Profesor Marquette – człowiek łagodnego dialogu

_20170920_181045W pracy historia za historią, oczywiście negatywne emocje dają czadu. Są jak igła wbita w paznokieć, lub szkło wbite w stopę. Boli ! Jeżeli się je karmi, to stają jak gołębie i roznoszą zarazki, i nie tylko zarazki… Dobrze że mam łatwość zapominania tak zwanych przykrości. Jasne, moja pamięć pamięta, aczkolwiek nie rozpamiętuje. Nie widzi sensu. I tutaj zgadzam się z rozumem. Choć w jednym ma rację.Nie jest łatwo być optymistą wśród niepoprawnych pesymistycznie nastawionych do łagodności ludzi. Przestali wierzyć w łagodność codzienności! I bardzo trudno, zapalić w ich iskierkę Nadziei.
Odkąd postawiona diagnoza strzeliła we mnie jak piorun (a  potrafi) jednocześnie dostałam antidotum: Nadzieję, że tomograf się pomylił. Anioł Stróż od razu stawił się na posterunku. Ok, troszkę trzymał mnie w niepewności.
Pr Marquette towarzyszy mi, w codzienności zrozumienia, tego, co się dzieje, w moich płucach, a więc w  moim życiu.. Oddech to życie!. Delikatny twórca życia.!
Od urodzenia, rodzice sprawdzają, czy maleństwo oddycha zwłaszcza w nocy, ludziom cierpiącym także najbliżsi sprawdzają oddech. W większości czasu, nie zwracamy uwagi. Dopóki oddech nie stanie się słaby. Wtedy…..
Nie uważam, aby moja patologia płuc była nieszczęściem. Inaczej czy poznałabym mojego ziemskiego Anioła Stróża???
Wezwał mnie na dywanik. Tylko, dlatego, że dostał moje wyniki analizy krwi. Reakcja natychmiastowa. Miałam list, receptę i umówione spotkanie. Jego sekretarka, zapytała mnie czy dzień mi odpowiada, gdy jej odpowiedziałam, że tak. Od razu dostałam odpowiedź z.>>Merci>> za odpowiedź. Przy takim lekarzu, sekretarka musi być poukładana. I ma dbać o jego pacjentów. I to robi to. W końcu jest szefem  oddziału pulmonologii w szpitalu Pasteur w Nice.
Nieoczekiwana wizyta, dzięki eozynofiliom, które robią, co chcą. Na trampolinie non stop skakają , że też się nie męczą. Tym razem ich ilość podskoczyła w fenomenalniej ilości. Dlatego profesor zareagował.
Ba, zawsze wielką radość mi sprawia obecność Marquette…Aczkolwiek….
I tak kilka rutynowych badań, znajome twarze pielęgniarek. Też mają, ze sobą na pieńku… Dobrze ze maja takiego szefa. Szacunek i respekt wzbudza w nich. Wiedzą o tym, chodzą jak w zegarku, jeżeli o coś ich prosi.
„Podczas badania spirometrii mierzy się pojemność życiową (FVC), czyli największą ilość powietrza, którą można wydmuchać z płuc, oraz ilość powietrza wydychanego podczas pierwszej sekundy (FEV1). Dlatego wydech musi być jak najmocniejszy i jak najdłuższy. ”
Pani, która robiła mi to badanie, na moje pytanie jak się ma, odpowiedziała: Jakoś żyję. Chyba jest mało lubiana w pracy, i sama za sobą nie przepada. Pytając, z którym lekarzem mam wizytę, jak jej oznajmiłam, odpowiedziała: A… I skrupulatnie wykonywała badanie.
Marquette, jak zawsze taki sam, łagodność mu zagląda z oczu, mądrość siedzi obok niego, z uważnością opowiada historię choroby. To nie są jakieś tam granulocyty. To nie jakieś tam eozynofilie.
Opowiedział mi po raz kolejny historię moich eozynofilii. Pozwoliłam mu się porwać. Byliśmy w środku moich płuc, a tam było życie!!!
Do tej pory, jako jedyny człowiek, z którym zgadzam się we wszystkim. Nie mam, co podważyć. Widujemy się, co 3 miesiące, a więc mam czas, aby po swojemu nauczyć żyć się z nieszczęsnymi toksycznymi eozynofiliami, które nie mają, czego czepić i się gromadzą. Takie toksyczne stowarzyszenie sobie w moich płucach założyły.
No cóż, powrót do kortyzonu, wcale mnie nie ucieszył.
Chodzę jak na szpilkach, irytacja we mnie aż kipi.  Powiedziałam mu, że mam ochotę pozabijać ludzi, właściwie to bez powodu.( Zawsze jakiś się znajdzie) ·A on, opowiedział mi swoją przygodę w górach…. Tam zostawia toksyny pacjentów i nabiera sil, do walki z chorobami, do szybkiego i mądrego postawienia diagnozy.
Podczas spacerku po górach, nadepnął na osy, czy też szerszenie, prawdopodobnie to była królowa, a więc został zaatakowany przez jej wojsko. W dodatku był sam. Widać było na jego twarzy, lęk. Bo to nie był jeden malutki komar. Jako lekarz ma większą świadomość, tego, co mogłoby się mu stać.  Bardzo bardzo mocno, pozostawiały mu ślady. Widać było na rękach, śmiał się ze, na nogach jeszcze gorzej.  No i musiał dużą dozę kortyzonu wziąć. I też miał uczucie chęci pozabijania.  A więc zrozumieliśmy się, bez zbędnych słów. Co jest piękne, to, że nie krył lęku, w sytuacji, w jakiej się znalazł. Znaczy, że jest prawdziwy, nie wie, co to udawanie, nawet przed pacjentem. I szuka inspiracji w Ciszy i samotności.
Cudne uczucie bycia słuchanym. Jego terapia polega na tym, aby usłyszeć, to, co się mówi, by zacząć walczyć o zdrowie, które jest tak kruche, jeżeli się o niego nie dba. I przy jego specjalistycznej pomocy wziąć życie w swoje ręce. Z. Delikatnością, z łagodnością Nadziei.1,5 Roku, analiza krwi, co 15 dni. I wizyty z Nadzieją. Ani przez moment, nie dał mi poznać, że nie dam rady, że nie warto walczyć, że nie mogę chodzić po górach.
Ostatnio powiedział tylko: Uważaj, jak będziesz w górach. I to jest prawdziwe oparcie!!!
Za dwa tygodnie planuje kolejne szczyty, uśmiechając się powiedział Może się spotkamy się na którymś szlaku.
Mając taki przykład, nie mogę zrezygnować z moich górskich spacerów. Jasne, na moje możliwości.
Gdy dzień wcześniej robiłam analizę krwi, dziewczyna z samego rana zaskoczyła mnie, pytając:, Co będę pięknego robić dziś???
Dzięki niej dzień był pełen gwiazd z samego rana.
A konsultacja z profesorem stała się spotkaniem pełnym dialogu. Nie mogę go nie podziwiać. Potwierdza moje spostrzeżenia, a wiec słucha ich, nie ignoruje ich. Wie, ze 50% wyzdrowienia to dialog miedzy lekarzem a pacjentem…
Lekcji tworzenia atmosfery dialogu mi udzielił. Daleko mi do takiej postawy. Świadomość ze mam obok siebie wzór do naśladowania wśród poznanych ludzi, jest wielka radością a zarazem nieustannym podnoszeniem poprzeczki, w byciu człowiekiem pełnym Życia.W dialogu jedna osoba mówi a druga słucha. W dialogu zrozumienie z respektem próbują znaleźć rozwiązanie. W dialogu nikt nie oszukuje, nie używa agresji, ani manipulacji. W dialogu łagodność spojrzenia godzi się z delikatnością podania dłoni. W dialogu każda strona odchodzi w pokoju serca.
Czy tak się dzieje ,gdy próbuję rozwiązać konflikt?

Wtedy, nawet motyl siada na koszulce….

