Laus-miejsce spotkania sie z prostota

DSC_0756Trzy dni wolnego, w tym niedziela…. Czas wolności, czas spotkania z niespodzianką…Wraz z przyjaciółmi postanowiliśmy pojechać, aby przypomnieć sobie o prostocie, o tej szlachetnej zapomnianej cnocie…Urodzinowy wyjazd dla Teresy, Robert dzielnie nas „karocą” przewiózł do krainy Spokoju….

„W maju 1664 roku w niezwykle malowniczej miejscowości Alp Francuskich, w okolicy Saint-Etienne d’Avançon, a dokładniej w dolinie Fours, siedemnastoletniej pasterce Benedykcie Rencurel ukazała się Matka Boża.
Benedykta początkowo nie była rada ze swojego zadania. Z czasem jednak, dzięki stałej pracy nad własnym charakterem, zyskała odwagę, by upominać tych, których dusze widziała w całej okazałości. W pełnieniu zadania pomagał jej Anioł Stróż, którego często oglądała twarzą w twarz. Razem odmawiali Różaniec. Razem też adorowali Najświętszy Sakrament. Anioł towarzyszył jej w codziennych czynnościach i chronił ją.
Gdy dziewczynę nękały demony albo była wyczerpana z powodu podejmowanej pokuty za grzeszników, Anioł Stróż pocieszał ją i dodawał otuchy.
Benedykta miała dar widzenia także innych aniołów. Często rozmawiała z Archaniołem Michałem. W maju 1681 roku, gdy leżała chora w łóżku, ukazało jej się aż czterech aniołów. Jeden z nich powiedział: – Jutro będziesz uzdrowiona. Musisz udać się do Laus. Misja nie może czekać. Nie ­zwlekaj.
Ponadto pomagał Benedykcie rozwijać życie duchowe. Uczył ją, że kiedy człowiek jest radosny, to wszystko, co robi, jest miłe Bogu. Kiedy zaś staje się zły, nie robi nic, co by się Panu Bogu podobało. Pośród prób i cierpień, Anioł Stróż był źródłem wielkiego pocieszenia dla Benedykty. Wtedy, gdy przychodziło zwątpienie i gdy wielu kapłanów przeciwstawiało się kultowi Matki Bożej z Laus albo pasterka przez wiele lat miała zakaz odwiedzania sanktuarium, Anioł mówił: – Laus jest dziełem Boga, którego nie może zniszczyć ani człowiek, ani diabeł. Będzie trwało do końca świata, kwitło coraz bardziej i przyniesie wszędzie wielkie owoce.
On również pozwolił jej zobaczyć to, co miało nadejść. Anioł Stróż pocieszał Benedyktę, kiedy była zdruzgotana po kilkukrotnej wizji Chrystusa ukrzyżowanego. Ona sama przez wiele lat przeżywała tzw. „ukrzyżowanie mistyczne” od czwartku wieczorem do soboty rana.”
Dopiero w 2008 roku, kościół uznał prawdziwość Objawień Matki Bożej, które trwały 54 lata, tyle ile żyła Benedykta….
W takim miejscu byliśmy…. Odpocząć od zgiełku myśli, zgiełku tego świata….
W sobotę pogoda nie zapowiadała się dobrze. Porządna ulewa nawiedziła Nice i okolice….Troszkę narozrabiała. Wjeżdżając w okolice Gap, DSC_0730słońce delikatnie stukało nam do okien, z autostrady było widać cudne kolory przenoszenia się słońca na drugą półkulę… Zatrzymaliśmy się w Gap, na kolację…. Pusto na ulicach, po chwili poszukiwań, usiedliśmy w klimatycznej knajpie…. Dobre naleśniki na słono, kir, porto i ciasto malinowe, wraz ze spokojną muzyką, zapoczątkowała nasze mini wakacje w odkrywaniu siebie i piękna wewnętrznego Pokoju…. Co łatwe wcale nie jest…. Trzeba się napracować, aby wybić toksyny jak karaluchy, które się mnożą i są odporne jak mało, który robak….

Benoîte, najpierw zaprowadziła nas do miejsca swoich narodzin, w końcu dotarliśmy do Notre Dame du Laus…. Potężne budynki mieszkalne zaskoczyły mnie…. Było ciemno, a więc dopiero rano mogliśmy spojrzeć górom w oczy i zachwycić się. Klucze czekały na nas w recepcji, plan sanktuarium z zaznaczonym budynkiem, w którym mieliśmy pokój. Dobra organizacja. Skromne pokoje przypominają o prostocie: jesteś tutaj, aby wrócić do źródła, przestać wciąż zbierać materialne rzeczy, zamienić je na bogactwo życia wewnętrznego…. Wygodnictwo zamyka oczy…. Lubię sukienki, i lubię buty sportowe, lub sandały, lubię usiąść na kawie, i na kamieniu…. Lubię spojrzeć w oczy drugiemu i naturze… Człowiek I natura uczą….. Z tym, że natura nie kłamie…. Jest tym, czym została stworzona. Perfekcyjnie robi swoją robotę….
Otwierając małe okienko rano, góry dały nam buziaka, zaprosiły do odkrywania tajemnicy tego miejsca.
Sanktuarium Notre Dame de Laus…. Maryja wybiera sobie odludne miejsca i prostych ludzi, aby przypomnieć nam o rzeczywistości, o  której często zapominamy….
Rozświetla drogę, daje Nadzieję, upomina….
54 Lata objawień, mówi samo za siebie. Czy Benoîte mogła sobie wymyślić??? Ta, która nie umiała ani czytać ani pisać?
”. Matka Boska poprosiła Benoîte, żeby zachęciła pielgrzymów, aby namaszczali się z wiarą olejem z lampki płonącej przy Najświętszym Sakramencie…. Jest możliwość otrzymania oleju do siebie….. Niby, co łaska, a preferencja od  5 euro….. (No cóż, wszystko, co człowiek przygotowuje kosztuje)… ·Sanktuarium skromne, z wielkimi obrazami Objawień, i niebiańskim Spokojem….. Maryja, powiedziała: „Idź do Le Laus, znajdziesz tam kapliczkę, z której unosić się będą piękne zapachy”….Zapach Pokoju Stwórcy. Grób Benoîte za ołtarzem, przed Tabernakulum, można podejść, uklęknąć, spojrzeć prosto w oczy Prostocie…. Maryja poprzez skromność i  posłuszeństwo Benoîte wskazuje na Jezusa…. I dla księży i dla wiernych. Upomina się o szacunek i wierność powołania każdego z nas….. Bądź tym, kim jesteś!!!
I msza polowa z udziałem biskupa. Uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego, z poświęceniem tornistrów. Piękna oprawa muzyczna i liturgii…. Po komunii chwila  ciszy i uwielbienia….Często księża zapominają, aby w mszę św. wpleść chwilę Ciszy…… Biskup powiedział: a teraz w chwili Milczenia, spotkajmy się z Jezusem, który jest teraz z nami, otwórzmy serca, a doda nam odwagi i radości…..
Było dużo ludzi, a więc obok księży rozdających komunię św., stała osoba z parasolem, obok nas stał ojciec z synem, ba oczywiście dzieciak nie mógł ustać w miejscu….Ojciec przywołał go, do porządku… Uczy małego bezinteresownej służby… Uśmiechnęłam się, jak często tak się zachowuje!!!!!!. Być może przekaz Maryi, jest takim przywołaniem do porządku…..
Obiad, w towarzystwie dwóch pań, jedna obeznana w polityce, wszystko, co negatywne opowiedziała… Druga przeziębiona, opowiedziała nam swoją historię choroby…. Próbując wyciągnąć pozytywy, cudne widoki mi w tym pomogły…. Jednak, te panie nie siedzą w domu, przyjechały, aby odpocząć….
Jako, że do deseru nie dają kawy (a była dobra tarta cytrynowa), obok jest bar, z tarasem, gdzie można w towarzystwie szczytów górskich napić się nie tylko kawy…. Jest alkohol nazwany Elixir Anioła, na dobre trawienie. Panie, usiadły razem z nami… Widocznie nasze towarzystwo im pasowało. Być może miały się poznać i pobyć razem.
I spacer śladami Maryi… Najpierw pierwsze objawienie, piękna rzeźba Maryi wskazująca na Laus i cudne widoki wkomponowane w dolinę….. Wszystko to dla ciebie, słońce  delikatnie muskało nas, budziło w nas wdzięczność…. Wszystkie zmysły rejestrowały obrazy, jakie natura wymalowała… To dopiero początek niespodzianek. Pogoda idealna do spaceru, a dzień wcześniej cały dzień padało….
A my kąpaliśmy się w słońcu, dotykaliśmy błękitu, rozmawialiśmy w ciszy serca z Aniołem, do którego  wdrapaliśmy się…. Ścieżka wiodła przez las, łatwa do pokonania….. Promienie słońca odbijały się od drzew i przenikały do naszej krwi. Oddychaliśmy powietrzem pełnym życia….. Wszelkie troski, stare urazy, niepotrzebne lęki zrzucaliśmy z góry….. Patrząc jak się roztrzaskują, nie oglądaliśmy się za siebie…
Anioł na górze czekał na nas….Majestatyczny, obrońca człowieka. Ten, który chroni nas przed złem, kieruje naszymi krokami, szturcha nas, gdy mówimy głupoty. Jego ręka skierowana na błogosławieństwo, każdego, który zatrzyma się przed figurą….I Maryja razem z nim. Niedaleko kaplica dawnej pustelni, w której pobyliśmy długą chwilę, aby kontemplując prostotę połączyć ją z naszym życiem codziennym.

