Lekarz ktory usuwa strach

1500897173062 

Kolejna lekcja u profesora Marquette,
mam wrażenie pisać u niego doktorat.
Lekarz, który usuwa lęk.
Słowa które wypowiada  dają siłę  i  proces zdrowienia, proces piękna, zaczyna swoje dzieło,właściwe to nic nie muszę robić.
Tak mało dobrych słów słyszymy. Tak mało ich wypowiadamy. Albo brakuje nam czasu, albo boimy się swoich myśli, swojego zdania.Uciekamy się do krzyku lub wrogiej ciszy. Uciekamy do szantażu emocjonalnego, kontrola staje się codziennością.
Potrzebujemy inspirujących ludzi!!
Czy ich szukamy?
Taki człowiek, nie będzie się nad nami użalał, nie będzie przytakiwał, ani krytykował. Nie ma gotowych odpowiedzi, szuka rozwiązań razem z nami.
Marquette, pracując w Lille dostał nagrodę przyznawaną lekarzom-Victories de l Espoir, i to kilka lat z rzędu.
Teraz rozumiem, dlaczego, jak pierwszy raz go zobaczyłam, to Nadzieja w jego oczach otwierała szeroko ramiona.
Nie słuchamy innych. Słyszymy jedynie to, co nas interesuje.
Nie ufam ludziom, którzy twierdzą, że słuchają innych, szybkie zmienianie tematu, jest tego dowodem.
Śledząc  jego karierę zawodową,  zainteresowanie się indywidualnie stanem pacjenta , bez wchodzenia w toksyczne emocje, podziwiam go jeszcze bardziej.
Jest mistrzem w omijaniu toksycznych emocji!!
A to jest wielki sukces.!!
Uczy mnie słuchać muzyki serca. Uczy mnie bycia odważną i łagodną.
Marquette nie potrzebuje wiele czasu, aby wyciągnąć ze mnie wszystko, co jest mu potrzebne, aby mi pomóc w znalezieniu rozwiązania w nurtującym mnie problemie. Niekoniecznie chodzi o moje płuca. Usuwa lęk z każdej kropli krwi.
Być może, dlatego wraz z Nadzieją, było i Światło, gdy ja myślałam, że mam zwłóknienie płuc, gdy ciemność próbowała mnie porwać.
Jednak dostałam w prezencie przewodnika, który od razu wykluczył diagnozę.
Dopiero, teraz po roku, gdy zaczęłam się interesować, tym, co robi dla nauki, dla pacjentów, zaczynam rozumieć wielką wagę jego Obecności.
Właściwie, wtedy, jedynie, o co się modliłam, to o mądrego lekarza..
I dostałam.
Interwencja Stwórcy, przynosi owoce.
Gdy przyznałam się, że nie biorę leków jak mi przepisał, poczułam cieple spojrzenie i słowa upomnienia z  troskliwym tonem głosu…
I zadał pytanie:, Od kiedy ta zmiana miała miejsce???
Zaskoczył mnie , nie spodziewałam się takiego pytania.
I ku mojemu zdziwieniu zmniejszył jeszcze bardziej leki. Wyszedł naprzeciw moim eksperymentom z dozowaniem leków..
Jest jednym z tych naukowców, którzy szukają bezinwazyjnych sposobów leczenia, tych leków najmniej toksycznych dla innych organów.
Jego umiejętność bycia, jest imponująca.
Szukając perfekcyjnego człowieka, znalazłam go w szpitalu.
Dla mnie perfekcja, zawiera w sobie dążenie do poznania prawdy, do wyciągnięcia nagromadzonych toksyn, które zatruwają mój organizm i mają wpływ na relacje z innymi.
Ma w sobie perfekcyjne spojrzenie na drugiego człowieka. Jego lekcje, mogę w każdym momencie zastosować. One dotykają codzienności.

Nie na darmo wybrał specjalizację pullmologa, co za tym idzie leczenia raka płuc. Jest w trakcie realizacji projektu Air, które ma na celu bezinwazyjne wykrywanie nowotworu płuc.

Jak pracował w Lille był koordynatorem, dynamiki interakcji społecznej klinicznej, emocjonalnej (DISCE): projekt dotyczył opieki medyczno-psychologicznej pacjentów z rakiem. To tłumaczy jego ciekawość stanu emocjonalnego pacjenta.
W świetny sposób łączy karierę naukowca z dużym naciskiem na indywidualne podejście do pacjenta, bez wchodzenia w kompetencje psychiatry.
Ma dar robienia terapii w ciągu kilku minut.
Dziecięca intuicja mu towarzyszy, łączy ją z inteligencją.
Może, dlatego jeszcze się nie  wypalił .
Tyle się mówi o wypaleniu zawodowym, i to młodych. Profesor w żaden sposób nie okazuje zmęczenia, znudzenia, czy też arogancji, rozdrażnienia.
Nawet jak się złości, to z poczuciem humoru.
Daje i przyjmuje, jest wdzięczny..
Oto cała filozofa.
Dawanie ma się łączyć z przyjmowaniem. Nie zawsze dobrych rzeczy, są także i te trudne.
Jeden z jego studentów, podał w świat informacje, które powinien zachować dla siebie. Zrobiło się gorąco, wokół Marquette. A było to pod koniec roku akademickiego, chodziło o pytania na egzamin. Studenci bali się, że będą musieli powtarzać. Na szczęście nie musieli. Czytając na forum studentów, to bronili profesora.
Dobre imię zostało naruszone, aczkolwiek on nic złego nie zrobił. A wspominał o tym tylko, dlatego, że mu powiedziałam, że na YouTube jest  seminarium, w którym uczestniczył, mówił o fizjologii oddychania.
Na co uśmiechnął się, i powiedział: a to było nagrywane.
Zawsze miałam słabość do lekarzy, ale pr. Marquette ma szczególne miejsce w moim życiu, w mojej codzienności.Prywatne lekcje o pasji do Życia, opartego na prawdziwe o samym sobie.
Mam się, od kogo uczyć, tego, co w życiu  ważne. Nie muszę już szukać w książkach, mogę się odnieść do człowieka, którego znam…
Co więcej, mogę napisać do niego, lub pojechać do szpitala w gdzie przyjmuje.
Za każdym razem wychodzę wzruszona.
I to wzruszenie nie ma nic wspólnego z uczuciem wzdychania do niego….
To jest święte wzruszenie…
Czy i ty masz człowieka, który cię inspiruje?

