Urlopowe niespodzianki chwili wytchnienia

Jak wytłumaczyć, czym jest Bierzmowanie, albo święto Zesłania Ducha Świętego, osobie niewierzącej? I tak, aby zrozumiała ? Wiara, to harmonia ducha i umysłu …..Im więcej wiary, tym bardziej serce jest aktywne.
Co jest ważniejsze rutynowa modlitwa, czy też delikatność wobec siebie i drugiego człowieka?
Dla mnie to troska jest ważniejsza…. Bo gdy troszczymy  się, to zapominamy o sobie, chronimy to, co prawdziwe w nas. Oddychamy czystymi intencjami. Dosyć rzadko nam się to udaje, częściej sprawiamy wrażenie, że jesteśmy tak super dobrzy….. Modlitwa ma sens, gdy uśmiechamy się do Boga, a nie tylko bombardujemy Go naszymi problemami.
Msza św. podczas Zesłania Ducha Świętego, po raz kolejny uświadomiła mi poczucie humoru Boga. Świętowałam wraz wspólnotą Afrykańczyków, którzy muzycznie uzdolnieni dzielili się wiarą… Byli tylko, dlatego, że mała Maeva przyjmowała chrzest…. Święto wspólnoty, a nie tylko imprezy w knajpie…. Szaleństwo radości, wspólnego przyjęcia do wspólnoty…. Mała była ubrana na czarno, a rodzice, dziadkowie i chrzestni na biało…. Piękny symbol, świadomość bycia chrześcijaninem… Na początku myślałam, że to będzie ślub…. Ciepły żar radości scholii, odrywał od ziemi….. Taki gospel w miniaturze…. Msza św. nabrała nowego znaczenia. Znikły więzienia i brak porozumienia. Przez chwilę patrzyliśmy w oczy Boga…
I siedziałam obok rodzinki, z trójką dzieciaków, najmłodszy miał ok 9 miesięcy… Co mnie zachwyciło to piękna postawa rodziców. Widać, że należą do wspólnoty, że Bóg jest im bliski… I próbują to przekazać dzieciakom… Co łatwe nie jest… Dzieci intensywnie szukają sobie zajęcia, niestety bycie cicho, nie jest ich dobrą stroną… Nudzi mi się, to ulubione słowo dzieci…. I te małe brzdące miały kolorowanki z religijnymi postaciami, a starszy książeczkę :msza św. dla małych…. Jasne, że nie mogły sobie znaleźć miejsca, ojciec przywoływał ich do porządku… Nawet maleństwo w wózku gryzło książeczkę religijną. Widać, było, że pokazują dzieciom Boga, a nie bozię…Przygotowują ich do bycia świadomym chrześcijaninem. Jak się okazało, ojciec tych dzieci rozdawał ulotki, czyli związany jest z parafią. (Miałam okazję mu powiedzieć, że ich obecność  zrobiła wrażenie na mnie) Piękna postawa tych młodych Francuzów, dodała nadziei, traktując Boga poważnie, dali przykład…
Koleżanka z pracy pluje złośliwością…. Z bólu, nie daje rady, i jak sama się przyznała:, gdy mnie boli zaczynam wariować. A więc wiem, gdy cierpi…..Wtedy, każda pozytywna myśl, jest odrzucona. Nie znałam jej wcześniej, nie wiem ile lat cierpi…. Nie jest łatwo pracować z nią…..Pewnie…Już ma dosyć…. Jej cierpliwość została wyczerpana…. Jej żołądek to „wrak”, a więc jedzenie stało się dla niej wrogiem. Radość też, zwłaszcza, gdy chodzi o innych……Próbuję ją zrozumieć….
Pomyślałam sobie, dobrze, że mam urlop….Jak wrócę, kryzys minie….. Kontakt z nią będzie łatwiejszy.
Na dwa tygodnie, zapomnę o pracy, południu Francji, o tym wszystkim, co negatywne…. Najpierw spotkanie z rodziną, przyjaciółmi, i spotkanie ze Szlakiem św. Jakuba, i dawno niewidzianym kolegą..
No cóż, jak przygoda to przygoda…. Okazało się, że kupiłam bilet, tylko z bagażem podręcznym….Drukując bilet, dopiero zauważyłam…No cóż udało mi się spakować w plecak, (obawiałam się, że będzie za duży) Ledwo zmieścił się….
Na lotnisku kupiłam książkę… Jakoś nie mogę się oprzeć. Intuicyjnie wybrana, przemówiła do mnie… Oczywiste lekarz, psychiatra ja napisał… O różnicy między depresją a zwykłym spadkiem energii, chwilowym stanem chorobowym ducha…
Sławomir Jakubiak-pilot o szarmanckim głosie powitał nas na pokładzie, kolejny mój nieznajomy bohater, który nie traktuje swojej pracy rutynowo…. Jak często w pracy zapominamy, aby zatroszczyć się o swoich współpracowników??? Jak rzadko pamiętamy, aby wspólne dobro stało się naszym priorytetem. W pewnym momencie lecieliśmy  854 km na godz…Cały lot to zużycie 3, 5 tony paliwa…Nieliczni piloci podają takie informacje…. (Stewardesa powiedziała, że prywatnie jest to fajny człowiek, zdążyłam zauważyć) i nie omieszkam się jej tego powiedzieć….
W chmurach było bardzo spokojnie, słońce leniwo nam machało.
