Delikatność – dprężenie ciała i ducha

Masaż rękami Amira… Pomimo zabiegania, ma czas na delikatność, a może właśnie, dlatego jego siła to delikatność .. On wie, jak rozproszyć smutki dnia codziennego… Oczywiście powiedziałam mu, że gdy masuje, to robi to z wielką delikatnością , odpowiedział mi, że to jest właśnie odprężenie…. Na co, tak i łączy się z twoją osobowością…. Uśmiechnął się…. Oj trudno będzie mi się rozstać z „chłopakami.”… Dziewczyna w recepcji  jest sympatyczna.. Już mnie poznaje….Mają wielu, pacjentów, tych zadowolonych jak ja, i tych szukających ciągle guza. Ból potrafi złośliwość, uczynić swoim bożkiem .  Uniemożliwia dialog. Współpraca z człowiekiem cierpiącym, nie zawsze jest łatwa. Trzeba anielskiej cierpliwości…. Praca w ekipie, plus praca z pacjentami, nosi w sobie odpowiedzialność, za siebie, za pacjentów, za kolegów z pracy…. Wolność mi przychodzi na myśl. Taki człowiek, ma przestrzenie na bycie wolnym, na przyjmowanie bez zatrzymywania cierpienia pacjentów, żali kolegów, swoich problemów…. Inaczej, szybko się wypali, stanie się twardy….. I mało efektywny…. A pacjenci oczekują poprawy, tylko, że bez współpracy ani rusz….
Amir, wie o tym, nieźle daje sobie radę z emocjami pacjentów. Przygotował teren, pod kontakt z sercem… I znowu ciepła poducha i pykające elektrody. Coraz wyraźniej słyszę bicie serca…. Tym razem, rozmawialiśmy o wstydzie, za siebie, za innych, ten niepotrzebny, i jak najbardziej zasłużony. Wstyd jest we mnie, serce, jako tłumacz, nieźle sobie radzi, zwłaszcza po masażu Amira.
Kolejna lekcja. Kolejny ukłon wobec serca i delikatności. Jej szlachecki ród, nie zawsze jest mile widziany w mózgu. Jest we mnie w tobie również . Antidotum na pokaleczone cierpieniem emocje.
I jak nie kochać moich „chłopaków”, którzy przypominają i utwierdzają w drodze ku świadomości bycia człowiekiem wrażliwym i delikatnym, co nie oznacza bycia oznacza słabym, wręcz przeciwnie silnym, prawdziwym. Delikatność mnie nie opuszcza, wskazuje na siebie, grozi mi palcem, gdy chcę z niej zrezygnować….
Nie jest to przypadek, że właśnie oni, otwierają bramy ku wolności…. Miałam ich spotkać i to jest ten czas. Inaczej, przeszłabym obojętnie…. A tak wiele się uczę….. Będę ich potrzebować po tygodniowym” spacerku „, szlakiem św. Jakuba.
Zrozumienie siebie samego zaczyna się od…..

Jakie metody stosujesz aby zrozumieć swoje zachowanie, gesty, słowa???

Czy delikatność jest Ci bliska ?

Życie nigdy nie karze, zawsze uczy….

Trakcja kręgosłupa…. Takie rozciąganie  przez maszynę podstawy człowieka. Niesamowite wrażenie!
Tym razem Marc, pan o niebieskich oczach, (ten od basenu), przyjął mnie uśmiechem, (co będzie jak się przyzwyczaję do takich chwil) ·Malutki pokój, maszyna, pasy ściskające mój kręgosłup. I odpowiednia muzyka.
Pomyślałam o księżniczkach, które kiedyś pod sukienką nosiły gorset, nie było mowy o garbieniu się, oddychanie też było trudniejsze. Tak też się czułam, tylko brakowało sukni i księcia…. Sympatyczna muzyka, zmieniające się delikatnie światło i uważność niebieskich oczu Marca, zmusiła mnie do zamknięcia buzi….Jest typ, który mnie onieśmiela. Marc i Amir, są w tej grupie..
Swoją osobowością tworzą warunki, w których serce mówi. Powoli się przyzwyczajam, do  pięknego pejzażu, jaki kreuje serce, są i mroczne komnaty. Zachód słońca może się zawstydzić, jego kolory są wyblakłe…
Na rynku, możesz kupić, owoce i warzywa, możesz poplotkować. Nic więcej. Jedynie śpiewając hymn spokoju możesz wejść w kontakt ze swoim sercem.
Nieźle się bawił, jak mówił, że dziś nie ma chodzenia po sklepach, ani sprzątania… Odpoczynek. A więc posłucham go i grzecznie wróciłam do siebie… Bardzo lekkie się zrobiły plecy… Mój kręgosłup wreszcie mógł oddychać bez przeszkód .Marc udzielił mi lekcji delikatności gestu… Ok jego praca tego wymaga, aczkolwiek….. Gdy wziął moja rękę, aby mi pokazać, na czym będzie polegać rozciąganie kręgosłupa, stałam się potulna niczym owieczka.. Mało z łóżka nie spadłam z wrażenia, zastanawiam się czy aby nie śnię…. Takiej delikatności każdy z nas potrzebuje… Magiczna chwila, uzdrawiająca moc wrażliwości….Pewnie z każdym pacjentem, tak postępuje, i to jest bardzo szlachetne… Co jakiś czas zaglądał, a maszyna rozciągała kręgosłup…. Robiła się przestrzeń między kręgami, i cały organizm był zadowolony… I gdy odpinał mi pasy, z wielką delikatnością pomógł mi wstać…. Jego piękne i niebieskie oczy śmiały się….. Właściwie to nie wiedziałam, co mu mam powiedzieć… Chciał się upewnić czy wszystko w porządku.. Dla niego to normalne, odpowiada za mój stan kręgosłupa…. Dla mnie to był gest, jakiego dawno nie doświadczyłam…. Jakbym była jego skarbem… Kolejna lekcja… Traktuj drugiego człowieka jak Marc….. A ludzie będą do ciebie wracać….
Bo z wielką radością, po moim urlopie wrócę do delikatności, „chłopaków” , zostało mi jeszcze 9 seansów….Czułam się jak piórko….
Wieczorem kolacja w Willa d Este.. Dawno niewidziani przyjaciele, ludzie, których bardzo cenię… Teresa i Robert, przy wspólnym okrągłym stole we włoskiej restauracji, jej nazwa to  willa znajdująca się w Tivoli niedaleko Rzymu. Arcydzieło architektury oraz projektowania ogrodów. Wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Jedna z niedrogich restauracji, w Nice, do której warto zaglądnąć. Byliśmy na zewnątrz, ciepłe powietrze wieczoru, nam  towarzyszyło. Bez ciągnięcia za język, trwaliśmy w przestrzeni pogody ducha… W południe zdecydowaliśmy się spotkać. Spontaniczny gest, który oświetla zakamarki ciemności….
Pora kolacji, a więc coraz więcej ludzi przybywało… Pizza i lasagne smakowała,na deser tiramisu z pokruszonymi ciasteczkami korzennymi i karmelem… Takie inne, dobrze zrobione, i owoce mango z lodami…. Kelnerka zachwyciła się perfumami Roberta, pytając go o markę….. O jak dobrze, że istnieją tacy ludzie, którzy nie mają oporu pytać, jeżeli coś im się podoba…. Troszkę była roztargniona, a być może zakochana, i te perfumy kogoś jej przypominały…. Ciepły wieczór, turyści leniwie ze zmęczenia uśmiechali się… Czas przypomnienia o zwykłej obecności, która otula, spojrzeniem, gestem, słowem…. Odkrywanie siebie nawzajem, ku temu służą wspólne spotkania.. Jeżeli są tylko mówieniem źle o innych, to czy warto się spotykać?
Druga część, była w kinie, nowa wersja Króla Artura…. Efekty specjalne, fantastyczne sceny….. Historia opowiedziana współczesnym językiem kina. Legenda sama w sobie jest tajemnicą… W tej wersji, tajemnicy bardzo mało, jedynie mój ulubiony Jude Law umilił mi czas… Charlie Hunman też niczego sobie…. Było, na kogo popatrzeć…. Miecz – symbol walki z samym sobą….. Walki o przypomnienie sobie przeszłości, walki o Dobro….Jest kilka ciekawych scen, jak Artur chce pokonać samego siebie, jak uczy się siebie, jak poznaje siebie, próbując zapanować w nad mieczem…. Końcówka mnie zaskoczyła, pełna nadziei, jedyny moment wielkiej tajemnicy, którą zawiera w sobie opowiedziana legenda o królu Arturze….
Człowiek jest tajemnicą…

„Artur miał być jednym z wodzów walczącym przeciwko najeźdźcom i wygrywając z nimi między innymi w bitwie pod Badon Hill, jednak jego historyczność jest dziś często podważana przez historyków”-”"tak mówią informacje z internetu.
Lubię legendy, szkoda, że za bardzo je uwspółcześniają…
A jaka jest twoja opowieść???
Albo ujmujemy sobie, albo dodajemy…. Jak odnaleźć siebie w gąszczu informacji o sobie?
Pozostaje delikatność i wrażliwość Marca, i Amira….I spotkanie przy okrągłym stole, z Teresa i Robertem, aby podzielić się sobą…… I aby żołądek, także się uśmiechnął…..