Wszystkich Swietych-znak jednosci i pokoju

Wszystkich Świętych- czas refleksji, czas przypomnienia, że każdy z nas przekroczy bramę śmierci.
Kościół celebruje, tych, którzy nie wahali się oddać swojego życia za wiarę w Jezusa. Ich wiara była ścisłą współpracą ze Stwórcą i często walką o drugiego człowieka.
Większość świętych zza  ich życia było uważanych za idiotów.
Ojciec Pio dosyć dosadnie odpowiedział na stwierdzenie    jednego z profesorów, który głosił, że stygmaty są efektem autosugestii, a wywołane zostały przez nieustanną medytację Męki Pańskiej i wielkie pragnienie współcierpienia. Ojciec Pio uśmiechnął się i rzekł: „Powiedzcie mu, żeby wyszedł na pole. Potem niech bardzo intensywnie myśli, że jest bykiem. I zobaczymy, czy wyrosną mu od tego rogi”.
W tym roku wielkim przeżyciem dla mnie było poznanie św. Charbela, msza św. z relikwiami świętego odprawiona przez kapłana z Libii.
Często błogosławiony Frassati szturcha mnie abym nie zapomniała o dzieleniu się…
Matka Teresa z Kalkuty też mi się często przypomina…
I poznałam św. Hildegarde i wino z lawendy na oczyszczenie moich płuc… Właśnie zamierzam zamówić…
Oni wszyscy zaryzykowali, żyli pasją, mając Boga w swoich rękach klękali przed człowiekiem ,jak Jezus.
Nie potrzebowali głaskania, byli  pewni, tego, co robią. Mieli poczucie humoru.
Stwórca ich wybrał, i dał im zwycięstwo nad złym duchem…
Wszystkich świętych związane jest ze  wspominaniem naszych bliskich zmarłych. Dzień wolny, a więc pójście na cmentarz….
W tym smutnym wspominaniu, zapominamy o komunii świętych i tych, których nie ma już z nami..
Kilka lat temu mogłam celebrować Wszystkich Świętych wraz z apostołem Jakubem w Compostela.
 To było świętowanie!!
Procesja w katedrze z figurami świętych, piękne śpiewy, dzwony, i kadzidło, które robi wrażenie….
Ludzie z całego świata, zmęczeni pielgrzymi, mieszkańcy miasta i turyści.
Niesamowite było dla mnie i zadziwiające. Jakbym uczestniczyła w świętach Wielkiej  Nocy, a więc w Zmartwychwstaniu Jezusa…
Jedna z najpiękniejszych celebracji tego święta, jaką mogłam przeżyć.
Radość, która otwiera bramy nieba.
Święci widzą Boga, odebrali swoją nagrodę i mają nam wiele do powiedzenia, są naszymi adwokatami przed Stwórcą.
Mają ogromną moc, która  tak rzadko się  interesujemy.
W tym roku mogłam być na mszy w kościele  studenckim w Nice.
Proboszcz parafii Saint  Jean- Baptiste- le Vœu jest mistykiem. Liturgia dla niego ma wielkie znaczenie. Ma mocną ekipę liturgiczną, chór studentów i wiernych, którzy świadomie przeżywają Spotkanie ze Stwórcą .
Msza św. niedzielna trwa zawsze ponad godzinę i nikt nie wychodzi, nie patrzy na zegarek…
Ksiądz na kazaniu przytoczył cytat z książki, którą niedawno przeczytałam, o komunii ze Świętymi, o tej wielkiej tajemnicy, o misterium wiary….
Raduj się chrześcijanie!!
Nie bój się żyć pasją!!.
Nie bój się być sobą!!
Łaska wiary cię poprowadzi…
Mocny moment przyjęcia komunii św., akurat proboszcz rozdawał Boga. Sposób, w jaki to czynił, był mistyczny..
(A nic takiego się  nie działo)Bóg po cichu uzdrawiał . Święci mu podpowiadali, kto najbardziej potrzebuje uzdrowienia, a Aniołowie, szczególnie, Stróżowie Mu marudzili.
(Teraz to się nie dziwię, skoro proboszcz taki przykład daje, to stawia wysoką poprzeczkę parafianom) Nie można wyjść smutnym…
Jest to niemożliwe!!!
Po takiej celebracji, w Wielkiej Prostocie, co można, to uśmiechnąć się do Nieba))
Bóg rozdawał siebie….Jak rzadko o tym pamiętam….
Miałam łzy w oczach….
Ta celebracja upomniała mnie…
Bóg poprzez świętych, powiedział: podczas każdej mszy uzdrawiam, nie musisz jeździć po całym świecie na spotkania charyzmatyczne, nie musisz skakać od księdza do księdza….
Jeżeli będziesz potrzebować, dam ci znać..
(Ostatnio marudziłam, że brakuje mi wspólnoty)l Bóg odpowiedział, dając wzruszenie, idealnie dobrane piosenki do liturgii, proboszcza, a nade wszystko dał Siebie…
Co mnie wzrusza, w tym kościele, to postawa ludzi po przyjęciu komunii św…. Jest cicho, spokojne, jakby każdy widział Boga, jakby z nim rozmawiał…. Na pewno atmosfera, jaką stwarzają księża pomaga w  zrozumieniu tajemnicy wiary.
Bóg jest poetą.
I drugi dzień, wspomnienie bliskich zmarłych…
Słonce wciąż dzieli się ciepłymi promieniami, w pracy  spokojniej  i mogłam być na mszy. Dziś  proboszcz celebrował i miał kazanie.
Mniej ludzi, nie było chóru, tylko dwie osoby śpiewały, nie było kadzidła ani jednego lektora.
Był Bóg, ksiądz i my.
Skromność przemówiła.
Celebracja tej mszy była równie mocna we wzruszenie, jak dzień wcześniej.
Komunia, jaką młodzi stworzyli, piosenki, jakie zaśpiewali harmonizowały z gestami księdza, jego słowami, tonem głosu. Pełna synchronizacja.
Nie można przejść obojętnie, obok takiego spotkania.
I znowu łzy.
Czułam obecność babci. Przypominała mi o dniu jej pogrzebu i ciepłych promieniach słońca, a więc i światła…. Jakby chciała powiedzieć: Jak będziesz widzieć ciemność…
Przypomnę Ci o słońcu… Uśmiechnęłam się..
Poznałam nową świętą, Odylia, lub Otylia  o której proboszcz opowiadał…
Według życiorysu z X wieku Odylia urodziła się niewidoma i dlatego jej ojciec Adalryk, aby uniknąć hańby, postanowił ją zabić. Matka Betswinda uratowała ją i przekazała na dalsze wychowanie do klasztoru Baume-les-Dames. Według legendy Odylia w czasie chrztu udzielonego jej przez biskupa św.Erharda miała odzyskać wzrok.
Ojciec nie chciał jej znać, do tego stopnia, gdy jeden z braci przyprowadził ją na zamek, ojciec nie wahał się go zabić…
Książę pozwolił córce wrócić do domu, ale kazał jej pełnić obowiązki prostej służebnicy..
À Gdy umierał, Odylia miała wizję  jak był w  wielkich męczarniach… Przez trzy dni modliła się za niego…  Bóg jej wysłuchał, ojciec został wyrwany z sideł Szatana mocą modlitwy Odylii…. Jest orędowniczką w chorobach oczu, uszu i bólach głowy.
Proboszcz przekazał ważną rzecz, aby modlić się za dusze w czyśćcu, o to, aby powiedziały Bogu- Tak…Prostota modlitwy, jest łaską żywej wiary. Co jest najpiękniejsze Bóg zawsze mówi:, Jeśli chcesz…Daje wolność wyboru, jakiej człowiek nie potrafi dać. Bóg nie szantażuje, człowiek w swojej pysznej postawie robi z Boga bożka, twierdząc, że jest chrześcijaninem…

A On przychodzi w twarzy biednego, złodzieja, złośliwości sąsiada, szefa, w rodzicach, którzy nie potrafili dać przykładu, we wszystkim, co trudne, w chorobie, odejściu ukochanej osoby, w zmaganiu się z samym sobą…
Co ty na to Mu odpowiesz?

