Niech wdzięczność zagości na stałe w naszych domach

 DSC_0025

Ave Maria Cacinni, było mocnym w emocje momentem…
Piątek 15. 09.2017. Słońce, jak zwykle w Nice, rozdawało swe promienie. Byłam u znajomych francuzów, opowiadałam im o mojej babci, która w skończyła w  tym roku 95 lat. Spontaniczne myśli popłynęły w jej stronę.. Bardzo radosne myśli…. I pomyśleć, że właśnie wtedy Stwórca powołał ją do siebie.
I gdy wracałam od francuzów, miałam godzinę wolnego, przed pracą. I wybór: albo zrobienie zakupów, albo chwila modlitwy w kościele… Nie wiedząc, że babcia umiera, wybrałam chwilę modlitwy. Spontanicznie odmówiłam jedną część różańca.
Była to modlitwa wdzięczności. Szczególne za lekarzy, (jako że dzień wcześniej byłam na wizycie u mojego Anioła Stróża – Marquette, mojego lekarza) ·Niesamowite jest to, gdy babcię próbowali ratować, modliłam się za lekarzy.
Będąc w pracy dostałam wiadomość – babcia nie żyje!!!
Wdzięczność, którą wyniosłam z chwili Ciszy, towarzyszyła mi.Smutek się pojawił, aczkolwiek nie przysłonił wdzięczności.
Pewnie to babcia załatwiła mi tani bilet i  wolne kilka dni, których nie będę  odrabiać.
Warszawa powitała mnie deszczem .Mieliśmy opóźnienie, aczkolwiek udało mi się zdążyć na busa, do mojej rodziny. Niebo płakało za babcią. Na miejscu, rozgwieżdżone niebo mnie przytuliło, zapach krzewów rosnących w ogródku, zakręcił w głowie.
Ciocia zrobiła krokiety, tak pysznych jeszcze nie jadłam.
Próbowaliśmy nie użalać się nad śmiercią babci. Każdy z nas przekroczy tę bramę.
Piękny przeżyty wiek, dużo tragedii i radości.
Chciałam zapamiętać ją, jako radosną osobę,
I taką ją widziałam. Wróciły wspomnienia z dzieciństwa, jak gotowała moje ulubione potrawy, jak broniła mnie, gdy mama krzyczała, jak piekła chleb i pyszne bułki drożdżowe. Babcia zawsze miała schowane słodycze, idąc do sklepu się przebierała, oczywiście wychodziłam bez pozwolenia, czasem mama zamykała mi drzwi, to pukałam do okna w pokoju do babci, aby mi otworzyła.
I myślę, że moje poszukiwanie Prostoty, zaczerpnęłam od babci. Zwłaszcza Prostoty wiary, zrozumienia, że nie żyję tylko dla siebie, ze inni obok mnie są świadomi lub mniej świadomi… A nie tylko lepsi lub gorsi.
Każdy jej dzień kończył się modlitwą różańcowa. Przykład!!!
Młodzi krzywią się jak trzeba odmawiać różaniec, a ja nie tak dawno odkryłam wielką moc Matki Jezusa.  Babcia nie czytała św. Augustyna, ani nie była na rekolekcjach ignacjanskich. Wystarczyła jej Maryja, aby nie mieć wątpliwości wiary.. Polecając Jej wszystkie troski, chroniła naszą rodzinę.
Czasami nie wiedząc gościmy Aniołów, babcia była gościnna. Przyjmowała, innych, nie po,  aby się pokazać, nie po to, aby się pochwalić.  W szarej codzienności była promykiem słońca.
<Człowiek mający pokój w sobie, nie podejrzewa ciągle innych, nie wypomina im, nie krąży jak sęp, gdy drugi się potknie<..Babcia o pokój serca nieustannie walczyła.
W niedzielę rano, kuzynka przyniosła mi kawę do łóżka .Uroczy gest.
 Ksiądz proboszcz na mszy sw , mówił o mocy przebaczenia. Wszyscy wiemy, ale nieliczni są świadomi, nie tylko w życiu duchowym. Przebaczenie jest dobrowolnym gestem wobec samego siebie. Gdy ciągle zrzucamy winę na barki świata, polityków, rodziny, mamy egoistyczny obraz samego siebie. Zrozumieć drugiego to przebaczyć mu. Nigdy nie jest to łatwe, nasz rozum przechowuje stare żale, których nie trzeba szukać, są jak na zawołanie. Ważne przypomnienie.
Była to  celebracja 15-lecia zespołu ludowego ,,Cmolasianie”,do którego należy ciocia.
Babcia lubiła imprezować.Stwórca wybrał jej termin, powrotu do domu Ojca, świętowanie kultury wsi.
Deszcz kropił, niebo wciąż płakało, i wdzięczność wciąż fruwała w powietrzu.
Poniedziałek, dzień ostatniej drogi babci obfitował w różne niespodzianki. Słońce od samego rana ogrzewało ziemię. Przygotowywało się, na pożegnanie.
W południe, usiadłam na huśtawce i słońce wzięło mnie w swoje ramiona, pozwoliłam mu się porwać.
 Msza pogrzebowa zamieniła się we wzruszenie delikatności Boga. Ksiądz proboszcz, pomógł nam zrozumieć jak Bóg nas kocha.
Mówił o  delikatności Boga, porównując do  matczynej miłości. Czytanie z  księgi Izajasza  przeprowadziło nas z życia na ziemi, do życia wiecznego.. <Ja ,nie zapomnę o Tobie> I W  tym aspekcie przypomniał życie babci. Dla mnie wzruszające było, gdy podziękował jej zwracając się do niej: Mario dziękuję. Przykład, bo to ja mam o ile więcej, za co jej dziękować….
Księże proboszczu dziękuję za przypomnienie, o byciu łagodnym i uważnym w byciu z drugim człowiekiem.
Liturgia pogrzebowa jest dostojna, wzywanie świętych, Aniołów, Matki Bożej, psalmy, które mówią, że jesteśmy pielgrzymami, i abyśmy zakorzenili się w Bogu, a nie w świecie, wzrusza, upomina, zachwyca.
Bramy nieba  otwierają się.
Na uwielbienie, 17 letni młody człowiek zagrał utwór Ave Maria- Cuccini. Dźwięki, które wydobył ze skrzypiec, sprawiły, że wszechświat na chwilę umilkł, a my razem z nim… Babciu ten utwór był dedykowany Tobie, a my mogliśmy nasz słaby słuch, wzrok, smak, węch, dotyk, bardziej wyostrzyć. Aby stanąć w prawdzie przed samym sobą i Bogiem. Wyrzucić strach, przytulić się do kochającego Ojca. Wzniosła chwila!
I gdy zapytałam, jak się nazywa ten utwór gratulując wyboru usłyszałam: dziś rano przyszedł mi ten pomysł do głowy. Zagrał go sercem. Piękno wypuścił z wydanych dźwięków. Człowiek tworzy, Stwórca nim kieruje.
Ten utwór, ma ciekawą historię..
I gdy szliśmy za trumną na cmentarz ,to  prosto w słońce, które delikatnie muskało nasze twarze, szeptało; „nie bój się robaczku, ja ciebie ukochałem, zadbaj o tych, którzy idą obok ciebie”, a  uśmiech babci odbijał się w promieniach słońca.
Babciu zgromadziłaś , trzy pokolenia które szły za tobą, i modliliśmy się twoją ulubioną modlitwą. Wspólnie, i tym sposobem upomniałaś nas i przypomniałaś nam: dbajcie o siebie nawzajem, chronicie spotkania rodzinne, póki macie czas… Bo jutro może nie nastąpić ”
Jak powiedział ks. proboszcz”, Gdy pomyślisz o swojej mamie, pomyśl o miłości Boga. ”
A ja, gdy będę myśleć o tobie, babciu, będę pamiętać o modlitwie różańcowej, o byciu w jedności z rodziną, i tymi, których spotykam na swojej drodze. Słońce, które dziś tak delikatnie ocierało nam łzy, będzie mi przypominać Ciebie. Dzień wcześniej było brzydko, zimno, ponuro, a w dniu, gdy ciebie zegnaliśmy, błękit nieba i słońce przypominały nam o Nadziei!!! O szlachetnym pochodzeniu każdego człowieka. O powołaniu do świętości w codzienności.

