Emocjonane zamieszanie a zrozumienie

1494328789827

Jesteśmy stworzeniem emocjonalnym.

Każdy człowiek nadaje na innych falach, problem polega na ustawieniu odpowiednio naszych emocji.
To, w jaki sposób się wypowiadamy świadczy o naszym stanie emocjonalnym.
Można wyćwiczyć ton głosu, gestów, słów, najtrudniej uciszyć emocje.
Nie przebieramy w słowach, gdy ktoś nas obraża.
Wyzwiska lecą jak kamienie…
A Ewangelia nam mówi…. Niech pierwszy rzuci kamień, kto jest bez winy…
Żaden tytuł, ani pozycja nie chronią przed głupotą.
Nawet w organizacjach charytatywnych w kościele, są sytuacje, którymi nie można się pochwalić.
Słowo ma ogromną moc.
Politycy są mistrzami w obrzucaniu się Słowami, mało inspirującymi.
Podobno pracują dla Dobra swojego państwa, czy też świata.
Rzadko jesteśmy świadomi wypowiadanych Słów.
Wcale nie czuję się bezpiecznie, gdy wojsko milcząco stawia kroki po ulicach…
Wcale nie czuje się bezpiecznie, gdy na świąteczny czas wszędzie bramki i sprawdzenie torebek….
Stan zagrożenia życia zagląda prosto w oczy…
Na początku było Słowo…..
Co zrobiliśmy z tym Słowem..?.. ·Boże Narodzenie trwa od listopada..
Jest wszystko, oprócz, miłości…..
Ludzie uciekają od siebie nawzajem. Rodziny przy stole, pełnym jedzenia, a  Miłość w kącie płacze….
Tęskni za człowiekiem, który zdolny jest do pokochania siebie i potraktowania z szacunkiem innych…
Pokochania, nie po to by rządzić nim, tylko pomóc mu uśmiechnąć się.
Czy jestem zdolna do takiej miłości???
Czy też, krzyk na dobre zainstalował się we mnie i emocje mówią, co chcą???
Gdy brałam dużą ilość kortyzonu, żałowałam, że nie mam karabinu, większość ludzi miałam ochotę pozbijać.
Moje emocje warczały na wszystkich…. I gdy podczas konsultacji, opowiedziałam mój stan profesorowi
On rzekł – rozumiem Ciebie…
I opowiedział historie ze swojego doświadczenia…
Żadnych dobrych rad…
Wkrótce znalazłam sposób na siebie i zrozumiałam, że leki pomogły mi zobaczyć niewypowiedziane emocje, które domagały się wyjścia na wolność.
Czujny Anioł Stróż naprowadził mnie na dobrą drogę, pozwolił samej nazwać to, co mnie boli, o czym rzadko mówię…. I to było trudne a zarazem uzdrawiające.
Ostatnio kupiłam dla dziewczyn z pracy bułeczki…. (I zostawiłam na stole) Dziękowały mi
Było to bardzo miłe, nie tyle podziękowanie, co sam fakt gestu…
I dziewczyny i ja miałyśmy uśmiech na cały dzień….
Takie spontanicznie gesty, mają wielka moc.
Dziś usłyszałam, że Dobrem jest każdy uśmiech…I że najważniejszy jest początek…Początek dnia…Każdej chwili Powstawanie po przegranej bitwie… Po słowach niezbyt dobrych.. I tak dopóki nie wpadniemy w ramiona śmierci… Jedynie, co mamy robić to brać garściami, co każdy dzień nam ofiaruje i zapamiętywać inspirujące słowa, gesty i uśmiechy…
Emocje lubią być wysłuchane. Emocje lubią ciepło. Emocje są częścią życia każdego człowieka. A gdy warczą, to znaczy, że czują się niedoceniane….
Wtedy warto się im przyjrzeć., A jeszcze lepiej, gdy trafi się na człowieka, który zrozumie, który będzie inspirował, który będąc dyrektorem, profesorem, biskupem, prezydentem potraktuje cię jakbyś był dla niego najważniejszą osobą na świecie.
Tak właśnie się czuję na konsultacji z moim profesorem Marquette.
Moja pozycja nie ma żadnego znaczenia                                                                                                                            Z takimi ludźmi można czynić tylko Dobro., A tylko, dlatego że obie strony szanują siebie nawzajem.
I być może wtedy globalne ocieplenie, przeniesie się w serca ludzi…..

