Uwięzione piękno jest w Tobie

DSC_0805
Jazda środkami komunikacji miejskiej jest czasami pouczająca.
Kolejna jednodniowa wycieczka. Decyzja zapadła przy śniadaniu.
Cap D Ail – bardzo przytulna ścieżka nadmorska, położona na granicy z Monaco.
Cap d Ail zachował eleganckie i majestatyczne ville z  Belle Époque.
Oferuje zróżnicowane klimatyczne pejzaże, nosi nazwę: station climatique.
Greta Gabon, Winston Churchill wybudowali tam swoje  wille.
Przepiękny ogród wysunięty w morze  przenosi na bezludną wyspę. Idealny do medytacji, czytania, kontemplacji życia. Jego dziki klimat ma w sobie niesamowity wdzięk..
Przechodząc przez plaże Mala et Marquete I przez punkt widokowy Douaniers (ok  3,6 km) można zapomnieć się i z zachwytu tylko wzdychać. Na tabliczkach informacje o rybach, które tam mają swoje domy, o roślinach, które także się tam zainstalowały. Czysto, dobrze zabezpieczone, elegancko.
Pointe des Douaniers, pokazuje skały wulkaniczne, ich ciekawe formy, jakby zrośnięte z morzem,które tworzą niezwykłą całość.
Oczarowałam się widokami.
Zawędrowałam do drugiego portu Monaco-  Fontvieille. Jeszcze pięć lat temu było tylko morze i piasek. A dziś spokojny port u stóp Rocher. Robi wrażenie, potęga skały i dzieło człowieka. Dzielnica istnieje, częściowo dzięki szczodrości morza. Monaco pozwoliło sobie na zabranie morzu kawałka, aby człowiek mógł się bogacić, lub rozwijać, jak kto woli.
Luksusowe wille i osiedla, pomiędzy którymi można się zgubić.  I niesamowity spokój. Takiego spokoju w Nice brakuje.
Świetny pomysł z deptakiem, morze mruczy, słońce przytula, a przestrzeń nieba uśmiecha się . W takich warunkach spacer ma sens. Każdy krok to luksus oczarowania. Jakbym, co najmniej Amerykę odkrywała.
Troszkę się pogubiłam (taki urok moich wycieczek) po drodze odkryłam nieznane mi Monaco, w końcu dotarłam do portu Cap d Ail , (już na terenie francuskim, aczkolwiek widać opiekę księstwa) a tam już oznaczenia do raju, czyli ścieżka usłana cudnymi chwilami. Od zachwytu kręci się w głowie. Taniec z naturą.
Najpierw morze mnie ukołysało, a później pokazało swe wdzięki nabrzeżne. Nie spodziewałam się takiego przyjęcia. I nie sądzę, aby człowiek potrafił tak ugościć. I to za darmo, bez kalkulacji, bez konieczności: a pokażę się, bez względu na pozycję człowieka. Idziesz i dostajesz, to, co najcenniejsze, to, co zostało wyrzeźbione przez naturę. Za darmo!!!!
Mini raj w postaci dzikiego ogrodu, z jedną knajpką i widokami na horyzont nieba i morza, na wille z Pięknej Epoki. Tam spędziłam długą chwilę, siedząc na zielonej trawie, oczarowana miejscem. Idealne do medytacji. Uśmiech staje się pieśnią wdzięczności, za sam fakt bycia w tym ogrodzie, gdzie człowiek nie ingeruje.
Dba, lecz z rozwagą, dlatego urok tego miejsca jest tak bezcenny.
To się nazywa umiejętność korzystania z darów Natury.DSC_0818
Morze opowiadało swoje historie, niebo troszkę się gniewało i nie chciało powiedzieć, o co, zaczęło się chmurzyć, a więc poszłam dalej.
Każdy krok to jedna negatywna emocja mniej, każde spojrzenie, to jedna pozytywna emocja więcej. Natura uczyła mnie, jak radzić z sobie ze stresem innych ludzi. Im więcej prawdziwych oczarowań, tym mniej złości, skierowanych ku drugiemu człowiekowi.
I tak kilka godzin maszerowania, uczyniło mnie silniejszą, pomimo zmęczenia płuc i  eozynofilii, które wciąż mają dużo do gadania.
Idąc do centrum, przez kilka dobrych minut, szłam krętymi uliczkami, pomiędzy murami posiadłości. Nagle zimno się zrobiło, być może brzydkie mury przywołały wiatr. Nic przyjemnego, brutalny powrót do rzeczywistości człowieka. Człowiek buduje mury, a natura czasem je rozwala. Wystarczy jej siła huraganu. Jak często nam się wydaje, że jesteśmy tacy mądrzy, natura uczy pokory.
W autobusie tłum ludzi, sardynkowe klimaty.
Wsiadła starsza para, pani, że spineczką we włosach, przypominała mi niezadowoloną nastolatkę, a pan, pogodzony ze sobą. Oj chyba lekko nie ma, aczkolwiek wciąż są razem. Z jej ust nie padła ani jedna pozytywna emocja. A miała dużo do powiedzenia. Pan, tylko jej przytakiwał. Nie pasowało jej, że autobus się nie chciał zatrzymać (było bardzo dużo ludzi), że mało praktyczna jest barierka do trzymania się, a to, że musieli długo czekać. O uśmiechu nie było mowy, jej piękno gdzieś uleciało. Zostało tylko narzekanie.
A ja oczarowanie próbowałam zapamiętać, a więc uśmiech miałam namalowany (zamiast pomadki) Usta tej pani,były ściśnięte jak nastolatka, która nie widzi sensu w radach rodziców. A widoki z autobusu, dają rady: przestań rozsiewać smutek, przestań marudzić, przestań truć innych negatywnymi emocjami.
Chcę Ci uśmiech wymalować na twarzy. Pozwól mi na to, potraktuj mnie z szacunkiem. A zobaczysz, zbuntowana nastolatka zniknie, a pojawi się piękna kobieta. Właśnie tak widziałam tą panią. Uwięzione piękno było w niej.
Jak dobrze jest usnąć zmęczonym z radości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>