Tajemnice zdrowego życia w codzienności

DSC_0839„Jego szkoła nacechowana była troską o zdrowie chorego” -tak piszą o Hipokratesie, ojcu medycyny…..
Jak wiele się zmieniło od tych czasów. Wynaleziono leki, metody, sprzęty medyczne…. Jednak lekarze zapominają o swoim powołaniu.
Ilość  operacji plastycznych, sprzedawanych leków, są tego dowodem. Masakrowanie swojego ciała, tylko, po co??
Głównym problemem jest cierpiąca dusza. Żadna operacja plastyczna, ani psychotropy, nawet najlepsza terapia nie uzdrowi człowieka.  Na chorobę duszy, która rozprzestrzenia się z prędkości światła jest….???
Każdy z nas może sobie odpowiedzieć na pytanie: Czy ja mam czas Żyć???
Tak bardzo lubimy grabić do siebie, i to szerokimi grabiami,( ba oczywiście to, co nie nasze)troską nazywany pracoholizm.
Troska o zdrowie chorego – studia medyczne nauczą metod, ale nie troski. Jeżeli młody lekarz, ma pasję odkrywania swojego powołana, to będzie troskliwym lekarzem. Inaczej, stanie się bogaty i technicznie dobry, aczkolwiek, z biegiem lat, powołanie stanie się jedynie zawodem, który go może go wypalić. ·Lekarz według Hipokratesa powinien być sługą Natury.
Niedawno odkryłam św. Hildegardaę ,która była sługą Boga i Natury. Jak na tamte czasy, kobieta respektowana i słuchana przez ówczesne elity. Nie musiała krzyczeć, że jest feministką. Hipokrates, także wspomagał naturalne procesy zdrowienia. A teraz, lekarze przepisują na wszystko leki. Jakby one miały monopol na wszystko, a nie mają, są ulgą, czasami pomagają, aczkolwiek bez troski są puste….. Pr. Marquette, zapoznał mnie z troskliwością, bez wchodzenia w poufałość, bez zbędnych słów, gestów, dając przestrzeń do odkrywania moich eozynofilii mojego ducha i organizmu. Pomimo obowiązków, jako ordynator, konsultacje, studenci, projekt,”Air” na skale światową, w którym, bierze udział ,kolokwia, … 32 lata powołania bycia lekarzem,mowi samo za siebie. Może śmiało powiedzieć :brakuje mi czasu… A jednak tego nie robi, jest spóźniony, ma tysiące myśli, a jest Obecny, nigdy nie wyszłam od niego niewysłuchana. Bo każda sekunda jest dla niego bezcenna. Jest uczniem Hipokratesa, robiąc karierę, stawia pacjenta, jako swoje wyzwanie. Nie mając czasu, wykorzystuje go jak najlepiej potrafi. A może to jest jego sekret… Może, dlatego każda konsultacja to oczarowanie, w świecie gdzie człowiek tak rzadko patrzy z radością na drugiego, bez jakiekolwiek chęci zysku. Póki, co, próbuję toksyczne krople krwi ubezwłasnowolnić, dzięki opowiedzianej historii z wielką Troską przez profesora. Leczy także moja duszę. Troską. Bez zbytniego analizowania. Jedynie pasjonaci tak potrafią…. Pasjonaci Życia.
Gdy byłam na kolejnym sprawdzeniu krwi, czy aby eozynofile nie świrują, pielęgniarka z delikatnością, zapytała o moje zdrowie i gdy jej powiedziałam, co mi dolega, poleciła mi wino z lawendy, które oczyszcza płuca, I do tego zioła, które pomogą lepiej funkcjonować płucom. Uśmiechnęłam się, bo właśnie to św. Hildegarda, jest polecającą, inspirowana się Hipokratesem. I tak odkryłam świętą. Jakby nie było doktor kościoła, jako czwarta kobieta w jego dziejach. Mistyczka, wizjonerka komponowała muzykę i dbała o zdrowie ducha i ciała. Jak to mówią „w zdrowym ciele zdrowy duch”. Jej dzieła mają moc, tak jakby kontynuowała dzieło uczniów Hipokratesa, pokazywała siłę naturalnych środków, dodając szczyptę Bożej Miłości. Niezwykła średniowiecza kobieta. Dziś jej dieta, zdrowe odżywianie cieszy się dużą popularnością. Czasami sklepy internetowe, skupiają się tylko na zarabianiu, nie biorąc pod uwagę, jej rad dotyczących choroby duszy….. Jako benedyktynka, przełożona klasztoru, wie więcej o ciszy, medytacji, harmonii człowieka, modlitwy. Sama dieta nie uzdrowi smutku, głupoty, nie rozpromieni twarzy.
Lekarze, często nie biorą pod uwagę, tego aspektu zdrowienia. Nie mają na to czasu, lub kompetencji. Mój profesor, ma talent do: krótko i sensownie. Bierze moje refleksje pod uwagę, czasami na nich bazuje.
Egzorcysta Gabriel Amorth, napisał książkę o współpracy psychiatrów I księży. Choroba duszy, jest o wiele cięższa, niż tak zwana depresja. A może depresja jest chorobą duszy, tylko tak została nazwana ze względu na laicyzację. Prywatność staje się kolejnym nieporozumieniem, a zarazem Internet idzie w drugą stronę, obrzucając błotem i  tym sposobem, człowiek traktuje siebie jak śmiecia.
Natury wciąż nie znamy, a rady średniowiecznej św. Hildegardy są analizowane przez dietetyków. Gdy panuje moda na wegańskie dania, święta, swoim życiem pokazała, że nie samym chlebem człowiek żyje…
Hipokrates, wyczuwał także potrzebę scalenia człowieka.
W roku 1948 Światowe Stowarzyszenie Medyczne sformułowało Deklarację Genewską, która jest bardzo zlaicyzowaną i ogólną następczynią starożytnego tekstu.
Doktor H. Newman w swojej książce, Cień Hipokratesa podkreśla jak wielką rolę ojciec medycyny przykładał do budowania relacji z pacjentem opartej na wzajemnym szacunku oraz zaufaniu. Jak podkreślał, – najlepszym lekarzem jest ten, który potrafi przewidywać dalszy przebieg choroby.
Niektórym lekarzom udaje się stanąć na wysokości powołania.
Przysięga lekarska z Deklaracji Genewskiej, była zmieniana 4 razy. Zastanawiam się, po co?
Środowisko medyczne skarży się na dużą ilość pracy, pacjenci skarżą się na długość oczekiwania, na brak kompetencji, czy też brak informacji czyni ich ignorantami.
Pr Marquette pokazuje, że wszystko da się połączyć.
Wystarczy usiąść i uczciwe się przyznać
Czy to, co robię ma sens?
Czy aby mnie nie niszczy?
Czy to, co robię, wykonuję uczciwie?
Niesamowite jest to, że w świecie tak bardzo dostępnym informatycznie,:zakupy ci przywiozą, obiad także, większość spraw możesz załatwić internetowo, możesz nawet pracować z domu, samochód to podstawa, a coraz mniej czasu mamy
Nawet do kina nie musisz chodzić, możesz sprzęt do mieć u siebie, nie mówiąc o sprzętach domowego użytku….
A jednak, najnowsza choroba naszego wieku to: BRAK CZASU!!!!
Ciekawe jak to psychiatrzy kiedyś wytłumaczą??

Tymczasem Pr Marquette uczy:Bądź wrażliwy na uwagi innych. Chroń słabszych. Odwagę uczyń pasją codzienności. 32 lata pasji bycia lekarzem, wciąż pełnym życia , mówi samo za siebie….

CUDA SA TAK WRAZLIWE

DSC_0502Gdy leciałam do Polski na pogrzeb babci, na lotnisku wpadła mi w ręce książka” L ‚Homme – joie”.

Niezwykle jest to, że miałam ją na liście do mojej biblioteczki. Napisał ją Christian Bobin. Nie musiałam jej szukać. Babcia mi ją podrzuciła, abym się za bardzo nie smuciła jej odejściem z tego świata.Oczywiście książkę kupiłam, sam tytuł zmusza do uśmiechu.

Człowiek – radość, interesujący tytuł i treść książki bardzo bogata.

Bobin otrzymał nagrodę z Akademii 2016, a w 1993, Prix des Deux Magots za książkę religijną Le Très-Bas (w wyd. polskim Najniższy) o św. Franciszku z Asyżu. Za tę samą powieść otrzymał w tym samym roku Grand Prix Catholique de Littérature.
‘’Życie nie kończy się, rzadko jesteśmy na szczycie naszego życia-te słowa przeczytałam dotykając chmur. Niesamowite, że właśnie ta książka mnie zaczepiła, wprowadziła w życie a nie śmierć. A przecież leciałam na ostatnie pożegnanie babci.
‘’To, co widzimy nas przemienia. To, co widzimy, daje nam prawdziwe imię’’ – pisze Bobin.
‘’Sama świadomość nie oświetla nam drogi, tylko prawdziwe światło płynące z głębi naszych serc. Najpiękniejsze jest odkrywanie’’- dodaje.
O miłości i śmierci pisze tak – ‘’miłość przychodzi, gdy ktoś obok ciebie jest jak rzeka, jak gwiazda, jak kwiat wiciokrzewu, który upija swoim zapachem. I ta, która jest pod ziemią, nie, nie jest pod ziemią, jest przy Aniołach, i pewnie zna ich imiona……Ona jest przy tobie. W szafie błękitnego nieba, biała suknia. Wyciąga proszek śmierci. Wieczność suszy’’….

