Bez tytułu

DSC_0137

Życie daje nam lekcje każdego dnia, zwłaszcza dzieci….
Szymon sprząta butelki, którymi się bawi i mówi:: widzisz mamo jestem dobry mądry i dobrze gram piłkę i pomagam innym. I nawet sprzątam po sobie.
Gdy mama zaangażowała go w sprzątanie kościoła, i na dworze zbierał patyki, układał na kupkę i mówił:Pan Bóg jest ze mnie zadowolony! Ma 5 lat
To nie było pytanie, to była pewność.
À co robi dorosły?
W swej fałszywej pobożności, nie lubi samego siebie, łzy wzruszenia w kościele są rzadkością, Bóg w mniemaniu dorosłego jest rzadko zadowolony z niego….
Młody, nikogo nie udaje, nie rozumiejąc słów, które wypowiada,traktuje siebie samego z życzliwością.
I jest przekonany o słuszności swoich słów.
Tak oznacza Tak, Nie oznacza Nie.
Skoro mówisz mu, że cudownie narysował obrazek, a za kilka minut mówisz, że ładnie,to oczywistą refleksją jest: a przecież mówiłaś, że cudownie.. Przekaz jest klarowny, jasny, czysty.
Może gdybyśmy zainwestowali w spotkania z dziećmi, nie tyle, aby ich pouczać, ale by nauczyć się kochać samego siebie, nasze poczucie wartości byłoby bardziej kolorowe, mniej poważne.
Jestem dobry w tym, co robię….
Kiedy ostatnio sam sobie takie słowa otuchy powiedziałeś???
Oczywiście, jeżeli lenistwo przeszkadza, w zdrowym poczuciu wartości to słowa otuchy mogą stać się oszukiwaniem samego siebie.
Dobro, piękno, mądrość ! Cechy warte uwagi!Cechy, których uczymy się całe życie, zwłaszcza bycia mądrym!
Bycie dobrym człowiekiem częściej się nam zdarza niż bycie mądrym…
Mądrość to szczerość.
I znowu przykład Pr Marquette.
Oczywiście mam swoje teorie na temat mojej patologii płuc,zwykle konsultuje je z profesorem.
I co jest piękne, to, że nie podważa moich teorii, czasami idzie moim tropem. Czasami dodaje szczyptę swojej wiedzy. I tworzy się harmonia, eozynofile usypiają, a ja mam gwiazdy przed oczami….
Czasami upomina, abym przestała się martwić, abym za bardzo nie kombinowała z lekami…
Zwykle podaje przykłady pacjentów, którzy pomimo różnych patologii, żyją pełną parą, doceniają Oddech…
Jego dziecięca strona ciekawości, ma wiele do powiedzenia.
Bycie profesorem, ordynatorem, koordynatorem projektu na skalę międzynarodową zobowiązuje…
A On, co robi….???
Zwyczajne jest, daje z siebie wszystko, co ma najlepszego. Wie, że jest dobry, mądry i pomaga innym,lubi porządek…(Ostatnio jak dawał mi receptę, to, niechcący dał mi kopie listu, jaki zresztą dostałam, z tym, że na jego kopi, było podkreślone markerem informacje, aby mógł się szybciej połapać) Grunt to dobra organizacja!!!
Wszystko, co robi, robi dla przyszłego pokolenia…
Bierze przykład z małego Szymona, który wie, że jest Dobry i Mądry….
Wczoraj spędziłam wolny czas na plaży z książką…
Morze ze słońcem siedziało na kocu, wiatr się rozszalał, było ciepło blisko słońca, fale nuciły Ode do radości…
Nowo poznany autor francuski, Gilles Legardinier – producent, scenarzysta, twórca pięknych emocji.
Książka ma tytuł :Demain j arrête !
Polubiłam autora, powieść pełna emocji, trochę bajkowych, aczkolwiek bardzo subtelnych, szlachetnych i dobrych….Poczucia humoru pod dostatkiem, jedna z tych książek, które chce się przeczytać od razu…
No cóż, tak też zrobiłam, (oprócz lekarzy, mam słabość do książek) zwłaszcza takich, które mają w sobie poczucie humoru, przy których można odpocząć, zarazić się optymizmem bohaterów, uronić kilka łez, gdy cierpią, rozmarzyć się, aby wrócić na ziemię lepszym, łagodniejszym….
Gilles tworzy emocje, które można zobaczyć. Jako scenarzysta, widzi je i przelewa na papier… I nawet mu to wychodzi…
Jest to historia miłości, która ma wiele czystego uczucia zakochiwania się, bez wskakiwania sobie do łóżka, w dniu poznania…
Tytuł można przetłumaczyć na Jutro się zatrzymam!
Jutro przestanę!!
Uśmiałam się z przygód bohaterów, mieli w sobie dużo szlachetnych uczuć, które pozwalają nam oddychać…
Banalna historia poszukiwania drugiej połówki, nowy sąsiad i uczucia bardziej od strony zachowania kobiety….
Julie prowadzi wewnętrzny dialog, trochę się z nią utożsamiłam… Robi same głupoty… I jest bardzo sympatyczną osobą…Ba wszystko się dobrze kończy… Jest życie I śmierć.. Jest poczucie bezpieczeństwa i wielka samotność…
Tego dnia nic nie zrobiłam, oprócz przeczytania książki, Gilles wycisnął ze mnie kilka łez…
Musiałam odezwać się do moich przyjaciół, tych z Paris, bardzo za nimi zatęskniłam i za rodziną, z którą mniej lub bardziej się dogaduje…
Życie ma sens, gdy mamy, do kogo zadzwonić… Tylko po to, aby usłyszeć głos drugiej osoby….
Reszta jest optycznym złudzeniem…
Szymon I Pr Marquette to widzą i wiedzą, czują, że są dobrzy i mądrzy i rozdają siebie….I wcale im nie ubywa..
Nie żałuj czasu na wspólnie spędzony czas….. On jest bezcenny…
Żyj, ucząc się, a nauczysz się żyć…. To robi Szymon , który wchodzi w życie, i pr. Marquette, który wie gdzie użyć władzy, jaką ma.
Nigdy nie popisuje się przy pacjentach…
Tworzy życie oparte na rzeczywistości a nie na temat tytułach….
To jest sukces!!!
W gruncie rzeczy bycie profesorem i dzieckiem, ma o wiele wspólnego niż nam się wydaje. Zawiera bezcenne cechy Dobra i Mądrości, których człowiek od wieków szuka… Jezeli szuka…

