Lekarz ktory usuwa strach

1500897173062 

Kolejna lekcja u profesora Marquette,
mam wrażenie pisać u niego doktorat.
Lekarz, który usuwa lęk.
Słowa które wypowiada  dają siłę  i  proces zdrowienia, proces piękna, zaczyna swoje dzieło,właściwe to nic nie muszę robić.
Tak mało dobrych słów słyszymy. Tak mało ich wypowiadamy. Albo brakuje nam czasu, albo boimy się swoich myśli, swojego zdania.Uciekamy się do krzyku lub wrogiej ciszy. Uciekamy do szantażu emocjonalnego, kontrola staje się codziennością.
Potrzebujemy inspirujących ludzi!!
Czy ich szukamy?
Taki człowiek, nie będzie się nad nami użalał, nie będzie przytakiwał, ani krytykował. Nie ma gotowych odpowiedzi, szuka rozwiązań razem z nami.
Marquette, pracując w Lille dostał nagrodę przyznawaną lekarzom-Victories de l Espoir, i to kilka lat z rzędu.
Teraz rozumiem, dlaczego, jak pierwszy raz go zobaczyłam, to Nadzieja w jego oczach otwierała szeroko ramiona.
Nie słuchamy innych. Słyszymy jedynie to, co nas interesuje.
Nie ufam ludziom, którzy twierdzą, że słuchają innych, szybkie zmienianie tematu, jest tego dowodem.
Śledząc  jego karierę zawodową,  zainteresowanie się indywidualnie stanem pacjenta , bez wchodzenia w toksyczne emocje, podziwiam go jeszcze bardziej.
Jest mistrzem w omijaniu toksycznych emocji!!
A to jest wielki sukces.!!
Uczy mnie słuchać muzyki serca. Uczy mnie bycia odważną i łagodną.
Marquette nie potrzebuje wiele czasu, aby wyciągnąć ze mnie wszystko, co jest mu potrzebne, aby mi pomóc w znalezieniu rozwiązania w nurtującym mnie problemie. Niekoniecznie chodzi o moje płuca. Usuwa lęk z każdej kropli krwi.
Być może, dlatego wraz z Nadzieją, było i Światło, gdy ja myślałam, że mam zwłóknienie płuc, gdy ciemność próbowała mnie porwać.
Jednak dostałam w prezencie przewodnika, który od razu wykluczył diagnozę.
Dopiero, teraz po roku, gdy zaczęłam się interesować, tym, co robi dla nauki, dla pacjentów, zaczynam rozumieć wielką wagę jego Obecności.
Właściwie, wtedy, jedynie, o co się modliłam, to o mądrego lekarza..
I dostałam.
Interwencja Stwórcy, przynosi owoce.
Gdy przyznałam się, że nie biorę leków jak mi przepisał, poczułam cieple spojrzenie i słowa upomnienia z  troskliwym tonem głosu…
I zadał pytanie:, Od kiedy ta zmiana miała miejsce???
Zaskoczył mnie , nie spodziewałam się takiego pytania.
I ku mojemu zdziwieniu zmniejszył jeszcze bardziej leki. Wyszedł naprzeciw moim eksperymentom z dozowaniem leków..
Jest jednym z tych naukowców, którzy szukają bezinwazyjnych sposobów leczenia, tych leków najmniej toksycznych dla innych organów.
Jego umiejętność bycia, jest imponująca.
Szukając perfekcyjnego człowieka, znalazłam go w szpitalu.
Dla mnie perfekcja, zawiera w sobie dążenie do poznania prawdy, do wyciągnięcia nagromadzonych toksyn, które zatruwają mój organizm i mają wpływ na relacje z innymi.
Ma w sobie perfekcyjne spojrzenie na drugiego człowieka. Jego lekcje, mogę w każdym momencie zastosować. One dotykają codzienności.

Nie na darmo wybrał specjalizację pullmologa, co za tym idzie leczenia raka płuc. Jest w trakcie realizacji projektu Air, które ma na celu bezinwazyjne wykrywanie nowotworu płuc.