I nagle świat staje bardziej przyjazny

Jestem orlem czy kaczka ?

DSC_0087Każdy dzień kryje w sobie tajemnicę, którą, czy chcemy, czy nie to odkrywamy…. Wiadomości.. Obowiązki. Spotkania. Lenistwo. Nauka. Odpoczynek. Radość. Ból.
Każdy dzień, jest kolejną podjętą decyzją, dla siebie, dla innych, za innych..
Ostatnio przeczytałam takie zdanie, „jeżeli chcesz latać z orłami, przestań pływać z kaczkami „.
Orły – patrole niebieskich przestrzeni, szlachetni rycerze, nieustraszeni wodzowie.
Kaczki cenią sobie  spokojnie życie na jeziorze, ciągle proszą o jedzenie, prowadzą żebracze życie i kończą na stole, jako kaczka ze śliwkami…
Orzeł nieustannie się uczy, trenuje, kaczka leniuchuje, opiera się na innych, straszy słowami….
Aby latać z orłami, bez treningu nie da rady…
Pascal – próbuje ratować młodych ludzi przed agresją, jaką rozsiewają wokół siebie, jaką noszą w sobie. Niektórzy powiedzą, kolejny telewizyjny show…. A jednak, wiele dobra się dzieje. Nie pracuje sam, ma ekipę specjalistów, zaprasza ludzi, którzy wyszli z wielkiego bagna agresji…. Jasne, reklama też musi być, emisja kosztuje…..  Patrząc na ilości reklamy w  mediach, bez niej media bankrutują….
Pascal wie, co robi, jest jednym z powietrznych patroli, jeden  z orłów, który nie boi się mądrze podnosić człowieka. Bo nie jest to sztuką  podawać na tacy wszystko, co inni sobie zażyczą…. Sztuką jest pokazać i zostawić, aby druga osoba potrafiła żyć w zgodzie z samym sobą. ·Francuzi, także mają problemy z okazywaniem czułości w rodzinach. Pascal stawia na czułość, królową dobrych relacji z drugim człowiekiem.
Lekarz, Pr Marquette -mój Anioł Stróż, kolejny orzeł ratujący człowieka…. Jego czujne spojrzenie widzi głębiej i w ciemności cierpienia zapala lampę nadziei….
Niedawno w oglądałam odcinek, gdzie  dr House był na odwyku od leków….. (,(Śledzę te postać, aktor nieźle sobie radzi) W ciekawy sposób pokazane było wychodzenie z nałogu…
Odcinek inspirowany książką „  Lot nad kukułczym gniazdem „. Aby odzyskać stracony spokój ducha, potrzeba oparcia, radosnego towarzystwa  szybujących orłów, a nie leniwych kaczek…. Człowiek w swojej samowystarczalności gubi się. Od dziecka wszystko chce robić sam… Może, dlatego wpada w nałogi, szambo, z którego trudno wyjść samemu… W cierpieniu trudno o uśmiech. Dr House, typ nieobliczalny, o mistrzowskiej umiejętności stawiania diagnozy, nawet ta postać ma problem, z którym sobie nie radzi… Idzie sam. I tu tkwi sedno problemu. Odkrywając swoje prawdziwe oblicze, potrzeba czasu…. Podczas pobytu na odwyku, zwija się z bólu, mózg szuka natychmiastowej ulgi w postaci leku. Mocne sceny, pokazujące wijącego się na łóżku aktora, niczym węża walczącego z innym wężem… Jedynie ci, którzy wyszli z nałogu, mogą potwierdzić lub zaprzeczyć takim chwilom… Dotknięcie dna, otwiera przestrzenie nieba…. Spotkanie samego siebie, akceptacja bólu, zadanie, które wymaga dyscypliny, jaką znają orły… I nagle… Budzi się.. Ze spokojem, bez bólu, bez chęci brania leków… Cud… Żelazna ręką dyscypliny zmusiła mózg do zmiany zdania. Nie potrzebuję się truć. Mogę żyć z bólem, który, odczuwam… Organizm zwyciężył nałóg… Taką mamy siłę, rzadko jej jesteśmy wdzięczni. Rzadko jesteśmy dumni z małych kroków, które mają moc do zobaczenia światła w szalejącej pustyni, naszych nałogów…
W książce Pod mocnym Aniołem – Jerzy Pilch, opisuje swoje pijackie życie, dla mnie jedyna książka prawdziwie opisująca bezsilność alkoholika, jego walkę o wyjście z bagna…
Byłam na kolejnych  ćwiczeniach z panem o niebieskich oczach…. Jakby nie chlor, to jak dziecko mogłabym ćwiczyć z nim, przez cały dzień. Spokojny głos i uśmiech dodaje odwagi… I chciało mi się tańczyć…. Za bardzo nie miałam, z kim..
Bardzo poważni ludzie w basenie, pełna koncentracja, to znaczy, że cierpią, że  ból zabrania się śmiać…. Aż zapominają, że uśmiech jest terapią, równie dobrą jak ćwiczenia….. A mnie chciało  się śmiać, właściwie bez powodu…. Dał mi jedno ćwiczenie, które wcale łatwe nie było, i gdy zaczęłam je robić (wiadomo w wodzie trudniej) na głos się roześmiałam…Wszyscy popatrzyli na mnie, jak na wariatkę… Śmiech wzbroniony!!
No cóż, jako że, zakazy są także po to, aby je łamać….
Udało mi się zmusić wszystkich do uśmiechu… Choć raz…. Wszyscy odwzajemniali…. Aż się gorąco zrobiło…. Lżej… Ból zmniejszał się…. Radość nieśmiałe instalowała swoją stronę.. Najnowszy komputer czy telefon nie ma takich funkcji, co Radość…
Trud został wynagrodzony. Udało mi się po raz drugi uciszyć rozum. Zamknąć mu wszelki dopływ negatywnych myśli i gestów. Serce zaczęło mówić…. Rzadkie chwile….
Teraz wiem, co mam robić, gdy rozum ma  napady agresji, czy też jak chomik kręci się, i nie może przestać….
Orzeł o pięknych oczach, tym razem nie zostawił na mnie suchej nitki, ćwiczenia są coraz trudniejsze, (bynajmniej się nie nudzę, i pewnie jego osobowość odgrywa dużą rolę) ·Po wyjściu, troszkę nogi mnie bolały…. A najważniejsze…. Chciałam przytulić cały świat….. Poezja  stała się rzeczywistością. Wszechświat tańczył, a ja z nim…..
Teraz rozumiem, dlaczego francuzi, tak kochają bieganie.. Jest za darmo, w każdym momencie dnia można biegać i ucisza mętlik w głowie…Rodzi się zdrowe, naturalne, zmęczenie…. Takie plewienie agresji…. Może kiedyś polubię biegać, póki, co płuca niekoniecznie preferują, taki rodzaj aktywności. Natomiast ćwiczenia w wodzie, im służą…Wkrótce Szlak św. Jakuba… Kolejny etap Drogi Życzliwości Życia…… Tylko tydzień… Sprawdzenie moich płuc…. Te ćwiczenia przygotowują mnie do drogi… Niesamowite, życie dba bardziej o mnie, niż ja sama o siebie. Jakby nie ból pleców, nie poszłabym do lekarza, i nie odkryłabym aqua  gym… I tego wszystkiego, czego się uczę….·

Orłów nie brakuje, tak jak i kaczek. Ode mnie zależy…. Kto będzie moim przewodnikiem