Mogliśmy wspólnie celebrować w ubiegłym roku Boże Narodzenie ,było rodzinnie, tak dawno nie udało nam się wspólnie celebrować spotkania .. I Wielkanoc także mogłam być z Toba i w czerwcu widziałyśmy się po raz ostatni na tej ziemi. Stwórca tak zaplanował.
Celebracja wspólnego posiłku, było kontynuacją bycia razem, odkrywanie siebie nawzajem. Moc więzi rodzinnych, niczym pajęczyna złapała nas w swoją sieć. Byśmy tej sieci tak często nie zrywali. Tak łatwo to nam przychodzi.
Piękne spotkania, obce twarze, które stają się bliskie, moc wspominania z radością. Moc najzwyklejszego bycia przy stole. Tak rzadko spędzamy wspólny czas z  wyłączonym telewizorem ,komputerem, odłożonym telefonem. Nie jest łatwo odnaleźć się, zwłaszcza młodym…
Córka kuzynki ma łatwość w wychodzeniu do drugiego człowieka i wzrusza się pięknem(A ma dopiero 17lat.) Seweryn podzielił się swym talentem. I tego się trzymajmy. Niech piękno nigdy nie zniknie z naszej rodziny. Celebrujmy je. Dzielmy się nim. Nie pozwólmy mu odejść.
A na koniec, przeniesienie się na szlak św. Jakuba. To była niezwykła niespodzianka,móc porozmawiać o pielgrzymowaniu, z kimś kto również szuka inspiracji na Szlaku św. Jakuba.
Była przypomnieniem: Jesteś w drodze, trzymaj się prostoty bycia i cieszenia się z tego, co dostajesz, z kim przebywasz, gdziekolwiek  będziesz . O tym aspekcie Drogi dzieliliśmy się. Św. Jakub też był z nami i uśmiechał się . Tak krótki czas, a tyle wydarzeń, tyle pięknych ludzi babcia zgromadziła.
Babciu dziękuję. I do zobaczenia!!!
Z nadzieją, że będziesz mnie pilnować i chronić naszą rodzinę!!!!

