Emocjonane zamieszanie a zrozumienie

1494328789827

Jesteśmy stworzeniem emocjonalnym.

Każdy człowiek nadaje na innych falach, problem polega na ustawieniu odpowiednio naszych emocji.
To, w jaki sposób się wypowiadamy świadczy o naszym stanie emocjonalnym.
Można wyćwiczyć ton głosu, gestów, słów, najtrudniej uciszyć emocje.
Nie przebieramy w słowach, gdy ktoś nas obraża.
Wyzwiska lecą jak kamienie…
A Ewangelia nam mówi…. Niech pierwszy rzuci kamień, kto jest bez winy…
Żaden tytuł, ani pozycja nie chronią przed głupotą.
Nawet w organizacjach charytatywnych w kościele, są sytuacje, którymi nie można się pochwalić.
Słowo ma ogromną moc.
Politycy są mistrzami w obrzucaniu się Słowami, mało inspirującymi.
Podobno pracują dla Dobra swojego państwa, czy też świata.
Rzadko jesteśmy świadomi wypowiadanych Słów.
Wcale nie czuję się bezpiecznie, gdy wojsko milcząco stawia kroki po ulicach…
Wcale nie czuje się bezpiecznie, gdy na świąteczny czas wszędzie bramki i sprawdzenie torebek….
Stan zagrożenia życia zagląda prosto w oczy…
Na początku było Słowo…..
Co zrobiliśmy z tym Słowem..?.. ·Boże Narodzenie trwa od listopada..
Jest wszystko, oprócz, miłości…..
Ludzie uciekają od siebie nawzajem. Rodziny przy stole, pełnym jedzenia, a  Miłość w kącie płacze….
Tęskni za człowiekiem, który zdolny jest do pokochania siebie i potraktowania z szacunkiem innych…
Pokochania, nie po to by rządzić nim, tylko pomóc mu uśmiechnąć się.
Czy jestem zdolna do takiej miłości???
Czy też, krzyk na dobre zainstalował się we mnie i emocje mówią, co chcą???
Gdy brałam dużą ilość kortyzonu, żałowałam, że nie mam karabinu, większość ludzi miałam ochotę pozbijać.
Moje emocje warczały na wszystkich…. I gdy podczas konsultacji, opowiedziałam mój stan profesorowi
On rzekł – rozumiem Ciebie…
I opowiedział historie ze swojego doświadczenia…
Żadnych dobrych rad…
Wkrótce znalazłam sposób na siebie i zrozumiałam, że leki pomogły mi zobaczyć niewypowiedziane emocje, które domagały się wyjścia na wolność.
Czujny Anioł Stróż naprowadził mnie na dobrą drogę, pozwolił samej nazwać to, co mnie boli, o czym rzadko mówię…. I to było trudne a zarazem uzdrawiające.
Ostatnio kupiłam dla dziewczyn z pracy bułeczki…. (I zostawiłam na stole) Dziękowały mi
Było to bardzo miłe, nie tyle podziękowanie, co sam fakt gestu…
I dziewczyny i ja miałyśmy uśmiech na cały dzień….
Takie spontanicznie gesty, mają wielka moc.
Dziś usłyszałam, że Dobrem jest każdy uśmiech…I że najważniejszy jest początek…Początek dnia…Każdej chwili Powstawanie po przegranej bitwie… Po słowach niezbyt dobrych.. I tak dopóki nie wpadniemy w ramiona śmierci… Jedynie, co mamy robić to brać garściami, co każdy dzień nam ofiaruje i zapamiętywać inspirujące słowa, gesty i uśmiechy…
Emocje lubią być wysłuchane. Emocje lubią ciepło. Emocje są częścią życia każdego człowieka. A gdy warczą, to znaczy, że czują się niedoceniane….
Wtedy warto się im przyjrzeć., A jeszcze lepiej, gdy trafi się na człowieka, który zrozumie, który będzie inspirował, który będąc dyrektorem, profesorem, biskupem, prezydentem potraktuje cię jakbyś był dla niego najważniejszą osobą na świecie.
Tak właśnie się czuję na konsultacji z moim profesorem Marquette.
Moja pozycja nie ma żadnego znaczenia                                                                                                                            Z takimi ludźmi można czynić tylko Dobro., A tylko, dlatego że obie strony szanują siebie nawzajem.
I być może wtedy globalne ocieplenie, przeniesie się w serca ludzi…..

Lekarz ktory usuwa strach

1500897173062 

Kolejna lekcja u profesora Marquette,
mam wrażenie pisać u niego doktorat.
Lekarz, który usuwa lęk.
Słowa które wypowiada  dają siłę  i  proces zdrowienia, proces piękna, zaczyna swoje dzieło,właściwe to nic nie muszę robić.
Tak mało dobrych słów słyszymy. Tak mało ich wypowiadamy. Albo brakuje nam czasu, albo boimy się swoich myśli, swojego zdania.Uciekamy się do krzyku lub wrogiej ciszy. Uciekamy do szantażu emocjonalnego, kontrola staje się codziennością.
Potrzebujemy inspirujących ludzi!!
Czy ich szukamy?
Taki człowiek, nie będzie się nad nami użalał, nie będzie przytakiwał, ani krytykował. Nie ma gotowych odpowiedzi, szuka rozwiązań razem z nami.
Marquette, pracując w Lille dostał nagrodę przyznawaną lekarzom-Victories de l Espoir, i to kilka lat z rzędu.
Teraz rozumiem, dlaczego, jak pierwszy raz go zobaczyłam, to Nadzieja w jego oczach otwierała szeroko ramiona.
Nie słuchamy innych. Słyszymy jedynie to, co nas interesuje.
Nie ufam ludziom, którzy twierdzą, że słuchają innych, szybkie zmienianie tematu, jest tego dowodem.
Śledząc  jego karierę zawodową,  zainteresowanie się indywidualnie stanem pacjenta , bez wchodzenia w toksyczne emocje, podziwiam go jeszcze bardziej.
Jest mistrzem w omijaniu toksycznych emocji!!
A to jest wielki sukces.!!
Uczy mnie słuchać muzyki serca. Uczy mnie bycia odważną i łagodną.
Marquette nie potrzebuje wiele czasu, aby wyciągnąć ze mnie wszystko, co jest mu potrzebne, aby mi pomóc w znalezieniu rozwiązania w nurtującym mnie problemie. Niekoniecznie chodzi o moje płuca. Usuwa lęk z każdej kropli krwi.
Być może, dlatego wraz z Nadzieją, było i Światło, gdy ja myślałam, że mam zwłóknienie płuc, gdy ciemność próbowała mnie porwać.
Jednak dostałam w prezencie przewodnika, który od razu wykluczył diagnozę.
Dopiero, teraz po roku, gdy zaczęłam się interesować, tym, co robi dla nauki, dla pacjentów, zaczynam rozumieć wielką wagę jego Obecności.
Właściwie, wtedy, jedynie, o co się modliłam, to o mądrego lekarza..
I dostałam.
Interwencja Stwórcy, przynosi owoce.
Gdy przyznałam się, że nie biorę leków jak mi przepisał, poczułam cieple spojrzenie i słowa upomnienia z  troskliwym tonem głosu…
I zadał pytanie:, Od kiedy ta zmiana miała miejsce???
Zaskoczył mnie , nie spodziewałam się takiego pytania.
I ku mojemu zdziwieniu zmniejszył jeszcze bardziej leki. Wyszedł naprzeciw moim eksperymentom z dozowaniem leków..
Jest jednym z tych naukowców, którzy szukają bezinwazyjnych sposobów leczenia, tych leków najmniej toksycznych dla innych organów.
Jego umiejętność bycia, jest imponująca.
Szukając perfekcyjnego człowieka, znalazłam go w szpitalu.
Dla mnie perfekcja, zawiera w sobie dążenie do poznania prawdy, do wyciągnięcia nagromadzonych toksyn, które zatruwają mój organizm i mają wpływ na relacje z innymi.
Ma w sobie perfekcyjne spojrzenie na drugiego człowieka. Jego lekcje, mogę w każdym momencie zastosować. One dotykają codzienności.

Nie na darmo wybrał specjalizację pullmologa, co za tym idzie leczenia raka płuc. Jest w trakcie realizacji projektu Air, które ma na celu bezinwazyjne wykrywanie nowotworu płuc.