Na pustyni serca czekaja na ciebie miliardy gwiazd

Jakiś czas temu, moje plecy zdecydowały abym sobie o nich przypomniała. Kilka razy w ciągu dnia wysyłały sygnały…. Bolało, chwilami nie mogłam ani siedzieć, ani schylać się… w końcu, poszłam do lekarza….
Kochana pani doktor miała genialny pomysł, aby zapisać mi 15 seansów w aqua gym, przy czujnym oku fizjoterapeuty…. Takie spa w miniaturce..
Balneoterapia, masaż, ćwiczenia…. Dobra motywacja, aby kontynuować samodzielnie współpracę z moim kręgosłupem, który potrzebuje mojego wsparcia. Nie wahał się mi o tym powiedzieć….
Każdy stan chorobowy świadczy o zaniedbaniu ze strony rozumu… Organizm nas zawsze ostrzega, a my zachowujemy się jakbyśmy byli robotami… I dopiero silny ból zmusza  nas do przyjrzenia się i odwiedzin specjalisty… Nie raz to przerabiałam…. I dalej się zapominam….Większość Francuzów, idzie w drugą stronę i bardzo często zwykła migrena powoduje  panikę i zwolnienia lekarskie…. Skoro państwo płaci, to, dlaczego nie korzystać…. To oznacza, że rzadko słuchamy, co piszczy w naszym  organizmie, za to nie mamy problemu z powtarzaniem plotek, mieszaniem się w nie swoje sprawy… A jeżeli chodzi o wysłuchanie tego, co nasz organizm mówi, to mamy duży problem….. Myślimy, że leki nas uzdrowią, ze wszystkich chorób, lub też w ogóle ich nie bierzemy…. Tak źle i tak niedobrze… Lekarze, nie zawsze mają rację, a my tym bardziej jej nie mamy, bo się nie interesujemy zdrowym trybem życia…
Jest wielki bum na zdrowe odżywianie, jakby nowy kontynent odkryto… I płaci się za to słone pieniądze…. Detox kosztuje, coach kosztuje…..
Człowiek głupieje, musi płacić, aby odkryć, że żyje.!!!!! … ze ma serce, które potrzebuje wsparcia, i inne organy, bez których nie istnieje…. Odkrycie stulecia.
Sama odkryłam siebie, jak moje płuca odmówiły posłuszeństwa, miałam wiele szczęścia, że trafiłam na lekarza, który wskazał mi drogę, i nie chciał ani centa….
Teraz kręgosłup prosi o wsparcie, i znowu trafiam na super ekipę fizjoterapii….
Pierwsze spotkanie z Amirem , sprawdzał stan mojego kręgosłupa, i ustalił plan ćwiczeń. Spokój emanował z niego, ton głosu łączył się z gestami.. Już wtedy wiedziałam, że jestem na odpowiednim miejscu…. Zanim odpowiedziałam na jego pytanie, czego od nich oczekuje, odpowiedział mi….. Jedynie, co mogłam zrobić to odpowiedzieć: właśnie o to mi chodzi….
Jestem leniem, co do ćwiczeń, dla mnie kilka minut tego samego ćwiczenia jest męczarnią. Dlatego kocham wypady w naturę, krajobraz ciągle się zmienia…. Jasne nie zawsze mogę sobie pozwolić…
A więc postaram się skorzystać z aqua gym i wynieść dobre maniery, aby mój kręgosłup  nie miał powodu do denerwowania się…..Jako że recepcjonistka miała przerwę Amir zapisywał mnie, akurat ten tydzień był zapewniony, aczkolwiek mój bohater dnia nie rezygnował. Powiedział kilka razy, że jest optymistą, a więc wierzy, że znajdzie wolny termin. Chwilę mu to zeszło i znalazł…. (Była także recepcjonistka przez chwilę, niezbyt optymistycznie nastawiona, nie wierzyła, że się mu uda ….A jednak….
Jego determinacja, chęć znalezienia, (równie dobrze mógł przełożyć na następny tydzień,) dał  mi przykład, aby tak szybko nie rezygnować…. To była pierwsza lekcja….
Zaczęłam od ćwiczeń w balneo… Taka duża wanna z jacuzzi
Pan o pięknych oczach, i ciepłym uśmiechu powitał nas. Było nas kilka osób, w tym dwóch młodych ludzi (nie czułam się tak staro wśród nich) Na początku było ok, pod koniec troszkę się zmęczyłam. Jako że stawiają na autonomiczność, fizjoterapeuta kilka razy zostawił nas samych (zastanawiam się jak sobie z nami poradzi, stojąc przy basenie)  Usilnie starałam się robić ćwiczenia, jak nam pokazał… Hm..
Jego umiejętność uwagi i skupienie się na każdym z nas mnie zauroczyła… Każdy z nas miał inny problem, i obserwując moich sąsiadów, zdałam sobie sprawę, że jestem najmniej doświadczona bólem kręgosłupa….., Niektórzy mieli problemy podnieść wyżej nogę, widziałam ból w ich oczach. A mnie chciało się tańczyć, jedynie zapach chloru mi przeszkadzał….. Mój, bohater dnia dzisiejszego bacznie mnie obserwował, i świetnie dawał sobie radę zwracając mi uwagę….Miał na oku nas wszystkich. Kolejna lekcja – uważność połączona z cierpliwością….
Na końcu usłyszałam od mojej sąsiadki: czyż to nie jest piękne, mamy za darmo takie ćwiczenia…. Wdzięczność, pokazała swoje rozświetlające oblicze…… I takich ludzi mi potrzeba….
Kilka dni później, masaż z Amirem…. Muzyka idealna, połączenie jazzu i pop….(Nie przepadam za typową muzyką relaksacyjną) Świetnie wkomponowana w świat relaksu i odprężenia…. Próbowałam odnaleźć kontakt z moim organizmem, wsłuchując się w jego rytm…. Amir swoimi rękoma uciszył ból, otworzył przestrzenie pustyni rozumu, który ciągle chce mieć rację….Mój rozum na chwilę zamilkł..Amir ma silną osobowość i urok, skoro udało mu się ,mnie zanurzyć w piasek pustyni, na której widać miliony gwiazd… Odkryłam przestrzenie, których nie znałam..  Na końcu miałam spotkanie z poduszka ciepłego powietrza a pod pykające elektrody
Rozmawiam z moim sercem.
Zostałam sam na sam z szefem organizmu. Byłam u niego na dywaniku…. Bardziej na kawie, w przytulnej knajpie, siedząc na kolorowych poduszkach, piliśmy  naturalne soki…. Z dodatkiem mięty… Zaskoczona, zdumiona, odkrywałam przestrzenie błogiego spokoju…
Serce się uśmiechało, nawet rozum nigdzie nie gonił, plecy mi gratulowały, płuca próbowały odnaleźć swój rytm…
Prawie usnęłam…. Gdy delikatnie drzwi się otworzyły, wcale nie miałam ochoty wychodzić z tego pokoju….
Takie chwile mają głęboki sens. Nawiązałam kontakt z sercem. A to bardzo wiele.
Kolejna lekcja – nie żałuj na czas dla siebie, w mądry sposób go wykorzystuj….. I bądź delikatna dla siebie, a będziesz dla innych… Ostatnio to słowo mnie przytula, zaczepia, prosi o przyjęcie….
Miałam chwilę, aby usiąść w parku, a później w pracy spokój we mnie się instalował…. Co wcale łatwe nie jest…
Do następnego tygodnia, kolejna lekcja w wodzie z panem o łagodnych oczach.

czasami życie pozwala na czerwony dywan, miliardy gwiazd, dziecięcy zachwyt ,zielone przestrzenie oazy na pustyni i nieoczekiwaną rozmowę z własnym sercem.

Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

Wtedy jednak nadejdzie On i swoje własne jarzmo, przeniesie na twoje barki. Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

Św. Jan Paweł II

To nie przypadek, ze dostałam akurat niedzielę wolną, gdy Pomost prowadził Drogę Krzyżową. To nie przypadek, że to była niedziela Radości…   Bóg w swoich interwencjach mówi, że…Jest Dobry…. I nikt Mu łaski nie robi….. Dlaczego tak łatwo, nam przychodzą pretensje, a tak trudno dzielenie? Tyle zmarnowanych talentów..!!. Tyle słów bez pokrycia!

Brak komunikacji dzieli….

Chcesz poczuć sekundy szczęścia…?

Podziel się!  Opowiedz swoją historię, poczuj jak toksyny opuszczają ciebie… Poczuj smak życia!
Pomost wciąż jest dla mnie ważny. Dlaczego? Nie mam pojęcia…. Tak samo, moi przyjaciele, są dla mnie, iskierkami szczęścia. Ogrzewają zmarznięte dłonie, tamują wewnętrzne krwawienie. To troska, jest najlepszym lekiem! Troska!

Paris, powitał mnie słońcem. Pyszny obiad w rodzinnej atmosferze, zapowiedział dobry czas. Wieczorem, Droga Krzyżowa animowana przez Pomost…. Chłopcy nieśli krzyż…. Światło towarzyszyło nam. Aniołowie tańczyli…. Na początku, mała ilość ludzi mnie zaskoczyła….A na końcu, pomyślałam sobie, że mieli być, ci, którzy byli. Odpowiedzieli na zaproszenie Stwórcy….I mam nadzieję, że Stwórca dotknął ich serc…. Bo dotknął mojego. Co niektórzy zostali w domu, reszta była posłuchać ks. Pawlukiewicza, który prowadził rekolekcje, a my, w tym samym czasie, w rożnych miejscach, prowadziliśmy drogę krzyżowa.

Sam,Bóg dawał nam rekolekcje… I zrozumiałam ważną rzecz: możesz być pobożny, jeździć na wszystkie pielgrzymki, i możesz nie spotkać się z Bogiem..
A możesz, pozwolić Mu, odkryć nieznane przestrzenie wiary i uśmiechając się do siebie,wzruszyć się Jego Obecnością.

Człowiek bez domu, potrzebuje poczuć nie tylko syty brzuch, ale i delikatne słowa, dostrzec błękit nieba w spojrzeniu. I potrzebuje , szlachetnej obecności, która zlewa się z promieniami słońca, kruszy kajdany oskarżających spojrzeń; Jesteś nikim… Ty już nigdy się nie zmienisz…
Chłopcy byli, elegancko ubrani, przejęci, wyzwaniem, jakie dostali. W takich momentach, jakiekolwiek różnice zanikają. Nie ma biednych, ani bogatych, nie ma lepiej ubranych, lepiej wykształconych.