Jak pracował w Lille był koordynatorem, dynamiki interakcji społecznej klinicznej, emocjonalnej (DISCE): projekt dotyczył opieki medyczno-psychologicznej pacjentów z rakiem. To tłumaczy jego ciekawość stanu emocjonalnego pacjenta.
W świetny sposób łączy karierę naukowca z dużym naciskiem na indywidualne podejście do pacjenta, bez wchodzenia w kompetencje psychiatry.
Ma dar robienia terapii w ciągu kilku minut.
Dziecięca intuicja mu towarzyszy, łączy ją z inteligencją.
Może, dlatego jeszcze się nie  wypalił .
Tyle się mówi o wypaleniu zawodowym, i to młodych. Profesor w żaden sposób nie okazuje zmęczenia, znudzenia, czy też arogancji, rozdrażnienia.
Nawet jak się złości, to z poczuciem humoru.
Daje i przyjmuje, jest wdzięczny..
Oto cała filozofa.
Dawanie ma się łączyć z przyjmowaniem. Nie zawsze dobrych rzeczy, są także i te trudne.
Jeden z jego studentów, podał w świat informacje, które powinien zachować dla siebie. Zrobiło się gorąco, wokół Marquette. A było to pod koniec roku akademickiego, chodziło o pytania na egzamin. Studenci bali się, że będą musieli powtarzać. Na szczęście nie musieli. Czytając na forum studentów, to bronili profesora.
Dobre imię zostało naruszone, aczkolwiek on nic złego nie zrobił. A wspominał o tym tylko, dlatego, że mu powiedziałam, że na YouTube jest  seminarium, w którym uczestniczył, mówił o fizjologii oddychania.
Na co uśmiechnął się, i powiedział: a to było nagrywane.
Zawsze miałam słabość do lekarzy, ale pr. Marquette ma szczególne miejsce w moim życiu, w mojej codzienności.Prywatne lekcje o pasji do Życia, opartego na prawdziwe o samym sobie.
Mam się, od kogo uczyć, tego, co w życiu  ważne. Nie muszę już szukać w książkach, mogę się odnieść do człowieka, którego znam…
Co więcej, mogę napisać do niego, lub pojechać do szpitala w gdzie przyjmuje.
Za każdym razem wychodzę wzruszona.
I to wzruszenie nie ma nic wspólnego z uczuciem wzdychania do niego….
To jest święte wzruszenie…
Czy i ty masz człowieka, który cię inspiruje?

Niebanalne Zycie nie kosztuje zbyt wiele

Niebanalne słowa. Niebanalne życie. Każdy z nas chciałby żyć, realizując wszystkie swoje plany, marzenia. Często lenistwo i rady innych odciągają  nas od ich realizacji.
Jak żyć, aby cieszyć się codziennością?
Jak mieć czas dla siebie, gdy wszyscy tylko  wymagają?
Jak pokochać I przytulić swoje życie?
Gdzie szukać pomocy, gdy smutek zalewa, jak sąsiad z góry?
Codziennie wybieramy. Uśmiech lub smutek. Lenistwo lub pracowitość. Podnosimy żaluzje lub je opuszczamy. Codziennie spotykamy siebie w lustrze. Adorujemy lub nienawidzimy. Obwiniamy lub próbujemy zrozumieć. Każdego dnia mamy wybór, jednak często go nie dostrzegamy.
Niebanalne życie jest w każdym z nas. Jedynie, czego od nas wymaga, to czas. A my wszystko mamy wyliczone, błąd nie wchodzi w rachubę. Tylko czas nam się wymyka, nie możemy go nadrobić, ani kupić. Nie możemy go cofnąć. Jak często udajemy, że chronimy swoją rodzinę, pracowników, znajomych.
Nigdy nie wiesz, co może się wydarzyć za sekundę.
Mieszkając na południu Francji, w Nice, wiem coś na ten temat..
Byłam na Promenade des Anglais, gdy ciężarówka wjechała w tłum…. Pozostała refleksja:, Dokąd zmierza człowiek?? W którym momencie zgubił dumę człowieczeństwa?
Na początku 2016 moje płuca odmówiły posłuszeństwa, diagnoza, która zatrzymała na chwilę mój świat. Przewróciła do góry nogami. Przez moment groźba śmierci w najbliższych latach bezczelnie wtargnęła w moje życie.
Nigdy nie wiesz-szepnęła.
Na szczęście dostałam Anioła Stróża – profesor Marquette, szef pulmonologii   szpitala Pasteur w Nice. Stwórca zesłał pomoc. I tak życie wróciło. Będąc pod jego opieką próbuję życie opierać na Zaufaniu i Nadziei.
Codzienność jest borykaniem się z brakiem sił i odważnym kroczeniem  pod prąd.
Nagle mam czas dla siebie, nagle potrafię wolniej pracować, nagle widzę, to, czego nie widziałam wcześniej.  Pośpiech zamykał oczy na najważniejsze: mądre dbanie o siebie.
Wciąż się uczę, natura mi w tym pomaga.
Odkrywam region Côte d’Azur, który kryje w sobie masę tajemnic. Każda wycieczka to kolejna lekcja łagodności wobec siebie, za czym idzie, wobec drugiego człowieka.
Okolice Nice, stworzone do odkrywania przestrzeni naturalnego środowiska, chronionego przez człowieka. Nadmorskie ścieżki sąsiadują z górskimi szczytami. Wszystko dla człowieka. Wystarczy wyjść z domu.
Wyjdź!
Cudne widoki czekają na ciebie!-Szepcze wiatr.
Francuzi lubią góry, dużo rodzin można spotkać na szlakach. Dobry znak, dzieciaki uczą się dotykania gwiazd, zmęczenia z radości.

