Droga nie jest trudnością, tylko wyruszenie w nią

_20170630_213922Santander – tam trzy lata temu zakończyłam kolejny etap szlaku św. Jakuba… I z wielką radością mogę go kontynuować. Sprawdzić swoje siły zachwycić na nowo życzliwością, rozdawać siebie, nie bać się chodzenia po wodzie…
Miasto, w północnej Hiszpanii powitało mnie deszczowymi chmurami… Tomek, wyjechał po mnie… Spotkanie po trzech latach, jakbyśmy widzieli się wczoraj…
Allbeurge chrapanie, i hiszpański język…  Ludzie z całego świata,w podróży do samego siebie.. Droga życzliwości. Czas realizacji siebie… Oddechu miłości. Zachwytu. Reszta jest tylko ułudą..
Oj noc ciężka, chrapanie pielgrzymów… No cóż, jedyna niedogodność.. Jakaś musi być  Niestety, w drogę wyruszyłam z katarem…..
Pobudka o 7.00, Spokojnie wybraliśmy się, wyruszyliśmy w drogę.. Burzowe klimaty już w nocy nie dawały za wygraną… Do południa jeszcze wytrzymało…. Wychodząc z Santander zostawiliśmy nasze trudności, smutki, problemy… Wysypywały się jak piasek w dziurawym worku. Istota pielgrzymowania. Błogosławieństwem jest, gdy mogę liczyć na towarzysza podróży. Tak też się działo…,Wszystkie odcienie zielonej Kantabrii królowały. Krowy, owce, konie… A nawet ślimaki, uśmiechały się do nas… Spotkaliśmy dwoje Rosjan po drodze, na rowerach. Chwilę pobyliśmy razem… I ta chwila była szczęśliwa…
Grzmoty i błyskawice królowały, dawały poznać po sobie, że chcą się wypowiedzieć, wykrzyczeć. I gdy dotarliśmy na przystanek autobusowy, chmury przez chwilę, powiedziały, co myślą…. Krople wody zaczęły intensywnie uderzać o ziemię. Przeczekaliśmy na przystanku. I gdy uszliśmy kilka metrów, dopiero krople zaczęły szaleć… Nie było żartów. Zdecydowaliśmy podjechać kolejką… Padało bez litości.. Zimno instalowało się, bez zapowiedzi, przeszkadzało w kroczeniu… I tak dotarliśmy do Rajqiedia… Alberuge, położone przy głównej drodze, a wiec samochody zagłuszały ciszę i spokój… Bar po drugiej stronie, z sympatycznymi Hiszpanami. Dobry domowy hamburger, kawa, a dla Tomka piwko zrekompensowały nam szum samochodów… I miła niespodzianka, w pokoju, byliśmy z trójką sympatycznych Polaków. Dużo radości i marzeń, dużo spontaniczności… Zamiast się denerwować czekając na wyniki z matury, wyruszyli na szlak. Świetny sposób na czarnowidztwo…Zmęczenie, widoki, codziennie inne miejsca, inni pielgrzymi, łagodzą lęk przed przyszłością… Wracali, pełni nowych przeżyć, gotowi na dalszą wędrówkę zwaną Życiem….
Poranek słoneczny, zachęcający do drogi .  Pożegnaliśmy się z naszymi młodymi rodakami. Śniadanie, w barze po drugiej stronie, sympatyczny Hiszpan, uczył wymawiania słów …. Miał dla nas czas…. W życiu codziennym, tak mało czasu poświęcamy, na zwykłe bycie z innymi…. Dobra kawa, tortilla, bułeczka… I w drogę…. Kilka kilometrów niezbyt atrakcyjnych, ulica, fabryka mieszała się ze śpiewem ptaków… Leniwy czas, dużo niedokończonych domów, pozamykanych mieszkań….Ulice widma… Słońce łaskawie nas przytulio, okulary przeciwsłoneczne i sandały, i tak cały dzień uśmiechaliśmy się do siebie.  I w końcu zielona kraina Kantabrii ukazała się w całej swojej krasie. Zieleń, złączona z błękitem nieba, prowadziła nas za rękę. Chroniła przed zmęczeniem, popychała do przodu. Na wzgórzu kościół dumnie na nas patrzył. Jak większość kościołów zamknięta, lub płatna….
Takie czasy….