Przed Stwórcą, wszyscy jesteśmy równi.

Moc w słabości się doskonali.

Wystarczy ci mojej mocy… .

Tylko, współczesny świat, słabeuszy nie trawi. Liczą się znajomości ,a nie kompetencje ,dyplomy ,a nie umiejętność pracy w ekipie .Liczy się zysk, a nie urodziny pracownika, jego smutki i radości.

Tyle organizacji charytatywnych, a coraz więcej bezdomnych….

Gdzie tkwi problem?

Jak wyjść z sytuacji, która przerasta człowieka, stawiając, go , w obliczu nienawiści, kłamstwa, chamstwa?

Podczas celebracji Drogi Krzyża, panowała piękna CISZA, w której było miejsce na odkrywanie, miejsca spotkania z Bogiem….

Św. Jan Paweł II i św. Augustyn, pomagali nam zrozumieć samych siebie.

Sam Bóg, zatroszczył się o nas.Wszystko było ważne. Każde wypowiadane słowo, każdy gest.

Krzyż pachniał wolnością. Krzyż oddychał naszym cierpieniem. Spotkaliśmy się z Szymonem, Weronika. Maryja, torowała nam drogę do Mistrza. Krzyczący tłum, przypomniał nam, nasze zachowanie, nie zawsze godne do naśladowania.Mistrz cierpiał, a my próbowaliśmy, przestać myśleć o swoich problemach, choć na chwile, poczuć Jego spojrzenie,usłyszeć; Twoje  Zycie ma sens!!!!

W obliczu cierpienia, pobożne miny, możemy schować do kieszeni, czekoladki nie wystarcza, ani pieniądze nie pomogą. Przychodzi taki moment, gdy stajemy twarzą w twarz z cierpieniem, którego unikamy…. Wtedy, albo przeklinamy, albo wdrapujemy się na drabinę akceptacji, która ,nie ma nic wspólnego z rola ,jaka często odgrywamy w życiu…

Nikt nie jest samowystarczalny, a często tak się zachowujemy…. Przezwyciężenie strachu, jest wielkim krokiem naprzód. Jest początkiem, zapalenia lampy, oświetlającej ciemności, wstydu, chronicznego smutku, samotności. Potrzebujemy siebie nawzajem, aby przytulic swoje, niekochane życie….

Dbanie o innych, tworzy kreatywność, uczy pracy w ekipie, jak Jezus, nie siedzi w ciepłych kapciach, przed telewizorem, i nie narzeka ze świat jest zły. Wypływa na glebie.

Sukces i porażkę traktuje jednakowo……

Każdy ma prawo, aby poczuć się szczęśliwym!!!!!-Usłyszeliśmy z ust JEZUSA

Czy jesteś szczęśliwy???

Jeżeli, tak, to czy dzielisz się, tym szczęściem z innymi???

Św. Jan od Krzyża, powiedział- „Ci, którzy są bardzo aktywni i którzy myślą objąć cały świat swoim kazaniem i swymi zewnętrznymi dziełami, niechaj pamiętają, że byliby bardziej pożyteczni dla Kościoła i znacznie milsi Bogu, nie mówiąc o dobrym przykładzie, jaki by dali, gdyby, chociaż połowę czasu spędzili z Nim na modlitwie”…..

Bezdomni potrzebują twojej Obecności.

Postaw się na ich miejscu.

Co czujesz??

Być może wtedy…….

 Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

I będziesz miał sile, aby podarować wolny czas…..

Trudna sztuka bycia uczciwym w chorobie

Koleżanka z pracy ma raka płuc. Lekarze dają jej kilka miesięcy życia. Byłam ją odwiedzić w szpitalu. Do końca nie wiedziałam jak się zachowam. Można się przygotowywać, a i tak emocje zrobią swoje. Trudno być naturalnym, wobec cierpienia, które odbija się się w oczach chorej osoby. Wchodząc do pokoju, czułam spokój, ucieszyła się. Walczy o życie. Czy starczy jej sił? Cierpi, pomimo morfiny, którą dostaje… Cierpi, ale nie skarży się. Jest świadoma. Powiedziała mi; widocznie, mam przejść przez te wydarzenia…. Mocne słowa!!. Jest osobą, dyskretną i ciepłą. Rzadko,kiedy, mówi źle o innych. I tak, też cierpi. Nie chce robić nikomu kłopotu. Jej wewnętrzny spokój, jest jej jedyną siłą. Jej twarz emanuje- zgoda na wszystko. I ta zgoda ją kołysze, jest jej  przyjacielem. Ciało słabe, waży ok 30 kg, każde dotknięcie ją boli. Jednak walczy!! Dla swoich wnuków. Chciałaby jeszcze z nimi pobyć, patrzeć jak dorastają… Sens cierpienia. Nie słyszałam, aby się skarżyła :Dlaczego ja!!!!Złamali jej obojczyk (powiedziała; on nie chciał) W pewnym momencie, źle się poczuła.  Młoda lekarka nie za bardzo wiedziała, co ma robić,dwie pielęgniarki, tym bardziej. Próbowały jej zmierzyć tętno, i się nie dało. Dziewczyny, może z bezsilności, a może z braku doświadczenia, były ospałe. Lekarka ukrywała bezsilność. Dopiero wchodzi w świat umierania i ratowania… Nie łatwo jest pracować z chorymi… Każdy lekarz, pielęgniarka musi zmierzyć się z własnym lękiem. Przejść samotnie, jak pacjent, wtedy,empatia miesza się z uczuciem: widocznie miał przez taką drogę przejść. Jedynie praktyka uczy. Taką dojrzałość i pasję ma mój lekarz -szef pulmonologii. Chantal, daje rady. Jest pacjentem, dającą siłę lekarzom, którzy dopiero, co zaczynają widzieć strach w oczach swoich pacjentów. I widzą swój, widzą bezsilność, i albo stają się jak skały, albo stają się towarzyszami-jak mój profesor….. Udało mu się, nie zatracić woli życia. Karmi nadzieją, bo ją ma w sobie, karmi światłem, bo ma je w oczach. W przysiędze Hipokratesa jest napisane:(w orginalne)”W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją”. Przez stulecia zmieniła formę…. Czytając tłumaczenie z oryginału, jest w niej dużo więcej ciepła i szacunku do życia, niż w obecnej formie… Niby to samo. Medycyna, nieustannie się rozwija, a człowiek, wciąż nie może sobie poradzić z cierpieniem.Lekarze, koncerny farmaceutyczne, bogacą się na chorobach. Hipokrates, usunięty. Liczą się cyfry. A pacjent, nie ma nic do powiedzenia… Mojemu lekarzowi, udało się przejść ponad układy drabiny hierarchii głupoty. Pozostaje, wierny przysiędze: „ W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją”. I myślę, że ,to jest jego kolejny sekret, który odkryłam…. Chantal, widzi niebieskie niebo. Cierpi, nie zwracając na siebie uwagi. Jej dzieci są przerażone. Mogą brać przykład ze swej mamy. Mogą być dumne z jej postawy. Syn, wychodząc, powiedział mamie; kocham Cię… Słowa, które leczą ducha, słowa, które oczyszczają emocje, jeżeli są wypowiedziane prawdziwie. Najgorsze, co może spotkać chorego, to użalająca się obecność. Byłam w szoku, jak usłyszałam od jednej koleżanki z pracy: nie pójdę jej odwiedzić, bo nie chcę jej widzieć w takim stanie…. Jasne, nie musi…. W słowach jesteśmy tak dobrzy, wiemy, co drugi ma robić… A gdy mamy spojrzeć cierpieniu w oczy to uciekamy, jak tchórze…. Możemy sobie tłumaczyć… Zawsze znajdzie się powód. Dobre rady, wtedy stają się bezsensowne… Nasz mózg, nie jest tak mądry jak myślimy….a może, dlatego że, zapominamy ” W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją”. Taką przysięgę mozemy  wszyscy przestrzegać.. W cierpieniu wszyscy jesteśmy równi.Wszyscy potrzebujemy niebieskiego nieba. Wszyscy życzymy sobie zdrowia,a moze warto by zyczyć..sił….bo nie znamy…jutra….. Niech radość Cię, nie opuszcza. A nadzieja ochroni cie…gdy nagle usłyszysz:.twój stan zdrowia się pogarsza…. I zamiast narzekać na lekarzy, pomyśl o nich,mają misję, trudną misję…. Ze śmiercią jeszcze nikt nie wygrał. Żaden człowiek.