 Na lotnisku w Warszawie czekając na samolot, trafiłam na racuchy z jabłkami, które były nowością… Babcia często robiła racuchy, bardzo je lubię… Uśmiechnęłam się, babcia zadbała o takie pyszne śniadanie……
W tym momencie, gdy piszę te słowa, ląduje na lotnisku w Nice.  Lądowanie w Nice jest zawsze spektakularne.  Mając wrażenie ładowania na wodzie.

Nie bój się wypłynąć na głębię, rozbijając się o brzeg szepnęło morze.
Uśmiechnęłam się……. _20170920_205821
„…. Nie domykajmy drzwi, może niebieski motyl wleci
Czekajmy na ten świt, może nadzieja nas oświeci
Nie domykajmy drzwi, zawróćmy porzucone słowa
Nie domykajmy drzwi, może zaczniemy żyć od nowa”…. Niech słowa tej piosenki będą  spotkaniem z  Życiem pełnym zachwytu, prostoty ,dobra, szlachetności.

Wszystko ma sens!!!!!Tylko często nie mamy odwagi tego zobaczyć …..

Na Ziemi jesteśmy tylko na chwilę

DSC_047214 lipiec 20016 w Nice nie zakończył się dobrze…
Rok później, uroczystości z wielką pompą…..
Macron, Hollande, Sarkozy, powitani przez Estrosi, szefa miasta Nice. Wielka scena, koncerty, defilada samolotów. I najważniejsze, rodziny zmarłych…. Bo to dla nich te uroczystości miały miejsce.
Rano, obudziłam się z obrazem, ciężarówki, która wjeżdża w tłum…. Ten obraz wrócił, jak bumerang… Panika I szokujące wieści, 86 osób zginęło…Żyjemy w stanie wojny…. Europa, wcale nie jest od niej uwolniona. Nie jesteśmy bezpieczni. Jednak nie możemy panice pozwolić na instalację. Żyć, pomimo wszystko!
Policja, wojsko, barykady, bariery, kamery-tak wyglądała sceneria 14 lipca 20017 w Nice…. Wcale nie czułam się bezpiecznie, świadomość, że jesteśmy osaczeni przez terrorystów, którzy w każdej chwili mogą uderzyć…. Oni nie boją się niczego…
Przemówienia, łzy, czytane Imiona, tych, którzy stracili życie….
Czy szefowie państw, są w stanie zapewnić bezpieczeństwo? Nie jestem, tego taka pewna….Być może zaprzestanie strzelania do siebie nawzajem oskarżeń, mogłoby by pomóc, w stworzeniu dialogu…
Męczące są słowa bez pokrycia, a człowiek ich zbyt wiele wypowiada….
Bądźmy razem. Bez tłumaczenia, osadzania, wytykania, kto jest nieodpowiedzialny, a jeżeli już, to nieśmy konkretną pomoc….
Wieczorem koncert orkiestry Filharmonii z Nice, z chórem Opery…. Ok 80 śpiewaków I muzyków….. Zaproszony Giuseppe Verdi słuchał z nami…Wraz z Jean-Sébastien Bach, Astor Piazzolla, Carl Orff et Giacomo Puccini.
Nabucco-słynna opera, I słowa pełne wiary….’’ Tragedio , nieś dźwięk gorzkiego żalu, lub naucz się od Pana zgody ! By znaleźć siłę w cierpieniu.’’
Niezwykle połączenie akordeonu i orkiestry, trąbki miały swoje pięć minut…. Otuleni muzyką, byliśmy bezpieczni. Niestety człowiek, nie potrafi zamknąć ust… Niby  taki dorosły, a podczas koncertu, musi mówić…. Boi się swoich emocji…
Próbowałam zamknąć oczy, przytulić się do roztańczonych nut, zachwycić się utworami .Wszystkie mówiły o wolności i szacunku…Idealnie dobrane ,drzewo życia na scenie…
Minuta ciszy, o godzinie ataku, była mocnym przekazem. Ludzie wreszcie przestali mówić. Nice wstrzymała oddech.. Wpatrzeni w niebo, prosiliśmy o Pokój…..
Duże ekrany, z bliska pokazywały muzyków, a na koniec Zatokę Aniołów… I to było wzruszające…. Ja tutaj mieszkam…. Poczułam się częścią tego miasta…Współczucie I wdzięczność mieszała się ze sobą…
Najbardziej wzruszająca, była piosenka Calogero,, francuskiego muzyka, który napisał piosenkę: „  Sztuczne Ognie „.
Bardzo osobista piosenka. Przekaz klarowny. To nie przypadek, że to właśnie On zaśpiewał…Wielu muzyków napisało teksty po zamachach…. Miał być Calogero. Czarne pianino i jego osobowość harmonizowały ze sobą….W takich chwilach czas przestaje istnieć…. Nie ma miejsca na udawanie, jego wrażliwe serce chciało się podzielić. Zaśpiewał po mistrzowsku, Verdi wprowadził nas w klimat Życia i Cierpienia, a  Calogero uwrazliwił nasze serca,  przeniósł nas  na łąki  ziemi po której stąpamy  Tu i teraz! Ofiarujmy innym światło !! Jesteśmy tylko na chwilę. Jesteśmy jak te sztuczne ognie,  odbijające się w oczach drugiego człowieka…. Bądźmy światłem… Bądźmy dobrzy..
I gdy na koniec chciał powtórzyć ” Nous sommes comme les feux d’artifice.” … Łzy mu poleciały, wzruszenie osiągnęło zenitu, płakał I nie dokończył..Opuścił scenę () mnie przeszły ciarki, dawno nie zostałam dotknieta tak cudną chwilą)) … Orkiestra  zakończyła….W ułamku sekundy, piękno przemówiło. Wszystkie słowa musiały umilknać… Nie mogliśmy przejść obojętnie,obok tak autentycznego zachowania…Spontaniczna reakcja oklasków,była wybuchem wdzięczności… Tak bardzo potrzebujemy takich emocji…. Potrzebujemy autentyczności przekazu.   86 białych balonów z lampionikami w środku, poleciały w stronę Promenade de Anglais. I ok 300 balonów od ludzi. Niesamowity moment, połączenia współczucia i wdzięczności. Calogero nam w tym pomógł, wraz z orkiestrą połączył niebo i ziemię. Ucałował Życie, a my razem z nim… Wycisnał z nas odżywcze soki Piękna i Zachwytu. W  tym samym czasie zapaliło się 86 wiązek światła na Promenade…..Wolność I Braterstwo mocno zabrzmiały…. Nie było obcych, Wzruszenie, łzy, wdzięczność…
A na koniec  zabrzmiał Canon Pachalbela  (mój ulubiony utwór)) Towarzyszy mi w ważnych chwilach, a ta była ważna, była pięknem samym w sobie… Trudnym do zrozumienia, refleksyjnym pięknem…
Rzadkie chwile.
Wracałam do siebie pełna Pokoju, Refleksji i Wdzięczności…….
Bo  jak śpiewa Calogero
Nous sommes comme les feux d’artifice
Vu qu’on est là pour pas longtemps
Faisons en sorte, tant qu’on existe,
De briller dans les yeux des gens
De leur offrir de la lumière
Comme un météore en passant
Car, même si tout est éphémère,
On s’en souvient pendant longtemps….