Bez tytułu

DSC_0137

Życie daje nam lekcje każdego dnia, zwłaszcza dzieci….
Szymon sprząta butelki, którymi się bawi i mówi:: widzisz mamo jestem dobry mądry i dobrze gram piłkę i pomagam innym. I nawet sprzątam po sobie.
Gdy mama zaangażowała go w sprzątanie kościoła, i na dworze zbierał patyki, układał na kupkę i mówił:Pan Bóg jest ze mnie zadowolony! Ma 5 lat
To nie było pytanie, to była pewność.
À co robi dorosły?
W swej fałszywej pobożności, nie lubi samego siebie, łzy wzruszenia w kościele są rzadkością, Bóg w mniemaniu dorosłego jest rzadko zadowolony z niego….
Młody, nikogo nie udaje, nie rozumiejąc słów, które wypowiada,traktuje siebie samego z życzliwością.
I jest przekonany o słuszności swoich słów.
Tak oznacza Tak, Nie oznacza Nie.
Skoro mówisz mu, że cudownie narysował obrazek, a za kilka minut mówisz, że ładnie,to oczywistą refleksją jest: a przecież mówiłaś, że cudownie.. Przekaz jest klarowny, jasny, czysty.
Może gdybyśmy zainwestowali w spotkania z dziećmi, nie tyle, aby ich pouczać, ale by nauczyć się kochać samego siebie, nasze poczucie wartości byłoby bardziej kolorowe, mniej poważne.
Jestem dobry w tym, co robię….
Kiedy ostatnio sam sobie takie słowa otuchy powiedziałeś???
Oczywiście, jeżeli lenistwo przeszkadza, w zdrowym poczuciu wartości to słowa otuchy mogą stać się oszukiwaniem samego siebie.
Dobro, piękno, mądrość ! Cechy warte uwagi!Cechy, których uczymy się całe życie, zwłaszcza bycia mądrym!
Bycie dobrym człowiekiem częściej się nam zdarza niż bycie mądrym…
Mądrość to szczerość.
I znowu przykład Pr Marquette.
Oczywiście mam swoje teorie na temat mojej patologii płuc,zwykle konsultuje je z profesorem.
I co jest piękne, to, że nie podważa moich teorii, czasami idzie moim tropem. Czasami dodaje szczyptę swojej wiedzy. I tworzy się harmonia, eozynofile usypiają, a ja mam gwiazdy przed oczami….
Czasami upomina, abym przestała się martwić, abym za bardzo nie kombinowała z lekami…
Zwykle podaje przykłady pacjentów, którzy pomimo różnych patologii, żyją pełną parą, doceniają Oddech…
Jego dziecięca strona ciekawości, ma wiele do powiedzenia.
Bycie profesorem, ordynatorem, koordynatorem projektu na skalę międzynarodową zobowiązuje…
A On, co robi….???
Zwyczajne jest, daje z siebie wszystko, co ma najlepszego. Wie, że jest dobry, mądry i pomaga innym,lubi porządek…(Ostatnio jak dawał mi receptę, to, niechcący dał mi kopie listu, jaki zresztą dostałam, z tym, że na jego kopi, było podkreślone markerem informacje, aby mógł się szybciej połapać) Grunt to dobra organizacja!!!
Wszystko, co robi, robi dla przyszłego pokolenia…
Bierze przykład z małego Szymona, który wie, że jest Dobry i Mądry….
Wczoraj spędziłam wolny czas na plaży z książką…
Morze ze słońcem siedziało na kocu, wiatr się rozszalał, było ciepło blisko słońca, fale nuciły Ode do radości…
Nowo poznany autor francuski, Gilles Legardinier – producent, scenarzysta, twórca pięknych emocji.
Książka ma tytuł :Demain j arrête !
Polubiłam autora, powieść pełna emocji, trochę bajkowych, aczkolwiek bardzo subtelnych, szlachetnych i dobrych….Poczucia humoru pod dostatkiem, jedna z tych książek, które chce się przeczytać od razu…
No cóż, tak też zrobiłam, (oprócz lekarzy, mam słabość do książek) zwłaszcza takich, które mają w sobie poczucie humoru, przy których można odpocząć, zarazić się optymizmem bohaterów, uronić kilka łez, gdy cierpią, rozmarzyć się, aby wrócić na ziemię lepszym, łagodniejszym….
Gilles tworzy emocje, które można zobaczyć. Jako scenarzysta, widzi je i przelewa na papier… I nawet mu to wychodzi…
Jest to historia miłości, która ma wiele czystego uczucia zakochiwania się, bez wskakiwania sobie do łóżka, w dniu poznania…
Tytuł można przetłumaczyć na Jutro się zatrzymam!
Jutro przestanę!!
Uśmiałam się z przygód bohaterów, mieli w sobie dużo szlachetnych uczuć, które pozwalają nam oddychać…
Banalna historia poszukiwania drugiej połówki, nowy sąsiad i uczucia bardziej od strony zachowania kobiety….
Julie prowadzi wewnętrzny dialog, trochę się z nią utożsamiłam… Robi same głupoty… I jest bardzo sympatyczną osobą…Ba wszystko się dobrze kończy… Jest życie I śmierć.. Jest poczucie bezpieczeństwa i wielka samotność…
Tego dnia nic nie zrobiłam, oprócz przeczytania książki, Gilles wycisnął ze mnie kilka łez…
Musiałam odezwać się do moich przyjaciół, tych z Paris, bardzo za nimi zatęskniłam i za rodziną, z którą mniej lub bardziej się dogaduje…
Życie ma sens, gdy mamy, do kogo zadzwonić… Tylko po to, aby usłyszeć głos drugiej osoby….
Reszta jest optycznym złudzeniem…
Szymon I Pr Marquette to widzą i wiedzą, czują, że są dobrzy i mądrzy i rozdają siebie….I wcale im nie ubywa..
Nie żałuj czasu na wspólnie spędzony czas….. On jest bezcenny…
Żyj, ucząc się, a nauczysz się żyć…. To robi Szymon , który wchodzi w życie, i pr. Marquette, który wie gdzie użyć władzy, jaką ma.
Nigdy nie popisuje się przy pacjentach…
Tworzy życie oparte na rzeczywistości a nie na temat tytułach….
To jest sukces!!!
W gruncie rzeczy bycie profesorem i dzieckiem, ma o wiele wspólnego niż nam się wydaje. Zawiera bezcenne cechy Dobra i Mądrości, których człowiek od wieków szuka… Jezeli szuka…

Lekarz ktory usuwa strach

1500897173062 

Kolejna lekcja u profesora Marquette,
mam wrażenie pisać u niego doktorat.
Lekarz, który usuwa lęk.
Słowa które wypowiada  dają siłę  i  proces zdrowienia, proces piękna, zaczyna swoje dzieło,właściwe to nic nie muszę robić.
Tak mało dobrych słów słyszymy. Tak mało ich wypowiadamy. Albo brakuje nam czasu, albo boimy się swoich myśli, swojego zdania.Uciekamy się do krzyku lub wrogiej ciszy. Uciekamy do szantażu emocjonalnego, kontrola staje się codziennością.
Potrzebujemy inspirujących ludzi!!
Czy ich szukamy?
Taki człowiek, nie będzie się nad nami użalał, nie będzie przytakiwał, ani krytykował. Nie ma gotowych odpowiedzi, szuka rozwiązań razem z nami.
Marquette, pracując w Lille dostał nagrodę przyznawaną lekarzom-Victories de l Espoir, i to kilka lat z rzędu.
Teraz rozumiem, dlaczego, jak pierwszy raz go zobaczyłam, to Nadzieja w jego oczach otwierała szeroko ramiona.
Nie słuchamy innych. Słyszymy jedynie to, co nas interesuje.
Nie ufam ludziom, którzy twierdzą, że słuchają innych, szybkie zmienianie tematu, jest tego dowodem.
Śledząc  jego karierę zawodową,  zainteresowanie się indywidualnie stanem pacjenta , bez wchodzenia w toksyczne emocje, podziwiam go jeszcze bardziej.
Jest mistrzem w omijaniu toksycznych emocji!!
A to jest wielki sukces.!!
Uczy mnie słuchać muzyki serca. Uczy mnie bycia odważną i łagodną.
Marquette nie potrzebuje wiele czasu, aby wyciągnąć ze mnie wszystko, co jest mu potrzebne, aby mi pomóc w znalezieniu rozwiązania w nurtującym mnie problemie. Niekoniecznie chodzi o moje płuca. Usuwa lęk z każdej kropli krwi.
Być może, dlatego wraz z Nadzieją, było i Światło, gdy ja myślałam, że mam zwłóknienie płuc, gdy ciemność próbowała mnie porwać.
Jednak dostałam w prezencie przewodnika, który od razu wykluczył diagnozę.
Dopiero, teraz po roku, gdy zaczęłam się interesować, tym, co robi dla nauki, dla pacjentów, zaczynam rozumieć wielką wagę jego Obecności.
Właściwie, wtedy, jedynie, o co się modliłam, to o mądrego lekarza..
I dostałam.
Interwencja Stwórcy, przynosi owoce.
Gdy przyznałam się, że nie biorę leków jak mi przepisał, poczułam cieple spojrzenie i słowa upomnienia z  troskliwym tonem głosu…
I zadał pytanie:, Od kiedy ta zmiana miała miejsce???
Zaskoczył mnie , nie spodziewałam się takiego pytania.
I ku mojemu zdziwieniu zmniejszył jeszcze bardziej leki. Wyszedł naprzeciw moim eksperymentom z dozowaniem leków..
Jest jednym z tych naukowców, którzy szukają bezinwazyjnych sposobów leczenia, tych leków najmniej toksycznych dla innych organów.
Jego umiejętność bycia, jest imponująca.
Szukając perfekcyjnego człowieka, znalazłam go w szpitalu.
Dla mnie perfekcja, zawiera w sobie dążenie do poznania prawdy, do wyciągnięcia nagromadzonych toksyn, które zatruwają mój organizm i mają wpływ na relacje z innymi.
Ma w sobie perfekcyjne spojrzenie na drugiego człowieka. Jego lekcje, mogę w każdym momencie zastosować. One dotykają codzienności.