Na Ziemi jesteśmy tylko na chwilę

DSC_047214 lipiec 20016 w Nice nie zakończył się dobrze…
Rok później, uroczystości z wielką pompą…..
Macron, Hollande, Sarkozy, powitani przez Estrosi, szefa miasta Nice. Wielka scena, koncerty, defilada samolotów. I najważniejsze, rodziny zmarłych…. Bo to dla nich te uroczystości miały miejsce.
Rano, obudziłam się z obrazem, ciężarówki, która wjeżdża w tłum…. Ten obraz wrócił, jak bumerang… Panika I szokujące wieści, 86 osób zginęło…Żyjemy w stanie wojny…. Europa, wcale nie jest od niej uwolniona. Nie jesteśmy bezpieczni. Jednak nie możemy panice pozwolić na instalację. Żyć, pomimo wszystko!
Policja, wojsko, barykady, bariery, kamery-tak wyglądała sceneria 14 lipca 20017 w Nice…. Wcale nie czułam się bezpiecznie, świadomość, że jesteśmy osaczeni przez terrorystów, którzy w każdej chwili mogą uderzyć…. Oni nie boją się niczego…
Przemówienia, łzy, czytane Imiona, tych, którzy stracili życie….
Czy szefowie państw, są w stanie zapewnić bezpieczeństwo? Nie jestem, tego taka pewna….Być może zaprzestanie strzelania do siebie nawzajem oskarżeń, mogłoby by pomóc, w stworzeniu dialogu…
Męczące są słowa bez pokrycia, a człowiek ich zbyt wiele wypowiada….
Bądźmy razem. Bez tłumaczenia, osadzania, wytykania, kto jest nieodpowiedzialny, a jeżeli już, to nieśmy konkretną pomoc….
Wieczorem koncert orkiestry Filharmonii z Nice, z chórem Opery…. Ok 80 śpiewaków I muzyków….. Zaproszony Giuseppe Verdi słuchał z nami…Wraz z Jean-Sébastien Bach, Astor Piazzolla, Carl Orff et Giacomo Puccini.
Nabucco-słynna opera, I słowa pełne wiary….’’ Tragedio , nieś dźwięk gorzkiego żalu, lub naucz się od Pana zgody ! By znaleźć siłę w cierpieniu.’’
Niezwykle połączenie akordeonu i orkiestry, trąbki miały swoje pięć minut…. Otuleni muzyką, byliśmy bezpieczni. Niestety człowiek, nie potrafi zamknąć ust… Niby  taki dorosły, a podczas koncertu, musi mówić…. Boi się swoich emocji…
Próbowałam zamknąć oczy, przytulić się do roztańczonych nut, zachwycić się utworami .Wszystkie mówiły o wolności i szacunku…Idealnie dobrane ,drzewo życia na scenie…
Minuta ciszy, o godzinie ataku, była mocnym przekazem. Ludzie wreszcie przestali mówić. Nice wstrzymała oddech.. Wpatrzeni w niebo, prosiliśmy o Pokój…..
Duże ekrany, z bliska pokazywały muzyków, a na koniec Zatokę Aniołów… I to było wzruszające…. Ja tutaj mieszkam…. Poczułam się częścią tego miasta…Współczucie I wdzięczność mieszała się ze sobą…
Najbardziej wzruszająca, była piosenka Calogero,, francuskiego muzyka, który napisał piosenkę: „  Sztuczne Ognie „.
Bardzo osobista piosenka. Przekaz klarowny. To nie przypadek, że to właśnie On zaśpiewał…Wielu muzyków napisało teksty po zamachach…. Miał być Calogero. Czarne pianino i jego osobowość harmonizowały ze sobą….W takich chwilach czas przestaje istnieć…. Nie ma miejsca na udawanie, jego wrażliwe serce chciało się podzielić. Zaśpiewał po mistrzowsku, Verdi wprowadził nas w klimat Życia i Cierpienia, a  Calogero uwrazliwił nasze serca,  przeniósł nas  na łąki  ziemi po której stąpamy  Tu i teraz! Ofiarujmy innym światło !! Jesteśmy tylko na chwilę. Jesteśmy jak te sztuczne ognie,  odbijające się w oczach drugiego człowieka…. Bądźmy światłem… Bądźmy dobrzy..
I gdy na koniec chciał powtórzyć ” Nous sommes comme les feux d’artifice.” … Łzy mu poleciały, wzruszenie osiągnęło zenitu, płakał I nie dokończył..Opuścił scenę () mnie przeszły ciarki, dawno nie zostałam dotknieta tak cudną chwilą)) … Orkiestra  zakończyła….W ułamku sekundy, piękno przemówiło. Wszystkie słowa musiały umilknać… Nie mogliśmy przejść obojętnie,obok tak autentycznego zachowania…Spontaniczna reakcja oklasków,była wybuchem wdzięczności… Tak bardzo potrzebujemy takich emocji…. Potrzebujemy autentyczności przekazu.   86 białych balonów z lampionikami w środku, poleciały w stronę Promenade de Anglais. I ok 300 balonów od ludzi. Niesamowity moment, połączenia współczucia i wdzięczności. Calogero nam w tym pomógł, wraz z orkiestrą połączył niebo i ziemię. Ucałował Życie, a my razem z nim… Wycisnał z nas odżywcze soki Piękna i Zachwytu. W  tym samym czasie zapaliło się 86 wiązek światła na Promenade…..Wolność I Braterstwo mocno zabrzmiały…. Nie było obcych, Wzruszenie, łzy, wdzięczność…
A na koniec  zabrzmiał Canon Pachalbela  (mój ulubiony utwór)) Towarzyszy mi w ważnych chwilach, a ta była ważna, była pięknem samym w sobie… Trudnym do zrozumienia, refleksyjnym pięknem…
Rzadkie chwile.
Wracałam do siebie pełna Pokoju, Refleksji i Wdzięczności…….
Bo  jak śpiewa Calogero
Nous sommes comme les feux d’artifice
Vu qu’on est là pour pas longtemps
Faisons en sorte, tant qu’on existe,
De briller dans les yeux des gens
De leur offrir de la lumière
Comme un météore en passant
Car, même si tout est éphémère,
On s’en souvient pendant longtemps….

Zatoka Aniołów nabrała nowego znaczenia… Stąpajac po Promenade de Anglais, nie sposób spojrzeć w niebo…..

