Droga nie jest trudnością, tylko wyruszenie w nią

_20170630_213922Santander – tam trzy lata temu zakończyłam kolejny etap szlaku św. Jakuba… I z wielką radością mogę go kontynuować. Sprawdzić swoje siły zachwycić na nowo życzliwością, rozdawać siebie, nie bać się chodzenia po wodzie…
Miasto, w północnej Hiszpanii powitało mnie deszczowymi chmurami… Tomek, wyjechał po mnie… Spotkanie po trzech latach, jakbyśmy widzieli się wczoraj…
Allbeurge chrapanie, i hiszpański język…  Ludzie z całego świata,w podróży do samego siebie.. Droga życzliwości. Czas realizacji siebie… Oddechu miłości. Zachwytu. Reszta jest tylko ułudą..
Oj noc ciężka, chrapanie pielgrzymów… No cóż, jedyna niedogodność.. Jakaś musi być  Niestety, w drogę wyruszyłam z katarem…..
Pobudka o 7.00, Spokojnie wybraliśmy się, wyruszyliśmy w drogę.. Burzowe klimaty już w nocy nie dawały za wygraną… Do południa jeszcze wytrzymało…. Wychodząc z Santander zostawiliśmy nasze trudności, smutki, problemy… Wysypywały się jak piasek w dziurawym worku. Istota pielgrzymowania. Błogosławieństwem jest, gdy mogę liczyć na towarzysza podróży. Tak też się działo…,Wszystkie odcienie zielonej Kantabrii królowały. Krowy, owce, konie… A nawet ślimaki, uśmiechały się do nas… Spotkaliśmy dwoje Rosjan po drodze, na rowerach. Chwilę pobyliśmy razem… I ta chwila była szczęśliwa…
Grzmoty i błyskawice królowały, dawały poznać po sobie, że chcą się wypowiedzieć, wykrzyczeć. I gdy dotarliśmy na przystanek autobusowy, chmury przez chwilę, powiedziały, co myślą…. Krople wody zaczęły intensywnie uderzać o ziemię. Przeczekaliśmy na przystanku. I gdy uszliśmy kilka metrów, dopiero krople zaczęły szaleć… Nie było żartów. Zdecydowaliśmy podjechać kolejką… Padało bez litości.. Zimno instalowało się, bez zapowiedzi, przeszkadzało w kroczeniu… I tak dotarliśmy do Rajqiedia… Alberuge, położone przy głównej drodze, a wiec samochody zagłuszały ciszę i spokój… Bar po drugiej stronie, z sympatycznymi Hiszpanami. Dobry domowy hamburger, kawa, a dla Tomka piwko zrekompensowały nam szum samochodów… I miła niespodzianka, w pokoju, byliśmy z trójką sympatycznych Polaków. Dużo radości i marzeń, dużo spontaniczności… Zamiast się denerwować czekając na wyniki z matury, wyruszyli na szlak. Świetny sposób na czarnowidztwo…Zmęczenie, widoki, codziennie inne miejsca, inni pielgrzymi, łagodzą lęk przed przyszłością… Wracali, pełni nowych przeżyć, gotowi na dalszą wędrówkę zwaną Życiem….
Poranek słoneczny, zachęcający do drogi .  Pożegnaliśmy się z naszymi młodymi rodakami. Śniadanie, w barze po drugiej stronie, sympatyczny Hiszpan, uczył wymawiania słów …. Miał dla nas czas…. W życiu codziennym, tak mało czasu poświęcamy, na zwykłe bycie z innymi…. Dobra kawa, tortilla, bułeczka… I w drogę…. Kilka kilometrów niezbyt atrakcyjnych, ulica, fabryka mieszała się ze śpiewem ptaków… Leniwy czas, dużo niedokończonych domów, pozamykanych mieszkań….Ulice widma… Słońce łaskawie nas przytulio, okulary przeciwsłoneczne i sandały, i tak cały dzień uśmiechaliśmy się do siebie.  I w końcu zielona kraina Kantabrii ukazała się w całej swojej krasie. Zieleń, złączona z błękitem nieba, prowadziła nas za rękę. Chroniła przed zmęczeniem, popychała do przodu. Na wzgórzu kościół dumnie na nas patrzył. Jak większość kościołów zamknięta, lub płatna….
Takie czasy….
Gdy zaczęło się chmurzyc i mgła zabroniła cieszyć się widokami, dotarliśmy do albeurgue  w Orena… Porządna albeurgue, która zasługuje na gwiazdkę, albo dwie… Nawet kołdry i lampkę przy łóżku każdy ma… Czysto, przytulnie, kuchnia, herbata do dyspozycji, możliwość śniadania… Super miejsce, aby nabrać sił… Jedyny bar, tuż obok…. Tubylcy na piwku, wino też cieszy się popularnością.
Nie jest tak źle, ze mną, zrobiliśmy ok 14 km….Płuca wracają do formy, chociaż źle im iść pod górkę…. Myślę, że są w stanie zrobić 20km… Myślałam, że będzie gorzej… Widocznie są na swoim miejscu… Odzyskują formę, aktywnie korzystając z uroków szlaku św. Jakuba… Nawet przeziębienie przywiezione z Polski, nie jest w stanie mnie zawrócić… Taką siłę daje to droga., Panowie, wrócili z  zawodów gry w” bolos”, czyli kręgle…. Chłopaki chyba przegrali, bo się klepali po plecach…. Mieliśmy okazję takie zawody przez chwilę oglądać…. Muzyka, skoncentrowani gracze, każdy w swojej barwie klubu, kibice i jurorzy. Boisko na dworze. Fajny sposób na dobre spędzenie czasu…
Kolejny dzień, królewskie śniadanie przygotowane przez Antonio, opiekuna alberge, ciepłe pożegnanie i w drogę. Kolejny cudny dzień. Wciąż zasmarkana, aczkolwiek szczęśliwa. Drobne krople deszczu nam kapały, i tak było przez cały dzień… Kraina jaśminu, dzikiej róży czarowała nasze oczy. Łąki z krowami, owocami, ślimaki wychodziły, koguty nas witały, ptaki koncerty dawały. Piękny dzień zachwytu nad naturą. Nic nowego, a zarazem nieoczekiwanego. Urok wyruszenia w drogę…Hiszpanka zapraszała na swoje podwórko, oferując kawę, tortilla…  W taki sposób dorabiała sobie. Czasami oferują kawę za darmo…Kroczyliśmy aleją drzew orzechowych, wielkie cytryny kłaniały się nam… Nawet poziomki rosły przy drodze… Pełna harmonia. Zielona kraina pokazywała to, co ma  najpiękniejszego. Nie skąpiła. Była szczodra….  Każdy krok, był cudem stworzenia, chociaż to słowo, nie odzwierciedla emocji, jakie w nas wywołała….Bycie życzliwym, było tak proste…Zatrzymaliśmy się w Santiliana  del Mar. Muzeum tortur, kamienne uliczki, brakuje tylko stylu bycia, że średniowiecza. Dużo kwiatów, kamienne pałace harmonizują, ze sobą. Urok miasta zanurzony  w zielonych pastwiskach, miasto pije kawę z naturą… Przytulnie. Wyruszyliśmy dalej. Oddaleni od huku ulicy, zanurzeni w wydreptanej ścieżce pomiędzy łąkami, kroczyliśmy dzielnie, ze słońcem na ramieniu. Zrobiliśmy 16 km, taki spacerek, niczym niezmąconego spokoju. Nagle czas przestał istnieć. Dotarliśmy do Comillas – szlacheckiego miasteczka. Markiz Comillas górował nad miastem. Jego posąg wzniesiony na wzgórzu, obserwował morze, wskazywał na zachwyt….W Comillas urodził się Antonio Lopez , który pochodził z biednej rodziny, ale dorobił się wielkiego majątku na Kubie. Król nadał mu tytuł markiza Comillas. Na Kubie poznał mieszkańców Katalonii i oni to zaprojektowali modernistyczne budowle w Camillas:  uniwersytet Pontificio, Pałac de Sobrellano i seminarium. Spokojne miasteczko, z piękną plażą. Majestatycznymi skałami w oddali. Zanurzyłam nogi w zimnej wodzie, i chyba to nie był dobry pomysł….  Przeziębiona, pogorszyłam tylko mój stan zdrowia….. Ale co tam…. Majestatyczna rzeźba Anioła pilnuje mieszkańców. W Polsce było Boże Ciało, I chciałam być na mszy….I byłam . Energiczny młody ksiądz, i wielu ludzi, jak na dzień tygodnia i godz. 20…W Hiszpanii, tak jak we Francji Boże Ciało jest w niedzielę…Masa dzieciaków z rodzicami na rynku, miasteczko tętniło życiem. Ptaki non stop koncertowały….. W Allbeurge, dużo ludzi, komplet… Ci, którzy późno przyszli, musieli iść dalej…. Deszcz wciąż nas napastował…. Mój stan zdrowia ulegał powolnemu pogorszeniu…. Następny dzień okazał się ostatnim w pielgrzymowaniu. Dotarliśmy do San Vincente de la Barquera. Przechodząc przez plażę, poczuliśmy aksamit piasku, śpiew morskich głębin. Nie udało nam się zrobić więcej, gorączka zatrzymała mnie na dobre… Piękne miasteczko, z rzeką, zamkiem i Allbeurge na samej górze. Kościół Santa Maria de los Angeles króluje nad miastem. Malownicze widoki łagodziły wszelkie lęki, dodawały sił. Wiatr pokazywał swe oblicze. Byliśmy na samej górze. Panorama miasta 360 stopni…. Piękne widoki z każdej strony… Ważne miejsce pielgrzymów  do Compostela…. Niestety popołudniu gorączka złożyła mnie do łóżka…. Oczywiście jeszcze tam wrócę, bo tam zakończyłam kolejny etap szlaku św Jakuba. I już tęsknię, za kolejnym. Taki mój narkotyk. Czuję się jak u siebie, nieznane staje bliskie, strach traci na sile. Pomimo przeziębienia, każdy krok był coraz piękniejszy… Cisza i spokój królowały we mnie. Mieliśmy jeszcze trzy dni do powrotu. A więc mój towarzysz wynajął samochód i pojechaliśmy do Loredo. Trzy lata temu przeszliśmy. Piękna plaża, na której odpoczywaliśmy…. Hm no cóż, może i powinnam leżeć w łóżku, aczkolwiek plaża i słońce było silniejsze… Tego nam było potrzeba… A że była to niedziela, szukając mszy św. w internecie, okazało się, że hotel, mamy na tej samej ulicy, co kościół, w dodatku z mszą o 20. Św  Jakub, czuwa nad moim stanem duchowym …. Ksiądz, starszy o promienistej twarzy, zarażał wejściem w radosną kontemplację o Obecności Boga. Wszystko było jasne, Anioły tłumaczyły kazanie….. Dawno tak nie przezywałam mszy św…. Niesamowite spotkanie, Bóg ponad barierą językową, ponad wszelkimi przeciwnościami. Nieoczekiwanie zakończenie tego etapu. Niespodzianki, to specjalność Stwórcy…. A wyruszenie w drogę przypomina o niepowtarzalności każdego dnia. Jak często używamy słów: ciągle to samo…. Pozamykani w skorupach, jak ślimaki, przechodzimy obok piękna naszego życia.
Zachód słońca był niezapomnianym spektaklem. Słońce szybko się schowało, za to długi czas rozświetlało niebo… Artystyczne eksperymenty z kolorami. Żaden artysta nie jest w stanie namalować takiego obrazu…. Uroczy spektakl za darmo……Wciąż osłabiona przeziębieniem, wcale się nim nie przejmowałam… Piękno natury i (leki) pomagały…..
Na drugi dzień powrót do Bilbao…. Poranek spędzony na pożegnaniu się z morzem, z aksamitnym piaskiem….
No cóż, powrót do Bilbao i upał niemiłosierny… Mój towarzysz, dzień wcześniej miał samolot, a więc zostałam sama…. I nagle pusto się zrobiło… Schowałam się do parku, aby traumy się nie nabawić…. Po takich cudnych wrażeniach, wielkie miasto jest mało wskazane… Powoli mój organizm” ogarniał „zmianę otoczenia…. Bilbao jest mi znane, a więc odwiedziłam stare miasto i katedrę św. Jakuba, taka miniaturka Santiago…Gdy wracałam do Allbeurge, burzowe klimaty opanowały miasto….. Udało mi się przed deszczem schronić….
I powrót do Nice….
Malo zrobionych kilometrów, za to same cudne chwile. Wiem teraz, że moje płuca, potrzebują aktywnego odpoczynku…. Wiem, co mogę, a co nie jest wskazane…. Sprawdziłam siebie, zwyciężyłam….. Za rok kolejny etap….
Właściwie, to już mogłabym wyruszyć….IMG-20170614-WA0065