 I pyta siebie czy jest normalny. Odpowiedź brzmi: nie. I wcale się tym nie martwię-sam sobie odpowiada.’’ To, co się liczy to siła radości, która odbija się w szkłach naszych oczu. Jedno objawienie i wszystko jest uratowane’’. Zgadzam się z nim.
Większość ludzi zamyka oczy na cuda. Brak prawdy jest gorszy niż koniec świata-dodaje.
Wzruszyły mnie jego przemyślenia, po raz kolejny niebo podsunęło mi dobrą lekturę. Słowa przesiąknięte życiem.
Bóg nie umarł!!! A więc skąd ten płacz. Skoro Bóg nie umarł, to i babcia żyje i moi rodzice, pomimo że nie widzę ich uśmiechu, oni żyją, w każdym wspomnieniu. I właśnie  taka książka  przyszła do mnie i otarła mój smutek. Przypomniałam sobie jak leciałam na pogrzeb taty, na lotnisku, mały chłopczyk podszedł do mnie i wziął mnie za rękę, nie pamiętam, co mówił, zapamiętałam jego imię: Mathieu, pokazał mi swoją mamę i przez chwilę był moim Aniołem. Otarł moje łzy. Niezwykle spotkanie. Kilka miesięcy przed śmiercią mama powitała mnie oczami pełnymi miłości… Było to ostatnie nasze spojrzenie na tej ziemi.( Gdy  piszę te słowa, łzy spływają po policzkach. Łzy zgody, łzy wzruszenia, łzy spokoju)
Anioły istnieją  i nas kierują, do bezpiecznego portu. Bobin, mi o tym przypomniał.
Życie łączy się ze śmiercią. A śmierć łączy się z życiem.
‘’Cisza jest prezentem od Aniołów, którego nie chcemy otworzyć’’-pisze.
I ma rację, nawet w kościele człowiek nie potrafi ciszą modlić się .
Łatwo jest nic nie mówić, trudniej uciszyć myśli. Trudniej żyć Prawdą. Trudniej wyrazić siebie, gdy inni ludzie nie patrzą na ciebie. Widzą tylko ekonomiczny zysk lub stratę…
Niedawno byłam w towarzystwie, gdzie jedna osoba, którą znam, nawet nie spojrzała na mnie, nie skierowała ani jednego słowa, a siedzieliśmy przy jednym stole. Dla tej osoby byłam niewidzialna. Smutno mi się zrobiło, zwłaszcza, że rzadko się widujemy. Próbowałam sobie przypomnieć, czym mogłam ja urazić, być może ktoś przykleił mi etykietkę. Moja obecność jej przeszkadzała. Próbowałam zagadać, mur rósł jeszcze większy.  Zaskoczona sytuacją, dostałam lekcję, aby nie zachowywać się w taki sposób, szczególnie gdy nie znam osoby.Uczę się w takich sytuacjach, życzyć  dobra. Nie zmienię jej etykiety, jaką ma na mój temat, jednak toksyczne emocje zanurzam w źródlanej wodzie życzliwości. I szybko zapominam. I staram się nie wracać. Syzyfowa praca.
Na koniec Bobin opowiada o spotkaniu z filozofem i kwiatami.
‘’ Być może to radość być tylko pyłem. Kwiaty śmiały się wszelkimi kolorami… Słowa filozofa były pełne pokoju i promieni światła, były dobrem, były czyste, a jednak śmiech był większy, lepszy…. Pochodził z głębin gwiazd.. Kwiaty szeptały: popatrz, nie ma drzwi, istnieje tylko nasz zapach, kolory, nasz śmiech. Dlaczego szukać czegoś, gdzie indziej.

Spoglądam w Niebo. Nie ma drzwi, albo drzwi są od zawsze otwarte. Spoglądam i słyszę śmiech, śmiech kwiatów, którymi nie można się nie podzielić”….Tak jak Życiem, nie można się nim nie dzielić. Zresztą nie da się inaczej…. Dlatego tak wielu cierpi na depresję..
To, czego będzie mi brakować w wieczności to książki i listy. Reszta będzie rozkoszami, które dziś są tak wrażliwe…
Zycie jest tak wrażliwe, tak kruche, tak niezwykłe….
Zwykle odpowiada na moje prośby. Tylko ja często jestem gdzie indziej i twierdzę, że nie mam czasu.
Bobin jest poetą, który łączy Wieczność z Życiem na Ziemi, naszej niebieskiej planecie.
Niezwykle spotkanie, książka pełna Nadziei. Słowa żyją swoim życiem, raczej się spodziewałam filozoficznego opisu Radości, a tutaj zaskoczenie (książki zwykle intuicyjnie wybieram, tym razem tytuł do mnie przemówił)
To zmarli zapalają lampy Życia …..
Ciekawe, jakie prezenty od babci jeszcze dostanę….
I przypomniało mi się, jak dostałam od mojego profesora pullmologa  pierwszy list, (czyli najzwyklejszy opis, który był skierowany także do mojego lekarza rodzinnego) i na końcu podpisał się:

Sensible  à votre attention….I tu mnie oczarował..Zwykle na końcu pisze się z poważaniem… A tu…
Wrażliwy na waszą uwagę…
I życie zaczęło powoli wracać….
Jak pisze Bobin
Cuda są tak wrażliwe…
A co dla ciebie jest dziś cudem?

Kazdy z nas może odkrywać tajemnicę samego siebie

DSC_0823-Wiesz, co  pracowałam z taką Klaudia ona w czwartek miała urodziny 32 a w piątek zmarła, bo dostała wylewu….Była w Polsce i podobno bolała ją głową przez 4 dni i pojechała do szpitala….
-Czasami śmierć przychodzi bez zapowiedzi.
-Pracujemy, gonimy ,coś chcemy mieć niby to, na co dzień ważne, ale tak naprawdę bez sensu, bo boli Cię głowa idziesz do szpitala i nie wracasz…
-No właśnie niby ważne.·-Brakuje nam rozmów…..brakuje zrozumienia….
W takiej rozmowie SMS  miałam zaszczyt uczestniczyć. Jasne byłoby jeszcze lepiej, jakbyśmy mogły porozmawiać, przy kawie, uśmiechnąć się do siebie nawzajem.
Śmierć uczy!!! Po moim wpisie o  śmierci babci moja chrześnica zaskoczyła mnie swoimi przemyśleniami, ·Gdy świat, młodych uczy życia na walizkach, braku szacunku do samego siebie
pisze tak -” Ciociu, czytając Twój ostatni wpis, coś we mnie uderzyło… Dziękuje Ci za to, jakie emocje w tym momencie we mnie obudziłaś. Zostaje tu z refleksja,…..
Dalej kontynuuje -” Babcia, to najbardziej gościnna i rodzinna osoba.. A Dzięki babci mam cel, jakie cechy kształcić w swoim życiu. Prostota i szczerość Obecności….
Ta młoda dama, postawiła poprzeczkę światu i swoim najbliższym. Wierzę, że jej się uda!!! I całym sercem jej dopinguję. Bo nie sztuką jest zarabiać dużo pieniędzy, sztuką jest żyć w zgodzie z samym sobą. I nie zapominać o gościnności, o najzwyklejszym zdaniu: Jak się dziś czujesz? Czy jest, co mogę dziś dla ciebie zrobić? Pamiętam o Tobie!!!….
Szanuję twoją ciszę!!! A nie obrażać się, gdy ktoś się do nas długo nie odzywa.
Dziś w pracy, wpada na piętro dziewczyna, i mówi do innej dziewczyny: „ e Italienne” i zwraca jej uwagę, nie widziała mnie, i jak tylko mnie zobaczyła to się zmieszała. Tylko, że ta włoszka, ma imię. I to, że ktoś pracuje dłużej, nie oznacza, że ma się tak odzywać do osoby o mniejszym stażu pracy. Nie dosyć, że w urzędach jesteśmy tylko numerami i nazwiskami, to i w życiu codziennym, ludzie nas byle jak traktują. A my się im odwdzięczamy, albo  zalewają nas słowami, które mało znaczą: mój skarbie, mój kurczaczku…
Brakuje nam rozmów!! Prawdziwych, niebanalnych, i tych o niczym.
Samotność rośnie jak grzyby po deszczu, nieumiejętność wysłowienia się, chroniczny smutek, jest gorszy od plag egipskich. Zabiera życiodajny oddech. Plaga żab, to nic w porównaniu ze smutkiem.
Konstruktywna rozmowa, połączona ze śmiechem jest terapią. Piękno śmiechu ze łzami w oczach, zaraża dobrym humorem.
Śmierć nigdy nie jest w czas.
A może, gdy zaczniemy ze sobą rozmawiać, to i nauczymy siebie nawzajem słuchać.
Słyszymy bzyczenie muchy, a nie słyszymy zaproszenia od Radości.
Widzimy plamę na ubraniu, a nie widzimy spojrzenia Zachwytu.
Wyrzucamy na śmietnik niepotrzebne rzeczy, jakbyśmy mówili: biedni i tak wygrzebią.
Obcym mówimy komplementy, a najbliżsi płaczą w ukryciu, bo brakuje nam dla nich czasu…
A gdy odchodzą…. Żałujemy…. Lub nie….
Tylko wtedy jest  już za późno…. Czas na ziemi został wypełniony…
Tylko czy pojawi się refleksja, jak u moich dwóch rozmówczyń??
Chcę Ci powiedzieć, że jesteś ważny!
Dla wszechświata!
Dla twoich bliskich!
Nie pozwól, aby twoje życie stało się prochem, już za życia.
Jezus zostawił pusty grób. Weź z niego przykład!!!
Nie bój się żyć prawdziwie!
Bez udawania!
Bez zbędnych słów!
To jest lot bez spadochronu
Zero zabezpieczeń!
A Życie odwdzięczy się.