Zatoka Aniołów nabrała nowego znaczenia… Stąpajac po Promenade de Anglais, nie sposób spojrzeć w niebo…..

Ziema jest Ci poddana, człowieku

Nic pewniejszego nie ma na świecie, niż śmierć. Przychodzi i zabiera oddech! Znajdzie każdego! Nie pyta, czy jesteśmy gotowi…
Wczoraj, , zapukała do klienta w hotelu,do Rene …
Szefowa, jako pierwsza, odkryła…… Prawdopodobnie był chory…. Kilka dni temu, rozmawiałam z nim…. W jego oczach było wiele smutku…. I byłam ostatnią osobą, która z nim rozmawiała…. Następnego dnia, miałam zapukać, aby uzupełnić barek, (wiedząc, że, miał opuścić hotel, postanowiłam zrobić to później.).. Tymczasem szefowa,   chcąc sprawdzić….Śmierć, śmiała się nam prosto w twarz. Nawet, jak nie znamy osoby, to jednak czarne myśli nas zalewają….Strażacy, lekarz, policja…..

W takich momentach, potrzebujemy się wygadać, potrzebujemy być razem…
Między wierszami, panowała cisza, potrzebowaliśmy bliskości, aby nie zostać samemu…
Nie wiemy, co się stało..
Wiedział, że jest chory, dzień wcześniej był w szpitalu, wrócił do hotelu…. Być może, nie chciał pozostać sam….
Czas, mamy ograniczony, a wiec nie narzekajmy…
W każdej chwili, ty i ja… Możemy zostać wezwani… Bez ostrzeżenia. Bez pożegnania.
Takie wydarzenie uczy miłości, której nigdy nie za wiele, uczy delikatności, wobec spotkanego człowieka…. Rozmawiając z tym panem, czułam się nieswojo… Przez chwilę próbowaliśmy żartować, jednak szybko….Uciekłam… Dlaczego? Nie potrafię tego wyjaśnić… Było coś tajemniczego, mrocznego w jego osobie… Być może… Wtedy śmierć już przy nim była….
Jakby chciała mi powiedzieć:: szanuj życie, szanuj siebie, kochaj miłością z wrażliwością, kochaj z mądrością, kochaj z pasją…. Kochaj, bo jedynie miłość, ma sens…..Nie czekaj, na piękne deklaracje… Powiedz drugiemu; jesteś ważny dla mnie, potrzebuję twojej obecności. Słowa krytyki przefiltruj przez mocno zaciśnięte zęby. Nie mrucz pod nosem. Łagodny wzrok uczyń codziennym masażem oczu. Zadbaj o delikatny uśmiech…Przytulaj, a nie klep po ramieniu…
Puste słowa wyrzuć z siebie, szukaj dobrych słów, które postawią na nogi, które będą nadzieją.
I król i żebrak, są tak samo ważni. Nie rób różnic….Bo one napędzają nienawiść…

W codzienności, odnajdź zielona gałązkę i pielęgnuj ja….

Światło błogosławieństwa płynące w twoich żyłach, da Ci moc, aby człowiek obok ciebie, czuł się dobrze, spokojny, o siebie, że mu, nie dołożysz swoich lęków.

Ziemia, jest ci poddana,a nie człowiek….