Col de l Ange-miejsce , walki duchowej Benoîte, która została przeniesiona przez Szatana, na szczyt góry.Zostawił ją, tam w ciemności, i to właśnie Anioł oświetlił jej drogę, by mogła wrócić do swego pokoju.
I powrót, do codzienności, która nieustannie uczy.
Potrafić zostawić wszystko i wyruszyć, aby zapomnieć o sobie, to jest wyzwanie. Otworzyć się na niespodziankę zaskoczenia samego siebie, na usłyszenie czasami gorzkiej prawdy o sobie. Po to, aby, nie oszukiwać siebie, pozwolić sobie na luksus bycia autentycznym.
Teresa dmuchała świeczkę urodzinową w mango, w obecności figury Anioła i Maryi, na 1066m.n.p.m, …. Dlaczego mango a, nie ciasto…. A dlaczego nie, skoro Teresa lubi mango…..!!!
Nie możemy zapominać o robieniu niespodzianek, o radosnych emocjach, które ze sobą niosą…..W ten sposób zamykamy „nasze ego” w piwnicy….. Niech tam sobie siedzi…. I uczymy się być razem, w szlachetnym towarzystwie empatii I radości….
Benoîte nie miała łatwo, jak wszyscy prorocy. Świat nie chce, aby ktokolwiek go upominał. Świat woli niewolnictwo: pieniądza, kariery, kłamstwa..
.. A tymczasem, o wiele ważniejsze jest, gdy zrozumiemy, że,: „Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł” -
Czy tak potrafię?????DSC_0776

Sainte Agnès – miasteczko spokoju

DSC_0673

Ostatnio, moja duchowość łączy się z naturą.. A raczej natura uczy duchowości, prowadzi do…. Średniowieczne miasteczko Sainte Agnès, niedaleko Menton zachwyca widokami…Nosi miano” najwyżej położonego miasteczka nadmorskiego w Europie”, na 780m.n.p.m.
Wybudowane na skale, ma fortyfikacje Lini Magiota, ruiny zamku- twierdzy z XIII wieku, z panoramą bajkowych widoków na Lazurowe Wybrzeże….
Miasteczko jest pełne średniowiecznych uliczek, zatrzymanych w czasie….
Według legendy, włoska księżniczka Agnès, będąc w podroży, podczas burzy, znalazła schronienie w grocie. W podziękowaniu, ufundowała kaplicę o imieniu swojej patronki. Wokół tej kaplicy zamieszkali pierwsi mieszkańcy.
Dzień rozpoczęłam od plaży w Menton.
Mając długą chwilę w oczekiwaniu na busa do Sainte Agnès, zamoczyłam nogi w morzu…. Kolejny upalny dzień rozpoczął swoją pracę.
Moja wycieczka kosztowała mnie 10 euro, plus „piknikowe rarytasy” w towarzystwie bajkowych widoków… Tak, mieszkam w regionie, w którym zwiedzanie nabiera sensu, odkrywanie nowych miejsc staje się bliższe…
Poniedziałek, a więc pusto…Kot pozwalał nam się fotografować, leniwie leżąc, prawie na środku średniowiecznej uliczki…
Cisza, zero komercji… Tutaj mieszkają ludzie, którym nie zależy na zarabianiu i tylko zarabianiu. Chronią swoją prywatność…. Uliczki żyją spokojnie, mają w sobie tajemnicę, którą można usłyszeć… Odkrywaj mnie każdego dnia-szepczą. Wdrapałam się na szczyt miasteczka, gdzie są ruiny zamku – twierdzy….. Przede mną szła rodzinka, i tylko słyszałam:ŁAŁ….
Potrafili wypowiedzieć swoją radość, zachwyt , który i mnie oczarował…. Widoki na Lazurowe Wybrzeże….Także Włochy  można było zobaczyć.Do tego pięknie zrobiony ogródek średniowieczny…. Można było przenieść się do tamtych czasów…. Zobaczyć damy spacerujące po ogrodzie, rycerzy walczących o spokojne życie w miasteczku. Panorama zapiera dech w piersi, otwiera szeroko oczy i mówi: zobacz, jaką mam niespodziankę dla ciebie…..
Niebo, morze i góry – tworzą jedność, którą człowiek tak często odrzuca… Zawrotu głowy można było dostać, od koloru błękitu i zieleni. Kolejna lekcja zachwytu…. Nie miałam mapy, bateria w telefonie , po zrobieniu zdjęć padła, (chociaż tyle) I gdy szukając oznaczenia szlaku, którym chciałam pójść, nie mogłam go znaleźć…. Za to, znalazłam, kolejne cudne widoki, I restaurację z tarasem, z której można było się zapomnieć i, zostać tam cały dzień, podziwiając panoramę…
A za restauracją, rozpoczęcie szlaku, I ku mojemu zdziwieniu szlak św. Jakuba jest także…((Wiedziałam, że gdzieś w okolicach jest)  W pewnym momencie szłam ulicą, i oznaczenia się przestały pojawiać….. Hm, zrezygnowałam wracając do miasteczka….. No cóż wrócę innym razem… Wiele mnie to nauczyło…Bo wracając busem…. Zobaczyłam, że gdybym kontynuowała drogę natknęłabym się na oznaczenia….. No cóż, często rezygnacja zamyka drogę do przygody…..
Dobra lekcja, którą postaram się zapamiętać..
Będąc w Menton postanowiłam przejść do Monaco…. Idąc „Pomenade du Soleil”, samochody mi bardzo przeszkadzały, huk symbolizujący życie w mieście…. Ułatwiają życie, i robią dużo szumu…. W końcu ścieżka wybrzeżem i trochę cienia….Mając w głowie cudne widoki, usiadłam na ławce, a na drugiej starsza pani z panem, ona próbowała rozścielić sobie folię, by móc usiąść na ławce, aczkolwiek wiatr jej przeszkadzał i do swojego męża mówi ostrym głosem; pomóż mi, a on nie zrozumiał, o co jej chodzi i wziął jej torebkę, na co ona: nie o to ci kazałam zrobić…. Nie wiem, co ta pani przeżyła, że stała się zgorzkniała…. Piękno wybrzeża nie wygładziło jej osobowości….Jak często nie dostrzegamy piękna, które mamy przed sobą. Skoncentrowani na negatywnych przeżyciach, nie widzimy wszechobecnego niebieskiego nieba…
I kolejna lekcja, szlak się skończył… Tym razem, były jakieś roboty i trzeba było iść ulicą… Nie uśmiechało mi się wdychać spaliny, a więc postanowiłam wrócić pociągiem…. Jedyny automat, zepsuty…. No i zamiast do Nice, to wsiadam w drugą stronę…. Uśmiałam się, bo w końcu chciałam dotrzeć do Monaco, a więc dotarłam i to  za darmo.
Byłam zmęczona, aczkolwiek pomyślałam sobie, skoro już tu jestem, to zajrzę do księcia Alberta…
A tak na serio, chciałam odnaleźć spokój w katedrze… Bardzo lubię katedrę w Monaco… Jest przytulna, a zarazem majestatyczna. Akurat było pół godz. do mszy, a wiec zostałam… Msza kameralna, ksiądz, którego wcześniej widziałam jadącego na skuterku  w sutannie, trzy osoby i siostra zakonna o anielskim głosie… Jej osobowość harmonizowała z jej głosem (nie przepadam za piszczącymi glosami ) ·Duchowe wsparcie podarował ksiądz Julien, mówił o lęku…. Uśmiechnęłam się do niego, było nas mało, a więc każdemu z nas patrzył w oczy…. Zaimponował mi…. Swoją prostotą… I uśmiechem…. I zrozumiałam, dlaczego miałam tam się znaleźć…. Aby nabrać sił…… Mówiąc kazanie, był z nami, widział nas… Pokazał, co znaczy być…. Mądre słowa nie zawsze wystarczają, za tym musi iść, obecność i konkretna pomoc…. Jeżeli jej nie ma, to swoje wyczytane mądrości możemy schować do kieszeni….
I tak Sainte Agnès przyprowadziła mnie do Stwórcy…
Wróciłam autobusem…… Nogi mnie bolały, jeszcze dwa dni później…. Za to moje serce odpoczęło….
Warto odkrywać nowe miejsca, każde miejsce to lekcja od życia, a czasami odpowiedź na nurtujące problemy czy pytania….