Wykrzycz światu – Eureka!!!!!!!

 

 

Niech wdzięczność zagości na stałe w naszych domach

 DSC_0025

Ave Maria Cacinni, było mocnym w emocje momentem…
Piątek 15. 09.2017. Słońce, jak zwykle w Nice, rozdawało swe promienie. Byłam u znajomych francuzów, opowiadałam im o mojej babci, która w skończyła w  tym roku 95 lat. Spontaniczne myśli popłynęły w jej stronę.. Bardzo radosne myśli…. I pomyśleć, że właśnie wtedy Stwórca powołał ją do siebie.
I gdy wracałam od francuzów, miałam godzinę wolnego, przed pracą. I wybór: albo zrobienie zakupów, albo chwila modlitwy w kościele… Nie wiedząc, że babcia umiera, wybrałam chwilę modlitwy. Spontanicznie odmówiłam jedną część różańca.
Była to modlitwa wdzięczności. Szczególne za lekarzy, (jako że dzień wcześniej byłam na wizycie u mojego Anioła Stróża – Marquette, mojego lekarza) ·Niesamowite jest to, gdy babcię próbowali ratować, modliłam się za lekarzy.
Będąc w pracy dostałam wiadomość – babcia nie żyje!!!
Wdzięczność, którą wyniosłam z chwili Ciszy, towarzyszyła mi.Smutek się pojawił, aczkolwiek nie przysłonił wdzięczności.
Pewnie to babcia załatwiła mi tani bilet i  wolne kilka dni, których nie będę  odrabiać.
Warszawa powitała mnie deszczem .Mieliśmy opóźnienie, aczkolwiek udało mi się zdążyć na busa, do mojej rodziny. Niebo płakało za babcią. Na miejscu, rozgwieżdżone niebo mnie przytuliło, zapach krzewów rosnących w ogródku, zakręcił w głowie.
Ciocia zrobiła krokiety, tak pysznych jeszcze nie jadłam.
Próbowaliśmy nie użalać się nad śmiercią babci. Każdy z nas przekroczy tę bramę.
Piękny przeżyty wiek, dużo tragedii i radości.
Chciałam zapamiętać ją, jako radosną osobę,
I taką ją widziałam. Wróciły wspomnienia z dzieciństwa, jak gotowała moje ulubione potrawy, jak broniła mnie, gdy mama krzyczała, jak piekła chleb i pyszne bułki drożdżowe. Babcia zawsze miała schowane słodycze, idąc do sklepu się przebierała, oczywiście wychodziłam bez pozwolenia, czasem mama zamykała mi drzwi, to pukałam do okna w pokoju do babci, aby mi otworzyła.
I myślę, że moje poszukiwanie Prostoty, zaczerpnęłam od babci. Zwłaszcza Prostoty wiary, zrozumienia, że nie żyję tylko dla siebie, ze inni obok mnie są świadomi lub mniej świadomi… A nie tylko lepsi lub gorsi.
Każdy jej dzień kończył się modlitwą różańcowa. Przykład!!!
Młodzi krzywią się jak trzeba odmawiać różaniec, a ja nie tak dawno odkryłam wielką moc Matki Jezusa.  Babcia nie czytała św. Augustyna, ani nie była na rekolekcjach ignacjanskich. Wystarczyła jej Maryja, aby nie mieć wątpliwości wiary.. Polecając Jej wszystkie troski, chroniła naszą rodzinę.
Czasami nie wiedząc gościmy Aniołów, babcia była gościnna. Przyjmowała, innych, nie po,  aby się pokazać, nie po to, aby się pochwalić.  W szarej codzienności była promykiem słońca.
<Człowiek mający pokój w sobie, nie podejrzewa ciągle innych, nie wypomina im, nie krąży jak sęp, gdy drugi się potknie<..Babcia o pokój serca nieustannie walczyła.
W niedzielę rano, kuzynka przyniosła mi kawę do łóżka .Uroczy gest.
 Ksiądz proboszcz na mszy sw , mówił o mocy przebaczenia. Wszyscy wiemy, ale nieliczni są świadomi, nie tylko w życiu duchowym. Przebaczenie jest dobrowolnym gestem wobec samego siebie. Gdy ciągle zrzucamy winę na barki świata, polityków, rodziny, mamy egoistyczny obraz samego siebie. Zrozumieć drugiego to przebaczyć mu. Nigdy nie jest to łatwe, nasz rozum przechowuje stare żale, których nie trzeba szukać, są jak na zawołanie. Ważne przypomnienie.
Była to  celebracja 15-lecia zespołu ludowego ,,Cmolasianie”,do którego należy ciocia.
Babcia lubiła imprezować.Stwórca wybrał jej termin, powrotu do domu Ojca, świętowanie kultury wsi.
Deszcz kropił, niebo wciąż płakało, i wdzięczność wciąż fruwała w powietrzu.
Poniedziałek, dzień ostatniej drogi babci obfitował w różne niespodzianki. Słońce od samego rana ogrzewało ziemię. Przygotowywało się, na pożegnanie.
W południe, usiadłam na huśtawce i słońce wzięło mnie w swoje ramiona, pozwoliłam mu się porwać.
 Msza pogrzebowa zamieniła się we wzruszenie delikatności Boga. Ksiądz proboszcz, pomógł nam zrozumieć jak Bóg nas kocha.
Mówił o  delikatności Boga, porównując do  matczynej miłości. Czytanie z  księgi Izajasza  przeprowadziło nas z życia na ziemi, do życia wiecznego.. <Ja ,nie zapomnę o Tobie> I W  tym aspekcie przypomniał życie babci. Dla mnie wzruszające było, gdy podziękował jej zwracając się do niej: Mario dziękuję. Przykład, bo to ja mam o ile więcej, za co jej dziękować….
Księże proboszczu dziękuję za przypomnienie, o byciu łagodnym i uważnym w byciu z drugim człowiekiem.
Liturgia pogrzebowa jest dostojna, wzywanie świętych, Aniołów, Matki Bożej, psalmy, które mówią, że jesteśmy pielgrzymami, i abyśmy zakorzenili się w Bogu, a nie w świecie, wzrusza, upomina, zachwyca.
Bramy nieba  otwierają się.
Na uwielbienie, 17 letni młody człowiek zagrał utwór Ave Maria- Cuccini. Dźwięki, które wydobył ze skrzypiec, sprawiły, że wszechświat na chwilę umilkł, a my razem z nim… Babciu ten utwór był dedykowany Tobie, a my mogliśmy nasz słaby słuch, wzrok, smak, węch, dotyk, bardziej wyostrzyć. Aby stanąć w prawdzie przed samym sobą i Bogiem. Wyrzucić strach, przytulić się do kochającego Ojca. Wzniosła chwila!
I gdy zapytałam, jak się nazywa ten utwór gratulując wyboru usłyszałam: dziś rano przyszedł mi ten pomysł do głowy. Zagrał go sercem. Piękno wypuścił z wydanych dźwięków. Człowiek tworzy, Stwórca nim kieruje.
Ten utwór, ma ciekawą historię..
I gdy szliśmy za trumną na cmentarz ,to  prosto w słońce, które delikatnie muskało nasze twarze, szeptało; „nie bój się robaczku, ja ciebie ukochałem, zadbaj o tych, którzy idą obok ciebie”, a  uśmiech babci odbijał się w promieniach słońca.
Babciu zgromadziłaś , trzy pokolenia które szły za tobą, i modliliśmy się twoją ulubioną modlitwą. Wspólnie, i tym sposobem upomniałaś nas i przypomniałaś nam: dbajcie o siebie nawzajem, chronicie spotkania rodzinne, póki macie czas… Bo jutro może nie nastąpić ”
Jak powiedział ks. proboszcz”, Gdy pomyślisz o swojej mamie, pomyśl o miłości Boga. ”
A ja, gdy będę myśleć o tobie, babciu, będę pamiętać o modlitwie różańcowej, o byciu w jedności z rodziną, i tymi, których spotykam na swojej drodze. Słońce, które dziś tak delikatnie ocierało nam łzy, będzie mi przypominać Ciebie. Dzień wcześniej było brzydko, zimno, ponuro, a w dniu, gdy ciebie zegnaliśmy, błękit nieba i słońce przypominały nam o Nadziei!!! O szlachetnym pochodzeniu każdego człowieka. O powołaniu do świętości w codzienności.