Bez innych nigdy nie jesteśmy w pełni kompetentni

DSC_0347Czasami, udaje się w prasie przeczytać o Wielkich ludziach, bez wynoszenia ich do rangi bożka….
Michel Lazdunski-emerytowany profesor biochemii, założyciel Instytutu farmakologii molekularnej i komórkowej, w Nice, światowy specjalista farmakologii kanałów jonowych. Jest członkiem Francuskiej Akademii Nauk. Dostał wiele nagród. Niedawno odebrał Order Legii Honorowej.
„Kanały jonowe mają wielką rolę w przewodzeniu impulsów nerwowych i mięśniowych, a także w przekazie informacji chemicznej z komórki do komórki i wewnątrz komórek. Zaburzenia są wszędzie, także i w przewodzeniu impulsów nerwowych. Kanałopatie mogą być wrodzone (wynikające z mutacji genu lub genów) lub nabyte (często wynikające z autoagresji ataku na kanał jonowy).”Tak twierdzą naukowcy…
Pr Lazdunski wniósł wielki wkład w zrozumienie stanów chorobowych, padaczki, zaburzenia rytmu serca, udaru, niedokrwienia siatkówki i kręgosłupa, depresji, mechanizmu percepcji bólu, gazowych środkach znieczulających.. Bogaty dorobek naukowy. I ten, człowiek, pozostał sobą…. Przy odbiorze Orderu powiedział „… Bez innych, jesteśmy nikim…. Tak podsumował swoją drogę, wiarę w ludzi,  w zespoły, które tworzył, którymi przewodził. Złożył hołd swojej ekipie, ( pewnie nie jednej)… Zaimponował mi! Wielki człowiek.!
Słuchałam jego konferencji (była skierowana do wszystkich, a więc prawie wszystko zrozumiałam) ·Mówił, o farmakologicznych wzlotach i upadkach. O kosztownych badaniach nad lekami, biurokracją, brakiem otwartości  na współpracę z medycyną wschodu, leczeniem bezinwazyjnym… Jako naukowiec, jest prawdziwy, nie mydli oczu, że wynalezione leki, będą pomagać…. Dał przykład, badań nad lekami antydepresyjnymi, które nie zawsze działają. I często badania, nie są do końca na 100% pewne… A w aptece, każdy lek działa… A tymczasem nauka nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego są remisje  depresji…. W ciekawy sposób opowiadał o historii powstawaniu różnych leków, które  wynaleziono przypadkiem.
Rozwój technologii, nie może zastąpić inteligencji człowieka…. Może szybciej postawić diagnozę, aczkolwiek człowiek jest głównym twórcą…. Co chwilę, słyszymy o wynalezionych lekach, niestety to jeszcze nic nie oznacza…. Aby weszły do obiegu, potrzeba, wielu badań i dużo pieniędzy…. Skromność patrzyła mu z oczu, a wypowiadane słowa błyszczały słońcem Nadziei, na odkrywanie leków, które będą ratować człowieka…
I ma rację, biznes farmakologii rośnie, a stworzone leki nie działają… (Dla człowieka chorego informacja, o wynalezionym leku, jest złudną nadzieją, bo niewiadomo , kiedy i czy kiedykolwiek wejdzie ten lek w użycie) Naukowcy powinni bardziej uważnie podawać informacje, media bardziej sprawdzać, to, co przekazują…
Tylko, takich profesorów jak Lazdunski, czy mój lekarz Marquette jest coraz mniej….Pełna harmonia inteligencji i serca .
Oni walczą o człowieka, widzą go, jako całość. Opowiadają a nie tylko czytają z kartki, tworzą historię… I kolejny współczesny mój bohater…..
Nauka to tylko teoria, jeżeli nie idzie z dbaniem o istnienie, to czy ma sens??

Tacy ludzie, są potrzebni światu, naszej Ziemi, zagubionemu człowiekowi, który pomimo rozwoju medycyny wciąż choruje,jest bezsilny wobec cierpienia….

POWIETRZE -BEZCENNE DLA ISTNIENIA , ABY SIE ZACHWYCAC

Lipiec – turyści, słońce, tłok na plaży, w restauracji, norma w Nice…
Lato. Wakacje. Czas zapomnienia o codziennych obowiązkach.
Ceny wzrastają, praktycznie wszędzie. Wszyscy chcą zarobić. Często przesadzają… Jak się nie zna miasta, a chce się pić…. No cóż, na pragnienie nie ma  rady…
Ostatnio zaczęłam marudzić (sama do siebie)… I któregoś dnia, pomogłam nowej dziewczynie w pracy…. Bardzo przypomina mi Chantal…. Ma spokojną osobowość….  Opowiedziała mi swoją historię, jaką obecnie przeżywa…Przestalam  narzekać…
Z pochodzenia jest portugalką. Mąż w styczniu ją zostawił z 4 dzieciaków…. Poszedł do młodszej…. (Co tak naprawdę było powodem, on sam jeden wie) I niedawno wrócił…..
Zupełnie tego po niej nie widać…. Uśmiechem maskuje cierpienie….Walka o chleb, o dzieci, nie pozwoliła jej się załamać. Pomyślałam o tych wszystkich bogatych paniach, które mają depresję…O tych, którzy narzekają bez powodu….
Nie przestała dbać o siebie, wygląda pięknie..
Walczy dzielnie… I niebo zsyła jej podpowiedzi, jak sobie poradzić….. Dobrze jest z takimi ludźmi pobyć, przypominają, o tym, że cierpienie jest częścią życia, że inni cierpią także…  Nie stała się narzekającą, plującą jadem złości, skierowanej do wszystkiego, co spotka. Idzie w stronę światła.
Jeżeli nie wpuścisz światła, już przegrałeś!!!  Dewiza mojego Anioła Stróża.
Wiem coś na ten temat, a Véronique potwierdza moje spojrzenie…
I wizyta u lekarza…. Anioł Stróż, na posterunku… Wciąż promienieje, wciąż wyrywa śmierci swoich pacjentów. Daje życiodajną Nadzieję. I wciąż jestem przy nim onieśmielona.
Był nieźle spóźniony, na przeprosiny usłyszałam „I kolejna osoba uratowana ” (był przy pacjentce, z którą sobie inni lekarze nie mogli poradzić) I jak go nie kochać….Pielęgniarka powiedziała, że, ten lekarz chce być wszędzie… no cóż typowy Anioł Stróż.
Jak zwykle, miał studenta i tłumaczył mój stan zdrowia… I Jak zawsze, z wielką uważnością, słuchał mnie, a ja jego. Narodził się dialog, miałam wrażenie bycia z przyjacielem, a nie z  lekarzem.
„Milcz, jeśli to, co robisz, nie buduje.
Mów tylko wtedy, gdy twoje słowa są głębsze i mądrzejsze niż twoje milczenie” przypomniał św. Charbel…. Marquette robi wszystko, aby odroczyć śmierć. Tworzy nowy system obronny organizmu. Wskazuje, co do milimetra, gdzie jest stan zapalny…. Nawet jak nie może znaleźć przyczyny, idzie na intuicję (w moim przypadku nie wiadomo, dlaczego płuca tworzą blokadę) a jednak udało mu się przejść przez dżunglę eozynofilii, wybić je, I tym sposobem zmniejszyć ogniska fibroblastyczne , które tylko z  sobie znanych powodów się tworzą.
„Nie istnieją specyficzne metody leczenia eozynofilii. Z reguły ulega ona samoistnemu cofnięciu wraz z poprawą stanu chorego..” Tak twierdzi nauka…
I tak właśnie się dzieje, no cóż będę musiała przyzwyczaić się do kroku ślimaka w górach, i podczas wysiłku fizycznego…. Zalecił mi długie spacery… A więc to, co lubię…Natura najlepszym lekiem….
Dopiero do mnie dotarło, że ok 40% powietrza nie dociera  do moich płuc.


Nadzieja, którą przekazał mi lekarz, sprawiła, że, nie pozwoliłam sobie na siedzenie w domu…(. I nie zamierzam, wkrótce wypad w góry…)
Moc pozytywnego wizerunku moich eozynofilii, zmniejszyła we mnie lęk przed wyruszeniem w drogę…. Chyba, zaczynam je lubić, są częścią mnie, nawet jak robią bałagan w płucach, są częścią mnie… Może kiedyś dowiem się, dlaczego… Może kiedyś mi powiedzą…
Póki, co organizm zmęczony lekami, w końcu odpocznie… Upały w tym nie pomagają… Postaram się traktować siebie, tak jak przypomniał Anioł Stróż…. Z łagodnością.
Tyle durnych nawyków, kaleczących ciało I ducha… Zaczynam je widzieć, zaczynam je zmieniać… Co nie jest takie łatwe, aczkolwiek możliwe i bardzo potrzebne mojemu organizmowi….
No cóż, jakiekolwiek ćwiczenia wysiłkowe odpadają, a więc pozostaje mi romans z naturalnym środowiskiem, parkami, plażą…. Bynajmniej za darmo, a tyle chwil szczęścia….
Jak do tej pory, za te wszystkie lekcje, nie zapłaciłam ani centa… Ok, mam prawo do bezpłatnej opieki, (i muszę przyznać, że czuję się jak księżniczka) Jasne, wolałbym mieć zdrowe płuca…aczkolwiek ni się nie dzieje bez przyczyny…