Bez tytułu

tmp_1598-IMG-20170215-WA0007-912457326Kiedy już doświadczysz jednoczącego spotkania z Bogiem rzeczywistością, a nawet z samym sobą, w twoim życiu zagoszczą na stałe dwie rzeczy :łagodne zaufanie, radosna wdzięczność” Franciszkanin ,ojciec Richard Rohr.
W książce , Milczące współ – czucie , pisze o  drodze ku kontemplacji. Bardzo cienka książka, która wzruszyła mnie, postawiła pytanie Czy spotkałaś Boga? Jeżeli tak, to czy odczuwasz łagodne zaufanie… I radosną wdzięczność….?
Rohr, nie boi się pójść dalej i pisze :Bądźmy uczciwi, sama tylko niedzielna msza św. rzadko skłania ludzi do wyruszenia w głęboką, prawdziwą podróż.
Słowa, mogą dotykać, wzruszać do łez, mogą przytulać, budzić agresję ,aczkolwiek, żadne słowo, nie zastąpi obecności drugiego człowieka. I żadne słowo, nie potrafi opisać Boga..
„Najpierw trzeba coś przeżyć, aby móc o tym mówić i czuć się upoważnionym, by tego nauczać”

Rodzice, którzy nieustannie powtarzają dzieciom, co mają robić, są  nieszczęśliwe…. Dzieci uczą spontaniczności i mówienia prawdy… (oczywiście do pewnego wieku )Uczymy ich o „Bozi „, a one widzą Boga lepiej ,niż my dorośli. Wystarczy poświęcić im, cały swój czas, posłuchać co mają nam do powiedzenia, nie twierdzić że to, takie dziecinne…. Dzieci są teologami, widzą niewidzialne… Mają dostęp do tajnych akt…. Wyczuwają Obecność Boga, bez żadnych przeszkód…. Wnoszą szczęście, gdziekolwiek są… Dlaczego w życiu dorosłym, tak rzadko zachowujemy, te piękne cechy z dzieciństwa?
Powiemy: problemy, obowiązki, tragedie, a może to wszystko jest spowodowane brakiem łączności z Bogiem, z samym sobą, czyli z rzeczywistością.

Bez etykiet, bez udawania, bez osądzania- cechy modlitwy, o których pisze ojciec Rohr, są radosnym westchnieniem, ku Stwórcy.
Ciężka praca, ze śpiewem ptaków w tle staje się lżejsza, uśmiech sam się przykleja do ust, dziecko które ciągle płacze i nagle się uśmiecha, sprawia że zapominamy o zatroskaniu .. Opowiedzenie o swoich problemach przyjacielowi, który nie ocenia, jest ulgą, i być może w taki sposób znajdziemy rozwiązanie danego problemu.. Modlitwa codzienności.
Piękno jest wpisane w genach  każdej istoty. Człowiek, stoi na czele. A tak rzadko, sobie mówimy : piękno jest w tobie, pięknie dziś wyglądasz….. Zachwycamy się dziećmi (nawet jak są usmarowane czekoladą, zachwycamy się sukienką Diora, perfumami Chanel się chwalimy )a tak, w spontaniczny sposób rzadko mówimy :jesteś dzielna… A tylko dlatego, że druga osoba, nie robi tak jak ja chcę… I jak młodzi ludzie mają się uczyć, odważnego „chodzenia po wodzie” ??? .. Oczywiście, takie słowa  mają być szczere.
Piękni ludzie, mają szczęście na dłoni, uśmiech w rękach, dobro idzie za nimi, a łagodność śmieje się do łez. Mają spontaniczność dziecka, bystry umysł, chcą się nieustannie uczyć, potrafią słuchać, milczeć. Uczą swoją postawą wobec życia. Kontemplują życie. I tacy ludzie są najlepszymi profesorami. Zarażają miłością do codzienności. Wspolpraca z takimi ludźmi to błogosławieństwo. Uczą wdzięczności do każdej chwili, nawet jak tornado niespodziewanie zniszczy wszystko, co było dla nas ważne, usłyszymy :dasz radę, pomogę Ci, jestem obok….
Niesamowite, z jaką prędkością, oskarżamy innych, jak szybko znajdujemy wymówki, jak bardzo boimy się konfrontacji z Prawdą…
Pracując w ekipie, widzę klany które się tworzą, brak łagodności, brak ciepłych słów.
Kto pierwszy ten lepszy, byle pierwszemu skończyć, i to nie ja….. Jak przebić się przez ciemną stronę egocentryzmu?
Jak nie stać się takim samym, nie odpowiadać tym samym? Gdzie tkwi problem?
Wczoraj moja szefowa dała mi odpowiedź(nie rozmawiałam z nią na ten temat )
Byłam u mojego fryzjera Emmanuela, który nożyczkami czyni cuda, taki mój prywatny terapeuta, nie mówi od rzeczy, rodzi się łagodne zaufanie i radosna wdzięczność. Kocha góry, gra na skrzypcach, i lubi, to co robi. Jest zanurzony w teraźniejszości ,a więc pozwalam mu na eksperymenty z moją fryzurą… Do tej pory, idealnie potrafił dobrać, myślę że zachował zmysł kreatywności dziecka, połączył go z odwagą, a pasja sportowego dżentelmena, pomaga mu w radosnym wykonywaniu zawodu, a raczej w zmienianie: nie lubię siebie, w łał, jestem piękna. Magia kreatywności fryzjera jest lepsza od wstrzykiwania sobie botoksu… Lekki makijaż, sukienka, uśmiech, i faceci się oglądają…. Dobry humor, jest terapia za darmo. Jakoś rozum, lubi takie zmiany, i cieszy się z nich…. Od razu lepiej się czujemy…
I moja szefowa pochwaliła dzieło Emmanuela, i usłyszałam :Belle femme… Czyli piękna kobieta…. Była to odpowiedź na nurtujące mnie pytanie :jak poradzić sobie z ekipą, i nakierować dziewczyny, na konstruktywne gesty wobec siebie nawzajem.

Dobre Słowa są jak antidotum ,na niekończące się, rzadko prawdziwe historie.

 Każdy dzień ma swoje zimne i ciepłe chwile.
Każdy człowiek nosi w sobie złość i radość.
Każdy człowiek potrzebuje usłyszeć ; nie poddaj się!!!

Gdziekolwiek jesteś wnoś ze sobą szczęście, a motyl usiądzie ci na ramieniu…..Będziesz jak drzewo, dające schronienie wdzięczności i radości…

 

Świętowanie Wielkiej Nocy – czas jedności

Chce usłyszeć, Panie, jak mowisz że jesteś Dobry, że twoja milość trwa na wieki.