Nie na darmo wybrał specjalizację pullmologa, co za tym idzie leczenia raka płuc. Jest w trakcie realizacji projektu Air, które ma na celu bezinwazyjne wykrywanie nowotworu płuc.

Jak pracował w Lille był koordynatorem, dynamiki interakcji społecznej klinicznej, emocjonalnej (DISCE): projekt dotyczył opieki medyczno-psychologicznej pacjentów z rakiem. To tłumaczy jego ciekawość stanu emocjonalnego pacjenta.
W świetny sposób łączy karierę naukowca z dużym naciskiem na indywidualne podejście do pacjenta, bez wchodzenia w kompetencje psychiatry.
Ma dar robienia terapii w ciągu kilku minut.
Dziecięca intuicja mu towarzyszy, łączy ją z inteligencją.
Może, dlatego jeszcze się nie  wypalił .
Tyle się mówi o wypaleniu zawodowym, i to młodych. Profesor w żaden sposób nie okazuje zmęczenia, znudzenia, czy też arogancji, rozdrażnienia.
Nawet jak się złości, to z poczuciem humoru.
Daje i przyjmuje, jest wdzięczny..
Oto cała filozofa.
Dawanie ma się łączyć z przyjmowaniem. Nie zawsze dobrych rzeczy, są także i te trudne.
Jeden z jego studentów, podał w świat informacje, które powinien zachować dla siebie. Zrobiło się gorąco, wokół Marquette. A było to pod koniec roku akademickiego, chodziło o pytania na egzamin. Studenci bali się, że będą musieli powtarzać. Na szczęście nie musieli. Czytając na forum studentów, to bronili profesora.
Dobre imię zostało naruszone, aczkolwiek on nic złego nie zrobił. A wspominał o tym tylko, dlatego, że mu powiedziałam, że na YouTube jest  seminarium, w którym uczestniczył, mówił o fizjologii oddychania.
Na co uśmiechnął się, i powiedział: a to było nagrywane.
Zawsze miałam słabość do lekarzy, ale pr. Marquette ma szczególne miejsce w moim życiu, w mojej codzienności.Prywatne lekcje o pasji do Życia, opartego na prawdziwe o samym sobie.
Mam się, od kogo uczyć, tego, co w życiu  ważne. Nie muszę już szukać w książkach, mogę się odnieść do człowieka, którego znam…
Co więcej, mogę napisać do niego, lub pojechać do szpitala w gdzie przyjmuje.
Za każdym razem wychodzę wzruszona.
I to wzruszenie nie ma nic wspólnego z uczuciem wzdychania do niego….
To jest święte wzruszenie…
Czy i ty masz człowieka, który cię inspiruje?

Prostak wymaga tylko od innych

Wtedy, gdy się nie spodziewamy przychodzi mądrość słowa i  czyste spojrzenie radości.
Dziewczyny w pracy pomogły mi, gdy im podziękowałam usłyszałam od jednej z nich: wspólne działanie jest siłą…
Uśmiechnęłam się….Przyznałam rację.
Jeden z klientów w hotelu rozsiewa dobre słowa. Zaraża ciepłym głosem, sposobem bycia. Gdy czegoś chce, wyraża się spokojnie, widzi drugiego człowieka.
Nie sposób się nie uśmiechnąć, odpowiedzieć mu tym samym tonem głosu, taką samą życzliwością.
W recepcji powiedział, że jestem miła i zawsze uśmiechnięta….
Zauważa drobne gesty i mówi o nich ludziom.
W tym tkwi siła dobrego słowa….
Jeden z zakonników ciekawą myśl wyraził na temat przygotowania do medytacji: Najlepszym sposobem są drobne akty życzliwości.”…
Życie to nie wyścig szczurów, to kontemplacja twarzy drugiego człowieka.
Czesław Miłosz  napisał kiedyś, że pragnie być czystym spojrzeniem.
W pośpiechu gubimy życzliwość, czystość spojrzenia. Nawet nie przyjdzie nam do głowy, aby żyć mając czyste spojrzenie i życzliwy uśmiech. Wciąż panuje oko za oko, ząb za ząb.
Im więcej czasu spędzam z naturą, tym więcej siły we mnie.
Pojawia się spokój, nawet wtedy, gdy na „już ” trzeba coś zrobić…
To nie ma nic wspólnego z „mam to w nosie, „ nawet wtedy, gdy inni bezsensownie tłumaczą się, ze swoich niedociągnięć…
Spokój pomaga znaleźć sposób na takie zachowania współpracowników…
Ma rację zakonnik, który do medytacji wkleja  życzliwość.
Mamy nową stażystkę w pracy, przez godzinę miałam ją obok siebie… Jest osobą wyprzedzającą myśli innych, zachowuje się jakby już wszystko wiedziała, gdy jej coś nie interesuje, widać od razu…
Czas skoryguje…
Póki, co znalazłam u niej cechę uważności, a to dobry znak….
Jej zachowanie pokazuje mi, jak często próbujemy pokazać się od dobrej strony fałszując swój obraz. Czasami z szefów robimy idiotów, a tak w rzeczywistości to musimy się pilnować, udawać, wysilać…
Tylko, po co??
Czy w taki sposób zostaniemy zauważeni??
Zawsze znajdą się tacy, którzy będą żerować na naszej życzliwości, będą i tacy, którzy ją zauważą i odpowiedzą tym samym.
Gdy tylko mogę pomagam dziewczynom, i to działa w dwie strony…. I to jest czyste spojrzenie, którym jak Miłosz chcę Być….
Wspólnie możemy dużo więcej zrobić, (Aby mieć więcej czasu na wypicie razem kawy) 

„Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak od innych.”
Konfucjusz

 

Wszystkich Swietych-znak jednosci i pokoju

Wszystkich Świętych- czas refleksji, czas przypomnienia, że każdy z nas przekroczy bramę śmierci.
Kościół celebruje, tych, którzy nie wahali się oddać swojego życia za wiarę w Jezusa. Ich wiara była ścisłą współpracą ze Stwórcą i często walką o drugiego człowieka.
Większość świętych zza  ich życia było uważanych za idiotów.
Ojciec Pio dosyć dosadnie odpowiedział na stwierdzenie    jednego z profesorów, który głosił, że stygmaty są efektem autosugestii, a wywołane zostały przez nieustanną medytację Męki Pańskiej i wielkie pragnienie współcierpienia. Ojciec Pio uśmiechnął się i rzekł: „Powiedzcie mu, żeby wyszedł na pole. Potem niech bardzo intensywnie myśli, że jest bykiem. I zobaczymy, czy wyrosną mu od tego rogi”.
W tym roku wielkim przeżyciem dla mnie było poznanie św. Charbela, msza św. z relikwiami świętego odprawiona przez kapłana z Libii.
Często błogosławiony Frassati szturcha mnie abym nie zapomniała o dzieleniu się…
Matka Teresa z Kalkuty też mi się często przypomina…
I poznałam św. Hildegarde i wino z lawendy na oczyszczenie moich płuc… Właśnie zamierzam zamówić…
Oni wszyscy zaryzykowali, żyli pasją, mając Boga w swoich rękach klękali przed człowiekiem ,jak Jezus.
Nie potrzebowali głaskania, byli  pewni, tego, co robią. Mieli poczucie humoru.
Stwórca ich wybrał, i dał im zwycięstwo nad złym duchem…
Wszystkich świętych związane jest ze  wspominaniem naszych bliskich zmarłych. Dzień wolny, a więc pójście na cmentarz….
W tym smutnym wspominaniu, zapominamy o komunii świętych i tych, których nie ma już z nami..
Kilka lat temu mogłam celebrować Wszystkich Świętych wraz z apostołem Jakubem w Compostela.
 To było świętowanie!!
Procesja w katedrze z figurami świętych, piękne śpiewy, dzwony, i kadzidło, które robi wrażenie….
Ludzie z całego świata, zmęczeni pielgrzymi, mieszkańcy miasta i turyści.
Niesamowite było dla mnie i zadziwiające. Jakbym uczestniczyła w świętach Wielkiej  Nocy, a więc w Zmartwychwstaniu Jezusa…
Jedna z najpiękniejszych celebracji tego święta, jaką mogłam przeżyć.
Radość, która otwiera bramy nieba.
Święci widzą Boga, odebrali swoją nagrodę i mają nam wiele do powiedzenia, są naszymi adwokatami przed Stwórcą.
Mają ogromną moc, która  tak rzadko się  interesujemy.
W tym roku mogłam być na mszy w kościele  studenckim w Nice.
Proboszcz parafii Saint  Jean- Baptiste- le Vœu jest mistykiem. Liturgia dla niego ma wielkie znaczenie. Ma mocną ekipę liturgiczną, chór studentów i wiernych, którzy świadomie przeżywają Spotkanie ze Stwórcą .
Msza św. niedzielna trwa zawsze ponad godzinę i nikt nie wychodzi, nie patrzy na zegarek…
Ksiądz na kazaniu przytoczył cytat z książki, którą niedawno przeczytałam, o komunii ze Świętymi, o tej wielkiej tajemnicy, o misterium wiary….
Raduj się chrześcijanie!!
Nie bój się żyć pasją!!.
Nie bój się być sobą!!
Łaska wiary cię poprowadzi…
Mocny moment przyjęcia komunii św., akurat proboszcz rozdawał Boga. Sposób, w jaki to czynił, był mistyczny..
(A nic takiego się  nie działo)Bóg po cichu uzdrawiał . Święci mu podpowiadali, kto najbardziej potrzebuje uzdrowienia, a Aniołowie, szczególnie, Stróżowie Mu marudzili.
(Teraz to się nie dziwię, skoro proboszcz taki przykład daje, to stawia wysoką poprzeczkę parafianom) Nie można wyjść smutnym…
Jest to niemożliwe!!!
Po takiej celebracji, w Wielkiej Prostocie, co można, to uśmiechnąć się do Nieba))
Bóg rozdawał siebie….Jak rzadko o tym pamiętam….
Miałam łzy w oczach….
Ta celebracja upomniała mnie…
Bóg poprzez świętych, powiedział: podczas każdej mszy uzdrawiam, nie musisz jeździć po całym świecie na spotkania charyzmatyczne, nie musisz skakać od księdza do księdza….
Jeżeli będziesz potrzebować, dam ci znać..
(Ostatnio marudziłam, że brakuje mi wspólnoty)l Bóg odpowiedział, dając wzruszenie, idealnie dobrane piosenki do liturgii, proboszcza, a nade wszystko dał Siebie…
Co mnie wzrusza, w tym kościele, to postawa ludzi po przyjęciu komunii św…. Jest cicho, spokojne, jakby każdy widział Boga, jakby z nim rozmawiał…. Na pewno atmosfera, jaką stwarzają księża pomaga w  zrozumieniu tajemnicy wiary.
Bóg jest poetą.
I drugi dzień, wspomnienie bliskich zmarłych…
Słonce wciąż dzieli się ciepłymi promieniami, w pracy  spokojniej  i mogłam być na mszy. Dziś  proboszcz celebrował i miał kazanie.
Mniej ludzi, nie było chóru, tylko dwie osoby śpiewały, nie było kadzidła ani jednego lektora.
Był Bóg, ksiądz i my.
Skromność przemówiła.
Celebracja tej mszy była równie mocna we wzruszenie, jak dzień wcześniej.
Komunia, jaką młodzi stworzyli, piosenki, jakie zaśpiewali harmonizowały z gestami księdza, jego słowami, tonem głosu. Pełna synchronizacja.
Nie można przejść obojętnie, obok takiego spotkania.
I znowu łzy.
Czułam obecność babci. Przypominała mi o dniu jej pogrzebu i ciepłych promieniach słońca, a więc i światła…. Jakby chciała powiedzieć: Jak będziesz widzieć ciemność…
Przypomnę Ci o słońcu… Uśmiechnęłam się..
Poznałam nową świętą, Odylia, lub Otylia  o której proboszcz opowiadał…
Według życiorysu z X wieku Odylia urodziła się niewidoma i dlatego jej ojciec Adalryk, aby uniknąć hańby, postanowił ją zabić. Matka Betswinda uratowała ją i przekazała na dalsze wychowanie do klasztoru Baume-les-Dames. Według legendy Odylia w czasie chrztu udzielonego jej przez biskupa św.Erharda miała odzyskać wzrok.
Ojciec nie chciał jej znać, do tego stopnia, gdy jeden z braci przyprowadził ją na zamek, ojciec nie wahał się go zabić…
Książę pozwolił córce wrócić do domu, ale kazał jej pełnić obowiązki prostej służebnicy..
À Gdy umierał, Odylia miała wizję  jak był w  wielkich męczarniach… Przez trzy dni modliła się za niego…  Bóg jej wysłuchał, ojciec został wyrwany z sideł Szatana mocą modlitwy Odylii…. Jest orędowniczką w chorobach oczu, uszu i bólach głowy.
Proboszcz przekazał ważną rzecz, aby modlić się za dusze w czyśćcu, o to, aby powiedziały Bogu- Tak…Prostota modlitwy, jest łaską żywej wiary. Co jest najpiękniejsze Bóg zawsze mówi:, Jeśli chcesz…Daje wolność wyboru, jakiej człowiek nie potrafi dać. Bóg nie szantażuje, człowiek w swojej pysznej postawie robi z Boga bożka, twierdząc, że jest chrześcijaninem…