Gdy zaczęło się chmurzyc i mgła zabroniła cieszyć się widokami, dotarliśmy do albeurgue  w Orena… Porządna albeurgue, która zasługuje na gwiazdkę, albo dwie… Nawet kołdry i lampkę przy łóżku każdy ma… Czysto, przytulnie, kuchnia, herbata do dyspozycji, możliwość śniadania… Super miejsce, aby nabrać sił… Jedyny bar, tuż obok…. Tubylcy na piwku, wino też cieszy się popularnością.
Nie jest tak źle, ze mną, zrobiliśmy ok 14 km….Płuca wracają do formy, chociaż źle im iść pod górkę…. Myślę, że są w stanie zrobić 20km… Myślałam, że będzie gorzej… Widocznie są na swoim miejscu… Odzyskują formę, aktywnie korzystając z uroków szlaku św. Jakuba… Nawet przeziębienie przywiezione z Polski, nie jest w stanie mnie zawrócić… Taką siłę daje to droga., Panowie, wrócili z  zawodów gry w” bolos”, czyli kręgle…. Chłopaki chyba przegrali, bo się klepali po plecach…. Mieliśmy okazję takie zawody przez chwilę oglądać…. Muzyka, skoncentrowani gracze, każdy w swojej barwie klubu, kibice i jurorzy. Boisko na dworze. Fajny sposób na dobre spędzenie czasu…
Kolejny dzień, królewskie śniadanie przygotowane przez Antonio, opiekuna alberge, ciepłe pożegnanie i w drogę. Kolejny cudny dzień. Wciąż zasmarkana, aczkolwiek szczęśliwa. Drobne krople deszczu nam kapały, i tak było przez cały dzień… Kraina jaśminu, dzikiej róży czarowała nasze oczy. Łąki z krowami, owocami, ślimaki wychodziły, koguty nas witały, ptaki koncerty dawały. Piękny dzień zachwytu nad naturą. Nic nowego, a zarazem nieoczekiwanego. Urok wyruszenia w drogę…Hiszpanka zapraszała na swoje podwórko, oferując kawę, tortilla…  W taki sposób dorabiała sobie. Czasami oferują kawę za darmo…Kroczyliśmy aleją drzew orzechowych, wielkie cytryny kłaniały się nam… Nawet poziomki rosły przy drodze… Pełna harmonia. Zielona kraina pokazywała to, co ma  najpiękniejszego. Nie skąpiła. Była szczodra….  Każdy krok, był cudem stworzenia, chociaż to słowo, nie odzwierciedla emocji, jakie w nas wywołała….Bycie życzliwym, było tak proste…Zatrzymaliśmy się w Santiliana  del Mar. Muzeum tortur, kamienne uliczki, brakuje tylko stylu bycia, że średniowiecza. Dużo kwiatów, kamienne pałace harmonizują, ze sobą. Urok miasta zanurzony  w zielonych pastwiskach, miasto pije kawę z naturą… Przytulnie. Wyruszyliśmy dalej. Oddaleni od huku ulicy, zanurzeni w wydreptanej ścieżce pomiędzy łąkami, kroczyliśmy dzielnie, ze słońcem na ramieniu. Zrobiliśmy 16 km, taki spacerek, niczym niezmąconego spokoju. Nagle czas przestał istnieć. Dotarliśmy do Comillas – szlacheckiego miasteczka. Markiz Comillas górował nad miastem. Jego posąg wzniesiony na wzgórzu, obserwował morze, wskazywał na zachwyt….W Comillas urodził się Antonio Lopez , który pochodził z biednej rodziny, ale dorobił się wielkiego majątku na Kubie. Król nadał mu tytuł markiza Comillas. Na Kubie poznał mieszkańców Katalonii i oni to zaprojektowali modernistyczne budowle w Camillas:  uniwersytet Pontificio, Pałac de Sobrellano i seminarium. Spokojne miasteczko, z piękną plażą. Majestatycznymi skałami w oddali. Zanurzyłam nogi w zimnej wodzie, i chyba to nie był dobry pomysł….  