Marquette zaszczepił mnie przeciw ( bezpodstawnemu  mniemaniu, że nic dobrego nie dzieje się w moim życiu)… Dał mi lustro, a każda wizyta to zobaczenie prawdziwego mojego życia….. Nieliczni lekarze, mają taką moc…. I wciąż jest pasjonatem Życia….
Po raz pierwszy zgadzam się z kimś, w 100 procentach….. (Zwykle mam swoje teorie) tym razem, zgodnie postawiliśmy diagnozę dalszego rozwoju….( Nie miałam się, do czego przyczepić)…. Wychodząc, z gabinetu, zastanawiałam się czy aby nie śnię… byliśmy zgodni i autentyczni, może dlatego dialog był możliwy…..taka Obecność jest bezcennym skarbem.
40% bezcennego powietrza nie może się przebić….Odczuwam te procenty….. A jednocześnie, bardziej doceniam i dbam o zdrowy styl życia…. Oczywiście, stare nawyki wracają, jak bumerang….
Nie chcę, aby była to kolejna wyuczona technika….
Właśnie się dowiedziałam, że pr. Marquette jest między innymi twórcą  projektu „Air, który ma na celu wczesne wykrywanie raka płuc….
” Według naukowców z francuskiego Państwowego Instytutu Zdrowia i Poszukiwań Medycznych, Uniwersyteckiego Centrum Szpitalnego w Nicei i Uniwersytetu Nicea-Sophia-Antipolis, Francuscy naukowcy opracowali metodę bardzo wczesnego wykrywania raka płuc – nawet kilka lat wcześniej, zanim nowotwór będzie widoczny na zdjęciach rentgenowskich. Wszystko dzięki prostemu badaniu krwi! Pacjent dostaje ich rezultat w ciągu kilku minut-taką informację znalazłam na stronie polskiej…
Czy uda się ekipie z Nice udowodnić swoje odkrycie?  Myślę, że z pr. Marquette i  jego umiejętnością dbania o swoich pacjentów, dadzą rady… Teraz rozumiem, dlaczego tak biega, a nie jest zmęczony…. Zanurzony całkowicie w rzeczywistości, spełnia marzenia chorych na raka…. Służy ludzkości, przekraczając bramy śmierci…. Powiedział, że „rak płuc może być wykryty już na rok przed wykryciem przez tomograf… Zwykle pobranie krwi dla pacjenta, natomiast dużo pracy w laboratorium…. Nad jednym pacjentem, aby znaleźć komórki rakowe, trzeba spędzić ok 30 min, i mieć bardzo dobre oko, aby oddzielić, miliardy zdrowych od chorych….I się nie pomylić. A tych chorych komórek jest garstka.. I takie badanie kosztuje….We Francji 75%zdiagnozowanego raka płuc , nie jest możliwa operacja….
Dlatego projekt potrwa 3 lata,  w 21  uczelniach medycznych we Francji, badanych jest 600 osób, którzy zaprzestali palenie….
Niesamowite, że mogę znać Marquette, śledzić odkrycia naukowców z Nice….
Taki prezent od Życia….

Jestem orlem czy kaczka ?

DSC_0087Każdy dzień kryje w sobie tajemnicę, którą, czy chcemy, czy nie to odkrywamy…. Wiadomości.. Obowiązki. Spotkania. Lenistwo. Nauka. Odpoczynek. Radość. Ból.
Każdy dzień, jest kolejną podjętą decyzją, dla siebie, dla innych, za innych..
Ostatnio przeczytałam takie zdanie, „jeżeli chcesz latać z orłami, przestań pływać z kaczkami „.
Orły – patrole niebieskich przestrzeni, szlachetni rycerze, nieustraszeni wodzowie.
Kaczki cenią sobie  spokojnie życie na jeziorze, ciągle proszą o jedzenie, prowadzą żebracze życie i kończą na stole, jako kaczka ze śliwkami…
Orzeł nieustannie się uczy, trenuje, kaczka leniuchuje, opiera się na innych, straszy słowami….
Aby latać z orłami, bez treningu nie da rady…
Pascal – próbuje ratować młodych ludzi przed agresją, jaką rozsiewają wokół siebie, jaką noszą w sobie. Niektórzy powiedzą, kolejny telewizyjny show…. A jednak, wiele dobra się dzieje. Nie pracuje sam, ma ekipę specjalistów, zaprasza ludzi, którzy wyszli z wielkiego bagna agresji…. Jasne, reklama też musi być, emisja kosztuje…..  Patrząc na ilości reklamy w  mediach, bez niej media bankrutują….
Pascal wie, co robi, jest jednym z powietrznych patroli, jeden  z orłów, który nie boi się mądrze podnosić człowieka. Bo nie jest to sztuką  podawać na tacy wszystko, co inni sobie zażyczą…. Sztuką jest pokazać i zostawić, aby druga osoba potrafiła żyć w zgodzie z samym sobą. ·Francuzi, także mają problemy z okazywaniem czułości w rodzinach. Pascal stawia na czułość, królową dobrych relacji z drugim człowiekiem.
Lekarz, Pr Marquette -mój Anioł Stróż, kolejny orzeł ratujący człowieka…. Jego czujne spojrzenie widzi głębiej i w ciemności cierpienia zapala lampę nadziei….
Niedawno w oglądałam odcinek, gdzie  dr House był na odwyku od leków….. (,(Śledzę te postać, aktor nieźle sobie radzi) W ciekawy sposób pokazane było wychodzenie z nałogu…
Odcinek inspirowany książką „  Lot nad kukułczym gniazdem „. Aby odzyskać stracony spokój ducha, potrzeba oparcia, radosnego towarzystwa  szybujących orłów, a nie leniwych kaczek…. Człowiek w swojej samowystarczalności gubi się. Od dziecka wszystko chce robić sam… Może, dlatego wpada w nałogi, szambo, z którego trudno wyjść samemu… W cierpieniu trudno o uśmiech. Dr House, typ nieobliczalny, o mistrzowskiej umiejętności stawiania diagnozy, nawet ta postać ma problem, z którym sobie nie radzi… Idzie sam. I tu tkwi sedno problemu. Odkrywając swoje prawdziwe oblicze, potrzeba czasu…. Podczas pobytu na odwyku, zwija się z bólu, mózg szuka natychmiastowej ulgi w postaci leku. Mocne sceny, pokazujące wijącego się na łóżku aktora, niczym węża walczącego z innym wężem… Jedynie ci, którzy wyszli z nałogu, mogą potwierdzić lub zaprzeczyć takim chwilom… Dotknięcie dna, otwiera przestrzenie nieba…. Spotkanie samego siebie, akceptacja bólu, zadanie, które wymaga dyscypliny, jaką znają orły… I nagle… Budzi się.. Ze spokojem, bez bólu, bez chęci brania leków… Cud… Żelazna ręką dyscypliny zmusiła mózg do zmiany zdania. Nie potrzebuję się truć. Mogę żyć z bólem, który, odczuwam… Organizm zwyciężył nałóg… Taką mamy siłę, rzadko jej jesteśmy wdzięczni. Rzadko jesteśmy dumni z małych kroków, które mają moc do zobaczenia światła w szalejącej pustyni, naszych nałogów…
W książce Pod mocnym Aniołem – Jerzy Pilch, opisuje swoje pijackie życie, dla mnie jedyna książka prawdziwie opisująca bezsilność alkoholika, jego walkę o wyjście z bagna…
Byłam na kolejnych  ćwiczeniach z panem o niebieskich oczach…. Jakby nie chlor, to jak dziecko mogłabym ćwiczyć z nim, przez cały dzień. Spokojny głos i uśmiech dodaje odwagi… I chciało mi się tańczyć…. Za bardzo nie miałam, z kim..
Bardzo poważni ludzie w basenie, pełna koncentracja, to znaczy, że cierpią, że  ból zabrania się śmiać…. Aż zapominają, że uśmiech jest terapią, równie dobrą jak ćwiczenia….. A mnie chciało  się śmiać, właściwie bez powodu…. Dał mi jedno ćwiczenie, które wcale łatwe nie było, i gdy zaczęłam je robić (wiadomo w wodzie trudniej) na głos się roześmiałam…Wszyscy popatrzyli na mnie, jak na wariatkę… Śmiech wzbroniony!!
No cóż, jako że, zakazy są także po to, aby je łamać….
Udało mi się zmusić wszystkich do uśmiechu… Choć raz…. Wszyscy odwzajemniali…. Aż się gorąco zrobiło…. Lżej… Ból zmniejszał się…. Radość nieśmiałe instalowała swoją stronę.. Najnowszy komputer czy telefon nie ma takich funkcji, co Radość…
Trud został wynagrodzony. Udało mi się po raz drugi uciszyć rozum. Zamknąć mu wszelki dopływ negatywnych myśli i gestów. Serce zaczęło mówić…. Rzadkie chwile….
Teraz wiem, co mam robić, gdy rozum ma  napady agresji, czy też jak chomik kręci się, i nie może przestać….
Orzeł o pięknych oczach, tym razem nie zostawił na mnie suchej nitki, ćwiczenia są coraz trudniejsze, (bynajmniej się nie nudzę, i pewnie jego osobowość odgrywa dużą rolę) ·Po wyjściu, troszkę nogi mnie bolały…. A najważniejsze…. Chciałam przytulić cały świat….. Poezja  stała się rzeczywistością. Wszechświat tańczył, a ja z nim…..
Teraz rozumiem, dlaczego francuzi, tak kochają bieganie.. Jest za darmo, w każdym momencie dnia można biegać i ucisza mętlik w głowie…Rodzi się zdrowe, naturalne, zmęczenie…. Takie plewienie agresji…. Może kiedyś polubię biegać, póki, co płuca niekoniecznie preferują, taki rodzaj aktywności. Natomiast ćwiczenia w wodzie, im służą…Wkrótce Szlak św. Jakuba… Kolejny etap Drogi Życzliwości Życia…… Tylko tydzień… Sprawdzenie moich płuc…. Te ćwiczenia przygotowują mnie do drogi… Niesamowite, życie dba bardziej o mnie, niż ja sama o siebie. Jakby nie ból pleców, nie poszłabym do lekarza, i nie odkryłabym aqua  gym… I tego wszystkiego, czego się uczę….·

