Emocjonane zamieszanie a zrozumienie

1494328789827

Jesteśmy stworzeniem emocjonalnym.

Każdy człowiek nadaje na innych falach, problem polega na ustawieniu odpowiednio naszych emocji.
To, w jaki sposób się wypowiadamy świadczy o naszym stanie emocjonalnym.
Można wyćwiczyć ton głosu, gestów, słów, najtrudniej uciszyć emocje.
Nie przebieramy w słowach, gdy ktoś nas obraża.
Wyzwiska lecą jak kamienie…
A Ewangelia nam mówi…. Niech pierwszy rzuci kamień, kto jest bez winy…
Żaden tytuł, ani pozycja nie chronią przed głupotą.
Nawet w organizacjach charytatywnych w kościele, są sytuacje, którymi nie można się pochwalić.
Słowo ma ogromną moc.
Politycy są mistrzami w obrzucaniu się Słowami, mało inspirującymi.
Podobno pracują dla Dobra swojego państwa, czy też świata.
Rzadko jesteśmy świadomi wypowiadanych Słów.
Wcale nie czuję się bezpiecznie, gdy wojsko milcząco stawia kroki po ulicach…
Wcale nie czuje się bezpiecznie, gdy na świąteczny czas wszędzie bramki i sprawdzenie torebek….
Stan zagrożenia życia zagląda prosto w oczy…
Na początku było Słowo…..
Co zrobiliśmy z tym Słowem..?.. ·Boże Narodzenie trwa od listopada..
Jest wszystko, oprócz, miłości…..
Ludzie uciekają od siebie nawzajem. Rodziny przy stole, pełnym jedzenia, a  Miłość w kącie płacze….
Tęskni za człowiekiem, który zdolny jest do pokochania siebie i potraktowania z szacunkiem innych…
Pokochania, nie po to by rządzić nim, tylko pomóc mu uśmiechnąć się.
Czy jestem zdolna do takiej miłości???
Czy też, krzyk na dobre zainstalował się we mnie i emocje mówią, co chcą???
Gdy brałam dużą ilość kortyzonu, żałowałam, że nie mam karabinu, większość ludzi miałam ochotę pozbijać.
Moje emocje warczały na wszystkich…. I gdy podczas konsultacji, opowiedziałam mój stan profesorowi
On rzekł – rozumiem Ciebie…
I opowiedział historie ze swojego doświadczenia…
Żadnych dobrych rad…
Wkrótce znalazłam sposób na siebie i zrozumiałam, że leki pomogły mi zobaczyć niewypowiedziane emocje, które domagały się wyjścia na wolność.
Czujny Anioł Stróż naprowadził mnie na dobrą drogę, pozwolił samej nazwać to, co mnie boli, o czym rzadko mówię…. I to było trudne a zarazem uzdrawiające.
Ostatnio kupiłam dla dziewczyn z pracy bułeczki…. (I zostawiłam na stole) Dziękowały mi
Było to bardzo miłe, nie tyle podziękowanie, co sam fakt gestu…
I dziewczyny i ja miałyśmy uśmiech na cały dzień….
Takie spontanicznie gesty, mają wielka moc.
Dziś usłyszałam, że Dobrem jest każdy uśmiech…I że najważniejszy jest początek…Początek dnia…Każdej chwili Powstawanie po przegranej bitwie… Po słowach niezbyt dobrych.. I tak dopóki nie wpadniemy w ramiona śmierci… Jedynie, co mamy robić to brać garściami, co każdy dzień nam ofiaruje i zapamiętywać inspirujące słowa, gesty i uśmiechy…
Emocje lubią być wysłuchane. Emocje lubią ciepło. Emocje są częścią życia każdego człowieka. A gdy warczą, to znaczy, że czują się niedoceniane….
Wtedy warto się im przyjrzeć., A jeszcze lepiej, gdy trafi się na człowieka, który zrozumie, który będzie inspirował, który będąc dyrektorem, profesorem, biskupem, prezydentem potraktuje cię jakbyś był dla niego najważniejszą osobą na świecie.
Tak właśnie się czuję na konsultacji z moim profesorem Marquette.
Moja pozycja nie ma żadnego znaczenia                                                                                                                            Z takimi ludźmi można czynić tylko Dobro., A tylko, dlatego że obie strony szanują siebie nawzajem.
I być może wtedy globalne ocieplenie, przeniesie się w serca ludzi…..