Niebanalne życie, nie jest zbyt drogie. Nie wymaga miliona na koncie, nie chce wystawnych kolacji, gdy cię na to nie stać, nie bierze łapówek, i ich nie daje. Żyje uczciwie, w zgodzie z samym sobą. Żyje z ciekawością dziecka, z pasją odkrywania.

Nade wszystko uczy, jak żyć, aby nie deptać swoich planów, marzeń, aby innym mówić: Dasz radę!
Niebanalne życie.
Jest w Tobie!. ·Odkryj je! ·Zachwyć się Nim!
Niech twoje życie będzie inspiracją dla innych.
Gdy będziesz autentyczny, tak się stanie.
Zapraszam cię w podróż do autentyczności.
Chcę z Tobą  podzielić się swoimi spostrzeżeniami, tym jak widzę moje życie, życie innych. Tym, co jest dla mnie ważne, tym, co mnie boli, tym, co już odkryłam, i tym, co przede mną.
Zdziwienie I zachwyt są moimi przyjaciółmi.
Mój ziemski Anioł Stróż kończąc napisałby :Sensible  à votre attention.
Póki, co, jest moja  główną inspiracją…
A więc mogę i ja napisać
Wrażliwa na wasze uwagi…..

Tajemnice zdrowego życia w codzienności

DSC_0839„Jego szkoła nacechowana była troską o zdrowie chorego” -tak piszą o Hipokratesie, ojcu medycyny…..
Jak wiele się zmieniło od tych czasów. Wynaleziono leki, metody, sprzęty medyczne…. Jednak lekarze zapominają o swoim powołaniu.
Ilość  operacji plastycznych, sprzedawanych leków, są tego dowodem. Masakrowanie swojego ciała, tylko, po co??
Głównym problemem jest cierpiąca dusza. Żadna operacja plastyczna, ani psychotropy, nawet najlepsza terapia nie uzdrowi człowieka.  Na chorobę duszy, która rozprzestrzenia się z prędkości światła jest….???
Każdy z nas może sobie odpowiedzieć na pytanie: Czy ja mam czas Żyć???
Tak bardzo lubimy grabić do siebie, i to szerokimi grabiami,( ba oczywiście to, co nie nasze)troską nazywany pracoholizm.
Troska o zdrowie chorego – studia medyczne nauczą metod, ale nie troski. Jeżeli młody lekarz, ma pasję odkrywania swojego powołana, to będzie troskliwym lekarzem. Inaczej, stanie się bogaty i technicznie dobry, aczkolwiek, z biegiem lat, powołanie stanie się jedynie zawodem, który go może go wypalić. ·Lekarz według Hipokratesa powinien być sługą Natury.
Niedawno odkryłam św. Hildegardaę ,która była sługą Boga i Natury. Jak na tamte czasy, kobieta respektowana i słuchana przez ówczesne elity. Nie musiała krzyczeć, że jest feministką. Hipokrates, także wspomagał naturalne procesy zdrowienia. A teraz, lekarze przepisują na wszystko leki. Jakby one miały monopol na wszystko, a nie mają, są ulgą, czasami pomagają, aczkolwiek bez troski są puste….. Pr. Marquette, zapoznał mnie z troskliwością, bez wchodzenia w poufałość, bez zbędnych słów, gestów, dając przestrzeń do odkrywania moich eozynofilii mojego ducha i organizmu. Pomimo obowiązków, jako ordynator, konsultacje, studenci, projekt,”Air” na skale światową, w którym, bierze udział ,kolokwia, … 32 lata powołania bycia lekarzem,mowi samo za siebie. Może śmiało powiedzieć :brakuje mi czasu… A jednak tego nie robi, jest spóźniony, ma tysiące myśli, a jest Obecny, nigdy nie wyszłam od niego niewysłuchana. Bo każda sekunda jest dla niego bezcenna. Jest uczniem Hipokratesa, robiąc karierę, stawia pacjenta, jako swoje wyzwanie. Nie mając czasu, wykorzystuje go jak najlepiej potrafi. A może to jest jego sekret… Może, dlatego każda konsultacja to oczarowanie, w świecie gdzie człowiek tak rzadko patrzy z radością na drugiego, bez jakiekolwiek chęci zysku. Póki, co, próbuję toksyczne krople krwi ubezwłasnowolnić, dzięki opowiedzianej historii z wielką Troską przez profesora. Leczy także moja duszę. Troską. Bez zbytniego analizowania. Jedynie pasjonaci tak potrafią…. Pasjonaci Życia.