Mogliśmy wspólnie celebrować w ubiegłym roku Boże Narodzenie ,było rodzinnie, tak dawno nie udało nam się wspólnie celebrować spotkania .. I Wielkanoc także mogłam być z Toba i w czerwcu widziałyśmy się po raz ostatni na tej ziemi. Stwórca tak zaplanował.
Celebracja wspólnego posiłku, było kontynuacją bycia razem, odkrywanie siebie nawzajem. Moc więzi rodzinnych, niczym pajęczyna złapała nas w swoją sieć. Byśmy tej sieci tak często nie zrywali. Tak łatwo to nam przychodzi.
Piękne spotkania, obce twarze, które stają się bliskie, moc wspominania z radością. Moc najzwyklejszego bycia przy stole. Tak rzadko spędzamy wspólny czas z  wyłączonym telewizorem ,komputerem, odłożonym telefonem. Nie jest łatwo odnaleźć się, zwłaszcza młodym…
Córka kuzynki ma łatwość w wychodzeniu do drugiego człowieka i wzrusza się pięknem(A ma dopiero 17lat.) Seweryn podzielił się swym talentem. I tego się trzymajmy. Niech piękno nigdy nie zniknie z naszej rodziny. Celebrujmy je. Dzielmy się nim. Nie pozwólmy mu odejść.
A na koniec, przeniesienie się na szlak św. Jakuba. To była niezwykła niespodzianka,móc porozmawiać o pielgrzymowaniu, z kimś kto również szuka inspiracji na Szlaku św. Jakuba.
Była przypomnieniem: Jesteś w drodze, trzymaj się prostoty bycia i cieszenia się z tego, co dostajesz, z kim przebywasz, gdziekolwiek  będziesz . O tym aspekcie Drogi dzieliliśmy się. Św. Jakub też był z nami i uśmiechał się . Tak krótki czas, a tyle wydarzeń, tyle pięknych ludzi babcia zgromadziła.
Babciu dziękuję. I do zobaczenia!!!
Z nadzieją, że będziesz mnie pilnować i chronić naszą rodzinę!!!!

 Na lotnisku w Warszawie czekając na samolot, trafiłam na racuchy z jabłkami, które były nowością… Babcia często robiła racuchy, bardzo je lubię… Uśmiechnęłam się, babcia zadbała o takie pyszne śniadanie……
W tym momencie, gdy piszę te słowa, ląduje na lotnisku w Nice.  Lądowanie w Nice jest zawsze spektakularne.  Mając wrażenie ładowania na wodzie.

Nie bój się wypłynąć na głębię, rozbijając się o brzeg szepnęło morze.
Uśmiechnęłam się……. _20170920_205821
„…. Nie domykajmy drzwi, może niebieski motyl wleci
Czekajmy na ten świt, może nadzieja nas oświeci
Nie domykajmy drzwi, zawróćmy porzucone słowa
Nie domykajmy drzwi, może zaczniemy żyć od nowa”…. Niech słowa tej piosenki będą  spotkaniem z  Życiem pełnym zachwytu, prostoty ,dobra, szlachetności.

Wszystko ma sens!!!!!Tylko często nie mamy odwagi tego zobaczyć …..