Zawód – odkrywanie przestrzeni do życia

DSC_0172
Słońce woła , a słońcu się nie odmawia tak więc kolejne spotkanie z …
Mial być spacerek z książką po półwyspie  Cap Ferrat, a,było odkrycie nowej ścieżki nadmorskiej.
Villefranche- miasteczko obok Nice.
I tak znalazłam się na nadmorskich kamieniach, wydreptanych przez ludzi spragnionych spokoju.
Trochę schodów do pokonania, pełno zieleni pomieszanej z lazurem i promieniami roztańczonego słońca.
I muzyka morza.
To jest orkiestra na poziomie, jak zwykle nowy repertuar.
Rozbawila mnie, nazwa punktu widokowego, a bylo ich kilka (Francuzi lubią nazwy )
Tak więc rozpoczęłam od Pointe Madame I zmierzałam ku Pointe des sans culottes …. (bez majtek ).
Malownicze widoki, dużo ludzi o spokojnych twarzach.
Nie ma co się szarpać ,jestem tutaj  aby nauczyć się aktywnie odpoczywać, nigdzie się nie spiesząc.
To jest luksus,w grudniu móc wygrzewać się w słońcu.
Dużo żółtych kwiatów, nawet żółte motyle( tym razem nie chciały zdjęcia..)
Luksus oderwania się od zapachów miasta, od narzekania ludzi, od bałaganu w głowie.
Luksus wsłuchania się w siebie.
A łatwo nie jest.
Płacenie za techniki medytacje, żadna formacja, nie uczyni z nas mądrego człowieka.
Jedynie przykład i własne doświadczenie zmagania się z samym sobą…
Św Augustyn miał rację mówiąc :
„Człowiek nie może niczego nauczyć drugiego człowieka, może mu tylko dopomóc w wyszukiwaniu prawdy we własnym sercu, jeżeli ją posiada”.
Natura ma zdolność w wyszukiwaniu prawdy. Daje nam narzędzia do bycia szczęśliwym w teraźniejszości.
A z tym mamy problem.
Nikt o tym nas nie uczy, w domu temat tabu, w szkole to filozofia, w życiu dorosłym to głupota…
Dobrze jest na chwilę uciec od muzyki ulicy.
Nice i okolice mają w sobie wiele niespodzianek.
Ścieżki nadmorskie stworzone przez urzędy miasta, cieszą tych którzy je odkrywają.
Wśród urzędników są także pasjonaci natury.
Niesamowite, jest to że kilkadziesiąt schodów i morze podaje rękę na powitanie.
I tak kilka godzin można spędzić na randce z morzem,ogrzewanym przez słońce. (no cóż ok godz 15 trzeba się ewakuować, bo zimno się robi ) w końcu grudzień.
Ludzie się uśmiechają (zawsze znajdą się tacy, którzy plują jadem) nie pozwalają naturze na leczenie, nie chcą wyzdrowieć.
Natura wysyssa truciznę ciągłego gadania.
Mądrzy ludzie wiedzą, gdzie szukać oparcia.
Profesor Marquette nie tak dawno ze studentami uczestniczył w maratonie,(115 km w górach ) w ten sposób wspiera ludzi chorych na raka. Nie musi ćwiczyc yogi..
Natura uczy pokory.
Sztorm może być niebezpieczny, człowiek czasami chce się popisać i jak często mu się wydaje że panuje nad sytuacją.
Z naturą nie ma żartów…
Może właśnie to pokora a więc respekt do wszechświata, do każdego człowieka jest bogactwem.
Czasami pokorę mylimy z chronicznym siedzeniem cicho.
Przerabiałam to wiele razy, nic bardziej mylnego…
Moje wycieczki i profesor Marquette potwierdzają, że im więcej ruchu tym lepsze samopoczucie. Nawet jak mi się nie chce, nawet jak zmęczenie daje swe znaki.
W zależności od formy mogę wybrać ścieżkę nadmorską, a więc luzik, lub szczyty górskie, a więc przezwyciężenie słabości, walka z eozynofilami, które wciąż nie popuszczają.
Na wszystko jest jakiś sposób (w końcu odkryjesz ) taka myśl pojawiła się podczas ostatnich rozmów z morzem.
Na drugi dzień dotarłam do Cap Ferrat, burżuazja pełną gębą, wille otoczone murami i kamerami.
Po raz kolejny mogę stawiać kroki w tak szlachetnym towarzystwie (nie chodzi mi o wille ) tylko o widoki, morze i zieloną oprawę natury.
Obiad z lazurowym morzem.
Nie jest możliwe się nie zachwycić.
Sam fakt bycia wśród rozbijajacych się fal o brzeg, sprawia, że czas przestaje istnieć.
Kontemplacja zaprasza na obiad.
Czy można zakochać się w życiu??
Będąc tutaj, zdecydowane tak!!!!
Każdy z nas ma swoje wzloty i upadki..
Czasami jesteśmy jak Ikar, jak Syzyf, czujemy się jak Hiob, lub Piotr…
Czasami jesteśmy Janem, Einsteinem…
Czasami leń w nas zwycięża, lub pracoholik….
Czasami jedyną przeszkodą jest lęk przed wypowiedzeniem swoich uczuć, emocji.
Jak często zakładamy kłódkę na emocje, nieustannie sprawdzając, aby jej nikt nie otworzył.
I dziwimy się, że jesteśmy sami, z tym wszystkim co nas boli.
Fakt, ludzie rzadko słuchają, mają wiele do powiedzenia tylko, że na temat innych,  narzekając, że inni są mało sympatyczni.
Potknąć się o swój błąd to sukces.
Przyznać się, nie robić z niego afery, to kolejny sukces.
Otworzyć się na przebaczenie, wybaczając, to ciężka praca…
Usłyszeć-” jesteś odważna”, dodaje skrzydeł…
Te słowa pomagają mi wytrwać, gdy inni plują jadem niezadowolenia, zniechęcenia, robienia minimum, aby tylko skończyć pracę.
Marquette wypowiadając te słowa, wierzył we mnie, i tego się trzymam.
Jedno słowo, a tyle oznacza.
To jest produkt bio.
Może jakbyśmy przestali zamykać emocje na klucz, życie byłoby bardziej przyjazne.
Siedzi dwulatka na kolanach u Mikołaja, na pytanie co chciałaby dostać.
Odpowiedziała – Chcę się zdrzemnać….
Małej chciało się spać, a więc zażyczyła sobie, to co na ten moment było dla niej ważne…
Mikołaj poszedł jej tokiem myślenia i przytulił ją, a mała po chwili namysłu (czy aby może bezpiecznie się zdrzemnąć) także przytuliła się do niego.
Piękna scena, życia w teraźniejszości.
To, na co, dorośli wydają na różnorakie techniki relaksacji, zdrowego odżywiania, by nauczyć się żyć Tu i Teraz, to mała w jednym życzeniu wypowiedziała , co powinniśmy wiedzieć  na temat zdrowej formy życia.

Wsluchaj się w potrzeby teraźniejszości, to co ważne jest dla ciebie…. Dbając o siebie, zadbasz o innych….
Wystarczy obserwować dzieci, wrócić do beztroskich chwil dzieciństwa.
I wszystko staje się prostsze, jaśniejsze.
Ostatnio w sklepie, moją uwagę przyciągnął słoik z rabarbarem.
Przypominały mi się chwile , jak mama gotowała kompot, robiła ciasto.
I chcąc przypomnieć sobie smak, kupiłam sobie  zielonego rabarbaru….
Jego kwaskowaty, cierpki smak, przeniósł mnie  do rodzinnej atmosfery…
Beztroskie chwile…
” Rabarbar jest źródłem witamin A, C, E, a także potasu, kwasu foliowego i błonnika. W rabarbarze znajduje się dużo szkodliwego kwasu szczawiowego, dlatego nie powinny go jadać osoby chore na nerki i reumatyzm. Z kolei lecznicza odmiana rabarbaru – rzewień lekarski – ma właściwości antyrakowe, antyoksydacyjne i przeczyszczające „-tyle z internetu… (po raz kolejny zauważam, że w dziecinstwie zdrowo się odżywiałam )

Powrot do źródła życia rozpoczęty….
Jakże niedoceniana jest Matka Natura….

Upiliśmy się młodym winem

DSC_0192
Koniec listopada, sobota wieczór. Studenci zorganizowali wieczór uwielbienia, aby podkreślić wagę święta Chrystusa Króla, koniec roku liturgicznego. Św Faustyna prowadziła ten wieczór.
W obrazie Jezusa Miłosiernego kontemplowaliśmy twarz Króla.
Jezu ufam Tobie – nadzieja chrześcijanina.
Zaskoczona pięknem wystroju, muzyką świetne wkomponowaną w ciszę i spokój, pozwoliłam porwać się Aniołom.
Pianino z gitarą i kilka osób śpiewających. Pełnia prostoty.
Musical dla Stwórcy, a była to refleksja o Miłosiernym Bogu, który przytula, który nie zapomina o człowieku, który Jest…..Zawsze taki sam….
Bóg, który nas szturcha
Obudź się!
Uśmiechnij się!
Zawalcz o mnie!
Św. Jan Paweł II czuwał z nami, wraz z Aniołami pokazywał wroga Życia, pokazywał gdzie szukać pomocy. Bóg jest najlepszym psychiatrą (coraz więcej młodych cierpi na zaburzenia psychiczne) Bóg nie chce pieniędzy, nie chce cierpienia.
W życiu i tak mamy w pakiecie chwile trudne . Nie musimy chodzić do wróżek, aby pewnego dnia organizm odmówił posłuszeństwa, wypadek czy też inna tragedia ….nas zaskoczyły..
Nie możemy żyć ciągle w strachu, wtedy nasz wróg: lenistwo, zniechęcenie, narzekanie daje swe znaki, zabiera to, co i tak jest tak kruche- Życie.
Garstka ludzi odpowiedziała na zaproszenie Stwórcy, reszta jak to w sobotę odwiedzała  znajomych, delektowała się kolacją…Lub została w domu…
My także byliśmy na uczcie, młode wino także było… I był Bóg z Jezusem, Maryją, Aniołami, Świętymi….
Nic takiego się nie wydarzyło, a jednak wzruszenie każdego z nas wyraźnie było widać.
Bóg uzdrawia w ciszy…
Za mną siedział chłopak, który dał mi przykład. Nawet jego twarzy nie widziałam, a wiem, że modlił się za mnie.
Był na wyciągnięcie ręki, dyskretna Obecność, tak bardzo ważna w życiu codziennym..
Pomyślałam sobie ze tak właśnie ze mną postępuje Bóg, jak ten chłopak, który przyszedł nieoczekiwanie, usiadł za mną i przez długa chwilę był obok.
Zanurzony w modlitwie….
I gdy na końcu, chciałam mu podziękować, jego już nie było, wyszedł wcześniej..
Nigdy nie wiesz, kiedy spotkasz się twarzą w twarz ze Stwórcą…kiedy dyskretnie przyjdzie pomoc.
Potrzebujemy oparcia, a nie ciągłych rad, pretensji…
Młodzi studenci w Nice walczą o Boga, dzielą się talentami, rozdają radość. Jasne, proboszcz ich wspiera, jest z nimi, prowadzi ich..
Była nas garstka. Wszyscy z wyboru. Może to własne się bardziej liczy niż jakiekolwiek inne praktyki religijne.
Mój wybór.
Grupa śpiewała jakby był pełen kościół ludzi.
Jezus był dyrygentem! Miłosierny! Na boso! Bez względu na moją ignorancję Jego Obecności.
Takie niezwykle, Bóg wie, że zwyczajnie nudzą mnie długie kazania, modlitwy, a więc daje mi przykład…. I coraz wyraźniej potykam się o te przykłady. Widzę je, próbuję zachwycić się nimi.
Przeczytany tekst św. Faustyny, wpleciony w przebaczenie św. Jana Pawła  II swojemu zabójcy, było mocnym przypomnieniem zawierzenia Stwórcy, tego co dla mnie ważne.
Będziemy sądzeni z miłości, a nie z ilości modlitw…
Rodzice małego chłopca, byli w grupie śpiewającej, a więc młody nudził się, a nawet chwilami im przeszkadzał. Dzieci lubią być zajęte.
Człowiek dorosły mówi, że jest zajęty, nie zawsze zgodnie z prawdą.
Wszyscy potrzebujemy, aby ktoś nas przytulił..
Samotność jest gorsza od raka. Czasami nasz wredny charakter odsuwa innych, czasami boimy się, że po raz kolejny raz zostaniemy skrzywdzeni. Czasami jest to wezwanie Boga…
Wychodząc z kościoła, uśmiechnęłam się…
Znak Ducha Świętej Radości. Nawet  księżyc do mnie mrugnął…..
Niedzielną celebrację mszy św. miał proboszcz. I znowu podniósł poprzeczkę.
Odkrywam Boga. I te wszystkie rekolekcje, przeczytane religijne książki, rozmowy, są niczym w porównaniu z tym, co się dzieje podczas mszy św.
Potrzeba księdza, który ma czas, dla Boga, który wychodzi naprzeciw Bogu i dba o kondycję swoich parafian.
Pere François-Régis świetnie spełnia misję, jaka została mu powierzona.
Dziś, gdy z orszakiem młodych ludzi środkiem kościoła, wchodził, był skupiony, w geście uwielbienia  miał lekko rozłożone dłonie…. (gest modlitwy)