Tegoroczne święta spędziłam z rodziną w Polsce. Odgrzebując wspomnienia dzieciństwa, uczę się kochać moje życie. I ten, pobyt, był lekcją szacunku wobec życia.

Święty Czwartek, tak nazywają francuzi, rozpoczęcie Tridium Paschalnego, czas szczegolnej Łaski….Czas, pogłębienia wiary,umocnienia świadomości Boga, który oświetla wątpliwości, łagodzi ból, otwiera oczy…

Ustanowienie Eucharystii, święto kapłanów. Wieczernik  uzdrawia z  trądu, wszelkich złych duchów  przyczepionych do człowieka..
Ostatnio, ważną rzecz usłyszałam” Jeżeli chcesz, aby Bóg Cię uzdrowił, wyznaj akt wiary,bo karty Ewangelii, o tym mówią….zwykle poprzedzały uzdrowienie .Jezus chce, byś przyjął z całą swoją świadomością, to co chce, tobie ofiarować…”
Święty Czwartek, jest przyjacielskim spotkaniem Boga i człowieka.
Słonce ,jakoś nie mogło się zdecydować, deszcz korzystał i z wiatrem szalał…Gdy rozpoczęła się  liturgia, została wniesiona, Wielka księga Ewangelii. Słońce przebijało się przez witraż, jakby chciało podkreślić Obecność Księcia Światłości. I tak, uśmiechało się, aż do przeczytania Ewangelii… 
W usta dzieci ,zostały włożone życzenia dorosłych, dla kapłanów. Ich dźwięczne głosy, otwierały przestrzenie wiary, aby nie uronić, ani jednego Słowa z Liturgii. Bóg przypomina, o sobie! Chroni człowieka przed nim samym. Nagle  umilkły organy i dzwony.
Cisza zaczęła koncertować i tak potrwa do Świętej Soboty… Karty Ewangelii śpiewały hymn Uwielbienia. Golgota, była coraz bliżej…. 

Sakrament kapłaństwa, jest niesieniem zachwytu,  nad Stwórcą i jego stworzeniem, pisaniem dalszej części Ewangelii.  Jak często, zapominamy, o traktowaniu kapłanów z szacunkiem, jak braci. Wymagamy od nich, odpowiedzi na nasze duchowe załamania, chcemy natychmiastowego uzdrowienia. A Jezus wskazuje na krzyż. W Wieczerniku, daje wykład, jak spędzać razem czas. Jak radzić sobie z cierpieniem. Jak pokusę zwątpienia wyrzucić z serca…

W Święty Piątek, Bóg milczy.Daje przykład. Liturgia przesycona jest cierpieniem. Jezus zawieszony między niebem a ziemią, próbuje uratować człowieka. Letniość wiary, nie służy rozwojowi duchowemu. Śmierć, jest włączona w życie człowieka. Trzeba się modlić o dobrą śmierć, aby zobaczyć w niej wieczność, do której zmierzamy.
Nie żyjesz, tylko dla samego siebie. Bóg z miłości do ciebie, przygotowuje cię do spotkania z Nim. Piękno jest wpisane, w twoje życie.  On, obarczył się cierpieniem abyś, Ty, wiedział, jak radzić sobie z cierpieniem.
Chroń słabszych, krzyknął – Jezus z krzyża…!!!
Śmierć zawsze boli. Żyj, tak abyś nie bał się spotkania z Bogiem. On zawsze przebacza, i pragnie, abyś sam sobie przebaczył.
Adoracja krzyża, zmusza do zatrzymania się, nad każdą chwilą naszego życia. Jezus obejmuje krzyż, przyjmuje go. Śmierć jest początkiem. Bóg klęka przed człowiekiem.
 Święta  Sobota, piękny zwyczaj święcenia pokarmów, a wieczorem, liturgia światła, w  Wigilię  Wielkiej Nocy, kościół czuwa, bo wie,  co się wydarzyło…. Piotr uciekł, tylko Jan został. Maryja, dzielnie znosiła cierpienie swojego Syna. W tę noc,  ludzie dorośli  na całym świecie, przyjmują chrzest. Sakrament, przytulenia, przez Boga. Świadomy wybór, bycia chrześcijaninem. Duch św. raduje się razem z nami. I gdy szłam na liturgię, miałam w pamięci ceremonię chrztu w kościele studenckim w Nicei (młodzi ludzie byli całkowicie zanurzeni w wodzie)  Niezwykłe wydarzenie, niezwykły sposób przyjęcia, Boga do swego życia. (zastanawiam się i czy i ta liturgia będzie, obfitowac w chrzty ) I gdy ksiądz, udzielał chrztu, w tę Świętą Noc, uśmiechnęłam się…. W łączności z całym światem, kolejny chrześcijanin ,pojawił się na świecie. Litania do wszystkich świętych, była wezwaniem całego nieba, ucztą niebieskich przestworzy. Radosne Alleluja!!!, popłynęło w każdy zakamarek wszechświata. Kadzidło i hymn uwielbienia ,były nam pomocą wyrażenia radości.  Liturgia śpiewała” Raduj się, ziemio, opromieniona tak niezmiernym blaskiem, a oświecona jasnością Króla wieków, poczuj, że wolna jesteś od mroku, co świat okrywa”.Pokój i jedność, niech goszczą w naszych sercach, niech Jezus przeprowadzi nas bezpiecznie na drugi brzeg. Niech Radość spotkania z Jezusem, będzie naszą siłą i mocą, w przeżywaniu codzienności-uslyszeliśmy w życzeniach.
Bóg, jak zwykle, siedział z nami, i chronił, każdego z nas.
Przeprowadził nas, przez morze czerwone, suchą ścieżką. Kantyk Mojżesza prowadził nas
.Śpiewajcie Panu
bo wielka Jego moc i chwała
On z niewoli zła
swój lud ocalił…
I poranek Wielkanocny, śniadanie, i dzielenie się radością i spotkaniem, razem z Marią Magdaleną… Zmartwychwstał Pan!!!!   Coraz większe zdumienie nad tajemnicą życia. Banki proponują kredyt na święta, jakby uginający się stół, od jedzenia, był najważniejszy. Dokąd zmierzasz człowieku – zapytał Jezus…
Niestety słońce zdecydowało świętować u siebie, wysłało zimne powietrze a nawet śnieg. Nie chciało się na dwór wychodzić. Atmosfera pełna radości miała wystarczyć. Ciepło życzliwości, chroniło przed niepotrzebnymi słowami… Alleluja!!!
Jezus wyszeptał :Pokochaj swoje życie…. Pomogę Ci, w tym wyzwaniu… Przecież obiecałem, że będę z tobą aż do skończenia świata.
Sekwencja Wielkiej Nocy, potwierdziła słowa Jezusa.
Maria Magdalena zaprowadziła nas, do pustego grobu. Celebrowanie wspólnie czasu, rozpoczęte…. Rodzinna atmosfera kruszy łatwo palne emocje złości.. Byliśmy razem. I tylko to, się liczyło. Uwięzieni w domu, ze względu na pogodę, próbowaliśmy odnaleźć siebie nawzajem. Pokój i jedność zasiadła z nami do stołu. Bez nich trudno wytrwać w trudnej sztuce harmonii, każdego dnia. . Wspólny stół może łączyć, ale może i dzielić. Co wybieram??
Poniedziałek Wielkanocny, słońce chwilami ogrzewało zmarznięte nosy. Msza św., w rodzinnej wiosce. Znajomy kościół i ludzie, i schola, która nieźle sobie radzi. Znane mi wielkanocne piosenki, były miłą niespodzianką. Starsi ludzie ich nie znają, chociaż schola, wybrała, krótkie powtarzające się wersy…Młodzi Uwielbiają Boga. I to jest piękneI

Odwiedziny, czas, który jest najczystszą formą szacunku do drugiego człowieka…. Spróbujmy, zachwycić się spotkaniem, jakbyśmy po raz ostatni widzieli., osobę, z którą się spotykamy .. Wtedy bliżej do siebie…. Śmierć przychodzi bez zaproszenia…

A na koniec pobytu, spotkanie w restauracji w Krakowie „Pod Wawelem” (polecam, placek po zbójnicku ) pyszny i duża porcja. Swojskie klimaty, Wawel  pod nosem. Niestety, śnieg pomylił miesiące i padał…. Pogoda nie pozwoliła nam nacieszyć się,  urokiem Krakowa…Taka niespodzianka, czas dzielenia się słowem i uśmiechem…. To ludzie tworzą klimat, to człowiek ma moc tworzenia atmosfery wdzięczności, która jest podstawowym składnikiem- Dobrych chwil, gdzie śmiech do łez, ma sens. Bez śmiania się, życie staje się nudne i puste. Z pesymistą, trudno wytrzymać. Poczucie humoru, jest oznaką zdrowia psychicznego. Witaminą jest także i śmiech… Śmiej się do siebie!! Śmiej się z siebie!!! A otworzysz bramy nieba, a tam czeka…. Miłość na ciebie….

Zmartwychwstał już Chrystus, Pan mój i nadzieja,
a miejscem spotkania będzie Galilea.

Nie bój się w mówić- Kocham

Trzy dni w Paris, było radosnym spotkaniem, dawno niewidzianych ludzi. Było wdzięcznością serca, że wciąż są… Że znoszą moją obecność, że chcą się ze mną spotkać. Potrzebowałam takiego czasu, bez zmuszania się do czegokolwiek…. Piękna pogoda, i tłum ludzi.

