Droga nie jest trudnością, tylko wyruszenie w nią

_20170630_213922Santander – tam trzy lata temu zakończyłam kolejny etap szlaku św. Jakuba… I z wielką radością mogę go kontynuować. Sprawdzić swoje siły zachwycić na nowo życzliwością, rozdawać siebie, nie bać się chodzenia po wodzie…
Miasto, w północnej Hiszpanii powitało mnie deszczowymi chmurami… Tomek, wyjechał po mnie… Spotkanie po trzech latach, jakbyśmy widzieli się wczoraj…
Allbeurge chrapanie, i hiszpański język…  Ludzie z całego świata,w podróży do samego siebie.. Droga życzliwości. Czas realizacji siebie… Oddechu miłości. Zachwytu. Reszta jest tylko ułudą..
Oj noc ciężka, chrapanie pielgrzymów… No cóż, jedyna niedogodność.. Jakaś musi być  Niestety, w drogę wyruszyłam z katarem…..
Pobudka o 7.00, Spokojnie wybraliśmy się, wyruszyliśmy w drogę.. Burzowe klimaty już w nocy nie dawały za wygraną… Do południa jeszcze wytrzymało…. Wychodząc z Santander zostawiliśmy nasze trudności, smutki, problemy… Wysypywały się jak piasek w dziurawym worku. Istota pielgrzymowania. Błogosławieństwem jest, gdy mogę liczyć na towarzysza podróży. Tak też się działo…,Wszystkie odcienie zielonej Kantabrii królowały. Krowy, owce, konie… A nawet ślimaki, uśmiechały się do nas… Spotkaliśmy dwoje Rosjan po drodze, na rowerach. Chwilę pobyliśmy razem… I ta chwila była szczęśliwa…
Grzmoty i błyskawice królowały, dawały poznać po sobie, że chcą się wypowiedzieć, wykrzyczeć. I gdy dotarliśmy na przystanek autobusowy, chmury przez chwilę, powiedziały, co myślą…. Krople wody zaczęły intensywnie uderzać o ziemię. Przeczekaliśmy na przystanku. I gdy uszliśmy kilka metrów, dopiero krople zaczęły szaleć… Nie było żartów. Zdecydowaliśmy podjechać kolejką… Padało bez litości.. Zimno instalowało się, bez zapowiedzi, przeszkadzało w kroczeniu… I tak dotarliśmy do Rajqiedia… Alberuge, położone przy głównej drodze, a wiec samochody zagłuszały ciszę i spokój… Bar po drugiej stronie, z sympatycznymi Hiszpanami. Dobry domowy hamburger, kawa, a dla Tomka piwko zrekompensowały nam szum samochodów… I miła niespodzianka, w pokoju, byliśmy z trójką sympatycznych Polaków. Dużo radości i marzeń, dużo spontaniczności… Zamiast się denerwować czekając na wyniki z matury, wyruszyli na szlak. Świetny sposób na czarnowidztwo…Zmęczenie, widoki, codziennie inne miejsca, inni pielgrzymi, łagodzą lęk przed przyszłością… Wracali, pełni nowych przeżyć, gotowi na dalszą wędrówkę zwaną Życiem….
Poranek słoneczny, zachęcający do drogi .  Pożegnaliśmy się z naszymi młodymi rodakami. Śniadanie, w barze po drugiej stronie, sympatyczny Hiszpan, uczył wymawiania słów …. Miał dla nas czas…. W życiu codziennym, tak mało czasu poświęcamy, na zwykłe bycie z innymi…. Dobra kawa, tortilla, bułeczka… I w drogę…. Kilka kilometrów niezbyt atrakcyjnych, ulica, fabryka mieszała się ze śpiewem ptaków… Leniwy czas, dużo niedokończonych domów, pozamykanych mieszkań….Ulice widma… Słońce łaskawie nas przytulio, okulary przeciwsłoneczne i sandały, i tak cały dzień uśmiechaliśmy się do siebie.  I w końcu zielona kraina Kantabrii ukazała się w całej swojej krasie. Zieleń, złączona z błękitem nieba, prowadziła nas za rękę. Chroniła przed zmęczeniem, popychała do przodu. Na wzgórzu kościół dumnie na nas patrzył. Jak większość kościołów zamknięta, lub płatna….
Takie czasy….