Orłów nie brakuje, tak jak i kaczek. Ode mnie zależy…. Kto będzie moim przewodnikiem

Na pustyni serca czekaja na ciebie miliardy gwiazd

Jakiś czas temu, moje plecy zdecydowały abym sobie o nich przypomniała. Kilka razy w ciągu dnia wysyłały sygnały…. Bolało, chwilami nie mogłam ani siedzieć, ani schylać się… w końcu, poszłam do lekarza….
Kochana pani doktor miała genialny pomysł, aby zapisać mi 15 seansów w aqua gym, przy czujnym oku fizjoterapeuty…. Takie spa w miniaturce..
Balneoterapia, masaż, ćwiczenia…. Dobra motywacja, aby kontynuować samodzielnie współpracę z moim kręgosłupem, który potrzebuje mojego wsparcia. Nie wahał się mi o tym powiedzieć….
Każdy stan chorobowy świadczy o zaniedbaniu ze strony rozumu… Organizm nas zawsze ostrzega, a my zachowujemy się jakbyśmy byli robotami… I dopiero silny ból zmusza  nas do przyjrzenia się i odwiedzin specjalisty… Nie raz to przerabiałam…. I dalej się zapominam….Większość Francuzów, idzie w drugą stronę i bardzo często zwykła migrena powoduje  panikę i zwolnienia lekarskie…. Skoro państwo płaci, to, dlaczego nie korzystać…. To oznacza, że rzadko słuchamy, co piszczy w naszym  organizmie, za to nie mamy problemu z powtarzaniem plotek, mieszaniem się w nie swoje sprawy… A jeżeli chodzi o wysłuchanie tego, co nasz organizm mówi, to mamy duży problem….. Myślimy, że leki nas uzdrowią, ze wszystkich chorób, lub też w ogóle ich nie bierzemy…. Tak źle i tak niedobrze… Lekarze, nie zawsze mają rację, a my tym bardziej jej nie mamy, bo się nie interesujemy zdrowym trybem życia…
Jest wielki bum na zdrowe odżywianie, jakby nowy kontynent odkryto… I płaci się za to słone pieniądze…. Detox kosztuje, coach kosztuje…..
Człowiek głupieje, musi płacić, aby odkryć, że żyje.!!!!! … ze ma serce, które potrzebuje wsparcia, i inne organy, bez których nie istnieje…. Odkrycie stulecia.
Sama odkryłam siebie, jak moje płuca odmówiły posłuszeństwa, miałam wiele szczęścia, że trafiłam na lekarza, który wskazał mi drogę, i nie chciał ani centa….
Teraz kręgosłup prosi o wsparcie, i znowu trafiam na super ekipę fizjoterapii….
Pierwsze spotkanie z Amirem , sprawdzał stan mojego kręgosłupa, i ustalił plan ćwiczeń. Spokój emanował z niego, ton głosu łączył się z gestami.. Już wtedy wiedziałam, że jestem na odpowiednim miejscu…. Zanim odpowiedziałam na jego pytanie, czego od nich oczekuje, odpowiedział mi….. Jedynie, co mogłam zrobić to odpowiedzieć: właśnie o to mi chodzi….
Jestem leniem, co do ćwiczeń, dla mnie kilka minut tego samego ćwiczenia jest męczarnią. Dlatego kocham wypady w naturę, krajobraz ciągle się zmienia…. Jasne nie zawsze mogę sobie pozwolić…
A więc postaram się skorzystać z aqua gym i wynieść dobre maniery, aby mój kręgosłup  nie miał powodu do denerwowania się…..Jako że recepcjonistka miała przerwę Amir zapisywał mnie, akurat ten tydzień był zapewniony, aczkolwiek mój bohater dnia nie rezygnował. Powiedział kilka razy, że jest optymistą, a więc wierzy, że znajdzie wolny termin. Chwilę mu to zeszło i znalazł…. (Była także recepcjonistka przez chwilę, niezbyt optymistycznie nastawiona, nie wierzyła, że się mu uda ….A jednak….
Jego determinacja, chęć znalezienia, (równie dobrze mógł przełożyć na następny tydzień,) dał  mi przykład, aby tak szybko nie rezygnować…. To była pierwsza lekcja….
Zaczęłam od ćwiczeń w balneo… Taka duża wanna z jacuzzi
Pan o pięknych oczach, i ciepłym uśmiechu powitał nas. Było nas kilka osób, w tym dwóch młodych ludzi (nie czułam się tak staro wśród nich) Na początku było ok, pod koniec troszkę się zmęczyłam. Jako że stawiają na autonomiczność, fizjoterapeuta kilka razy zostawił nas samych (zastanawiam się jak sobie z nami poradzi, stojąc przy basenie)  Usilnie starałam się robić ćwiczenia, jak nam pokazał… Hm..
Jego umiejętność uwagi i skupienie się na każdym z nas mnie zauroczyła… Każdy z nas miał inny problem, i obserwując moich sąsiadów, zdałam sobie sprawę, że jestem najmniej doświadczona bólem kręgosłupa….., Niektórzy mieli problemy podnieść wyżej nogę, widziałam ból w ich oczach. A mnie chciało się tańczyć, jedynie zapach chloru mi przeszkadzał….. Mój, bohater dnia dzisiejszego bacznie mnie obserwował, i świetnie dawał sobie radę zwracając mi uwagę….Miał na oku nas wszystkich. Kolejna lekcja – uważność połączona z cierpliwością….
Na końcu usłyszałam od mojej sąsiadki: czyż to nie jest piękne, mamy za darmo takie ćwiczenia…. Wdzięczność, pokazała swoje rozświetlające oblicze…… I takich ludzi mi potrzeba….
Kilka dni później, masaż z Amirem…. Muzyka idealna, połączenie jazzu i pop….(Nie przepadam za typową muzyką relaksacyjną) Świetnie wkomponowana w świat relaksu i odprężenia…. Próbowałam odnaleźć kontakt z moim organizmem, wsłuchując się w jego rytm…. Amir swoimi rękoma uciszył ból, otworzył przestrzenie pustyni rozumu, który ciągle chce mieć rację….Mój rozum na chwilę zamilkł..Amir ma silną osobowość i urok, skoro udało mu się ,mnie zanurzyć w piasek pustyni, na której widać miliony gwiazd… Odkryłam przestrzenie, których nie znałam..  Na końcu miałam spotkanie z poduszka ciepłego powietrza a pod pykające elektrody
Rozmawiam z moim sercem.
Zostałam sam na sam z szefem organizmu. Byłam u niego na dywaniku…. Bardziej na kawie, w przytulnej knajpie, siedząc na kolorowych poduszkach, piliśmy  naturalne soki…. Z dodatkiem mięty… Zaskoczona, zdumiona, odkrywałam przestrzenie błogiego spokoju…
Serce się uśmiechało, nawet rozum nigdzie nie gonił, plecy mi gratulowały, płuca próbowały odnaleźć swój rytm…
Prawie usnęłam…. Gdy delikatnie drzwi się otworzyły, wcale nie miałam ochoty wychodzić z tego pokoju….
Takie chwile mają głęboki sens. Nawiązałam kontakt z sercem. A to bardzo wiele.
Kolejna lekcja – nie żałuj na czas dla siebie, w mądry sposób go wykorzystuj….. I bądź delikatna dla siebie, a będziesz dla innych… Ostatnio to słowo mnie przytula, zaczepia, prosi o przyjęcie….
Miałam chwilę, aby usiąść w parku, a później w pracy spokój we mnie się instalował…. Co wcale łatwe nie jest…
Do następnego tygodnia, kolejna lekcja w wodzie z panem o łagodnych oczach.