W samolocie, ekipa, była bardzo radosna, piękno chmur, i szczyty gór, dodały siły. Człowiek lata. Jest mądry. Tylko często o tym zapomina. Obiad w rodzinnej atmosferze, i wieczorna Droga Krzyżowa pomogła, zachwycić się spotkaniem z Bogiem, pomogła wyjść ze swoich przyzwyczajeń, w stronę światła. Jak zwykle, wspomnienia wróciły…. I spotkanie na, Mojito z przyjaciółmi starej daty. Czas, pełen kolorów błękitu. (gdy leciałam, oczarowały mnie góry, patrząc na nie z góry, przypominały przestrzenie przyjaźni….takiej ,która nie chce zatrzymywać ,nie zmusza do niczego która pozwala na wszystko. Jest. I tylko to się liczy. Ona, wie, ze może liczyć, gdy łzy będą bombardować, albo gdy szczęście zapuka do drzwi. Ona wie…. że, nigdy nie umrze….. Miłość przychodzi za darmo, wraz ze szczęściem i cierpieniem…. A w przyjaźni obecność ,jest tak samo ,ważna, jak jej brak…. Powitanie, jest bardziej zalane słońcem, niż pożegnanie, które smutek jakby automatycznie przyciągało…< Do zobaczenia>, ma sens… Jest nadzieją na kolejne spotkanie… Tylko trzeba, być ostrożnym w wypowiadaniu siebie, bo, kolejnego może nie być. A może być, ich bardzo wiele…. Zycie daje wybory, by ich dokonywać. 

Poniedziałek, odważnie wyruszyłam na zakupy, jednak moja odwaga, szybko zrezygnowała.
Brakowało mi przestrzeni morza… Ludzie zabiegani, niczym roboty, zaprogramowani na godziny. Aby niesmak, paryskiego świata, nie pozostał na długo we mnie, schroniłam się we Fnac ,piętro- księgarnia. Jedyne spokojne miejsce. Tam ludzie się nie spieszą, o dziwo, mają czas. Wybierają książki, z radością, ze spokojem….
Aby tradycji stało się zadość, 2 książki  zakupione, w tym jedna francuskiego lekarza, a druga lekka powieść do samolotu….
Położyłam się w parku, na miękkiej trawie, drzewa mi się kłaniały, białe kwiaty z radości się uśmiechały. Było spokojnie. Książka dr. Michel Cymes, umilała mi czas. Ma poczucie humoru, poczucie piękna, poezja łączy się z nauką. Rodzi się niebanalna kompozycja. Jak niebo i ziemia. Błękit i zieleń. Wszyscy wiedzą, że owoce i warzywa są zdrowe, jednak cukier i szybkie jedzenie wygrywa. Żyj, tak aby twój organizm, nie mógł ci nic zarzucić. -polwca dr Michel.. Łatwo powiedzieć, trudniej zrealizować… Pośpiech zmusza do łatwych rozwiązań, otyłość staje się problemem. A media pokazują kobiety o nieskazitelnej sylwetce (ciekawe czy, umysł maja równie nieskazitelny) I tak, licząc chmury i słuchając koncertu ptaków, minął mi czas… Wieczorem, niespodzianka. Wyjście na koncert Mazowsze. Nie wiedziałam, gdzie idę…. To sie nazywa zaufanie, drugiej osobie. Bez zaufania, nasz umysł głupieje….  Toksyny zazdrości ,gorsze są, od huraganu. Niszczą wszystko i wszystkich, których, spotkają na swej drodze. 

Mazowsze -kultowy zespół muzyczny. Można nie lubić folkloru, aczkolwiek, dali rady. Spektakl, który nas przeniósł do kraju. Zatęskniłam. Nostalgia za kolorami Polski, zakręciła mi w głowie. Choreografia, godna, dobrego spektaklu, na którym nie można się nudzić. Stroje, tańce, idealnie dobrane. Cudze chwalicie, a swego nie znacie -taki przekaz, do Polonii w Paris, miał zespół. Odkrywaliśmy przestrzenie kultury polskiej. Piękno radosnych kolorów. Harmonia dawnych czasów odżyła. Taniec z wieńcami, był mistrzostwem synchronizacji tancerzy. Znana piosenka o Champs Élysées ,zaśpiewana po francusku, była niespodzianką. Na koniec, tancerka podniesiona do góry, trzymała wieżę Eiffla. Piękna przyjaźń się wyłoniła… Polska kultura podała rękę francusko -polskiej publice… Nie było czasu na nudzenie się…. Cudna niespodzianka.
Ostatni dzień, przyniósł smutne wiadomości. Chantal, opuściła ziemskie życie…. Lekarze się nie pomylili.. Uwolniona od cierpienia ,uśmiecha się teraz…. bez zamartwiania się o jutro…. Odwiedziłam kaplicę św Rity, tam znalazłam ciszę, aby nie pozwolić smutkowi się zagnieździć…. Przecież, każde stworzenie, jest poddane śmierci…. Bez wyjątku. A wiec, wkrótce się spotkamy. Uśmiechnęłam się do Chantal, zapaliłam świecę,…. I jeszcze wyraźniej zobaczylam kruchość istnienia w naszym cudnym domu Ziemi..
I spotkanie z kuzynką i koleżanką złagodziły powagę sytuacji..Zobaczyłam bezsens robienia sobie na złość, wypowiadania słów, które ranią, w obliczu śmierci, mogą być naszym oskarżycielem…. Życie ze świadomością skrzywdzenia osoby, której już nie ma wśród nas, może być karą najwyższego stopnia…. Dlatego ..licz się ze Słowami -podpowiedziała śmierć….
I czekała  na mnie kolejna niespodzianka… Bardziej radosna….O niej wkrótce…
.Przyjdzie i na ciebie czas….
Życie jest piękne same w sobie. Chce być kochane… Śmierć Chantal, jest potwierdzeniem, że człowiek ,w obliczu zagrożenia życia, chce żyć. Walczyła do końca, walczyła dzielnie.
Nie bój sie mówić kocham, lubię, podziwiam….
W tych słowach, tkwi potężna moc. Wtedy Życie, staje się bliższe rzeczywistości, która ,każdego człowieka szanuje….. I nagle król i żebrak, stają obok siebie, i nie widzą przepaści, tylko wspólną drogę do wieczności…..

Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

Wtedy jednak nadejdzie On i swoje własne jarzmo, przeniesie na twoje barki. Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

Św. Jan Paweł II

To nie przypadek, ze dostałam akurat niedzielę wolną, gdy Pomost prowadził Drogę Krzyżową. To nie przypadek, że to była niedziela Radości…   Bóg w swoich interwencjach mówi, że…Jest Dobry…. I nikt Mu łaski nie robi….. Dlaczego tak łatwo, nam przychodzą pretensje, a tak trudno dzielenie? Tyle zmarnowanych talentów..!!. Tyle słów bez pokrycia!

Brak komunikacji dzieli….

Chcesz poczuć sekundy szczęścia…?

Podziel się!  Opowiedz swoją historię, poczuj jak toksyny opuszczają ciebie… Poczuj smak życia!
Pomost wciąż jest dla mnie ważny. Dlaczego? Nie mam pojęcia…. Tak samo, moi przyjaciele, są dla mnie, iskierkami szczęścia. Ogrzewają zmarznięte dłonie, tamują wewnętrzne krwawienie. To troska, jest najlepszym lekiem! Troska!

Paris, powitał mnie słońcem. Pyszny obiad w rodzinnej atmosferze, zapowiedział dobry czas. Wieczorem, Droga Krzyżowa animowana przez Pomost…. Chłopcy nieśli krzyż…. Światło towarzyszyło nam. Aniołowie tańczyli…. Na początku, mała ilość ludzi mnie zaskoczyła….A na końcu, pomyślałam sobie, że mieli być, ci, którzy byli. Odpowiedzieli na zaproszenie Stwórcy….I mam nadzieję, że Stwórca dotknął ich serc…. Bo dotknął mojego. Co niektórzy zostali w domu, reszta była posłuchać ks. Pawlukiewicza, który prowadził rekolekcje, a my, w tym samym czasie, w rożnych miejscach, prowadziliśmy drogę krzyżowa.

Sam,Bóg dawał nam rekolekcje… I zrozumiałam ważną rzecz: możesz być pobożny, jeździć na wszystkie pielgrzymki, i możesz nie spotkać się z Bogiem..
A możesz, pozwolić Mu, odkryć nieznane przestrzenie wiary i uśmiechając się do siebie,wzruszyć się Jego Obecnością.

Człowiek bez domu, potrzebuje poczuć nie tylko syty brzuch, ale i delikatne słowa, dostrzec błękit nieba w spojrzeniu. I potrzebuje , szlachetnej obecności, która zlewa się z promieniami słońca, kruszy kajdany oskarżających spojrzeń; Jesteś nikim… Ty już nigdy się nie zmienisz…
Chłopcy byli, elegancko ubrani, przejęci, wyzwaniem, jakie dostali. W takich momentach, jakiekolwiek różnice zanikają. Nie ma biednych, ani bogatych, nie ma lepiej ubranych, lepiej wykształconych.

Przed Stwórcą, wszyscy jesteśmy równi.

Moc w słabości się doskonali.

Wystarczy ci mojej mocy… .

Tylko, współczesny świat, słabeuszy nie trawi. Liczą się znajomości ,a nie kompetencje ,dyplomy ,a nie umiejętność pracy w ekipie .Liczy się zysk, a nie urodziny pracownika, jego smutki i radości.

Tyle organizacji charytatywnych, a coraz więcej bezdomnych….

Gdzie tkwi problem?

Jak wyjść z sytuacji, która przerasta człowieka, stawiając, go , w obliczu nienawiści, kłamstwa, chamstwa?

Podczas celebracji Drogi Krzyża, panowała piękna CISZA, w której było miejsce na odkrywanie, miejsca spotkania z Bogiem….

Św. Jan Paweł II i św. Augustyn, pomagali nam zrozumieć samych siebie.

Sam Bóg, zatroszczył się o nas.Wszystko było ważne. Każde wypowiadane słowo, każdy gest.