Mówiąca Cisza leczy poranione myśli

DSC_0597Muzyka w ciszy
Sierpień dobiega końca, a wciąż upały w Nice…. Plaże pełne, hotelarze, restauratorzy zacierają ręce. Biznes kwitnie….
Czas leniwie się uśmiecha, chociaż ostatnio przewaga chmur, jakby miało popadać…. Ziemia pragnie deszczu….
Wolny dzień postanowiłam spędzić aktywnie… I o mało, a zostałabym u siebie .. Nie jestem rannym ptaszkiem, a miałam wstać o 6.30… Hm, gdy kogut zapiał (mam taki sygnał budzika, stwierdziłam że muszę zmienić, zbyt mocne dźwięki, jak na  taką porę ) No cóż, po otworzeniu jednego oka, stwierdziłam, że nigdzie nie jadę, bo miało padać i przekreciłam się na drugi bok. Po chwili zastanowienia, zdecydowałam wygonić lenia, mocna kawa i w drogę….
Po raz kolejny wypad w góry, Valberg – sympatyczna stacja narciarska. Jako, że to był poniedziałek, to pustki w miasteczku….Specjalny” Rando bus”, świetne rozwiązanie, za 5 euro w obie strony (w sumie straciłam 10 euro na kawę i pyszną bułeczkę w piekarni, prawie domowa )piknik  miałam ze sobą…. Nic tylko robić takie wypady…. I za każdym razem, mówię sobie: masz szczęście, mieszkać w takim regionie, gdzie miasto dba, aby nie siedzieć w domu..W autobusie trzy kokezanki nadawały niczym w radio, i gadały z kierowcą… Niezbyt dobry początek,  gdy zakręty zaczęły się pojawiać, to zamknęły buzie…
Na 9.20  byłam na 1650 m … Kawka, bułeczka i uśmiechające się górskie szczyty… Troszkę pokropiło, i widoczność nie była rewelacyjna, aczkolwiek Cisza mnie wzięła za rękę, i w tak szlachetnym towarzystwie spędziłam dzień….
Znając „ścieżkę planet” , bo tak się nazywa…. (mając w pamięci mój ostatni wypad, gdzie, nie mogłam sobie poradzić z oddechem ) wybrałam najłatwiejszy… Tylko 300m wspinania . I bardzo dobrze mi poszło, bo jak wdrapalam się do Neptuna, to aż się zdziwiłam że to już koniec ścieżki…. Pomysłowo zrobiony szlak, połączenie nauki i przyrody… Gwiazdy układu słonecznego, informacje o nich, świetnie wkomponowane w górskie szczyty…. Nie wiem kto ją stworzył, myślę że był pasjonatem astronomi i kochał góry… Człowiek to kreatywna istota…
Trzy panie z pieskiem mnie prześladowły, a więc postanowiłam je wyprzedzić… W górach wolę towarzystwo Ciszy….
I tak od Marsa, aż po Neptuna. Widoki, troszkę zamazane mgłą, chmury dopiero popołudniu poszły sobie. Na początku, ciężko było mi się wyciszyć, uspokoić rozbiegane myśli, aczkolwiek Cisza sobie ze mną poradziła… Usłyszałam ją, w dialogu ze sobą, starałam się być łagodna….. Każdy krok był wyciszany przez delikatny powiew wiatru, szczyty wzywały do odwagi .. A ja, pełna wdzięczności próbowałam oddychać, pamiętając tylko o stawianych krokach… Takie chwile, przypominają o tym jak bardzo człowiek jest poplątany… Zajęło mi ponad godzinę marszu, zanim wyciszylam myśli, zanim łagodność zaczęła działać i w podziwie stawianych kroków moje oczy zaczęły widzieć…. Piękno natury i przezwyciężenie lenistwa, jak dobrze że tu jestem….Niestety  brak deszczu, wysuszył ziemię, trudno o kawałek miękkiej trawy, a więc położyłam się na złotej trawie, troszkę była ostra.. I krowy, nie za bardzo maja co jeść… A spotkałam ich dużo… I motyle czarno czerwone… Czas przestał istnieć.. Każdy krok był uśmiechem i niebo rozjaśniało swoje oblicze…. Cisza aż skakała z radości, a ja razem z nią…. I minęłam rodzinkę z trójka małych brzdąców… Najmniejszy miał ok trzech lat, i bał się, a tato go uspokajał . Pomyślałam o tych dzieciakach , siedzących przed komputerem… Rodzice nie wiecie ile tracicie, nie zachęcając swoje dzieci do aktywnego spędzania czasu!!! … Mały boi się, ale idzie, bo ma oparcie, czuje się bezpiecznie…. Rodzice mają zapewnić byt dziecku ale i stworzyć warunki, aby z pasją wkroczyli w życie…
Przypomniałam sobie chodzenie po drzewach, złamanie obojczyka na huśtawce (oczywiście to była moja wina, że spadłam ) oj piękne dziecinstwo, ciągle na zielonej trawie,na deszczu, w zaspach….Wolność aż piszczała z radości… Dzieci, które znają przyrodę od małego, mają wiele szczęścia…. Francuzi chętnie z dzieciakami wyruszają, aby im podarować piękny aspekt bycia z naturą w zgodzie…. Pewnie mały brzdac bardziej zachwyci się zabawką, niż krajobrazem…. Aczkolwiek piękne widoki zostaną zapisane w jego malutkim świecie, i jako dorosły człowiek, chętnie będzie robił piesze wycieczki…. Jasne, dzieci nie można zmuszać…. Delikatność tego ojca, który mówił mu, :nie spadniesz, trzymając delikatnie, była sposobem, aby mały przezwyciezyl lęk…..
Będąc na Neptunie, a więc z na ostatniej planecie, posiedzialam długą chwilę, aby nabrać sił. Przewaga chmur i mgła zastrzegły sobie prawa…. Jednak słońce próbowało przebić się, I zrobiło dziurę w szarych chmurach…. Błękit rozjaśnił oblicze nieba, a ja otoczona pięknem gór czyściłam twardy dysk, czyli mózg…..
Schodząc inną ścieżka, spotkałam dzwoniące krowy…. I inny zestaw gór na widoku się pojawiał…
I czekając na busa, usiadłam na ławce pod altanką,napis mówił że jest to miejsce spotkań, nawiązywania znajomości….
