Tak niewiele potrzebne jest by się uśmiechnąć

tmp_16126-_20170517_1059511943030097Niebieskie niebo, wraz z podmuchami uśmiechniętego wiatru, zachęcało do wyjścia…. A więc po porannej kawie, wyruszyłam do księstwa Monaco. I w takich momentach uświadamiam sobie gdzie mieszkam….
Pociąg kosztuje 4 euro, 15 min i książę Albert wita (no dobra z ukrycia)… Albo wcale…. Autobus jedzie dłużej, za to tylko 1.50.
Lubię Monaco, z jego bogactwem i turystami, z porządkiem, z dbaniem o naturę. Być może nie dbają tak o człowieka, tego nie wiem…. Nie mieszkam.

Jak wszędzie młodzi się spieszą, starsi mają czas, delektują się słońcem i dniem dzisiejszym. Nie jest łatwo, gdy kredyty gonią, źle podjęte decyzje wciąż się ciągną, gdy samotność, lub jej brak dokucza. Gdy tak wiele nam się wydaje…. Gdy omijamy prawdę i plujemy na bogaczy. Nie jest łatwo, gdy ze złości się czerwienimy, a nie ze wstydu, gdy’’ Ja’’ jest wielkoludem, a inni są karłami…..Nie jest łatwo… Tylko, kto się nad tym zastanawia?? … Przecież to wina szefa, polityka, rodziny, a nawet nieznajomych ludzi….. Dlaczego mam ciągle pod górkę? Dlaczego inni mają, a ja nie mam? Koleżanka z pracy często powtarza, że jest’’ ukarana’’, a tylko, dlatego że ma do zrobienia, to, czego nie lubi, lub jej się nie chce, lub to jest kilka minut przed skończeniem pracy…. Czy wywiązywanie się z obowiązków jest formą ukarania? Nie lubi siebie, ani swojego życia…. Smutne….

W Monaco też są smutni ludzie, mający klapki na oczach…. Czasami, sami sobie zakładamy, czasami zakładamy innym, mówiąc im: to dla twojego dobra….Najgorsze jest to, że nie zawsze żyjemy, zgodnie z tym, co doradzamy. Jesteśmy mili, aż do przesady, przemysł handlowy, w tym jest dobry…
Byłam w Décathlon, o dziwo, było bardzo dużo sprzedawców i nikt nie wkurzał mnie, pytając się co chwilę,: w czym pani pomóc…. Tak można robić zakupy, sprzedawca na wyciągnięcie ręki, bez jakichkolwiek nachalnych gestów i słów. Spędziłam trochę czasu i kupiłam, to, co chciałam…Bez usilnego namawiania…

I gdy spacerowałam, trafiłam na cudny różany ogród księżnej Grace….. Oczarowały mnie róże, chociaż wolę jaśmin i kaczeńce… Jednak swoją tajemniczością, uśmiechały się i pozwalały na sesje zdjęciowe

La Roseraie Princesse Grace -ponad 8000 róż,. Cieszą oczy, że, aż w duszy muzykę słychać. Fontanna, drewniany most i mały staw, w którym mieszkają kaczki…. I to chyba Dior ich ubiera… Piękne kolory ich piór, powodują zatrzymanie się…. Spokój tego miejsca mnie zafascynował. Wokół samochody, a będąc w środku parku, ich nie słychać…. Fontanna wraz z różami zagłuszyła ryk samochodów. Spędziłam trochę czasu, od piękna kręciło mi się w głowie. Wystarczyło wyjść z domu…. By spotkać się z pięknem wszechświata i z harmonią, tworzoną przez kreatywność i pasję człowieka.

Miałam starcie z kaczorem…. Mała kaczka, odważnie do mnie podeszła, i chyba szukała jedzenia, przyglądała mi się uważnie…. I nagle do akcji wkroczył ojciec, bo myślał, że małej chcę krzywdę zrobić…. Zdecydowanie, stanął w obronie swojego  dziecka…. Ojcowski instynkt… No i zeszłam mu z drogi….. A mała, nic sobie z tego nie robiła, dalej z odwagą szła… Odwaga kaczora mnie zawstydziła…. Jak często staje w obronie słabszych, bezbronnych?