Tajemnice zdrowego życia w codzienności

DSC_0839„Jego szkoła nacechowana była troską o zdrowie chorego” -tak piszą o Hipokratesie, ojcu medycyny…..
Jak wiele się zmieniło od tych czasów. Wynaleziono leki, metody, sprzęty medyczne…. Jednak lekarze zapominają o swoim powołaniu.
Ilość  operacji plastycznych, sprzedawanych leków, są tego dowodem. Masakrowanie swojego ciała, tylko, po co??
Głównym problemem jest cierpiąca dusza. Żadna operacja plastyczna, ani psychotropy, nawet najlepsza terapia nie uzdrowi człowieka.  Na chorobę duszy, która rozprzestrzenia się z prędkości światła jest….???
Każdy z nas może sobie odpowiedzieć na pytanie: Czy ja mam czas Żyć???
Tak bardzo lubimy grabić do siebie, i to szerokimi grabiami,( ba oczywiście to, co nie nasze)troską nazywany pracoholizm.
Troska o zdrowie chorego – studia medyczne nauczą metod, ale nie troski. Jeżeli młody lekarz, ma pasję odkrywania swojego powołana, to będzie troskliwym lekarzem. Inaczej, stanie się bogaty i technicznie dobry, aczkolwiek, z biegiem lat, powołanie stanie się jedynie zawodem, który go może go wypalić. ·Lekarz według Hipokratesa powinien być sługą Natury.
Niedawno odkryłam św. Hildegardaę ,która była sługą Boga i Natury. Jak na tamte czasy, kobieta respektowana i słuchana przez ówczesne elity. Nie musiała krzyczeć, że jest feministką. Hipokrates, także wspomagał naturalne procesy zdrowienia. A teraz, lekarze przepisują na wszystko leki. Jakby one miały monopol na wszystko, a nie mają, są ulgą, czasami pomagają, aczkolwiek bez troski są puste….. Pr. Marquette, zapoznał mnie z troskliwością, bez wchodzenia w poufałość, bez zbędnych słów, gestów, dając przestrzeń do odkrywania moich eozynofilii mojego ducha i organizmu. Pomimo obowiązków, jako ordynator, konsultacje, studenci, projekt,”Air” na skale światową, w którym, bierze udział ,kolokwia, … 32 lata powołania bycia lekarzem,mowi samo za siebie. Może śmiało powiedzieć :brakuje mi czasu… A jednak tego nie robi, jest spóźniony, ma tysiące myśli, a jest Obecny, nigdy nie wyszłam od niego niewysłuchana. Bo każda sekunda jest dla niego bezcenna. Jest uczniem Hipokratesa, robiąc karierę, stawia pacjenta, jako swoje wyzwanie. Nie mając czasu, wykorzystuje go jak najlepiej potrafi. A może to jest jego sekret… Może, dlatego każda konsultacja to oczarowanie, w świecie gdzie człowiek tak rzadko patrzy z radością na drugiego, bez jakiekolwiek chęci zysku. Póki, co, próbuję toksyczne krople krwi ubezwłasnowolnić, dzięki opowiedzianej historii z wielką Troską przez profesora. Leczy także moja duszę. Troską. Bez zbytniego analizowania. Jedynie pasjonaci tak potrafią…. Pasjonaci Życia.