  Ewangelia była śpiewana, aby podkreślić święto…
Kazanie, jak zwykle pełne medytacji, bez krzyku, bez zbędnych słów. Zero pestycydów, 100%   Dobra Nowina…
Ciepłym głosem powiedział tak-  Jeżeli doświadczyłeś Miłosierdzia Bożego, jeżeli zostałeś dotknięty Obecnością Boga, jeżeli poczułeś ciarki i byłeś pewien, że to On jest obok, w chwilach trudnych,w grzechu, w  słabościach, to nie możesz nie być miłosiernym… Jest to rzecz niemożliwa…. Jeżeli  tak się dzieje, to znaczy, że jeszcze nie spotkałeś Boga….. I w tym momencie cisza była tak wymowna, że aż mnie ciarki przeszły…
Mocne!!!
I opowiedział historie, nowego pastora, który przebrał się za bezdomnego, miał objąć kościoł liczący 10.000 Członków.
Prosił ludzi o jedzenie, bez odzewu… Poszedł do kaplicy, usiadł z przodu i został poproszony przez osoby wprowadzające, aby zechciał usiąść z tyłu. Pozdrawiał ludzi, bez odzewu,…
I przyszedł moment przedstawienia nowego pastora…
Zgromadzenie rozglądało się wokół, klaszcząc z radością i oczekiwaniem… Bezdomny człowiek siedzący z tyłu wstał…  I wtedy przeczytał dzisiejszą Ewangelię…
„…… Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. Wówczas zapytają sprawiedliwi: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? Spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? Lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie? A Król im odpowie: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mieście uczynili”.
Dodał: Dziś widzę tu zgromadzenie ludzi, a nie kościół Jezusa Chrystusa. Na świecie jest wystarczająco dużo ludzi, lecz za mało uczniów…, Kiedy WY zechcecie stać się uczniami? …. Być chrześcijaninem to coś więcej niż myślicie, że jesteście. Jest to coś, czym się żyje i dzieli z innymi.
Kiedy zaczniesz być prawdziwym chrześcijaninem???
Ta historia zawstydziła i mnie.
Père François-Régis celebruje kilka minut ciszy po komunii…. I ta cisza ma sobie wielką wartość.. Wspólnota wtedy czerpie zyski. Rodzi się więź między Bogiem a człowiekiem….  

Nie jest łatwo być dla innym zawsze dobrym, ale też nie jest łatwo, gdy ciągle od innych otrzymujemy odmowę…DSC_0145
Każdy gest uśmiechu ma sens…. Każde dobre słowo ma sens…
Jezus patrzył głębiej….