Jak pracował w Lille był koordynatorem, dynamiki interakcji społecznej klinicznej, emocjonalnej (DISCE): projekt dotyczył opieki medyczno-psychologicznej pacjentów z rakiem. To tłumaczy jego ciekawość stanu emocjonalnego pacjenta.
W świetny sposób łączy karierę naukowca z dużym naciskiem na indywidualne podejście do pacjenta, bez wchodzenia w kompetencje psychiatry.
Ma dar robienia terapii w ciągu kilku minut.
Dziecięca intuicja mu towarzyszy, łączy ją z inteligencją.
Może, dlatego jeszcze się nie  wypalił .
Tyle się mówi o wypaleniu zawodowym, i to młodych. Profesor w żaden sposób nie okazuje zmęczenia, znudzenia, czy też arogancji, rozdrażnienia.
Nawet jak się złości, to z poczuciem humoru.
Daje i przyjmuje, jest wdzięczny..
Oto cała filozofa.
Dawanie ma się łączyć z przyjmowaniem. Nie zawsze dobrych rzeczy, są także i te trudne.
Jeden z jego studentów, podał w świat informacje, które powinien zachować dla siebie. Zrobiło się gorąco, wokół Marquette. A było to pod koniec roku akademickiego, chodziło o pytania na egzamin. Studenci bali się, że będą musieli powtarzać. Na szczęście nie musieli. Czytając na forum studentów, to bronili profesora.
Dobre imię zostało naruszone, aczkolwiek on nic złego nie zrobił. A wspominał o tym tylko, dlatego, że mu powiedziałam, że na YouTube jest  seminarium, w którym uczestniczył, mówił o fizjologii oddychania.
Na co uśmiechnął się, i powiedział: a to było nagrywane.
Zawsze miałam słabość do lekarzy, ale pr. Marquette ma szczególne miejsce w moim życiu, w mojej codzienności.Prywatne lekcje o pasji do Życia, opartego na prawdziwe o samym sobie.
Mam się, od kogo uczyć, tego, co w życiu  ważne. Nie muszę już szukać w książkach, mogę się odnieść do człowieka, którego znam…
Co więcej, mogę napisać do niego, lub pojechać do szpitala w gdzie przyjmuje.
Za każdym razem wychodzę wzruszona.
I to wzruszenie nie ma nic wspólnego z uczuciem wzdychania do niego….
To jest święte wzruszenie…
Czy i ty masz człowieka, który cię inspiruje?

Wszystkich Swietych-znak jednosci i pokoju

Wszystkich Świętych- czas refleksji, czas przypomnienia, że każdy z nas przekroczy bramę śmierci.
Kościół celebruje, tych, którzy nie wahali się oddać swojego życia za wiarę w Jezusa. Ich wiara była ścisłą współpracą ze Stwórcą i często walką o drugiego człowieka.
Większość świętych zza  ich życia było uważanych za idiotów.
Ojciec Pio dosyć dosadnie odpowiedział na stwierdzenie    jednego z profesorów, który głosił, że stygmaty są efektem autosugestii, a wywołane zostały przez nieustanną medytację Męki Pańskiej i wielkie pragnienie współcierpienia. Ojciec Pio uśmiechnął się i rzekł: „Powiedzcie mu, żeby wyszedł na pole. Potem niech bardzo intensywnie myśli, że jest bykiem. I zobaczymy, czy wyrosną mu od tego rogi”.
W tym roku wielkim przeżyciem dla mnie było poznanie św. Charbela, msza św. z relikwiami świętego odprawiona przez kapłana z Libii.
Często błogosławiony Frassati szturcha mnie abym nie zapomniała o dzieleniu się…
Matka Teresa z Kalkuty też mi się często przypomina…
I poznałam św. Hildegarde i wino z lawendy na oczyszczenie moich płuc… Właśnie zamierzam zamówić…
Oni wszyscy zaryzykowali, żyli pasją, mając Boga w swoich rękach klękali przed człowiekiem ,jak Jezus.
Nie potrzebowali głaskania, byli  pewni, tego, co robią. Mieli poczucie humoru.
Stwórca ich wybrał, i dał im zwycięstwo nad złym duchem…
Wszystkich świętych związane jest ze  wspominaniem naszych bliskich zmarłych. Dzień wolny, a więc pójście na cmentarz….
W tym smutnym wspominaniu, zapominamy o komunii świętych i tych, których nie ma już z nami..
Kilka lat temu mogłam celebrować Wszystkich Świętych wraz z apostołem Jakubem w Compostela.
 To było świętowanie!!
Procesja w katedrze z figurami świętych, piękne śpiewy, dzwony, i kadzidło, które robi wrażenie….
Ludzie z całego świata, zmęczeni pielgrzymi, mieszkańcy miasta i turyści.
Niesamowite było dla mnie i zadziwiające. Jakbym uczestniczyła w świętach Wielkiej  Nocy, a więc w Zmartwychwstaniu Jezusa…
Jedna z najpiękniejszych celebracji tego święta, jaką mogłam przeżyć.
Radość, która otwiera bramy nieba.
Święci widzą Boga, odebrali swoją nagrodę i mają nam wiele do powiedzenia, są naszymi adwokatami przed Stwórcą.
Mają ogromną moc, która  tak rzadko się  interesujemy.
W tym roku mogłam być na mszy w kościele  studenckim w Nice.
Proboszcz parafii Saint  Jean- Baptiste- le Vœu jest mistykiem. Liturgia dla niego ma wielkie znaczenie. Ma mocną ekipę liturgiczną, chór studentów i wiernych, którzy świadomie przeżywają Spotkanie ze Stwórcą .
Msza św. niedzielna trwa zawsze ponad godzinę i nikt nie wychodzi, nie patrzy na zegarek…
Ksiądz na kazaniu przytoczył cytat z książki, którą niedawno przeczytałam, o komunii ze Świętymi, o tej wielkiej tajemnicy, o misterium wiary….
Raduj się chrześcijanie!!
Nie bój się żyć pasją!!.
Nie bój się być sobą!!
Łaska wiary cię poprowadzi…
Mocny moment przyjęcia komunii św., akurat proboszcz rozdawał Boga. Sposób, w jaki to czynił, był mistyczny..
(A nic takiego się  nie działo)Bóg po cichu uzdrawiał . Święci mu podpowiadali, kto najbardziej potrzebuje uzdrowienia, a Aniołowie, szczególnie, Stróżowie Mu marudzili.
(Teraz to się nie dziwię, skoro proboszcz taki przykład daje, to stawia wysoką poprzeczkę parafianom) Nie można wyjść smutnym…
Jest to niemożliwe!!!
Po takiej celebracji, w Wielkiej Prostocie, co można, to uśmiechnąć się do Nieba))
Bóg rozdawał siebie….Jak rzadko o tym pamiętam….
Miałam łzy w oczach….
Ta celebracja upomniała mnie…
Bóg poprzez świętych, powiedział: podczas każdej mszy uzdrawiam, nie musisz jeździć po całym świecie na spotkania charyzmatyczne, nie musisz skakać od księdza do księdza….
Jeżeli będziesz potrzebować, dam ci znać..
(Ostatnio marudziłam, że brakuje mi wspólnoty)l Bóg odpowiedział, dając wzruszenie, idealnie dobrane piosenki do liturgii, proboszcza, a nade wszystko dał Siebie…
Co mnie wzrusza, w tym kościele, to postawa ludzi po przyjęciu komunii św…. Jest cicho, spokojne, jakby każdy widział Boga, jakby z nim rozmawiał…. Na pewno atmosfera, jaką stwarzają księża pomaga w  zrozumieniu tajemnicy wiary.
Bóg jest poetą.
I drugi dzień, wspomnienie bliskich zmarłych…
Słonce wciąż dzieli się ciepłymi promieniami, w pracy  spokojniej  i mogłam być na mszy. Dziś  proboszcz celebrował i miał kazanie.
Mniej ludzi, nie było chóru, tylko dwie osoby śpiewały, nie było kadzidła ani jednego lektora.
Był Bóg, ksiądz i my.
Skromność przemówiła.
Celebracja tej mszy była równie mocna we wzruszenie, jak dzień wcześniej.
Komunia, jaką młodzi stworzyli, piosenki, jakie zaśpiewali harmonizowały z gestami księdza, jego słowami, tonem głosu. Pełna synchronizacja.
Nie można przejść obojętnie, obok takiego spotkania.
I znowu łzy.
Czułam obecność babci. Przypominała mi o dniu jej pogrzebu i ciepłych promieniach słońca, a więc i światła…. Jakby chciała powiedzieć: Jak będziesz widzieć ciemność…
Przypomnę Ci o słońcu… Uśmiechnęłam się..
Poznałam nową świętą, Odylia, lub Otylia  o której proboszcz opowiadał…
Według życiorysu z X wieku Odylia urodziła się niewidoma i dlatego jej ojciec Adalryk, aby uniknąć hańby, postanowił ją zabić. Matka Betswinda uratowała ją i przekazała na dalsze wychowanie do klasztoru Baume-les-Dames. Według legendy Odylia w czasie chrztu udzielonego jej przez biskupa św.Erharda miała odzyskać wzrok.
Ojciec nie chciał jej znać, do tego stopnia, gdy jeden z braci przyprowadził ją na zamek, ojciec nie wahał się go zabić…
Książę pozwolił córce wrócić do domu, ale kazał jej pełnić obowiązki prostej służebnicy..
À Gdy umierał, Odylia miała wizję  jak był w  wielkich męczarniach… Przez trzy dni modliła się za niego…  Bóg jej wysłuchał, ojciec został wyrwany z sideł Szatana mocą modlitwy Odylii…. Jest orędowniczką w chorobach oczu, uszu i bólach głowy.
Proboszcz przekazał ważną rzecz, aby modlić się za dusze w czyśćcu, o to, aby powiedziały Bogu- Tak…Prostota modlitwy, jest łaską żywej wiary. Co jest najpiękniejsze Bóg zawsze mówi:, Jeśli chcesz…Daje wolność wyboru, jakiej człowiek nie potrafi dać. Bóg nie szantażuje, człowiek w swojej pysznej postawie robi z Boga bożka, twierdząc, że jest chrześcijaninem…