Gdy byłam na kolejnym sprawdzeniu krwi, czy aby eozynofile nie świrują, pielęgniarka z delikatnością, zapytała o moje zdrowie i gdy jej powiedziałam, co mi dolega, poleciła mi wino z lawendy, które oczyszcza płuca, I do tego zioła, które pomogą lepiej funkcjonować płucom. Uśmiechnęłam się, bo właśnie to św. Hildegarda, jest polecającą, inspirowana się Hipokratesem. I tak odkryłam świętą. Jakby nie było doktor kościoła, jako czwarta kobieta w jego dziejach. Mistyczka, wizjonerka komponowała muzykę i dbała o zdrowie ducha i ciała. Jak to mówią „w zdrowym ciele zdrowy duch”. Jej dzieła mają moc, tak jakby kontynuowała dzieło uczniów Hipokratesa, pokazywała siłę naturalnych środków, dodając szczyptę Bożej Miłości. Niezwykła średniowiecza kobieta. Dziś jej dieta, zdrowe odżywianie cieszy się dużą popularnością. Czasami sklepy internetowe, skupiają się tylko na zarabianiu, nie biorąc pod uwagę, jej rad dotyczących choroby duszy….. Jako benedyktynka, przełożona klasztoru, wie więcej o ciszy, medytacji, harmonii człowieka, modlitwy. Sama dieta nie uzdrowi smutku, głupoty, nie rozpromieni twarzy.
Lekarze, często nie biorą pod uwagę, tego aspektu zdrowienia. Nie mają na to czasu, lub kompetencji. Mój profesor, ma talent do: krótko i sensownie. Bierze moje refleksje pod uwagę, czasami na nich bazuje.
Egzorcysta Gabriel Amorth, napisał książkę o współpracy psychiatrów I księży. Choroba duszy, jest o wiele cięższa, niż tak zwana depresja. A może depresja jest chorobą duszy, tylko tak została nazwana ze względu na laicyzację. Prywatność staje się kolejnym nieporozumieniem, a zarazem Internet idzie w drugą stronę, obrzucając błotem i  tym sposobem, człowiek traktuje siebie jak śmiecia.
Natury wciąż nie znamy, a rady średniowiecznej św. Hildegardy są analizowane przez dietetyków. Gdy panuje moda na wegańskie dania, święta, swoim życiem pokazała, że nie samym chlebem człowiek żyje…
Hipokrates, wyczuwał także potrzebę scalenia człowieka.
W roku 1948 Światowe Stowarzyszenie Medyczne sformułowało Deklarację Genewską, która jest bardzo zlaicyzowaną i ogólną następczynią starożytnego tekstu.
Doktor H. Newman w swojej książce, Cień Hipokratesa podkreśla jak wielką rolę ojciec medycyny przykładał do budowania relacji z pacjentem opartej na wzajemnym szacunku oraz zaufaniu. Jak podkreślał, – najlepszym lekarzem jest ten, który potrafi przewidywać dalszy przebieg choroby.
Niektórym lekarzom udaje się stanąć na wysokości powołania.
Przysięga lekarska z Deklaracji Genewskiej, była zmieniana 4 razy. Zastanawiam się, po co?
Środowisko medyczne skarży się na dużą ilość pracy, pacjenci skarżą się na długość oczekiwania, na brak kompetencji, czy też brak informacji czyni ich ignorantami.
Pr Marquette pokazuje, że wszystko da się połączyć.
Wystarczy usiąść i uczciwe się przyznać
Czy to, co robię ma sens?
Czy aby mnie nie niszczy?
Czy to, co robię, wykonuję uczciwie?
Niesamowite jest to, że w świecie tak bardzo dostępnym informatycznie,:zakupy ci przywiozą, obiad także, większość spraw możesz załatwić internetowo, możesz nawet pracować z domu, samochód to podstawa, a coraz mniej czasu mamy
Nawet do kina nie musisz chodzić, możesz sprzęt do mieć u siebie, nie mówiąc o sprzętach domowego użytku….
A jednak, najnowsza choroba naszego wieku to: BRAK CZASU!!!!
Ciekawe jak to psychiatrzy kiedyś wytłumaczą??