Przeziębiona, pogorszyłam tylko mój stan zdrowia….. Ale co tam…. Majestatyczna rzeźba Anioła pilnuje mieszkańców. W Polsce było Boże Ciało, I chciałam być na mszy….I byłam . Energiczny młody ksiądz, i wielu ludzi, jak na dzień tygodnia i godz. 20…W Hiszpanii, tak jak we Francji Boże Ciało jest w niedzielę…Masa dzieciaków z rodzicami na rynku, miasteczko tętniło życiem. Ptaki non stop koncertowały….. W Allbeurge, dużo ludzi, komplet… Ci, którzy późno przyszli, musieli iść dalej…. Deszcz wciąż nas napastował…. Mój stan zdrowia ulegał powolnemu pogorszeniu…. Następny dzień okazał się ostatnim w pielgrzymowaniu. Dotarliśmy do San Vincente de la Barquera. Przechodząc przez plażę, poczuliśmy aksamit piasku, śpiew morskich głębin. Nie udało nam się zrobić więcej, gorączka zatrzymała mnie na dobre… Piękne miasteczko, z rzeką, zamkiem i Allbeurge na samej górze. Kościół Santa Maria de los Angeles króluje nad miastem. Malownicze widoki łagodziły wszelkie lęki, dodawały sił. Wiatr pokazywał swe oblicze. Byliśmy na samej górze. Panorama miasta 360 stopni…. Piękne widoki z każdej strony… Ważne miejsce pielgrzymów  do Compostela…. Niestety popołudniu gorączka złożyła mnie do łóżka…. Oczywiście jeszcze tam wrócę, bo tam zakończyłam kolejny etap szlaku św Jakuba. I już tęsknię, za kolejnym. Taki mój narkotyk. Czuję się jak u siebie, nieznane staje bliskie, strach traci na sile. Pomimo przeziębienia, każdy krok był coraz piękniejszy… Cisza i spokój królowały we mnie. Mieliśmy jeszcze trzy dni do powrotu. A więc mój towarzysz wynajął samochód i pojechaliśmy do Loredo. Trzy lata temu przeszliśmy. Piękna plaża, na której odpoczywaliśmy…. Hm no cóż, może i powinnam leżeć w łóżku, aczkolwiek plaża i słońce było silniejsze… Tego nam było potrzeba… A że była to niedziela, szukając mszy św. w internecie, okazało się, że hotel, mamy na tej samej ulicy, co kościół, w dodatku z mszą o 20. Św  Jakub, czuwa nad moim stanem duchowym …. Ksiądz, starszy o promienistej twarzy, zarażał wejściem w radosną kontemplację o Obecności Boga. Wszystko było jasne, Anioły tłumaczyły kazanie….. Dawno tak nie przezywałam mszy św…. Niesamowite spotkanie, Bóg ponad barierą językową, ponad wszelkimi przeciwnościami. Nieoczekiwanie zakończenie tego etapu. Niespodzianki, to specjalność Stwórcy…. A wyruszenie w drogę przypomina o niepowtarzalności każdego dnia. Jak często używamy słów: ciągle to samo…. Pozamykani w skorupach, jak ślimaki, przechodzimy obok piękna naszego życia.
Zachód słońca był niezapomnianym spektaklem. Słońce szybko się schowało, za to długi czas rozświetlało niebo… Artystyczne eksperymenty z kolorami. Żaden artysta nie jest w stanie namalować takiego obrazu…. Uroczy spektakl za darmo……Wciąż osłabiona przeziębieniem, wcale się nim nie przejmowałam… Piękno natury i (leki) pomagały…..
Na drugi dzień powrót do Bilbao…. Poranek spędzony na pożegnaniu się z morzem, z aksamitnym piaskiem….
No cóż, powrót do Bilbao i upał niemiłosierny… Mój towarzysz, dzień wcześniej miał samolot, a więc zostałam sama…. I nagle pusto się zrobiło… Schowałam się do parku, aby traumy się nie nabawić…. Po takich cudnych wrażeniach, wielkie miasto jest mało wskazane… Powoli mój organizm” ogarniał „zmianę otoczenia…. Bilbao jest mi znane, a więc odwiedziłam stare miasto i katedrę św. Jakuba, taka miniaturka Santiago…Gdy wracałam do Allbeurge, burzowe klimaty opanowały miasto….. Udało mi się przed deszczem schronić….
I powrót do Nice….
Malo zrobionych kilometrów, za to same cudne chwile. Wiem teraz, że moje płuca, potrzebują aktywnego odpoczynku…. Wiem, co mogę, a co nie jest wskazane…. Sprawdziłam siebie, zwyciężyłam….. Za rok kolejny etap….
Właściwie, to już mogłabym wyruszyć….IMG-20170614-WA0065