I tak, przyszła babcia, z wnuczką. Mała prowadziła biały rower z naklejoną księżniczką (pewnie jest na topie ) No cóż, mała nawet jednej rundki nie zrobiła, babcia intelektualnie próbowała ją zająć…. Widać było brak radości, być może bogactwo przeszkadzało w jeździe na rowerze… Dla mnie ten rower był atrapą….
Drugi obraz, dziadkowie z czterema wnukami, to jest wyzwanie!! Trzy dziewczyny I chłopak…. Najmłodsza miała ok 5lat, najstarsza ok 12…. Była pora podwieczoreku, a więc dzieciaki wcinały słodkości… Najstarsza, miała focha, a więc nie jadła…A ślinka jej ciekła, a jednak uparcie  nie  chciała nic zjeść….. Chłopak, siedział na oparciu ławki a nie jak wszyscy na ławce, ba facet rośnie…. Zajadał się bułeczką z kawałkiem czekolady w środku (taki francuski, dziecięcy przysmak na podwieczorek ) Dziewczyny wcinały ciasteczka-Delicje…. I młody chciał spróbować,i wyraźnie dał do zrozumienia, że mu nie smakuje… Berkkkk, jak coś takiego można jeść….. Tak skomentował… Właściwie to ma rację, sama chemia…. Ba oczywiście rodzeństwo się przekamarzało, a na koniec, gdy wstali, tak zwyczajnie wzięli się za ręce…. Najstarsza przytuliła najmłodszą i reszta rodzeństwa dołączyła się… I tak szli dzielnie w objęciach po  przygodę, którą dziadkowie zafundowali…. Piękny widok…..
Jak bardzo różniły się te dzieciaki od tej dziewczynki z białym rowerem…..
I para usiadła…. Pełna ciszy i spokoju….. Mieli po 80 lat… Udało im się wspólnie wytrwać… Razem….
W busie, panie z pieskiem, nie za bardzo się wyciszyły, bo dyskusja dotyczyła negatywnego komentarza co do kierowców autobusu… Kierowca, włączył się w pasjonujący dialog, zwalając winę na szefostwo.. I była jeszcze jedna pani, które pamiętała jak to trzy lata temu, autobus nie przyjechał, a ona chciała pojechać w góry, bo było słonecznie….. No cóż i tak przez dobre dziesięć minut panie ostro dyskutowały…Można i tak… , Podczas drogi był spokój, górskie drogi, nie służą do gadania….. Słońce przechodziło na drugą stronę półkuli…..Piękne kolory nam machały, stukały do okien autobusu….
Gorges Cianis, tak się nazywa trasa….) Mała rzeczka wypływająca z najwyższego szczytu, tamtego regionu Mont Mounier…(2817 ) . Źródło które, płynie ok 25km…Kontrast geologiczny  jest duży, od skał białych, po czerwone. Od wygładzonych, po ostre… Formy też są różne….. Przebiega przez miasteczko Beuil…Skały wapienne, łączą się, że skałami wulkanicznymi….
Wąwóz wije się spokojnie, ma iglaste lasy, swoje tajemnice, jest majestatyczny , idealnie  wkomponowany, w tamte strony. Jak wszystko w przyrodzie, komponuje się dobrze, tylko człowiek chce wszędzie dołożyć coś od siebie… A raczej zarobić… Na szczęście górskie tereny sobie nie pozwalają, aby człowiek zaczął przerabiac na swoje kopyto….
Odbijające się promienie słońca dodawały odrobiny tajemnicy, wąwóz nigdy nie jest taki sam… Ma małe wodospady, naturalnie rzeźbione, niesamowite jak natura potrafi tworzyć…. Inspiracja, dla wielu artystów….
Wracając… Już planowałam nastęny wypad w góry…
Drugi wolny dzień, pojechałam do Antibes, dawno tam nie byłam… Bardzo gorąco było, a więc zrezygnowałam z planowanej wycieczki… I pospacerowalam po mieście…. Ludzi,jak mrówek, zwłaszcza na plaży, nie było mowy o spacerze brzegiem morza, chyba że skakajac po ludziach… Wieczorem miałam spotkanie z Teresa, po długim czasie, a więc spacerując przeszłam do miejsca naszego spotkania…. Słońce niemiłosiernie grzało…. Widoki rekompensowaly upał… Przez ok 4 km, tyle szłam… Wszędzie na plaży ludzie… (fakt, plaże są bardzo wąskie )I tak dotarłam do Golf Juan, małe miasteczko, w którym rozpoczyna się, La route Napoleon I, zagościł, wracając z pierwszego wygnania na wyspę Elbe….
Port, i jachty, restauracje, agencje nieruchomości na wodzie….. Spokój i bogactwo próbują ze sobą żyć w zgodzie …. W takim klimacie, czekałam na moją towarzyszkę wieczoru. I tak na ławeczce, trzy starsze panie, odpoczywały … I nagle przychodzi pan, który ich wita,:dzień dobry, młode panie, na pas to one :dzień dobry młody człowieku…. Poczucie humoru, ich nie opuszczało, pan wracał z wędkowania…. Dużo radości było w tym niebanalnym towarzystwie….
I ja także miałam niebanalne towarzystwo… Sushi, było ok, aczkolwiek, tam nie wrócę…. Pomysłowo udekorowany stół, małe porcje sushi, cenowo dostosowane do klimatu portu i innych restauracji….. Spotkanie I spokojna rozmowa, czas ważnych przemyśleń… Tych wypowiedzialnych, i tych przemilczanych… Czas Ciszy. Dla mnie, było podzielenie się Ciszą, którą usłyszałam w górach…. Św Charbel przypomniał :Być zawsze I i wszędzie jak Uśmiech i Światło Boga…. Inaczej mówiąc delikatnym i łagodnym…..
Ważne rzeczy nie potrzebują wielu słów…. Żyją swoim życiem, łamią wszelkie systemy komunikowania się…. Bez jakiegokolwiek wysiłku, szukać odpowiednich słów, czy miejsca…. Przemieszczają się razem z człowiekiem…. Tylko człowiek, nauczony wciąż mówić byle co, nie potrafi zobaczyć, jak bardzo oddala się od siebie samego, żyjąc w ciągłym narzekaniau i pretensjach….
A w pociągu, zaraźliwy śmiech Hiszpan, wracających z imprezy, był fenomenalny, tak zakończył się mój dzień….Cisza i spokój z uśmiechem zainstalowała się w moim świecie, i czeka na dalsze spotkania z naturą….I drugim człowiekiem….

Sw Charbel – piekno prostoty wypowiedzialo sie

  