Tymczasem Pr Marquette uczy:Bądź wrażliwy na uwagi innych. Chroń słabszych. Odwagę uczyń pasją codzienności. 32 lata pasji bycia lekarzem, wciąż pełnym życia , mówi samo za siebie….

Mówiąca Cisza leczy poranione myśli

DSC_0597Muzyka w ciszy
Sierpień dobiega końca, a wciąż upały w Nice…. Plaże pełne, hotelarze, restauratorzy zacierają ręce. Biznes kwitnie….
Czas leniwie się uśmiecha, chociaż ostatnio przewaga chmur, jakby miało popadać…. Ziemia pragnie deszczu….
Wolny dzień postanowiłam spędzić aktywnie… I o mało, a zostałabym u siebie .. Nie jestem rannym ptaszkiem, a miałam wstać o 6.30… Hm, gdy kogut zapiał (mam taki sygnał budzika, stwierdziłam że muszę zmienić, zbyt mocne dźwięki, jak na  taką porę ) No cóż, po otworzeniu jednego oka, stwierdziłam, że nigdzie nie jadę, bo miało padać i przekreciłam się na drugi bok. Po chwili zastanowienia, zdecydowałam wygonić lenia, mocna kawa i w drogę….
Po raz kolejny wypad w góry, Valberg – sympatyczna stacja narciarska. Jako, że to był poniedziałek, to pustki w miasteczku….Specjalny” Rando bus”, świetne rozwiązanie, za 5 euro w obie strony (w sumie straciłam 10 euro na kawę i pyszną bułeczkę w piekarni, prawie domowa )piknik  miałam ze sobą…. Nic tylko robić takie wypady…. I za każdym razem, mówię sobie: masz szczęście, mieszkać w takim regionie, gdzie miasto dba, aby nie siedzieć w domu..W autobusie trzy kokezanki nadawały niczym w radio, i gadały z kierowcą… Niezbyt dobry początek,  gdy zakręty zaczęły się pojawiać, to zamknęły buzie…
Na 9.20  byłam na 1650 m … Kawka, bułeczka i uśmiechające się górskie szczyty… Troszkę pokropiło, i widoczność nie była rewelacyjna, aczkolwiek Cisza mnie wzięła za rękę, i w tak szlachetnym towarzystwie spędziłam dzień….
Znając „ścieżkę planet” , bo tak się nazywa…. (mając w pamięci mój ostatni wypad, gdzie, nie mogłam sobie poradzić z oddechem ) wybrałam najłatwiejszy… Tylko 300m wspinania . I bardzo dobrze mi poszło, bo jak wdrapalam się do Neptuna, to aż się zdziwiłam że to już koniec ścieżki…. Pomysłowo zrobiony szlak, połączenie nauki i przyrody… Gwiazdy układu słonecznego, informacje o nich, świetnie wkomponowane w górskie szczyty…. Nie wiem kto ją stworzył, myślę że był pasjonatem astronomi i kochał góry… Człowiek to kreatywna istota…
Trzy panie z pieskiem mnie prześladowły, a więc postanowiłam je wyprzedzić… W górach wolę towarzystwo Ciszy….
I tak od Marsa, aż po Neptuna. Widoki, troszkę zamazane mgłą, chmury dopiero popołudniu poszły sobie. Na początku, ciężko było mi się wyciszyć, uspokoić rozbiegane myśli, aczkolwiek Cisza sobie ze mną poradziła… Usłyszałam ją, w dialogu ze sobą, starałam się być łagodna….. Każdy krok był wyciszany przez delikatny powiew wiatru, szczyty wzywały do odwagi .. A ja, pełna wdzięczności próbowałam oddychać, pamiętając tylko o stawianych krokach… Takie chwile, przypominają o tym jak bardzo człowiek jest poplątany… Zajęło mi ponad godzinę marszu, zanim wyciszylam myśli, zanim łagodność zaczęła działać i w podziwie stawianych kroków moje oczy zaczęły widzieć…. Piękno natury i przezwyciężenie lenistwa, jak dobrze że tu jestem….Niestety  brak deszczu, wysuszył ziemię, trudno o kawałek miękkiej trawy, a więc położyłam się na złotej trawie, troszkę była ostra.. I krowy, nie za bardzo maja co jeść… A spotkałam ich dużo… I motyle czarno czerwone… Czas przestał istnieć.. Każdy krok był uśmiechem i niebo rozjaśniało swoje oblicze…. Cisza aż skakała z radości, a ja razem z nią…. I minęłam rodzinkę z trójka małych brzdąców… Najmniejszy miał ok trzech lat, i bał się, a tato go uspokajał . Pomyślałam o tych dzieciakach , siedzących przed komputerem… Rodzice nie wiecie ile tracicie, nie zachęcając swoje dzieci do aktywnego spędzania czasu!!! … Mały boi się, ale idzie, bo ma oparcie, czuje się bezpiecznie…. Rodzice mają zapewnić byt dziecku ale i stworzyć warunki, aby z pasją wkroczyli w życie…