Medytacja -sposób na podjęcie mądrych decyzji

Mu­si zna­leźć się w dniu ta­ka, po­ra, kiedy człowiek ro­biący pla­ny na przyszłość za­pomi­na o nich i postępu­je tak, jak gdy­by nig­dy nie miał żad­nych planów. Mu­si zna­leźć się w dniu ta­ka, po­ra, kiedy człowiek mający prze­mawiać mil­knie. I umysł je­go nie snu­je już roz­ważań, ale py­ta: czy one w ogóle coś znaczą? „-Thomas Merton –zakonnik.
Christophe André -psychiatra    „Obserwujmy siebie w doświadczaniu zwyczajnego życia. Czasem nawet nudy. Na przykład podczas oczekiwania na coś lub przechodzenia do innego zajęcia: wykorzystajmy to, by poczuć, że jesteśmy tutaj”- Christophe André -psychiatra .

Umysł i duch, dwie sfery, które nauka rozdziela. Jedno bez drugiego kuleje. Ostatnio czytałam wywiad z Christophe, dzielił sie, jaki wpływ na jego życie ma medytacja, jak ważną rolę pełni..(Promował nową książkę o medytacji). Aby nie zwariować, nie pozwolić na rezygnację, nie poddawać się…. Aby zacząć działać a nie tylko mówić, narzekać…
Nie raz słyszałam: nie mam czasu, medytacja to dla księży, zakonnic, wyższa półka..
Aby sie przekonać, zaczęłam szukać informacji…. Interesowała mnie medytacja chrześcijańska.
Jezus był mistrzem wsłuchiwania się w Rzeczywistość, był mistrzem rozmowy z Ojcem.
Mistycy są mistrzami medytacji.
Przekonał mnie Thomas Merton i Christophe André…
Nie jest łatwo „wejść w ciszę”. Nie jest łatwo zamknąć dostęp kalkulacji rozumu, zapomnieć o sobie, przycisnąć fałszywe „Ja”, otworzyć się na nieznane Oblicze rzeczywistego Boga… Może, dlatego tak trudno  Mu zaufać, bez szemrania, bez żadnego, ale.. I tak, postanowiłam codziennie „czyścic pamięć”. Wydreptuję sobie ścieżkę, chcę, aby była moja.
Opieram sie na Piśmie świętym. Czytam krótki fragment Ewangelii…. Próbuje zapamiętać słowo, krótkie zdanie… (Nie zatrzymuję się , pozwalam, aby Duch działał, bez jakiekolwiek mojej ingerencji) I to jest niesamowite… I tak milczę (nastawiam budzik na 15 min) Czasami dłużej pozostaję w ciszy…. Zwykle błogosławię, ludziom, wydarzeniom.. I nagle myśli, emocje, rozum milknie….. Tak jakby został uśpiony eterem…I chirurg usuwa chore miejsca…. Tym chirurgiem jest Bóg….
Daję Mu tylko 15 minut, a On daje mi świadomość Jego Obecności. Nic nie robię. Nic nie  muszę. Ani jedno słowo, nie pada z moich ust. Nie chce mi sie narzekać, ani prosić.
Jedynie, błogosławieństwo ma sens.

Umysł ciągle pracuje, dla nas, dla naszego komfortu. Ogłupiony, zbyt dużą ilością informacji, nie wie, w którą stronę iść. I wtedy przychodzi na pomoc zatrzymanie się, aby nie pogorszyć danej sytuacji. Niewiele potrzeba: spokojnego miejsca, decyzji, systematyczności, autentyczności ….(Konto bankowe ani gotówka się nie przydadzą)

Odkrywając wielką moc medytacji, kilka chwil przynosi cały dzień Radości…. Spokoju…Odwagi…(a tego właśnie potrzebuję)
Skoro psychiatra poleca, to może warto zainwestować chwilę, aby poczuć się pewniej, lepiej… Aby Bóg nie był tylko do straszenia… Aby kościół nie był kościółkiem, aby nie chodzić do Bozi…..(Często rodzice tak dzieciom tłumaczą) Dzieci są bliżej Boga, niż my dorośli…… A może warto zaszczepić w nich Boga, by w życiu dorosłym nie chodzili tylko do kościółka, by nie Bóg nie był tylko Bozią na obrazie, by chcieli a nie musieli zaangażować się w życie kościoła,by księży nie traktowali jak bożka, lub jako zło konieczne, (obgadując za plecami).
Tego uczy medytacja. Tak jak mój lekarz uczy mnie wdzięczności, tak chwile w Ciszy są pielęgnacją życia Tu i Teraz. Nie sposób się nie uśmiechnąć, nawet, gdy burza w umyśle, gdy ciało zmęczone, gdy dookoła ludzie plują jadem złości, frustracji. Rzeczywistość często nas zaskakuje, to, co wydawało nam się sensem, nim nie jest. I pomyśleć, że kilka chwil może tak wiele …..Toksyny z krwi zostają oczyszczone, umysł może pracować na rzecz Dobra. Duch także zakasuje rękawy i wspiera umysł. I tak się rodzą nowe pomysły, i tak decyzja zapada, i tak człowiek ,zaczyna żyć w zgodzie z samym sobą……