Niedawno poznałam św. Charbela. Jego Osoba mnie zachwyciła. Najpopularniejszy święty w Libanie… Być może na te czasy, akurat On. Skromny człowiek o wyważonych słowach. Przesiąknięty modlitwą,   chroni przed głupotą mniemania, że jesteśmy panami tego świata. Jak często nam się wydaje….
„Wyryj w swoim umyśle każde słowo, które chcesz wypowiedzieć, wyrzeźb je w swojej duszy i oszlifuj w swoim sercu. Niech wypływa z twych ust tak, jakbyś układał kolejną cegłę powstającej budowli. Milcz, jeśli to, co robisz, nie buduje… ” Jak wiele pustych słów wypowiadamy…
W kościele francuskim w Nice, była msza św. z relikwiami św. Charbela… Wtorek. Pełen kościół ludzi. Nie wszyscy wiedzieli, po co przyszli. Nie wszyscy potrafili zamilknąć. Tak jakby Bóg im przeszkadzał…
Brak cierpliwości jest chorobą umysłu , jednak poświęcili wieczór, aby prawdziwa radość i pokój odmieniła ich serca….
Ksiądz z Libanu, mówił o tym, aby brać garściami, to, co Bóg daje za darmo, I aby rozdawać, pozwolić sobie na luksus bycia chrześcijaninem, który oświetla zakamarki ciemności….Skoro Charbel  potrafił, to, dlaczego nie ty?
Wejście z Najświętszym Sakramentem, relikwiami i obrazami św. Charbela, powaliło mnie na kolana…Prostota wejścia Boga i jego sługi. Jedynie organy mocno zabrzmiały. Zaskoczona oprawą liturgii, odkryłam na nowo kontemplację, której tak mało w dzisiejszych czasach. Księża mało mówią o Ciszy. Za dużo muzyki, za mało radości w czytaniu Słowa, Ewangelii. Ludzie zestresowani, księża poddający się parafianom…
A tutaj, jedyny śpiew to psalm… Ewangelia czytana sercem Libańczyka. Nie bój się Boga, wyjść przed szereg, odkryj Trójce św… Odkryj piękno chrześcijaństwa, a nie tylko prześpiewanych spotkań modlitewnych. Jeżeli nie potrafisz zamilknąć, to jak możesz mówić, że kochasz Jezusa…. Św. Charbel był z nami, być może to On mówił poprzez tego księdza. Przeszliśmy od stworzenia świata, do wylania Ducha św…Myślę, że były uzdrowienia.. Modlitwa wiernych mnie jeszcze bardziej zaskoczyła… Niech Bóg za wstawiennictwem św. Charbela uzdrawia dziś…. Szczególnie tych, którzy przyjechali z daleka…. Tylko tyle…
Przemiana wina w krew, a chleba w Ciało Chrystusa, była wyśpiewana po aramejsku. Przeszły mnie ciarki, Jezus stał się jeszcze bardziej bliższy…Niestety, niektórzy nie potrafili w oczekiwaniu (w jednym czasie było namaszczenie św. olejem sw Charbela,  błogosławieństwo relikwiami i komunia św.) zamilknąć… Byli szczególnie aktywni, mieli sobie dużo do powiedzenia…. Bóg się uśmiecha, a oni gadają….
„Nie uciekaj od siebie, by skierować się ku Bogu i nie kieruj się do Pana, aby uciec jak najdalej od samego siebie. Bóg chce ciebie takiego, jakim jesteś, by mógł cię podnieść i uświęcić. Nie pozwól, aby świat pchał cię do Boga, raczej niech Bóg sam cię do siebie przyciąga…. Szepnął św. Charbel…Być może, dlatego, tak narzekamy na kościół… Uciekamy od siebie samych, bandażujemy lęki…Zmieniamy się jak kameleony… A Bóg wciąż jest taki sam.
I na  zaskoczenie, organista zagrał Odę do radości…. A Charbel dostał oklaski…Wychodząc z kościoła uścisnęłam dłoń temu księdzu…. Nasz wzrok się spotkał….. Ma wrażliwe serce, I patrzy sercem….. Kolejny mój bohater…. Pomyślałam o znajomych księżach, tych zmęczonych, zrezygnowanych…. Tych, którzy nie mają wsparcia, lub skupieni na wielkim świecie zapominają o kontemplacji..
Być może chrześcijański świat Europy ma skierować swe oczy ku kontemplacji, aby nie zabić reszty wartości ,jakie Jezus przekazał w Ewangelii. Wszystko mi wolno ,aczkolwiek nie wszystko złoto co się świeci….

Bez tytułu

DSC_0309Thomas Pesquet-francuski astronauta, był na misji na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej… Po  powrocie, powiedział ważną rzecz: „jestem człowiekiem, jednym z wielu, w podróży. I jak każda podróż, prowadzi nas do odkrywania samego siebie, bardziej niż cokolwiek innego…Tutaj, w kosmosie, jest trudno zrozumieć, mury, granice, nienawiść… Wracam z wyostrzoną świadomością kruchości Ziemi”. Został zaproszony na kolacje z ministrami…. Pierwsze spotkanie rządu, rozpoczęte od wypicia lampki wina….Wspólny stół. Dobry początek, każdej znajomości. Bynajmniej, ma łączyć…
Nie dbamy o Ziemię. Wymagamy, rozkazujemy, ale  nie dbamy. Tony śmieci, marnowane jedzenie, wyrzucanie nowe rzeczy. Codzienność, zwłaszcza w bogatych dzielnicach. Kupujemy, zbieramy, wyrzucamy.
Ekologia leży, większość produktów” bio ” zawiera chemiczne związki… Taniej w produkcji…. Ile cukru w cukrze, staje się prawdziwe. Co jest zdrowe? Nie wiadomo. Wszystkie sklepy mają etykiety ze zdrową żywnością. Szampony, środki czystości bez toksycznych związków…. To skąd tyle otyłych ludzi, alergii, chorób układu pokarmowego, oddechowego…..? Diety cud, oczywiście kosztują…. Człowiek niby „Pan świata”, a nie jest w stanie utrzymać samego siebie w zdrowym trybie życia…. Idziemy na łatwiznę, i dalej brakuje nam czasu dla siebie…
Śmiejemy się z Azjatów pstrykających zdjęcia, a robimy to samo….. Thomas ma rację…. Potrzebujemy ostrzejszej świadomości społecznej….. A nie reklam, jak usunąć cellulit, który hotel jest lepszy, czy też, w którym sklepie jest więcej promocji….. A i jeszcze wszelkie rodzaju leki, witaminy bez recepty, sprawią, że będziemy „fruwać ze szczęścia „…
Przestaliśmy być w ruchu, i trudno nam jest odnaleźć się na długim spacerze… A ciągłe narzekanie zabija nasze marzenia..
Niesamowite jest jak bardzo uciekamy od wyrażania siebie uśmiechniętym tonem autentyczności…. Mamy ostrą świadomość błędów innych….. Wypełnianie uczciwie obowiązków, jest ciężkim kamieniem…. Im lepszy szef, tym więcej pretensji….. Syndrom głupoty, nieświadomości. Napędzamy negatywne emocje, i dziwimy się, że szef nam nie ufa. Wypalenie, złość, wytykanie błędów. I jak odnaleźć dobra stronę w codziennych obowiązkach…. Bez równowagi wpadamy w depresję, albo fałszywą religijność… Ciągle uciekamy….
W pracy mamy kalendarz, w którym na ostatniej stronie były zapisane nasze  daty urodzin, aby poświętować razem ,pobyć razem. I ktoś wydarł kartkę….. Komuś nie pasowało nasze bycie razem, ktoś nie chce świętować…Smutne, że tego nie powiedział…. No cóż I tak będziemy świętować….
Czerwiec zakończył swoją karierę…Szybko minął. 16 dni wolnego, spotkania z rodziną, bliskimi ludźmi, spotkanie z trudem wyruszenia w drogę na Szlak św. Jakuba, odnalezienie zagubionego skarbu, pomimo gorączki, a po powrocie, „romansu z antybiotykiem”, nic przyjemnego….Czas wypełniony po brzegi świadomością…. Jak Thomas w kosmosie, tak ja na szlaku….
Stawiane kroki wśród piękna zielonych łąk Kantabrii, śpiew ptaków w Nice, lazur nieba, przypominają mi o wszechobecnym cudzie stworzenia… Chociaż pretensje ludzi z pracy biorą górę…. Próbuję nie dać się zwariować i nie walczyć złością….. Nie jest łatwo….. I kurczowo trzymam się moich bohaterów…. Dziś Marc był obok mnie, gdy maszyna robiła mi trakcje kręgosłupa….. Jego delikatność przegoniła złość…. Tak niewiele potrzeba….Zamiast narzekać pasje uczynił swoim priorytetem. To widać….Jak dobrze jest być obok takiego człowieka. Ma wyostrzoną świadomość piękna i kruchości człowieka….

Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

Wtedy jednak nadejdzie On i swoje własne jarzmo, przeniesie na twoje barki. Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

Św. Jan Paweł II

To nie przypadek, ze dostałam akurat niedzielę wolną, gdy Pomost prowadził Drogę Krzyżową. To nie przypadek, że to była niedziela Radości…   Bóg w swoich interwencjach mówi, że…Jest Dobry…. I nikt Mu łaski nie robi….. Dlaczego tak łatwo, nam przychodzą pretensje, a tak trudno dzielenie? Tyle zmarnowanych talentów..!!. Tyle słów bez pokrycia!