Przypomniałam sobie chodzenie po drzewach, złamanie obojczyka na huśtawce (oczywiście to była moja wina, że spadłam ) oj piękne dziecinstwo, ciągle na zielonej trawie,na deszczu, w zaspach….Wolność aż piszczała z radości… Dzieci, które znają przyrodę od małego, mają wiele szczęścia…. Francuzi chętnie z dzieciakami wyruszają, aby im podarować piękny aspekt bycia z naturą w zgodzie…. Pewnie mały brzdac bardziej zachwyci się zabawką, niż krajobrazem…. Aczkolwiek piękne widoki zostaną zapisane w jego malutkim świecie, i jako dorosły człowiek, chętnie będzie robił piesze wycieczki…. Jasne, dzieci nie można zmuszać…. Delikatność tego ojca, który mówił mu, :nie spadniesz, trzymając delikatnie, była sposobem, aby mały przezwyciezyl lęk…..
Będąc na Neptunie, a więc z na ostatniej planecie, posiedzialam długą chwilę, aby nabrać sił. Przewaga chmur i mgła zastrzegły sobie prawa…. Jednak słońce próbowało przebić się, I zrobiło dziurę w szarych chmurach…. Błękit rozjaśnił oblicze nieba, a ja otoczona pięknem gór czyściłam twardy dysk, czyli mózg…..
Schodząc inną ścieżka, spotkałam dzwoniące krowy…. I inny zestaw gór na widoku się pojawiał…
I czekając na busa, usiadłam na ławce pod altanką,napis mówił że jest to miejsce spotkań, nawiązywania znajomości….
I tak, przyszła babcia, z wnuczką. Mała prowadziła biały rower z naklejoną księżniczką (pewnie jest na topie ) No cóż, mała nawet jednej rundki nie zrobiła, babcia intelektualnie próbowała ją zająć…. Widać było brak radości, być może bogactwo przeszkadzało w jeździe na rowerze… Dla mnie ten rower był atrapą….
Drugi obraz, dziadkowie z czterema wnukami, to jest wyzwanie!! Trzy dziewczyny I chłopak…. Najmłodsza miała ok 5lat, najstarsza ok 12…. Była pora podwieczoreku, a więc dzieciaki wcinały słodkości… Najstarsza, miała focha, a więc nie jadła…A ślinka jej ciekła, a jednak uparcie  nie  chciała nic zjeść….. Chłopak, siedział na oparciu ławki a nie jak wszyscy na ławce, ba facet rośnie…. Zajadał się bułeczką z kawałkiem czekolady w środku (taki francuski, dziecięcy przysmak na podwieczorek ) Dziewczyny wcinały ciasteczka-Delicje…. I młody chciał spróbować,i wyraźnie dał do zrozumienia, że mu nie smakuje… Berkkkk, jak coś takiego można jeść….. Tak skomentował… Właściwie to ma rację, sama chemia…. Ba oczywiście rodzeństwo się przekamarzało, a na koniec, gdy wstali, tak zwyczajnie wzięli się za ręce…. Najstarsza przytuliła najmłodszą i reszta rodzeństwa dołączyła się… I tak szli dzielnie w objęciach po  przygodę, którą dziadkowie zafundowali…. Piękny widok…..
Jak bardzo różniły się te dzieciaki od tej dziewczynki z białym rowerem…..
I para usiadła…. Pełna ciszy i spokoju….. Mieli po 80 lat… Udało im się wspólnie wytrwać… Razem….
W busie, panie z pieskiem, nie za bardzo się wyciszyły, bo dyskusja dotyczyła negatywnego komentarza co do kierowców autobusu… Kierowca, włączył się w pasjonujący dialog, zwalając winę na szefostwo.. I była jeszcze jedna pani, które pamiętała jak to trzy lata temu, autobus nie przyjechał, a ona chciała pojechać w góry, bo było słonecznie….. No cóż i tak przez dobre dziesięć minut panie ostro dyskutowały…Można i tak… , Podczas drogi był spokój, górskie drogi, nie służą do gadania….. Słońce przechodziło na drugą stronę półkuli…..Piękne kolory nam machały, stukały do okien autobusu….