A On przychodzi w twarzy biednego, złodzieja, złośliwości sąsiada, szefa, w rodzicach, którzy nie potrafili dać przykładu, we wszystkim, co trudne, w chorobie, odejściu ukochanej osoby, w zmaganiu się z samym sobą…
Co ty na to Mu odpowiesz?

Tajemnice zdrowego życia w codzienności

DSC_0839„Jego szkoła nacechowana była troską o zdrowie chorego” -tak piszą o Hipokratesie, ojcu medycyny…..
Jak wiele się zmieniło od tych czasów. Wynaleziono leki, metody, sprzęty medyczne…. Jednak lekarze zapominają o swoim powołaniu.
Ilość  operacji plastycznych, sprzedawanych leków, są tego dowodem. Masakrowanie swojego ciała, tylko, po co??
Głównym problemem jest cierpiąca dusza. Żadna operacja plastyczna, ani psychotropy, nawet najlepsza terapia nie uzdrowi człowieka.  Na chorobę duszy, która rozprzestrzenia się z prędkości światła jest….???
Każdy z nas może sobie odpowiedzieć na pytanie: Czy ja mam czas Żyć???
Tak bardzo lubimy grabić do siebie, i to szerokimi grabiami,( ba oczywiście to, co nie nasze)troską nazywany pracoholizm.
Troska o zdrowie chorego – studia medyczne nauczą metod, ale nie troski. Jeżeli młody lekarz, ma pasję odkrywania swojego powołana, to będzie troskliwym lekarzem. Inaczej, stanie się bogaty i technicznie dobry, aczkolwiek, z biegiem lat, powołanie stanie się jedynie zawodem, który go może go wypalić. ·Lekarz według Hipokratesa powinien być sługą Natury.
Niedawno odkryłam św. Hildegardaę ,która była sługą Boga i Natury. Jak na tamte czasy, kobieta respektowana i słuchana przez ówczesne elity. Nie musiała krzyczeć, że jest feministką. Hipokrates, także wspomagał naturalne procesy zdrowienia. A teraz, lekarze przepisują na wszystko leki. Jakby one miały monopol na wszystko, a nie mają, są ulgą, czasami pomagają, aczkolwiek bez troski są puste….. Pr. Marquette, zapoznał mnie z troskliwością, bez wchodzenia w poufałość, bez zbędnych słów, gestów, dając przestrzeń do odkrywania moich eozynofilii mojego ducha i organizmu. Pomimo obowiązków, jako ordynator, konsultacje, studenci, projekt,”Air” na skale światową, w którym, bierze udział ,kolokwia, … 32 lata powołania bycia lekarzem,mowi samo za siebie. Może śmiało powiedzieć :brakuje mi czasu… A jednak tego nie robi, jest spóźniony, ma tysiące myśli, a jest Obecny, nigdy nie wyszłam od niego niewysłuchana. Bo każda sekunda jest dla niego bezcenna. Jest uczniem Hipokratesa, robiąc karierę, stawia pacjenta, jako swoje wyzwanie. Nie mając czasu, wykorzystuje go jak najlepiej potrafi. A może to jest jego sekret… Może, dlatego każda konsultacja to oczarowanie, w świecie gdzie człowiek tak rzadko patrzy z radością na drugiego, bez jakiekolwiek chęci zysku. Póki, co, próbuję toksyczne krople krwi ubezwłasnowolnić, dzięki opowiedzianej historii z wielką Troską przez profesora. Leczy także moja duszę. Troską. Bez zbytniego analizowania. Jedynie pasjonaci tak potrafią…. Pasjonaci Życia.
Gdy byłam na kolejnym sprawdzeniu krwi, czy aby eozynofile nie świrują, pielęgniarka z delikatnością, zapytała o moje zdrowie i gdy jej powiedziałam, co mi dolega, poleciła mi wino z lawendy, które oczyszcza płuca, I do tego zioła, które pomogą lepiej funkcjonować płucom. Uśmiechnęłam się, bo właśnie to św. Hildegarda, jest polecającą, inspirowana się Hipokratesem. I tak odkryłam świętą. Jakby nie było doktor kościoła, jako czwarta kobieta w jego dziejach. Mistyczka, wizjonerka komponowała muzykę i dbała o zdrowie ducha i ciała. Jak to mówią „w zdrowym ciele zdrowy duch”. Jej dzieła mają moc, tak jakby kontynuowała dzieło uczniów Hipokratesa, pokazywała siłę naturalnych środków, dodając szczyptę Bożej Miłości. Niezwykła średniowiecza kobieta. Dziś jej dieta, zdrowe odżywianie cieszy się dużą popularnością. Czasami sklepy internetowe, skupiają się tylko na zarabianiu, nie biorąc pod uwagę, jej rad dotyczących choroby duszy….. Jako benedyktynka, przełożona klasztoru, wie więcej o ciszy, medytacji, harmonii człowieka, modlitwy. Sama dieta nie uzdrowi smutku, głupoty, nie rozpromieni twarzy.
Lekarze, często nie biorą pod uwagę, tego aspektu zdrowienia. Nie mają na to czasu, lub kompetencji. Mój profesor, ma talent do: krótko i sensownie. Bierze moje refleksje pod uwagę, czasami na nich bazuje.
Egzorcysta Gabriel Amorth, napisał książkę o współpracy psychiatrów I księży. Choroba duszy, jest o wiele cięższa, niż tak zwana depresja. A może depresja jest chorobą duszy, tylko tak została nazwana ze względu na laicyzację. Prywatność staje się kolejnym nieporozumieniem, a zarazem Internet idzie w drugą stronę, obrzucając błotem i  tym sposobem, człowiek traktuje siebie jak śmiecia.
Natury wciąż nie znamy, a rady średniowiecznej św. Hildegardy są analizowane przez dietetyków. Gdy panuje moda na wegańskie dania, święta, swoim życiem pokazała, że nie samym chlebem człowiek żyje…
Hipokrates, wyczuwał także potrzebę scalenia człowieka.
W roku 1948 Światowe Stowarzyszenie Medyczne sformułowało Deklarację Genewską, która jest bardzo zlaicyzowaną i ogólną następczynią starożytnego tekstu.
Doktor H. Newman w swojej książce, Cień Hipokratesa podkreśla jak wielką rolę ojciec medycyny przykładał do budowania relacji z pacjentem opartej na wzajemnym szacunku oraz zaufaniu. Jak podkreślał, – najlepszym lekarzem jest ten, który potrafi przewidywać dalszy przebieg choroby.
Niektórym lekarzom udaje się stanąć na wysokości powołania.
Przysięga lekarska z Deklaracji Genewskiej, była zmieniana 4 razy. Zastanawiam się, po co?
Środowisko medyczne skarży się na dużą ilość pracy, pacjenci skarżą się na długość oczekiwania, na brak kompetencji, czy też brak informacji czyni ich ignorantami.
Pr Marquette pokazuje, że wszystko da się połączyć.
Wystarczy usiąść i uczciwe się przyznać
Czy to, co robię ma sens?
Czy aby mnie nie niszczy?
Czy to, co robię, wykonuję uczciwie?
Niesamowite jest to, że w świecie tak bardzo dostępnym informatycznie,:zakupy ci przywiozą, obiad także, większość spraw możesz załatwić internetowo, możesz nawet pracować z domu, samochód to podstawa, a coraz mniej czasu mamy
Nawet do kina nie musisz chodzić, możesz sprzęt do mieć u siebie, nie mówiąc o sprzętach domowego użytku….
A jednak, najnowsza choroba naszego wieku to: BRAK CZASU!!!!
Ciekawe jak to psychiatrzy kiedyś wytłumaczą??

