Sw Charbel – piekno prostoty wypowiedzialo sie

  

Niedawno poznałam św. Charbela. Jego Osoba mnie zachwyciła. Najpopularniejszy święty w Libanie… Być może na te czasy, akurat On. Skromny człowiek o wyważonych słowach. Przesiąknięty modlitwą,   chroni przed głupotą mniemania, że jesteśmy panami tego świata. Jak często nam się wydaje….
„Wyryj w swoim umyśle każde słowo, które chcesz wypowiedzieć, wyrzeźb je w swojej duszy i oszlifuj w swoim sercu. Niech wypływa z twych ust tak, jakbyś układał kolejną cegłę powstającej budowli. Milcz, jeśli to, co robisz, nie buduje… ” Jak wiele pustych słów wypowiadamy…
W kościele francuskim w Nice, była msza św. z relikwiami św. Charbela… Wtorek. Pełen kościół ludzi. Nie wszyscy wiedzieli, po co przyszli. Nie wszyscy potrafili zamilknąć. Tak jakby Bóg im przeszkadzał…
Brak cierpliwości jest chorobą umysłu , jednak poświęcili wieczór, aby prawdziwa radość i pokój odmieniła ich serca….
Ksiądz z Libanu, mówił o tym, aby brać garściami, to, co Bóg daje za darmo, I aby rozdawać, pozwolić sobie na luksus bycia chrześcijaninem, który oświetla zakamarki ciemności….Skoro Charbel  potrafił, to, dlaczego nie ty?
Wejście z Najświętszym Sakramentem, relikwiami i obrazami św. Charbela, powaliło mnie na kolana…Prostota wejścia Boga i jego sługi. Jedynie organy mocno zabrzmiały. Zaskoczona oprawą liturgii, odkryłam na nowo kontemplację, której tak mało w dzisiejszych czasach. Księża mało mówią o Ciszy. Za dużo muzyki, za mało radości w czytaniu Słowa, Ewangelii. Ludzie zestresowani, księża poddający się parafianom…
A tutaj, jedyny śpiew to psalm… Ewangelia czytana sercem Libańczyka. Nie bój się Boga, wyjść przed szereg, odkryj Trójce św… Odkryj piękno chrześcijaństwa, a nie tylko prześpiewanych spotkań modlitewnych. Jeżeli nie potrafisz zamilknąć, to jak możesz mówić, że kochasz Jezusa…. Św. Charbel był z nami, być może to On mówił poprzez tego księdza. Przeszliśmy od stworzenia świata, do wylania Ducha św…Myślę, że były uzdrowienia.. Modlitwa wiernych mnie jeszcze bardziej zaskoczyła… Niech Bóg za wstawiennictwem św. Charbela uzdrawia dziś…. Szczególnie tych, którzy przyjechali z daleka…. Tylko tyle…
Przemiana wina w krew, a chleba w Ciało Chrystusa, była wyśpiewana po aramejsku. Przeszły mnie ciarki, Jezus stał się jeszcze bardziej bliższy…Niestety, niektórzy nie potrafili w oczekiwaniu (w jednym czasie było namaszczenie św. olejem sw Charbela,  błogosławieństwo relikwiami i komunia św.) zamilknąć… Byli szczególnie aktywni, mieli sobie dużo do powiedzenia…. Bóg się uśmiecha, a oni gadają….
„Nie uciekaj od siebie, by skierować się ku Bogu i nie kieruj się do Pana, aby uciec jak najdalej od samego siebie. Bóg chce ciebie takiego, jakim jesteś, by mógł cię podnieść i uświęcić. Nie pozwól, aby świat pchał cię do Boga, raczej niech Bóg sam cię do siebie przyciąga…. Szepnął św. Charbel…Być może, dlatego, tak narzekamy na kościół… Uciekamy od siebie samych, bandażujemy lęki…Zmieniamy się jak kameleony… A Bóg wciąż jest taki sam.
I na  zaskoczenie, organista zagrał Odę do radości…. A Charbel dostał oklaski…Wychodząc z kościoła uścisnęłam dłoń temu księdzu…. Nasz wzrok się spotkał….. Ma wrażliwe serce, I patrzy sercem….. Kolejny mój bohater…. Pomyślałam o znajomych księżach, tych zmęczonych, zrezygnowanych…. Tych, którzy nie mają wsparcia, lub skupieni na wielkim świecie zapominają o kontemplacji..
Być może chrześcijański świat Europy ma skierować swe oczy ku kontemplacji, aby nie zabić reszty wartości ,jakie Jezus przekazał w Ewangelii. Wszystko mi wolno ,aczkolwiek nie wszystko złoto co się świeci….

