Jeżeli kochasz sercem patrz

DSC_0061Kolejny poniedziałek. Słońce, zatrzymało się na dłużej w Nice.
Przy śniadaniu wciąż nie wiedziałam gdzie się wybrać…
Moje niezdecydowanie zostało zmienione w autobusie…
Lenistwo ścieżki nadmorskiej, czy też wdrapanie się na Baou la Gaude ?
To był mój jedyny problem tego dnia.
Wygrało błogosławione lenistwo i spokój ścieżki pomiędzy Cap D Ail a Monaco..
Tym razem odkrywanie natury rozpoczęłam w Cap D Ail.  
Słońce od razu założyło mi okulary przeciwsłoneczne i towarzyszyło mi przez cały dzień.
Co chwilę się zatrzymywałam, aby posłuchać muzyki morza, aby na chwilę oderwać się od smutku tego świata, aby  odczepić toksyczne emocje, na chwilę wyciszyć myśli.
Stoły, ławki, wszystko dla zmęczonych ludzi, nic tylko usiąść i zapomnieć się, aby znaleźć się w zaciszu własnego serca.
Motyl pozwolił mi się ze wszystkich stron fotografować, pochwalił się swoim strojem, gołąb towarzyszył mi przy obiedzie, który  jadłam na kanapie z widokiem na morskie głębiny i niebo z uśmiechniętym słońcem(kanapa była z betonu, a na obiad piknikowe rarytasy)
Pointe des Duaniers – tak nazywa się niezwykle miejsce wysunięte w morze, wysepka w miniaturze. Dziki ogród z barem, o tej porze roku zamkniętym.
Zaskoczyła mnie obecność  czterech kotów, które pilnowały baru. Wylegiwały się w słońcu, jeden z nich przyszedł się przywitać.
No cóż wzięłam z nich przykład, i  to było terapeutyczne. Najlepsze lekarstwo na smutne chwile, na odnalezienie siebie.
Wpatrzona w lazurowe kolory nieba i morza, płynęłam razem z nim, słońce robiło mi masaż, świat kalkulacji, nakazów, na chwilę zniknął.
Niesamowite są morskie fale, jedna drugą napędza, by   rozbić się o brzeg. Perfekcyjna współpraca z wiatrem.
Każda fala ma swoją trasę, jedna jest zależna od drugiej. W chaosie wydawanych dźwięków tworzy się harmonia.
Tak jak w życiu, w wyścigu za wygodnym życiem, tracimy część siebie. Jedynie współpraca z drugim człowiekiem może przynieść harmonię.
I tak dotarłam do Monaco, do ogrodu różanego księżnej Grace.. Róże zmęczone słońcem, nieliczne kwitną, za to ich zapach jest tak intensywny, że długą chwilę nie mogłam się oderwać od nich…
Poczułam się jak Mały książę ze swoją różą…. „
Jeżeli kochasz, sercem patrz” – szepnął wiatr….
I tak zakończyłam dzień, w tak szlachetnym towarzystwie i dobrych radach natury…
Nie myślałam, że następny dzień będziesz jeszcze piękniejszy…..
Nie siedź w domu!!!
Sprawdź, Co Natura ma ci do przekazania.DSC_0094

Uwięzione piękno jest w Tobie

DSC_0805
Jazda środkami komunikacji miejskiej jest czasami pouczająca.
Kolejna jednodniowa wycieczka. Decyzja zapadła przy śniadaniu.
Cap D Ail – bardzo przytulna ścieżka nadmorska, położona na granicy z Monaco.
Cap d Ail zachował eleganckie i majestatyczne ville z  Belle Époque.
Oferuje zróżnicowane klimatyczne pejzaże, nosi nazwę: station climatique.
Greta Gabon, Winston Churchill wybudowali tam swoje  wille.
Przepiękny ogród wysunięty w morze  przenosi na bezludną wyspę. Idealny do medytacji, czytania, kontemplacji życia. Jego dziki klimat ma w sobie niesamowity wdzięk..
Przechodząc przez plaże Mala et Marquete I przez punkt widokowy Douaniers (ok  3,6 km) można zapomnieć się i z zachwytu tylko wzdychać. Na tabliczkach informacje o rybach, które tam mają swoje domy, o roślinach, które także się tam zainstalowały. Czysto, dobrze zabezpieczone, elegancko.
Pointe des Douaniers, pokazuje skały wulkaniczne, ich ciekawe formy, jakby zrośnięte z morzem,które tworzą niezwykłą całość.
Oczarowałam się widokami.
Zawędrowałam do drugiego portu Monaco-  Fontvieille. Jeszcze pięć lat temu było tylko morze i piasek. A dziś spokojny port u stóp Rocher. Robi wrażenie, potęga skały i dzieło człowieka. Dzielnica istnieje, częściowo dzięki szczodrości morza. Monaco pozwoliło sobie na zabranie morzu kawałka, aby człowiek mógł się bogacić, lub rozwijać, jak kto woli.
Luksusowe wille i osiedla, pomiędzy którymi można się zgubić.  I niesamowity spokój. Takiego spokoju w Nice brakuje.
Świetny pomysł z deptakiem, morze mruczy, słońce przytula, a przestrzeń nieba uśmiecha się . W takich warunkach spacer ma sens. Każdy krok to luksus oczarowania. Jakbym, co najmniej Amerykę odkrywała.
Troszkę się pogubiłam (taki urok moich wycieczek) po drodze odkryłam nieznane mi Monaco, w końcu dotarłam do portu Cap d Ail , (już na terenie francuskim, aczkolwiek widać opiekę księstwa) a tam już oznaczenia do raju, czyli ścieżka usłana cudnymi chwilami. Od zachwytu kręci się w głowie. Taniec z naturą.
Najpierw morze mnie ukołysało, a później pokazało swe wdzięki nabrzeżne. Nie spodziewałam się takiego przyjęcia. I nie sądzę, aby człowiek potrafił tak ugościć. I to za darmo, bez kalkulacji, bez konieczności: a pokażę się, bez względu na pozycję człowieka. Idziesz i dostajesz, to, co najcenniejsze, to, co zostało wyrzeźbione przez naturę. Za darmo!!!!
Mini raj w postaci dzikiego ogrodu, z jedną knajpką i widokami na horyzont nieba i morza, na wille z Pięknej Epoki. Tam spędziłam długą chwilę, siedząc na zielonej trawie, oczarowana miejscem. Idealne do medytacji. Uśmiech staje się pieśnią wdzięczności, za sam fakt bycia w tym ogrodzie, gdzie człowiek nie ingeruje.
Dba, lecz z rozwagą, dlatego urok tego miejsca jest tak bezcenny.
To się nazywa umiejętność korzystania z darów Natury.DSC_0818
Morze opowiadało swoje historie, niebo troszkę się gniewało i nie chciało powiedzieć, o co, zaczęło się chmurzyć, a więc poszłam dalej.
Każdy krok to jedna negatywna emocja mniej, każde spojrzenie, to jedna pozytywna emocja więcej. Natura uczyła mnie, jak radzić z sobie ze stresem innych ludzi. Im więcej prawdziwych oczarowań, tym mniej złości, skierowanych ku drugiemu człowiekowi.
I tak kilka godzin maszerowania, uczyniło mnie silniejszą, pomimo zmęczenia płuc i  eozynofilii, które wciąż mają dużo do gadania.
Idąc do centrum, przez kilka dobrych minut, szłam krętymi uliczkami, pomiędzy murami posiadłości. Nagle zimno się zrobiło, być może brzydkie mury przywołały wiatr. Nic przyjemnego, brutalny powrót do rzeczywistości człowieka. Człowiek buduje mury, a natura czasem je rozwala. Wystarczy jej siła huraganu. Jak często nam się wydaje, że jesteśmy tacy mądrzy, natura uczy pokory.
W autobusie tłum ludzi, sardynkowe klimaty.
Wsiadła starsza para, pani, że spineczką we włosach, przypominała mi niezadowoloną nastolatkę, a pan, pogodzony ze sobą. Oj chyba lekko nie ma, aczkolwiek wciąż są razem. Z jej ust nie padła ani jedna pozytywna emocja. A miała dużo do powiedzenia. Pan, tylko jej przytakiwał. Nie pasowało jej, że autobus się nie chciał zatrzymać (było bardzo dużo ludzi), że mało praktyczna jest barierka do trzymania się, a to, że musieli długo czekać. O uśmiechu nie było mowy, jej piękno gdzieś uleciało. Zostało tylko narzekanie.
A ja oczarowanie próbowałam zapamiętać, a więc uśmiech miałam namalowany (zamiast pomadki) Usta tej pani,były ściśnięte jak nastolatka, która nie widzi sensu w radach rodziców. A widoki z autobusu, dają rady: przestań rozsiewać smutek, przestań marudzić, przestań truć innych negatywnymi emocjami.
Chcę Ci uśmiech wymalować na twarzy. Pozwól mi na to, potraktuj mnie z szacunkiem. A zobaczysz, zbuntowana nastolatka zniknie, a pojawi się piękna kobieta. Właśnie tak widziałam tą panią. Uwięzione piękno było w niej.
Jak dobrze jest usnąć zmęczonym z radości.