Tymczasem Pr Marquette uczy:Bądź wrażliwy na uwagi innych. Chroń słabszych. Odwagę uczyń pasją codzienności. 32 lata pasji bycia lekarzem, wciąż pełnym życia , mówi samo za siebie….

Kazdy z nas może odkrywać tajemnicę samego siebie

DSC_0823-Wiesz, co  pracowałam z taką Klaudia ona w czwartek miała urodziny 32 a w piątek zmarła, bo dostała wylewu….Była w Polsce i podobno bolała ją głową przez 4 dni i pojechała do szpitala….
-Czasami śmierć przychodzi bez zapowiedzi.
-Pracujemy, gonimy ,coś chcemy mieć niby to, na co dzień ważne, ale tak naprawdę bez sensu, bo boli Cię głowa idziesz do szpitala i nie wracasz…
-No właśnie niby ważne.·-Brakuje nam rozmów…..brakuje zrozumienia….
W takiej rozmowie SMS  miałam zaszczyt uczestniczyć. Jasne byłoby jeszcze lepiej, jakbyśmy mogły porozmawiać, przy kawie, uśmiechnąć się do siebie nawzajem.
Śmierć uczy!!! Po moim wpisie o  śmierci babci moja chrześnica zaskoczyła mnie swoimi przemyśleniami, ·Gdy świat, młodych uczy życia na walizkach, braku szacunku do samego siebie
pisze tak -” Ciociu, czytając Twój ostatni wpis, coś we mnie uderzyło… Dziękuje Ci za to, jakie emocje w tym momencie we mnie obudziłaś. Zostaje tu z refleksja,…..
Dalej kontynuuje -” Babcia, to najbardziej gościnna i rodzinna osoba.. A Dzięki babci mam cel, jakie cechy kształcić w swoim życiu. Prostota i szczerość Obecności….
Ta młoda dama, postawiła poprzeczkę światu i swoim najbliższym. Wierzę, że jej się uda!!! I całym sercem jej dopinguję. Bo nie sztuką jest zarabiać dużo pieniędzy, sztuką jest żyć w zgodzie z samym sobą. I nie zapominać o gościnności, o najzwyklejszym zdaniu: Jak się dziś czujesz? Czy jest, co mogę dziś dla ciebie zrobić? Pamiętam o Tobie!!!….
Szanuję twoją ciszę!!! A nie obrażać się, gdy ktoś się do nas długo nie odzywa.
Dziś w pracy, wpada na piętro dziewczyna, i mówi do innej dziewczyny: „ e Italienne” i zwraca jej uwagę, nie widziała mnie, i jak tylko mnie zobaczyła to się zmieszała. Tylko, że ta włoszka, ma imię. I to, że ktoś pracuje dłużej, nie oznacza, że ma się tak odzywać do osoby o mniejszym stażu pracy. Nie dosyć, że w urzędach jesteśmy tylko numerami i nazwiskami, to i w życiu codziennym, ludzie nas byle jak traktują. A my się im odwdzięczamy, albo  zalewają nas słowami, które mało znaczą: mój skarbie, mój kurczaczku…
Brakuje nam rozmów!! Prawdziwych, niebanalnych, i tych o niczym.
Samotność rośnie jak grzyby po deszczu, nieumiejętność wysłowienia się, chroniczny smutek, jest gorszy od plag egipskich. Zabiera życiodajny oddech. Plaga żab, to nic w porównaniu ze smutkiem.
Konstruktywna rozmowa, połączona ze śmiechem jest terapią. Piękno śmiechu ze łzami w oczach, zaraża dobrym humorem.
Śmierć nigdy nie jest w czas.
A może, gdy zaczniemy ze sobą rozmawiać, to i nauczymy siebie nawzajem słuchać.
Słyszymy bzyczenie muchy, a nie słyszymy zaproszenia od Radości.
Widzimy plamę na ubraniu, a nie widzimy spojrzenia Zachwytu.
Wyrzucamy na śmietnik niepotrzebne rzeczy, jakbyśmy mówili: biedni i tak wygrzebią.
Obcym mówimy komplementy, a najbliżsi płaczą w ukryciu, bo brakuje nam dla nich czasu…
A gdy odchodzą…. Żałujemy…. Lub nie….
Tylko wtedy jest  już za późno…. Czas na ziemi został wypełniony…
Tylko czy pojawi się refleksja, jak u moich dwóch rozmówczyń??
Chcę Ci powiedzieć, że jesteś ważny!
Dla wszechświata!
Dla twoich bliskich!
Nie pozwól, aby twoje życie stało się prochem, już za życia.
Jezus zostawił pusty grób. Weź z niego przykład!!!
Nie bój się żyć prawdziwie!
Bez udawania!
Bez zbędnych słów!
To jest lot bez spadochronu
Zero zabezpieczeń!
A Życie odwdzięczy się.

Wykrzycz światu – Eureka!!!!!!!

 

 