Brak komunikacji dzieli….

Chcesz poczuć sekundy szczęścia…?

Podziel się!  Opowiedz swoją historię, poczuj jak toksyny opuszczają ciebie… Poczuj smak życia!
Pomost wciąż jest dla mnie ważny. Dlaczego? Nie mam pojęcia…. Tak samo, moi przyjaciele, są dla mnie, iskierkami szczęścia. Ogrzewają zmarznięte dłonie, tamują wewnętrzne krwawienie. To troska, jest najlepszym lekiem! Troska!

Paris, powitał mnie słońcem. Pyszny obiad w rodzinnej atmosferze, zapowiedział dobry czas. Wieczorem, Droga Krzyżowa animowana przez Pomost…. Chłopcy nieśli krzyż…. Światło towarzyszyło nam. Aniołowie tańczyli…. Na początku, mała ilość ludzi mnie zaskoczyła….A na końcu, pomyślałam sobie, że mieli być, ci, którzy byli. Odpowiedzieli na zaproszenie Stwórcy….I mam nadzieję, że Stwórca dotknął ich serc…. Bo dotknął mojego. Co niektórzy zostali w domu, reszta była posłuchać ks. Pawlukiewicza, który prowadził rekolekcje, a my, w tym samym czasie, w rożnych miejscach, prowadziliśmy drogę krzyżowa.

Sam,Bóg dawał nam rekolekcje… I zrozumiałam ważną rzecz: możesz być pobożny, jeździć na wszystkie pielgrzymki, i możesz nie spotkać się z Bogiem..
A możesz, pozwolić Mu, odkryć nieznane przestrzenie wiary i uśmiechając się do siebie,wzruszyć się Jego Obecnością.

Człowiek bez domu, potrzebuje poczuć nie tylko syty brzuch, ale i delikatne słowa, dostrzec błękit nieba w spojrzeniu. I potrzebuje , szlachetnej obecności, która zlewa się z promieniami słońca, kruszy kajdany oskarżających spojrzeń; Jesteś nikim… Ty już nigdy się nie zmienisz…
Chłopcy byli, elegancko ubrani, przejęci, wyzwaniem, jakie dostali. W takich momentach, jakiekolwiek różnice zanikają. Nie ma biednych, ani bogatych, nie ma lepiej ubranych, lepiej wykształconych.

Przed Stwórcą, wszyscy jesteśmy równi.

Moc w słabości się doskonali.

Wystarczy ci mojej mocy… .

Tylko, współczesny świat, słabeuszy nie trawi. Liczą się znajomości ,a nie kompetencje ,dyplomy ,a nie umiejętność pracy w ekipie .Liczy się zysk, a nie urodziny pracownika, jego smutki i radości.

Tyle organizacji charytatywnych, a coraz więcej bezdomnych….

Gdzie tkwi problem?

Jak wyjść z sytuacji, która przerasta człowieka, stawiając, go , w obliczu nienawiści, kłamstwa, chamstwa?

Podczas celebracji Drogi Krzyża, panowała piękna CISZA, w której było miejsce na odkrywanie, miejsca spotkania z Bogiem….

Św. Jan Paweł II i św. Augustyn, pomagali nam zrozumieć samych siebie.

Sam Bóg, zatroszczył się o nas.Wszystko było ważne. Każde wypowiadane słowo, każdy gest.

Krzyż pachniał wolnością. Krzyż oddychał naszym cierpieniem. Spotkaliśmy się z Szymonem, Weronika. Maryja, torowała nam drogę do Mistrza. Krzyczący tłum, przypomniał nam, nasze zachowanie, nie zawsze godne do naśladowania.Mistrz cierpiał, a my próbowaliśmy, przestać myśleć o swoich problemach, choć na chwile, poczuć Jego spojrzenie,usłyszeć; Twoje  Zycie ma sens!!!!

W obliczu cierpienia, pobożne miny, możemy schować do kieszeni, czekoladki nie wystarcza, ani pieniądze nie pomogą. Przychodzi taki moment, gdy stajemy twarzą w twarz z cierpieniem, którego unikamy…. Wtedy, albo przeklinamy, albo wdrapujemy się na drabinę akceptacji, która ,nie ma nic wspólnego z rola ,jaka często odgrywamy w życiu…

Nikt nie jest samowystarczalny, a często tak się zachowujemy…. Przezwyciężenie strachu, jest wielkim krokiem naprzód. Jest początkiem, zapalenia lampy, oświetlającej ciemności, wstydu, chronicznego smutku, samotności. Potrzebujemy siebie nawzajem, aby przytulic swoje, niekochane życie….

Dbanie o innych, tworzy kreatywność, uczy pracy w ekipie, jak Jezus, nie siedzi w ciepłych kapciach, przed telewizorem, i nie narzeka ze świat jest zły. Wypływa na glebie.

Sukces i porażkę traktuje jednakowo……

Każdy ma prawo, aby poczuć się szczęśliwym!!!!!-Usłyszeliśmy z ust JEZUSA

Czy jesteś szczęśliwy???

Jeżeli, tak, to czy dzielisz się, tym szczęściem z innymi???

Św. Jan od Krzyża, powiedział- „Ci, którzy są bardzo aktywni i którzy myślą objąć cały świat swoim kazaniem i swymi zewnętrznymi dziełami, niechaj pamiętają, że byliby bardziej pożyteczni dla Kościoła i znacznie milsi Bogu, nie mówiąc o dobrym przykładzie, jaki by dali, gdyby, chociaż połowę czasu spędzili z Nim na modlitwie”…..

Bezdomni potrzebują twojej Obecności.

Postaw się na ich miejscu.

Co czujesz??

Być może wtedy…….

 Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

I będziesz miał sile, aby podarować wolny czas…..

Ziema jest Ci poddana, człowieku

Nic pewniejszego nie ma na świecie, niż śmierć. Przychodzi i zabiera oddech! Znajdzie każdego! Nie pyta, czy jesteśmy gotowi…
Wczoraj, , zapukała do klienta w hotelu,do Rene …
Szefowa, jako pierwsza, odkryła…… Prawdopodobnie był chory…. Kilka dni temu, rozmawiałam z nim…. W jego oczach było wiele smutku…. I byłam ostatnią osobą, która z nim rozmawiała…. Następnego dnia, miałam zapukać, aby uzupełnić barek, (wiedząc, że, miał opuścić hotel, postanowiłam zrobić to później.).. Tymczasem szefowa,   chcąc sprawdzić….Śmierć, śmiała się nam prosto w twarz. Nawet, jak nie znamy osoby, to jednak czarne myśli nas zalewają….Strażacy, lekarz, policja…..

W takich momentach, potrzebujemy się wygadać, potrzebujemy być razem…
Między wierszami, panowała cisza, potrzebowaliśmy bliskości, aby nie zostać samemu…
Nie wiemy, co się stało..
Wiedział, że jest chory, dzień wcześniej był w szpitalu, wrócił do hotelu…. Być może, nie chciał pozostać sam….
Czas, mamy ograniczony, a wiec nie narzekajmy…
W każdej chwili, ty i ja… Możemy zostać wezwani… Bez ostrzeżenia. Bez pożegnania.
Takie wydarzenie uczy miłości, której nigdy nie za wiele, uczy delikatności, wobec spotkanego człowieka…. Rozmawiając z tym panem, czułam się nieswojo… Przez chwilę próbowaliśmy żartować, jednak szybko….Uciekłam… Dlaczego? Nie potrafię tego wyjaśnić… Było coś tajemniczego, mrocznego w jego osobie… Być może… Wtedy śmierć już przy nim była….
Jakby chciała mi powiedzieć:: szanuj życie, szanuj siebie, kochaj miłością z wrażliwością, kochaj z mądrością, kochaj z pasją…. Kochaj, bo jedynie miłość, ma sens…..Nie czekaj, na piękne deklaracje… Powiedz drugiemu; jesteś ważny dla mnie, potrzebuję twojej obecności. Słowa krytyki przefiltruj przez mocno zaciśnięte zęby. Nie mrucz pod nosem. Łagodny wzrok uczyń codziennym masażem oczu. Zadbaj o delikatny uśmiech…Przytulaj, a nie klep po ramieniu…
Puste słowa wyrzuć z siebie, szukaj dobrych słów, które postawią na nogi, które będą nadzieją.
I król i żebrak, są tak samo ważni. Nie rób różnic….Bo one napędzają nienawiść…

W codzienności, odnajdź zielona gałązkę i pielęgnuj ja….