Profesor Marquette – człowiek łagodnego dialogu

_20170920_181045W pracy historia za historią, oczywiście negatywne emocje dają czadu. Są jak igła wbita w paznokieć, lub szkło wbite w stopę. Boli ! Jeżeli się je karmi, to stają jak gołębie i roznoszą zarazki, i nie tylko zarazki… Dobrze że mam łatwość zapominania tak zwanych przykrości. Jasne, moja pamięć pamięta, aczkolwiek nie rozpamiętuje. Nie widzi sensu. I tutaj zgadzam się z rozumem. Choć w jednym ma rację.Nie jest łatwo być optymistą wśród niepoprawnych pesymistycznie nastawionych do łagodności ludzi. Przestali wierzyć w łagodność codzienności! I bardzo trudno, zapalić w ich iskierkę Nadziei.
Odkąd postawiona diagnoza strzeliła we mnie jak piorun (a  potrafi) jednocześnie dostałam antidotum: Nadzieję, że tomograf się pomylił. Anioł Stróż od razu stawił się na posterunku. Ok, troszkę trzymał mnie w niepewności.
Pr Marquette towarzyszy mi, w codzienności zrozumienia, tego, co się dzieje, w moich płucach, a więc w  moim życiu.. Oddech to życie!. Delikatny twórca życia.!
Od urodzenia, rodzice sprawdzają, czy maleństwo oddycha zwłaszcza w nocy, ludziom cierpiącym także najbliżsi sprawdzają oddech. W większości czasu, nie zwracamy uwagi. Dopóki oddech nie stanie się słaby. Wtedy…..
Nie uważam, aby moja patologia płuc była nieszczęściem. Inaczej czy poznałabym mojego ziemskiego Anioła Stróża???
Wezwał mnie na dywanik. Tylko, dlatego, że dostał moje wyniki analizy krwi. Reakcja natychmiastowa. Miałam list, receptę i umówione spotkanie. Jego sekretarka, zapytała mnie czy dzień mi odpowiada, gdy jej odpowiedziałam, że tak. Od razu dostałam odpowiedź z.>>Merci>> za odpowiedź. Przy takim lekarzu, sekretarka musi być poukładana. I ma dbać o jego pacjentów. I to robi to. W końcu jest szefem  oddziału pulmonologii w szpitalu Pasteur w Nice.
Nieoczekiwana wizyta, dzięki eozynofiliom, które robią, co chcą. Na trampolinie non stop skakają , że też się nie męczą. Tym razem ich ilość podskoczyła w fenomenalniej ilości. Dlatego profesor zareagował.
Ba, zawsze wielką radość mi sprawia obecność Marquette…Aczkolwiek….
I tak kilka rutynowych badań, znajome twarze pielęgniarek. Też mają, ze sobą na pieńku… Dobrze ze maja takiego szefa. Szacunek i respekt wzbudza w nich. Wiedzą o tym, chodzą jak w zegarku, jeżeli o coś ich prosi.
„Podczas badania spirometrii mierzy się pojemność życiową (FVC), czyli największą ilość powietrza, którą można wydmuchać z płuc, oraz ilość powietrza wydychanego podczas pierwszej sekundy (FEV1). Dlatego wydech musi być jak najmocniejszy i jak najdłuższy. ”
Pani, która robiła mi to badanie, na moje pytanie jak się ma, odpowiedziała: Jakoś żyję. Chyba jest mało lubiana w pracy, i sama za sobą nie przepada. Pytając, z którym lekarzem mam wizytę, jak jej oznajmiłam, odpowiedziała: A… I skrupulatnie wykonywała badanie.
Marquette, jak zawsze taki sam, łagodność mu zagląda z oczu, mądrość siedzi obok niego, z uważnością opowiada historię choroby. To nie są jakieś tam granulocyty. To nie jakieś tam eozynofilie.
Opowiedział mi po raz kolejny historię moich eozynofilii. Pozwoliłam mu się porwać. Byliśmy w środku moich płuc, a tam było życie!!!
Do tej pory, jako jedyny człowiek, z którym zgadzam się we wszystkim. Nie mam, co podważyć. Widujemy się, co 3 miesiące, a więc mam czas, aby po swojemu nauczyć żyć się z nieszczęsnymi toksycznymi eozynofiliami, które nie mają, czego czepić i się gromadzą. Takie toksyczne stowarzyszenie sobie w moich płucach założyły.
No cóż, powrót do kortyzonu, wcale mnie nie ucieszył.
Chodzę jak na szpilkach, irytacja we mnie aż kipi.  Powiedziałam mu, że mam ochotę pozabijać ludzi, właściwie to bez powodu.( Zawsze jakiś się znajdzie) ·A on, opowiedział mi swoją przygodę w górach…. Tam zostawia toksyny pacjentów i nabiera sil, do walki z chorobami, do szybkiego i mądrego postawienia diagnozy.
Podczas spacerku po górach, nadepnął na osy, czy też szerszenie, prawdopodobnie to była królowa, a więc został zaatakowany przez jej wojsko. W dodatku był sam. Widać było na jego twarzy, lęk. Bo to nie był jeden malutki komar. Jako lekarz ma większą świadomość, tego, co mogłoby się mu stać.  Bardzo bardzo mocno, pozostawiały mu ślady. Widać było na rękach, śmiał się ze, na nogach jeszcze gorzej.  No i musiał dużą dozę kortyzonu wziąć. I też miał uczucie chęci pozabijania.  A więc zrozumieliśmy się, bez zbędnych słów. Co jest piękne, to, że nie krył lęku, w sytuacji, w jakiej się znalazł. Znaczy, że jest prawdziwy, nie wie, co to udawanie, nawet przed pacjentem. I szuka inspiracji w Ciszy i samotności.
Cudne uczucie bycia słuchanym. Jego terapia polega na tym, aby usłyszeć, to, co się mówi, by zacząć walczyć o zdrowie, które jest tak kruche, jeżeli się o niego nie dba. I przy jego specjalistycznej pomocy wziąć życie w swoje ręce. Z. Delikatnością, z łagodnością Nadziei.1,5 Roku, analiza krwi, co 15 dni. I wizyty z Nadzieją. Ani przez moment, nie dał mi poznać, że nie dam rady, że nie warto walczyć, że nie mogę chodzić po górach.
Ostatnio powiedział tylko: Uważaj, jak będziesz w górach. I to jest prawdziwe oparcie!!!
Za dwa tygodnie planuje kolejne szczyty, uśmiechając się powiedział Może się spotkamy się na którymś szlaku.
Mając taki przykład, nie mogę zrezygnować z moich górskich spacerów. Jasne, na moje możliwości.
Gdy dzień wcześniej robiłam analizę krwi, dziewczyna z samego rana zaskoczyła mnie, pytając:, Co będę pięknego robić dziś???
Dzięki niej dzień był pełen gwiazd z samego rana.
A konsultacja z profesorem stała się spotkaniem pełnym dialogu. Nie mogę go nie podziwiać. Potwierdza moje spostrzeżenia, a wiec słucha ich, nie ignoruje ich. Wie, ze 50% wyzdrowienia to dialog miedzy lekarzem a pacjentem…
Lekcji tworzenia atmosfery dialogu mi udzielił. Daleko mi do takiej postawy. Świadomość ze mam obok siebie wzór do naśladowania wśród poznanych ludzi, jest wielka radością a zarazem nieustannym podnoszeniem poprzeczki, w byciu człowiekiem pełnym Życia.W dialogu jedna osoba mówi a druga słucha. W dialogu zrozumienie z respektem próbują znaleźć rozwiązanie. W dialogu nikt nie oszukuje, nie używa agresji, ani manipulacji. W dialogu łagodność spojrzenia godzi się z delikatnością podania dłoni. W dialogu każda strona odchodzi w pokoju serca.
Czy tak się dzieje ,gdy próbuję rozwiązać konflikt?