Niech wdzięczność zagości na stałe w naszych domach

 DSC_0025

Ave Maria Cacinni, było mocnym w emocje momentem…
Piątek 15. 09.2017. Słońce, jak zwykle w Nice, rozdawało swe promienie. Byłam u znajomych francuzów, opowiadałam im o mojej babci, która w skończyła w  tym roku 95 lat. Spontaniczne myśli popłynęły w jej stronę.. Bardzo radosne myśli…. I pomyśleć, że właśnie wtedy Stwórca powołał ją do siebie.
I gdy wracałam od francuzów, miałam godzinę wolnego, przed pracą. I wybór: albo zrobienie zakupów, albo chwila modlitwy w kościele… Nie wiedząc, że babcia umiera, wybrałam chwilę modlitwy. Spontanicznie odmówiłam jedną część różańca.
Była to modlitwa wdzięczności. Szczególne za lekarzy, (jako że dzień wcześniej byłam na wizycie u mojego Anioła Stróża – Marquette, mojego lekarza) ·Niesamowite jest to, gdy babcię próbowali ratować, modliłam się za lekarzy.
Będąc w pracy dostałam wiadomość – babcia nie żyje!!!
Wdzięczność, którą wyniosłam z chwili Ciszy, towarzyszyła mi.Smutek się pojawił, aczkolwiek nie przysłonił wdzięczności.
Pewnie to babcia załatwiła mi tani bilet i  wolne kilka dni, których nie będę  odrabiać.
Warszawa powitała mnie deszczem .Mieliśmy opóźnienie, aczkolwiek udało mi się zdążyć na busa, do mojej rodziny. Niebo płakało za babcią. Na miejscu, rozgwieżdżone niebo mnie przytuliło, zapach krzewów rosnących w ogródku, zakręcił w głowie.
Ciocia zrobiła krokiety, tak pysznych jeszcze nie jadłam.
Próbowaliśmy nie użalać się nad śmiercią babci. Każdy z nas przekroczy tę bramę.
Piękny przeżyty wiek, dużo tragedii i radości.
Chciałam zapamiętać ją, jako radosną osobę,
I taką ją widziałam. Wróciły wspomnienia z dzieciństwa, jak gotowała moje ulubione potrawy, jak broniła mnie, gdy mama krzyczała, jak piekła chleb i pyszne bułki drożdżowe. Babcia zawsze miała schowane słodycze, idąc do sklepu się przebierała, oczywiście wychodziłam bez pozwolenia, czasem mama zamykała mi drzwi, to pukałam do okna w pokoju do babci, aby mi otworzyła.
I myślę, że moje poszukiwanie Prostoty, zaczerpnęłam od babci. Zwłaszcza Prostoty wiary, zrozumienia, że nie żyję tylko dla siebie, ze inni obok mnie są świadomi lub mniej świadomi… A nie tylko lepsi lub gorsi.
Każdy jej dzień kończył się modlitwą różańcowa. Przykład!!!
Młodzi krzywią się jak trzeba odmawiać różaniec, a ja nie tak dawno odkryłam wielką moc Matki Jezusa.  Babcia nie czytała św. Augustyna, ani nie była na rekolekcjach ignacjanskich. Wystarczyła jej Maryja, aby nie mieć wątpliwości wiary.. Polecając Jej wszystkie troski, chroniła naszą rodzinę.
Czasami nie wiedząc gościmy Aniołów, babcia była gościnna. Przyjmowała, innych, nie po,  aby się pokazać, nie po to, aby się pochwalić.  W szarej codzienności była promykiem słońca.
<Człowiek mający pokój w sobie, nie podejrzewa ciągle innych, nie wypomina im, nie krąży jak sęp, gdy drugi się potknie<..Babcia o pokój serca nieustannie walczyła.
W niedzielę rano, kuzynka przyniosła mi kawę do łóżka .Uroczy gest.
 Ksiądz proboszcz na mszy sw , mówił o mocy przebaczenia. Wszyscy wiemy, ale nieliczni są świadomi, nie tylko w życiu duchowym. Przebaczenie jest dobrowolnym gestem wobec samego siebie. Gdy ciągle zrzucamy winę na barki świata, polityków, rodziny, mamy egoistyczny obraz samego siebie. Zrozumieć drugiego to przebaczyć mu. Nigdy nie jest to łatwe, nasz rozum przechowuje stare żale, których nie trzeba szukać, są jak na zawołanie. Ważne przypomnienie.
Była to  celebracja 15-lecia zespołu ludowego ,,Cmolasianie”,do którego należy ciocia.
Babcia lubiła imprezować.Stwórca wybrał jej termin, powrotu do domu Ojca, świętowanie kultury wsi.
Deszcz kropił, niebo wciąż płakało, i wdzięczność wciąż fruwała w powietrzu.
Poniedziałek, dzień ostatniej drogi babci obfitował w różne niespodzianki. Słońce od samego rana ogrzewało ziemię. Przygotowywało się, na pożegnanie.
W południe, usiadłam na huśtawce i słońce wzięło mnie w swoje ramiona, pozwoliłam mu się porwać.
 Msza pogrzebowa zamieniła się we wzruszenie delikatności Boga. Ksiądz proboszcz, pomógł nam zrozumieć jak Bóg nas kocha.
Mówił o  delikatności Boga, porównując do  matczynej miłości. Czytanie z  księgi Izajasza  przeprowadziło nas z życia na ziemi, do życia wiecznego.. <Ja ,nie zapomnę o Tobie> I W  tym aspekcie przypomniał życie babci. Dla mnie wzruszające było, gdy podziękował jej zwracając się do niej: Mario dziękuję. Przykład, bo to ja mam o ile więcej, za co jej dziękować….
Księże proboszczu dziękuję za przypomnienie, o byciu łagodnym i uważnym w byciu z drugim człowiekiem.
Liturgia pogrzebowa jest dostojna, wzywanie świętych, Aniołów, Matki Bożej, psalmy, które mówią, że jesteśmy pielgrzymami, i abyśmy zakorzenili się w Bogu, a nie w świecie, wzrusza, upomina, zachwyca.
Bramy nieba  otwierają się.
Na uwielbienie, 17 letni młody człowiek zagrał utwór Ave Maria- Cuccini. Dźwięki, które wydobył ze skrzypiec, sprawiły, że wszechświat na chwilę umilkł, a my razem z nim… Babciu ten utwór był dedykowany Tobie, a my mogliśmy nasz słaby słuch, wzrok, smak, węch, dotyk, bardziej wyostrzyć. Aby stanąć w prawdzie przed samym sobą i Bogiem. Wyrzucić strach, przytulić się do kochającego Ojca. Wzniosła chwila!
I gdy zapytałam, jak się nazywa ten utwór gratulując wyboru usłyszałam: dziś rano przyszedł mi ten pomysł do głowy. Zagrał go sercem. Piękno wypuścił z wydanych dźwięków. Człowiek tworzy, Stwórca nim kieruje.
Ten utwór, ma ciekawą historię..
I gdy szliśmy za trumną na cmentarz ,to  prosto w słońce, które delikatnie muskało nasze twarze, szeptało; „nie bój się robaczku, ja ciebie ukochałem, zadbaj o tych, którzy idą obok ciebie”, a  uśmiech babci odbijał się w promieniach słońca.
Babciu zgromadziłaś , trzy pokolenia które szły za tobą, i modliliśmy się twoją ulubioną modlitwą. Wspólnie, i tym sposobem upomniałaś nas i przypomniałaś nam: dbajcie o siebie nawzajem, chronicie spotkania rodzinne, póki macie czas… Bo jutro może nie nastąpić ”
Jak powiedział ks. proboszcz”, Gdy pomyślisz o swojej mamie, pomyśl o miłości Boga. ”
A ja, gdy będę myśleć o tobie, babciu, będę pamiętać o modlitwie różańcowej, o byciu w jedności z rodziną, i tymi, których spotykam na swojej drodze. Słońce, które dziś tak delikatnie ocierało nam łzy, będzie mi przypominać Ciebie. Dzień wcześniej było brzydko, zimno, ponuro, a w dniu, gdy ciebie zegnaliśmy, błękit nieba i słońce przypominały nam o Nadziei!!! O szlachetnym pochodzeniu każdego człowieka. O powołaniu do świętości w codzienności.

Mogliśmy wspólnie celebrować w ubiegłym roku Boże Narodzenie ,było rodzinnie, tak dawno nie udało nam się wspólnie celebrować spotkania .. I Wielkanoc także mogłam być z Toba i w czerwcu widziałyśmy się po raz ostatni na tej ziemi. Stwórca tak zaplanował.
Celebracja wspólnego posiłku, było kontynuacją bycia razem, odkrywanie siebie nawzajem. Moc więzi rodzinnych, niczym pajęczyna złapała nas w swoją sieć. Byśmy tej sieci tak często nie zrywali. Tak łatwo to nam przychodzi.
Piękne spotkania, obce twarze, które stają się bliskie, moc wspominania z radością. Moc najzwyklejszego bycia przy stole. Tak rzadko spędzamy wspólny czas z  wyłączonym telewizorem ,komputerem, odłożonym telefonem. Nie jest łatwo odnaleźć się, zwłaszcza młodym…
Córka kuzynki ma łatwość w wychodzeniu do drugiego człowieka i wzrusza się pięknem(A ma dopiero 17lat.) Seweryn podzielił się swym talentem. I tego się trzymajmy. Niech piękno nigdy nie zniknie z naszej rodziny. Celebrujmy je. Dzielmy się nim. Nie pozwólmy mu odejść.
A na koniec, przeniesienie się na szlak św. Jakuba. To była niezwykła niespodzianka,móc porozmawiać o pielgrzymowaniu, z kimś kto również szuka inspiracji na Szlaku św. Jakuba.
Była przypomnieniem: Jesteś w drodze, trzymaj się prostoty bycia i cieszenia się z tego, co dostajesz, z kim przebywasz, gdziekolwiek  będziesz . O tym aspekcie Drogi dzieliliśmy się. Św. Jakub też był z nami i uśmiechał się . Tak krótki czas, a tyle wydarzeń, tyle pięknych ludzi babcia zgromadziła.
Babciu dziękuję. I do zobaczenia!!!
Z nadzieją, że będziesz mnie pilnować i chronić naszą rodzinę!!!!

 Na lotnisku w Warszawie czekając na samolot, trafiłam na racuchy z jabłkami, które były nowością… Babcia często robiła racuchy, bardzo je lubię… Uśmiechnęłam się, babcia zadbała o takie pyszne śniadanie……
W tym momencie, gdy piszę te słowa, ląduje na lotnisku w Nice.  Lądowanie w Nice jest zawsze spektakularne.  Mając wrażenie ładowania na wodzie.

Nie bój się wypłynąć na głębię, rozbijając się o brzeg szepnęło morze.
Uśmiechnęłam się……. _20170920_205821
„…. Nie domykajmy drzwi, może niebieski motyl wleci
Czekajmy na ten świt, może nadzieja nas oświeci
Nie domykajmy drzwi, zawróćmy porzucone słowa
Nie domykajmy drzwi, może zaczniemy żyć od nowa”…. Niech słowa tej piosenki będą  spotkaniem z  Życiem pełnym zachwytu, prostoty ,dobra, szlachetności.