Gdy byłam na kolejnym sprawdzeniu krwi, czy aby eozynofile nie świrują, pielęgniarka z delikatnością, zapytała o moje zdrowie i gdy jej powiedziałam, co mi dolega, poleciła mi wino z lawendy, które oczyszcza płuca, I do tego zioła, które pomogą lepiej funkcjonować płucom. Uśmiechnęłam się, bo właśnie to św. Hildegarda, jest polecającą, inspirowana się Hipokratesem. I tak odkryłam świętą. Jakby nie było doktor kościoła, jako czwarta kobieta w jego dziejach. Mistyczka, wizjonerka komponowała muzykę i dbała o zdrowie ducha i ciała. Jak to mówią „w zdrowym ciele zdrowy duch”. Jej dzieła mają moc, tak jakby kontynuowała dzieło uczniów Hipokratesa, pokazywała siłę naturalnych środków, dodając szczyptę Bożej Miłości. Niezwykła średniowiecza kobieta. Dziś jej dieta, zdrowe odżywianie cieszy się dużą popularnością. Czasami sklepy internetowe, skupiają się tylko na zarabianiu, nie biorąc pod uwagę, jej rad dotyczących choroby duszy….. Jako benedyktynka, przełożona klasztoru, wie więcej o ciszy, medytacji, harmonii człowieka, modlitwy. Sama dieta nie uzdrowi smutku, głupoty, nie rozpromieni twarzy.
Lekarze, często nie biorą pod uwagę, tego aspektu zdrowienia. Nie mają na to czasu, lub kompetencji. Mój profesor, ma talent do: krótko i sensownie. Bierze moje refleksje pod uwagę, czasami na nich bazuje.
Egzorcysta Gabriel Amorth, napisał książkę o współpracy psychiatrów I księży. Choroba duszy, jest o wiele cięższa, niż tak zwana depresja. A może depresja jest chorobą duszy, tylko tak została nazwana ze względu na laicyzację. Prywatność staje się kolejnym nieporozumieniem, a zarazem Internet idzie w drugą stronę, obrzucając błotem i  tym sposobem, człowiek traktuje siebie jak śmiecia.
Natury wciąż nie znamy, a rady średniowiecznej św. Hildegardy są analizowane przez dietetyków. Gdy panuje moda na wegańskie dania, święta, swoim życiem pokazała, że nie samym chlebem człowiek żyje…
Hipokrates, wyczuwał także potrzebę scalenia człowieka.
W roku 1948 Światowe Stowarzyszenie Medyczne sformułowało Deklarację Genewską, która jest bardzo zlaicyzowaną i ogólną następczynią starożytnego tekstu.
Doktor H. Newman w swojej książce, Cień Hipokratesa podkreśla jak wielką rolę ojciec medycyny przykładał do budowania relacji z pacjentem opartej na wzajemnym szacunku oraz zaufaniu. Jak podkreślał, – najlepszym lekarzem jest ten, który potrafi przewidywać dalszy przebieg choroby.
Niektórym lekarzom udaje się stanąć na wysokości powołania.
Przysięga lekarska z Deklaracji Genewskiej, była zmieniana 4 razy. Zastanawiam się, po co?
Środowisko medyczne skarży się na dużą ilość pracy, pacjenci skarżą się na długość oczekiwania, na brak kompetencji, czy też brak informacji czyni ich ignorantami.
Pr Marquette pokazuje, że wszystko da się połączyć.
Wystarczy usiąść i uczciwe się przyznać
Czy to, co robię ma sens?
Czy aby mnie nie niszczy?
Czy to, co robię, wykonuję uczciwie?
Niesamowite jest to, że w świecie tak bardzo dostępnym informatycznie,:zakupy ci przywiozą, obiad także, większość spraw możesz załatwić internetowo, możesz nawet pracować z domu, samochód to podstawa, a coraz mniej czasu mamy
Nawet do kina nie musisz chodzić, możesz sprzęt do mieć u siebie, nie mówiąc o sprzętach domowego użytku….
A jednak, najnowsza choroba naszego wieku to: BRAK CZASU!!!!
Ciekawe jak to psychiatrzy kiedyś wytłumaczą??