Krzyż pachniał wolnością. Krzyż oddychał naszym cierpieniem. Spotkaliśmy się z Szymonem, Weronika. Maryja, torowała nam drogę do Mistrza. Krzyczący tłum, przypomniał nam, nasze zachowanie, nie zawsze godne do naśladowania.Mistrz cierpiał, a my próbowaliśmy, przestać myśleć o swoich problemach, choć na chwile, poczuć Jego spojrzenie,usłyszeć; Twoje  Zycie ma sens!!!!

W obliczu cierpienia, pobożne miny, możemy schować do kieszeni, czekoladki nie wystarcza, ani pieniądze nie pomogą. Przychodzi taki moment, gdy stajemy twarzą w twarz z cierpieniem, którego unikamy…. Wtedy, albo przeklinamy, albo wdrapujemy się na drabinę akceptacji, która ,nie ma nic wspólnego z rola ,jaka często odgrywamy w życiu…

Nikt nie jest samowystarczalny, a często tak się zachowujemy…. Przezwyciężenie strachu, jest wielkim krokiem naprzód. Jest początkiem, zapalenia lampy, oświetlającej ciemności, wstydu, chronicznego smutku, samotności. Potrzebujemy siebie nawzajem, aby przytulic swoje, niekochane życie….

Dbanie o innych, tworzy kreatywność, uczy pracy w ekipie, jak Jezus, nie siedzi w ciepłych kapciach, przed telewizorem, i nie narzeka ze świat jest zły. Wypływa na glebie.

Sukces i porażkę traktuje jednakowo……

Każdy ma prawo, aby poczuć się szczęśliwym!!!!!-Usłyszeliśmy z ust JEZUSA

Czy jesteś szczęśliwy???

Jeżeli, tak, to czy dzielisz się, tym szczęściem z innymi???

Św. Jan od Krzyża, powiedział- „Ci, którzy są bardzo aktywni i którzy myślą objąć cały świat swoim kazaniem i swymi zewnętrznymi dziełami, niechaj pamiętają, że byliby bardziej pożyteczni dla Kościoła i znacznie milsi Bogu, nie mówiąc o dobrym przykładzie, jaki by dali, gdyby, chociaż połowę czasu spędzili z Nim na modlitwie”…..

Bezdomni potrzebują twojej Obecności.

Postaw się na ich miejscu.

Co czujesz??

Być może wtedy…….

 Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

I będziesz miał sile, aby podarować wolny czas…..

Ziema jest Ci poddana, człowieku

Nic pewniejszego nie ma na świecie, niż śmierć. Przychodzi i zabiera oddech! Znajdzie każdego! Nie pyta, czy jesteśmy gotowi…
Wczoraj, , zapukała do klienta w hotelu,do Rene …
Szefowa, jako pierwsza, odkryła…… Prawdopodobnie był chory…. Kilka dni temu, rozmawiałam z nim…. W jego oczach było wiele smutku…. I byłam ostatnią osobą, która z nim rozmawiała…. Następnego dnia, miałam zapukać, aby uzupełnić barek, (wiedząc, że, miał opuścić hotel, postanowiłam zrobić to później.).. Tymczasem szefowa,   chcąc sprawdzić….Śmierć, śmiała się nam prosto w twarz. Nawet, jak nie znamy osoby, to jednak czarne myśli nas zalewają….Strażacy, lekarz, policja…..

W takich momentach, potrzebujemy się wygadać, potrzebujemy być razem…
Między wierszami, panowała cisza, potrzebowaliśmy bliskości, aby nie zostać samemu…
Nie wiemy, co się stało..
Wiedział, że jest chory, dzień wcześniej był w szpitalu, wrócił do hotelu…. Być może, nie chciał pozostać sam….
Czas, mamy ograniczony, a wiec nie narzekajmy…
W każdej chwili, ty i ja… Możemy zostać wezwani… Bez ostrzeżenia. Bez pożegnania.
Takie wydarzenie uczy miłości, której nigdy nie za wiele, uczy delikatności, wobec spotkanego człowieka…. Rozmawiając z tym panem, czułam się nieswojo… Przez chwilę próbowaliśmy żartować, jednak szybko….Uciekłam… Dlaczego? Nie potrafię tego wyjaśnić… Było coś tajemniczego, mrocznego w jego osobie… Być może… Wtedy śmierć już przy nim była….
Jakby chciała mi powiedzieć:: szanuj życie, szanuj siebie, kochaj miłością z wrażliwością, kochaj z mądrością, kochaj z pasją…. Kochaj, bo jedynie miłość, ma sens…..Nie czekaj, na piękne deklaracje… Powiedz drugiemu; jesteś ważny dla mnie, potrzebuję twojej obecności. Słowa krytyki przefiltruj przez mocno zaciśnięte zęby. Nie mrucz pod nosem. Łagodny wzrok uczyń codziennym masażem oczu. Zadbaj o delikatny uśmiech…Przytulaj, a nie klep po ramieniu…
Puste słowa wyrzuć z siebie, szukaj dobrych słów, które postawią na nogi, które będą nadzieją.
I król i żebrak, są tak samo ważni. Nie rób różnic….Bo one napędzają nienawiść…

W codzienności, odnajdź zielona gałązkę i pielęgnuj ja….

Światło błogosławieństwa płynące w twoich żyłach, da Ci moc, aby człowiek obok ciebie, czuł się dobrze, spokojny, o siebie, że mu, nie dołożysz swoich lęków.

Ziemia, jest ci poddana,a nie człowiek….

Dobre Nowiny w gąszczu złych nowin o sobie”

saint jean cap ferrat 006Merton tak zakończył jeden ze swych wierszy:” Po czym gubi się w gąszczu złych nowin o sobie”

Pobrali mi kilka kropli krwi…. Lekarz, chce mieć na oku moje eozynofile .Widocznie im nie ufa…. Tradycyjnie kawka, w Malongo, dziś waniliowa. Słońce szczerzy szeroko zęby, pachnie wiosną.. Obserwuję parę, która siedzi obok mnie… On-wpatrzony w telefon, Ona-najpierw długo mieszała kawę, później zaczęła czytać, w jej gestach widać głód rozmowy, dialogu… Co może być ważniejsze od spojrzenia drugiemu w oczy? Czy, gdybym zapytała ich, czy są w tym momencie szczęśliwi? Jaka byłaby odpowiedź?
I druga scena, znajomy dał prezent dziewczynie pracującej w kawiarni ,dala mu buziaka w policzki, a On, powiedział że to dla niego przyjemność.. Radość dawania.!!!!.. (w Nice, jest mało klimatycznych miejsc, na wypicie kawy)lubię to miejsce…. Pracuje tam chłopak, który lubi  to co robi. Kontakt z klientami, ma wyśmienity. Potrafi być. I to wystarczy. Atmosfera chwili.
Czy w tym momencie ,jesteś szczęśliwy ,szczęśliwa?
W sklepie spotkałam koleżankę z pracy, pięknym uśmiechem pochwaliła się :jutro jadę na Filipiny …aby wyjść za mąż. Narzeczony, jest filipińczykiem. Pewnie ceremonia będzie pełna kwiatów i radości. Atmosfera dzielenia się -Dobrą Nowiną…
Koleżanka miała urodziny, a więc zapukałam do niej z ciastem i świeczkami.. Usłyszałam :stworzyłaś atmosferę… Takie nic, zwykle, jest większym prezentem, dla tego, kto ofiaruje. Oducza głupich gestów brania tylko dla siebie. „Ja”-rumieni się ze wstydu. Rodzi się atmosfera radości bez powodu…..
Uśmiech nic nie kosztuje, a zaraża…Termometr ilości smutku w człowieku. Więcej oznacza niż rozmowa…. Tylko potrzebne jest oderwanie się od ekranu, spojrzenie na świat, drugiego człowieka, na siebie samego…. Odziera z błędnego uczucia… samotności …Uśmiech uzdrawia .
Gdy koleżanka śpiewała psalm w kościele, jej 6 -letni syn siedział w pierwszej ławce, i po cichu bił jej brawo… To się nazywa motywacja. Bezcenny gest!! Wielu mężczyzn, mogłoby się zawstydzić. Ten młody człowiek, mając dopiero 6 lat, potrafi cieszyć się z talentów innych. Dzieci nie udają, a więc jego mama, ma talent do śpiewania….
Dziś, same radosne wieści…
I telefon; wiesz kolega do mnie przyjeżdża…. Spędzimy wspólnie kilka dni….
I e-mail; miałaś siły… Gratulacje, Kolejny -często dziękuję Bogu, za Ciebie…. Hm nie potrzebuję książek o motywacji… Takie Słowa mają potężną moc…. I nawet z Australii dostałam pozdrowienia….
A, ty kiedy ostatnio obdarzyłeś siebie, nieznajomego, piękny widok, uśmiechem?
Kiedy, biłeś brawo ,ze wzruszenia, z dumy, z radości…. ?
Ja -dziś biję brawo, tym wszystkim, których dziś spotkałam: osobiście i przez telefon czy e-maila…
Dzień, który miał w sobie kolorowe iskierki Dobra, Radości. Zero pestycydów narzekania i przenoszenia zarazków głupoty… Rzeczywistość. Spotkanie. Dzielenie się…
Takie chwile są potrzebne aby, nie gubić się w gąszczu złych nowin o sobie …

Aby na ławce, usiąść  obok samego siebie…….A będąc bliżej siebie z uśmiechem pomyśleć o tej chwili,która jest wiecznością ,która ma być, taka, jaka jest……

Przepis na udany dzień

 