Niebanalne spotkanie z przyjaznia

2017 005Czekam na moich gości.. Te wakacje obfitują w ponowne odkrycie szlachetnych przyjaźni…… I pan na pianinie gra harmonijną muzykę… Świetny pomysł z pianinami na dworcach….. Ludzie mogą się wypowiedzieć przez wydawane dźwięki muzyki….. Pozna godzina, to i muzyka spokojniejsza… Ok zależy od wieku…. Trochę jazzowy rytm… Sympatyczne oczekiwanie na VIP. Ważne osobistości zaszczycą Nice i mnie…. A więc czekam z niecierpliwością…. Aby nacieszyć się sobą, w słonecznym klimacie palm, naładować baterie zwykłą życzliwością. Ostatnio życzliwość depta mi po piętach, wchodzi  na kolana, bierze za rękę….. Ludzie są dobrzy. Takich spotykam.
Tak wiec, przyjaciele z Paris zaszczycili Nice… Radosny czas, opowieści przy świecach, przy szumie morza..Mojito w La Havane .. I wypad w góry. Niespodziewany…. Z małymi zmianami godziny i kierunku wyprawy… Lac Boron w Saint Martin de Vesubie okazał się bardzo mały…. Hm no to spokojnie książkę już poczytałyśmy… (taki był plan) Jak to z planami bywa, nie zawsze się spełniają. Zapytaliśmy o krótkie szlaki i do mnie przemówił Lac Trecolpas  (nie miałam pojęcia, w co się pakujemy , czy szlak będzie łatwy i przyjemny, zaufałam intuicji), Aby dziewczyny się nie rozmyśliły, szybko podjęłam decyzję … Na szczęście nie miały nic przeciwko… Póki, co…. Pierwsze kroki były w towarzystwie ulicy…. Kilka kilometrów…..
W końcu,l w radosnej atmosferze wkroczyłyśmy na szlak. Drzewa dawały nam cień i siłę do zdobywania szczytów… Nie wiedząc, co nas czeka, zaufałyśmy drodze, bez żadnych pytań, sprawdzania, panikowania… A nuż będzie ciężko i nie zdążymy na autobus…. Szlak nas prowadził. Pozwoliłyśmy sobie na luksus bez planu…. I okazał się fantastyczny. Pomijając trud maszerowania… Ze względu na eozynofile , które się wciąż gromadzą i zabraniają płucom oddychać pełna gębą…. Co chwilę musiałam się zatrzymać, aby uspokoić oddech… Ludzie się zatrzymywał I życzyli mi odwagi… Ze warto, że już blisko… (Czyli zewnątrz mój stan nie wygląda dobrze), skoro ludzie się przy mnie zatrzymują… Było to miłe i motywujące, aby nie rezygnować i zdobyć szczyt. Byłyśmy na 1670npm…A wdrapałyśmy się na 2170npm….Widoki bajkowe, zimny powiew wiatru nas powitał i cud natury. Krystalicznie czyste jezioro otoczone górami…. Spokój, jedynie ludzie potrafią zakłócić spokój danego miejsca. Choroba chroniczna: nieustanne paplanie…. Nawet zmęczenie, nie zamknie ust człowieka…. No cóż, na czytanie książki nie było czasu… Bardzo potrzebowałam takiego odpoczynku…. Branie garściami, co natura daje…..Po powrocie zasłużone sushi, na wynos z mojej ulubionej resto…., I szybko usnęłyśmy, śniąc o błękicie jeziora
Trecolpas…. I wszystko było nieogarnionym Dobrem. Szlachetną radością bycia Razem. Droga wdrapywania się na szczyt, tego co  ważne… Droga wolności.
I nagle czas pożegnania,  białą chusteczką, łezka się zakręciła i  pusto się zrobiło. Została nierozerwalna  więź przyjaźni… Cud istnienia na ziemi, aby nie zwariować od obowiązków, ciągłych terminów, oderwanie się od wszystkiego, co przytłacza…. Po to są przyjaciele, którzy zwyczajnie są….. Skarbem….