Znajdz czas na milosc-to uroda zycia

Wakacje -czas powrotu do beztroskiego dzieciństwa. Nic nie muszę, cieszę się każdą chwilą, żyję a nie wegetuję…Jest jedno”, ale”…. Nauczeni odgrywać rolę, często mijamy się z radością bycia na wakacjach. Bo za mało, bo za dużo, ciągle nam coś nie pasuje…. Terroryści nie pozwalają pojechać wszędzie, gdzie byśmy chcieli…. Brak pieniędzy odgrywa dużą rolę….
W tym roku Asia również zawitała do swojego taty, wraz ze swoim bratem Tomkiem. Dwoje młodych ludzi, z którymi wielką radością jest spędzać czas. Szkoda czasu na negatywne myśli… Zabrałam ich na rundkę po Cap Ferrat.  Słońce dawało czadu. Fale rozbijały się o brzeg. Potężne mury i kamery pilnowały wstępu do najdroższych willi. W ubiegłym roku willa 60Om została sprzedana za 130 milionów euro…
A my spacerowaliśmy i za darmo rejestrowaliśmy oczami widoki. Natura nie każe płacić. Piękno ukazuje każdemu, kto chce je zobaczyć. Zapomnieć na chwilę o wszystkim i pozwolić sobie na zachwyt…. Jak często o tym zapominamy?..·I wieczorem bal pompiers. Czyli impreza zorganizowana przez strażaków z Nice. Chłopaki pokazali klasę…. Cały rok, ratują ludzkie istnienia, narażając własne życie… I raz w roku robią imprezę…. W całej Francji, zawsze13,14 lipca… W Nice impreza była 11 lipca… Zrobiona z rozmachem, w plenerze, z wielką sceną i artystami… Byli rapowcy, była grupa z Nice, było disco, i Corona- słynna w latach osiemdziesiątych. Zaprosiła na scenę dzieci, a one szalały, roześmiane od ucha do ucha… I był Remy-młody człowiek z Nice, strażak -wolontariusz. Powstała piosenka i Remy ją śpiewa. Jest pełna radości, jest w niej przekaz… Dbaj o życie innych, bo nigdy nie wiesz, co wydarzy się  za chwilę…. Nie zostawiaj…Podnoś… Te słowa nabrały jeszcze większego sensu dwa dni później, gdy…. Tragedia zapukała do drzwi  Nice…. Jak odczytać wydarzenia pełne krwi?
14 Lipiec -chwile grozy i pytania, dokąd zmierza człowiek?
Zapowiadał się spokojny dzień, byłam pracy, a wieczorem na promenadzie miała być kolejna impreza i pokazy sztucznych ogni… Umówiona byłam z kuzynem i resztą  ekipy.. Los pokierował nami inaczej. Bóg oszczędził nam patrzenia na „ludzi bez życia „Morze płakało, silny wiatr ocierał łzy. Nice wstrzymała oddech. A cały świat wraz z wydarzeniami. Zamiast lazurowego wybrzeża… Było czerwone, od krwi niewinnych ofiar.
Pokazy sztucznych ogni były wybuchem radości. Nic nie zapowiadało tragedii….. Wiatr z czarnymi chmurami mruczał złowieszczo. Po pokazach rozświetlonych  kolorami, zadzwoniła Asia- Leszek źle się poczuł, a wiec nie zwlekając poszłam w ich stronę….·Prawdopodobnie uratował nas…. Byłam tam, gdzie zabili terrorystę… I miałam tam zostać…
Aby szybciej dotrzeć na umówione miejsce przeszłam na drugą stronę promenady… A ze jest szeroka, widziałam tylko i aż pędzący biały samochód… Jak w filmie akcji.  Przez moment wrosłam w ziemię. Nie byłam w stanie się ruszyć. Panika i uciekający ludzie, sprawił, ze zaczęłam uciekać… Schroniliśmy się na parkingu… Było obok mnie małżeństwo. Ona szlochała, a On dzielnie walczył, uspokajał ją. Pobiegłam za nimi. Ten mężczyzna, miał w sobie siłę, i nie poddał się panice. Jego spokój udzielił się i mi. Szok, łzy, niepewność, krzyki. Popłoch, agresja, strach. Takie emocje panowały. Wiatr przeszywał swym podmuchem. Czułam się jakbym oglądała film. Ale jak to…… Gdy przez moment widziałam kamionetkę… W myślach widziałam kilku terrorystów… A był jeden…. I zabił 85 osób…
I z tego parkingu… Uciekliśmy… Były bloki i przejście, na drugą stronę….Przejście do życia…. Zostało nam darowane… Mój kuzyn z dzieciakami i znajomi zostali uchronieni… Żyjemy! Oni byli  w samochodzie, w drodze do szpitala z Leszkiem…. Ja jednak wróciłam do domu. Ludzie szaleli ze strachu, złowroga cisza zapanowała nad Nice.