A On przychodzi w twarzy biednego, złodzieja, złośliwości sąsiada, szefa, w rodzicach, którzy nie potrafili dać przykładu, we wszystkim, co trudne, w chorobie, odejściu ukochanej osoby, w zmaganiu się z samym sobą…
Co ty na to Mu odpowiesz?

Czas istnieje, gdy coś robimy

DSC_0106Dziś dyrekcja – Saint Jeannet.
Po raz drugi wdrapałam się na Baou, tym razem Baou la Gaude . Tam rośnie dąb, który jest staruszkiem datowanym na  400-600 lat..
Nie ma imienia, jest to Duży Dąb.
Myślę, że może być kobietą. Silną, odważną. Ani piorun, ani szkodniki, ani umarłe gałęzie, nie mają wpływu na jej panowanie. Jej korzenie są jakby przykryte szatą, na której można się położyć. Ma ukryte piękno w sobie, tak jak każdy człowiek. Niestety rzadko to piękno widzimy. Jak często wygląd, ma dla nas większe znaczenie, niż ukryte dobro?
Ostatnio mało entuzjazmu we mnie, jesienny spadek dobrego nastawienia.
Góry są idealne do nabrania sił.
W moim przypadku, są błogosławieństwem.
Baou la Gaude, malutka górka, która kryje w sobie wiele tajemnic.
I tak za rękę ze słońcem, powoli wdrapywałam się w zacisze zielonych drzew, a właściwie spalonych słońcem.
Nieliczne drzewa maja kolory jesieni.
I nagle pojawiła się dziewczyna, a więc Bonjour i poszłam dalej…
Jednak miałyśmy się poznać. Niezwykła znajomość, okazało się, że jest polką…
Widocznie dobrze nam było, skoro zaczęło się robić ciemno, gdy schodziłyśmy z górki…Księżyc uśmiechnął się do nas.
Czas płynął, a my  tyle miałyśmy sobie do powiedzenia…
Ciekawe jest to, że niedawno koleżanka z pracy, stwierdziła, że ostatnio jestem milcząca… (Jakoś wolę milczącą postawę, niż słowa, które są pustką) Wtedy nie miałam nic do powiedzenia.
A dziś nie mogłybyśmy się nagadać…
Tak bez żadnych oporów, dawania rad, czy też napinania się, pokazywania się od jak najlepszej strony. I to było fajne.
Iza jest artystką, bardzo radosną i kolorową.
Nie boi się życia.
Tworzy siebie poprzez swoje dzieła. Szkło nie ma dla niej tajemnic, góry także.
Okazało się, że wiele rzeczy w górach ignoruje, bo ich nie  widzę.
Dobrze jest iść z kimś, kto widzi inne rzeczy, ktoś, kto pokazuje je, dzieli się nimi, a nie popisuje się, że wie lepiej i więcej.
Z takimi trudno wytrzymać.
Może, dlatego tak nam się dobrze rozmawiało, Iza dzieliła się ze mną, tym, co dla niej ważne, swoimi marzeniami, przeżyciami.
Zbierałam z nią owoce róży, jałowca, oregano.  A nawet mała sarenka nam zrobiła kuku… Druga się dobrze ukryła.
Niespodzianka od życia.
Otworzyłyśmy ten prezent maszerując razem, była moim przewodnikiem.
Mogłyśmy tylko powiedzieć  sobie Bonjour  i pójść dalej…
A jednak… Ten czas, ta osoba.
Myślę, że potrzebowałam takiej osoby, pełnej kolorów Życia. Pięknych kolorów, pełnych radości, nadziei, odwagi.
Iza miała wejść tylko na chwilę, a ja też nie przewidziałam, że wrócę ostatnim autobusem.
Padło dużo dobrych słów, których tak mało w naszym życiu, dużo śmiesznych historii, trochę życiowych trudności.
Te trudności były wyzwaniem, a nie tylko narzekaniem.
Życie jest większe od śmierci. Piękno jest w człowieku, w jego przeżywaniu  życia. W dzieleniu się, swoimi historiami, a nie tylko wyczytanymi, usłyszanymi…
Mieszkała w Izraelu, w Jordani.Tam śmierć jest bardziej widoczna niż w  Europie. Każdy poranek to informacje, ile osób zginęło.
I pomimo wszystko, ludzie tańczą nawet czekając na autobus. Życie ma zupełnie inny wymiar.
Żyją bardziej intensywnie, a ja narzekam..
Właściwie, na co???
Takie opowieści, z pierwszej ręki, dają do myślenia.
Śmierć nie ma żadnej władzy, dopóki człowiek potrafi cieszyć się każdą sekundą, z wszystkiego, co ma, co mu dzień podaruje.
Europa umiera, bo ma dostęp do wszystkiego, co jest potrzebne, aby godnie żyć!!
Paradoks!! ·A tam gdzie jest wojna, ludzie Żyją i cieszą się, bo wiedzą, że jutro może nie nadejść!!
Brakuje nam świadomości i autentycznych ludzi.
„… Tylko ludzie szczęśliwi mogą być wielkoduszni i otwarci na świat. Dążenie do szczęścia wydaje mi się, więc podstawowym warunkiem udanej egzystencji dla siebie i dla innych”- twierdzi Christophe André, psychiatra.
Ma rację, dzisiejsze spotkanie było wybuchem radości…
Iza otworzyła mi także swój dom, dała to, co ma najlepszego..
Gościnność jest otwartością serca, a wielkoduszność atrybutem ludzi ufających, że wszystko, co nas spotyka ma sens.
Raz na jakiś czas, wyłącz telefon, by sprawdzić czy żyjesz!!!!