Wtedy, nawet motyl siada na koszulce….

Urlopowe niespodzianki chwili wytchnienia

Jak wytłumaczyć, czym jest Bierzmowanie, albo święto Zesłania Ducha Świętego, osobie niewierzącej? I tak, aby zrozumiała ? Wiara, to harmonia ducha i umysłu …..Im więcej wiary, tym bardziej serce jest aktywne.
Co jest ważniejsze rutynowa modlitwa, czy też delikatność wobec siebie i drugiego człowieka?
Dla mnie to troska jest ważniejsza…. Bo gdy troszczymy  się, to zapominamy o sobie, chronimy to, co prawdziwe w nas. Oddychamy czystymi intencjami. Dosyć rzadko nam się to udaje, częściej sprawiamy wrażenie, że jesteśmy tak super dobrzy….. Modlitwa ma sens, gdy uśmiechamy się do Boga, a nie tylko bombardujemy Go naszymi problemami.
Msza św. podczas Zesłania Ducha Świętego, po raz kolejny uświadomiła mi poczucie humoru Boga. Świętowałam wraz wspólnotą Afrykańczyków, którzy muzycznie uzdolnieni dzielili się wiarą… Byli tylko, dlatego, że mała Maeva przyjmowała chrzest…. Święto wspólnoty, a nie tylko imprezy w knajpie…. Szaleństwo radości, wspólnego przyjęcia do wspólnoty…. Mała była ubrana na czarno, a rodzice, dziadkowie i chrzestni na biało…. Piękny symbol, świadomość bycia chrześcijaninem… Na początku myślałam, że to będzie ślub…. Ciepły żar radości scholii, odrywał od ziemi….. Taki gospel w miniaturze…. Msza św. nabrała nowego znaczenia. Znikły więzienia i brak porozumienia. Przez chwilę patrzyliśmy w oczy Boga…
I siedziałam obok rodzinki, z trójką dzieciaków, najmłodszy miał ok 9 miesięcy… Co mnie zachwyciło to piękna postawa rodziców. Widać, że należą do wspólnoty, że Bóg jest im bliski… I próbują to przekazać dzieciakom… Co łatwe nie jest… Dzieci intensywnie szukają sobie zajęcia, niestety bycie cicho, nie jest ich dobrą stroną… Nudzi mi się, to ulubione słowo dzieci…. I te małe brzdące miały kolorowanki z religijnymi postaciami, a starszy książeczkę :msza św. dla małych…. Jasne, że nie mogły sobie znaleźć miejsca, ojciec przywoływał ich do porządku… Nawet maleństwo w wózku gryzło książeczkę religijną. Widać, było, że pokazują dzieciom Boga, a nie bozię…Przygotowują ich do bycia świadomym chrześcijaninem. Jak się okazało, ojciec tych dzieci rozdawał ulotki, czyli związany jest z parafią. (Miałam okazję mu powiedzieć, że ich obecność  zrobiła wrażenie na mnie) Piękna postawa tych młodych Francuzów, dodała nadziei, traktując Boga poważnie, dali przykład…
Koleżanka z pracy pluje złośliwością…. Z bólu, nie daje rady, i jak sama się przyznała:, gdy mnie boli zaczynam wariować. A więc wiem, gdy cierpi…..Wtedy, każda pozytywna myśl, jest odrzucona. Nie znałam jej wcześniej, nie wiem ile lat cierpi…. Nie jest łatwo pracować z nią…..Pewnie…Już ma dosyć…. Jej cierpliwość została wyczerpana…. Jej żołądek to „wrak”, a więc jedzenie stało się dla niej wrogiem. Radość też, zwłaszcza, gdy chodzi o innych……Próbuję ją zrozumieć….
Pomyślałam sobie, dobrze, że mam urlop….Jak wrócę, kryzys minie….. Kontakt z nią będzie łatwiejszy.
Na dwa tygodnie, zapomnę o pracy, południu Francji, o tym wszystkim, co negatywne…. Najpierw spotkanie z rodziną, przyjaciółmi, i spotkanie ze Szlakiem św. Jakuba, i dawno niewidzianym kolegą..
No cóż, jak przygoda to przygoda…. Okazało się, że kupiłam bilet, tylko z bagażem podręcznym….Drukując bilet, dopiero zauważyłam…No cóż udało mi się spakować w plecak, (obawiałam się, że będzie za duży) Ledwo zmieścił się….
Na lotnisku kupiłam książkę… Jakoś nie mogę się oprzeć. Intuicyjnie wybrana, przemówiła do mnie… Oczywiste lekarz, psychiatra ja napisał… O różnicy między depresją a zwykłym spadkiem energii, chwilowym stanem chorobowym ducha…
Sławomir Jakubiak-pilot o szarmanckim głosie powitał nas na pokładzie, kolejny mój nieznajomy bohater, który nie traktuje swojej pracy rutynowo…. Jak często w pracy zapominamy, aby zatroszczyć się o swoich współpracowników??? Jak rzadko pamiętamy, aby wspólne dobro stało się naszym priorytetem. W pewnym momencie lecieliśmy  854 km na godz…Cały lot to zużycie 3, 5 tony paliwa…Nieliczni piloci podają takie informacje…. (Stewardesa powiedziała, że prywatnie jest to fajny człowiek, zdążyłam zauważyć) i nie omieszkam się jej tego powiedzieć….
W chmurach było bardzo spokojnie, słońce leniwo nam machało.
I tak rozpoczęła się wakacyjna przygoda…. Czas odkrywania…
Czekając w Warszawie na samolot do Krakowa, zgłodniałam…. Sympatyczny kelner, zaproponował mi sok…. Zaryzykowałam i zamówiłam polędwiczki w sosie…. Były ok…. Karmelowa kawa  była moim deserem… Jazzowe klimaty umilały oczekiwanie… Karol, zadbał o mnie, powiedziałam mu o tym…. Dowiedziałam się, że ma czteroletnie doświadczenie w pracy kelnera..Pożegnaliśmy się serdecznie….
I Kraków – miasto, w którym angielski jest drugim słyszanym  językiem. Oprócz smogu są piękne miejsca i mnóstwo młodych ludzi. Miasto żyje. Zarabia na siebie. Asia , jak zwykle przyjęła mnie po królewsku… Pyszna kolacja, z dobrym  Słowem łączyła nas. No cóż kilka godzin snu musiało wystarczyć (Asia pracowała następnego dnia) Natomiast dla mnie to leniuchowanie do południa. Wolny czas to błogosławieństwo, tak jak i spotkanie z drugim człowiekiem.
Zawsze możemy obdarować, drugiego autentycznością samego siebie…
Mieć, o czym rozmawiać. Istota spotkania. I umieć milczeć, ze sobą, to jest wyzwanie, to jest dojrzałość przyjaźni. Mieć na uwadze, że  się zmieniamy, dać prawo drugiemu, do zmiany zdania, sposobu bycia….
Pyszne placki po węgiersku na obiad… I kremówki….
Łagiewniki- świat Boga w miniaturce. Kula ziemska zanurzona w miłosierdziu Stwórcy. Współczesne sanktuarium, gdzie ludzie z różnych stron świata przyjeżdżają, aby…. Odkryć Boga, na nowo zasmakować się w Jego miłości i pokoju… A nie jest łatwo… Nigdy nie było….
Dużo słońca i radości i zrobionych kroków… I słów, które przytulały, żyły swoim. Życiem, chroniły przed złością, agresją. Świadomość obecności. I małe zakupy i wieczór w restauracji „pod Wawelem” Powitał nas Wojtek, i panowie z akordeonem.. Był  Zimny drań, i muzyka z Titanica, … Takie swojskie klimaty… Już po raz drugi tam byłyśmy…. Ok deska serów niekoniecznie smakowita, sałatka dobra i wyśmienite Mojito…. Swojskie klimaty, dużo młodych ludzi, i my zanurzeni w nastroju prostoty… I gdy wyszłyśmy , zimny deszcz właśnie skończył swoją pracę, a my schowane przy kominku z prostotą, zostałyśmy uchronione od zimnych kropel, zwłaszcza, że była prawie północ….Zimne powietrze niezbyt było dla nas przychylne…. Aczkolwiek biegnąc na autobus, rozgrzałyśmy się…
I śniadanie królewskie…. I kolejna kawa, przed kolejnym etapem podróży, spotkania z rodziną.. Tym razem w rynku, niedaleko Bramy Floriańskiej.. Słońce bawiło się z wiatrem w chowanego… Turyści i tubylcy tworzyli jedno. A my próbowaliśmy się z Magdą wkomponować w całość.. Chwile wspomnień, nowości, chwile dialogu, który tworzy piękno. Wspólnie spędzony czas, spacer, urok rynku, tańczący młodzi breakdance, zanurzyły nas w bijące serce wazechswiata. Radość  tańcząc pokazywała nam kroki a my uczyłyśmy się tańczyć w jej rytm. (Zdecydowałam się na pociąg i to był mój błąd) tylko 45 min opóźnienia, aczkolwiek wygodne siedzenia…Próbowałam się skupić na książce, jednak słońce mocno obejmowało swymi ramionami, i zachęcało do drzemki… Trzy studentki rozmawiały o pisanej pracy, pani głośno rozmawiała przez telefon… Wtedy sobie uświadamiam, aby oszczędzić innym moich historii, które mogą męczyć nieznajomych, tak jak mnie zmęczyła rozmowa tej pani…
Moje niezdecydowanie osiągnęło zenitu… Nic niezaplanowane, ten urlop, to jeden, wielki spontaniczny gest. Gest zachęcający do spotkania się z drugim…. I większość tych spotkań zaskakiwała mnie.. Kolejny wieczór, kolejne przedawkowanie pozytywnych emocji… Piraci z Karaibów – film pełen śmiechu, a także i wzruszeń. (Właściwie to nie wiedziałam, na jaki film idę) Asia, czekała na mnie z biletami i dobrym humorem. Prosto z pociągu, zdążyłam , trwały reklamy…. Okulary 3D, Johnny Depp i my… Lekki film, cudna muzyka, idealnie wkomponowana w scenariusz. Mój ulubiony kawałek…..He’s a Pirate… .Lekki film, czas dobrze wykorzystany… Po filmie sushi nam przed nosem zamknęli.. Nadrobiłyśmy na drugi dzień… Za to dobra pizza w Starym Browarze – polecam….Capirinia …no cóż… Szału nie było…
I spotkanie z rodziną, smakołyki, czas lenistwa. Opowieści, radość, ze wspólnie DSC_0364spędzonego czasu…. I odpust w rodzinnej wsi….. Wspomnienia powróciły, dzieciństwo uśmiechało się, beztroskie chwile zapraszały do stołu…
Dobry czas, potrzebny czas. Spotkanie z chorym na raka wujkiem, było smutną częścią wakacji…..Raduj się tym, co masz….. Pamiętaj o wytchnieniu…. Pogoń za pieniądzem zostaw nieświadomym……
Czas szybko upłynął i kolejny etap szlaku św. Jakuba wzywał….. Czas wyruszyć w drogę…….