A ja wracając do siebie modliłam się za ekipę lekarzy… Wiedząc, że czeka ich trudna noc… Nawet nie chcę myśleć, co by było, gdyby kilku terrorystów zaczęło strzelać…. Jeden zasiał czarny strach… A co dopiero…. Papież Franciszek od dawna mówi, ze żyjemy w stanie wojny. Tylko w kawałkach. Nie boi się powiedzieć, ze każdego dnia człowiek zabija człowieka, i wcale nie jest terrorystą.
W którą stronę zmierza człowiek. Nice i okolice mają bogatych mieszkańców może to wcale nie przypadek… A może mamy obudzić się i zacząć dbać o drugiego człowieka. A nie „fukać „na niego. A może wrażliwość społeczną powinniśmy uczynić naszym priorytetem. I nie brać przykładu z polityków, którzy nieustannie obrzucają się wyzwiskami. Jakby to miało pomóc…. A może to i ja ponoszę odpowiedzialność za takie wydarzenia…
Dziennikarze jak hieny żerują na tragedii. Jak mało prawdziwych informacji dochodzi do nas. Empatia, gdzieś schowana. Liczy się kto pierwszy…
Łzy popłynęły dopiero na drugi dzień, gdy dotarło do mnie, że tragedia miała miejsce. Że otarłam się o śmierć…. Po raz drugi w tym roku.
A po nocy przychodzi dzień… Takich chwil, nie sposób zapomnieć, wiara pomaga nie zwariować, nie znienawidzić, a wręcz przeciwnie nauczyć się kochać Życie. Te wydarzenia przypomniały mi o kruchości istnienia. Zamiast dlaczego, pojawia się pytanie: co mogę zrobić, by przeżywać każdy dzień jako podarunek, a na każdego człowieka patrzeć oczami życzliwości?.. Nie jest łatwo. Myślę, że warto… Tyle telefonów, co wtedy, to nigdy nie miałam…. Szkoda, że w takich okolicznościach….
Minęło już chwilę czasu, jeszcze nie byłam… Tam gdzie śmierć zabrała wielu…
Tydzień później byłam na wizycie u mojego profesora… Szpital Pasteur był głównym szpitalem ratującym życie ludziom.. Pracowali dzielnie, walczyli o życia… I widziałam trumny…. Takie chwile odzierają z egoizmu, uczą pokory wobec innych…. Nie pluj jadem, chroń słabszych, uśmiechaj się do gwiazd. Skoro dostałaś kolejny dzień, bądź człowiekiem szlachetności…. Patrząc na trumny… W ciszy serca tak usłyszałam.
Życie zasługuje na szacunek. Inaczej potwory z nas wychodzą. ci, co zginęli, zapłacili cenę za moje życie… Chociaż ich nie znam, jestem im wdzięczna…. A Leszek, swoim złym samopoczuciem, tak jakby zawiązał nam oczy, abyśmy nie uczestniczyli, w jakże okrutnej zbrodni….. W ciągu kilku minut….. Anioł Stróż czuwał nad nami. Jeszcze więcej czasu z Nim spędzam, na wdzięczności….Najgorzej jest Narzekać, gdy za oknem słońce i gwiazdy tańczą …dla ciebie. Spójrz w niebo! Uśmiechnij się, do niego Pamiętaj, że jutro może ciebie już tutaj nie być. Pamiętaj o dobrych momentach,zal schowaj na dnie szuflady….

WYDREPTAC SWOJA PASJE W POROZUMIENIU ZE WSZECHSWIATEM

Ostatni wypad w góry z Marysią, zachęcił mnie do wyruszenia w drogę. Aby pogodzić smutek z radością zachwyt z problemami. Na nowo wsłuchać się w siebie, tak wiec moje dreptanie zaczęłam w Valberg -stacja narciarska z Sentier Planétaire(szlak pełen fantastycznych chwil spędzonych ze wszechświatem) aleja gwiazd..(brawo dla tego kto wymyślił,idealne połączenie nieba i ziemi )
Szarmanckie miasteczko narciarskie, latem zamienia się w zieloną krainę. Jest najstarszą stacją w departamencie Alp Nadmorskich. W przyszłym roku będzie świętować 80 lat. Droga z Nice jest cudna.Od bujnej zieleni po czerwone skały, które na zakrętach , można dotknąć, przywitać się z nimi. Przepaść z drugiej strony. A w niej rzeka wijąca się my razem z nią. Oczy napatrzeć się nie mogą. Już jest pięknie… Już nie mogę się doczekać… Gdy wysiądę i zacznę oddychać pełnymi płucami.
Valberg jest mieszaniną tutejszych cudnych domków z drzewa, z betonowymi budowlami. Wjechaliśmy na 1700m… Hm….. Niezły początek. Słońce nie żałuje swych promieni… Zapowiada się uroczy dzień.
Kierowca powiedział mi gdzie mam iść…. Oczywiście poszłam w drugą stronę.. Postawiłam na intuicję, aczkolwiek miałam mapę .Sentier Planetaire- taki był mój cel.( No cóż, jako że z mapami jakoś się dogadać nie mogę.)) postawiłam na intuicje ….
I tak najpierw dotarłam do hotelu otoczonego górami….. Cisza próbowała uspokoić mój oddech. Dotarłam do jeziora Senateur,ścieżką wśród przyjaznych drzew. Urocze jezioro wśród gór. Jedno z wielu. Słońce zaczęło ostro prażyć. Powietrze czyste. Wiatr przyjazny. Za to muchy mniej sympatyczne. Dużo motyli, czarno czerwonych….. I jarzębina. I Zielona miękka trawa, w której się położyłam, by zjeść obiad…. Ach….. Ta chwila mogłaby trwać i trwać!!!
W końcu dotarłam na szlak planetarny.(Zdarza mi się zaczynać od połowy, lub od końca) ·Tak też zaczęłam od połowy. ( Bardziej sympatyczniejszy był… Gdy schodziłam to udało mi się wejść na właściwą ścieżkę ) I tym sposobem przeszłam cały.
No i wpadłam na księżyc….  Połączenie ziemi z niebem, dało zanurzenie się w świat  niebieskich przestrzeni. Kontemplacja szlachetnych widoków łączy się z  nauką o planetach. Niczym sierp w polu gwiazd. Przy każdej planecie jest informacja o niej jej wygląd.;I majestat gór i dolin.Gdyby księżyc nie istniał, ziemia obracałaby się wokół samej siebie w ciągu 6 godz. Księżyc przez swoja moc grawitacji trzyma Ziemię mocno w swych dłoniach…. Jest stabilnością Ziemi. Siedząc z księżycem na ławce kontemplowaliśmy ziemię. I przeszłam do Saturna-władcy pierścieni. Ścieżka wieczności.  Mało się pokazuje. Nie lubi gapiów. Cudny widok na pasmo majestatycznych gór.
I  spotkałam Asteroidy… Brakuje jednej planety między Mars a Jupiter… Na jej miejscu, przestrzeń kolebki meteorów. Z asteroidami nie ma żartów. 50 000 Km na godz..Dają czadu, nieźle się bawią…oczy pląsają się od zalanych promieniami slonca gór.