Bez tytułu

DSC_0137

Życie daje nam lekcje każdego dnia, zwłaszcza dzieci….
Szymon sprząta butelki, którymi się bawi i mówi:: widzisz mamo jestem dobry mądry i dobrze gram piłkę i pomagam innym. I nawet sprzątam po sobie.
Gdy mama zaangażowała go w sprzątanie kościoła, i na dworze zbierał patyki, układał na kupkę i mówił:Pan Bóg jest ze mnie zadowolony! Ma 5 lat
To nie było pytanie, to była pewność.
À co robi dorosły?
W swej fałszywej pobożności, nie lubi samego siebie, łzy wzruszenia w kościele są rzadkością, Bóg w mniemaniu dorosłego jest rzadko zadowolony z niego….
Młody, nikogo nie udaje, nie rozumiejąc słów, które wypowiada,traktuje siebie samego z życzliwością.
I jest przekonany o słuszności swoich słów.
Tak oznacza Tak, Nie oznacza Nie.
Skoro mówisz mu, że cudownie narysował obrazek, a za kilka minut mówisz, że ładnie,to oczywistą refleksją jest: a przecież mówiłaś, że cudownie.. Przekaz jest klarowny, jasny, czysty.
Może gdybyśmy zainwestowali w spotkania z dziećmi, nie tyle, aby ich pouczać, ale by nauczyć się kochać samego siebie, nasze poczucie wartości byłoby bardziej kolorowe, mniej poważne.
Jestem dobry w tym, co robię….
Kiedy ostatnio sam sobie takie słowa otuchy powiedziałeś???
Oczywiście, jeżeli lenistwo przeszkadza, w zdrowym poczuciu wartości to słowa otuchy mogą stać się oszukiwaniem samego siebie.
Dobro, piękno, mądrość ! Cechy warte uwagi!Cechy, których uczymy się całe życie, zwłaszcza bycia mądrym!
Bycie dobrym człowiekiem częściej się nam zdarza niż bycie mądrym…
Mądrość to szczerość.
I znowu przykład Pr Marquette.
Oczywiście mam swoje teorie na temat mojej patologii płuc,zwykle konsultuje je z profesorem.
I co jest piękne, to, że nie podważa moich teorii, czasami idzie moim tropem. Czasami dodaje szczyptę swojej wiedzy. I tworzy się harmonia, eozynofile usypiają, a ja mam gwiazdy przed oczami….
Czasami upomina, abym przestała się martwić, abym za bardzo nie kombinowała z lekami…
Zwykle podaje przykłady pacjentów, którzy pomimo różnych patologii, żyją pełną parą, doceniają Oddech…
Jego dziecięca strona ciekawości, ma wiele do powiedzenia.
Bycie profesorem, ordynatorem, koordynatorem projektu na skalę międzynarodową zobowiązuje…
A On, co robi….???
Zwyczajne jest, daje z siebie wszystko, co ma najlepszego. Wie, że jest dobry, mądry i pomaga innym,lubi porządek…(Ostatnio jak dawał mi receptę, to, niechcący dał mi kopie listu, jaki zresztą dostałam, z tym, że na jego kopi, było podkreślone markerem informacje, aby mógł się szybciej połapać) Grunt to dobra organizacja!!!
Wszystko, co robi, robi dla przyszłego pokolenia…
Bierze przykład z małego Szymona, który wie, że jest Dobry i Mądry….
Wczoraj spędziłam wolny czas na plaży z książką…
Morze ze słońcem siedziało na kocu, wiatr się rozszalał, było ciepło blisko słońca, fale nuciły Ode do radości…
Nowo poznany autor francuski, Gilles Legardinier – producent, scenarzysta, twórca pięknych emocji.
Książka ma tytuł :Demain j arrête !
Polubiłam autora, powieść pełna emocji, trochę bajkowych, aczkolwiek bardzo subtelnych, szlachetnych i dobrych….Poczucia humoru pod dostatkiem, jedna z tych książek, które chce się przeczytać od razu…
No cóż, tak też zrobiłam, (oprócz lekarzy, mam słabość do książek) zwłaszcza takich, które mają w sobie poczucie humoru, przy których można odpocząć, zarazić się optymizmem bohaterów, uronić kilka łez, gdy cierpią, rozmarzyć się, aby wrócić na ziemię lepszym, łagodniejszym….
Gilles tworzy emocje, które można zobaczyć. Jako scenarzysta, widzi je i przelewa na papier… I nawet mu to wychodzi…
Jest to historia miłości, która ma wiele czystego uczucia zakochiwania się, bez wskakiwania sobie do łóżka, w dniu poznania…
Tytuł można przetłumaczyć na Jutro się zatrzymam!
Jutro przestanę!!
Uśmiałam się z przygód bohaterów, mieli w sobie dużo szlachetnych uczuć, które pozwalają nam oddychać…
Banalna historia poszukiwania drugiej połówki, nowy sąsiad i uczucia bardziej od strony zachowania kobiety….
Julie prowadzi wewnętrzny dialog, trochę się z nią utożsamiłam… Robi same głupoty… I jest bardzo sympatyczną osobą…Ba wszystko się dobrze kończy… Jest życie I śmierć.. Jest poczucie bezpieczeństwa i wielka samotność…
Tego dnia nic nie zrobiłam, oprócz przeczytania książki, Gilles wycisnął ze mnie kilka łez…
Musiałam odezwać się do moich przyjaciół, tych z Paris, bardzo za nimi zatęskniłam i za rodziną, z którą mniej lub bardziej się dogaduje…
Życie ma sens, gdy mamy, do kogo zadzwonić… Tylko po to, aby usłyszeć głos drugiej osoby….
Reszta jest optycznym złudzeniem…
Szymon I Pr Marquette to widzą i wiedzą, czują, że są dobrzy i mądrzy i rozdają siebie….I wcale im nie ubywa..
Nie żałuj czasu na wspólnie spędzony czas….. On jest bezcenny…
Żyj, ucząc się, a nauczysz się żyć…. To robi Szymon , który wchodzi w życie, i pr. Marquette, który wie gdzie użyć władzy, jaką ma.
Nigdy nie popisuje się przy pacjentach…
Tworzy życie oparte na rzeczywistości a nie na temat tytułach….
To jest sukces!!!
W gruncie rzeczy bycie profesorem i dzieckiem, ma o wiele wspólnego niż nam się wydaje. Zawiera bezcenne cechy Dobra i Mądrości, których człowiek od wieków szuka… Jezeli szuka…