Delikatność – dprężenie ciała i ducha

Masaż rękami Amira… Pomimo zabiegania, ma czas na delikatność, a może właśnie, dlatego jego siła to delikatność .. On wie, jak rozproszyć smutki dnia codziennego… Oczywiście powiedziałam mu, że gdy masuje, to robi to z wielką delikatnością , odpowiedział mi, że to jest właśnie odprężenie…. Na co, tak i łączy się z twoją osobowością…. Uśmiechnął się…. Oj trudno będzie mi się rozstać z „chłopakami.”… Dziewczyna w recepcji  jest sympatyczna.. Już mnie poznaje….Mają wielu, pacjentów, tych zadowolonych jak ja, i tych szukających ciągle guza. Ból potrafi złośliwość, uczynić swoim bożkiem .  Uniemożliwia dialog. Współpraca z człowiekiem cierpiącym, nie zawsze jest łatwa. Trzeba anielskiej cierpliwości…. Praca w ekipie, plus praca z pacjentami, nosi w sobie odpowiedzialność, za siebie, za pacjentów, za kolegów z pracy…. Wolność mi przychodzi na myśl. Taki człowiek, ma przestrzenie na bycie wolnym, na przyjmowanie bez zatrzymywania cierpienia pacjentów, żali kolegów, swoich problemów…. Inaczej, szybko się wypali, stanie się twardy….. I mało efektywny…. A pacjenci oczekują poprawy, tylko, że bez współpracy ani rusz….
Amir, wie o tym, nieźle daje sobie radę z emocjami pacjentów. Przygotował teren, pod kontakt z sercem… I znowu ciepła poducha i pykające elektrody. Coraz wyraźniej słyszę bicie serca…. Tym razem, rozmawialiśmy o wstydzie, za siebie, za innych, ten niepotrzebny, i jak najbardziej zasłużony. Wstyd jest we mnie, serce, jako tłumacz, nieźle sobie radzi, zwłaszcza po masażu Amira.
Kolejna lekcja. Kolejny ukłon wobec serca i delikatności. Jej szlachecki ród, nie zawsze jest mile widziany w mózgu. Jest we mnie w tobie również . Antidotum na pokaleczone cierpieniem emocje.
I jak nie kochać moich „chłopaków”, którzy przypominają i utwierdzają w drodze ku świadomości bycia człowiekiem wrażliwym i delikatnym, co nie oznacza bycia oznacza słabym, wręcz przeciwnie silnym, prawdziwym. Delikatność mnie nie opuszcza, wskazuje na siebie, grozi mi palcem, gdy chcę z niej zrezygnować….
Nie jest to przypadek, że właśnie oni, otwierają bramy ku wolności…. Miałam ich spotkać i to jest ten czas. Inaczej, przeszłabym obojętnie…. A tak wiele się uczę….. Będę ich potrzebować po tygodniowym” spacerku „, szlakiem św. Jakuba.
Zrozumienie siebie samego zaczyna się od…..

Jakie metody stosujesz aby zrozumieć swoje zachowanie, gesty, słowa???

Czy delikatność jest Ci bliska ?

Jestem orlem czy kaczka ?

