, go , w obliczu nienawiści, kłamstwa, chamstwa?

Podczas celebracji Drogi Krzyża, panowała piękna CISZA, w której było miejsce na odkrywanie, miejsca spotkania z Bogiem….

Św. Jan Paweł II i św. Augustyn, pomagali nam zrozumieć samych siebie.

Sam Bóg, zatroszczył się o nas.Wszystko było ważne. Każde wypowiadane słowo, każdy gest.

Krzyż pachniał wolnością. Krzyż oddychał naszym cierpieniem. Spotkaliśmy się z Szymonem, Weronika. Maryja, torowała nam drogę do Mistrza. Krzyczący tłum, przypomniał nam, nasze zachowanie, nie zawsze godne do naśladowania.Mistrz cierpiał, a my próbowaliśmy, przestać myśleć o swoich problemach, choć na chwile, poczuć Jego spojrzenie,usłyszeć; Twoje  Zycie ma sens!!!!

W obliczu cierpienia, pobożne miny, możemy schować do kieszeni, czekoladki nie wystarcza, ani pieniądze nie pomogą. Przychodzi taki moment, gdy stajemy twarzą w twarz z cierpieniem, którego unikamy…. Wtedy, albo przeklinamy, albo wdrapujemy się na drabinę akceptacji, która ,nie ma nic wspólnego z rola ,jaka często odgrywamy w życiu…

Nikt nie jest samowystarczalny, a często tak się zachowujemy…. Przezwyciężenie strachu, jest wielkim krokiem naprzód. Jest początkiem, zapalenia lampy, oświetlającej ciemności, wstydu, chronicznego smutku, samotności. Potrzebujemy siebie nawzajem, aby przytulic swoje, niekochane życie….

Dbanie o innych, tworzy kreatywność, uczy pracy w ekipie, jak Jezus, nie siedzi w ciepłych kapciach, przed telewizorem, i nie narzeka ze świat jest zły. Wypływa na glebie.

Sukces i porażkę traktuje jednakowo……

Każdy ma prawo, aby poczuć się szczęśliwym!!!!!-Usłyszeliśmy z ust JEZUSA

Czy jesteś szczęśliwy???

Jeżeli, tak, to czy dzielisz się, tym szczęściem z innymi???

Św. Jan od Krzyża, powiedział- „Ci, którzy są bardzo aktywni i którzy myślą objąć cały świat swoim kazaniem i swymi zewnętrznymi dziełami, niechaj pamiętają, że byliby bardziej pożyteczni dla Kościoła i znacznie milsi Bogu, nie mówiąc o dobrym przykładzie, jaki by dali, gdyby, chociaż połowę czasu spędzili z Nim na modlitwie”…..

Bezdomni potrzebują twojej Obecności.

Postaw się na ich miejscu.

Co czujesz??

Być może wtedy…….

 Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

I będziesz miał sile, aby podarować wolny czas…..