Czas istnieje wtedy gdy go przezywamy, celebrujemy, odkrywamy.

Jeżeli kochasz sercem patrz

DSC_0061Kolejny poniedziałek. Słońce, zatrzymało się na dłużej w Nice.
Przy śniadaniu wciąż nie wiedziałam gdzie się wybrać…
Moje niezdecydowanie zostało zmienione w autobusie…
Lenistwo ścieżki nadmorskiej, czy też wdrapanie się na Baou la Gaude ?
To był mój jedyny problem tego dnia.
Wygrało błogosławione lenistwo i spokój ścieżki pomiędzy Cap D Ail a Monaco..
Tym razem odkrywanie natury rozpoczęłam w Cap D Ail.  
Słońce od razu założyło mi okulary przeciwsłoneczne i towarzyszyło mi przez cały dzień.
Co chwilę się zatrzymywałam, aby posłuchać muzyki morza, aby na chwilę oderwać się od smutku tego świata, aby  odczepić toksyczne emocje, na chwilę wyciszyć myśli.
Stoły, ławki, wszystko dla zmęczonych ludzi, nic tylko usiąść i zapomnieć się, aby znaleźć się w zaciszu własnego serca.
Motyl pozwolił mi się ze wszystkich stron fotografować, pochwalił się swoim strojem, gołąb towarzyszył mi przy obiedzie, który  jadłam na kanapie z widokiem na morskie głębiny i niebo z uśmiechniętym słońcem(kanapa była z betonu, a na obiad piknikowe rarytasy)
Pointe des Duaniers – tak nazywa się niezwykle miejsce wysunięte w morze, wysepka w miniaturze. Dziki ogród z barem, o tej porze roku zamkniętym.
Zaskoczyła mnie obecność  czterech kotów, które pilnowały baru. Wylegiwały się w słońcu, jeden z nich przyszedł się przywitać.
No cóż wzięłam z nich przykład, i  to było terapeutyczne. Najlepsze lekarstwo na smutne chwile, na odnalezienie siebie.
Wpatrzona w lazurowe kolory nieba i morza, płynęłam razem z nim, słońce robiło mi masaż, świat kalkulacji, nakazów, na chwilę zniknął.
Niesamowite są morskie fale, jedna drugą napędza, by   rozbić się o brzeg. Perfekcyjna współpraca z wiatrem.
Każda fala ma swoją trasę, jedna jest zależna od drugiej. W chaosie wydawanych dźwięków tworzy się harmonia.
Tak jak w życiu, w wyścigu za wygodnym życiem, tracimy część siebie. Jedynie współpraca z drugim człowiekiem może przynieść harmonię.
I tak dotarłam do Monaco, do ogrodu różanego księżnej Grace.. Róże zmęczone słońcem, nieliczne kwitną, za to ich zapach jest tak intensywny, że długą chwilę nie mogłam się oderwać od nich…
Poczułam się jak Mały książę ze swoją różą…. „
Jeżeli kochasz, sercem patrz” – szepnął wiatr….
I tak zakończyłam dzień, w tak szlachetnym towarzystwie i dobrych radach natury…
Nie myślałam, że następny dzień będziesz jeszcze piękniejszy…..
Nie siedź w domu!!!
Sprawdź, Co Natura ma ci do przekazania.DSC_0094

Prezentujesz sie konkretnie kwiatuszku

IMG-20171015-WA0000Dzieci mają we krwi, bieganie, machanie, kręcenie się.Nade wszystko mówią prawdę. Nie koloryzują. A rodzice, nie wiedząc, czemu za nich się wstydzą. Dzieci mają swoją logikę.
Koleżanka opowiadała, że dała synowi lat( 14) pieniądze na fryzjera, a więc młody grzecznie poszedł, tylko była duża kolejka, (oczywiście czekanie nie wchodziło w grę). A więc zadzwonił do mamy  i zapytał czy może wydać te  pieniądze, na co innego. Przecież to mama chciała, aby poszedł do fryzjera…
Druga historia: babcia dała wnukowi pieniądze zamiast prezentu, aby sam mógł sobie wybrać (I tutaj popełniła błąd), 10-latek, był mądrzejszy od babci. Gdy byli w sklepie, wybrał sobie prezent i przy kasie z rozbrajacza miną powiedział: możesz zapłacić, przecież nie będę wydawał pieniędzy od ciebie….. Dobre zagranie, młody w życiu nie zginie.
Dorosły człowiek kombinuje inaczej, często kosztem innych ludzi. Najdziwniejsze jest to, że uczciwość jest wychwalana pod niebiosa, to, co powinno być normalnością w życiu każdego z nas, staje się podziwiane.
Jak nisko upadliśmy!!!
Głupota zbiera żniwo.
Drobny gest  bezinteresownej życzliwości jest czymś tak rzadkim, że musi być opisywany w mediach….
Einstein miał rację mówiąc: ·”Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien, co do tej pierwszej”.
Wszystkie konferencje, spotkania na tak zwanym szczeblu kończą się podziękowaniami. Są ważne…. Niestety często są przesadzone, wyczytane z kartki. Nie wzruszają. Nie ma w nich życia.
Siostrzenica przyjaciółki, lat 8, na urodziny cioci namalowała rysunek. Idealnie dobrane kolory, wszystko dopracowane, fryzury mają takie same… Najlepsze jest to, że ja też tak widzę Asię. Słoneczną i radosną.
Trzymają się za ręce, jest to symbol więzi. Dzieci wiedzą więcej o okazywaniu uczuć, niż dorośli.
I  ta mała Hania,  do swoich rodziców powiedziała  tak: kocham was, że jesteście, że spędzacie ze mną czas….Rodzice mojej koleżanki ciągle pracują i nie mają  dla niej czasu
Zawstydza świadomością, o tym, co najważniejsze w relacji,o wspólnym spędzaniu czasu.
Powstaje pytanie, czy dzieci faktycznie potrzebują tych wszystkich materialnych rzeczy????
Czy aby to nie rodzic napędza siebie, i” Mieć więcej” staje się ważniejsze niż” Być dla.. „?
Dziecko ma do perfekcji opanowany zmysł wyczucia prawdy. Pewnie, dlatego „wali prosto z mostu”. Nie bawi się w  dobieranie słów, mówi to, co widzi. Z biegiem lat wyczucie prawdy zniekształca się. Krzywe zwierciadło zaczyna rządzić. To, co tak łatwo nam przychodziło powiedzieć, nie może przejść przez gardło. Wdziera się kalkulacja, lęk przed wyśmianiem, przed odrzuceniem.
Dzieci non stop powtarzają: popatrz na mnie, posłuchaj mnie, pobaw się ze mną….
A co  słyszą: nie mam czasu, za chwilę,.A i aby poczuć się wysłuchanym, krzyczą, są niegrzeczne, a rodzic w swej głupocie, mówi: jak będziesz niegrzeczny to cię Pan zabierze, lub karzą za prawo do wspólnego dialogu, zabawy.
Może dzieciaki piszcząc, machając, odganiają negatywne emocje, może to jest ich sposób, aby radość miała łatwiejszy dostęp. Dlatego przebywanie w ich towarzystwie zaraża spontanicznością.
A gdyby tak zamiast  komplementów spotkać się…. ·A gdyby tak, życzliwość uczynić priorytetem codzienności…
A gdyby tak, przestać gdybać i zacząć cieszyć się z codziennych chwil jak
4-letnia dziewczynka mówiąc do swojej mamy: ”siema kwiatuszku, prezentujesz się konkretnie”…..