Wszystko ma sens!!!!!Tylko często nie mamy odwagi tego zobaczyć …..

Profesor Marquette – człowiek łagodnego dialogu

_20170920_181045W pracy historia za historią, oczywiście negatywne emocje dają czadu. Są jak igła wbita w paznokieć, lub szkło wbite w stopę. Boli ! Jeżeli się je karmi, to stają jak gołębie i roznoszą zarazki, i nie tylko zarazki… Dobrze że mam łatwość zapominania tak zwanych przykrości. Jasne, moja pamięć pamięta, aczkolwiek nie rozpamiętuje. Nie widzi sensu. I tutaj zgadzam się z rozumem. Choć w jednym ma rację.Nie jest łatwo być optymistą wśród niepoprawnych pesymistycznie nastawionych do łagodności ludzi. Przestali wierzyć w łagodność codzienności! I bardzo trudno, zapalić w ich iskierkę Nadziei.
Odkąd postawiona diagnoza strzeliła we mnie jak piorun (a  potrafi) jednocześnie dostałam antidotum: Nadzieję, że tomograf się pomylił. Anioł Stróż od razu stawił się na posterunku. Ok, troszkę trzymał mnie w niepewności.
Pr Marquette towarzyszy mi, w codzienności zrozumienia, tego, co się dzieje, w moich płucach, a więc w  moim życiu.. Oddech to życie!. Delikatny twórca życia.!
Od urodzenia, rodzice sprawdzają, czy maleństwo oddycha zwłaszcza w nocy, ludziom cierpiącym także najbliżsi sprawdzają oddech. W większości czasu, nie zwracamy uwagi. Dopóki oddech nie stanie się słaby. Wtedy…..
Nie uważam, aby moja patologia płuc była nieszczęściem. Inaczej czy poznałabym mojego ziemskiego Anioła Stróża???
Wezwał mnie na dywanik. Tylko, dlatego, że dostał moje wyniki analizy krwi. Reakcja natychmiastowa. Miałam list, receptę i umówione spotkanie. Jego sekretarka, zapytała mnie czy dzień mi odpowiada, gdy jej odpowiedziałam, że tak. Od razu dostałam odpowiedź z.>>Merci>> za odpowiedź. Przy takim lekarzu, sekretarka musi być poukładana. I ma dbać o jego pacjentów. I to robi to. W końcu jest szefem  oddziału pulmonologii w szpitalu Pasteur w Nice.
Nieoczekiwana wizyta, dzięki eozynofiliom, które robią, co chcą. Na trampolinie non stop skakają , że też się nie męczą. Tym razem ich ilość podskoczyła w fenomenalniej ilości. Dlatego profesor zareagował.
Ba, zawsze wielką radość mi sprawia obecność Marquette…Aczkolwiek….
I tak kilka rutynowych badań, znajome twarze pielęgniarek. Też mają, ze sobą na pieńku… Dobrze ze maja takiego szefa. Szacunek i respekt wzbudza w nich. Wiedzą o tym, chodzą jak w zegarku, jeżeli o coś ich prosi.
„Podczas badania spirometrii mierzy się pojemność życiową (FVC), czyli największą ilość powietrza, którą można wydmuchać z płuc, oraz ilość powietrza wydychanego podczas pierwszej sekundy (FEV1). Dlatego wydech musi być jak najmocniejszy i jak najdłuższy. ”
Pani, która robiła mi to badanie, na moje pytanie jak się ma, odpowiedziała: Jakoś żyję. Chyba jest mało lubiana w pracy, i sama za sobą nie przepada. Pytając, z którym lekarzem mam wizytę, jak jej oznajmiłam, odpowiedziała: A… I skrupulatnie wykonywała badanie.
Marquette, jak zawsze taki sam, łagodność mu zagląda z oczu, mądrość siedzi obok niego, z uważnością opowiada historię choroby. To nie są jakieś tam granulocyty. To nie jakieś tam eozynofilie.
Opowiedział mi po raz kolejny historię moich eozynofilii. Pozwoliłam mu się porwać. Byliśmy w środku moich płuc, a tam było życie!!!
Do tej pory, jako jedyny człowiek, z którym zgadzam się we wszystkim. Nie mam, co podważyć. Widujemy się, co 3 miesiące, a więc mam czas, aby po swojemu nauczyć żyć się z nieszczęsnymi toksycznymi eozynofiliami, które nie mają, czego czepić i się gromadzą. Takie toksyczne stowarzyszenie sobie w moich płucach założyły.
No cóż, powrót do kortyzonu, wcale mnie nie ucieszył.
Chodzę jak na szpilkach, irytacja we mnie aż kipi.  Powiedziałam mu, że mam ochotę pozabijać ludzi, właściwie to bez powodu.( Zawsze jakiś się znajdzie) ·A on, opowiedział mi swoją przygodę w górach…. Tam zostawia toksyny pacjentów i nabiera sil, do walki z chorobami, do szybkiego i mądrego postawienia diagnozy.
Podczas spacerku po górach, nadepnął na osy, czy też szerszenie, prawdopodobnie to była królowa, a więc został zaatakowany przez jej wojsko. W dodatku był sam. Widać było na jego twarzy, lęk. Bo to nie był jeden malutki komar. Jako lekarz ma większą świadomość, tego, co mogłoby się mu stać.  Bardzo bardzo mocno, pozostawiały mu ślady. Widać było na rękach, śmiał się ze, na nogach jeszcze gorzej.  No i musiał dużą dozę kortyzonu wziąć. I też miał uczucie chęci pozabijania.  A więc zrozumieliśmy się, bez zbędnych słów. Co jest piękne, to, że nie krył lęku, w sytuacji, w jakiej się znalazł. Znaczy, że jest prawdziwy, nie wie, co to udawanie, nawet przed pacjentem. I szuka inspiracji w Ciszy i samotności.
Cudne uczucie bycia słuchanym. Jego terapia polega na tym, aby usłyszeć, to, co się mówi, by zacząć walczyć o zdrowie, które jest tak kruche, jeżeli się o niego nie dba. I przy jego specjalistycznej pomocy wziąć życie w swoje ręce. Z. Delikatnością, z łagodnością Nadziei.1,5 Roku, analiza krwi, co 15 dni. I wizyty z Nadzieją. Ani przez moment, nie dał mi poznać, że nie dam rady, że nie warto walczyć, że nie mogę chodzić po górach.
Ostatnio powiedział tylko: Uważaj, jak będziesz w górach. I to jest prawdziwe oparcie!!!
Za dwa tygodnie planuje kolejne szczyty, uśmiechając się powiedział Może się spotkamy się na którymś szlaku.
Mając taki przykład, nie mogę zrezygnować z moich górskich spacerów. Jasne, na moje możliwości.
Gdy dzień wcześniej robiłam analizę krwi, dziewczyna z samego rana zaskoczyła mnie, pytając:, Co będę pięknego robić dziś???
Dzięki niej dzień był pełen gwiazd z samego rana.
A konsultacja z profesorem stała się spotkaniem pełnym dialogu. Nie mogę go nie podziwiać. Potwierdza moje spostrzeżenia, a wiec słucha ich, nie ignoruje ich. Wie, ze 50% wyzdrowienia to dialog miedzy lekarzem a pacjentem…
Lekcji tworzenia atmosfery dialogu mi udzielił. Daleko mi do takiej postawy. Świadomość ze mam obok siebie wzór do naśladowania wśród poznanych ludzi, jest wielka radością a zarazem nieustannym podnoszeniem poprzeczki, w byciu człowiekiem pełnym Życia.W dialogu jedna osoba mówi a druga słucha. W dialogu zrozumienie z respektem próbują znaleźć rozwiązanie. W dialogu nikt nie oszukuje, nie używa agresji, ani manipulacji. W dialogu łagodność spojrzenia godzi się z delikatnością podania dłoni. W dialogu każda strona odchodzi w pokoju serca.
Czy tak się dzieje ,gdy próbuję rozwiązać konflikt?

Wtedy, nawet motyl siada na koszulce….