Natura jest dobrym psychologiem….. I nie chce ani grosza za swoje terapeutyczne usługi…. Nie musi wynajmować lokalu, nie ma konkurencji, chociaż człowiek robi wszystko abyśmy zapomnieli o niej. Wszelkie atrakcje wewnątrz, hotele z pełnym wyposażeniem, nie trzeba wychodzić….. Wszystko, oprócz przestrzeni, wszystko oprócz wolności….. Nie da się skopiować przestrzeni, w której pustynia i miasto żyją w zgodzie…….. Róże niczym damy, w pięknych sukniach, pachniały , pozwalały na chwileczkę zapomnienia….. Słońce delikatnie muskało policzki, wiatr wachlował, a strażnik w białej koszuli, pilnował, aby nikt jego damom, nie zakłócał balu, na który każdy jest zaproszony…. I nie musi być ani bogaty, ani inteligentny….
Nie miałam ochoty wracać…. Atmosfera ogrodu, spokój jego mieszkańców i błękit nieba, sprawiły, że ciężko mi było, opuścić to miejsce…. Podarunek od życia, kolejny, nieoczekiwany….. I upragniony….Uczę się przyjmować, takie chwile, uczą szacunku, uczą równowagi w trudach życia codziennego…. Niektóre problemy sami sobie tworzymy…. I gdy ciągle sobie wmawiamy, że to jest kara, to zapominamy, że życie nie karze, ono uczy…..
Co jest, takiego specjalnego w róży, jest kwiatem, jedynym z wielu. Być może, jest w niej ukryta tajemnica, która przetrwała wieki, być może, jest to radość, która nieustannie prosi o zatrzymanie się….. Szepnęła Księżna Grace….
Te chwile spędzone, w towarzystwie róż (przypomniał mi się Mały Książę, chociaż na horyzoncie, byli przystojni ogrodnicy)

Szepnął…. Jeżeli kochasz… Sercem patrz…..
W nim jest całe twoje życie…To serce jest twoim najlepszym przyjacielem, bynajmniej chce nim zostać….. Jeżeli kochasz….. To nie możesz przechodzić obojętnie wobec piękna natury, kreatywności, samotności, nie możesz ciągle czuć się karany,….. Serce bije dla ciebie… Gdy nie dbasz o nie, nie jesteś w stanie dbać o najbliższych…..

A serce na to; Nie próbuj mnie oddzielać, od logicznego myślenia….. Nie próbuj mnie ciągle atakować… Nie próbuj kontrolować wszystkiego…. W taki sposób mnie zabijasz….. Jestem twoim przyjacielem… A nie wrogiem, a tak często mnie traktujesz….. Przecież jestem z tobą, 24/24, beze mnie, nie istniejesz…. Nie szukaj winnego we mnie, gdy ukochana osoba cię opuszcza, tylko zastanów się gdzie tkwi problem….Nie oszukujmy się, twój czas jest ograniczony.
Nie można mnie kupić, nie można skopiować, żaden  książę, miliarder tego świata, nie ma tylu pieniędzy.
Tak, jestem szlachetnie urodzony, skoro ja to i ty, człowieku!!!

Moją  lekturą była książka „Lot nad kukułczym gniazdem”, która mało miała wspólnego, z tym, czego doświadczyłam…. A jednak, lektura i rzeczywiste piękno, którym zachwycałam się, wraz z innymi ludźmi, połączyły się….. Kesey miał rację, jeżeli człowiek przestaje się śmiać, przestaje widzieć piękno, którym jesteśmy otoczeni, które jest w nas. Rezygnacja pożera Odwagę.  Jesteśmy zdani na psychotropy i szpital psychiatryczny, a tam czasami testowanie leków, jest ważniejsze, podobno dla dobra człowieka….. Tragizm miesza się z sarkazmem…. I pojawia się pytanie… Czy i ja nie zabraniam innym się śmiać, bo sama już dawno przestałam?
Kaczor w ogrodzie róż, pokazał mi swoją postawą: Bądź odważna, bądź stanowcza, nie bój się konfrontacji, spojrzenia w oczy problemowi…. Czasami, okaże się, że to tylko złudzenie….