czasami życie pozwala na czerwony dywan, miliardy gwiazd, dziecięcy zachwyt ,zielone przestrzenie oazy na pustyni i nieoczekiwaną rozmowę z własnym sercem.

Trudna sztuka bycia uczciwym w chorobie

Koleżanka z pracy ma raka płuc. Lekarze dają jej kilka miesięcy życia. Byłam ją odwiedzić w szpitalu. Do końca nie wiedziałam jak się zachowam. Można się przygotowywać, a i tak emocje zrobią swoje. Trudno być naturalnym, wobec cierpienia, które odbija się się w oczach chorej osoby. Wchodząc do pokoju, czułam spokój, ucieszyła się. Walczy o życie. Czy starczy jej sił? Cierpi, pomimo morfiny, którą dostaje… Cierpi, ale nie skarży się. Jest świadoma. Powiedziała mi; widocznie, mam przejść przez te wydarzenia…. Mocne słowa!!. Jest osobą, dyskretną i ciepłą. Rzadko,kiedy, mówi źle o innych. I tak, też cierpi. Nie chce robić nikomu kłopotu. Jej wewnętrzny spokój, jest jej jedyną siłą. Jej twarz emanuje- zgoda na wszystko. I ta zgoda ją kołysze, jest jej  przyjacielem. Ciało słabe, waży ok 30 kg, każde dotknięcie ją boli. Jednak walczy!! Dla swoich wnuków. Chciałaby jeszcze z nimi pobyć, patrzeć jak dorastają… Sens cierpienia. Nie słyszałam, aby się skarżyła :Dlaczego ja!!!!Złamali jej obojczyk (powiedziała; on nie chciał) W pewnym momencie, źle się poczuła.  Młoda lekarka nie za bardzo wiedziała, co ma robić,dwie pielęgniarki, tym bardziej. Próbowały jej zmierzyć tętno, i się nie dało. Dziewczyny, może z bezsilności, a może z braku doświadczenia, były ospałe. Lekarka ukrywała bezsilność. Dopiero wchodzi w świat umierania i ratowania… Nie łatwo jest pracować z chorymi… Każdy lekarz, pielęgniarka musi zmierzyć się z własnym lękiem. Przejść samotnie, jak pacjent, wtedy,empatia miesza się z uczuciem: widocznie miał przez taką drogę przejść. Jedynie praktyka uczy. Taką dojrzałość i pasję ma mój lekarz -szef pulmonologii. Chantal, daje rady. Jest pacjentem, dającą siłę lekarzom, którzy dopiero, co zaczynają widzieć strach w oczach swoich pacjentów. I widzą swój, widzą bezsilność, i albo stają się jak skały, albo stają się towarzyszami-jak mój profesor….. Udało mu się, nie zatracić woli życia. Karmi nadzieją, bo ją ma w sobie, karmi światłem, bo ma je w oczach. W przysiędze Hipokratesa jest napisane:(w orginalne)”W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją”. Przez stulecia zmieniła formę…. Czytając tłumaczenie z oryginału, jest w niej dużo więcej ciepła i szacunku do życia, niż w obecnej formie… Niby to samo. Medycyna, nieustannie się rozwija, a człowiek, wciąż nie może sobie poradzić z cierpieniem.Lekarze, koncerny farmaceutyczne, bogacą się na chorobach. Hipokrates, usunięty. Liczą się cyfry. A pacjent, nie ma nic do powiedzenia… Mojemu lekarzowi, udało się przejść ponad układy drabiny hierarchii głupoty. Pozostaje, wierny przysiędze: „ W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją”. I myślę, że ,to jest jego kolejny sekret, który odkryłam…. Chantal, widzi niebieskie niebo. Cierpi, nie zwracając na siebie uwagi. Jej dzieci są przerażone. Mogą brać przykład ze swej mamy. Mogą być dumne z jej postawy. Syn, wychodząc, powiedział mamie; kocham Cię… Słowa, które leczą ducha, słowa, które oczyszczają emocje, jeżeli są wypowiedziane prawdziwie. Najgorsze, co może spotkać chorego, to użalająca się obecność. Byłam w szoku, jak usłyszałam od jednej koleżanki z pracy: nie pójdę jej odwiedzić, bo nie chcę jej widzieć w takim stanie…. Jasne, nie musi…. W słowach jesteśmy tak dobrzy, wiemy, co drugi ma robić… A gdy mamy spojrzeć cierpieniu w oczy to uciekamy, jak tchórze…. Możemy sobie tłumaczyć… Zawsze znajdzie się powód. Dobre rady, wtedy stają się bezsensowne… Nasz mózg, nie jest tak mądry jak myślimy….a może, dlatego że, zapominamy ” W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją”. Taką przysięgę mozemy  wszyscy przestrzegać.. W cierpieniu wszyscy jesteśmy równi.Wszyscy potrzebujemy niebieskiego nieba. Wszyscy życzymy sobie zdrowia,a moze warto by zyczyć..sił….bo nie znamy…jutra….. Niech radość Cię, nie opuszcza. A nadzieja ochroni cie…gdy nagle usłyszysz:.twój stan zdrowia się pogarsza…. I zamiast narzekać na lekarzy, pomyśl o nich,mają misję, trudną misję…. Ze śmiercią jeszcze nikt nie wygrał. Żaden człowiek.

KOLOROWY SWIAT ORGANIZMU CZLOWIEKA

Niestety moje płuca wciąż się buntują. Pertraktacje trwają. W człowieku, wszystko chce żyć ze sobą w zgodzie.
I właśnie to moje płuca już dawno próbowały mi powiedzieć… Tylko ich nie słuchałam… Nie miałam czasu..Praca była ważniejsza.. W końcu nie wytrzymały i na chwilę zatrzymały pracę całego organizmu… Groziły śmiercią…
Jednak zmieniły zdanie i podarowały mi piękny prezent –świadome istnienie. To, co znajduje się w ludzkim organizmie, nie jest zbyt estetyczne…. A jednak człowiek jest pięknym stworzeniem. Tylko rzadko patrzy na siebie z wdzięcznością…
Gdy wdzięczność z łagodnością przychodzą rodzi się świadomość.
Ja taką świadomość dostałam podczas mojej choroby… I wciąż ona wzrasta. Jest jak dobry przyjaciel. Moj lekarz, ziemski Anioł Stróż mi w tym pomaga.
Jego zawód jest jego pasją. Ma łagodny wzrok, przenikający każdą kroplę krwi.
Jego wizytówką jest mała ilość słów. Jego osobowość tworzy warunki, aby nie marnować danego mi czasu na ziemi… A mam go bardzo mało. Każdy dzień mnie o tym przekonuje… Mój brak sił  fizycznych, zmusza mnie do robienia wszystkiego w zwolnionym tempie… A czas nie stoi w miejscu…I wtedy doceniam dobrą organizację pracy. Uczę się jej, od mojego lekarza. Jako że lubimy się, jestem bardzo uważna w jego obecności, a ze jest także i profesorem i ordynatorem, to tym bardziej korzystam z darmowych lekcji.