DSC_0087Każdy dzień kryje w sobie tajemnicę, którą, czy chcemy, czy nie to odkrywamy…. Wiadomości.. Obowiązki. Spotkania. Lenistwo. Nauka. Odpoczynek. Radość. Ból.
Każdy dzień, jest kolejną podjętą decyzją, dla siebie, dla innych, za innych..
Ostatnio przeczytałam takie zdanie, „jeżeli chcesz latać z orłami, przestań pływać z kaczkami „.
Orły – patrole niebieskich przestrzeni, szlachetni rycerze, nieustraszeni wodzowie.
Kaczki cenią sobie  spokojnie życie na jeziorze, ciągle proszą o jedzenie, prowadzą żebracze życie i kończą na stole, jako kaczka ze śliwkami…
Orzeł nieustannie się uczy, trenuje, kaczka leniuchuje, opiera się na innych, straszy słowami….
Aby latać z orłami, bez treningu nie da rady…
Pascal – próbuje ratować młodych ludzi przed agresją, jaką rozsiewają wokół siebie, jaką noszą w sobie. Niektórzy powiedzą, kolejny telewizyjny show…. A jednak, wiele dobra się dzieje. Nie pracuje sam, ma ekipę specjalistów, zaprasza ludzi, którzy wyszli z wielkiego bagna agresji…. Jasne, reklama też musi być, emisja kosztuje…..  Patrząc na ilości reklamy w  mediach, bez niej media bankrutują….
Pascal wie, co robi, jest jednym z powietrznych patroli, jeden  z orłów, który nie boi się mądrze podnosić człowieka. Bo nie jest to sztuką  podawać na tacy wszystko, co inni sobie zażyczą…. Sztuką jest pokazać i zostawić, aby druga osoba potrafiła żyć w zgodzie z samym sobą. ·Francuzi, także mają problemy z okazywaniem czułości w rodzinach. Pascal stawia na czułość, królową dobrych relacji z drugim człowiekiem.
Lekarz, Pr Marquette -mój Anioł Stróż, kolejny orzeł ratujący człowieka…. Jego czujne spojrzenie widzi głębiej i w ciemności cierpienia zapala lampę nadziei….
Niedawno w oglądałam odcinek, gdzie  dr House był na odwyku od leków….. (,(Śledzę te postać, aktor nieźle sobie radzi) W ciekawy sposób pokazane było wychodzenie z nałogu…
Odcinek inspirowany książką „  Lot nad kukułczym gniazdem „. Aby odzyskać stracony spokój ducha, potrzeba oparcia, radosnego towarzystwa  szybujących orłów, a nie leniwych kaczek…. Człowiek w swojej samowystarczalności gubi się. Od dziecka wszystko chce robić sam… Może, dlatego wpada w nałogi, szambo, z którego trudno wyjść samemu… W cierpieniu trudno o uśmiech. Dr House, typ nieobliczalny, o mistrzowskiej umiejętności stawiania diagnozy, nawet ta postać ma problem, z którym sobie nie radzi… Idzie sam. I tu tkwi sedno problemu. Odkrywając swoje prawdziwe oblicze, potrzeba czasu…. Podczas pobytu na odwyku, zwija się z bólu, mózg szuka natychmiastowej ulgi w postaci leku. Mocne sceny, pokazujące wijącego się na łóżku aktora, niczym węża walczącego z innym wężem… Jedynie ci, którzy wyszli z nałogu, mogą potwierdzić lub zaprzeczyć takim chwilom… Dotknięcie dna, otwiera przestrzenie nieba…. Spotkanie samego siebie, akceptacja bólu, zadanie, które wymaga dyscypliny, jaką znają orły… I nagle… Budzi się.. Ze spokojem, bez bólu, bez chęci brania leków… Cud… Żelazna ręką dyscypliny zmusiła mózg do zmiany zdania. Nie potrzebuję się truć. Mogę żyć z bólem, który, odczuwam… Organizm zwyciężył nałóg… Taką mamy siłę, rzadko jej jesteśmy wdzięczni. Rzadko jesteśmy dumni z małych kroków, które mają moc do zobaczenia światła w szalejącej pustyni, naszych nałogów…
W książce Pod mocnym Aniołem – Jerzy Pilch, opisuje swoje pijackie życie, dla mnie jedyna książka prawdziwie opisująca bezsilność alkoholika, jego walkę o wyjście z bagna…
Byłam na kolejnych  ćwiczeniach z panem o niebieskich oczach…. Jakby nie chlor, to jak dziecko mogłabym ćwiczyć z nim, przez cały dzień. Spokojny głos i uśmiech dodaje odwagi… I chciało mi się tańczyć…. Za bardzo nie miałam, z kim..
Bardzo poważni ludzie w basenie, pełna koncentracja, to znaczy, że cierpią, że  ból zabrania się śmiać…. Aż zapominają, że uśmiech jest terapią, równie dobrą jak ćwiczenia….. A mnie chciało  się śmiać, właściwie bez powodu…. Dał mi jedno ćwiczenie, które wcale łatwe nie było, i gdy zaczęłam je robić (wiadomo w wodzie trudniej) na głos się roześmiałam…Wszyscy popatrzyli na mnie, jak na wariatkę… Śmiech wzbroniony!!
No cóż, jako że, zakazy są także po to, aby je łamać….
Udało mi się zmusić wszystkich do uśmiechu… Choć raz…. Wszyscy odwzajemniali…. Aż się gorąco zrobiło…. Lżej… Ból zmniejszał się…. Radość nieśmiałe instalowała swoją stronę.. Najnowszy komputer czy telefon nie ma takich funkcji, co Radość…
Trud został wynagrodzony. Udało mi się po raz drugi uciszyć rozum. Zamknąć mu wszelki dopływ negatywnych myśli i gestów. Serce zaczęło mówić…. Rzadkie chwile….
Teraz wiem, co mam robić, gdy rozum ma  napady agresji, czy też jak chomik kręci się, i nie może przestać….
Orzeł o pięknych oczach, tym razem nie zostawił na mnie suchej nitki, ćwiczenia są coraz trudniejsze, (bynajmniej się nie nudzę, i pewnie jego osobowość odgrywa dużą rolę) ·Po wyjściu, troszkę nogi mnie bolały…. A najważniejsze…. Chciałam przytulić cały świat….. Poezja  stała się rzeczywistością. Wszechświat tańczył, a ja z nim…..
Teraz rozumiem, dlaczego francuzi, tak kochają bieganie.. Jest za darmo, w każdym momencie dnia można biegać i ucisza mętlik w głowie…Rodzi się zdrowe, naturalne, zmęczenie…. Takie plewienie agresji…. Może kiedyś polubię biegać, póki, co płuca niekoniecznie preferują, taki rodzaj aktywności. Natomiast ćwiczenia w wodzie, im służą…Wkrótce Szlak św. Jakuba… Kolejny etap Drogi Życzliwości Życia…… Tylko tydzień… Sprawdzenie moich płuc…. Te ćwiczenia przygotowują mnie do drogi… Niesamowite, życie dba bardziej o mnie, niż ja sama o siebie. Jakby nie ból pleców, nie poszłabym do lekarza, i nie odkryłabym aqua  gym… I tego wszystkiego, czego się uczę….·

Orłów nie brakuje, tak jak i kaczek. Ode mnie zależy…. Kto będzie moim przewodnikiem

Na pustyni serca czekaja na ciebie miliardy gwiazd

Jakiś czas temu, moje plecy zdecydowały abym sobie o nich przypomniała. Kilka razy w ciągu dnia wysyłały sygnały…. Bolało, chwilami nie mogłam ani siedzieć, ani schylać się… w końcu, poszłam do lekarza….
Kochana pani doktor miała genialny pomysł, aby zapisać mi 15 seansów w aqua gym, przy czujnym oku fizjoterapeuty…. Takie spa w miniaturce..
Balneoterapia, masaż, ćwiczenia…. Dobra motywacja, aby kontynuować samodzielnie współpracę z moim kręgosłupem, który potrzebuje mojego wsparcia. Nie wahał się mi o tym powiedzieć….
Każdy stan chorobowy świadczy o zaniedbaniu ze strony rozumu… Organizm nas zawsze ostrzega, a my zachowujemy się jakbyśmy byli robotami… I dopiero silny ból zmusza  nas do przyjrzenia się i odwiedzin specjalisty… Nie raz to przerabiałam…. I dalej się zapominam….Większość Francuzów, idzie w drugą stronę i bardzo często zwykła migrena powoduje  panikę i zwolnienia lekarskie…. Skoro państwo płaci, to, dlaczego nie korzystać…. To oznacza, że rzadko słuchamy, co piszczy w naszym  organizmie, za to nie mamy problemu z powtarzaniem plotek, mieszaniem się w nie swoje sprawy… A jeżeli chodzi o wysłuchanie tego, co nasz organizm mówi, to mamy duży problem….. Myślimy, że leki nas uzdrowią, ze wszystkich chorób, lub też w ogóle ich nie bierzemy…. Tak źle i tak niedobrze… Lekarze, nie zawsze mają rację, a my tym bardziej jej nie mamy, bo się nie interesujemy zdrowym trybem życia…
Jest wielki bum na zdrowe odżywianie, jakby nowy kontynent odkryto… I płaci się za to słone pieniądze…. Detox kosztuje, coach kosztuje…..
Człowiek głupieje, musi płacić, aby odkryć, że żyje.!!!!! … ze ma serce, które potrzebuje wsparcia, i inne organy, bez których nie istnieje…. Odkrycie stulecia.
Sama odkryłam siebie, jak moje płuca odmówiły posłuszeństwa, miałam wiele szczęścia, że trafiłam na lekarza, który wskazał mi drogę, i nie chciał ani centa….
Teraz kręgosłup prosi o wsparcie, i znowu trafiam na super ekipę fizjoterapii….
Pierwsze spotkanie z Amirem , sprawdzał stan mojego kręgosłupa, i ustalił plan ćwiczeń. Spokój emanował z niego, ton głosu łączył się z gestami.. Już wtedy wiedziałam, że jestem na odpowiednim miejscu…. Zanim odpowiedziałam na jego pytanie, czego od nich oczekuje, odpowiedział mi….. Jedynie, co mogłam zrobić to odpowiedzieć: właśnie o to mi chodzi….
Jestem leniem, co do ćwiczeń, dla mnie kilka minut tego samego ćwiczenia jest męczarnią. Dlatego kocham wypady w naturę, krajobraz ciągle się zmienia…. Jasne nie zawsze mogę sobie pozwolić…
A więc postaram się skorzystać z aqua gym i wynieść dobre maniery, aby mój kręgosłup  nie miał powodu do denerwowania się…..Jako że recepcjonistka miała przerwę Amir zapisywał mnie, akurat ten tydzień był zapewniony, aczkolwiek mój bohater dnia nie rezygnował. Powiedział kilka razy, że jest optymistą, a więc wierzy, że znajdzie wolny termin. Chwilę mu to zeszło i znalazł…. (Była także recepcjonistka przez chwilę, niezbyt optymistycznie nastawiona, nie wierzyła, że się mu uda ….A jednak….
Jego determinacja, chęć znalezienia, (równie dobrze mógł przełożyć na następny tydzień,) dał  mi przykład, aby tak szybko nie rezygnować…. To była pierwsza lekcja….
Zaczęłam od ćwiczeń w balneo… Taka duża wanna z jacuzzi
Pan o pięknych oczach, i ciepłym uśmiechu powitał nas. Było nas kilka osób, w tym dwóch młodych ludzi (nie czułam się tak staro wśród nich) Na początku było ok, pod koniec troszkę się zmęczyłam. Jako że stawiają na autonomiczność, fizjoterapeuta kilka razy zostawił nas samych (zastanawiam się jak sobie z nami poradzi, stojąc przy basenie)  Usilnie starałam się robić ćwiczenia, jak nam pokazał… Hm..
Jego umiejętność uwagi i skupienie się na każdym z nas mnie zauroczyła… Każdy z nas miał inny problem, i obserwując moich sąsiadów, zdałam sobie sprawę, że jestem najmniej doświadczona bólem kręgosłupa….., Niektórzy mieli problemy podnieść wyżej nogę, widziałam ból w ich oczach. A mnie chciało się tańczyć, jedynie zapach chloru mi przeszkadzał….. Mój, bohater dnia dzisiejszego bacznie mnie obserwował, i świetnie dawał sobie radę zwracając mi uwagę….Miał na oku nas wszystkich. Kolejna lekcja – uważność połączona z cierpliwością….
Na końcu usłyszałam od mojej sąsiadki: czyż to nie jest piękne, mamy za darmo takie ćwiczenia…. Wdzięczność, pokazała swoje rozświetlające oblicze…… I takich ludzi mi potrzeba….
Kilka dni później, masaż z Amirem…. Muzyka idealna, połączenie jazzu i pop….(Nie przepadam za typową muzyką relaksacyjną) Świetnie wkomponowana w świat relaksu i odprężenia…. Próbowałam odnaleźć kontakt z moim organizmem, wsłuchując się w jego rytm…. Amir swoimi rękoma uciszył ból, otworzył przestrzenie pustyni rozumu, który ciągle chce mieć rację….Mój rozum na chwilę zamilkł..Amir ma silną osobowość i urok, skoro udało mu się ,mnie zanurzyć w piasek pustyni, na której widać miliony gwiazd… Odkryłam przestrzenie, których nie znałam..  Na końcu miałam spotkanie z poduszka ciepłego powietrza a pod pykające elektrody
Rozmawiam z moim sercem.
Zostałam sam na sam z szefem organizmu. Byłam u niego na dywaniku…. Bardziej na kawie, w przytulnej knajpie, siedząc na kolorowych poduszkach, piliśmy  naturalne soki…. Z dodatkiem mięty… Zaskoczona, zdumiona, odkrywałam przestrzenie błogiego spokoju…
Serce się uśmiechało, nawet rozum nigdzie nie gonił, plecy mi gratulowały, płuca próbowały odnaleźć swój rytm…
Prawie usnęłam…. Gdy delikatnie drzwi się otworzyły, wcale nie miałam ochoty wychodzić z tego pokoju….
Takie chwile mają głęboki sens. Nawiązałam kontakt z sercem. A to bardzo wiele.
Kolejna lekcja – nie żałuj na czas dla siebie, w mądry sposób go wykorzystuj….. I bądź delikatna dla siebie, a będziesz dla innych… Ostatnio to słowo mnie przytula, zaczepia, prosi o przyjęcie….
Miałam chwilę, aby usiąść w parku, a później w pracy spokój we mnie się instalował…. Co wcale łatwe nie jest…
Do następnego tygodnia, kolejna lekcja w wodzie z panem o łagodnych oczach.