Wszystkich Swietych-znak jednosci i pokoju

Wszystkich Świętych- czas refleksji, czas przypomnienia, że każdy z nas przekroczy bramę śmierci.
Kościół celebruje, tych, którzy nie wahali się oddać swojego życia za wiarę w Jezusa. Ich wiara była ścisłą współpracą ze Stwórcą i często walką o drugiego człowieka.
Większość świętych zza  ich życia było uważanych za idiotów.
Ojciec Pio dosyć dosadnie odpowiedział na stwierdzenie    jednego z profesorów, który głosił, że stygmaty są efektem autosugestii, a wywołane zostały przez nieustanną medytację Męki Pańskiej i wielkie pragnienie współcierpienia. Ojciec Pio uśmiechnął się i rzekł: „Powiedzcie mu, żeby wyszedł na pole. Potem niech bardzo intensywnie myśli, że jest bykiem. I zobaczymy, czy wyrosną mu od tego rogi”.
W tym roku wielkim przeżyciem dla mnie było poznanie św. Charbela, msza św. z relikwiami świętego odprawiona przez kapłana z Libii.
Często błogosławiony Frassati szturcha mnie abym nie zapomniała o dzieleniu się…
Matka Teresa z Kalkuty też mi się często przypomina…
I poznałam św. Hildegarde i wino z lawendy na oczyszczenie moich płuc… Właśnie zamierzam zamówić…
Oni wszyscy zaryzykowali, żyli pasją, mając Boga w swoich rękach klękali przed człowiekiem ,jak Jezus.
Nie potrzebowali głaskania, byli  pewni, tego, co robią. Mieli poczucie humoru.
Stwórca ich wybrał, i dał im zwycięstwo nad złym duchem…
Wszystkich świętych związane jest ze  wspominaniem naszych bliskich zmarłych. Dzień wolny, a więc pójście na cmentarz….
W tym smutnym wspominaniu, zapominamy o komunii świętych i tych, których nie ma już z nami..
Kilka lat temu mogłam celebrować Wszystkich Świętych wraz z apostołem Jakubem w Compostela.
 To było świętowanie!!
Procesja w katedrze z figurami świętych, piękne śpiewy, dzwony, i kadzidło, które robi wrażenie….
Ludzie z całego świata, zmęczeni pielgrzymi, mieszkańcy miasta i turyści.
Niesamowite było dla mnie i zadziwiające. Jakbym uczestniczyła w świętach Wielkiej  Nocy, a więc w Zmartwychwstaniu Jezusa…
Jedna z najpiękniejszych celebracji tego święta, jaką mogłam przeżyć.
Radość, która otwiera bramy nieba.
Święci widzą Boga, odebrali swoją nagrodę i mają nam wiele do powiedzenia, są naszymi adwokatami przed Stwórcą.
Mają ogromną moc, która  tak rzadko się  interesujemy.
W tym roku mogłam być na mszy w kościele  studenckim w Nice.
Proboszcz parafii Saint  Jean- Baptiste- le Vœu jest mistykiem. Liturgia dla niego ma wielkie znaczenie. Ma mocną ekipę liturgiczną, chór studentów i wiernych, którzy świadomie przeżywają Spotkanie ze Stwórcą .
Msza św. niedzielna trwa zawsze ponad godzinę i nikt nie wychodzi, nie patrzy na zegarek…
Ksiądz na kazaniu przytoczył cytat z książki, którą niedawno przeczytałam, o komunii ze Świętymi, o tej wielkiej tajemnicy, o misterium wiary….
Raduj się chrześcijanie!!
Nie bój się żyć pasją!!.
Nie bój się być sobą!!
Łaska wiary cię poprowadzi…
Mocny moment przyjęcia komunii św., akurat proboszcz rozdawał Boga. Sposób, w jaki to czynił, był mistyczny..
(A nic takiego się  nie działo)Bóg po cichu uzdrawiał . Święci mu podpowiadali, kto najbardziej potrzebuje uzdrowienia, a Aniołowie, szczególnie, Stróżowie Mu marudzili.
(Teraz to się nie dziwię, skoro proboszcz taki przykład daje, to stawia wysoką poprzeczkę parafianom) Nie można wyjść smutnym…
Jest to niemożliwe!!!
Po takiej celebracji, w Wielkiej Prostocie, co można, to uśmiechnąć się do Nieba))
Bóg rozdawał siebie….Jak rzadko o tym pamiętam….
Miałam łzy w oczach….
Ta celebracja upomniała mnie…
Bóg poprzez świętych, powiedział: podczas każdej mszy uzdrawiam, nie musisz jeździć po całym świecie na spotkania charyzmatyczne, nie musisz skakać od księdza do księdza….
Jeżeli będziesz potrzebować, dam ci znać..
(Ostatnio marudziłam, że brakuje mi wspólnoty)l Bóg odpowiedział, dając wzruszenie, idealnie dobrane piosenki do liturgii, proboszcza, a nade wszystko dał Siebie…
Co mnie wzrusza, w tym kościele, to postawa ludzi po przyjęciu komunii św…. Jest cicho, spokojne, jakby każdy widział Boga, jakby z nim rozmawiał…. Na pewno atmosfera, jaką stwarzają księża pomaga w  zrozumieniu tajemnicy wiary.
Bóg jest poetą.
I drugi dzień, wspomnienie bliskich zmarłych…
Słonce wciąż dzieli się ciepłymi promieniami, w pracy  spokojniej  i mogłam być na mszy. Dziś  proboszcz celebrował i miał kazanie.
Mniej ludzi, nie było chóru, tylko dwie osoby śpiewały, nie było kadzidła ani jednego lektora.
Był Bóg, ksiądz i my.
Skromność przemówiła.
Celebracja tej mszy była równie mocna we wzruszenie, jak dzień wcześniej.
Komunia, jaką młodzi stworzyli, piosenki, jakie zaśpiewali harmonizowały z gestami księdza, jego słowami, tonem głosu. Pełna synchronizacja.
Nie można przejść obojętnie, obok takiego spotkania.
I znowu łzy.
Czułam obecność babci. Przypominała mi o dniu jej pogrzebu i ciepłych promieniach słońca, a więc i światła…. Jakby chciała powiedzieć: Jak będziesz widzieć ciemność…
Przypomnę Ci o słońcu… Uśmiechnęłam się..
Poznałam nową świętą, Odylia, lub Otylia  o której proboszcz opowiadał…
Według życiorysu z X wieku Odylia urodziła się niewidoma i dlatego jej ojciec Adalryk, aby uniknąć hańby, postanowił ją zabić. Matka Betswinda uratowała ją i przekazała na dalsze wychowanie do klasztoru Baume-les-Dames. Według legendy Odylia w czasie chrztu udzielonego jej przez biskupa św.Erharda miała odzyskać wzrok.
Ojciec nie chciał jej znać, do tego stopnia, gdy jeden z braci przyprowadził ją na zamek, ojciec nie wahał się go zabić…
Książę pozwolił córce wrócić do domu, ale kazał jej pełnić obowiązki prostej służebnicy..
À Gdy umierał, Odylia miała wizję  jak był w  wielkich męczarniach… Przez trzy dni modliła się za niego…  Bóg jej wysłuchał, ojciec został wyrwany z sideł Szatana mocą modlitwy Odylii…. Jest orędowniczką w chorobach oczu, uszu i bólach głowy.
Proboszcz przekazał ważną rzecz, aby modlić się za dusze w czyśćcu, o to, aby powiedziały Bogu- Tak…Prostota modlitwy, jest łaską żywej wiary. Co jest najpiękniejsze Bóg zawsze mówi:, Jeśli chcesz…Daje wolność wyboru, jakiej człowiek nie potrafi dać. Bóg nie szantażuje, człowiek w swojej pysznej postawie robi z Boga bożka, twierdząc, że jest chrześcijaninem…

A On przychodzi w twarzy biednego, złodzieja, złośliwości sąsiada, szefa, w rodzicach, którzy nie potrafili dać przykładu, we wszystkim, co trudne, w chorobie, odejściu ukochanej osoby, w zmaganiu się z samym sobą…
Co ty na to Mu odpowiesz?

Czas istnieje, gdy coś robimy

DSC_0106Dziś dyrekcja – Saint Jeannet.
Po raz drugi wdrapałam się na Baou, tym razem Baou la Gaude . Tam rośnie dąb, który jest staruszkiem datowanym na  400-600 lat..
Nie ma imienia, jest to Duży Dąb.
Myślę, że może być kobietą. Silną, odważną. Ani piorun, ani szkodniki, ani umarłe gałęzie, nie mają wpływu na jej panowanie. Jej korzenie są jakby przykryte szatą, na której można się położyć. Ma ukryte piękno w sobie, tak jak każdy człowiek. Niestety rzadko to piękno widzimy. Jak często wygląd, ma dla nas większe znaczenie, niż ukryte dobro?
Ostatnio mało entuzjazmu we mnie, jesienny spadek dobrego nastawienia.
Góry są idealne do nabrania sił.
W moim przypadku, są błogosławieństwem.
Baou la Gaude, malutka górka, która kryje w sobie wiele tajemnic.
I tak za rękę ze słońcem, powoli wdrapywałam się w zacisze zielonych drzew, a właściwie spalonych słońcem.
Nieliczne drzewa maja kolory jesieni.
I nagle pojawiła się dziewczyna, a więc Bonjour i poszłam dalej…
Jednak miałyśmy się poznać. Niezwykła znajomość, okazało się, że jest polką…
Widocznie dobrze nam było, skoro zaczęło się robić ciemno, gdy schodziłyśmy z górki…Księżyc uśmiechnął się do nas.
Czas płynął, a my  tyle miałyśmy sobie do powiedzenia…
Ciekawe jest to, że niedawno koleżanka z pracy, stwierdziła, że ostatnio jestem milcząca… (Jakoś wolę milczącą postawę, niż słowa, które są pustką) Wtedy nie miałam nic do powiedzenia.
A dziś nie mogłybyśmy się nagadać…
Tak bez żadnych oporów, dawania rad, czy też napinania się, pokazywania się od jak najlepszej strony. I to było fajne.
Iza jest artystką, bardzo radosną i kolorową.
Nie boi się życia.
Tworzy siebie poprzez swoje dzieła. Szkło nie ma dla niej tajemnic, góry także.
Okazało się, że wiele rzeczy w górach ignoruje, bo ich nie  widzę.
Dobrze jest iść z kimś, kto widzi inne rzeczy, ktoś, kto pokazuje je, dzieli się nimi, a nie popisuje się, że wie lepiej i więcej.
Z takimi trudno wytrzymać.
Może, dlatego tak nam się dobrze rozmawiało, Iza dzieliła się ze mną, tym, co dla niej ważne, swoimi marzeniami, przeżyciami.
Zbierałam z nią owoce róży, jałowca, oregano.  A nawet mała sarenka nam zrobiła kuku… Druga się dobrze ukryła.
Niespodzianka od życia.
Otworzyłyśmy ten prezent maszerując razem, była moim przewodnikiem.
Mogłyśmy tylko powiedzieć  sobie Bonjour  i pójść dalej…
A jednak… Ten czas, ta osoba.
Myślę, że potrzebowałam takiej osoby, pełnej kolorów Życia. Pięknych kolorów, pełnych radości, nadziei, odwagi.
Iza miała wejść tylko na chwilę, a ja też nie przewidziałam, że wrócę ostatnim autobusem.
Padło dużo dobrych słów, których tak mało w naszym życiu, dużo śmiesznych historii, trochę życiowych trudności.
Te trudności były wyzwaniem, a nie tylko narzekaniem.
Życie jest większe od śmierci. Piękno jest w człowieku, w jego przeżywaniu  życia. W dzieleniu się, swoimi historiami, a nie tylko wyczytanymi, usłyszanymi…
Mieszkała w Izraelu, w Jordani.Tam śmierć jest bardziej widoczna niż w  Europie. Każdy poranek to informacje, ile osób zginęło.
I pomimo wszystko, ludzie tańczą nawet czekając na autobus. Życie ma zupełnie inny wymiar.
Żyją bardziej intensywnie, a ja narzekam..
Właściwie, na co???
Takie opowieści, z pierwszej ręki, dają do myślenia.
Śmierć nie ma żadnej władzy, dopóki człowiek potrafi cieszyć się każdą sekundą, z wszystkiego, co ma, co mu dzień podaruje.
Europa umiera, bo ma dostęp do wszystkiego, co jest potrzebne, aby godnie żyć!!
Paradoks!! ·A tam gdzie jest wojna, ludzie Żyją i cieszą się, bo wiedzą, że jutro może nie nadejść!!
Brakuje nam świadomości i autentycznych ludzi.
„… Tylko ludzie szczęśliwi mogą być wielkoduszni i otwarci na świat. Dążenie do szczęścia wydaje mi się, więc podstawowym warunkiem udanej egzystencji dla siebie i dla innych”- twierdzi Christophe André, psychiatra.
Ma rację, dzisiejsze spotkanie było wybuchem radości…
Iza otworzyła mi także swój dom, dała to, co ma najlepszego..
Gościnność jest otwartością serca, a wielkoduszność atrybutem ludzi ufających, że wszystko, co nas spotyka ma sens.
Raz na jakiś czas, wyłącz telefon, by sprawdzić czy żyjesz!!!!