Gdy zaczęło się chmurzyc i mgła zabroniła cieszyć się widokami, dotarliśmy do albeurgue  w Orena… Porządna albeurgue, która zasługuje na gwiazdkę, albo dwie… Nawet kołdry i lampkę przy łóżku każdy ma… Czysto, przytulnie, kuchnia, herbata do dyspozycji, możliwość śniadania… Super miejsce, aby nabrać sił… Jedyny bar, tuż obok…. Tubylcy na piwku, wino też cieszy się popularnością.
Nie jest tak źle, ze mną, zrobiliśmy ok 14 km….Płuca wracają do formy, chociaż źle im iść pod górkę…. Myślę, że są w stanie zrobić 20km… Myślałam, że będzie gorzej… Widocznie są na swoim miejscu… Odzyskują formę, aktywnie korzystając z uroków szlaku św. Jakuba… Nawet przeziębienie przywiezione z Polski, nie jest w stanie mnie zawrócić… Taką siłę daje to droga., Panowie, wrócili z  zawodów gry w” bolos”, czyli kręgle…. Chłopaki chyba przegrali, bo się klepali po plecach…. Mieliśmy okazję takie zawody przez chwilę oglądać…. Muzyka, skoncentrowani gracze, każdy w swojej barwie klubu, kibice i jurorzy. Boisko na dworze. Fajny sposób na dobre spędzenie czasu…
Kolejny dzień, królewskie śniadanie przygotowane przez Antonio, opiekuna alberge, ciepłe pożegnanie i w drogę. Kolejny cudny dzień. Wciąż zasmarkana, aczkolwiek szczęśliwa. Drobne krople deszczu nam kapały, i tak było przez cały dzień… Kraina jaśminu, dzikiej róży czarowała nasze oczy. Łąki z krowami, owocami, ślimaki wychodziły, koguty nas witały, ptaki koncerty dawały. Piękny dzień zachwytu nad naturą. Nic nowego, a zarazem nieoczekiwanego. Urok wyruszenia w drogę…Hiszpanka zapraszała na swoje podwórko, oferując kawę, tortilla…  W taki sposób dorabiała sobie. Czasami oferują kawę za darmo…Kroczyliśmy aleją drzew orzechowych, wielkie cytryny kłaniały się nam… Nawet poziomki rosły przy drodze… Pełna harmonia. Zielona kraina pokazywała to, co ma  najpiękniejszego. Nie skąpiła. Była szczodra….  Każdy krok, był cudem stworzenia, chociaż to słowo, nie odzwierciedla emocji, jakie w nas wywołała….Bycie życzliwym, było tak proste…Zatrzymaliśmy się w Santiliana  del Mar. Muzeum tortur, kamienne uliczki, brakuje tylko stylu bycia, że średniowiecza. Dużo kwiatów, kamienne pałace harmonizują, ze sobą. Urok miasta zanurzony  w zielonych pastwiskach, miasto pije kawę z naturą… Przytulnie. Wyruszyliśmy dalej. Oddaleni od huku ulicy, zanurzeni w wydreptanej ścieżce pomiędzy łąkami, kroczyliśmy dzielnie, ze słońcem na ramieniu. Zrobiliśmy 16 km, taki spacerek, niczym niezmąconego spokoju. Nagle czas przestał istnieć. Dotarliśmy do Comillas – szlacheckiego miasteczka. Markiz Comillas górował nad miastem. Jego posąg wzniesiony na wzgórzu, obserwował morze, wskazywał na zachwyt….W Comillas urodził się Antonio Lopez , który pochodził z biednej rodziny, ale dorobił się wielkiego majątku na Kubie. Król nadał mu tytuł markiza Comillas. Na Kubie poznał mieszkańców Katalonii i oni to zaprojektowali modernistyczne budowle w Camillas:  uniwersytet Pontificio, Pałac de Sobrellano i seminarium. Spokojne miasteczko, z piękną plażą. Majestatycznymi skałami w oddali. Zanurzyłam nogi w zimnej wodzie, i chyba to nie był dobry pomysł….  