  Stowarzyszenie Pomost- Passerelle, istnieje 10 lat.
Wraz z polskimi dyplomatami, zostało zorganizowane, sympozjum o bezdomności, które odbyło się  4 lutego, w Ambasadzie polskiej.
Pan Ambasador- Dariusz Wiśniewski RP w Paryżu, wraz z Konsulem Generalnym - Hubertem Czerniukiem , oraz  wicekonsul – Marią Giryn,  otworzyli  drzwi ambasady, by podjąć konkretne decyzje, wspólnych działań na rzecz bezdomnych polaków w Paryżu. Obecni goście z Polski ; Rzecznik Praw Obywatelskich –Adam Bodnar , koordynator ds. projektów regionalnych- Andrzej Stefański , oraz, dyrektor Misji Kamillanskiej- Adrianna Porowska, Iwona Warzyńska, a także, lekarka , specjalizacja od uzależnień- Małgorzata Cypryk-Kosim, dr Anna Kurzeja terapeutka i założycielka Pomostu,Marta Libura , zabrali glos ,by zacieśnić współpracę miedzy stowarzyszeniem a polskimi instytucjami zajmującymi się bezdomnymi.
Pracownicy Pomostu Wiola Tylutki i Sylwia Skalska podzieliły sie sukcesami i trudnościami w ich pracy.
Zaproszenie przyjął mer I dzielnicy,Paryża,Jean-Francois Legaret. Byli obecni przedstawiciele stowarzyszenia Aux Captif la liberation ,Francois Forestier, Samu social-Florence Grinon, prezes stowarzyszenia Mort de la rue -Nicolas Clement.
Zaproszeni, prelegenci, zgodnie stwierdzili ; ulica,to nie jest to miejsce na mieszkanie. Jedynym wyjściem jest współpraca, która będzie miała na celu zmniejszenie ilość osób na ulicy, przywracając im godność i szacunek do samego siebie. Pierwszym krokiem, jest wyciągniecie, tych osób z ulicy.
Poprzedniego dnia, wieczorem, ks. wicerektor PMK- Krystian Gawron , odprawił msze św. dziękczynną . Św. Paweł nam szepnął; „Niech trwa w nas braterska miłość. Nie zapominajmy też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę”. Tak jakby, niebo dawało nam rady, cieszyło sie razem z nami. Nie możemy sie poddawać ludzkim ocenom, mamy za zadanie, aby współczesny Herod, zadziwił się czynami, które są dziełem Boga. Chronieni w skrzydłach światła i nadziei, mamy iść pod prąd. Trzymając w dłoniach, resztki godności naszych podopiecznych, nie możemy milczeć. Nie możemy ich zostawić samym sobie, do tego potrzebujemy wsparcia. Potrzebujemy ludzi, którzy, mają odwagę porzucić swój ciepły dom, i spojrzeć ulicy prosto w oczy. Zobaczyć bezdomnego, jako człowieka- usłyszeliśmy podczas kazania…
Ile razy słyszałam; O, jak, wy dużo robicie…A wiec; Przyjdź i podaruj swój czas, stań sie bohaterem dla samego siebie. Podaruj swój wolny czas, a nie to, co ci zbywa.
Cichy krzyk cierpienia ludzi bez domu, był bardzo wymowny. Moment spojrzenia Stwórcy w oczy, i zadanie sobie pytania; co dziś robie dla innych….???
Pyszna kolacja, wzruszające wspomnienia, czas, braterskiej milosci. Czas radości, która uskrzydla. Goście z Polski szybko się zaklimatyzowali. Zgromadził nas wspólny cel. Było to krzyk ludzi. Ulica to dżungla, odziera z godności. Pomost-Passerelle, ma ważne zadanie, ważną misję do spełnienia, przemienia krzyk w pieśń radości.
Kanapka –pierwszy krok, spojrzenie w oczy pełne uważności –kolejny, Obecność, zapewniająca wsparcie – pierwsza pomoc, która jest niezbędna, aby obudzić chęć życia…… Spotkanie dawno niewidzianych osób, sprawiło mi niezmierną radość.
Pan Ambasador, Dariusz Wiśniewski, serdecznie nas powitał, zapewniając nas, o tym że, ambasada należy do nas ..Wspomniał o byciu do dyspozycji innych, nie licząc na nagrodę..
Mer- I dzielnicy Paryża, pan, Jean-Francois Legaret , mówił o współpracy miedzy instytucjami francuskimi a polskimi , palącej potrzebie konkretnej pomocy, bezdomnym, aby nie umierali na ulicach. W swojej działalności, popiera, otwarcie drzwi urzędów miasta, by wspólnie zadbać o najbiedniejszych. Dla niego, nie jest to problem,Jeden człowiek niewiele może. Podkreśił wielką rolę pracy wolontariuszy ,bez których nic nie może zrobić. Nie możemy, w XXI wieku, pozwolić, aby bezdomni stali się niewidzialnymi, nie możemy omijać, człowieka leżącego na ulicy.
Prezes stowarzyszenia Pomost, pani, Maria Warunek,powitała uczestników sympozjum. Z wielką dozą pewności i wiary w sens istnienia stowarzyszenia, zachęciła do współpracy. Warto być dla innych. Warto uczyć się dbać o tych, którzy tracą nadzieję.Piękno ambasady i ulica stały się sobie bliższe. Bezdomni, mieli swój czas, i nadzieję na kawałek dachu… Pomost-Passerelle ,marzy o polskim domu, dla bezdomnych.. Niech to marzenie się spełni. Odczytano list pana senatora, Ryszarda Majera, który nie mógł być na sympozjum.Senator, nie chce, by trudne sprawy społeczne były traktowane, jako margines polityki. Jest szansa na współpracę. Nadzieja, że, to sympozjum, nie będzie tylko wypowiedzianym słowem, tylko słowem, które przekształci się w czyn. Założyciele, Pomostu, Marta Libura , Zenon Pudłowski , mówili o początkach, o trudnościach, porażkach i sukcesach. O konfrontacji z brakiem miłości, o tym, że chore ambicje zawsze sie wkradną. W ekipie, ważna jest łagodność, koordynacja serca i rozumu. Wielu wolontariuszy, ciężko pracowało, poświęcając swój wolny czas. Uczyliśmy się braterskiej miłości, ona nigdy nie jest łatwa. Wydział konsularny daje nowe możliwości, ci, którzy stoją na straży Polaków i reprezentują Polskę, także widzą ogromną potrzebę uwrażliwienia społeczeństwa na bezdomność. Francois le Forestier z organizacji  Captif  la Libération,zwrócił uwagę na diaporamę, która rozgrzewała nasze serca, wspomnienia wracały, i pokazywały o tym jak wiele się wydarzyło Godność  jest integralną i sakralną całością człowieczeństwa. Wspomiał ze wzruszeniem św.  Jana Pawła II. Organizacje charytatywne nie mają zbyt wielkiego oparcia w świecie polityków. Wielkim problemem jest niewystarczająca ilość mieszkań socjalnych. Powiedział, ważne zdanie: Indywidualizm zabija naszą hojność. Braterstwo staje się wrogością. Bezdomni nas potrzebują, aby na nowo nauczyć się żyć w społeczeństwie. Pomost jest mocny w braterstwie, to ono daje sens naszemu życiu. I na koniec dodał, potrzebujemy innych, aby się rozwijać.
Wicerektor, ks. Krystian Gawron, mówił o apostolstwie humanizmu. O ludziach, którzy karmią motywacją niesienia pomocy , którzy zarażają kreatywnością, którzy nie użalają się sie nad losem bezdomnych, tylko niosą konkretną pomoc. Św. brat. Albert Chmielowski, nie bal się podnosić najbardziej osłabionych, wykluczonych.My także możemy dawać nadzieje  i radość. Każdy ma prawo do życia. .
„Nikt nie idzie sam do nieba
.Rozbić naczynie, zapach się rozejdzie.
Nie tylko będziemy Boga kochać, ale inni Go przez nas pokochają.
A to jest coś.- Dodał brat Albert
Rzecznik Praw Obywatelskich, pan, Andrzej Bodnar, w swojej wypowiedzi zaznaczył rolę, jaką ma do spełnienia. Pomoc, bezdomnym, stała się jego priorytetem. Rzecznik, stoi na straży przestrzegania prawa, i także poza granicami kraju. Ma na celu ,wpływ na władze centralne, pokazanie, że ,problem jest na większą skalę. Mówił o potrzebie współpracy z odpowiednikiem władzy w różnych krajach. Podkreślił wartość współpracy z organizacjami pozarządowymi. One wiedzą, co robić, co jest bardziej potrzebne. Próbuje przebić się i poddać nie tyle dyskusji, co i działaniu, wielką potrzebę wsparcia finansowego, takim organizacjom jak Pomost -Passerelle.
Pomocna dłoń, która, gdy jest dostępna rodzi społeczeństwo obywatelskie.Człowiek potrzebuje przestrzeni, aby wyjść z danego problemu. I zawsze wymaga wsparcia państwa. I ważne zdanie powiedział; Człowiek odważny, może przekroczyć każdą barwę polityczną, aby zadbać w szczególności o najbiedniejszych
Dyrektor z Misji Kamilianskiej , pani,Adriana Porowska, mówiła o praktycznym aspekcie pracy z bezdomnymi. Wezwaniem jest odnalezienie szacunku, dojścia do źródła problemu. A do tego potrzebne są warunki. Prawo rzadko chroni bezdomnych, często nie pasują do garnituru urzędnika. Nie można pomagać kosztem innych ludzi. Ważna jest ochrona pracowników socjalnych, a nade wszystko organizacje charytatywne.Podstawą jest lokal, kompetentni ludzie, szkolenia wolontariuszy, ana to potrzebne są pieniądze.
Psycholog , Samu –social, pani, Florence Grinon, także mówiła o ich pracy z bezdomnymi, o różnorodności kultur .17 Narodowości, zgłasza sie do nich. Niełatwa praca. A każdy szuka wyjścia z trudnej sytuacji.Stolica Francji przyciąga, ludzi za lepszym bytem. Zderzenie się z rzeczywistością, nie zawsze dobrze się kończy. Wszyscy oczekują natychmiastowej pomocy, wszyscy chcą pragną domu. Problem, który dotyka każde państwo. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni. Oskarżanie sIebie nawzajem, szukanie winnych wcale nie pomaga wyjść z danego problemu.
Pani dr. Anna Kurzeja , pracuje na uniwersytecie śląskim, terapeutka, zadała pytanie :jak zrobić, aby pomóc człowiekowi bez dachu nad głową? To, co pomaga, to podejście indywidualne. Aby poznać drugiego, potrzebna jest duża ilość czasu. A także podwójne spojrzenie. Negatywny obraz człowieka, jest tym, co widzimy od razu. Bezdomni są brudni, agresywni, śmierdzą i żebrzą. A drugi rodzaj spojrzenia, to zainteresowanie się ich historią, dotarcie do źródła tragedii.Mówiła o swoich badaniach, jakie robiła na terenie Paryża. Brak rodzica, bagaż doświadczeń, wskazuje pewną dyspozycyjność, znalezienia sie na ulicy i niechęci do życia w społeczeństwie. Aby bezdomny się otworzył na zmiany, potrzeba dużo czasu. Potrzeba głębszego spojrzenia. Wychodzenie z bezdomności łączy się z terapią uzależnień. Janusz opowiedział o pracy grupy wstępnej, która ma na celu wyjście z uzależnienia. Pierwszy krok, do życia w trzeźwości.
Lekarka,pani, Małgorzata Cypryk-Kosim , mówiła o swoim doświadczeniu pracy z uzależnionymi. Brak wsparcia ,jedynie pogarsza sytuacje, brak osoby kompetentnej, która pokieruje do odpowiednich instytucji, zabiera chęć życia.
Pracownicy Pomostu, pani, Wioletta Tylutki i pani, Sylwia Skalska, podzieliły się doświadczeniem pracy z polakami na ulicy. 1500, Interwencji rocznie. Główny powód przyjazdu -lepsze życie. Wielu umiera na ulicy. Jeden chłopak, który na ulicy spędził 8 -lat, powiedział; bez tego stowarzyszenia byłoby mu jeszcze ciężej. Szpitale, wychodzenie na ulice, liczne tłumaczenia, spotkania środowe, które są pogotowiem ratunkowym. Każdy może przyjść, może wypowiedzieć siebie, czasami po raz pierwszy od wielu lat, zostać dotkniętym przez troskę o niego. Mają łzy w oczach, albo wychodząc pełni agresji wracają, w ciemność ulicy, tam wiedzą jak się poruszać. Strach przed zmianą zwycięża. Są momenty, gdzie zwracają sobie nawzajem uwagę… Słuchają. I historia chłopaka. 23 lata na ulicy…Pewnego dnia ze strachu powiedział: pomóż Boże…. Nie wierząc w istnienie Boga, zwrócił na siebie uwagę niebios. Od dwóch lat nie pije, ma pracę, mieszkanie, od nowa nawiązał kontakt z rodziną. Żyje. Uczy sie kochać życie.
Ośrodek jest potrzebny zgodnie powiedziały pracownice Pomostu….
Prezes, Morts de la rue , pan, Nicolas Clement , opowiedział historię polaka, który niedawno zmarł na ulicy .Ten człowiek był znany Pomostowi, miał raka, został wyleczony i zginął pod kołami metra… Czyżby zbieg okoliczności? Sympozjum o bezdomności i wiadomość o śmierci bezdomnego polaka. Przypomniał nam o sobie, właśnie dziś, gdy zastanawiamy sie jak pomóc bezdomnemu? Co możemy konkretnie zrobić, aby człowiek wychodząc ze szpitala, miał gdzie pójść, a nie wracał na ulicę?
8 %kobiet jest na ulicy, to i tak dużo… Organizacja ma za zadanie, aby bezdomny, został godnie pochowany. Nie zdajemy sobie sprawy, jak wielu ludzi umiera w samotności i cierpieniu. Ulica zabija Odbiera godność.
Czy, to wszystko, co zostało powiedziane, zamieni się w czyn? –Zależy od każdego z nas. Dobre Słowo ma sens, gdy idzie za nim konkretne działanie..i każdy z nas jest zaproszony do współpracy opartej na dialogu… Inaczej będą to tylko slowa…….
Zarówno zaproszeni Francuzi jak i goście z Polski, zauważyli wielką wagę zadbania o wolontariuszy,terapeutów, to oni są siłą napędową stowarzyszeń. To oni, są na pierwszej lini walki o człowieka. Mocny akcent, o wsparcie ze strony polityków. Aby ci  którzy stoją na straży prawa, chronili najsłabszych. Aby ich krzyk, obudził i wstrząsnął światem.