I natknęłam się na meteoryty-kamienie nieba. Burze kosmiczne.  Największy ważył 10 ton….Były też spadające gwiazdy- sprzedawcy piasku kosmicznego. Białe bukiety pachnących gwiazd. Były komety- włóczykije kosmosu. One mają czas, nigdzie im się nie spieszy. Kometa Halleya pojawi się w 2062…. Ale jak już się pojawi.. Spektakl gwarantowany.!!… Były też Czarne Dziury -misterium kosmosu. Być może gwiazdy mają swój cień. Zostawiają po sobie ślad. I pospacerowałam po drodze mlecznej-naszej galaktyce, miliard gwiazd połączonych ze sobą. Niezwykły spektakl. Wszechświat w swoim artystycznym bałaganie. Do twarzy mu. Były tez Gwiazdozbiory. Grupy gwiazd zajmujących określony obszar niebieski. Człowiek wszystko nazywa, tak tez dał nazwy konstelacjom. Mitologia kosmosu. Nic, tylko położyć się w zielonej trawie i w ciszy rozgwieżdżonej nocy, pozwolić się porwać roztańczonym lampionikom.

Spotkałam Jupitera-sen bycia jedną gwiazdą. Galileusz odkrył świtę królewską i czterech służących,  w orszaku, który, nigdy nie obija się o siebie.. Jupiter, czyli Jowisz jest największą planetą układu słonecznego. Następna planeta za 650 milionów km Saturn.…  Pył kosmiczny-Niech stanie się światłość i światłość się stała….Pył kosmiczny pochodzi z komet, asteroid… Jest utrapieniem dla astronomów. Kosmos nie chce być całkowicie odkryty. Być może boi się człowieka… Pył miesza się z chemikaliami, jakie produkujemy i wydalamy. Gubimy  percepcję Wszechświata. 99 %Ludności w USA i w Unii Europejskiej już zgubiła widoczność Drogi Mlecznej. Nie ma, co tylko obwiniać pyłu kosmicznego… Rzadko wpatrujemy się w niebo…. I byłam na Marsie -czerwonej planecie. Dwa razy mniejsza od Ziemi. Jest tam największy wulkan układu słonecznego.

Ziemia-nasz piękny dom. Niby tacy wielcy, a w porównaniu ze wszechświatem tacy mali.70 Procent to woda. Człowiek tez składa się z wody… Naszym bratem jest Księżyc. A siostra Słońce. Jesteśmy planeta jedna z wielu. A tak bardzo wszystko chcemy sobie przywłaszczyć, sprzedać, jeżeli nam już nie pasuje…wyrzucić.  Zbieracze złomu …najpierw zaśmiecamy nasz piękny dom narzekamy ze jest brudno …jesteśmy oaza w kosmosie.

I Merkury, licząc od Słońca, pierwsza planeta Układu Słonecznego , miała dla mnie wiadomość. Skalista planeta.”nie boj się bezsilności jest mocą ludzi przewidujących”-wyszeptał Merkury…Koniec zawsze może stać się początkiem czegoś nowego…NIE MARNUJ ŻYCIA !!zaglądaj częściej do nas…

Venus-podobna do ziemi,druga planeta układu słonecznego.