Krótkie, treściwe, pełne słońca..

Ostatnia wizyta była trzy miesiące temu.. (Mamy się  widywać, co trzy miesiące, (dopóki nie będzie pewien..)·Wtedy mi powiedział: prawie jesteś zdrowa… I się nie pomylił…
Bo kilka tygodni przed wizytą, moje płuca zabarykadowały się. Powtórka ze stycznia… O tyle jestem mądrzejsza, ze wiem jak mam sobie z nimi poradzić..
I na kilka dni przed wizytą, nie mogłam się doczekać spotkania…Zmęczenie spowodowane niewystarczającej ilości tlenu w płucach, sięgnęło zenitu… Rozdrażnienie. Brak koncentracji… Wyniki pobrania krwi udowodniły podwyższone eozynofile… To one są odpowiedzialne za stan chorobowy…
Gdy tylko mnie zobaczył, już wiedział……·Tym razem podarował mi łagodność bez słów. Uśmiechem powiedział: Odwagi, jesteś dzielna. Jestem obok… I nie są to słowa rzucone na wiatr.
Łagodność jest bardzo potrzebna….  Z niej rodzi się zaufanie do siebie…
A mnie łagodności brakuje….
Może, dlatego to płuca a nie serce, czy też inny organ jest chory…Bo profesor Marquette ma klucze, do moich schowanych głęboko toksyn, które zatruwają zdrowe  postrzeganie rzeczywistości…Wie, że łagodnością można wiele, w połączeniu ze systematycznością i wytrwałością czynią cuda.
Widoczne, Stwórca ma dosyć mojego marudzenia i podarował mi nie byle, kogo, bo profesora, który pokazuje, jak wyjść z labiryntu toksyn, otwiera zardzewiałe negatywne emocje, niepotrzebne wyrzuca…. I daje mi narzędzia, jak sobie radzić w życiu codziennym….
Robi mi terapię, nie zadając wielu pytań. Niewielu ludzi tak potrafi… Jako że płuca są ostatnim ogniwem chorobowym, szuka ze mną źródła, nie tyle zaleczenia, co całkowitego wyzdrowienia… Jeszcze kilka lekcji mamy ze sobą. Ogromnie się z tego cieszę….

No cóż.. Co dwa tygodnie znowu będą mnie kłuć pobierając krew, i prosił abym wysyłała mu wyniki,a po miesiącu napisała do niego jak się czuję…. Zaskoczył mnie. Wiem ze chce mnie mieć pod kontrolą…. Aczkolwiek nie myślałam, że aż tak…Skoro już się pojawił na mojej drodze,to chcę korzystać z jego obecności…. W niej słowa nie mają zbyt dużego znaczenia…..Liczy się gest, łagodność, wdzięczność, ciepło, radość, stanowczość, spokój…. Nawet wtedy, gdy choroba wygrywa.  Jak to robi.?? Na to pytanie próbuje sobie odpowiedzieć….
Jeszcze nie znalazłam odpowiedzi… Dziś mnie tak zaskoczył, że zapomniałam go o to zapytać… A miałam taki zamiar….
Choroba może być błogosławieństwem, gdy prowadzi mądry przewodnik… Taki, który nie wątpi, trzyma mocno za rękę i ani na chwilę nie spuszcza z oka…. Ani na sekundę nie pozwala zwątpić w wyzdrowienie…Jego troska jest odpowiedzią na moje wątpliwości..Z takim lekarzem, wyzdrowienie jest na wyciągniecie reki….Reszta to moja świadomość, zmienienia starych nawyków, zdrowego odżywiania, więcej radości, więcej szczerych rozmów, mówienia z łagodnością, wyrażania swych emocji bez lęku….
Interesując się komunikacją między ludźmi, nie myślałam, że doświadczę na własnej skórze, jak ważna jest współpraca z własnym  organizmem…. Aby powstała harmonia pełna współpraca jest konieczna. A to wymaga czasu, odwagi, i intuicji. I mądrości przewodnika. Na początku jest potrzebny, taki prawdziwy, który nie rości sobie prawa własności. Jest przezroczysty, jak źródlana woda.  Taki jest mój ziemski Anioł Stróż..  Nie mogę go nie posłuchać…To tak jakbym się odwróciła od swojego życia….. Precyzja chirurga. Z wrażliwością artysty maluje moją rzeczywistość, pokazując zdeformowane ,  czarne myśli, emocje… Antidotum na narzekanie na innych. Nie możesz cofnąć czasu. Możesz  nie popełniać tych samych błędów. Możesz dziś zachwycić się…Bez powodu..

Znajdz czas na milosc-to uroda zycia

Wakacje -czas powrotu do beztroskiego dzieciństwa. Nic nie muszę, cieszę się każdą chwilą, żyję a nie wegetuję…Jest jedno”, ale”…. Nauczeni odgrywać rolę, często mijamy się z radością bycia na wakacjach. Bo za mało, bo za dużo, ciągle nam coś nie pasuje…. Terroryści nie pozwalają pojechać wszędzie, gdzie byśmy chcieli…. Brak pieniędzy odgrywa dużą rolę….
W tym roku Asia również zawitała do swojego taty, wraz ze swoim bratem Tomkiem. Dwoje młodych ludzi, z którymi wielką radością jest spędzać czas. Szkoda czasu na negatywne myśli… Zabrałam ich na rundkę po Cap Ferrat.  Słońce dawało czadu. Fale rozbijały się o brzeg. Potężne mury i kamery pilnowały wstępu do najdroższych willi. W ubiegłym roku willa 60Om została sprzedana za 130 milionów euro…
A my spacerowaliśmy i za darmo rejestrowaliśmy oczami widoki. Natura nie każe płacić. Piękno ukazuje każdemu, kto chce je zobaczyć. Zapomnieć na chwilę o wszystkim i pozwolić sobie na zachwyt…. Jak często o tym zapominamy?..·I wieczorem bal pompiers. Czyli impreza zorganizowana przez strażaków z Nice. Chłopaki pokazali klasę…. Cały rok, ratują ludzkie istnienia, narażając własne życie… I raz w roku robią imprezę…. W całej Francji, zawsze13,14 lipca… W Nice impreza była 11 lipca… Zrobiona z rozmachem, w plenerze, z wielką sceną i artystami… Byli rapowcy, była grupa z Nice, było disco, i Corona- słynna w latach osiemdziesiątych. Zaprosiła na scenę dzieci, a one szalały, roześmiane od ucha do ucha… I był Remy-młody człowiek z Nice, strażak -wolontariusz. Powstała piosenka i Remy ją śpiewa. Jest pełna radości, jest w niej przekaz… Dbaj o życie innych, bo nigdy nie wiesz, co wydarzy się  za chwilę…. Nie zostawiaj…Podnoś… Te słowa nabrały jeszcze większego sensu dwa dni później, gdy…. Tragedia zapukała do drzwi  Nice…. Jak odczytać wydarzenia pełne krwi?
14 Lipiec -chwile grozy i pytania, dokąd zmierza człowiek?
Zapowiadał się spokojny dzień, byłam pracy, a wieczorem na promenadzie miała być kolejna impreza i pokazy sztucznych ogni… Umówiona byłam z kuzynem i resztą  ekipy.. Los pokierował nami inaczej. Bóg oszczędził nam patrzenia na „ludzi bez życia „Morze płakało, silny wiatr ocierał łzy. Nice wstrzymała oddech. A cały świat wraz z wydarzeniami. Zamiast lazurowego wybrzeża… Było czerwone, od krwi niewinnych ofiar.
Pokazy sztucznych ogni były wybuchem radości. Nic nie zapowiadało tragedii….. Wiatr z czarnymi chmurami mruczał złowieszczo. Po pokazach rozświetlonych  kolorami, zadzwoniła Asia- Leszek źle się poczuł, a wiec nie zwlekając poszłam w ich stronę….·Prawdopodobnie uratował nas…. Byłam tam, gdzie zabili terrorystę… I miałam tam zostać…
Aby szybciej dotrzeć na umówione miejsce przeszłam na drugą stronę promenady… A ze jest szeroka, widziałam tylko i aż pędzący biały samochód… Jak w filmie akcji.  Przez moment wrosłam w ziemię. Nie byłam w stanie się ruszyć. Panika i uciekający ludzie, sprawił, ze zaczęłam uciekać… Schroniliśmy się na parkingu… Było obok mnie małżeństwo. Ona szlochała, a On dzielnie walczył, uspokajał ją. Pobiegłam za nimi. Ten mężczyzna, miał w sobie siłę, i nie poddał się panice. Jego spokój udzielił się i mi. Szok, łzy, niepewność, krzyki. Popłoch, agresja, strach. Takie emocje panowały. Wiatr przeszywał swym podmuchem. Czułam się jakbym oglądała film. Ale jak to…… Gdy przez moment widziałam kamionetkę… W myślach widziałam kilku terrorystów… A był jeden…. I zabił 85 osób…
I z tego parkingu… Uciekliśmy… Były bloki i przejście, na drugą stronę….Przejście do życia…. Zostało nam darowane… Mój kuzyn z dzieciakami i znajomi zostali uchronieni… Żyjemy! Oni byli  w samochodzie, w drodze do szpitala z Leszkiem…. Ja jednak wróciłam do domu. Ludzie szaleli ze strachu, złowroga cisza zapanowała nad Nice.