MILOSC OTWIERA SWE RAMIONA

Ślub kuzynki był okazją, aby odwiedzić stolicę …-Paris. Po raz kolejny same niespodzianki…
Pobudka o 4- rano…Samolot był na czas. Nawet nie wiem, kiedy a lądowaliśmy. Spałam. Paris powitał mnie słońcem. Jak zawsze w domu u M & J ,przyjęli mnie jak  księżniczkę. Marysia wyszła, aby mnie powitać…Z kwiatuszkiem i piórkiem…Pewnie sobie wyrwała..l(ma anielskie geny)

Czas spotkań, które mają w sobie otwartość i radość. Odkrywanie dialogu, który jest tak potrzebny.  Godzina spędzona w chmurach, w żelaznym ptaku. I ponad 900 km pokonane….. Ludzie w metrze się uśmiechali. Niczym archeolog, odgrzebywałam uśmiechy ,i o dziwo udawało mi się .
Śniadanie w gronie- Vipów…Marysia gościła muzyka-Bogusława.  Niestety mój, krotki pobyt nie pozwolił mi na posłuchanie jego koncertu…Natomiast mogliśmy, tak zwyczajnie pobyć razem…. Podzielić się tym, co dla nas ważne… Co nas smuci, a co daje radość.  Rzadkość w dzisiejszym świecie… Zatrzymać się… Usiąść… Pomilczeć…. Docenić, co drugi mówi… Zobaczyć Słowa, które mają jedyny cel; dzielenie się, bez jakiejkolwiek ingerencji w życie rozmówcy… Udało nam się! Była wzajemność -szlachetnie urodzona pani…. Dialog  był możliwy, dom pachnący życzliwością (zostawiony do naszej dyspozycji,) tworzył atmosferę ciepła i spokoju. Nastrajał do śmiechu. Budził  same pozytywne emocje. W spokoju płynie muzyka… Po raz kolejny się przekonuję, że jedynie, pasja może nas uchronić od zardzewienia. Mój rozmówca, muzyk, zdający sobie sprawę, ze sama  teoria wykładana studentom, nie przekaże im istoty muzyki, jej głębi i piękna. A wiec szuka jej w sobie, wokół siebie…. Nie pozwala toksycznym ludziom zabrać pasję…. Co wcale ,nie jest łatwe.

Coraz mniej muzyków, a coraz więcej komercji… Gwiazdeczki potrzebują playback, aby zaśpiewać. Tancerze prawie nadzy, ich kroki taneczne mało mają wspólnego z tańcem…. Profanacja muzyki, której słucha wielu ludzi. Publika coraz mniej wymagająca. A muzyka jest jak natura, pełna kolorów…. Mam szczęście poznawać ludzi, którzy muzykę mają we krwi… Za czym idzie troska… Radość… Ciepły głos..I spontaniczność  (nie wszyscy muzycy stawiają na pasje ). Są tacy, którzy bez nut, nie są w stanie nic zagrać. Jak byłam w Amsterdamie, to w kościele polskim, student akademii muzycznej, w niedzielę grał swoje utwory.  Czuć było harmonię, między nim a muzyką. Dźwięki wirowały w powietrzu, a my przez chwilę zatrzymywaliśmy się, ponad, tym wszystkim, co musimy zrobić…. Sprawdzian, tego, co naprawdę jest dla nas ważne….. Muzyka oczyszcza-tak powiedział Bogusław….( Cos tam wie o muzyce) skoro ma doktorat i próbuje studentom przekazać, swoja pasje.