Światło błogosławieństwa płynące w twoich żyłach, da Ci moc, aby człowiek obok ciebie, czuł się dobrze, spokojny, o siebie, że mu, nie dołożysz swoich lęków.

Ziemia, jest ci poddana,a nie człowiek….

Medytacja -sposób na podjęcie mądrych decyzji

Mu­si zna­leźć się w dniu ta­ka, po­ra, kiedy człowiek ro­biący pla­ny na przyszłość za­pomi­na o nich i postępu­je tak, jak gdy­by nig­dy nie miał żad­nych planów. Mu­si zna­leźć się w dniu ta­ka, po­ra, kiedy człowiek mający prze­mawiać mil­knie. I umysł je­go nie snu­je już roz­ważań, ale py­ta: czy one w ogóle coś znaczą? „-Thomas Merton –zakonnik.
Christophe André -psychiatra    „Obserwujmy siebie w doświadczaniu zwyczajnego życia. Czasem nawet nudy. Na przykład podczas oczekiwania na coś lub przechodzenia do innego zajęcia: wykorzystajmy to, by poczuć, że jesteśmy tutaj”- Christophe André -psychiatra .

Umysł i duch, dwie sfery, które nauka rozdziela. Jedno bez drugiego kuleje. Ostatnio czytałam wywiad z Christophe, dzielił sie, jaki wpływ na jego życie ma medytacja, jak ważną rolę pełni..(Promował nową książkę o medytacji). Aby nie zwariować, nie pozwolić na rezygnację, nie poddawać się…. Aby zacząć działać a nie tylko mówić, narzekać…
Nie raz słyszałam: nie mam czasu, medytacja to dla księży, zakonnic, wyższa półka..
Aby sie przekonać, zaczęłam szukać informacji…. Interesowała mnie medytacja chrześcijańska.
Jezus był mistrzem wsłuchiwania się w Rzeczywistość, był mistrzem rozmowy z Ojcem.
Mistycy są mistrzami medytacji.
Przekonał mnie Thomas Merton i Christophe André…
Nie jest łatwo „wejść w ciszę”. Nie jest łatwo zamknąć dostęp kalkulacji rozumu, zapomnieć o sobie, przycisnąć fałszywe „Ja”, otworzyć się na nieznane Oblicze rzeczywistego Boga… Może, dlatego tak trudno  Mu zaufać, bez szemrania, bez żadnego, ale.. I tak, postanowiłam codziennie „czyścic pamięć”. Wydreptuję sobie ścieżkę, chcę, aby była moja.
Opieram sie na Piśmie świętym. Czytam krótki fragment Ewangelii…. Próbuje zapamiętać słowo, krótkie zdanie… (Nie zatrzymuję się , pozwalam, aby Duch działał, bez jakiekolwiek mojej ingerencji) I to jest niesamowite… I tak milczę (nastawiam budzik na 15 min) Czasami dłużej pozostaję w ciszy…. Zwykle błogosławię, ludziom, wydarzeniom.. I nagle myśli, emocje, rozum milknie….. Tak jakby został uśpiony eterem…I chirurg usuwa chore miejsca…. Tym chirurgiem jest Bóg….
Daję Mu tylko 15 minut, a On daje mi świadomość Jego Obecności. Nic nie robię. Nic nie  muszę. Ani jedno słowo, nie pada z moich ust. Nie chce mi sie narzekać, ani prosić.
Jedynie, błogosławieństwo ma sens.

Umysł ciągle pracuje, dla nas, dla naszego komfortu. Ogłupiony, zbyt dużą ilością informacji, nie wie, w którą stronę iść. I wtedy przychodzi na pomoc zatrzymanie się, aby nie pogorszyć danej sytuacji. Niewiele potrzeba: spokojnego miejsca, decyzji, systematyczności, autentyczności ….(Konto bankowe ani gotówka się nie przydadzą)

Odkrywając wielką moc medytacji, kilka chwil przynosi cały dzień Radości…. Spokoju…Odwagi…(a tego właśnie potrzebuję)
Skoro psychiatra poleca, to może warto zainwestować chwilę, aby poczuć się pewniej, lepiej… Aby Bóg nie był tylko do straszenia… Aby kościół nie był kościółkiem, aby nie chodzić do Bozi…..(Często rodzice tak dzieciom tłumaczą) Dzieci są bliżej Boga, niż my dorośli…… A może warto zaszczepić w nich Boga, by w życiu dorosłym nie chodzili tylko do kościółka, by nie Bóg nie był tylko Bozią na obrazie, by chcieli a nie musieli zaangażować się w życie kościoła,by księży nie traktowali jak bożka, lub jako zło konieczne, (obgadując za plecami).
Tego uczy medytacja. Tak jak mój lekarz uczy mnie wdzięczności, tak chwile w Ciszy są pielęgnacją życia Tu i Teraz. Nie sposób się nie uśmiechnąć, nawet, gdy burza w umyśle, gdy ciało zmęczone, gdy dookoła ludzie plują jadem złości, frustracji. Rzeczywistość często nas zaskakuje, to, co wydawało nam się sensem, nim nie jest. I pomyśleć, że kilka chwil może tak wiele …..Toksyny z krwi zostają oczyszczone, umysł może pracować na rzecz Dobra. Duch także zakasuje rękawy i wspiera umysł. I tak się rodzą nowe pomysły, i tak decyzja zapada, i tak człowiek ,zaczyna żyć w zgodzie z samym sobą……

Bez tytułu

Prowansja. Grota i bazylika św. Marii- Magdaleny. Miasteczko- Sainte Maximin -Sainte Baume. W poniedziałek z Magda i Rafałem wyruszyliśmy na podbój Prowansji. W godzinach przedpołudniowych lenistwo na ulicach. Sklepy pozamykane… Oprócz turystów, pusto. Szarmanckie miasteczko z majestatyczną bazyliką…. Lubię to miejsce. Z wielką radością do niego wracam. Bazylika ma w sobie wiele ciszy i pokoju… Być może była budowana z wdzięcznością i radością. Jest potężna a zarazem ciepła…. Wypełniona mistyka.
Usiedliśmy, aby delektować się porankiem spokoju… Niezwykle uroczy pan, podał nam pyszną kawę…. Powiedziałam mu, ze jest pozytywną osobą. Uśmiechnął się. Powiedział, że wieczorem robi pizzę… Niestety nie zostawiliśmy….
A szkoda….
Po raz drugi wchodzę do bazyliki z bijącym sercem, a po raz trzeci do groty…. Bazylika nigdy nie została ukończona z powodu plagi Czarnej Zarazy. Dlatego wejście do bazyliki ma niewykończony front. Robi wrażenie! Przypomina o nieprzewidzianych wypadkach, chorobach, życiowych porażkach.  Przypomina, ze człowiek jest niedokończonym dziełem Boga. Piszemy własne historie. Piszemy niewidzialnym piórem Stwórcy. Majestat tej bazyliki otwiera przestrzenie modlitwy, Ciszy, która chroni przed zwątpieniem. Relikwie św. Marii Magdaleny szepczą o tym ze Jezus zwyciężył śmierć.. Jest obok. Miałam nieodparte wrażenie… Ze pokazuje mi jedna ze swoich posiadłości . Zaprasza na zanurzenie się w duchowych przestrzeniach, jakże innych od bogactwa tego świata. Spokój. Refleksja. Modlitwa. Czas stoi w miejscu. Wszystko staje się takie proste. Takie piękne…. Maria Magdalena z Jezusem… Uśmiechają się i szepczą: Uwierz! Zaufaj! Cóż może ci zrobić człowiek, gdy masz obok nieogarnionego, niezwykłego Stwórcę?….
Może, dlatego, tak bardzo lubię tam wracać.. Aby usłyszeć Boga… Trzeba być bardzo cicho, a to miejsce zmusza do milczenia, które po chwili staje się powietrzem, potrzebnym, aby żyć. Ekologia na całego. Najczystsze powietrze. W Ciszy siła. Moc, o której tak rzadko pamiętamy. Podobno brak czasu….Czy aby …??