Tymczasem Pr Marquette uczy:Bądź wrażliwy na uwagi innych. Chroń słabszych. Odwagę uczyń pasją codzienności. 32 lata pasji bycia lekarzem, wciąż pełnym życia , mówi samo za siebie….

Profesor Marquette – człowiek łagodnego dialogu

_20170920_181045W pracy historia za historią, oczywiście negatywne emocje dają czadu. Są jak igła wbita w paznokieć, lub szkło wbite w stopę. Boli ! Jeżeli się je karmi, to stają jak gołębie i roznoszą zarazki, i nie tylko zarazki… Dobrze że mam łatwość zapominania tak zwanych przykrości. Jasne, moja pamięć pamięta, aczkolwiek nie rozpamiętuje. Nie widzi sensu. I tutaj zgadzam się z rozumem. Choć w jednym ma rację.Nie jest łatwo być optymistą wśród niepoprawnych pesymistycznie nastawionych do łagodności ludzi. Przestali wierzyć w łagodność codzienności! I bardzo trudno, zapalić w ich iskierkę Nadziei.
Odkąd postawiona diagnoza strzeliła we mnie jak piorun (a  potrafi) jednocześnie dostałam antidotum: Nadzieję, że tomograf się pomylił. Anioł Stróż od razu stawił się na posterunku. Ok, troszkę trzymał mnie w niepewności.
Pr Marquette towarzyszy mi, w codzienności zrozumienia, tego, co się dzieje, w moich płucach, a więc w  moim życiu.. Oddech to życie!. Delikatny twórca życia.!
Od urodzenia, rodzice sprawdzają, czy maleństwo oddycha zwłaszcza w nocy, ludziom cierpiącym także najbliżsi sprawdzają oddech. W większości czasu, nie zwracamy uwagi. Dopóki oddech nie stanie się słaby. Wtedy…..
Nie uważam, aby moja patologia płuc była nieszczęściem. Inaczej czy poznałabym mojego ziemskiego Anioła Stróża???
Wezwał mnie na dywanik. Tylko, dlatego, że dostał moje wyniki analizy krwi. Reakcja natychmiastowa. Miałam list, receptę i umówione spotkanie. Jego sekretarka, zapytała mnie czy dzień mi odpowiada, gdy jej odpowiedziałam, że tak. Od razu dostałam odpowiedź z.>>Merci>> za odpowiedź. Przy takim lekarzu, sekretarka musi być poukładana. I ma dbać o jego pacjentów. I to robi to. W końcu jest szefem  oddziału pulmonologii w szpitalu Pasteur w Nice.
Nieoczekiwana wizyta, dzięki eozynofiliom, które robią, co chcą. Na trampolinie non stop skakają , że też się nie męczą. Tym razem ich ilość podskoczyła w fenomenalniej ilości. Dlatego profesor zareagował.
Ba, zawsze wielką radość mi sprawia obecność Marquette…Aczkolwiek….
I tak kilka rutynowych badań, znajome twarze pielęgniarek. Też mają, ze sobą na pieńku… Dobrze ze maja takiego szefa. Szacunek i respekt wzbudza w nich. Wiedzą o tym, chodzą jak w zegarku, jeżeli o coś ich prosi.
„Podczas badania spirometrii mierzy się pojemność życiową (FVC), czyli największą ilość powietrza, którą można wydmuchać z płuc, oraz ilość powietrza wydychanego podczas pierwszej sekundy (FEV1). Dlatego wydech musi być jak najmocniejszy i jak najdłuższy. ”
Pani, która robiła mi to badanie, na moje pytanie jak się ma, odpowiedziała: Jakoś żyję. Chyba jest mało lubiana w pracy, i sama za sobą nie przepada. Pytając, z którym lekarzem mam wizytę, jak jej oznajmiłam, odpowiedziała: A… I skrupulatnie wykonywała badanie.
Marquette, jak zawsze taki sam, łagodność mu zagląda z oczu, mądrość siedzi obok niego, z uważnością opowiada historię choroby. To nie są jakieś tam granulocyty. To nie jakieś tam eozynofilie.