Jedynym zadaniem muzyka, jest oczarowanie publiczności. Pokazanie muzyki, jako przyjaciela. Każdy instrument ma swojego ducha. Każdy muzyk, (jeżeli nie jest zepsuty przez bycie celebrytą, lub za wszelką cenę nie próbuje podbić świata ) może uratować słuchających od smutku, negatywnych emocji…Ma moc zanurzenia , w pięknie bycia na naszej ziemi….
Fantastyczną rzecz zrobił… Zapytał Marysi, co ma jej przywieźć…Zażyczyła sobie ciasteczka katarzynki… I dostała w nadmiarze…. Bo całe pudełko…. Dawno nie spotkałam się z taką hojnością, z wielką dozą poczucia humoru… Tacy ludzie, ratują ludzkość przed życiem tylko dla siebie…. Mały gest, który wiele mówi…. Istota bycia na tej ziemi…. Z małych gestów jest tkane nasze życie . W nich jest odpowiedź na pytanie Czy hojność ma sens???Antidotum na egoizm, narcyzm, dbanie tylko o tych, których kochamy, lubimy…. Jezus przestrzega przed takim nastawieniem. Dbanie o najbliższych jest radością, samą w sobie….. Wyjście do nieznajomego, podanie ręki bezdomnemu, pobycie z tym, który stracił wszelką nadzieję. To jest wyzwanie….
I popołudniu spotkałam się z wielką wagą wybaczenia. Bóg, który przychodzi przez sakramenty…. Bóg, który przytula przez słowa swojego kapłana  .Niszczy wirusy, zabiera lęk, otwiera przestrzenie wolności… Przygotowuje na spotkanie z drugim człowiekiem… Często zagubionym, agresywnym, walczącym o przetrwanie. Odkrycie, że Stwórca za darmo rozdaje dary. Dar zachwytu, dar zrozumienia…. Dar świadomości.  Bóg posługuje się ludźmi. Często tak robi…. Jasne, nie można wszystkiego łykać… nie można bezmyślnie iść za każdym, kto w Imię Boga uzdrawia..
Gdy Bóg przychodzi, nie ma mowy o agresji….Z Nim radość nabiera innego  znaczenia. Spotkanie w sakramencie spowiedzi.. Spotkanie w krótkiej modlitwie….Relacja to wejście w dialog. Nie ma nic wspólnego z zaspokajaniem zachcianek innych. Logika Boga jest prosta, tylko człowiek chce Go zamknąć w pudełku praw .Do tej pory nikomu się to nie udało.. Wielu księży wraca do modlitwy pierwszych chrześcijan. Modlitwy serca, Uwielbienia, wstawiania sie…..łagodzenia konfliktu z samym sobą.  Takich kapłanów potrzebuje dzisiejszy katolik. Jednego z nich spotkałam i jestem wdzięczna Bogu za Niego…. Czas bezcenny.
I w końcu ważny dzień dla Ani i Jean Charles… Ich dzień, pieczęć ich miłości. Ceremonia zaślubin…
Najpierw formalności, czyli ślub cywilny… Otoczeni, rodziną, przyjaciółmi, powiedzieli- Tak…. Pani dająca ślub zacytowała poetę, który powiedział: tak naprawdę nie ma siedmiu cudów świata, jest jeden- Miłość……
Przyroda śpiewała hymn radości, łączyła się z nami….
Msza była po francusku….Ksiądz, który celebrował, w chwili ciszy podczas przysięgi, modlił się nad młodymi…Prosił Stwórcę, aby dał im siłę…Anioły zaniosły modlitwę…Sakrament małżeństwa ma moc….Pierwszy raz doświadczyłam wagi związku małżeńskiego. To nie są żarty. Bóg na poważnie bierze zaangażowanie dwojga ludzi. I nieustannie błogosławi.
Cud w Kanie był na weselu…. Przypadek, czy też wsparcie Jezusa dla małżonków?? Być może Jezus chciał powiedzieć: Jestem z Wami….Przyjmuję waszą przysięgę. I wy przyjmujcie, siebie nawzajem. W prawdzie i dialogu… Spontaniczne gesty każdego dnia niech wam towarzyszą…. I nade wszystko wybaczajcie sobie nawzajem……
Nie marnujcie łaski sakramentu małżeństwa. Bądźcie świadomi złożonej przysięgi….
Chwila ciszy, podczas przysięgi zanurzyła nas i przypomniała o tym, gdzie mamy szukać wytchnienia…. w Ciszy, a nie w słownej agresji….. Cisza jest muzyką ,tworzoną  przez Stwórcę, jakkolwiek go pojmujemy….Gdy Go szukamy, pozwala nam się znaleźć…..
Dalszą część celebrowania radości, spędziliśmy wraz z naturą, w  restauracji, położonej  nad jeziorem. Słońce nie żałowało swoich promieni, zieleń w tle, łagodziła konflikty. Mogliśmy przyglądnąć się swojemu obliczu w jeziorze… Kto w nim jest???? Czy potrafię się do siebie uśmiechnąć? Mała Marysia pozwoliła wziąć się na ręce, przytulić się…. (Dzieci mają szósty zmysł.. Nie każdego łaskawie traktują) Pomyślałam sobie, skoro dzieci widzą we mnie przyjaciela… Nie jest tak ze mną źle.
Spotkanie z dawno niewidzianą rodziną było odnowieniem więzi między nami….. Żadna rozmowa telefoniczna nie zastąpi spotkania. Wtedy jest cieplej, bliżej… Można popatrzeć, dotknąć, przytulić…. Można zachwycić się, okazać wzruszenie. Nade wszystko przyjąć drugiego, takim, jaki jest…. Wtedy robi się jaśniej, kajdany konfliktów się kruszą i przychodzi świadomość… Być może po raz ostatni się widzimy. Czy warto rzucać się kamieniami złości, milczącej agresji???
Bliskość chce być dzielona w prawdzie… Bliskość chce łagodności. Bliskość chce (kręcenia loczków, Przytulanek, chce spontanicznych gestów  )
Dzieci o tym wiedzą. I nieustannie nam o tym przypominają. Składają reklamacje, i mają rację…. Najlepsza terapia nazywa się : Obecność. W niej nie ma miejsca na udawanie, co więcej każdy udawany gest jest usuwany…..
Gdy cenisz swojego rozmówcę, nie przeceniając go, potrafisz Być…… I wtedy wszechświat leży u twoich stóp….
Miłość jest cudem, gdy codziennie potrafimy zadbać o Słowa pełne ciepła, gdy złość przesłania nam ukochaną osobę, a my nie trwamy w niej i szybko zapominamy  , gdy próbuje wejść w dialog…. Miłość nie próbuje rządzić drugim, tylko pomaga być sobą.  Uczy dzielić  się pięknem i unikalnością każdego z nas…

Bez tytułu

Płuca nareszcie zaczynają pracować. I wciąż szukam odpowiedzi na pytanie: gdzie tkwi sekret mojego profesora??
Jak do tej pory niczym, prorok, ratuje mnie, przed zwątpieniem w siebie….w życie……
Podczas niedzielnej mszy, na kazaniu ks.  Grześka Skickiego (prowadził mszę św… jest Oblatem i szefem stowarzyszenia Toit pour toi- Dach dla ciebie) Wiele dobra się dzieje, wielu młodych ludzi ratuje przed ulicą….)Bardzo poruszyły mnie słowa,które powiedział.Jezus  wierzył w  człowieka, dlatego udawało mu się wyciągać ludzi z błota nienawiści. W ich domu, była przez jakiś czas młoda dziewczyna  z bagażem bardzo złych doświadczeń. Dwa razy podcinała sobie żyły, wiele razy była w szpitalu psychiatrycznym.. I postanowiła żyć na swój rachunek. Odeszła… Zostawiając list. Dziękowała za życzliwość, ciepło, za to ze nauczyła się jeść posiłki nie włączając telewizora… A najważniejsze, nabrała wiary w siebie, bo w tym domu wierzyli w nią…   Mocne świadectwo!. Uwierzyć w człowieka!
Mój profesor wierzył we mnie… I dlatego  mogłam mu zaufać. Stworzył warunki… i udało mu się!! Doceniam każdy dzień.
Jak często potępiamy, nie znając sytuacji? Jak często stawiamy się w rolach oskarżyciela?.. A gdzie wiara w człowieka? W jego talenty, kompetencje, w jego sukcesy??
Moja była szefową, jest przykładem, że nie warto oskarżać…. Spokój wrócił. Dyrekcja ją wyrzuciła. Zapłaciła cenę za swoje postępowanie.
Dzieci  często proszą rodziców, aby patrzyli na nich…. A dorośli nie mają czasu…. Młody Nicolas… Wie, że dziewczyny puszcza się przodem…. I gdy poprosiłam go, aby odniósł talerz do kuchni….. Drugi talerzyk odniósł sam… Nie musiałam mu przypominać. I za każdym razem jak mu mówię, że coś robi super… I że jest dużym chłopcem… to tak jakby nagle urósł… Jest dumny….. Uśmiecha się, a w  tym uśmiechu przyznaje mi rację…. Dzieci nie muszą nikogo udawać… Chyba, że mają głupich rodziców, którzy konieczne chcą realizacji swoich niespełnionych marzeń, planów… To zwykle nie działa..
Uwierz we mnie!!!
Usłysz mnie!!
Spojrzyj na mnie!!
Przytul mnie!!
Zachwyć się mną!!!
Odkrywaj mnie!!
Pokochaj mnie, a nie twoje wyobrażenie o mnie!!

Kiedy ostatni raz doświadczyliście takiego spotkania, w którym obecne były, te wszystkie uczucia powyżej napisane…????
A kiedy ostatni raz, podarowaliście taką Obecność drugiemu człowiekowi????
Dzieci mają rację… gdy chcą, aby na nich patrzono. Aby dbać o innych… Trzeba umieć zadbać o siebie. Inaczej depresja wypalenia się kłania do pasa.
Dawanie i branie mają ze sobą współpracować.
To nie chodzi o puste slogany Uwierz w siebie!! Tylko o świadomość. Dzieci uczą się przez obserwację… Jedynie co możemy w chwilach trudnych… Usiąść. I obserwować. Najlepsza metoda na polubienie siebie..albo poddamy się losowi,albo staniemy się silniejsi. . A wtedy być może uda mi się kiedyś choć raz zrobić coś dobrego…..
Wierzę w Ciebie… Moc tych słów ratuje przed  mniemaniem….  jestem biedny… I nikt mnie nie kocha…. I życie jest do niczego….. Jestem do niczego…. Lub wszystko wiem lepiej… Nie potrzebuję nikogo….. Sam sobie poradzę.
Wszystkie te stwierdzenia są fałszywe. I najgorsze jest ze wiemy o tym, a jednak zapominamy ze ten dzień się już nie powtórzy ,ze nie dwóch takich samych ludzi, ze ptaki śpiewają za darmo,ze uśmiech nic nie kosztuje, ze nasz czas na ziemi jest ograniczony…..

Po mszy była wenta dla stowarzyszenia. Kupiłam konfitury od pana, a dostałam słowo radości; masz piękny uśmiech. Pomyślałam sobie…dzięki chorobie i mojemu Aniołowi profesorowi Marquette,który przekazał mi wiarę w MOC  ŻYCIA ….i WIELU Z WAS….Jestem wdzięczna za dar,jakim dla mnie jesteście …..