AUTORYTET BEZ KOMPETENCJI NIE MA ZADNEJ MOCY

Kompetencje bez autorytetu, są tak samo bezsilne, jak autorytet, bez kompetencji.
Kolejny piękny dzień. Słońce rozświetla ciemne zakamarki duszy.
Rozpoczął się post, czas refleksji nad istnieniem.
Kto, jest ważny w moim życiu?  Czy potrafię, wytrwać, rezygnując, z tego, co lubię? Czy te 40 dni, coś jeszcze dla mnie znaczą?
Mądre pytania zadał, biskup Nicei- André Marceau, podczas celebracji środy popielcowej.   Jak być współpracownikiem Boga, naszego Stwórcy??
Kto jest naszym bratem?  Jak pomagać, by nie krzywdzić, aby inni chcieli, a nie ciągle musieli?
Jest wielka przepaść, między „chcieć a musieć. Często, tej przepaści, nie widzimy,zmuszamy sIebie samych, terroryzujemy rodzinę, współpracowników.
Widzę to w pracy, każdy w swoim kącie, minimum wysiłku.
Presja, lęk, lenistwo -zmora, która wysysa ochotę do życia.
W ubiegłym tygodniu, zostałam zbombardowana smutnymi wieściami: wujek w szpitalu, babcia źle się poczuła, mąż koleżanki spadł z drabiny, koleżanka z pracy ma raka, śmierć w rodzinie… Trudno pozytywnie myśleć, w obliczu tylu wydarzeń.
Czas śmierci, jest wliczony w życie. Do niej nigdy się nie przygotujemy, nawet, jak dana osoba choruje…
Dostając „groźbę śmierci”, mam inne spojrzenie, na życie… Uczę się je kochać. Pewnie, łatwo nie jest.Aczkolwiek, przestałam użalać się, nad sobą, nad chorym człowiekiem, czy też zmarłą osobą..
Wiem, że to nic nie da, wiem, bo, mój profesor, podczas pierwszej wizyty-patrząc na mnie, pokazał mi, że, mam siłę, że, tomograf się pomylił. Zycie zasługuje na miłość. Zaopiekował się mną, tak jak robią  to  ,Anioły-nasi przyjaciele…. I wtedy wiele się zmieniło…. I wciąż zmienia….Wyrażam na to zgodę, jest to współpraca lekarza i pacjenta. Szukając źródła, wyrywa toksyczne skutki choroby z korzeniami (dlatego to tak długo trwa )
I miałam też radosną rozmowę z Asią, przypomniała mi o zaufaniu,o  naturalnej  potrzebie dzielenia się!!…Tak sobie myślę ,że w żyłach Asi zamiast krwi płynie, niczym nie skażona radość.
Psychiatra, Christophe André, nazywa takich ludzi- szczególnie uzdolnionymi, którzy są ubrani w zbroję szczęścia, radości.  Asia ma 20 lat. I to jest piękne, że mogę uczestniczyć w jej życiu, że dzieli się ze mną, tym, co dla niej ważne.
(Nie otworzysz konserwy palcami.)I tu wkracza „Chcę.”
Tworzy się zaufanie..
Nie możesz też, bezmyślnie wszystkim opowiadać o sobie…. Albo trafisz na złodzieja, albo cię wyśmieją. Za naiwność się płaci.
I miałam kilka dni, które przypominały mi o moim stanie zdrowia. Płuca, wciąż się wściekają. Hm, nie za bardzo je rozumiem. Moim tłumaczem jest mój lekarz…. Uspokoiły się, gdy, go zobaczyły. Kolejne spotkanie, kolejna lekcja, kolejna niespodzianka.
Spotkaliśmy się, przed szpitalem, przywitał się ze mną…. Panie z sekretariatu, mają czas… Są sympatyczne, aczkolwiek nie chciałabym z nimi pracować…. Za to z profesorem, tak…… Sam o sobie mówi, że, lubi porządek,bo medycyna tego wymaga…. Po badaniach, czekając na wizytę, rozmawiałam z panem, który ma większy problem z płucami,niż ja…. I  jego żona , nie dała rady..odeszła ….nie chciała się nim zaopiekować. Ten pan, ma ponad 60 lat…. W obliczu cierpienia, bliskich, gdy nie mamy oparcia, w lekarzu, najbliższych, przyjaciołach, gdy próbujemy sami walczyć… W którymś momencie, albo odchodzimy, albo stajemy się złośliwi. Depresja gotowa do ataku… Dlatego, ważna jest formacja lekarzy, serwisu medycznego, by w kryzysie, bezsilności, nie uciec, nie pozwolić  beznadziei zaistnieć.Pr. Marquette , nie zmienił swojej postawy. On też, ma zbroję” pasji” na sobie. Emanuje radością .Przy nim, milknę, wszystko, co ważne, przekazuje mi, bez słów.
Komunikujemy się dzięki, pasjom, jakie mamy. Mówimy ,tym samym językiem.   W jego żyłach, płynie pasja, ratowania człowieka.Jest gdzie ma być. Tym razem temat lekcji; Zaufanie…
Wyczuł mały szmer w płucach…Spojrzeniem przytulił, wypchał w ramiona natury…. Zachęcił do mojego ulubionego zajęcia; szukania piękna przyrody….Dodał odwagi, i to jest klucz motywowania. Klucz do wypłynięcia na głębię. Jak zawsze, student medycyny, czerpał inspiracje….(Przy okazji i ja…),jak  niesamowity jest nasz organizm) Wszystko, co w nas jest, czemuś służy…. Nie ma zbędnych organów… Każda krwinka, komórka, służy człowiekowi..Jego tłumaczenie ma głęboki sens. Nie jest, chwalipiętą. Jego celem, jest zarazić, młodych lekarzy, pasją konstruowania życia pacjenta. I za każdym razem, mówi, ze jestem dzielna…..  (no i tu mnie ma,)   Łagodnieję, i brakuje mi słów…. Podziwiam jego obecność, jeszcze bardziej…. I doceniam…. Jestem, tam gdzie mam być.
Co może być ważniejsze, od spotkania pełnego we wzruszenie, podziw, wdzięczność???
Zrozumieć niewypowiedziane. (Wystarczy chwila Obecności ,z człowiekiem, który ….I tutaj moja lista wciąż się powiększa, wciąż znajduję coś nowego, wciąż, mając przykład pr. Marquette, uczę się, w co inwestować, a co zostawić…. I to wszystko, dzięki Zaufaniu, jakie w sobie nosimy, i wyrażamy je w słowach, i gestach….i moje zmęczenie,spowodowane niewydolnością płuc, nabiera sensu…Nawet toksyczne eozynofile (w moim przypadku,zwiększona ich ilość ma działanie toksyczne,i czepiają się płuc) nie jest aż tak groźne (jak tłumaczył studentowi,to tak jakby je widział,była to opowieść,a nie wyuczone z książki…..)aż chce się sluchac….Majac kompetencje i autorytet…..Ratuje człowieka.
Niech, te 40 dni przyniosą,Zaufanie- mądrości serca, i niech dłoń nasza, zaciśnie się w dłoni Stwórcy, aby już nigdy jej nie opuścić….

Przepis na udany dzień

 