Ciasnota umysłu służy samotności

DSC_0675W kościele Saint Pierre d Arène w Nice, jest dominikanin, który, ma dar przekazywania Ewangelii.. Nie boi się łagodności połączonej z  mocnym uderzeniem perkusji… Czyli słów: Obudź się chrześcijaninie!!!!!
Dziś, mówił o przyjaźni Jezusa z człowiekiem… Chrześcijaństwo to nie kumplowanie się z Jezusem, jak czasami w kościele ma miejsce… To prawdziwa przyjaźń. Jezus pozostaje Bogiem. Chrześcijan nie boi się prawdy, pozostaje nim, w odpowiedzialności i całej swojej godności. Czy to ma miejsce??? Bóg chce współpracy….
I zadał pytanie Jezusa:, Co chcesz, abym Ci uczynił???  Wprowadzając nas w dialog z Jezusem, dodał: A co chciałbyś ze mną robić???
Przypomniał o współpracy Boga i człowieka, a nie tylko człowieka z człowiekiem….W Ewangelii Jezus spełniał prośby, nie według zasług, tylko według naszych pragnień… Jezus sprawdzał pragnienia człowieka, czasami był ostry, i gdy prośby nie ustawały, uzdrawiał.. Według ich próśb…..Ich wiary…
Czy pragniesz uzdrowienia, by współpracować ze swoim Stwórcą? ·
Pomóż mi żyć w prawdzie – modlitwa, która może skruszyć lęk, fałszywy obraz Boga…..
Co robisz, gdy wchodzisz do kościoła?
Klękasz, modlisz się, a pomyślałeś, aby uśmiechnąć się…..???
Zamiast robić szum wokół siebie, jakim to nie jesteś katolikiem, bo chodzisz w niedzielę do kościoła-wyjdź do drugiego człowieka, Nie mów o miłosierdziu – jeżeli nie możesz patrzeć na sąsiada, lub kolegę z pracy,
Nie mów, że ktoś jest egoistą-, gdy ty nie robisz nic dla innych, siedząc w domu i narzekając jak ci jest ciężko….
Inni też cierpią…
Mocne słowa, zaskoczyły mnie…. W wakacje jakoś, ten ksiądz mówił wakacyjnie…. Mało przekonujący był dla mnie….
A ta niedziela mną wstrząsnęła, relikwie św. Charbela , które są w tym kościele, przemówiły…..
„Chrześcijaństwo to nie religia czy świątynia, to nie księga ani miejsce czy sposób uwielbienia. Chrześcijaństwo to sama osoba Jezusa Chrystusa. Lustro, które odbija światło, samo nie jest światłem. Odróżniaj światło i jego odbicia”…..
Pragnienia człowieka, wiele o nim mówią….. Czego dziś pragnę??? Co dla mnie dziś jest ważne? Kto może mi pomóc w odnalezieniu siebie? A jeżeli jestem szczęśliwy, to czy inni odczuwają i mówią mi o tym??? Bo to inni są weryfikacją, czy naprawdę kipię Radością, czy też udaję????
A co dziś sprawiło mi Radość??
Chcesz zrobić dla świata przysługę…
Uśmiechnij się!!…. Od uśmiechu Dobro ma ułatwiony wstęp….
A gdy usłyszysz:, z czego, tak się cieszysz?·Odpowiedz:, że, ciebie widzę….
Każde spotkanie ma przekaz..
Czasami tragedia może stać się błogosławieństwem otworzenia się na duchowość a nie tylko religijną wrogość…..
Przyjaźń jest wtedy, gdy milczenie drugiego rozumiesz, jak  nikt  inny… Gdy jesteś w stanie rozszyfrować, jego stan i przytulić, albo zostawić go w spokoju, dopóki burza nie minie….
Jezus właśnie, ze mną to robi…. Daje mi wolność.

Logiczne myślenie z refleksją zawsze się łączy.

Profesor do uczniów,
„Dwóch kominiarzy wychodzi z komina. Jeden jest czysty, drugi brudny. Który z nich weźmie kąpiel?
- Ten brudny, oczywiście – odparł jeden ze studentów. Profesor zauważył:
- Pamiętajcie, ten czysty widzi, jak brudny jest ten drugi i na odwrót. No to, który się wykąpie?
- Już rozumiem – odpowiedział inny student. – Czysty widzi brudnego i dochodzi do wniosku, że sam jest brudny, więc idzie się wykąpać. Dobrze mówię?
- Źle. Całkiem źle – odparł profesor. -  Skoro dwóch kominiarzy weszło do komina, to jak jeden mógł wyjść czysty, a drugi brudny.
Wypracuj sobie swój sposób myślenia, będąc otwartym na nowe możliwości….Nie wszystko, co inni mówią, jest prawdziwe…Odkrywając siebie, odkryjesz pokłady uśpionego talentu, danego tylko tobie, odkryjesz duchowość, która pozwoli ci na bycie wolnym , w więzieniu ciasnoty umysłu

Bez innych nigdy nie jesteśmy w pełni kompetentni

DSC_0347Czasami, udaje się w prasie przeczytać o Wielkich ludziach, bez wynoszenia ich do rangi bożka….
Michel Lazdunski-emerytowany profesor biochemii, założyciel Instytutu farmakologii molekularnej i komórkowej, w Nice, światowy specjalista farmakologii kanałów jonowych. Jest członkiem Francuskiej Akademii Nauk. Dostał wiele nagród. Niedawno odebrał Order Legii Honorowej.
„Kanały jonowe mają wielką rolę w przewodzeniu impulsów nerwowych i mięśniowych, a także w przekazie informacji chemicznej z komórki do komórki i wewnątrz komórek. Zaburzenia są wszędzie, także i w przewodzeniu impulsów nerwowych. Kanałopatie mogą być wrodzone (wynikające z mutacji genu lub genów) lub nabyte (często wynikające z autoagresji ataku na kanał jonowy).”Tak twierdzą naukowcy…
Pr Lazdunski wniósł wielki wkład w zrozumienie stanów chorobowych, padaczki, zaburzenia rytmu serca, udaru, niedokrwienia siatkówki i kręgosłupa, depresji, mechanizmu percepcji bólu, gazowych środkach znieczulających.. Bogaty dorobek naukowy. I ten, człowiek, pozostał sobą…. Przy odbiorze Orderu powiedział „… Bez innych, jesteśmy nikim…. Tak podsumował swoją drogę, wiarę w ludzi,  w zespoły, które tworzył, którymi przewodził. Złożył hołd swojej ekipie, ( pewnie nie jednej)… Zaimponował mi! Wielki człowiek.!
Słuchałam jego konferencji (była skierowana do wszystkich, a więc prawie wszystko zrozumiałam) ·Mówił, o farmakologicznych wzlotach i upadkach. O kosztownych badaniach nad lekami, biurokracją, brakiem otwartości  na współpracę z medycyną wschodu, leczeniem bezinwazyjnym… Jako naukowiec, jest prawdziwy, nie mydli oczu, że wynalezione leki, będą pomagać…. Dał przykład, badań nad lekami antydepresyjnymi, które nie zawsze działają. I często badania, nie są do końca na 100% pewne… A w aptece, każdy lek działa… A tymczasem nauka nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego są remisje  depresji…. W ciekawy sposób opowiadał o historii powstawaniu różnych leków, które  wynaleziono przypadkiem.
Rozwój technologii, nie może zastąpić inteligencji człowieka…. Może szybciej postawić diagnozę, aczkolwiek człowiek jest głównym twórcą…. Co chwilę, słyszymy o wynalezionych lekach, niestety to jeszcze nic nie oznacza…. Aby weszły do obiegu, potrzeba, wielu badań i dużo pieniędzy…. Skromność patrzyła mu z oczu, a wypowiadane słowa błyszczały słońcem Nadziei, na odkrywanie leków, które będą ratować człowieka…
I ma rację, biznes farmakologii rośnie, a stworzone leki nie działają… (Dla człowieka chorego informacja, o wynalezionym leku, jest złudną nadzieją, bo niewiadomo , kiedy i czy kiedykolwiek wejdzie ten lek w użycie) Naukowcy powinni bardziej uważnie podawać informacje, media bardziej sprawdzać, to, co przekazują…
Tylko, takich profesorów jak Lazdunski, czy mój lekarz Marquette jest coraz mniej….Pełna harmonia inteligencji i serca .
Oni walczą o człowieka, widzą go, jako całość. Opowiadają a nie tylko czytają z kartki, tworzą historię… I kolejny współczesny mój bohater…..
Nauka to tylko teoria, jeżeli nie idzie z dbaniem o istnienie, to czy ma sens??

Tacy ludzie, są potrzebni światu, naszej Ziemi, zagubionemu człowiekowi, który pomimo rozwoju medycyny wciąż choruje,jest bezsilny wobec cierpienia….