Znajdz czas na milosc-to uroda zycia

Wakacje -czas powrotu do beztroskiego dzieciństwa. Nic nie muszę, cieszę się każdą chwilą, żyję a nie wegetuję…Jest jedno”, ale”…. Nauczeni odgrywać rolę, często mijamy się z radością bycia na wakacjach. Bo za mało, bo za dużo, ciągle nam coś nie pasuje…. Terroryści nie pozwalają pojechać wszędzie, gdzie byśmy chcieli…. Brak pieniędzy odgrywa dużą rolę….
W tym roku Asia również zawitała do swojego taty, wraz ze swoim bratem Tomkiem. Dwoje młodych ludzi, z którymi wielką radością jest spędzać czas. Szkoda czasu na negatywne myśli… Zabrałam ich na rundkę po Cap Ferrat.  Słońce dawało czadu. Fale rozbijały się o brzeg. Potężne mury i kamery pilnowały wstępu do najdroższych willi. W ubiegłym roku willa 60Om została sprzedana za 130 milionów euro…
A my spacerowaliśmy i za darmo rejestrowaliśmy oczami widoki. Natura nie każe płacić. Piękno ukazuje każdemu, kto chce je zobaczyć. Zapomnieć na chwilę o wszystkim i pozwolić sobie na zachwyt…. Jak często o tym zapominamy?..·I wieczorem bal pompiers. Czyli impreza zorganizowana przez strażaków z Nice. Chłopaki pokazali klasę…. Cały rok, ratują ludzkie istnienia, narażając własne życie… I raz w roku robią imprezę…. W całej Francji, zawsze13,14 lipca… W Nice impreza była 11 lipca… Zrobiona z rozmachem, w plenerze, z wielką sceną i artystami… Byli rapowcy, była grupa z Nice, było disco, i Corona- słynna w latach osiemdziesiątych. Zaprosiła na scenę dzieci, a one szalały, roześmiane od ucha do ucha… I był Remy-młody człowiek z Nice, strażak -wolontariusz. Powstała piosenka i Remy ją śpiewa. Jest pełna radości, jest w niej przekaz… Dbaj o życie innych, bo nigdy nie wiesz, co wydarzy się  za chwilę…. Nie zostawiaj…Podnoś… Te słowa nabrały jeszcze większego sensu dwa dni później, gdy…. Tragedia zapukała do drzwi  Nice…. Jak odczytać wydarzenia pełne krwi?
14 Lipiec -chwile grozy i pytania, dokąd zmierza człowiek?
Zapowiadał się spokojny dzień, byłam pracy, a wieczorem na promenadzie miała być kolejna impreza i pokazy sztucznych ogni… Umówiona byłam z kuzynem i resztą  ekipy.. Los pokierował nami inaczej. Bóg oszczędził nam patrzenia na „ludzi bez życia „Morze płakało, silny wiatr ocierał łzy. Nice wstrzymała oddech. A cały świat wraz z wydarzeniami. Zamiast lazurowego wybrzeża… Było czerwone, od krwi niewinnych ofiar.
Pokazy sztucznych ogni były wybuchem radości. Nic nie zapowiadało tragedii….. Wiatr z czarnymi chmurami mruczał złowieszczo. Po pokazach rozświetlonych  kolorami, zadzwoniła Asia- Leszek źle się poczuł, a wiec nie zwlekając poszłam w ich stronę….·Prawdopodobnie uratował nas…. Byłam tam, gdzie zabili terrorystę… I miałam tam zostać…
Aby szybciej dotrzeć na umówione miejsce przeszłam na drugą stronę promenady… A ze jest szeroka, widziałam tylko i aż pędzący biały samochód… Jak w filmie akcji.  Przez moment wrosłam w ziemię. Nie byłam w stanie się ruszyć. Panika i uciekający ludzie, sprawił, ze zaczęłam uciekać… Schroniliśmy się na parkingu… Było obok mnie małżeństwo. Ona szlochała, a On dzielnie walczył, uspokajał ją. Pobiegłam za nimi. Ten mężczyzna, miał w sobie siłę, i nie poddał się panice. Jego spokój udzielił się i mi. Szok, łzy, niepewność, krzyki. Popłoch, agresja, strach. Takie emocje panowały. Wiatr przeszywał swym podmuchem. Czułam się jakbym oglądała film. Ale jak to…… Gdy przez moment widziałam kamionetkę… W myślach widziałam kilku terrorystów… A był jeden…. I zabił 85 osób…
I z tego parkingu… Uciekliśmy… Były bloki i przejście, na drugą stronę….Przejście do życia…. Zostało nam darowane… Mój kuzyn z dzieciakami i znajomi zostali uchronieni… Żyjemy! Oni byli  w samochodzie, w drodze do szpitala z Leszkiem…. Ja jednak wróciłam do domu. Ludzie szaleli ze strachu, złowroga cisza zapanowała nad Nice.