  Stowarzyszenie Pomost- Passerelle, istnieje 10 lat.
Wraz z polskimi dyplomatami, zostało zorganizowane, sympozjum o bezdomności, które odbyło się  4 lutego, w Ambasadzie polskiej.
Pan Ambasador- Dariusz Wiśniewski RP w Paryżu, wraz z Konsulem Generalnym - Hubertem Czerniukiem , oraz  wicekonsul – Marią Giryn,  otworzyli  drzwi ambasady, by podjąć konkretne decyzje, wspólnych działań na rzecz bezdomnych polaków w Paryżu. Obecni goście z Polski ; Rzecznik Praw Obywatelskich –Adam Bodnar , koordynator ds. projektów regionalnych- Andrzej Stefański , oraz, dyrektor Misji Kamillanskiej- Adrianna Porowska, Iwona Warzyńska, a także, lekarka , specjalizacja od uzależnień- Małgorzata Cypryk-Kosim, dr Anna Kurzeja terapeutka i założycielka Pomostu,Marta Libura , zabrali glos ,by zacieśnić współpracę miedzy stowarzyszeniem a polskimi instytucjami zajmującymi się bezdomnymi.
Pracownicy Pomostu Wiola Tylutki i Sylwia Skalska podzieliły sie sukcesami i trudnościami w ich pracy.
Zaproszenie przyjął mer I dzielnicy,Paryża,Jean-Francois Legaret. Byli obecni przedstawiciele stowarzyszenia Aux Captif la liberation ,Francois Forestier, Samu social-Florence Grinon, prezes stowarzyszenia Mort de la rue -Nicolas Clement.
Zaproszeni, prelegenci, zgodnie stwierdzili ; ulica,to nie jest to miejsce na mieszkanie. Jedynym wyjściem jest współpraca, która będzie miała na celu zmniejszenie ilość osób na ulicy, przywracając im godność i szacunek do samego siebie. Pierwszym krokiem, jest wyciągniecie, tych osób z ulicy.
Poprzedniego dnia, wieczorem, ks. wicerektor PMK- Krystian Gawron , odprawił msze św. dziękczynną . Św. Paweł nam szepnął; „Niech trwa w nas braterska miłość. Nie zapominajmy też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę”. Tak jakby, niebo dawało nam rady, cieszyło sie razem z nami. Nie możemy sie poddawać ludzkim ocenom, mamy za zadanie, aby współczesny Herod, zadziwił się czynami, które są dziełem Boga. Chronieni w skrzydłach światła i nadziei, mamy iść pod prąd. Trzymając w dłoniach, resztki godności naszych podopiecznych, nie możemy milczeć. Nie możemy ich zostawić samym sobie, do tego potrzebujemy wsparcia. Potrzebujemy ludzi, którzy, mają odwagę porzucić swój ciepły dom, i spojrzeć ulicy prosto w oczy. Zobaczyć bezdomnego, jako człowieka- usłyszeliśmy podczas kazania…
Ile razy słyszałam; O, jak, wy dużo robicie…A wiec; Przyjdź i podaruj swój czas, stań sie bohaterem dla samego siebie. Podaruj swój wolny czas, a nie to, co ci zbywa.
Cichy krzyk cierpienia ludzi bez domu, był bardzo wymowny. Moment spojrzenia Stwórcy w oczy, i zadanie sobie pytania; co dziś robie dla innych….???
Pyszna kolacja, wzruszające wspomnienia, czas, braterskiej milosci. Czas radości, która uskrzydla. Goście z Polski szybko się zaklimatyzowali. Zgromadził nas wspólny cel. Było to krzyk ludzi. Ulica to dżungla, odziera z godności. Pomost-Passerelle, ma ważne zadanie, ważną misję do spełnienia, przemienia krzyk w pieśń radości.
Kanapka –pierwszy krok, spojrzenie w oczy pełne uważności –kolejny, Obecność, zapewniająca wsparcie – pierwsza pomoc, która jest niezbędna, aby obudzić chęć życia…… Spotkanie dawno niewidzianych osób, sprawiło mi niezmierną radość.
Pan Ambasador, Dariusz Wiśniewski, serdecznie nas powitał, zapewniając nas, o tym że, ambasada należy do nas ..Wspomniał o byciu do dyspozycji innych, nie licząc na nagrodę..
Mer- I dzielnicy Paryża, pan, Jean-Francois Legaret , mówił o współpracy miedzy instytucjami francuskimi a polskimi , palącej potrzebie konkretnej pomocy, bezdomnym, aby nie umierali na ulicach. W swojej działalności, popiera, otwarcie drzwi urzędów miasta, by wspólnie zadbać o najbiedniejszych. Dla niego, nie jest to problem,Jeden człowiek niewiele może. Podkreśił wielką rolę pracy wolontariuszy ,bez których nic nie może zrobić. Nie możemy, w XXI wieku, pozwolić, aby bezdomni stali się niewidzialnymi, nie możemy omijać, człowieka leżącego na ulicy.
Prezes stowarzyszenia Pomost, pani, Maria Warunek,powitała uczestników sympozjum. Z wielką dozą pewności i wiary w sens istnienia stowarzyszenia, zachęciła do współpracy. Warto być dla innych. Warto uczyć się dbać o tych, którzy tracą nadzieję.Piękno ambasady i ulica stały się sobie bliższe. Bezdomni, mieli swój czas, i nadzieję na kawałek dachu… Pomost-Passerelle ,marzy o polskim domu, dla bezdomnych.. Niech to marzenie się spełni. Odczytano list pana senatora, Ryszarda Majera, który nie mógł być na sympozjum.Senator, nie chce, by trudne sprawy społeczne były traktowane, jako margines polityki. Jest szansa na współpracę. Nadzieja, że, to sympozjum, nie będzie tylko wypowiedzianym słowem, tylko słowem, które przekształci się w czyn. Założyciele, Pomostu, Marta Libura , Zenon Pudłowski , mówili o początkach, o trudnościach, porażkach i sukcesach. O konfrontacji z brakiem miłości, o tym, że chore ambicje zawsze sie wkradną. W ekipie, ważna jest łagodność, koordynacja serca i rozumu. Wielu wolontariuszy, ciężko pracowało, poświęcając swój wolny czas. Uczyliśmy się braterskiej miłości, ona nigdy nie jest łatwa. Wydział konsularny daje nowe możliwości, ci, którzy stoją na straży Polaków i reprezentują Polskę, także widzą ogromną potrzebę uwrażliwienia społeczeństwa na bezdomność. Francois le Forestier z organizacji  Captif  la Libération,zwrócił uwagę na diaporamę, która rozgrzewała nasze serca, wspomnienia wracały, i pokazywały o tym jak wiele się wydarzyło Godność  jest integralną i sakralną całością człowieczeństwa. Wspomiał ze wzruszeniem św.  Jana Pawła II. Organizacje charytatywne nie mają zbyt wielkiego oparcia w świecie polityków. Wielkim problemem jest niewystarczająca ilość mieszkań socjalnych. Powiedział, ważne zdanie: Indywidualizm zabija naszą hojność. Braterstwo staje się wrogością. Bezdomni nas potrzebują, aby na nowo nauczyć się żyć w społeczeństwie. Pomost jest mocny w braterstwie, to ono daje sens naszemu życiu. I na koniec dodał, potrzebujemy innych, aby się rozwijać.
Wicerektor, ks. Krystian Gawron, mówił o apostolstwie humanizmu. O ludziach, którzy karmią motywacją niesienia pomocy , którzy zarażają kreatywnością, którzy nie użalają się sie nad losem bezdomnych, tylko niosą konkretną pomoc. Św. brat. Albert Chmielowski, nie bal się podnosić najbardziej osłabionych, wykluczonych.My także możemy dawać nadzieje  i radość. Każdy ma prawo do życia. .
„Nikt nie idzie sam do nieba
.Rozbić naczynie, zapach się rozejdzie.
Nie tylko będziemy Boga kochać, ale inni Go przez nas pokochają.
A to jest coś.- Dodał brat Albert
Rzecznik Praw Obywatelskich, pan, Andrzej Bodnar, w swojej wypowiedzi zaznaczył rolę, jaką ma do spełnienia. Pomoc, bezdomnym, stała się jego priorytetem. Rzecznik, stoi na straży przestrzegania prawa, i także poza granicami kraju. Ma na celu ,wpływ na władze centralne, pokazanie, że ,problem jest na większą skalę. Mówił o potrzebie współpracy z odpowiednikiem władzy w różnych krajach. Podkreślił wartość współpracy z organizacjami pozarządowymi. One wiedzą, co robić, co jest bardziej potrzebne. Próbuje przebić się i poddać nie tyle dyskusji, co i działaniu, wielką potrzebę wsparcia finansowego, takim organizacjom jak Pomost -Passerelle.
Pomocna dłoń, która, gdy jest dostępna rodzi społeczeństwo obywatelskie.Człowiek potrzebuje przestrzeni, aby wyjść z danego problemu. I zawsze wymaga wsparcia państwa. I ważne zdanie powiedział; Człowiek odważny, może przekroczyć każdą barwę polityczną, aby zadbać w szczególności o najbiedniejszych
Dyrektor z Misji Kamilianskiej , pani,Adriana Porowska, mówiła o praktycznym aspekcie pracy z bezdomnymi. Wezwaniem jest odnalezienie szacunku, dojścia do źródła problemu. A do tego potrzebne są warunki. Prawo rzadko chroni bezdomnych, często nie pasują do garnituru urzędnika. Nie można pomagać kosztem innych ludzi. Ważna jest ochrona pracowników socjalnych, a nade wszystko organizacje charytatywne.Podstawą jest lokal, kompetentni ludzie, szkolenia wolontariuszy, ana to potrzebne są pieniądze.
Psycholog , Samu –social, pani, Florence Grinon, także mówiła o ich pracy z bezdomnymi, o różnorodności kultur .17 Narodowości, zgłasza sie do nich. Niełatwa praca. A każdy szuka wyjścia z trudnej sytuacji.Stolica Francji przyciąga, ludzi za lepszym bytem. Zderzenie się z rzeczywistością, nie zawsze dobrze się kończy. Wszyscy oczekują natychmiastowej pomocy, wszyscy chcą pragną domu. Problem, który dotyka każde państwo. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni. Oskarżanie sIebie nawzajem, szukanie winnych wcale nie pomaga wyjść z danego problemu.
Pani dr. Anna Kurzeja , pracuje na uniwersytecie śląskim, terapeutka, zadała pytanie :jak zrobić, aby pomóc człowiekowi bez dachu nad głową? To, co pomaga, to podejście indywidualne. Aby poznać drugiego, potrzebna jest duża ilość czasu. A także podwójne spojrzenie. Negatywny obraz człowieka, jest tym, co widzimy od razu. Bezdomni są brudni, agresywni, śmierdzą i żebrzą. A drugi rodzaj spojrzenia, to zainteresowanie się ich historią, dotarcie do źródła tragedii.Mówiła o swoich badaniach, jakie robiła na terenie Paryża. Brak rodzica, bagaż doświadczeń, wskazuje pewną dyspozycyjność, znalezienia sie na ulicy i niechęci do życia w społeczeństwie. Aby bezdomny się otworzył na zmiany, potrzeba dużo czasu. Potrzeba głębszego spojrzenia. Wychodzenie z bezdomności łączy się z terapią uzależnień. Janusz opowiedział o pracy grupy wstępnej, która ma na celu wyjście z uzależnienia. Pierwszy krok, do życia w trzeźwości.
Lekarka,pani, Małgorzata Cypryk-Kosim , mówiła o swoim doświadczeniu pracy z uzależnionymi. Brak wsparcia ,jedynie pogarsza sytuacje, brak osoby kompetentnej, która pokieruje do odpowiednich instytucji, zabiera chęć życia.
Pracownicy Pomostu, pani, Wioletta Tylutki i pani, Sylwia Skalska, podzieliły się doświadczeniem pracy z polakami na ulicy. 1500, Interwencji rocznie. Główny powód przyjazdu -lepsze życie. Wielu umiera na ulicy. Jeden chłopak, który na ulicy spędził 8 -lat, powiedział; bez tego stowarzyszenia byłoby mu jeszcze ciężej. Szpitale, wychodzenie na ulice, liczne tłumaczenia, spotkania środowe, które są pogotowiem ratunkowym. Każdy może przyjść, może wypowiedzieć siebie, czasami po raz pierwszy od wielu lat, zostać dotkniętym przez troskę o niego. Mają łzy w oczach, albo wychodząc pełni agresji wracają, w ciemność ulicy, tam wiedzą jak się poruszać. Strach przed zmianą zwycięża. Są momenty, gdzie zwracają sobie nawzajem uwagę… Słuchają. I historia chłopaka. 23 lata na ulicy…Pewnego dnia ze strachu powiedział: pomóż Boże…. Nie wierząc w istnienie Boga, zwrócił na siebie uwagę niebios. Od dwóch lat nie pije, ma pracę, mieszkanie, od nowa nawiązał kontakt z rodziną. Żyje. Uczy sie kochać życie.
Ośrodek jest potrzebny zgodnie powiedziały pracownice Pomostu….
Prezes, Morts de la rue , pan, Nicolas Clement , opowiedział historię polaka, który niedawno zmarł na ulicy .Ten człowiek był znany Pomostowi, miał raka, został wyleczony i zginął pod kołami metra… Czyżby zbieg okoliczności? Sympozjum o bezdomności i wiadomość o śmierci bezdomnego polaka. Przypomniał nam o sobie, właśnie dziś, gdy zastanawiamy sie jak pomóc bezdomnemu? Co możemy konkretnie zrobić, aby człowiek wychodząc ze szpitala, miał gdzie pójść, a nie wracał na ulicę?
8 %kobiet jest na ulicy, to i tak dużo… Organizacja ma za zadanie, aby bezdomny, został godnie pochowany. Nie zdajemy sobie sprawy, jak wielu ludzi umiera w samotności i cierpieniu. Ulica zabija Odbiera godność.
Czy, to wszystko, co zostało powiedziane, zamieni się w czyn? –Zależy od każdego z nas. Dobre Słowo ma sens, gdy idzie za nim konkretne działanie..i każdy z nas jest zaproszony do współpracy opartej na dialogu… Inaczej będą to tylko slowa…….
Zarówno zaproszeni Francuzi jak i goście z Polski, zauważyli wielką wagę zadbania o wolontariuszy,terapeutów, to oni są siłą napędową stowarzyszeń. To oni, są na pierwszej lini walki o człowieka. Mocny akcent, o wsparcie ze strony polityków. Aby ci  którzy stoją na straży prawa, chronili najsłabszych. Aby ich krzyk, obudził i wstrząsnął światem.