Gorges Cianis, tak się nazywa trasa….) Mała rzeczka wypływająca z najwyższego szczytu, tamtego regionu Mont Mounier…(2817 ) . Źródło które, płynie ok 25km…Kontrast geologiczny  jest duży, od skał białych, po czerwone. Od wygładzonych, po ostre… Formy też są różne….. Przebiega przez miasteczko Beuil…Skały wapienne, łączą się, że skałami wulkanicznymi….
Wąwóz wije się spokojnie, ma iglaste lasy, swoje tajemnice, jest majestatyczny , idealnie  wkomponowany, w tamte strony. Jak wszystko w przyrodzie, komponuje się dobrze, tylko człowiek chce wszędzie dołożyć coś od siebie… A raczej zarobić… Na szczęście górskie tereny sobie nie pozwalają, aby człowiek zaczął przerabiac na swoje kopyto….
Odbijające się promienie słońca dodawały odrobiny tajemnicy, wąwóz nigdy nie jest taki sam… Ma małe wodospady, naturalnie rzeźbione, niesamowite jak natura potrafi tworzyć…. Inspiracja, dla wielu artystów….
Wracając… Już planowałam nastęny wypad w góry…
Drugi wolny dzień, pojechałam do Antibes, dawno tam nie byłam… Bardzo gorąco było, a więc zrezygnowałam z planowanej wycieczki… I pospacerowalam po mieście…. Ludzi,jak mrówek, zwłaszcza na plaży, nie było mowy o spacerze brzegiem morza, chyba że skakajac po ludziach… Wieczorem miałam spotkanie z Teresa, po długim czasie, a więc spacerując przeszłam do miejsca naszego spotkania…. Słońce niemiłosiernie grzało…. Widoki rekompensowaly upał… Przez ok 4 km, tyle szłam… Wszędzie na plaży ludzie… (fakt, plaże są bardzo wąskie )I tak dotarłam do Golf Juan, małe miasteczko, w którym rozpoczyna się, La route Napoleon I, zagościł, wracając z pierwszego wygnania na wyspę Elbe….
Port, i jachty, restauracje, agencje nieruchomości na wodzie….. Spokój i bogactwo próbują ze sobą żyć w zgodzie …. W takim klimacie, czekałam na moją towarzyszkę wieczoru. I tak na ławeczce, trzy starsze panie, odpoczywały … I nagle przychodzi pan, który ich wita,:dzień dobry, młode panie, na pas to one :dzień dobry młody człowieku…. Poczucie humoru, ich nie opuszczało, pan wracał z wędkowania…. Dużo radości było w tym niebanalnym towarzystwie….
I ja także miałam niebanalne towarzystwo… Sushi, było ok, aczkolwiek, tam nie wrócę…. Pomysłowo udekorowany stół, małe porcje sushi, cenowo dostosowane do klimatu portu i innych restauracji….. Spotkanie I spokojna rozmowa, czas ważnych przemyśleń… Tych wypowiedzialnych, i tych przemilczanych… Czas Ciszy. Dla mnie, było podzielenie się Ciszą, którą usłyszałam w górach…. Św Charbel przypomniał :Być zawsze I i wszędzie jak Uśmiech i Światło Boga…. Inaczej mówiąc delikatnym i łagodnym…..
Ważne rzeczy nie potrzebują wielu słów…. Żyją swoim życiem, łamią wszelkie systemy komunikowania się…. Bez jakiegokolwiek wysiłku, szukać odpowiednich słów, czy miejsca…. Przemieszczają się razem z człowiekiem…. Tylko człowiek, nauczony wciąż mówić byle co, nie potrafi zobaczyć, jak bardzo oddala się od siebie samego, żyjąc w ciągłym narzekaniau i pretensjach….
A w pociągu, zaraźliwy śmiech Hiszpan, wracających z imprezy, był fenomenalny, tak zakończył się mój dzień….Cisza i spokój z uśmiechem zainstalowała się w moim świecie, i czeka na dalsze spotkania z naturą….I drugim człowiekiem….