Na Ziemi jesteśmy tylko na chwilę

DSC_047214 lipiec 20016 w Nice nie zakończył się dobrze…
Rok później, uroczystości z wielką pompą…..
Macron, Hollande, Sarkozy, powitani przez Estrosi, szefa miasta Nice. Wielka scena, koncerty, defilada samolotów. I najważniejsze, rodziny zmarłych…. Bo to dla nich te uroczystości miały miejsce.
Rano, obudziłam się z obrazem, ciężarówki, która wjeżdża w tłum…. Ten obraz wrócił, jak bumerang… Panika I szokujące wieści, 86 osób zginęło…Żyjemy w stanie wojny…. Europa, wcale nie jest od niej uwolniona. Nie jesteśmy bezpieczni. Jednak nie możemy panice pozwolić na instalację. Żyć, pomimo wszystko!
Policja, wojsko, barykady, bariery, kamery-tak wyglądała sceneria 14 lipca 20017 w Nice…. Wcale nie czułam się bezpiecznie, świadomość, że jesteśmy osaczeni przez terrorystów, którzy w każdej chwili mogą uderzyć…. Oni nie boją się niczego…
Przemówienia, łzy, czytane Imiona, tych, którzy stracili życie….
Czy szefowie państw, są w stanie zapewnić bezpieczeństwo? Nie jestem, tego taka pewna….Być może zaprzestanie strzelania do siebie nawzajem oskarżeń, mogłoby by pomóc, w stworzeniu dialogu…
Męczące są słowa bez pokrycia, a człowiek ich zbyt wiele wypowiada….
Bądźmy razem. Bez tłumaczenia, osadzania, wytykania, kto jest nieodpowiedzialny, a jeżeli już, to nieśmy konkretną pomoc….
Wieczorem koncert orkiestry Filharmonii z Nice, z chórem Opery…. Ok 80 śpiewaków I muzyków….. Zaproszony Giuseppe Verdi słuchał z nami…Wraz z Jean-Sébastien Bach, Astor Piazzolla, Carl Orff et Giacomo Puccini.
Nabucco-słynna opera, I słowa pełne wiary….’’ Tragedio , nieś dźwięk gorzkiego żalu, lub naucz się od Pana zgody ! By znaleźć siłę w cierpieniu.’’
Niezwykle połączenie akordeonu i orkiestry, trąbki miały swoje pięć minut…. Otuleni muzyką, byliśmy bezpieczni. Niestety człowiek, nie potrafi zamknąć ust… Niby  taki dorosły, a podczas koncertu, musi mówić…. Boi się swoich emocji…
Próbowałam zamknąć oczy, przytulić się do roztańczonych nut, zachwycić się utworami .Wszystkie mówiły o wolności i szacunku…Idealnie dobrane ,drzewo życia na scenie…
Minuta ciszy, o godzinie ataku, była mocnym przekazem. Ludzie wreszcie przestali mówić. Nice wstrzymała oddech.. Wpatrzeni w niebo, prosiliśmy o Pokój…..
Duże ekrany, z bliska pokazywały muzyków, a na koniec Zatokę Aniołów… I to było wzruszające…. Ja tutaj mieszkam…. Poczułam się częścią tego miasta…Współczucie I wdzięczność mieszała się ze sobą…
Najbardziej wzruszająca, była piosenka Calogero,, francuskiego muzyka, który napisał piosenkę: „  Sztuczne Ognie „.
Bardzo osobista piosenka. Przekaz klarowny. To nie przypadek, że to właśnie On zaśpiewał…Wielu muzyków napisało teksty po zamachach…. Miał być Calogero. Czarne pianino i jego osobowość harmonizowały ze sobą….W takich chwilach czas przestaje istnieć…. Nie ma miejsca na udawanie, jego wrażliwe serce chciało się podzielić. Zaśpiewał po mistrzowsku, Verdi wprowadził nas w klimat Życia i Cierpienia, a  Calogero uwrazliwił nasze serca,  przeniósł nas  na łąki  ziemi po której stąpamy  Tu i teraz! Ofiarujmy innym światło !! Jesteśmy tylko na chwilę. Jesteśmy jak te sztuczne ognie,  odbijające się w oczach drugiego człowieka…. Bądźmy światłem… Bądźmy dobrzy..
I gdy na koniec chciał powtórzyć ” Nous sommes comme les feux d’artifice.” … Łzy mu poleciały, wzruszenie osiągnęło zenitu, płakał I nie dokończył..Opuścił scenę () mnie przeszły ciarki, dawno nie zostałam dotknieta tak cudną chwilą)) … Orkiestra  zakończyła….W ułamku sekundy, piękno przemówiło. Wszystkie słowa musiały umilknać… Nie mogliśmy przejść obojętnie,obok tak autentycznego zachowania…Spontaniczna reakcja oklasków,była wybuchem wdzięczności… Tak bardzo potrzebujemy takich emocji…. Potrzebujemy autentyczności przekazu.   86 białych balonów z lampionikami w środku, poleciały w stronę Promenade de Anglais. I ok 300 balonów od ludzi. Niesamowity moment, połączenia współczucia i wdzięczności. Calogero nam w tym pomógł, wraz z orkiestrą połączył niebo i ziemię. Ucałował Życie, a my razem z nim… Wycisnał z nas odżywcze soki Piękna i Zachwytu. W  tym samym czasie zapaliło się 86 wiązek światła na Promenade…..Wolność I Braterstwo mocno zabrzmiały…. Nie było obcych, Wzruszenie, łzy, wdzięczność…
A na koniec  zabrzmiał Canon Pachalbela  (mój ulubiony utwór)) Towarzyszy mi w ważnych chwilach, a ta była ważna, była pięknem samym w sobie… Trudnym do zrozumienia, refleksyjnym pięknem…
Rzadkie chwile.
Wracałam do siebie pełna Pokoju, Refleksji i Wdzięczności…….
Bo  jak śpiewa Calogero
Nous sommes comme les feux d’artifice
Vu qu’on est là pour pas longtemps
Faisons en sorte, tant qu’on existe,
De briller dans les yeux des gens
De leur offrir de la lumière
Comme un météore en passant
Car, même si tout est éphémère,
On s’en souvient pendant longtemps….

Zatoka Aniołów nabrała nowego znaczenia… Stąpajac po Promenade de Anglais, nie sposób spojrzeć w niebo…..

Bez innych nigdy nie jesteśmy w pełni kompetentni

DSC_0347Czasami, udaje się w prasie przeczytać o Wielkich ludziach, bez wynoszenia ich do rangi bożka….
Michel Lazdunski-emerytowany profesor biochemii, założyciel Instytutu farmakologii molekularnej i komórkowej, w Nice, światowy specjalista farmakologii kanałów jonowych. Jest członkiem Francuskiej Akademii Nauk. Dostał wiele nagród. Niedawno odebrał Order Legii Honorowej.
„Kanały jonowe mają wielką rolę w przewodzeniu impulsów nerwowych i mięśniowych, a także w przekazie informacji chemicznej z komórki do komórki i wewnątrz komórek. Zaburzenia są wszędzie, także i w przewodzeniu impulsów nerwowych. Kanałopatie mogą być wrodzone (wynikające z mutacji genu lub genów) lub nabyte (często wynikające z autoagresji ataku na kanał jonowy).”Tak twierdzą naukowcy…
Pr Lazdunski wniósł wielki wkład w zrozumienie stanów chorobowych, padaczki, zaburzenia rytmu serca, udaru, niedokrwienia siatkówki i kręgosłupa, depresji, mechanizmu percepcji bólu, gazowych środkach znieczulających.. Bogaty dorobek naukowy. I ten, człowiek, pozostał sobą…. Przy odbiorze Orderu powiedział „… Bez innych, jesteśmy nikim…. Tak podsumował swoją drogę, wiarę w ludzi,  w zespoły, które tworzył, którymi przewodził. Złożył hołd swojej ekipie, ( pewnie nie jednej)… Zaimponował mi! Wielki człowiek.!
Słuchałam jego konferencji (była skierowana do wszystkich, a więc prawie wszystko zrozumiałam) ·Mówił, o farmakologicznych wzlotach i upadkach. O kosztownych badaniach nad lekami, biurokracją, brakiem otwartości  na współpracę z medycyną wschodu, leczeniem bezinwazyjnym… Jako naukowiec, jest prawdziwy, nie mydli oczu, że wynalezione leki, będą pomagać…. Dał przykład, badań nad lekami antydepresyjnymi, które nie zawsze działają. I często badania, nie są do końca na 100% pewne… A w aptece, każdy lek działa… A tymczasem nauka nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego są remisje  depresji…. W ciekawy sposób opowiadał o historii powstawaniu różnych leków, które  wynaleziono przypadkiem.
Rozwój technologii, nie może zastąpić inteligencji człowieka…. Może szybciej postawić diagnozę, aczkolwiek człowiek jest głównym twórcą…. Co chwilę, słyszymy o wynalezionych lekach, niestety to jeszcze nic nie oznacza…. Aby weszły do obiegu, potrzeba, wielu badań i dużo pieniędzy…. Skromność patrzyła mu z oczu, a wypowiadane słowa błyszczały słońcem Nadziei, na odkrywanie leków, które będą ratować człowieka…
I ma rację, biznes farmakologii rośnie, a stworzone leki nie działają… (Dla człowieka chorego informacja, o wynalezionym leku, jest złudną nadzieją, bo niewiadomo , kiedy i czy kiedykolwiek wejdzie ten lek w użycie) Naukowcy powinni bardziej uważnie podawać informacje, media bardziej sprawdzać, to, co przekazują…
Tylko, takich profesorów jak Lazdunski, czy mój lekarz Marquette jest coraz mniej….Pełna harmonia inteligencji i serca .
Oni walczą o człowieka, widzą go, jako całość. Opowiadają a nie tylko czytają z kartki, tworzą historię… I kolejny współczesny mój bohater…..
Nauka to tylko teoria, jeżeli nie idzie z dbaniem o istnienie, to czy ma sens??

Tacy ludzie, są potrzebni światu, naszej Ziemi, zagubionemu człowiekowi, który pomimo rozwoju medycyny wciąż choruje,jest bezsilny wobec cierpienia….