czasami życie pozwala na czerwony dywan, miliardy gwiazd, dziecięcy zachwyt ,zielone przestrzenie oazy na pustyni i nieoczekiwaną rozmowę z własnym sercem.

Tak niewiele potrzebne jest by się uśmiechnąć

tmp_16126-_20170517_1059511943030097Niebieskie niebo, wraz z podmuchami uśmiechniętego wiatru, zachęcało do wyjścia…. A więc po porannej kawie, wyruszyłam do księstwa Monaco. I w takich momentach uświadamiam sobie gdzie mieszkam….
Pociąg kosztuje 4 euro, 15 min i książę Albert wita (no dobra z ukrycia)… Albo wcale…. Autobus jedzie dłużej, za to tylko 1.50.
Lubię Monaco, z jego bogactwem i turystami, z porządkiem, z dbaniem o naturę. Być może nie dbają tak o człowieka, tego nie wiem…. Nie mieszkam.

Jak wszędzie młodzi się spieszą, starsi mają czas, delektują się słońcem i dniem dzisiejszym. Nie jest łatwo, gdy kredyty gonią, źle podjęte decyzje wciąż się ciągną, gdy samotność, lub jej brak dokucza. Gdy tak wiele nam się wydaje…. Gdy omijamy prawdę i plujemy na bogaczy. Nie jest łatwo, gdy ze złości się czerwienimy, a nie ze wstydu, gdy’’ Ja’’ jest wielkoludem, a inni są karłami…..Nie jest łatwo… Tylko, kto się nad tym zastanawia?? … Przecież to wina szefa, polityka, rodziny, a nawet nieznajomych ludzi….. Dlaczego mam ciągle pod górkę? Dlaczego inni mają, a ja nie mam? Koleżanka z pracy często powtarza, że jest’’ ukarana’’, a tylko, dlatego że ma do zrobienia, to, czego nie lubi, lub jej się nie chce, lub to jest kilka minut przed skończeniem pracy…. Czy wywiązywanie się z obowiązków jest formą ukarania? Nie lubi siebie, ani swojego życia…. Smutne….

W Monaco też są smutni ludzie, mający klapki na oczach…. Czasami, sami sobie zakładamy, czasami zakładamy innym, mówiąc im: to dla twojego dobra….Najgorsze jest to, że nie zawsze żyjemy, zgodnie z tym, co doradzamy. Jesteśmy mili, aż do przesady, przemysł handlowy, w tym jest dobry…
Byłam w Décathlon, o dziwo, było bardzo dużo sprzedawców i nikt nie wkurzał mnie, pytając się co chwilę,: w czym pani pomóc…. Tak można robić zakupy, sprzedawca na wyciągnięcie ręki, bez jakichkolwiek nachalnych gestów i słów. Spędziłam trochę czasu i kupiłam, to, co chciałam…Bez usilnego namawiania…

I gdy spacerowałam, trafiłam na cudny różany ogród księżnej Grace….. Oczarowały mnie róże, chociaż wolę jaśmin i kaczeńce… Jednak swoją tajemniczością, uśmiechały się i pozwalały na sesje zdjęciowe

La Roseraie Princesse Grace -ponad 8000 róż,. Cieszą oczy, że, aż w duszy muzykę słychać. Fontanna, drewniany most i mały staw, w którym mieszkają kaczki…. I to chyba Dior ich ubiera… Piękne kolory ich piór, powodują zatrzymanie się…. Spokój tego miejsca mnie zafascynował. Wokół samochody, a będąc w środku parku, ich nie słychać…. Fontanna wraz z różami zagłuszyła ryk samochodów. Spędziłam trochę czasu, od piękna kręciło mi się w głowie. Wystarczyło wyjść z domu…. By spotkać się z pięknem wszechświata i z harmonią, tworzoną przez kreatywność i pasję człowieka.

Miałam starcie z kaczorem…. Mała kaczka, odważnie do mnie podeszła, i chyba szukała jedzenia, przyglądała mi się uważnie…. I nagle do akcji wkroczył ojciec, bo myślał, że małej chcę krzywdę zrobić…. Zdecydowanie, stanął w obronie swojego  dziecka…. Ojcowski instynkt… No i zeszłam mu z drogi….. A mała, nic sobie z tego nie robiła, dalej z odwagą szła… Odwaga kaczora mnie zawstydziła…. Jak często staje w obronie słabszych, bezbronnych?