Opowiedział mi po raz kolejny historię moich eozynofilii. Pozwoliłam mu się porwać. Byliśmy w środku moich płuc, a tam było życie!!!
Do tej pory, jako jedyny człowiek, z którym zgadzam się we wszystkim. Nie mam, co podważyć. Widujemy się, co 3 miesiące, a więc mam czas, aby po swojemu nauczyć żyć się z nieszczęsnymi toksycznymi eozynofiliami, które nie mają, czego czepić i się gromadzą. Takie toksyczne stowarzyszenie sobie w moich płucach założyły.
No cóż, powrót do kortyzonu, wcale mnie nie ucieszył.
Chodzę jak na szpilkach, irytacja we mnie aż kipi.  Powiedziałam mu, że mam ochotę pozabijać ludzi, właściwie to bez powodu.( Zawsze jakiś się znajdzie) ·A on, opowiedział mi swoją przygodę w górach…. Tam zostawia toksyny pacjentów i nabiera sil, do walki z chorobami, do szybkiego i mądrego postawienia diagnozy.
Podczas spacerku po górach, nadepnął na osy, czy też szerszenie, prawdopodobnie to była królowa, a więc został zaatakowany przez jej wojsko. W dodatku był sam. Widać było na jego twarzy, lęk. Bo to nie był jeden malutki komar. Jako lekarz ma większą świadomość, tego, co mogłoby się mu stać.  Bardzo bardzo mocno, pozostawiały mu ślady. Widać było na rękach, śmiał się ze, na nogach jeszcze gorzej.  No i musiał dużą dozę kortyzonu wziąć. I też miał uczucie chęci pozabijania.  A więc zrozumieliśmy się, bez zbędnych słów. Co jest piękne, to, że nie krył lęku, w sytuacji, w jakiej się znalazł. Znaczy, że jest prawdziwy, nie wie, co to udawanie, nawet przed pacjentem. I szuka inspiracji w Ciszy i samotności.
Cudne uczucie bycia słuchanym. Jego terapia polega na tym, aby usłyszeć, to, co się mówi, by zacząć walczyć o zdrowie, które jest tak kruche, jeżeli się o niego nie dba. I przy jego specjalistycznej pomocy wziąć życie w swoje ręce. Z. Delikatnością, z łagodnością Nadziei.1,5 Roku, analiza krwi, co 15 dni. I wizyty z Nadzieją. Ani przez moment, nie dał mi poznać, że nie dam rady, że nie warto walczyć, że nie mogę chodzić po górach.
Ostatnio powiedział tylko: Uważaj, jak będziesz w górach. I to jest prawdziwe oparcie!!!
Za dwa tygodnie planuje kolejne szczyty, uśmiechając się powiedział Może się spotkamy się na którymś szlaku.
Mając taki przykład, nie mogę zrezygnować z moich górskich spacerów. Jasne, na moje możliwości.
Gdy dzień wcześniej robiłam analizę krwi, dziewczyna z samego rana zaskoczyła mnie, pytając:, Co będę pięknego robić dziś???
Dzięki niej dzień był pełen gwiazd z samego rana.
A konsultacja z profesorem stała się spotkaniem pełnym dialogu. Nie mogę go nie podziwiać. Potwierdza moje spostrzeżenia, a wiec słucha ich, nie ignoruje ich. Wie, ze 50% wyzdrowienia to dialog miedzy lekarzem a pacjentem…
Lekcji tworzenia atmosfery dialogu mi udzielił. Daleko mi do takiej postawy. Świadomość ze mam obok siebie wzór do naśladowania wśród poznanych ludzi, jest wielka radością a zarazem nieustannym podnoszeniem poprzeczki, w byciu człowiekiem pełnym Życia.W dialogu jedna osoba mówi a druga słucha. W dialogu zrozumienie z respektem próbują znaleźć rozwiązanie. W dialogu nikt nie oszukuje, nie używa agresji, ani manipulacji. W dialogu łagodność spojrzenia godzi się z delikatnością podania dłoni. W dialogu każda strona odchodzi w pokoju serca.
Czy tak się dzieje ,gdy próbuję rozwiązać konflikt?