I kolejne osoby, tym razem córka kuzyna z koleżanką. Tym razem miały apartament dla siebie, na Promenade  de Anglais, morze na wyciągnięcie ręki…. A więc opalały się, leniuchowały…. Byliśmy razem w Monaco, było  także czterech   kumpli  , ze studiów (znajomi dziewczyn, którzy postanowili wyruszyć razem, pobyć, ze sobą) Zaskoczyli mnie ci młodzi ludzie kulturą, poczuciem humoru, zażyłością między sobą….. Aż zatęskniłam za moim paryskim towarzystwem, niebanalnym, ciągle obecnym. Chłopcy nieźle się bawili, dogryzając sobie nawzajem, oddychali przyjaźnią…. Ich poczucie humoru, było super fajne…. Z nadzieją, że uda zachować się im w życiu dorosłym, te piękne cechy bycia przyjaciółmi, którzy śmieją się z siebie nawzajem, a jednocześnie chronią jeden drugiego….. Pełne zaufanie, zero obrażania się….
Wróciły wspomnienia z imprez….. Nie ma, co rezygnować z takiego czasu….. Mamy go tyle ile potrzebujemy, tylko nie zawsze nasze wybory nam pozwalają na korzystanie jak ci chłopcy z szlachetnego uczucia przyjaźni… Nawet zdjęcie z dwiema obcymi dziewczynami sobie zrobili….. Angielski bez zarzutu…. Odważni ! Młodzi….Potrafią aktywnie spędzać czas…. Chcą odkrywać…. I to jest piękne…. Dobry czas w ich towarzystwie spędziłam….
I kolejne odwiedziny kuzynka z mężem Portugalem I maleństwo w brzuchu…. Pierwsza jego podróż… Póki, co kopie mamę…. Oni spokojnie spędzali czas, pracowałam,  więc nie mogłam z nimi zwiedzać… Aczkolwiek mogłam poznać bliżej męża kuzynki i odnowić kontakt z kuzynką….
No cóż, wolę bardziej aktywny wypoczynek….Każdy inaczej wypoczywa, ma swój sposób na doładowanie baterii…
I niezbyt dobre wieści, babcia znalazła się w szpitalu, mając 95 lat i zapalenie płuc. Różnie to może być. Pewnie dożyje 100 lat.Już jest w domu….
I niestety eozynofile postanowiły dalej rozrabiać  w moich płucach…. Do tego stopnia, że mój Anioł Stróż – Pr. MARQUETTE wysłał mi  maila z propozycja konsultacji z nim, i nawet receptę dostałam..(Dostał moje badania krwi, które robię, co miesiąc).. Znowu leki, znowu badania…. Troszczy się o mnie…Co nie zmienia faktu, że mam dosyć niespodziewanych zgromadzeń eozynofilii….
Kolejną lekcje dostanę w połowie września…. Widoczne, ma mi ważne rzeczy do przekazania. Jak zawsze, jeszcze nie wyszłam od niego, z pustymi rękami…. Za każdym razem łagodność uśmiecha się….. I znowu milczeniem powie mi wszystko, co mam wiedzieć….. Być może, dlatego eozynofile podskoczyły…. Bo chcą pobyć w towarzystwie lekarza, który oświetla zakamarki ciemności….. No cóż, tak czy inaczej mój romans, że szpitalem trwa nadal..
Wciąż słońce podaje dawki gorąca, trochę za dużo…. Wyschnięta ziemia pragnie kropel deszczu…. Będąc w parku obok siebie, super miejsce z oliwkami, aby zobaczyć Nice z góry trzeba się wdrapać….Ziemia krzyczy o deszcz, położyłam się na wyschniętej trawie, spalonej od promieni słońca…. Jej miękkość stwardniała…. Jest cześć dzika i zadbana… Jedno drzewo oliwkowe ma 100 lat….Budzi respekt, zasadzone na wzgórzu, ma ładny widok na morze…..

Na plaży mnóstwo turystów, jeszcze lenistwo szaleje…. Niedługo powrót do obowiązków…. Nice zacznie powoli usypiać….Sierpień to  nawał turystów, ludzie wracają, zamach został zapomniany….. Życie toczy się dalej….. A Nice żyje z turystów…. Lazur przyciąga i słońce przez większość roku także…..
Dobry wakacyjny czas, dużo niespodzianek i odkopanych na nowo więzi. ZAPACHNIALO SZLACHETNOSCIA PRZYJAZNI……