Saint Jeannet-miasteczko szlachetnej prostoty

Saint Jeannet-miasteczko u podnóża masywu skalistego Baou Saint Jeannet (Baou lub bau to wzgórze, urwisko lub stok, które często mają płaski wierzchołek) U jego stóp płynie Cagne. Idealna górka do wspinaczki. 800 metrów  potęgi natury.
Kilka szlaków, które otwierają oczy z zachwytu, a  cisza szaleje z radości. Można zobaczyć ruiny le Castellet, obronnej owczarni, domki pasterzy, w kształcie igloo (wyglądają jak kupa kamieni) Niesamowite, że tam mieszkali kiedyś ludzie.. A dziś tak narzekamy, budujemy domy, w których nie mamy czasu mieszkać, tak bardzo łapczywie, bezmyślnie kupujemy przedmioty, których ani nie używamy, ani się nimi nie cieszymy.
Na szczycie Baou, jest ławka i stół orientacyjny, uświadamia nas, co możemy dookoła dostrzec, co jest całkowicie za darmo, co nas dopinguje, aby nie stać w miejscu. Panorama prezentuje się  niesamowicie, alpejskie szczyty parku Mercantour, doliny nicejskie, aż po Antibes, można dotknąć wysepki Lérins, i masywu Estérel, przy dobrej widoczności i Korsykę.
Miasteczko jest pełne uroku, pełne autentyczności. Kręte uliczki, często pochylone („kalady”), złamane przez schody, aby wyeliminować skutki podrywania przez deszcz, zadziwiają. Jest to charakterystyka ścieżek prowansalskich. Czasami te uliczki prowadzą  do kościoła parafialnego.
Kolejne szarmancie miejsce odkryte.
Historia Saint-Jeannet pozostaje niepewna, ale oficjalne dokumenty świadczą o kilku wioskach Sancti Johannis u stóp Baou i Alagody, od XI wieku. Dziś można zobaczyć, domy tworzące średniowieczną obudowę, która milczeniem mówi o byciu odważnym I pełnym pomysłów. Piękno góry, mówi samo za siebie. Wcale się nie dziwię, że tam postanowili zbudować miasteczko. Ciekawostką jest, że wiele domów było budowanych od strony południowej, aby słońce ogrzewało jeszcze mocniej, a Baou chroniła od silnych wiatrów. Wszystko jest po coś. Człowiek jest twórczy, tylko czasami leniwy…
Mam wrażenie, że czas zatrzymał się na początku września. Jest tak przyjemnie, słońce nie parzy, tylko ogrzewa, przytula.
Wzięłam ze sobą ciepłego polara, którego nie potrzebowałam. Tym razem nie straciłam ani centa. Miasteczko jest 20 km od Nice. Ostatnie przystanki jechałam sama. Kierowca zatrzymał się i poszedł sobie kupić coś do jedzenia. Oczywiście zapytał mnie.
9.30 i szlachetna cisza pije poranną kawę, koty leniwe się wylegują. Spokój – szlachetnie urodzony rycerz człowieka. Szlacheckie towarzystwo miałam.
Gdy znalazłam oznaczenie szlaku, (nawet dobrze mi poszło) cisza od razu wzięła mnie pod ramię, pokazywała swoje włości. Kufer ze skarbami, jest niczym w porównaniu, z przestrzenią górskich szczytów.
Kilku biegaczy mnie wyprzedziło, a ja miałam trudności z wchodzeniem. No cóż, eozynofile w akcji, nie lubią wysiłku fizycznego, a więc się wkurzają, a ja im robię na przekór i tak sobie odbijamy piłeczkę. Póki, co daję rady.
Górka malutka, aczkolwiek skalista, pełna treści, jakich żaden człowiek jeszcze nie napisał I nie napisze.
Natura jest najlepszym pisarzem. Ona też powinna dostać Nobla.
Jesieni za bardzo nie widać, niektóre partie drzew pozłocone, gdzie nigdzie troszkę czerwieni. Niestety mała ilość deszczu wysusza ziemię. Drzewa usychają z pragnienia.
Baou intryguje. Jest prosta, stanowcza, widać, że nie lubi kompromisów. Lubi ludzi odważnych, lubi ludzi z pasją i takich przyciąga. Wszystkich jednakowo traktuje. Pokazuje panoramę wszystkiego, co posiada.
Jest motywująca, wielkie kamienie, po których trzeba się dostać na szczyt, są jak trudne dni, które mijają. I nagle pojawia się cudny widok nieustannej współpracy morza, nieba i gór.
Baou mówi: Bądź uważny, na to, co każdy dzień Ci ofiaruje. To czym się tak zachwycasz jest darem. Ławeczka w kamieniach, słońce rozgrzewające, cisza u boku i panorama zapierająca dech w piersiach. I pan, który usiadł sobie na ławce. Zaczęliśmy rozmawiać, okazało się, że jest przewodnikiem górskim, na emeryturze.
Rozmawialiśmy o górach, o tym, co dla nas ważne, ku mojemu zaskoczeniu, przez chwilę towarzyszył mi. Uciekliśmy ze szczytu, bo pojawiło się dużo ludzi i zaczęło być głośno. Polecił mi ścieżkę, pokazał dobrze zachowany domek pasterzy. Wybrał mi ścieżkę ze słońcem. Sympatyczne spotkanie. Po drodze spotkałam wielu ojców z dzieciakami. Dzieci uczą się odwagi, u boku troskliwego ojca. I to jest cudne. Słuchawki i telefon tego nie zapewni. Młodzi, nie potrafią, bez słuchawek w uszach egzystować. Przyklejeni  do zimnego ekranu telefonu… Kiedyś to przytulanie się, chodzenie po drzewach było potrzebą… Obdarte kolana, chleb z masłem i na dwór.  Młodzi wciąż się spotykają, tylko każdy z telefonem, wirtualnym życiem. Gry. Zmora rodziców.
Codziennie w Nice spotykam młodych siedzących na ławce i grających.. I  spotkałam młodą mamę z maleństwem w siodełku, tez potrzebuje oparcia w ciszy.
Obiad jadłam w towarzystwie motyli ,słońca i delikatnego wiatru. Cóż za towarzystwo! Domek pasterzy, przypominał o prostocie życia.
Można było usłyszeć jak natura oddycha. Wiatr delikatne kołysał, jadł obiad ze słońcem. Podzielili się ze mną.
Brak ludzi czasami jest potrzebne dla równowagi ducha i umysłu.
Toksyczne myśli sypały się jak łupież, wiatr pomagał i rozsiewał je po górach.
I w pewnym momencie zgubiłam szlak (a pan przewodnik mówił, aby nie skręcać ani w prawo ani w lewo) no cóż, taki mój urok. Troszkę sobie poodzierałam nogi, szukając ścieżki, tym sposobem przypomniałam sobie dzieciństwo. W końcu odnalazłam i  spotkałam wiewiórkę, szybko uciekła.
Nie miałam żadnego planu w głowie, a więc wybrałam szlak z drugiej strony Baou la Gaude. Kamienie się uśmiechały, niebo odwzajemniało radość, cisza nie opuszczała mnie ani na chwilę. Kolory jesieni leniwie się instalują, brak deszczu spowalnia proces. Dla mnie dobrze, bo mogę nabierać sił, u boku „szlachty wszechświata „-natury, w słońcu.
Natura łączy, co człowiek rozdziela. Nie potrzeba chemicznych dodatków, nie trzeba wydawać pieniędzy na siłownię. Wystarczą dobre buty i ruszenie się  z domu.
Cisza sama  łasi  jak kot, każdy krok to liczenie sukcesów ,to amnezja starych ran, pretensji, strat. Oglądanie się za siebie traci sens. Zmęczenie rodzi radość.
Pewnie tam wrócę, potrzebuję górskich szczytów, potrzebuję przestrzeni nieba, potrzebuję zdrowego powietrza. Łagodność powraca, skrzywiona mina się prostuje, eozynofile cicho siedzą. Wszystko wraca na swoje miejsce. I to ma sens. Jest naturalnym procesem zdrowienia.