Wtedy, nawet motyl siada na koszulce….

Bez innych nigdy nie jesteśmy w pełni kompetentni

DSC_0347Czasami, udaje się w prasie przeczytać o Wielkich ludziach, bez wynoszenia ich do rangi bożka….
Michel Lazdunski-emerytowany profesor biochemii, założyciel Instytutu farmakologii molekularnej i komórkowej, w Nice, światowy specjalista farmakologii kanałów jonowych. Jest członkiem Francuskiej Akademii Nauk. Dostał wiele nagród. Niedawno odebrał Order Legii Honorowej.
„Kanały jonowe mają wielką rolę w przewodzeniu impulsów nerwowych i mięśniowych, a także w przekazie informacji chemicznej z komórki do komórki i wewnątrz komórek. Zaburzenia są wszędzie, także i w przewodzeniu impulsów nerwowych. Kanałopatie mogą być wrodzone (wynikające z mutacji genu lub genów) lub nabyte (często wynikające z autoagresji ataku na kanał jonowy).”Tak twierdzą naukowcy…
Pr Lazdunski wniósł wielki wkład w zrozumienie stanów chorobowych, padaczki, zaburzenia rytmu serca, udaru, niedokrwienia siatkówki i kręgosłupa, depresji, mechanizmu percepcji bólu, gazowych środkach znieczulających.. Bogaty dorobek naukowy. I ten, człowiek, pozostał sobą…. Przy odbiorze Orderu powiedział „… Bez innych, jesteśmy nikim…. Tak podsumował swoją drogę, wiarę w ludzi,  w zespoły, które tworzył, którymi przewodził. Złożył hołd swojej ekipie, ( pewnie nie jednej)… Zaimponował mi! Wielki człowiek.!
Słuchałam jego konferencji (była skierowana do wszystkich, a więc prawie wszystko zrozumiałam) ·Mówił, o farmakologicznych wzlotach i upadkach. O kosztownych badaniach nad lekami, biurokracją, brakiem otwartości  na współpracę z medycyną wschodu, leczeniem bezinwazyjnym… Jako naukowiec, jest prawdziwy, nie mydli oczu, że wynalezione leki, będą pomagać…. Dał przykład, badań nad lekami antydepresyjnymi, które nie zawsze działają. I często badania, nie są do końca na 100% pewne… A w aptece, każdy lek działa… A tymczasem nauka nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego są remisje  depresji…. W ciekawy sposób opowiadał o historii powstawaniu różnych leków, które  wynaleziono przypadkiem.
Rozwój technologii, nie może zastąpić inteligencji człowieka…. Może szybciej postawić diagnozę, aczkolwiek człowiek jest głównym twórcą…. Co chwilę, słyszymy o wynalezionych lekach, niestety to jeszcze nic nie oznacza…. Aby weszły do obiegu, potrzeba, wielu badań i dużo pieniędzy…. Skromność patrzyła mu z oczu, a wypowiadane słowa błyszczały słońcem Nadziei, na odkrywanie leków, które będą ratować człowieka…
I ma rację, biznes farmakologii rośnie, a stworzone leki nie działają… (Dla człowieka chorego informacja, o wynalezionym leku, jest złudną nadzieją, bo niewiadomo , kiedy i czy kiedykolwiek wejdzie ten lek w użycie) Naukowcy powinni bardziej uważnie podawać informacje, media bardziej sprawdzać, to, co przekazują…
Tylko, takich profesorów jak Lazdunski, czy mój lekarz Marquette jest coraz mniej….Pełna harmonia inteligencji i serca .
Oni walczą o człowieka, widzą go, jako całość. Opowiadają a nie tylko czytają z kartki, tworzą historię… I kolejny współczesny mój bohater…..
Nauka to tylko teoria, jeżeli nie idzie z dbaniem o istnienie, to czy ma sens??

Tacy ludzie, są potrzebni światu, naszej Ziemi, zagubionemu człowiekowi, który pomimo rozwoju medycyny wciąż choruje,jest bezsilny wobec cierpienia….