A ja wracając do siebie modliłam się za ekipę lekarzy… Wiedząc, że czeka ich trudna noc… Nawet nie chcę myśleć, co by było, gdyby kilku terrorystów zaczęło strzelać…. Jeden zasiał czarny strach… A co dopiero…. Papież Franciszek od dawna mówi, ze żyjemy w stanie wojny. Tylko w kawałkach. Nie boi się powiedzieć, ze każdego dnia człowiek zabija człowieka, i wcale nie jest terrorystą.
W którą stronę zmierza człowiek. Nice i okolice mają bogatych mieszkańców może to wcale nie przypadek… A może mamy obudzić się i zacząć dbać o drugiego człowieka. A nie „fukać „na niego. A może wrażliwość społeczną powinniśmy uczynić naszym priorytetem. I nie brać przykładu z polityków, którzy nieustannie obrzucają się wyzwiskami. Jakby to miało pomóc…. A może to i ja ponoszę odpowiedzialność za takie wydarzenia…
Dziennikarze jak hieny żerują na tragedii. Jak mało prawdziwych informacji dochodzi do nas. Empatia, gdzieś schowana. Liczy się kto pierwszy…
Łzy popłynęły dopiero na drugi dzień, gdy dotarło do mnie, że tragedia miała miejsce. Że otarłam się o śmierć…. Po raz drugi w tym roku.
A po nocy przychodzi dzień… Takich chwil, nie sposób zapomnieć, wiara pomaga nie zwariować, nie znienawidzić, a wręcz przeciwnie nauczyć się kochać Życie. Te wydarzenia przypomniały mi o kruchości istnienia. Zamiast dlaczego, pojawia się pytanie: co mogę zrobić, by przeżywać każdy dzień jako podarunek, a na każdego człowieka patrzeć oczami życzliwości?.. Nie jest łatwo. Myślę, że warto… Tyle telefonów, co wtedy, to nigdy nie miałam…. Szkoda, że w takich okolicznościach….
Minęło już chwilę czasu, jeszcze nie byłam… Tam gdzie śmierć zabrała wielu…
Tydzień później byłam na wizycie u mojego profesora… Szpital Pasteur był głównym szpitalem ratującym życie ludziom.. Pracowali dzielnie, walczyli o życia… I widziałam trumny…. Takie chwile odzierają z egoizmu, uczą pokory wobec innych…. Nie pluj jadem, chroń słabszych, uśmiechaj się do gwiazd. Skoro dostałaś kolejny dzień, bądź człowiekiem szlachetności…. Patrząc na trumny… W ciszy serca tak usłyszałam.
Życie zasługuje na szacunek. Inaczej potwory z nas wychodzą. ci, co zginęli, zapłacili cenę za moje życie… Chociaż ich nie znam, jestem im wdzięczna…. A Leszek, swoim złym samopoczuciem, tak jakby zawiązał nam oczy, abyśmy nie uczestniczyli, w jakże okrutnej zbrodni….. W ciągu kilku minut….. Anioł Stróż czuwał nad nami. Jeszcze więcej czasu z Nim spędzam, na wdzięczności….Najgorzej jest Narzekać, gdy za oknem słońce i gwiazdy tańczą …dla ciebie. Spójrz w niebo! Uśmiechnij się, do niego Pamiętaj, że jutro może ciebie już tutaj nie być. Pamiętaj o dobrych momentach,zal schowaj na dnie szuflady….

KRZYK I ZAGUBIENIE CZLOWIEKA

 

Pachnie pomarańczami.  Ten zapach czuję wszędzie. Właściwie to lato nas nie opuszcza. W Nice ludzie się opalają, słońce rozleniwia, a lazur morza zachwyca. A tu już listopad. Liście spadają z drzew. Spokojne kolory przytulają. Od żółtego, po złoty, brąz im towarzyszy. Na chodnikach, ulicach chrupią pod nogami. Wiatr bawi się z nimi, pisze miłosne listy i zostawia pod nogami, na samochodach, na domach. Nikt nie może być opuszczony. Miłość w powietrzu.  Wdech. Wydech. Czasami deszcz skrapia ziemię. Winogrona w modzie, wino, tym bardziej.
Słońce wciąż rozgrzewa, w  poranki i wieczory dobrze jest mieć ciepłą kurtkę, lub drugiego człowieka, by się do niego przytulić.