A ja wracając do siebie modliłam się za ekipę lekarzy… Wiedząc, że czeka ich trudna noc… Nawet nie chcę myśleć, co by było, gdyby kilku terrorystów zaczęło strzelać…. Jeden zasiał czarny strach… A co dopiero…. Papież Franciszek od dawna mówi, ze żyjemy w stanie wojny. Tylko w kawałkach. Nie boi się powiedzieć, ze każdego dnia człowiek zabija człowieka, i wcale nie jest terrorystą.
W którą stronę zmierza człowiek. Nice i okolice mają bogatych mieszkańców może to wcale nie przypadek… A może mamy obudzić się i zacząć dbać o drugiego człowieka. A nie „fukać „na niego. A może wrażliwość społeczną powinniśmy uczynić naszym priorytetem. I nie brać przykładu z polityków, którzy nieustannie obrzucają się wyzwiskami. Jakby to miało pomóc…. A może to i ja ponoszę odpowiedzialność za takie wydarzenia…
Dziennikarze jak hieny żerują na tragedii. Jak mało prawdziwych informacji dochodzi do nas. Empatia, gdzieś schowana. Liczy się kto pierwszy…
Łzy popłynęły dopiero na drugi dzień, gdy dotarło do mnie, że tragedia miała miejsce. Że otarłam się o śmierć…. Po raz drugi w tym roku.
A po nocy przychodzi dzień… Takich chwil, nie sposób zapomnieć, wiara pomaga nie zwariować, nie znienawidzić, a wręcz przeciwnie nauczyć się kochać Życie. Te wydarzenia przypomniały mi o kruchości istnienia. Zamiast dlaczego, pojawia się pytanie: co mogę zrobić, by przeżywać każdy dzień jako podarunek, a na każdego człowieka patrzeć oczami życzliwości?.. Nie jest łatwo. Myślę, że warto… Tyle telefonów, co wtedy, to nigdy nie miałam…. Szkoda, że w takich okolicznościach….
Minęło już chwilę czasu, jeszcze nie byłam… Tam gdzie śmierć zabrała wielu…
Tydzień później byłam na wizycie u mojego profesora… Szpital Pasteur był głównym szpitalem ratującym życie ludziom.. Pracowali dzielnie, walczyli o życia… I widziałam trumny…. Takie chwile odzierają z egoizmu, uczą pokory wobec innych…. Nie pluj jadem, chroń słabszych, uśmiechaj się do gwiazd. Skoro dostałaś kolejny dzień, bądź człowiekiem szlachetności…. Patrząc na trumny… W ciszy serca tak usłyszałam.
Życie zasługuje na szacunek. Inaczej potwory z nas wychodzą. ci, co zginęli, zapłacili cenę za moje życie… Chociaż ich nie znam, jestem im wdzięczna…. A Leszek, swoim złym samopoczuciem, tak jakby zawiązał nam oczy, abyśmy nie uczestniczyli, w jakże okrutnej zbrodni….. W ciągu kilku minut….. Anioł Stróż czuwał nad nami. Jeszcze więcej czasu z Nim spędzam, na wdzięczności….Najgorzej jest Narzekać, gdy za oknem słońce i gwiazdy tańczą …dla ciebie. Spójrz w niebo! Uśmiechnij się, do niego Pamiętaj, że jutro może ciebie już tutaj nie być. Pamiętaj o dobrych momentach,zal schowaj na dnie szuflady….

szpitalne kabelki cd

Witam
Niebo dziś kolory różu z błękitem miało. Do twarzy Mu było.
Dziś byłam w szpitalu odwiedzić panią Emilię. Ostatnio często tam bywam.Jej stan się pogorszył, wylew zrobił swoje. . I jestem na południu Francji.
Dziś dużo więcej kabelków, które chcą uratować jej Życie. Aczkolwiek Życie nie należy do nas. Jest w rękach Stwórcy. Pani Emilia chce Żyć, walczy o życie, kłóci się ze śmiercią.Najbardziej niezwykłe jest to że wcześniej jej nie znałam. Jest ciocią kolegi, będąc na lazurowym dostała wylewu. Poznałam ją w szpitalu. Słowa w takich momentach są najmniej ważne.Rozmawiamy oczami i dotykiem. Przekraczamy barierę dźwięku Tam jedynie milcząca Obecność ma sens. Reszta to tylko dodatek. Pośród maszyn obok niej i personelu który ciągle wstrzykuje jej preparaty, dotykamy tego co najważniejsze.Zgody i Cudu Milczenia. Niezbyt dobre miejsce ,bo ciszy tam nie ma.W końcu szpital.
Pani Emilia chce Żyć i widać jak bardzo walczy.
Czy wygra? Na to pytanie nikt nie może odpowiedzieć. Czas sam pokaże.
Dla mnie spotkanie jej to pochylenie się nad Życiem i zatrzymaniem się aby zobaczyć czy idę dobrą Drogą.
Cierpienie może uszlachetnić..

Jakiś czas temu złamane serce kolegi dało mi taki dialog…

-W miłości ,proszę pana, nie można grać
-granie zabija zdolność kochania
-W miłości wszystko w wolności dwojga osób
-Tak, proszę pana, tylko wtedy mamy prawo powiedzieć Kocham
- zakochanie to nie to samo co miłość
-mówi pan że cierpi..
-Cierpienie, proszę pana może nas upodlić lub uczynić silniejszym
-dobrze pan zna to uczucie gdy kazda część ciała boli, gdy ciemność jest wszędzie…
-twierdzi pan,że to jakiś koszmar,
-Koszmary w końcu się kończą -Proszę się obudzić, to tylko zły sen, czas na Życie które chce pana przytulić
-Jak długo będzie pan cierpiał, zależy tylko od pana..
-Pierwsza rekacja to nienawiść lub zmuszanie drugiej osoby do powrotu
-Tylko po co, skoro i tak pana nie kocha
-Trudno jest zapomnieć, aczkolwiek można nauczyć się żyć w zgodzie, wtedy lżej na sercu
-Mówi pan: nie mam po co żyć
-A może to jest właśnie okazja by na nowo pokochać siebie samego, miłością bez obłudy która zaprowadzi pana do prawdziwej miłości……