Czas istnieje wtedy gdy go przezywamy, celebrujemy, odkrywamy.

Jeżeli kochasz sercem patrz

DSC_0061Kolejny poniedziałek. Słońce, zatrzymało się na dłużej w Nice.
Przy śniadaniu wciąż nie wiedziałam gdzie się wybrać…
Moje niezdecydowanie zostało zmienione w autobusie…
Lenistwo ścieżki nadmorskiej, czy też wdrapanie się na Baou la Gaude ?
To był mój jedyny problem tego dnia.
Wygrało błogosławione lenistwo i spokój ścieżki pomiędzy Cap D Ail a Monaco..
Tym razem odkrywanie natury rozpoczęłam w Cap D Ail.  
Słońce od razu założyło mi okulary przeciwsłoneczne i towarzyszyło mi przez cały dzień.
Co chwilę się zatrzymywałam, aby posłuchać muzyki morza, aby na chwilę oderwać się od smutku tego świata, aby  odczepić toksyczne emocje, na chwilę wyciszyć myśli.
Stoły, ławki, wszystko dla zmęczonych ludzi, nic tylko usiąść i zapomnieć się, aby znaleźć się w zaciszu własnego serca.
Motyl pozwolił mi się ze wszystkich stron fotografować, pochwalił się swoim strojem, gołąb towarzyszył mi przy obiedzie, który  jadłam na kanapie z widokiem na morskie głębiny i niebo z uśmiechniętym słońcem(kanapa była z betonu, a na obiad piknikowe rarytasy)
Pointe des Duaniers – tak nazywa się niezwykle miejsce wysunięte w morze, wysepka w miniaturze. Dziki ogród z barem, o tej porze roku zamkniętym.
Zaskoczyła mnie obecność  czterech kotów, które pilnowały baru. Wylegiwały się w słońcu, jeden z nich przyszedł się przywitać.
No cóż wzięłam z nich przykład, i  to było terapeutyczne. Najlepsze lekarstwo na smutne chwile, na odnalezienie siebie.
Wpatrzona w lazurowe kolory nieba i morza, płynęłam razem z nim, słońce robiło mi masaż, świat kalkulacji, nakazów, na chwilę zniknął.
Niesamowite są morskie fale, jedna drugą napędza, by   rozbić się o brzeg. Perfekcyjna współpraca z wiatrem.
Każda fala ma swoją trasę, jedna jest zależna od drugiej. W chaosie wydawanych dźwięków tworzy się harmonia.
Tak jak w życiu, w wyścigu za wygodnym życiem, tracimy część siebie. Jedynie współpraca z drugim człowiekiem może przynieść harmonię.
I tak dotarłam do Monaco, do ogrodu różanego księżnej Grace.. Róże zmęczone słońcem, nieliczne kwitną, za to ich zapach jest tak intensywny, że długą chwilę nie mogłam się oderwać od nich…
Poczułam się jak Mały książę ze swoją różą…. „
Jeżeli kochasz, sercem patrz” – szepnął wiatr….
I tak zakończyłam dzień, w tak szlachetnym towarzystwie i dobrych radach natury…
Nie myślałam, że następny dzień będziesz jeszcze piękniejszy…..
Nie siedź w domu!!!
Sprawdź, Co Natura ma ci do przekazania.DSC_0094

Powietrze zaprasza do dialogu

1508319922557Jest takie powietrze, które zaprasza do dialogu.
Twoje drugie życie zaczyna się wtedy, gdy zrozumiesz, że masz tylko jedno – tytuł książki, który zwrócił moja uwagę. Powieść z humorem i refleksjami o tym, co mamy, kim jesteśmy,o naszych ukrytych  marzeniach , talentach.
Kolejny piękny tydzień za mną. Kolejne wolne dwa dni. Tym razem w Nice.
Jeden z moich przyjaciół miał urodziny. Mieliśmy się spotkać na kolacji. Wieczór przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania…
Zastanawiając się nad drobnym prezentem, kupiłam kubek z napisem: wydaje się, że jesteś idealnym facetem…
I kartkę, z napisem: wolność, to nie przychodzić na czas.. (A zdarza mu się) Wiedząc, że się na mnie nie obrazi, pozwoliłam sobie na kreatywne upominki.
Cóż za radość, szukać pomysłowych, niebanalnych prezentów.
Jako że miesiąc różańcowy, spotkaliśmy się w kaplicy na Garibaldi (bardzo lubię kaplicę) modlitwa umocniła nas. Dzieciaki z przejęciem mówiły Zdrowaś Mario, ich serca śpiewały. Stwórca uwrażliwiał nas, na jakość ”rozmowy” z Nim.
Msza św. ukoronowała pierwszą część spotkania.
Masz jedno życie – gdy obraz samego siebie jest dobry, to i świat wokół nas jest piękniejszy.
Oddychaliśmy życzliwością.
Arystoteles napisał, że czynienie  dobra innym, to oświecony egoizm. Najgorzej uważać się za idealnego we wszystkich dziedzinach…
Oczekiwanie na stolik było długie, a więc poszliśmy gdzie indziej. Nie był to dobry pomysł… No cóż urodzinowa atmosfera rozgrzewała nas.
Uśmiech kosztuje mniej niż elektryczność, a daje tyle samo światła. Energia ekologiczna, którą można wykorzystać wszędzie.
Masz tylko jedno życie – jesteś jedyną osobą odpowiedzialną za swoje życie i szczęście.
Zwykle zdjęcia robimy, gdy nas coś zachwyca, gdy chcemy zapamiętać osobę, miejsce, a my robiliśmy  zdjęcia w wyobraźni z pozytywnymi chwilami tego wieczoru…..Dobre ćwiczenie, aby nie zasypiać z samymi negatywami.
Na koniec poszliśmy na plażę, aby świętować z morskimi falami. Świeczka i symboliczna bułeczka z jabłkami (ulubione jubilata ) ukoronowała wieczór.
Morze koncertowało, radość odbijała się w gwiazdach, a my trwaliśmy wzruszeni chwilą, która nas przytulała.
Tak niewiele potrzeba, aby szczęście zapaliło światło Spontaniczności….
Życie jest tylko jedno – zamiast liczyć barany gdy nie możemy usnąć… Pomyślmy o trzech sympatycznych rzeczach, które wydarzyły się danego dnia, o tym, co dzień nam podarował. Bez wchodzenia z dialog z rozumem. Niech emocje przemówią.
By usnąć z uśmiechem….