Niebanalne Zycie nie kosztuje zbyt wiele

Niebanalne słowa. Niebanalne życie. Każdy z nas chciałby żyć, realizując wszystkie swoje plany, marzenia. Często lenistwo i rady innych odciągają  nas od ich realizacji.
Jak żyć, aby cieszyć się codziennością?
Jak mieć czas dla siebie, gdy wszyscy tylko  wymagają?
Jak pokochać I przytulić swoje życie?
Gdzie szukać pomocy, gdy smutek zalewa, jak sąsiad z góry?
Codziennie wybieramy. Uśmiech lub smutek. Lenistwo lub pracowitość. Podnosimy żaluzje lub je opuszczamy. Codziennie spotykamy siebie w lustrze. Adorujemy lub nienawidzimy. Obwiniamy lub próbujemy zrozumieć. Każdego dnia mamy wybór, jednak często go nie dostrzegamy.
Niebanalne życie jest w każdym z nas. Jedynie, czego od nas wymaga, to czas. A my wszystko mamy wyliczone, błąd nie wchodzi w rachubę. Tylko czas nam się wymyka, nie możemy go nadrobić, ani kupić. Nie możemy go cofnąć. Jak często udajemy, że chronimy swoją rodzinę, pracowników, znajomych.
Nigdy nie wiesz, co może się wydarzyć za sekundę.
Mieszkając na południu Francji, w Nice, wiem coś na ten temat..
Byłam na Promenade des Anglais, gdy ciężarówka wjechała w tłum…. Pozostała refleksja:, Dokąd zmierza człowiek?? W którym momencie zgubił dumę człowieczeństwa?
Na początku 2016 moje płuca odmówiły posłuszeństwa, diagnoza, która zatrzymała na chwilę mój świat. Przewróciła do góry nogami. Przez moment groźba śmierci w najbliższych latach bezczelnie wtargnęła w moje życie.
Nigdy nie wiesz-szepnęła.
Na szczęście dostałam Anioła Stróża – profesor Marquette, szef pulmonologii   szpitala Pasteur w Nice. Stwórca zesłał pomoc. I tak życie wróciło. Będąc pod jego opieką próbuję życie opierać na Zaufaniu i Nadziei.
Codzienność jest borykaniem się z brakiem sił i odważnym kroczeniem  pod prąd.
Nagle mam czas dla siebie, nagle potrafię wolniej pracować, nagle widzę, to, czego nie widziałam wcześniej.  Pośpiech zamykał oczy na najważniejsze: mądre dbanie o siebie.
Wciąż się uczę, natura mi w tym pomaga.
Odkrywam region Côte d’Azur, który kryje w sobie masę tajemnic. Każda wycieczka to kolejna lekcja łagodności wobec siebie, za czym idzie, wobec drugiego człowieka.
Okolice Nice, stworzone do odkrywania przestrzeni naturalnego środowiska, chronionego przez człowieka. Nadmorskie ścieżki sąsiadują z górskimi szczytami. Wszystko dla człowieka. Wystarczy wyjść z domu.
Wyjdź!
Cudne widoki czekają na ciebie!-Szepcze wiatr.
Francuzi lubią góry, dużo rodzin można spotkać na szlakach. Dobry znak, dzieciaki uczą się dotykania gwiazd, zmęczenia z radości.

Niebanalne życie, nie jest zbyt drogie. Nie wymaga miliona na koncie, nie chce wystawnych kolacji, gdy cię na to nie stać, nie bierze łapówek, i ich nie daje. Żyje uczciwie, w zgodzie z samym sobą. Żyje z ciekawością dziecka, z pasją odkrywania.

Nade wszystko uczy, jak żyć, aby nie deptać swoich planów, marzeń, aby innym mówić: Dasz radę!
Niebanalne życie.
Jest w Tobie!. ·Odkryj je! ·Zachwyć się Nim!
Niech twoje życie będzie inspiracją dla innych.
Gdy będziesz autentyczny, tak się stanie.
Zapraszam cię w podróż do autentyczności.
Chcę z Tobą  podzielić się swoimi spostrzeżeniami, tym jak widzę moje życie, życie innych. Tym, co jest dla mnie ważne, tym, co mnie boli, tym, co już odkryłam, i tym, co przede mną.
Zdziwienie I zachwyt są moimi przyjaciółmi.
Mój ziemski Anioł Stróż kończąc napisałby :Sensible  à votre attention.
Póki, co, jest moja  główną inspiracją…
A więc mogę i ja napisać
Wrażliwa na wasze uwagi…..