Miasteczko chyba tą ciszą żyje… Pustki na ulicach. Znalezienie sklepu nie było łatwe… Za to kawa zrobiona i przyniesiona z życzliwością.( Oj w Nice to rzadkość..).. Prowansja górą. Urocze winnice z krętymi drogami zachęcały do wypicia wina, zjedzenia bagietki z serem….Zatrzymania się, by zagubić się w Prowansji…. Pachniało oliwkami.. Słońce nie szczędziło swoich promieni. I pojechaliśmy do groty Marii -Magdaleny.
Wiedzie do niej Królewska Droga” przez Święty Las. Przez wieki do tego miejsca przybyło tysiące pielgrzymów ,włącznie z ośmioma papieżami i osiemnastu królami (stąd nazwa Chemin des Roys  ,czyli Królewska Droga). Po raz trzeci odwiedziłam grotę. Tym razem ptaki były na urlopie. Za to wszechobecna cisza trzymała nas za rękę…. Las ze słońcem chronił tajemnicę groty…. Tam nie można nie zadać sobie pytania: A może jednak Bóg Jest……
Skromność groty w towarzystwie lasu i szczytów górskich Prowansji ładują „baterie wzrokowe”. Nasze problemy gubią się w obliczu piękna natury. Cisza szepcze. Uśmiecha się. Zimno groty przypomina o chwilach lęku, zboczenia z drogi Dobra…. Jest orzeźwieniem. Refleksją nad samym sobą. Jeden pan modlił się z zamkniętymi oczami. Czułam jak zjednoczony z tym miejscem, odkrywa Boga. Były w nim promyki słońca. Przypomniałam sobie Niedzielę Wielkiej Nocy spędzoną właśnie w grocie….. Było bardzo zimno, młodzi pięknie animowali liturgię..Moment, jakich mało…. Niebo otwarte….
Maria Magdalena dodała nam odwagi… Widziałam Pana…
Idź i powiedz swoim braciom….
Wracając do Nice, w spontanicznym geście znaleźliśmy się w Cotignac -kolejne duchowe wsparcie…. Miejsce objawień św. Józefa i sanktuarium Matki Bożej Łaskawej… Jadąc wśród winnic,oliwkowych gajów , miałam wrażenie, że oglądam film o Prowansji….. jakże różni się od lazurowego wybrzeża. Natura nigdzie nie jest taka sama. Nie ma takiego samego człowieka. Nawet bliźniaki się różnią…. Tylko człowiek chce, aby inni robili tak jak on sobie życzy….. Czasami w taki sposób zabiera indywidualność każdego z nas.

W końcu znaleźliśmy sklep i w lesie piknikowaliśmy. Otoczeni, mrówkami i innymi mieszkańcami delektowaliśmy się spokojem…Malownicza kraina ze szlachetna cisza, wciąż trzymała nas pod ramię.. Dawała prezenty…. W Sanktuarium było wystawienie Najświętszego Sakramentu…. Pobyliśmy w ciszy, pomarudziliśmy Stwórcy, podziękowaliśmy za dar każdego dnia.
Nieplanowana spowiedź dla mnie była największym prezentem, tego dnia…. Sanktuarium opiekuje się wspólnota św. Jana. Mają koty….. I jeden z nich, towarzyszył księdzu w pomieszczeniu, w którym się spowiadałam. Ksiądz uśmiechał się i patrzył uważnie na mnie. Kot wlazł mi na kolana, przywitał się…. Bóg ma poczucie humoru….. Szepnął: naucz się zaskakiwać… Uczyń życie ludzi, których spotykasz radośniejszym, wiele nie potrzeba… Nie czekaj na jutro…..Chciałem abyś dziś tutaj była…..
Gdy wracaliśmy do Nice, niebo się rozpłakało… Deszcz orzeźwiał ziemię. A my orzeźwieni przez niespodzianki naszego pobytu w Prowansji, stwierdziliśmy, że nasza ziemia, nasz niebieski dom jest piękny…..

PIEKNO JEST WSZEDZIE GDZIE USMIECH

15 sierpień -dzień, który wybrali biskupi z Francji na modlitwę o pokój. We wszystkich kościołach, w południe zabrzmiały dzwony. Z nadzieją pokoju. Pojechaliśmy do Utelle -małe miasteczko w górach, które może poszczycić się się swoim sanktuarium maryjnym- Madonne des Miracles. Kaplica otoczona górami zaprasza do ciszy, spokoju ducha. Ma piękne i przemawiające obrazy; Archanioł Michał i Jezus na krzyżu, bez głowy (pomyślałam, ze ta głowa może być każdego z nas), demony w mrocznej scenerii.  Sanktuarium opiekują się się księża z Nice. Msza święta  w języku francuskim. Popłynęła modlitwa o pokój… Na świecie i w naszych sercach. Serce uśmiechało się, dusza śpiewała. Mury kaplicy wraz z nami uwielbiały  Boga… Niech tak się stanie -tak odpowiedziała Maryja…. Bardzo lubię jej odpowiedź, -Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim….. Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.. Jak rzadko tak dzielimy się wiarą?…
Słońce siedziało z nami przy okrągłym stole. Postanowiliśmy zjeść obiad w towarzystwie majestatycznych gór. Zrobiło się rodzinnie, było trochę zamieszania….(Chyba nie spodziewali się tylu ludzi na obiedzie. a cała ekipa, była na mszy.)A więc…Maryja uczyła nas cierpliwości…Nie marudząc…Tak jakby chciała nas zatrzymać, przytulić…Było cicho, wiatr grał na skrzypcach…. Słońce śpiewało… Jedliśmy w najlepszym towarzystwie -z naturą uśmiechającą się do nas. Nie mogliśmy odpowiedzieć inaczej…. Spieczona ziemia, kwiaty ledwo dawały rady…A jednak, dzielnie oczekują na deszcz….
I pojechaliśmy dalej… Zdobyć wyższe szczyty…(. No dobra, samochodem, to żaden wyczyn )
Madonne de Fenestre, położona na 1900 n.p. m…. Wdrapaliśmy się, aby wznieść się ponad, to co nam przeszkadza latać w przestworzach życia, radości…. Bliżej nieba, samego siebie. Przekraczanie swoich limitów, lęków, strachu… Każdy krok, każdy zakręt to niewypowiedziane piękno. Czyste powietrze i czysta radość. Wodospad w oddali do nas macha, źródlana woda obmywa lęki przeszłości i przyszłości. Próbujemy zapamiętać te widoki, nasycić się ich siłą. Szczyty są gościnne, nie chcą pieniędzy, tylko naszej obecności…Zostawiliśmy bagaż z lękami. Wróciliśmy z motylami w garści. Duchowe wyżyny. Szczyty górskie. Narodziła się pogoda ducha, która ze świadomością :tu i teraz ,jest niczym innym, jak harmonią między nami a wszechświatem. Nie ma limitów, tylko cienkie nitki delikatności.  Nie ma strachu, nie ma potrzeby udawania….. Wszystko jest! Tutaj! W tym momencie! Tak jakby łaska nam towarzyszyła…..

Dostojewski napisał- Piękno i modlitwa jest synteza życia……..

Piękny dzień.

W górach i księgarniach, można nasycić się spokojem emanującym z ludzi. Piękno jest wszędzie..Dlaczego tak nam trudno go dostrzec???