Tajemnice zdrowego życia w codzienności

DSC_0839„Jego szkoła nacechowana była troską o zdrowie chorego” -tak piszą o Hipokratesie, ojcu medycyny…..
Jak wiele się zmieniło od tych czasów. Wynaleziono leki, metody, sprzęty medyczne…. Jednak lekarze zapominają o swoim powołaniu.
Ilość  operacji plastycznych, sprzedawanych leków, są tego dowodem. Masakrowanie swojego ciała, tylko, po co??
Głównym problemem jest cierpiąca dusza. Żadna operacja plastyczna, ani psychotropy, nawet najlepsza terapia nie uzdrowi człowieka.  Na chorobę duszy, która rozprzestrzenia się z prędkości światła jest….???
Każdy z nas może sobie odpowiedzieć na pytanie: Czy ja mam czas Żyć???
Tak bardzo lubimy grabić do siebie, i to szerokimi grabiami,( ba oczywiście to, co nie nasze)troską nazywany pracoholizm.
Troska o zdrowie chorego – studia medyczne nauczą metod, ale nie troski. Jeżeli młody lekarz, ma pasję odkrywania swojego powołana, to będzie troskliwym lekarzem. Inaczej, stanie się bogaty i technicznie dobry, aczkolwiek, z biegiem lat, powołanie stanie się jedynie zawodem, który go może go wypalić. ·Lekarz według Hipokratesa powinien być sługą Natury.
Niedawno odkryłam św. Hildegardaę ,która była sługą Boga i Natury. Jak na tamte czasy, kobieta respektowana i słuchana przez ówczesne elity. Nie musiała krzyczeć, że jest feministką. Hipokrates, także wspomagał naturalne procesy zdrowienia. A teraz, lekarze przepisują na wszystko leki. Jakby one miały monopol na wszystko, a nie mają, są ulgą, czasami pomagają, aczkolwiek bez troski są puste….. Pr. Marquette, zapoznał mnie z troskliwością, bez wchodzenia w poufałość, bez zbędnych słów, gestów, dając przestrzeń do odkrywania moich eozynofilii mojego ducha i organizmu. Pomimo obowiązków, jako ordynator, konsultacje, studenci, projekt,”Air” na skale światową, w którym, bierze udział ,kolokwia, … 32 lata powołania bycia lekarzem,mowi samo za siebie. Może śmiało powiedzieć :brakuje mi czasu… A jednak tego nie robi, jest spóźniony, ma tysiące myśli, a jest Obecny, nigdy nie wyszłam od niego niewysłuchana. Bo każda sekunda jest dla niego bezcenna. Jest uczniem Hipokratesa, robiąc karierę, stawia pacjenta, jako swoje wyzwanie. Nie mając czasu, wykorzystuje go jak najlepiej potrafi. A może to jest jego sekret… Może, dlatego każda konsultacja to oczarowanie, w świecie gdzie człowiek tak rzadko patrzy z radością na drugiego, bez jakiekolwiek chęci zysku. Póki, co, próbuję toksyczne krople krwi ubezwłasnowolnić, dzięki opowiedzianej historii z wielką Troską przez profesora. Leczy także moja duszę. Troską. Bez zbytniego analizowania. Jedynie pasjonaci tak potrafią…. Pasjonaci Życia.
Gdy byłam na kolejnym sprawdzeniu krwi, czy aby eozynofile nie świrują, pielęgniarka z delikatnością, zapytała o moje zdrowie i gdy jej powiedziałam, co mi dolega, poleciła mi wino z lawendy, które oczyszcza płuca, I do tego zioła, które pomogą lepiej funkcjonować płucom. Uśmiechnęłam się, bo właśnie to św. Hildegarda, jest polecającą, inspirowana się Hipokratesem. I tak odkryłam świętą. Jakby nie było doktor kościoła, jako czwarta kobieta w jego dziejach. Mistyczka, wizjonerka komponowała muzykę i dbała o zdrowie ducha i ciała. Jak to mówią „w zdrowym ciele zdrowy duch”. Jej dzieła mają moc, tak jakby kontynuowała dzieło uczniów Hipokratesa, pokazywała siłę naturalnych środków, dodając szczyptę Bożej Miłości. Niezwykła średniowiecza kobieta. Dziś jej dieta, zdrowe odżywianie cieszy się dużą popularnością. Czasami sklepy internetowe, skupiają się tylko na zarabianiu, nie biorąc pod uwagę, jej rad dotyczących choroby duszy….. Jako benedyktynka, przełożona klasztoru, wie więcej o ciszy, medytacji, harmonii człowieka, modlitwy. Sama dieta nie uzdrowi smutku, głupoty, nie rozpromieni twarzy.
Lekarze, często nie biorą pod uwagę, tego aspektu zdrowienia. Nie mają na to czasu, lub kompetencji. Mój profesor, ma talent do: krótko i sensownie. Bierze moje refleksje pod uwagę, czasami na nich bazuje.
Egzorcysta Gabriel Amorth, napisał książkę o współpracy psychiatrów I księży. Choroba duszy, jest o wiele cięższa, niż tak zwana depresja. A może depresja jest chorobą duszy, tylko tak została nazwana ze względu na laicyzację. Prywatność staje się kolejnym nieporozumieniem, a zarazem Internet idzie w drugą stronę, obrzucając błotem i  tym sposobem, człowiek traktuje siebie jak śmiecia.
Natury wciąż nie znamy, a rady średniowiecznej św. Hildegardy są analizowane przez dietetyków. Gdy panuje moda na wegańskie dania, święta, swoim życiem pokazała, że nie samym chlebem człowiek żyje…
Hipokrates, wyczuwał także potrzebę scalenia człowieka.
W roku 1948 Światowe Stowarzyszenie Medyczne sformułowało Deklarację Genewską, która jest bardzo zlaicyzowaną i ogólną następczynią starożytnego tekstu.
Doktor H. Newman w swojej książce, Cień Hipokratesa podkreśla jak wielką rolę ojciec medycyny przykładał do budowania relacji z pacjentem opartej na wzajemnym szacunku oraz zaufaniu. Jak podkreślał, – najlepszym lekarzem jest ten, który potrafi przewidywać dalszy przebieg choroby.
Niektórym lekarzom udaje się stanąć na wysokości powołania.
Przysięga lekarska z Deklaracji Genewskiej, była zmieniana 4 razy. Zastanawiam się, po co?
Środowisko medyczne skarży się na dużą ilość pracy, pacjenci skarżą się na długość oczekiwania, na brak kompetencji, czy też brak informacji czyni ich ignorantami.
Pr Marquette pokazuje, że wszystko da się połączyć.
Wystarczy usiąść i uczciwe się przyznać
Czy to, co robię ma sens?
Czy aby mnie nie niszczy?
Czy to, co robię, wykonuję uczciwie?
Niesamowite jest to, że w świecie tak bardzo dostępnym informatycznie,:zakupy ci przywiozą, obiad także, większość spraw możesz załatwić internetowo, możesz nawet pracować z domu, samochód to podstawa, a coraz mniej czasu mamy
Nawet do kina nie musisz chodzić, możesz sprzęt do mieć u siebie, nie mówiąc o sprzętach domowego użytku….
A jednak, najnowsza choroba naszego wieku to: BRAK CZASU!!!!
Ciekawe jak to psychiatrzy kiedyś wytłumaczą??