KOLOROWY SWIAT ORGANIZMU CZLOWIEKA

Niestety moje płuca wciąż się buntują. Pertraktacje trwają. W człowieku, wszystko chce żyć ze sobą w zgodzie.
I właśnie to moje płuca już dawno próbowały mi powiedzieć… Tylko ich nie słuchałam… Nie miałam czasu..Praca była ważniejsza.. W końcu nie wytrzymały i na chwilę zatrzymały pracę całego organizmu… Groziły śmiercią…
Jednak zmieniły zdanie i podarowały mi piękny prezent –świadome istnienie. To, co znajduje się w ludzkim organizmie, nie jest zbyt estetyczne…. A jednak człowiek jest pięknym stworzeniem. Tylko rzadko patrzy na siebie z wdzięcznością…
Gdy wdzięczność z łagodnością przychodzą rodzi się świadomość.
Ja taką świadomość dostałam podczas mojej choroby… I wciąż ona wzrasta. Jest jak dobry przyjaciel. Moj lekarz, ziemski Anioł Stróż mi w tym pomaga.
Jego zawód jest jego pasją. Ma łagodny wzrok, przenikający każdą kroplę krwi.
Jego wizytówką jest mała ilość słów. Jego osobowość tworzy warunki, aby nie marnować danego mi czasu na ziemi… A mam go bardzo mało. Każdy dzień mnie o tym przekonuje… Mój brak sił  fizycznych, zmusza mnie do robienia wszystkiego w zwolnionym tempie… A czas nie stoi w miejscu…I wtedy doceniam dobrą organizację pracy. Uczę się jej, od mojego lekarza. Jako że lubimy się, jestem bardzo uważna w jego obecności, a ze jest także i profesorem i ordynatorem, to tym bardziej korzystam z darmowych lekcji.

Krótkie, treściwe, pełne słońca..

Ostatnia wizyta była trzy miesiące temu.. (Mamy się  widywać, co trzy miesiące, (dopóki nie będzie pewien..)·Wtedy mi powiedział: prawie jesteś zdrowa… I się nie pomylił…
Bo kilka tygodni przed wizytą, moje płuca zabarykadowały się. Powtórka ze stycznia… O tyle jestem mądrzejsza, ze wiem jak mam sobie z nimi poradzić..
I na kilka dni przed wizytą, nie mogłam się doczekać spotkania…Zmęczenie spowodowane niewystarczającej ilości tlenu w płucach, sięgnęło zenitu… Rozdrażnienie. Brak koncentracji… Wyniki pobrania krwi udowodniły podwyższone eozynofile… To one są odpowiedzialne za stan chorobowy…
Gdy tylko mnie zobaczył, już wiedział……·Tym razem podarował mi łagodność bez słów. Uśmiechem powiedział: Odwagi, jesteś dzielna. Jestem obok… I nie są to słowa rzucone na wiatr.
Łagodność jest bardzo potrzebna….  Z niej rodzi się zaufanie do siebie…
A mnie łagodności brakuje….
Może, dlatego to płuca a nie serce, czy też inny organ jest chory…Bo profesor Marquette ma klucze, do moich schowanych głęboko toksyn, które zatruwają zdrowe  postrzeganie rzeczywistości…Wie, że łagodnością można wiele, w połączeniu ze systematycznością i wytrwałością czynią cuda.
Widoczne, Stwórca ma dosyć mojego marudzenia i podarował mi nie byle, kogo, bo profesora, który pokazuje, jak wyjść z labiryntu toksyn, otwiera zardzewiałe negatywne emocje, niepotrzebne wyrzuca…. I daje mi narzędzia, jak sobie radzić w życiu codziennym….
Robi mi terapię, nie zadając wielu pytań. Niewielu ludzi tak potrafi… Jako że płuca są ostatnim ogniwem chorobowym, szuka ze mną źródła, nie tyle zaleczenia, co całkowitego wyzdrowienia… Jeszcze kilka lekcji mamy ze sobą. Ogromnie się z tego cieszę….

No cóż.. Co dwa tygodnie znowu będą mnie kłuć pobierając krew, i prosił abym wysyłała mu wyniki,a po miesiącu napisała do niego jak się czuję…. Zaskoczył mnie. Wiem ze chce mnie mieć pod kontrolą…. Aczkolwiek nie myślałam, że aż tak…Skoro już się pojawił na mojej drodze,to chcę korzystać z jego obecności…. W niej słowa nie mają zbyt dużego znaczenia…..Liczy się gest, łagodność, wdzięczność, ciepło, radość, stanowczość, spokój…. Nawet wtedy, gdy choroba wygrywa.  Jak to robi.?? Na to pytanie próbuje sobie odpowiedzieć….
Jeszcze nie znalazłam odpowiedzi… Dziś mnie tak zaskoczył, że zapomniałam go o to zapytać… A miałam taki zamiar….
Choroba może być błogosławieństwem, gdy prowadzi mądry przewodnik… Taki, który nie wątpi, trzyma mocno za rękę i ani na chwilę nie spuszcza z oka…. Ani na sekundę nie pozwala zwątpić w wyzdrowienie…Jego troska jest odpowiedzią na moje wątpliwości..Z takim lekarzem, wyzdrowienie jest na wyciągniecie reki….Reszta to moja świadomość, zmienienia starych nawyków, zdrowego odżywiania, więcej radości, więcej szczerych rozmów, mówienia z łagodnością, wyrażania swych emocji bez lęku….
Interesując się komunikacją między ludźmi, nie myślałam, że doświadczę na własnej skórze, jak ważna jest współpraca z własnym  organizmem…. Aby powstała harmonia pełna współpraca jest konieczna. A to wymaga czasu, odwagi, i intuicji. I mądrości przewodnika. Na początku jest potrzebny, taki prawdziwy, który nie rości sobie prawa własności. Jest przezroczysty, jak źródlana woda.  Taki jest mój ziemski Anioł Stróż..  Nie mogę go nie posłuchać…To tak jakbym się odwróciła od swojego życia….. Precyzja chirurga. Z wrażliwością artysty maluje moją rzeczywistość, pokazując zdeformowane ,  czarne myśli, emocje… Antidotum na narzekanie na innych. Nie możesz cofnąć czasu. Możesz  nie popełniać tych samych błędów. Możesz dziś zachwycić się…Bez powodu..