Ziema jest Ci poddana, człowieku

Nic pewniejszego nie ma na świecie, niż śmierć. Przychodzi i zabiera oddech! Znajdzie każdego! Nie pyta, czy jesteśmy gotowi…
Wczoraj, , zapukała do klienta w hotelu,do Rene …
Szefowa, jako pierwsza, odkryła…… Prawdopodobnie był chory…. Kilka dni temu, rozmawiałam z nim…. W jego oczach było wiele smutku…. I byłam ostatnią osobą, która z nim rozmawiała…. Następnego dnia, miałam zapukać, aby uzupełnić barek, (wiedząc, że, miał opuścić hotel, postanowiłam zrobić to później.).. Tymczasem szefowa,   chcąc sprawdzić….Śmierć, śmiała się nam prosto w twarz. Nawet, jak nie znamy osoby, to jednak czarne myśli nas zalewają….Strażacy, lekarz, policja…..

W takich momentach, potrzebujemy się wygadać, potrzebujemy być razem…
Między wierszami, panowała cisza, potrzebowaliśmy bliskości, aby nie zostać samemu…
Nie wiemy, co się stało..
Wiedział, że jest chory, dzień wcześniej był w szpitalu, wrócił do hotelu…. Być może, nie chciał pozostać sam….
Czas, mamy ograniczony, a wiec nie narzekajmy…
W każdej chwili, ty i ja… Możemy zostać wezwani… Bez ostrzeżenia. Bez pożegnania.
Takie wydarzenie uczy miłości, której nigdy nie za wiele, uczy delikatności, wobec spotkanego człowieka…. Rozmawiając z tym panem, czułam się nieswojo… Przez chwilę próbowaliśmy żartować, jednak szybko….Uciekłam… Dlaczego? Nie potrafię tego wyjaśnić… Było coś tajemniczego, mrocznego w jego osobie… Być może… Wtedy śmierć już przy nim była….
Jakby chciała mi powiedzieć:: szanuj życie, szanuj siebie, kochaj miłością z wrażliwością, kochaj z mądrością, kochaj z pasją…. Kochaj, bo jedynie miłość, ma sens…..Nie czekaj, na piękne deklaracje… Powiedz drugiemu; jesteś ważny dla mnie, potrzebuję twojej obecności. Słowa krytyki przefiltruj przez mocno zaciśnięte zęby. Nie mrucz pod nosem. Łagodny wzrok uczyń codziennym masażem oczu. Zadbaj o delikatny uśmiech…Przytulaj, a nie klep po ramieniu…
Puste słowa wyrzuć z siebie, szukaj dobrych słów, które postawią na nogi, które będą nadzieją.
I król i żebrak, są tak samo ważni. Nie rób różnic….Bo one napędzają nienawiść…

W codzienności, odnajdź zielona gałązkę i pielęgnuj ja….

Światło błogosławieństwa płynące w twoich żyłach, da Ci moc, aby człowiek obok ciebie, czuł się dobrze, spokojny, o siebie, że mu, nie dołożysz swoich lęków.

Ziemia, jest ci poddana,a nie człowiek….

Trudna sztuka bycia uczciwym w chorobie

Koleżanka z pracy ma raka płuc. Lekarze dają jej kilka miesięcy życia. Byłam ją odwiedzić w szpitalu. Do końca nie wiedziałam jak się zachowam. Można się przygotowywać, a i tak emocje zrobią swoje. Trudno być naturalnym, wobec cierpienia, które odbija się się w oczach chorej osoby. Wchodząc do pokoju, czułam spokój, ucieszyła się. Walczy o życie. Czy starczy jej sił? Cierpi, pomimo morfiny, którą dostaje… Cierpi, ale nie skarży się. Jest świadoma. Powiedziała mi; widocznie, mam przejść przez te wydarzenia…. Mocne słowa!!. Jest osobą, dyskretną i ciepłą. Rzadko,kiedy, mówi źle o innych. I tak, też cierpi. Nie chce robić nikomu kłopotu. Jej wewnętrzny spokój, jest jej jedyną siłą. Jej twarz emanuje- zgoda na wszystko. I ta zgoda ją kołysze, jest jej  przyjacielem. Ciało słabe, waży ok 30 kg, każde dotknięcie ją boli. Jednak walczy!! Dla swoich wnuków. Chciałaby jeszcze z nimi pobyć, patrzeć jak dorastają… Sens cierpienia. Nie słyszałam, aby się skarżyła :Dlaczego ja!!!!Złamali jej obojczyk (powiedziała; on nie chciał) W pewnym momencie, źle się poczuła.  Młoda lekarka nie za bardzo wiedziała, co ma robić,dwie pielęgniarki, tym bardziej. Próbowały jej zmierzyć tętno, i się nie dało. Dziewczyny, może z bezsilności, a może z braku doświadczenia, były ospałe. Lekarka ukrywała bezsilność. Dopiero wchodzi w świat umierania i ratowania… Nie łatwo jest pracować z chorymi… Każdy lekarz, pielęgniarka musi zmierzyć się z własnym lękiem. Przejść samotnie, jak pacjent, wtedy,empatia miesza się z uczuciem: widocznie miał przez taką drogę przejść. Jedynie praktyka uczy. Taką dojrzałość i pasję ma mój lekarz -szef pulmonologii. Chantal, daje rady. Jest pacjentem, dającą siłę lekarzom, którzy dopiero, co zaczynają widzieć strach w oczach swoich pacjentów. I widzą swój, widzą bezsilność, i albo stają się jak skały, albo stają się towarzyszami-jak mój profesor….. Udało mu się, nie zatracić woli życia. Karmi nadzieją, bo ją ma w sobie, karmi światłem, bo ma je w oczach. W przysiędze Hipokratesa jest napisane:(w orginalne)”W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją”. Przez stulecia zmieniła formę…. Czytając tłumaczenie z oryginału, jest w niej dużo więcej ciepła i szacunku do życia, niż w obecnej formie… Niby to samo. Medycyna, nieustannie się rozwija, a człowiek, wciąż nie może sobie poradzić z cierpieniem.Lekarze, koncerny farmaceutyczne, bogacą się na chorobach. Hipokrates, usunięty. Liczą się cyfry. A pacjent, nie ma nic do powiedzenia… Mojemu lekarzowi, udało się przejść ponad układy drabiny hierarchii głupoty. Pozostaje, wierny przysiędze: „ W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją”. I myślę, że ,to jest jego kolejny sekret, który odkryłam…. Chantal, widzi niebieskie niebo. Cierpi, nie zwracając na siebie uwagi. Jej dzieci są przerażone. Mogą brać przykład ze swej mamy. Mogą być dumne z jej postawy. Syn, wychodząc, powiedział mamie; kocham Cię… Słowa, które leczą ducha, słowa, które oczyszczają emocje, jeżeli są wypowiedziane prawdziwie. Najgorsze, co może spotkać chorego, to użalająca się obecność. Byłam w szoku, jak usłyszałam od jednej koleżanki z pracy: nie pójdę jej odwiedzić, bo nie chcę jej widzieć w takim stanie…. Jasne, nie musi…. W słowach jesteśmy tak dobrzy, wiemy, co drugi ma robić… A gdy mamy spojrzeć cierpieniu w oczy to uciekamy, jak tchórze…. Możemy sobie tłumaczyć… Zawsze znajdzie się powód. Dobre rady, wtedy stają się bezsensowne… Nasz mózg, nie jest tak mądry jak myślimy….a może, dlatego że, zapominamy ” W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją”. Taką przysięgę mozemy  wszyscy przestrzegać.. W cierpieniu wszyscy jesteśmy równi.Wszyscy potrzebujemy niebieskiego nieba. Wszyscy życzymy sobie zdrowia,a moze warto by zyczyć..sił….bo nie znamy…jutra….. Niech radość Cię, nie opuszcza. A nadzieja ochroni cie…gdy nagle usłyszysz:.twój stan zdrowia się pogarsza…. I zamiast narzekać na lekarzy, pomyśl o nich,mają misję, trudną misję…. Ze śmiercią jeszcze nikt nie wygrał. Żaden człowiek.