I tak rozpoczęła się wakacyjna przygoda…. Czas odkrywania…
Czekając w Warszawie na samolot do Krakowa, zgłodniałam…. Sympatyczny kelner, zaproponował mi sok…. Zaryzykowałam i zamówiłam polędwiczki w sosie…. Były ok…. Karmelowa kawa  była moim deserem… Jazzowe klimaty umilały oczekiwanie… Karol, zadbał o mnie, powiedziałam mu o tym…. Dowiedziałam się, że ma czteroletnie doświadczenie w pracy kelnera..Pożegnaliśmy się serdecznie….
I Kraków – miasto, w którym angielski jest drugim słyszanym  językiem. Oprócz smogu są piękne miejsca i mnóstwo młodych ludzi. Miasto żyje. Zarabia na siebie. Asia , jak zwykle przyjęła mnie po królewsku… Pyszna kolacja, z dobrym  Słowem łączyła nas. No cóż kilka godzin snu musiało wystarczyć (Asia pracowała następnego dnia) Natomiast dla mnie to leniuchowanie do południa. Wolny czas to błogosławieństwo, tak jak i spotkanie z drugim człowiekiem.
Zawsze możemy obdarować, drugiego autentycznością samego siebie…
Mieć, o czym rozmawiać. Istota spotkania. I umieć milczeć, ze sobą, to jest wyzwanie, to jest dojrzałość przyjaźni. Mieć na uwadze, że  się zmieniamy, dać prawo drugiemu, do zmiany zdania, sposobu bycia….
Pyszne placki po węgiersku na obiad… I kremówki….
Łagiewniki- świat Boga w miniaturce. Kula ziemska zanurzona w miłosierdziu Stwórcy. Współczesne sanktuarium, gdzie ludzie z różnych stron świata przyjeżdżają, aby…. Odkryć Boga, na nowo zasmakować się w Jego miłości i pokoju… A nie jest łatwo… Nigdy nie było….
Dużo słońca i radości i zrobionych kroków… I słów, które przytulały, żyły swoim. Życiem, chroniły przed złością, agresją. Świadomość obecności. I małe zakupy i wieczór w restauracji „pod Wawelem” Powitał nas Wojtek, i panowie z akordeonem.. Był  Zimny drań, i muzyka z Titanica, … Takie swojskie klimaty… Już po raz drugi tam byłyśmy…. Ok deska serów niekoniecznie smakowita, sałatka dobra i wyśmienite Mojito…. Swojskie klimaty, dużo młodych ludzi, i my zanurzeni w nastroju prostoty… I gdy wyszłyśmy , zimny deszcz właśnie skończył swoją pracę, a my schowane przy kominku z prostotą, zostałyśmy uchronione od zimnych kropel, zwłaszcza, że była prawie północ….Zimne powietrze niezbyt było dla nas przychylne…. Aczkolwiek biegnąc na autobus, rozgrzałyśmy się…
I śniadanie królewskie…. I kolejna kawa, przed kolejnym etapem podróży, spotkania z rodziną.. Tym razem w rynku, niedaleko Bramy Floriańskiej.. Słońce bawiło się z wiatrem w chowanego… Turyści i tubylcy tworzyli jedno. A my próbowaliśmy się z Magdą wkomponować w całość.. Chwile wspomnień, nowości, chwile dialogu, który tworzy piękno. Wspólnie spędzony czas, spacer, urok rynku, tańczący młodzi breakdance, zanurzyły nas w bijące serce wazechswiata. Radość  tańcząc pokazywała nam kroki a my uczyłyśmy się tańczyć w jej rytm. (Zdecydowałam się na pociąg i to był mój błąd) tylko 45 min opóźnienia, aczkolwiek wygodne siedzenia…Próbowałam się skupić na książce, jednak słońce mocno obejmowało swymi ramionami, i zachęcało do drzemki… Trzy studentki rozmawiały o pisanej pracy, pani głośno rozmawiała przez telefon… Wtedy sobie uświadamiam, aby oszczędzić innym moich historii, które mogą męczyć nieznajomych, tak jak mnie zmęczyła rozmowa tej pani…
Moje niezdecydowanie osiągnęło zenitu… Nic niezaplanowane, ten urlop, to jeden, wielki spontaniczny gest. Gest zachęcający do spotkania się z drugim…. I większość tych spotkań zaskakiwała mnie.. Kolejny wieczór, kolejne przedawkowanie pozytywnych emocji… Piraci z Karaibów – film pełen śmiechu, a także i wzruszeń. (Właściwie to nie wiedziałam, na jaki film idę) Asia, czekała na mnie z biletami i dobrym humorem. Prosto z pociągu, zdążyłam , trwały reklamy…. Okulary 3D, Johnny Depp i my… Lekki film, cudna muzyka, idealnie wkomponowana w scenariusz. Mój ulubiony kawałek…..He’s a Pirate… .Lekki film, czas dobrze wykorzystany… Po filmie sushi nam przed nosem zamknęli.. Nadrobiłyśmy na drugi dzień… Za to dobra pizza w Starym Browarze – polecam….Capirinia …no cóż… Szału nie było…
I spotkanie z rodziną, smakołyki, czas lenistwa. Opowieści, radość, ze wspólnie DSC_0364spędzonego czasu…. I odpust w rodzinnej wsi….. Wspomnienia powróciły, dzieciństwo uśmiechało się, beztroskie chwile zapraszały do stołu…
Dobry czas, potrzebny czas. Spotkanie z chorym na raka wujkiem, było smutną częścią wakacji…..Raduj się tym, co masz….. Pamiętaj o wytchnieniu…. Pogoń za pieniądzem zostaw nieświadomym……
Czas szybko upłynął i kolejny etap szlaku św. Jakuba wzywał….. Czas wyruszyć w drogę…….

Jedna myśl nt. „Urlopowe niespodzianki chwili wytchnienia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>