Pogadałam z Gwiazdą polarną, która od wieków prowadzi wędrowców. Niebieska busola, dzielnie trwająca na posterunku. Ma moc promieniowania  12000 razy  większe niż słońce.Tak jakby była strażnikiem naszej ziemi. Rożni ludzie odkrywają planety.  Uranus- planeta  pełna gazu i lodu. Odkrył ją muzyk i pasjonat astronomii. Muzyka też znana jest we  wszechświecie. Ma niebieski kolor…    Odwieczne tajemnice świata mają swoje racje. Fakt, że jest zrozumiały jest cudem.-tak twierdził Einstein. Wszechświatem człowiek interesował się już w Babilonie, Copernic, Galileusz, zapłacili cenę za swoje odkrycia. W ich czasach było nie do pomyślenia. Dziś już nic nas nie dziwi…Rzeczywistością jest czasoprzestrzeń, przenikająca światło. Kepler próbował znaleźć harmonię w kosmosie. Newton- niebiańska mechanika, Einstein -zakrzywiona przestrzeń, Hubble- wybuch Big Bang, narodziny wszechświata, Hawking jest w centrum galaktyk. Ciekawość poznania, nie zna granic…CI naukowcy przeszli do historii… Natknęłam się na kalendarz  słoneczny. Pory roku są dyktowane przez słońce. Możemy się zachwycać zmianami, które nieustannie towarzyszą naturze. Kalendarz -łączność między człowiekiem a kosmosem. Rytm naszego życia na ziemi, oczy nieba.
Zaskoczyła mnie planeta Małego Księcia i gwiazWAKACYJNE MANOWCE  VALBERG 122da wbita w skałę. „To, co ważne jest niewidzialne „…Jeżeli naprawdę kogoś kochasz…. To będziesz potrafił kochać tych,  których spotkasz. Pomimo różnic, pomimo wszystko. Jeżeli lubisz to, co robisz, wszystko jest dla Ciebie ważne… -Przypomniał mi Mały książę trzymając mnie za rękę. Zapatrzeni na szczyty gór, milczeliśmy chwilę ,by już nigdy nie czuć się samotnym.  Była też nieznana planeta Umieć zobaczyć świat w ziarenku piasku ,a niebo w polnym kwiatku. Umieć zatrzymać czas w zaciśniętej ręce.. I nieśmiertelność zatrzymać w jednej godzinie…Czy istnieje druga ziemia? Takie pytanie stawia nauką i filozofia. Czy mamy bliźniaczą planetę? Nauka jeszcze nie wie….. św. Augustyn mówił, że na drabinie Kosmosu, tylko to, co jest fantastyczne może być prawdziwe…

I wreszcie Neptun - matematyk, kończący szlak. Położony na kamieniu, dyryguje muzyką wszechświata. jestem na 1900m;;;;;;  Panorama 360 stopni, zamyka buzię. Łagodność łączy się ze szczerością. Muzyka z hałasem. Wszystko jest pięknem-  szepcze Neptun. Najbardziej oddalona od Słońca patronuje granice systemu słonecznego. Pierwsza planeta odkryta matematycznymi obliczeniami. Z góry wszystko wygląda inaczej… Bliżej gwiazd. Bliżej samej siebie.  Bliżej Stwórcy…to dopiero początek

cisza-szlachetna pani

..JEZELI BYŁBYM LEKARZEM TO NA KAŻDEJ RECEPCIE PRZEPISYWAŁBYM CISZĘ…
Nieustannie wypowiadamy
słowa których nie rozumiemy.Zakochani we własnym mówieniu omijamy Milczenie szerokim łukiem,odpychając Go od siebie tracimy zmysł słuchania.Nawet nasza modlitwa to ciągłe gadanie.Brakuje Ciszy ,takiej czystej,kryształowej,która uspokaja wzburzone myśli,otwiera bariery stworzone przez głupotę i egoizm.
Przerażające jest to,że szukamy szczęścia u wróżek,stawiamy tarota,chodzimy bezmyślnie do niekompetentnych ludzi pozwalając im by mówili nam kim jesteśmy.Straszny obraz człowieka ,ktory nie wie jak żyć,a chełpi się inteligencją Krzykiem i groźną miną chce pokonać swe demony.Siedzi w ciągłym smutku,ciągle kąsa innych aby na chwilę poprawić sobie nastrój,by na chwilę poczuć się dobrze.
Sami tworzymy piekło , obwiniamy wszystkich i wszystko dookoła.Słowem nienawiści odbieramy sobie życie.-Ilekroć rzucasz kamieniem nienawiści tylekroć demony są przy tobie by cie zniszczyć-….Efekfem są depresje,zamykanie się w sobie ,lub też poddanie się całkowicie innym.Dziś byłam w sklepie i dwie kasjerki obsługując mnie..(..się kłóciły wyrzucając jedna drugiej że ma problem)… hm brak integracji w pracy rodzi stres i w końcu wybuch gwarantowany nawet w obecności klientów. Dokąd zmierza współczesny człowiek?
Nie jest łatwo usłyszeć Ciszę, aczkolwiek bez Niej tylko zamęt i chaos. Bardzo lubię patrzeć na starszych ludzi trzymających się za ręce i spokojnie spacerujących. Oni zdobyli dyplom.Najważniejszy papierek-Milczenie, które łączy i jest oparciem…. Tego w szkołach nie uczą.Od nas zależy czy pozwolimy Ciszy wejść do naszego serca…. A wtedy….Sam odkryj…..