Tylko głupota człowieka razi w oczy.
Wracając z pracy spokojnym krokiem, próbowałam odpocząć. Wyrzucić negatywne emocje, zanurzyć się w stawianym kroku. I nagle pani z dzieckiem w wózku, drugie obok, przechodzi przez ulicę..(Kilka metrów od pasów) Mały chciał przebiec sam, samochody pędzą… Na szczęście nic się nie stało…I nagle ta pani, zaczyna wrzeszczeć na dzieciaka. Nie dosyć ze żadnego przykładu nie dała, to jeszcze krzyczy..I mały zjadł krzyk swojej  mamy..I  jako dorosły… Albo będzie krzykiem „zdobywał świat „, albo miedzy czasie spotka mędrca, który mu pomoże w zrozumieniu, czym jest krzyk…..
A może krzyk, to, zagubione dziecko, uwiezione w sprzecznościach rodziców, rodziny, i innych dorosłych ludzi…. Krzyczymy, bo czujemy się zagubieni….Tylko cit!! Nikt o tym wiedzieć nie może. Gdy dziecko boi się -potrafi powiedzieć, gdy dorosły się boi -no cóż….. Rzadko okazuje…..
Jak często krzykiem próbujemy mówić? Jak często, krzyk jest naszym jedynym przyjacielem?  A powinien być wrogiem numer jeden. Wraz z głupotą, tworzą duet. Potwory, które dręczą nas przez 24 godziny. I jak często im ulegamy!!
Trzeba pokrzyczeć, ale nigdy na innych. Jak mam taką ochotę, to sobie myślę, że dana osoba, pewnie mi się odwdzięczy tym samym?  A może i czymś gorszym. Nie lubię krzyku, nikt go nie lubi. Jednak wrzeszczymy na siebie. W najgorszym położeniu są dzieci. Najpierw wrzeszczymy, a później przytulamy. Zaprzeczamy samym sobie. A później dziwimy się ze moje dziecko nie chce ze mną rozmawiać, jest zamknięte. Ucieka, i ma powody, jest najzwyczajniej w świecie skołowane. Podobno wszystko robimy dla jego dobra. Czy aby tak jest?
Dziecko albo wpada w ramiona, całym sobą, albo całkowicie ignoruje. Krzyczy, bo…. Być może nikt dla niego nie ma czasu….. Żebrze, odrobiny bliskości.
Jadąc tramwajem zaskoczyło mnie zachowanie młodych ludzi. Ona- w krótkiej spódniczce, roztrzepana i zakochana.On -spokojny, zakochany. Gdy usiedli, spódnica odrobinie się podwinęła ,i to On -poprawił jej. Również to On- hamował ją, w okazywaniu uczuć na forum. I myślę ze taka para może przetrwać wiele burz. Bo gdy jedno będzie w skowronkach, drugie go sprowadzi na ziemię…. I odwrotnie. Siła miłości, nie jest w krzyku, tylko w komunikacji.
Gest. Słowo. Dialog. W miastach ludzie biegają, na wsi, w górach, mają przestrzeń i przyrodę na wyciągnięcie ręki.
Człowiek, aby „rozwinął skrzydła”, potrzebuje przestrzeni.
Czy aby?….Tej przestrzeni mu nie zabieram???

Cisza najlepszy przyjaciel człowieka

Złudzenia towarzyszą nam non stop. Traktujemy je jako swoje przeżycia. Bierzemy jako rzeczywistość.
Tylko czy….. prawdziwe są słowa, które piszę, wypowiadam, czy też przysięgam?
Od dziecka boimy się kary. Zaczynamy kłamać, by nie dostać… I rodzi się oszukiwanie rzeczywistości.
Jak sprawdzić,czy to co wypowiadamy jest prawdziwe?
Każdy chce, a nawet wymaga, aby drugi uznał jego rację.
《Ja wiem lepiej》słowa, które często przychodzą nam na myśl. Wiem co dla Ciebie jest dobre… Czasami oznacza to, że mam spełniać twoje wszystkie zachcianki… A co z moją drogą?
Tyle mówi się o byciu sobą. Psychologowie nieustannie mówią nam jak być sobą. Paradoks. Jak można odkryć siebie, tylko na bazie, tego co mówią naukowcy?
Skąd pewność, że to właśnie tak ma być?
Teoretycznie łatwo nauczyć się danej techniki. Praktycznie. No cóż. Różnie bywa.
Nie schudnjemy obżerając się, nie będziemy szczęśliwi siedząc w kącie i becząc :nikt mnie nie kocha. Nie zostaniemy artystami, nie wkładając wysiłku w systematyczne ćwiczenia.
Nie odnajdziemy swojej drogi, nie potykając się, nie będąc wyśmianym, osamotnionym. W efekcie to właśnie w samotności, można odnaleźć siebie, można nauczyć się  kochać.
Jeżeli swoje towarzystwo jest dla Ciebie oparciem, nikt Ci nie podskoczy. Niech inni wydłubują sobie oczy 《brudnymi slowami》oni są ślepi. Nie mają nad tobą władzy. Bycie w szlachetnym towarzystwie Ciszy, jest najbardziej ekologicznym produktem.
Cisza,nie potrzebuje technik. Ona jest za darmo,  można ją samemu stworzyć .Zasadzić jak róże. O kwiaty trzeba dbać,pielęgnować . Inaczej zwiedną . Tak jest z Ciszą.
Często mnie zaskakuje. Pojawia się, gdy moje szarpanie z problemami staje się nie do zniesienia. Wtedy zmusza mnie do usiądnięcia, do medytacji.
Bo Cisza i medytacja, są z tej samej rodziny. Rodzeństwo,które się bardzo kocha. Które ma czas dla siebie, które nie zna słowa kłótnia….
Cisza spokojnych fal, cisza górskich szczytów, cisza w pustym kościele, cisza dwojga osób, cisza uśmiechu, w którym wszystko zostało powiedziane.
Cisza wylanych łez, strachu, tragedii. Cisza niespodziewanego wydarzenia,  spotkanego przyjaciela.
W niej rozwiązanie trudności przychodzi szybciej. Rozum współpracuje wtedy z sercem. Ciało spokojnie oddycha,krew spokojnie krąży. Wszystko jest na swoim miejscu.
Wciąż ją odkrywam. Daje mi się poznać. Czasami się jej boję… bo stawia trudne pytania. Jednak po całym tygodniu bycia wśród ludzi, tęsknię za nią. Bez niej…. Życie jest puste.
Niesamowite jest to, że mamy ją za darmo.. A współczesny człowiek płaci duże pieniądze….. by tak zwany guru powiedział mu :popatrz przed siebie…. wokół siebie i spójrz w oczy drugiego. W ciszy spotkania z sobą samym pustynia zakwita. Nie trzeba jechać do Tybetu,nie trzeba w ogóle opuszczać miejsca zamieszkania. Wystarczy zaprosić ciszę do siebie. Ona przyjdzie…… I zrobi rewolucję. I nie weźmie za to ani grosza…. Zrobi generalne porządki…. I to nie będzie złudzenie!!