Natura jest dobrym psychologiem….. I nie chce ani grosza za swoje terapeutyczne usługi…. Nie musi wynajmować lokalu, nie ma konkurencji, chociaż człowiek robi wszystko abyśmy zapomnieli o niej. Wszelkie atrakcje wewnątrz, hotele z pełnym wyposażeniem, nie trzeba wychodzić….. Wszystko, oprócz przestrzeni, wszystko oprócz wolności….. Nie da się skopiować przestrzeni, w której pustynia i miasto żyją w zgodzie…….. Róże niczym damy, w pięknych sukniach, pachniały , pozwalały na chwileczkę zapomnienia….. Słońce delikatnie muskało policzki, wiatr wachlował, a strażnik w białej koszuli, pilnował, aby nikt jego damom, nie zakłócał balu, na który każdy jest zaproszony…. I nie musi być ani bogaty, ani inteligentny….
Nie miałam ochoty wracać…. Atmosfera ogrodu, spokój jego mieszkańców i błękit nieba, sprawiły, że ciężko mi było, opuścić to miejsce…. Podarunek od życia, kolejny, nieoczekiwany….. I upragniony….Uczę się przyjmować, takie chwile, uczą szacunku, uczą równowagi w trudach życia codziennego…. Niektóre problemy sami sobie tworzymy…. I gdy ciągle sobie wmawiamy, że to jest kara, to zapominamy, że życie nie karze, ono uczy…..
Co jest, takiego specjalnego w róży, jest kwiatem, jedynym z wielu. Być może, jest w niej ukryta tajemnica, która przetrwała wieki, być może, jest to radość, która nieustannie prosi o zatrzymanie się….. Szepnęła Księżna Grace….
Te chwile spędzone, w towarzystwie róż (przypomniał mi się Mały Książę, chociaż na horyzoncie, byli przystojni ogrodnicy)

Szepnął…. Jeżeli kochasz… Sercem patrz…..
W nim jest całe twoje życie…To serce jest twoim najlepszym przyjacielem, bynajmniej chce nim zostać….. Jeżeli kochasz….. To nie możesz przechodzić obojętnie wobec piękna natury, kreatywności, samotności, nie możesz ciągle czuć się karany,….. Serce bije dla ciebie… Gdy nie dbasz o nie, nie jesteś w stanie dbać o najbliższych…..

A serce na to; Nie próbuj mnie oddzielać, od logicznego myślenia….. Nie próbuj mnie ciągle atakować… Nie próbuj kontrolować wszystkiego…. W taki sposób mnie zabijasz….. Jestem twoim przyjacielem… A nie wrogiem, a tak często mnie traktujesz….. Przecież jestem z tobą, 24/24, beze mnie, nie istniejesz…. Nie szukaj winnego we mnie, gdy ukochana osoba cię opuszcza, tylko zastanów się gdzie tkwi problem….Nie oszukujmy się, twój czas jest ograniczony.
Nie można mnie kupić, nie można skopiować, żaden  książę, miliarder tego świata, nie ma tylu pieniędzy.
Tak, jestem szlachetnie urodzony, skoro ja to i ty, człowieku!!!

Moją  lekturą była książka „Lot nad kukułczym gniazdem”, która mało miała wspólnego, z tym, czego doświadczyłam…. A jednak, lektura i rzeczywiste piękno, którym zachwycałam się, wraz z innymi ludźmi, połączyły się….. Kesey miał rację, jeżeli człowiek przestaje się śmiać, przestaje widzieć piękno, którym jesteśmy otoczeni, które jest w nas. Rezygnacja pożera Odwagę.  Jesteśmy zdani na psychotropy i szpital psychiatryczny, a tam czasami testowanie leków, jest ważniejsze, podobno dla dobra człowieka….. Tragizm miesza się z sarkazmem…. I pojawia się pytanie… Czy i ja nie zabraniam innym się śmiać, bo sama już dawno przestałam?
Kaczor w ogrodzie róż, pokazał mi swoją postawą: Bądź odważna, bądź stanowcza, nie bój się konfrontacji, spojrzenia w oczy problemowi…. Czasami, okaże się, że to tylko złudzenie….

A piękno różanego ogrodu postawiło mnie przed faktem

Człowiek jest kreatywny …..

Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

Wtedy jednak nadejdzie On i swoje własne jarzmo, przeniesie na twoje barki. Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

Św. Jan Paweł II

To nie przypadek, ze dostałam akurat niedzielę wolną, gdy Pomost prowadził Drogę Krzyżową. To nie przypadek, że to była niedziela Radości…   Bóg w swoich interwencjach mówi, że…Jest Dobry…. I nikt Mu łaski nie robi….. Dlaczego tak łatwo, nam przychodzą pretensje, a tak trudno dzielenie? Tyle zmarnowanych talentów..!!. Tyle słów bez pokrycia!

Brak komunikacji dzieli….

Chcesz poczuć sekundy szczęścia…?

Podziel się!  Opowiedz swoją historię, poczuj jak toksyny opuszczają ciebie… Poczuj smak życia!
Pomost wciąż jest dla mnie ważny. Dlaczego? Nie mam pojęcia…. Tak samo, moi przyjaciele, są dla mnie, iskierkami szczęścia. Ogrzewają zmarznięte dłonie, tamują wewnętrzne krwawienie. To troska, jest najlepszym lekiem! Troska!

Paris, powitał mnie słońcem. Pyszny obiad w rodzinnej atmosferze, zapowiedział dobry czas. Wieczorem, Droga Krzyżowa animowana przez Pomost…. Chłopcy nieśli krzyż…. Światło towarzyszyło nam. Aniołowie tańczyli…. Na początku, mała ilość ludzi mnie zaskoczyła….A na końcu, pomyślałam sobie, że mieli być, ci, którzy byli. Odpowiedzieli na zaproszenie Stwórcy….I mam nadzieję, że Stwórca dotknął ich serc…. Bo dotknął mojego. Co niektórzy zostali w domu, reszta była posłuchać ks. Pawlukiewicza, który prowadził rekolekcje, a my, w tym samym czasie, w rożnych miejscach, prowadziliśmy drogę krzyżowa.

Sam,Bóg dawał nam rekolekcje… I zrozumiałam ważną rzecz: możesz być pobożny, jeździć na wszystkie pielgrzymki, i możesz nie spotkać się z Bogiem..
A możesz, pozwolić Mu, odkryć nieznane przestrzenie wiary i uśmiechając się do siebie,wzruszyć się Jego Obecnością.

Człowiek bez domu, potrzebuje poczuć nie tylko syty brzuch, ale i delikatne słowa, dostrzec błękit nieba w spojrzeniu. I potrzebuje , szlachetnej obecności, która zlewa się z promieniami słońca, kruszy kajdany oskarżających spojrzeń; Jesteś nikim… Ty już nigdy się nie zmienisz…
Chłopcy byli, elegancko ubrani, przejęci, wyzwaniem, jakie dostali. W takich momentach, jakiekolwiek różnice zanikają. Nie ma biednych, ani bogatych, nie ma lepiej ubranych, lepiej wykształconych.

Przed Stwórcą, wszyscy jesteśmy równi.

Moc w słabości się doskonali.

Wystarczy ci mojej mocy… .

Tylko, współczesny świat, słabeuszy nie trawi. Liczą się znajomości ,a nie kompetencje ,dyplomy ,a nie umiejętność pracy w ekipie .Liczy się zysk, a nie urodziny pracownika, jego smutki i radości.

Tyle organizacji charytatywnych, a coraz więcej bezdomnych….

Gdzie tkwi problem?

Jak wyjść z sytuacji, która przerasta człowieka, stawiając, go , w obliczu nienawiści, kłamstwa, chamstwa?

Podczas celebracji Drogi Krzyża, panowała piękna CISZA, w której było miejsce na odkrywanie, miejsca spotkania z Bogiem….

Św. Jan Paweł II i św. Augustyn, pomagali nam zrozumieć samych siebie.

Sam Bóg, zatroszczył się o nas.Wszystko było ważne. Każde wypowiadane słowo, każdy gest.

Krzyż pachniał wolnością. Krzyż oddychał naszym cierpieniem. Spotkaliśmy się z Szymonem, Weronika. Maryja, torowała nam drogę do Mistrza. Krzyczący tłum, przypomniał nam, nasze zachowanie, nie zawsze godne do naśladowania.Mistrz cierpiał, a my próbowaliśmy, przestać myśleć o swoich problemach, choć na chwile, poczuć Jego spojrzenie,usłyszeć; Twoje  Zycie ma sens!!!!

W obliczu cierpienia, pobożne miny, możemy schować do kieszeni, czekoladki nie wystarcza, ani pieniądze nie pomogą. Przychodzi taki moment, gdy stajemy twarzą w twarz z cierpieniem, którego unikamy…. Wtedy, albo przeklinamy, albo wdrapujemy się na drabinę akceptacji, która ,nie ma nic wspólnego z rola ,jaka często odgrywamy w życiu…

Nikt nie jest samowystarczalny, a często tak się zachowujemy…. Przezwyciężenie strachu, jest wielkim krokiem naprzód. Jest początkiem, zapalenia lampy, oświetlającej ciemności, wstydu, chronicznego smutku, samotności. Potrzebujemy siebie nawzajem, aby przytulic swoje, niekochane życie….