Znajdz czas na milosc-to uroda zycia

Wakacje -czas powrotu do beztroskiego dzieciństwa. Nic nie muszę, cieszę się każdą chwilą, żyję a nie wegetuję…Jest jedno”, ale”…. Nauczeni odgrywać rolę, często mijamy się z radością bycia na wakacjach. Bo za mało, bo za dużo, ciągle nam coś nie pasuje…. Terroryści nie pozwalają pojechać wszędzie, gdzie byśmy chcieli…. Brak pieniędzy odgrywa dużą rolę….
W tym roku Asia również zawitała do swojego taty, wraz ze swoim bratem Tomkiem. Dwoje młodych ludzi, z którymi wielką radością jest spędzać czas. Szkoda czasu na negatywne myśli… Zabrałam ich na rundkę po Cap Ferrat.  Słońce dawało czadu. Fale rozbijały się o brzeg. Potężne mury i kamery pilnowały wstępu do najdroższych willi. W ubiegłym roku willa 60Om została sprzedana za 130 milionów euro…
A my spacerowaliśmy i za darmo rejestrowaliśmy oczami widoki. Natura nie każe płacić. Piękno ukazuje każdemu, kto chce je zobaczyć. Zapomnieć na chwilę o wszystkim i pozwolić sobie na zachwyt…. Jak często o tym zapominamy?..·I wieczorem bal pompiers. Czyli impreza zorganizowana przez strażaków z Nice. Chłopaki pokazali klasę…. Cały rok, ratują ludzkie istnienia, narażając własne życie… I raz w roku robią imprezę…. W całej Francji, zawsze13,14 lipca… W Nice impreza była 11 lipca… Zrobiona z rozmachem, w plenerze, z wielką sceną i artystami… Byli rapowcy, była grupa z Nice, było disco, i Corona- słynna w latach osiemdziesiątych. Zaprosiła na scenę dzieci, a one szalały, roześmiane od ucha do ucha… I był Remy-młody człowiek z Nice, strażak -wolontariusz. Powstała piosenka i Remy ją śpiewa. Jest pełna radości, jest w niej przekaz… Dbaj o życie innych, bo nigdy nie wiesz, co wydarzy się  za chwilę…. Nie zostawiaj…Podnoś… Te słowa nabrały jeszcze większego sensu dwa dni później, gdy…. Tragedia zapukała do drzwi  Nice…. Jak odczytać wydarzenia pełne krwi?
14 Lipiec -chwile grozy i pytania, dokąd zmierza człowiek?
Zapowiadał się spokojny dzień, byłam pracy, a wieczorem na promenadzie miała być kolejna impreza i pokazy sztucznych ogni… Umówiona byłam z kuzynem i resztą  ekipy.. Los pokierował nami inaczej. Bóg oszczędził nam patrzenia na „ludzi bez życia „Morze płakało, silny wiatr ocierał łzy. Nice wstrzymała oddech. A cały świat wraz z wydarzeniami. Zamiast lazurowego wybrzeża… Było czerwone, od krwi niewinnych ofiar.
Pokazy sztucznych ogni były wybuchem radości. Nic nie zapowiadało tragedii….. Wiatr z czarnymi chmurami mruczał złowieszczo. Po pokazach rozświetlonych  kolorami, zadzwoniła Asia- Leszek źle się poczuł, a wiec nie zwlekając poszłam w ich stronę….·Prawdopodobnie uratował nas…. Byłam tam, gdzie zabili terrorystę… I miałam tam zostać…
Aby szybciej dotrzeć na umówione miejsce przeszłam na drugą stronę promenady… A ze jest szeroka, widziałam tylko i aż pędzący biały samochód… Jak w filmie akcji.  Przez moment wrosłam w ziemię. Nie byłam w stanie się ruszyć. Panika i uciekający ludzie, sprawił, ze zaczęłam uciekać… Schroniliśmy się na parkingu… Było obok mnie małżeństwo. Ona szlochała, a On dzielnie walczył, uspokajał ją. Pobiegłam za nimi. Ten mężczyzna, miał w sobie siłę, i nie poddał się panice. Jego spokój udzielił się i mi. Szok, łzy, niepewność, krzyki. Popłoch, agresja, strach. Takie emocje panowały. Wiatr przeszywał swym podmuchem. Czułam się jakbym oglądała film. Ale jak to…… Gdy przez moment widziałam kamionetkę… W myślach widziałam kilku terrorystów… A był jeden…. I zabił 85 osób…
I z tego parkingu… Uciekliśmy… Były bloki i przejście, na drugą stronę….Przejście do życia…. Zostało nam darowane… Mój kuzyn z dzieciakami i znajomi zostali uchronieni… Żyjemy! Oni byli  w samochodzie, w drodze do szpitala z Leszkiem…. Ja jednak wróciłam do domu. Ludzie szaleli ze strachu, złowroga cisza zapanowała nad Nice.

A ja wracając do siebie modliłam się za ekipę lekarzy… Wiedząc, że czeka ich trudna noc… Nawet nie chcę myśleć, co by było, gdyby kilku terrorystów zaczęło strzelać…. Jeden zasiał czarny strach… A co dopiero…. Papież Franciszek od dawna mówi, ze żyjemy w stanie wojny. Tylko w kawałkach. Nie boi się powiedzieć, ze każdego dnia człowiek zabija człowieka, i wcale nie jest terrorystą.
W którą stronę zmierza człowiek. Nice i okolice mają bogatych mieszkańców może to wcale nie przypadek… A może mamy obudzić się i zacząć dbać o drugiego człowieka. A nie „fukać „na niego. A może wrażliwość społeczną powinniśmy uczynić naszym priorytetem. I nie brać przykładu z polityków, którzy nieustannie obrzucają się wyzwiskami. Jakby to miało pomóc…. A może to i ja ponoszę odpowiedzialność za takie wydarzenia…
Dziennikarze jak hieny żerują na tragedii. Jak mało prawdziwych informacji dochodzi do nas. Empatia, gdzieś schowana. Liczy się kto pierwszy…
Łzy popłynęły dopiero na drugi dzień, gdy dotarło do mnie, że tragedia miała miejsce. Że otarłam się o śmierć…. Po raz drugi w tym roku.
A po nocy przychodzi dzień… Takich chwil, nie sposób zapomnieć, wiara pomaga nie zwariować, nie znienawidzić, a wręcz przeciwnie nauczyć się kochać Życie. Te wydarzenia przypomniały mi o kruchości istnienia. Zamiast dlaczego, pojawia się pytanie: co mogę zrobić, by przeżywać każdy dzień jako podarunek, a na każdego człowieka patrzeć oczami życzliwości?.. Nie jest łatwo. Myślę, że warto… Tyle telefonów, co wtedy, to nigdy nie miałam…. Szkoda, że w takich okolicznościach….
Minęło już chwilę czasu, jeszcze nie byłam… Tam gdzie śmierć zabrała wielu…
Tydzień później byłam na wizycie u mojego profesora… Szpital Pasteur był głównym szpitalem ratującym życie ludziom.. Pracowali dzielnie, walczyli o życia… I widziałam trumny…. Takie chwile odzierają z egoizmu, uczą pokory wobec innych…. Nie pluj jadem, chroń słabszych, uśmiechaj się do gwiazd. Skoro dostałaś kolejny dzień, bądź człowiekiem szlachetności…. Patrząc na trumny… W ciszy serca tak usłyszałam.
Życie zasługuje na szacunek. Inaczej potwory z nas wychodzą. ci, co zginęli, zapłacili cenę za moje życie… Chociaż ich nie znam, jestem im wdzięczna…. A Leszek, swoim złym samopoczuciem, tak jakby zawiązał nam oczy, abyśmy nie uczestniczyli, w jakże okrutnej zbrodni….. W ciągu kilku minut….. Anioł Stróż czuwał nad nami. Jeszcze więcej czasu z Nim spędzam, na wdzięczności….Najgorzej jest Narzekać, gdy za oknem słońce i gwiazdy tańczą …dla ciebie. Spójrz w niebo! Uśmiechnij się, do niego Pamiętaj, że jutro może ciebie już tutaj nie być. Pamiętaj o dobrych momentach,zal schowaj na dnie szuflady….