Opowieść o pustym sercu

Niektórzy widzą tylko zło, oszukują, rzucają pustymi słowami, zagrażają strachem i głupotą.
Niektórzy widzą dobro, mówią prawdę, dbają o siebie i o innych ludzi.
„Czujniej niż wszystkiego innego strzeż swego serca, bo z niego tryska źródło życia!” -z księgi przysłów 4. 23

Serce. Jest w nas,
wokół nas. Otacza nas. W muzyce, pisarstwie, malarstwie. Malujemy od dziecka laurki, karteczki…. dajemy czekoladki w kształcie serca.. SYmbol życia.
Czy z nim rozmawiamy?
Czy odpoczywamy wsluchujac się w jego rytm?
Czy dbamy o źródło życia?
Dopiero wtedy sobie przypominamy gdy…. zaczyna nam nieregularnie bić. Gdy przestaje bić….wtedy inna rzeczywistość puka do naszych drzwi .
„Badania wykazały, że sygnały wysyłane przez serce do mózgu mają ogromny wpływ na zachowanie człowieka, jego percepcję i emocje. Serce wysyła impulsy do ciała migdałowego, które jest odpowiedzialne za przetwarzanie i zapamiętywanie reakcji emocjonalnych, co pozwala mu na indywidualne „myślenie” i tym samym wpływ na umysł człowieka, który do tej pory przypisany był tylko mózgowi”…
Król Salomon miał rację, aby strzec swego serca..!! Nawet i On z pustego nie naleje ..
Pustka! Ciemno! Zimno! Tam nie ma życia… Nikt nie lubi tych uczuć… A jednak nasze serca żyją w permanentnej pustce….. A my nic sobie z tego robimy. Alkohol, ..antydepresanty,pracoholizm, byle nie dotknąć sedna pustki..
A być może.. serce chce tylko usłyszeć cie…. chcę Ci powiedzieć jak bardzo…..

-wiesz.. kocham Cię -mówi serce
-każde moje uderzenie jest wyznaniem miłości
-a Ty? … Tak mało czasu mi poświecasz!!
-martwię się o Ciebie.! ..
-no co Ty serce – mówi człowiek
-to ja mam problemy, nie widzisz jaki jest świat?
-jaki? -pyta serce
-zły,egoistyczny, ciągle niezadowolony….
-to Ty tak myślisz i zarazasz innych-szepnelo serce
- to Ty swoim narzekaniem takim go czynisz…
-Ale serce…. popatrz…. oni nie chcą ze mną rozmawiać
-Oni.. znaczy kto? .. Czy aby nie Ci, którzy, nie robią jak Ty chcesz??
-nie przesadzasz serce….
- nie sądzę….. Jestem z Tobą od kiedy istniejesz. Znam Cię lepiej niż ktokolwiek. A więc nie wciskaj mi kitu. Zadbaj o mnie.!!! Poświęć mi kilka minut rano i wieczorem. A zobaczysz różnicę.. Ja ciągle wysyłam Ci uśmiechy, a Ty Ciągle skwaszona mina.
-ależ serce…. przecież jestem Ci wdzięczny
-chowanie uraz, wypominanie, krytyka., i bycie miłym dla wybranych, nazywasz wdzięcznością? No proszę…. Myślałem ze mieszkam u mądrego człowieka!!
-no teraz mnie obrazasz.. Serce nie masz prawa.
-Czy Ty słyszysz sam siebie..??? . jakie głupoty mówisz -zdenerwowało sie serce.
- to co mi poradzisz? wiem kłótnia nie ma sensu..
-zrób sobie dzień bez ostrych słów. Uśmiechnij się do siebie! . Powiedz ciepłe słowo temu który Cię denerwuje. Znajdź w nim jedna pozytywną cechę. Dzień traktuj jak prezent. Nie wszystko w nim jest trudne. Każda negatywna emocja trafia do mnie.I muszę się z nią męczyć…. Nie chcę takich toksyn!!!
-Dobra serce… postaram się Ci pomóc żyć spokojnej… też Cię kocham.!!!Dzięki tobie mogę dotykac, oddychać
smakować,… patrzeć… I otwierać szeroko ramiona i przyjąć… to wszystko co życie mi daje…..
-no wreszcie zaczynasz myśleć -szepnelo serce. Jest szansa, że się zaprzyjaźnimy….
Zacznij od teraz! . Niech twe słowa nie będą puste. Pustka mnie zabija… I zaraz widać to na twojej twarzy i w twoim życiu.Twoje decyzje- twoje konsekwencje. Szukaj mądrości, a nie winnych, za swoje porażki. Podeptane marzenia podnieś i zarazaj wirusem źródlanej Radości. Jej, nigdy nie za dużo…