Dbanie o innych, tworzy kreatywność, uczy pracy w ekipie, jak Jezus, nie siedzi w ciepłych kapciach, przed telewizorem, i nie narzeka ze świat jest zły. Wypływa na glebie.

Sukces i porażkę traktuje jednakowo……

Każdy ma prawo, aby poczuć się szczęśliwym!!!!!-Usłyszeliśmy z ust JEZUSA

Czy jesteś szczęśliwy???

Jeżeli, tak, to czy dzielisz się, tym szczęściem z innymi???

Św. Jan od Krzyża, powiedział- „Ci, którzy są bardzo aktywni i którzy myślą objąć cały świat swoim kazaniem i swymi zewnętrznymi dziełami, niechaj pamiętają, że byliby bardziej pożyteczni dla Kościoła i znacznie milsi Bogu, nie mówiąc o dobrym przykładzie, jaki by dali, gdyby, chociaż połowę czasu spędzili z Nim na modlitwie”…..

Bezdomni potrzebują twojej Obecności.

Postaw się na ich miejscu.

Co czujesz??

Być może wtedy…….

 Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

I będziesz miał sile, aby podarować wolny czas…..

AUTORYTET BEZ KOMPETENCJI NIE MA ZADNEJ MOCY

Kompetencje bez autorytetu, są tak samo bezsilne, jak autorytet, bez kompetencji.
Kolejny piękny dzień. Słońce rozświetla ciemne zakamarki duszy.
Rozpoczął się post, czas refleksji nad istnieniem.
Kto, jest ważny w moim życiu?  Czy potrafię, wytrwać, rezygnując, z tego, co lubię? Czy te 40 dni, coś jeszcze dla mnie znaczą?
Mądre pytania zadał, biskup Nicei- André Marceau, podczas celebracji środy popielcowej.   Jak być współpracownikiem Boga, naszego Stwórcy??
Kto jest naszym bratem?  Jak pomagać, by nie krzywdzić, aby inni chcieli, a nie ciągle musieli?
Jest wielka przepaść, między „chcieć a musieć. Często, tej przepaści, nie widzimy,zmuszamy sIebie samych, terroryzujemy rodzinę, współpracowników.
Widzę to w pracy, każdy w swoim kącie, minimum wysiłku.
Presja, lęk, lenistwo -zmora, która wysysa ochotę do życia.
W ubiegłym tygodniu, zostałam zbombardowana smutnymi wieściami: wujek w szpitalu, babcia źle się poczuła, mąż koleżanki spadł z drabiny, koleżanka z pracy ma raka, śmierć w rodzinie… Trudno pozytywnie myśleć, w obliczu tylu wydarzeń.
Czas śmierci, jest wliczony w życie. Do niej nigdy się nie przygotujemy, nawet, jak dana osoba choruje…
Dostając „groźbę śmierci”, mam inne spojrzenie, na życie… Uczę się je kochać. Pewnie, łatwo nie jest.Aczkolwiek, przestałam użalać się, nad sobą, nad chorym człowiekiem, czy też zmarłą osobą..
Wiem, że to nic nie da, wiem, bo, mój profesor, podczas pierwszej wizyty-patrząc na mnie, pokazał mi, że, mam siłę, że, tomograf się pomylił. Zycie zasługuje na miłość. Zaopiekował się mną, tak jak robią  to  ,Anioły-nasi przyjaciele…. I wtedy wiele się zmieniło…. I wciąż zmienia….Wyrażam na to zgodę, jest to współpraca lekarza i pacjenta. Szukając źródła, wyrywa toksyczne skutki choroby z korzeniami (dlatego to tak długo trwa )
I miałam też radosną rozmowę z Asią, przypomniała mi o zaufaniu,o  naturalnej  potrzebie dzielenia się!!…Tak sobie myślę ,że w żyłach Asi zamiast krwi płynie, niczym nie skażona radość.
Psychiatra, Christophe André, nazywa takich ludzi- szczególnie uzdolnionymi, którzy są ubrani w zbroję szczęścia, radości.  Asia ma 20 lat. I to jest piękne, że mogę uczestniczyć w jej życiu, że dzieli się ze mną, tym, co dla niej ważne.
(Nie otworzysz konserwy palcami.)I tu wkracza „Chcę.”
Tworzy się zaufanie..
Nie możesz też, bezmyślnie wszystkim opowiadać o sobie…. Albo trafisz na złodzieja, albo cię wyśmieją. Za naiwność się płaci.
I miałam kilka dni, które przypominały mi o moim stanie zdrowia. Płuca, wciąż się wściekają. Hm, nie za bardzo je rozumiem. Moim tłumaczem jest mój lekarz…. Uspokoiły się, gdy, go zobaczyły. Kolejne spotkanie, kolejna lekcja, kolejna niespodzianka.
Spotkaliśmy się, przed szpitalem, przywitał się ze mną…. Panie z sekretariatu, mają czas… Są sympatyczne, aczkolwiek nie chciałabym z nimi pracować…. Za to z profesorem, tak…… Sam o sobie mówi, że, lubi porządek,bo medycyna tego wymaga…. Po badaniach, czekając na wizytę, rozmawiałam z panem, który ma większy problem z płucami,niż ja…. I  jego żona , nie dała rady..odeszła ….nie chciała się nim zaopiekować. Ten pan, ma ponad 60 lat…. W obliczu cierpienia, bliskich, gdy nie mamy oparcia, w lekarzu, najbliższych, przyjaciołach, gdy próbujemy sami walczyć… W którymś momencie, albo odchodzimy, albo stajemy się złośliwi. Depresja gotowa do ataku… Dlatego, ważna jest formacja lekarzy, serwisu medycznego, by w kryzysie, bezsilności, nie uciec, nie pozwolić  beznadziei zaistnieć.Pr. Marquette , nie zmienił swojej postawy. On też, ma zbroję” pasji” na sobie. Emanuje radością .Przy nim, milknę, wszystko, co ważne, przekazuje mi, bez słów.
Komunikujemy się dzięki, pasjom, jakie mamy. Mówimy ,tym samym językiem.   W jego żyłach, płynie pasja, ratowania człowieka.Jest gdzie ma być. Tym razem temat lekcji; Zaufanie…
Wyczuł mały szmer w płucach…Spojrzeniem przytulił, wypchał w ramiona natury…. Zachęcił do mojego ulubionego zajęcia; szukania piękna przyrody….Dodał odwagi, i to jest klucz motywowania. Klucz do wypłynięcia na głębię. Jak zawsze, student medycyny, czerpał inspiracje….(Przy okazji i ja…),jak  niesamowity jest nasz organizm) Wszystko, co w nas jest, czemuś służy…. Nie ma zbędnych organów… Każda krwinka, komórka, służy człowiekowi..Jego tłumaczenie ma głęboki sens. Nie jest, chwalipiętą. Jego celem, jest zarazić, młodych lekarzy, pasją konstruowania życia pacjenta. I za każdym razem, mówi, ze jestem dzielna…..  (no i tu mnie ma,)   Łagodnieję, i brakuje mi słów…. Podziwiam jego obecność, jeszcze bardziej…. I doceniam…. Jestem, tam gdzie mam być.
Co może być ważniejsze, od spotkania pełnego we wzruszenie, podziw, wdzięczność???
Zrozumieć niewypowiedziane. (Wystarczy chwila Obecności ,z człowiekiem, który ….I tutaj moja lista wciąż się powiększa, wciąż znajduję coś nowego, wciąż, mając przykład pr. Marquette, uczę się, w co inwestować, a co zostawić…. I to wszystko, dzięki Zaufaniu, jakie w sobie nosimy, i wyrażamy je w słowach, i gestach….i moje zmęczenie,spowodowane niewydolnością płuc, nabiera sensu…Nawet toksyczne eozynofile (w moim przypadku,zwiększona ich ilość ma działanie toksyczne,i czepiają się płuc) nie jest aż tak groźne (jak tłumaczył studentowi,to tak jakby je widział,była to opowieść,a nie wyuczone z książki…..)aż chce się sluchac….Majac kompetencje i autorytet…..Ratuje człowieka.
Niech, te 40 dni przyniosą,Zaufanie- mądrości serca, i niech dłoń nasza, zaciśnie się w dłoni Stwórcy, aby już nigdy jej nie opuścić….