Bez innych nigdy nie jesteśmy w pełni kompetentni

DSC_0347Czasami, udaje się w prasie przeczytać o Wielkich ludziach, bez wynoszenia ich do rangi bożka….
Michel Lazdunski-emerytowany profesor biochemii, założyciel Instytutu farmakologii molekularnej i komórkowej, w Nice, światowy specjalista farmakologii kanałów jonowych. Jest członkiem Francuskiej Akademii Nauk. Dostał wiele nagród. Niedawno odebrał Order Legii Honorowej.
„Kanały jonowe mają wielką rolę w przewodzeniu impulsów nerwowych i mięśniowych, a także w przekazie informacji chemicznej z komórki do komórki i wewnątrz komórek. Zaburzenia są wszędzie, także i w przewodzeniu impulsów nerwowych. Kanałopatie mogą być wrodzone (wynikające z mutacji genu lub genów) lub nabyte (często wynikające z autoagresji ataku na kanał jonowy).”Tak twierdzą naukowcy…
Pr Lazdunski wniósł wielki wkład w zrozumienie stanów chorobowych, padaczki, zaburzenia rytmu serca, udaru, niedokrwienia siatkówki i kręgosłupa, depresji, mechanizmu percepcji bólu, gazowych środkach znieczulających.. Bogaty dorobek naukowy. I ten, człowiek, pozostał sobą…. Przy odbiorze Orderu powiedział „… Bez innych, jesteśmy nikim…. Tak podsumował swoją drogę, wiarę w ludzi,  w zespoły, które tworzył, którymi przewodził. Złożył hołd swojej ekipie, ( pewnie nie jednej)… Zaimponował mi! Wielki człowiek.!
Słuchałam jego konferencji (była skierowana do wszystkich, a więc prawie wszystko zrozumiałam) ·Mówił, o farmakologicznych wzlotach i upadkach. O kosztownych badaniach nad lekami, biurokracją, brakiem otwartości  na współpracę z medycyną wschodu, leczeniem bezinwazyjnym… Jako naukowiec, jest prawdziwy, nie mydli oczu, że wynalezione leki, będą pomagać…. Dał przykład, badań nad lekami antydepresyjnymi, które nie zawsze działają. I często badania, nie są do końca na 100% pewne… A w aptece, każdy lek działa… A tymczasem nauka nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego są remisje  depresji…. W ciekawy sposób opowiadał o historii powstawaniu różnych leków, które  wynaleziono przypadkiem.
Rozwój technologii, nie może zastąpić inteligencji człowieka…. Może szybciej postawić diagnozę, aczkolwiek człowiek jest głównym twórcą…. Co chwilę, słyszymy o wynalezionych lekach, niestety to jeszcze nic nie oznacza…. Aby weszły do obiegu, potrzeba, wielu badań i dużo pieniędzy…. Skromność patrzyła mu z oczu, a wypowiadane słowa błyszczały słońcem Nadziei, na odkrywanie leków, które będą ratować człowieka…
I ma rację, biznes farmakologii rośnie, a stworzone leki nie działają… (Dla człowieka chorego informacja, o wynalezionym leku, jest złudną nadzieją, bo niewiadomo , kiedy i czy kiedykolwiek wejdzie ten lek w użycie) Naukowcy powinni bardziej uważnie podawać informacje, media bardziej sprawdzać, to, co przekazują…
Tylko, takich profesorów jak Lazdunski, czy mój lekarz Marquette jest coraz mniej….Pełna harmonia inteligencji i serca .
Oni walczą o człowieka, widzą go, jako całość. Opowiadają a nie tylko czytają z kartki, tworzą historię… I kolejny współczesny mój bohater…..
Nauka to tylko teoria, jeżeli nie idzie z dbaniem o istnienie, to czy ma sens??

Tacy ludzie, są potrzebni światu, naszej Ziemi, zagubionemu człowiekowi, który pomimo rozwoju medycyny wciąż choruje,jest bezsilny wobec cierpienia….