Przeziębiona, pogorszyłam tylko mój stan zdrowia….. Ale co tam…. Majestatyczna rzeźba Anioła pilnuje mieszkańców. W Polsce było Boże Ciało, I chciałam być na mszy….I byłam . Energiczny młody ksiądz, i wielu ludzi, jak na dzień tygodnia i godz. 20…W Hiszpanii, tak jak we Francji Boże Ciało jest w niedzielę…Masa dzieciaków z rodzicami na rynku, miasteczko tętniło życiem. Ptaki non stop koncertowały….. W Allbeurge, dużo ludzi, komplet… Ci, którzy późno przyszli, musieli iść dalej…. Deszcz wciąż nas napastował…. Mój stan zdrowia ulegał powolnemu pogorszeniu…. Następny dzień okazał się ostatnim w pielgrzymowaniu. Dotarliśmy do San Vincente de la Barquera. Przechodząc przez plażę, poczuliśmy aksamit piasku, śpiew morskich głębin. Nie udało nam się zrobić więcej, gorączka zatrzymała mnie na dobre… Piękne miasteczko, z rzeką, zamkiem i Allbeurge na samej górze. Kościół Santa Maria de los Angeles króluje nad miastem. Malownicze widoki łagodziły wszelkie lęki, dodawały sił. Wiatr pokazywał swe oblicze. Byliśmy na samej górze. Panorama miasta 360 stopni…. Piękne widoki z każdej strony… Ważne miejsce pielgrzymów  do Compostela…. Niestety popołudniu gorączka złożyła mnie do łóżka…. Oczywiście jeszcze tam wrócę, bo tam zakończyłam kolejny etap szlaku św Jakuba. I już tęsknię, za kolejnym. Taki mój narkotyk. Czuję się jak u siebie, nieznane staje bliskie, strach traci na sile. Pomimo przeziębienia, każdy krok był coraz piękniejszy… Cisza i spokój królowały we mnie. Mieliśmy jeszcze trzy dni do powrotu. A więc mój towarzysz wynajął samochód i pojechaliśmy do Loredo. Trzy lata temu przeszliśmy. Piękna plaża, na której odpoczywaliśmy…. Hm no cóż, może i powinnam leżeć w łóżku, aczkolwiek plaża i słońce było silniejsze… Tego nam było potrzeba… A że była to niedziela, szukając mszy św. w internecie, okazało się, że hotel, mamy na tej samej ulicy, co kościół, w dodatku z mszą o 20. Św  Jakub, czuwa nad moim stanem duchowym …. Ksiądz, starszy o promienistej twarzy, zarażał wejściem w radosną kontemplację o Obecności Boga. Wszystko było jasne, Anioły tłumaczyły kazanie….. Dawno tak nie przezywałam mszy św…. Niesamowite spotkanie, Bóg ponad barierą językową, ponad wszelkimi przeciwnościami. Nieoczekiwanie zakończenie tego etapu. Niespodzianki, to specjalność Stwórcy…. A wyruszenie w drogę przypomina o niepowtarzalności każdego dnia. Jak często używamy słów: ciągle to samo…. Pozamykani w skorupach, jak ślimaki, przechodzimy obok piękna naszego życia.
Zachód słońca był niezapomnianym spektaklem. Słońce szybko się schowało, za to długi czas rozświetlało niebo… Artystyczne eksperymenty z kolorami. Żaden artysta nie jest w stanie namalować takiego obrazu…. Uroczy spektakl za darmo……Wciąż osłabiona przeziębieniem, wcale się nim nie przejmowałam… Piękno natury i (leki) pomagały…..
Na drugi dzień powrót do Bilbao…. Poranek spędzony na pożegnaniu się z morzem, z aksamitnym piaskiem….
No cóż, powrót do Bilbao i upał niemiłosierny… Mój towarzysz, dzień wcześniej miał samolot, a więc zostałam sama…. I nagle pusto się zrobiło… Schowałam się do parku, aby traumy się nie nabawić…. Po takich cudnych wrażeniach, wielkie miasto jest mało wskazane… Powoli mój organizm” ogarniał „zmianę otoczenia…. Bilbao jest mi znane, a więc odwiedziłam stare miasto i katedrę św. Jakuba, taka miniaturka Santiago…Gdy wracałam do Allbeurge, burzowe klimaty opanowały miasto….. Udało mi się przed deszczem schronić….
I powrót do Nice….
Malo zrobionych kilometrów, za to same cudne chwile. Wiem teraz, że moje płuca, potrzebują aktywnego odpoczynku…. Wiem, co mogę, a co nie jest wskazane…. Sprawdziłam siebie, zwyciężyłam….. Za rok kolejny etap….
Właściwie, to już mogłabym wyruszyć….IMG-20170614-WA0065

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>