Tymczasem Pr Marquette uczy:Bądź wrażliwy na uwagi innych. Chroń słabszych. Odwagę uczyń pasją codzienności. 32 lata pasji bycia lekarzem, wciąż pełnym życia , mówi samo za siebie….

CUDA SA TAK WRAZLIWE

DSC_0502Gdy leciałam do Polski na pogrzeb babci, na lotnisku wpadła mi w ręce książka” L ‚Homme – joie”.

Niezwykle jest to, że miałam ją na liście do mojej biblioteczki. Napisał ją Christian Bobin. Nie musiałam jej szukać. Babcia mi ją podrzuciła, abym się za bardzo nie smuciła jej odejściem z tego świata.Oczywiście książkę kupiłam, sam tytuł zmusza do uśmiechu.

Człowiek – radość, interesujący tytuł i treść książki bardzo bogata.

Bobin otrzymał nagrodę z Akademii 2016, a w 1993, Prix des Deux Magots za książkę religijną Le Très-Bas (w wyd. polskim Najniższy) o św. Franciszku z Asyżu. Za tę samą powieść otrzymał w tym samym roku Grand Prix Catholique de Littérature.
‘’Życie nie kończy się, rzadko jesteśmy na szczycie naszego życia-te słowa przeczytałam dotykając chmur. Niesamowite, że właśnie ta książka mnie zaczepiła, wprowadziła w życie a nie śmierć. A przecież leciałam na ostatnie pożegnanie babci.
‘’To, co widzimy nas przemienia. To, co widzimy, daje nam prawdziwe imię’’ – pisze Bobin.
‘’Sama świadomość nie oświetla nam drogi, tylko prawdziwe światło płynące z głębi naszych serc. Najpiękniejsze jest odkrywanie’’- dodaje.
O miłości i śmierci pisze tak – ‘’miłość przychodzi, gdy ktoś obok ciebie jest jak rzeka, jak gwiazda, jak kwiat wiciokrzewu, który upija swoim zapachem. I ta, która jest pod ziemią, nie, nie jest pod ziemią, jest przy Aniołach, i pewnie zna ich imiona……Ona jest przy tobie. W szafie błękitnego nieba, biała suknia. Wyciąga proszek śmierci. Wieczność suszy’’….

 I pyta siebie czy jest normalny. Odpowiedź brzmi: nie. I wcale się tym nie martwię-sam sobie odpowiada.’’ To, co się liczy to siła radości, która odbija się w szkłach naszych oczu. Jedno objawienie i wszystko jest uratowane’’. Zgadzam się z nim.
Większość ludzi zamyka oczy na cuda. Brak prawdy jest gorszy niż koniec świata-dodaje.
Wzruszyły mnie jego przemyślenia, po raz kolejny niebo podsunęło mi dobrą lekturę. Słowa przesiąknięte życiem.
Bóg nie umarł!!! A więc skąd ten płacz. Skoro Bóg nie umarł, to i babcia żyje i moi rodzice, pomimo że nie widzę ich uśmiechu, oni żyją, w każdym wspomnieniu. I właśnie  taka książka  przyszła do mnie i otarła mój smutek. Przypomniałam sobie jak leciałam na pogrzeb taty, na lotnisku, mały chłopczyk podszedł do mnie i wziął mnie za rękę, nie pamiętam, co mówił, zapamiętałam jego imię: Mathieu, pokazał mi swoją mamę i przez chwilę był moim Aniołem. Otarł moje łzy. Niezwykle spotkanie. Kilka miesięcy przed śmiercią mama powitała mnie oczami pełnymi miłości… Było to ostatnie nasze spojrzenie na tej ziemi.( Gdy  piszę te słowa, łzy spływają po policzkach. Łzy zgody, łzy wzruszenia, łzy spokoju)
Anioły istnieją  i nas kierują, do bezpiecznego portu. Bobin, mi o tym przypomniał.
Życie łączy się ze śmiercią. A śmierć łączy się z życiem.
‘’Cisza jest prezentem od Aniołów, którego nie chcemy otworzyć’’-pisze.
I ma rację, nawet w kościele człowiek nie potrafi ciszą modlić się .
Łatwo jest nic nie mówić, trudniej uciszyć myśli. Trudniej żyć Prawdą. Trudniej wyrazić siebie, gdy inni ludzie nie patrzą na ciebie. Widzą tylko ekonomiczny zysk lub stratę…
Niedawno byłam w towarzystwie, gdzie jedna osoba, którą znam, nawet nie spojrzała na mnie, nie skierowała ani jednego słowa, a siedzieliśmy przy jednym stole. Dla tej osoby byłam niewidzialna. Smutno mi się zrobiło, zwłaszcza, że rzadko się widujemy. Próbowałam sobie przypomnieć, czym mogłam ja urazić, być może ktoś przykleił mi etykietkę. Moja obecność jej przeszkadzała. Próbowałam zagadać, mur rósł jeszcze większy.  Zaskoczona sytuacją, dostałam lekcję, aby nie zachowywać się w taki sposób, szczególnie gdy nie znam osoby.Uczę się w takich sytuacjach, życzyć  dobra. Nie zmienię jej etykiety, jaką ma na mój temat, jednak toksyczne emocje zanurzam w źródlanej wodzie życzliwości. I szybko zapominam. I staram się nie wracać. Syzyfowa praca.
Na koniec Bobin opowiada o spotkaniu z filozofem i kwiatami.
‘’ Być może to radość być tylko pyłem. Kwiaty śmiały się wszelkimi kolorami… Słowa filozofa były pełne pokoju i promieni światła, były dobrem, były czyste, a jednak śmiech był większy, lepszy…. Pochodził z głębin gwiazd.. Kwiaty szeptały: popatrz, nie ma drzwi, istnieje tylko nasz zapach, kolory, nasz śmiech. Dlaczego szukać czegoś, gdzie indziej.

Spoglądam w Niebo. Nie ma drzwi, albo drzwi są od zawsze otwarte. Spoglądam i słyszę śmiech, śmiech kwiatów, którymi nie można się nie podzielić”….Tak jak Życiem, nie można się nim nie dzielić. Zresztą nie da się inaczej…. Dlatego tak wielu cierpi na depresję..
To, czego będzie mi brakować w wieczności to książki i listy. Reszta będzie rozkoszami, które dziś są tak wrażliwe…
Zycie jest tak wrażliwe, tak kruche, tak niezwykłe….
Zwykle odpowiada na moje prośby. Tylko ja często jestem gdzie indziej i twierdzę, że nie mam czasu.
Bobin jest poetą, który łączy Wieczność z Życiem na Ziemi, naszej niebieskiej planecie.
Niezwykle spotkanie, książka pełna Nadziei. Słowa żyją swoim życiem, raczej się spodziewałam filozoficznego opisu Radości, a tutaj zaskoczenie (książki zwykle intuicyjnie wybieram, tym razem tytuł do mnie przemówił)
To zmarli zapalają lampy Życia …..
Ciekawe, jakie prezenty od babci jeszcze dostanę….
I przypomniało mi się, jak dostałam od mojego profesora pullmologa  pierwszy list, (czyli najzwyklejszy opis, który był skierowany także do mojego lekarza rodzinnego) i na końcu podpisał się:

Sensible  à votre attention….I tu mnie oczarował..Zwykle na końcu pisze się z poważaniem… A tu…
Wrażliwy na waszą uwagę…
I życie zaczęło powoli wracać….
Jak pisze Bobin
Cuda są tak wrażliwe…
A co dla ciebie jest dziś cudem?