POWIETRZE -BEZCENNE DLA ISTNIENIA , ABY SIE ZACHWYCAC

Lipiec – turyści, słońce, tłok na plaży, w restauracji, norma w Nice…
Lato. Wakacje. Czas zapomnienia o codziennych obowiązkach.
Ceny wzrastają, praktycznie wszędzie. Wszyscy chcą zarobić. Często przesadzają… Jak się nie zna miasta, a chce się pić…. No cóż, na pragnienie nie ma  rady…
Ostatnio zaczęłam marudzić (sama do siebie)… I któregoś dnia, pomogłam nowej dziewczynie w pracy…. Bardzo przypomina mi Chantal…. Ma spokojną osobowość….  Opowiedziała mi swoją historię, jaką obecnie przeżywa…Przestalam  narzekać…
Z pochodzenia jest portugalką. Mąż w styczniu ją zostawił z 4 dzieciaków…. Poszedł do młodszej…. (Co tak naprawdę było powodem, on sam jeden wie) I niedawno wrócił…..
Zupełnie tego po niej nie widać…. Uśmiechem maskuje cierpienie….Walka o chleb, o dzieci, nie pozwoliła jej się załamać. Pomyślałam o tych wszystkich bogatych paniach, które mają depresję…O tych, którzy narzekają bez powodu….
Nie przestała dbać o siebie, wygląda pięknie..
Walczy dzielnie… I niebo zsyła jej podpowiedzi, jak sobie poradzić….. Dobrze jest z takimi ludźmi pobyć, przypominają, o tym, że cierpienie jest częścią życia, że inni cierpią także…  Nie stała się narzekającą, plującą jadem złości, skierowanej do wszystkiego, co spotka. Idzie w stronę światła.
Jeżeli nie wpuścisz światła, już przegrałeś!!!  Dewiza mojego Anioła Stróża.
Wiem coś na ten temat, a Véronique potwierdza moje spojrzenie…
I wizyta u lekarza…. Anioł Stróż, na posterunku… Wciąż promienieje, wciąż wyrywa śmierci swoich pacjentów. Daje życiodajną Nadzieję. I wciąż jestem przy nim onieśmielona.
Był nieźle spóźniony, na przeprosiny usłyszałam „I kolejna osoba uratowana ” (był przy pacjentce, z którą sobie inni lekarze nie mogli poradzić) I jak go nie kochać….Pielęgniarka powiedziała, że, ten lekarz chce być wszędzie… no cóż typowy Anioł Stróż.
Jak zwykle, miał studenta i tłumaczył mój stan zdrowia… I Jak zawsze, z wielką uważnością, słuchał mnie, a ja jego. Narodził się dialog, miałam wrażenie bycia z przyjacielem, a nie z  lekarzem.
„Milcz, jeśli to, co robisz, nie buduje.
Mów tylko wtedy, gdy twoje słowa są głębsze i mądrzejsze niż twoje milczenie” przypomniał św. Charbel…. Marquette robi wszystko, aby odroczyć śmierć. Tworzy nowy system obronny organizmu. Wskazuje, co do milimetra, gdzie jest stan zapalny…. Nawet jak nie może znaleźć przyczyny, idzie na intuicję (w moim przypadku nie wiadomo, dlaczego płuca tworzą blokadę) a jednak udało mu się przejść przez dżunglę eozynofilii, wybić je, I tym sposobem zmniejszyć ogniska fibroblastyczne , które tylko z  sobie znanych powodów się tworzą.
„Nie istnieją specyficzne metody leczenia eozynofilii. Z reguły ulega ona samoistnemu cofnięciu wraz z poprawą stanu chorego..” Tak twierdzi nauka…
I tak właśnie się dzieje, no cóż będę musiała przyzwyczaić się do kroku ślimaka w górach, i podczas wysiłku fizycznego…. Zalecił mi długie spacery… A więc to, co lubię…Natura najlepszym lekiem….
Dopiero do mnie dotarło, że ok 40% powietrza nie dociera  do moich płuc.


Nadzieja, którą przekazał mi lekarz, sprawiła, że, nie pozwoliłam sobie na siedzenie w domu…(. I nie zamierzam, wkrótce wypad w góry…)
Moc pozytywnego wizerunku moich eozynofilii, zmniejszyła we mnie lęk przed wyruszeniem w drogę…. Chyba, zaczynam je lubić, są częścią mnie, nawet jak robią bałagan w płucach, są częścią mnie… Może kiedyś dowiem się, dlaczego… Może kiedyś mi powiedzą…
Póki, co organizm zmęczony lekami, w końcu odpocznie… Upały w tym nie pomagają… Postaram się traktować siebie, tak jak przypomniał Anioł Stróż…. Z łagodnością.
Tyle durnych nawyków, kaleczących ciało I ducha… Zaczynam je widzieć, zaczynam je zmieniać… Co nie jest takie łatwe, aczkolwiek możliwe i bardzo potrzebne mojemu organizmowi….
No cóż, jakiekolwiek ćwiczenia wysiłkowe odpadają, a więc pozostaje mi romans z naturalnym środowiskiem, parkami, plażą…. Bynajmniej za darmo, a tyle chwil szczęścia….
Jak do tej pory, za te wszystkie lekcje, nie zapłaciłam ani centa… Ok, mam prawo do bezpłatnej opieki, (i muszę przyznać, że czuję się jak księżniczka) Jasne, wolałbym mieć zdrowe płuca…aczkolwiek ni się nie dzieje bez przyczyny…

Marquette zaszczepił mnie przeciw ( bezpodstawnemu  mniemaniu, że nic dobrego nie dzieje się w moim życiu)… Dał mi lustro, a każda wizyta to zobaczenie prawdziwego mojego życia….. Nieliczni lekarze, mają taką moc…. I wciąż jest pasjonatem Życia….
Po raz pierwszy zgadzam się z kimś, w 100 procentach….. (Zwykle mam swoje teorie) tym razem, zgodnie postawiliśmy diagnozę dalszego rozwoju….( Nie miałam się, do czego przyczepić)…. Wychodząc, z gabinetu, zastanawiałam się czy aby nie śnię… byliśmy zgodni i autentyczni, może dlatego dialog był możliwy…..taka Obecność jest bezcennym skarbem.
40% bezcennego powietrza nie może się przebić….Odczuwam te procenty….. A jednocześnie, bardziej doceniam i dbam o zdrowy styl życia…. Oczywiście, stare nawyki wracają, jak bumerang….
Nie chcę, aby była to kolejna wyuczona technika….
Właśnie się dowiedziałam, że pr. Marquette jest między innymi twórcą  projektu „Air, który ma na celu wczesne wykrywanie raka płuc….
” Według naukowców z francuskiego Państwowego Instytutu Zdrowia i Poszukiwań Medycznych, Uniwersyteckiego Centrum Szpitalnego w Nicei i Uniwersytetu Nicea-Sophia-Antipolis, Francuscy naukowcy opracowali metodę bardzo wczesnego wykrywania raka płuc – nawet kilka lat wcześniej, zanim nowotwór będzie widoczny na zdjęciach rentgenowskich. Wszystko dzięki prostemu badaniu krwi! Pacjent dostaje ich rezultat w ciągu kilku minut-taką informację znalazłam na stronie polskiej…
Czy uda się ekipie z Nice udowodnić swoje odkrycie?  Myślę, że z pr. Marquette i  jego umiejętnością dbania o swoich pacjentów, dadzą rady… Teraz rozumiem, dlaczego tak biega, a nie jest zmęczony…. Zanurzony całkowicie w rzeczywistości, spełnia marzenia chorych na raka…. Służy ludzkości, przekraczając bramy śmierci…. Powiedział, że „rak płuc może być wykryty już na rok przed wykryciem przez tomograf… Zwykle pobranie krwi dla pacjenta, natomiast dużo pracy w laboratorium…. Nad jednym pacjentem, aby znaleźć komórki rakowe, trzeba spędzić ok 30 min, i mieć bardzo dobre oko, aby oddzielić, miliardy zdrowych od chorych….I się nie pomylić. A tych chorych komórek jest garstka.. I takie badanie kosztuje….We Francji 75%zdiagnozowanego raka płuc , nie jest możliwa operacja….
Dlatego projekt potrwa 3 lata,  w 21  uczelniach medycznych we Francji, badanych jest 600 osób, którzy zaprzestali palenie….
Niesamowite, że mogę znać Marquette, śledzić odkrycia naukowców z Nice….
Taki prezent od Życia….