A piękno różanego ogrodu postawiło mnie przed faktem

Człowiek jest kreatywny …..

Bez tytułu

tmp_1598-IMG-20170215-WA0007-912457326Kiedy już doświadczysz jednoczącego spotkania z Bogiem rzeczywistością, a nawet z samym sobą, w twoim życiu zagoszczą na stałe dwie rzeczy :łagodne zaufanie, radosna wdzięczność” Franciszkanin ,ojciec Richard Rohr.
W książce , Milczące współ – czucie , pisze o  drodze ku kontemplacji. Bardzo cienka książka, która wzruszyła mnie, postawiła pytanie Czy spotkałaś Boga? Jeżeli tak, to czy odczuwasz łagodne zaufanie… I radosną wdzięczność….?
Rohr, nie boi się pójść dalej i pisze :Bądźmy uczciwi, sama tylko niedzielna msza św. rzadko skłania ludzi do wyruszenia w głęboką, prawdziwą podróż.
Słowa, mogą dotykać, wzruszać do łez, mogą przytulać, budzić agresję ,aczkolwiek, żadne słowo, nie zastąpi obecności drugiego człowieka. I żadne słowo, nie potrafi opisać Boga..
„Najpierw trzeba coś przeżyć, aby móc o tym mówić i czuć się upoważnionym, by tego nauczać”

Rodzice, którzy nieustannie powtarzają dzieciom, co mają robić, są  nieszczęśliwe…. Dzieci uczą spontaniczności i mówienia prawdy… (oczywiście do pewnego wieku )Uczymy ich o „Bozi „, a one widzą Boga lepiej ,niż my dorośli. Wystarczy poświęcić im, cały swój czas, posłuchać co mają nam do powiedzenia, nie twierdzić że to, takie dziecinne…. Dzieci są teologami, widzą niewidzialne… Mają dostęp do tajnych akt…. Wyczuwają Obecność Boga, bez żadnych przeszkód…. Wnoszą szczęście, gdziekolwiek są… Dlaczego w życiu dorosłym, tak rzadko zachowujemy, te piękne cechy z dzieciństwa?
Powiemy: problemy, obowiązki, tragedie, a może to wszystko jest spowodowane brakiem łączności z Bogiem, z samym sobą, czyli z rzeczywistością.

Bez etykiet, bez udawania, bez osądzania- cechy modlitwy, o których pisze ojciec Rohr, są radosnym westchnieniem, ku Stwórcy.
Ciężka praca, ze śpiewem ptaków w tle staje się lżejsza, uśmiech sam się przykleja do ust, dziecko które ciągle płacze i nagle się uśmiecha, sprawia że zapominamy o zatroskaniu .. Opowiedzenie o swoich problemach przyjacielowi, który nie ocenia, jest ulgą, i być może w taki sposób znajdziemy rozwiązanie danego problemu.. Modlitwa codzienności.
Piękno jest wpisane w genach  każdej istoty. Człowiek, stoi na czele. A tak rzadko, sobie mówimy : piękno jest w tobie, pięknie dziś wyglądasz….. Zachwycamy się dziećmi (nawet jak są usmarowane czekoladą, zachwycamy się sukienką Diora, perfumami Chanel się chwalimy )a tak, w spontaniczny sposób rzadko mówimy :jesteś dzielna… A tylko dlatego, że druga osoba, nie robi tak jak ja chcę… I jak młodzi ludzie mają się uczyć, odważnego „chodzenia po wodzie” ??? .. Oczywiście, takie słowa  mają być szczere.
Piękni ludzie, mają szczęście na dłoni, uśmiech w rękach, dobro idzie za nimi, a łagodność śmieje się do łez. Mają spontaniczność dziecka, bystry umysł, chcą się nieustannie uczyć, potrafią słuchać, milczeć. Uczą swoją postawą wobec życia. Kontemplują życie. I tacy ludzie są najlepszymi profesorami. Zarażają miłością do codzienności. Wspolpraca z takimi ludźmi to błogosławieństwo. Uczą wdzięczności do każdej chwili, nawet jak tornado niespodziewanie zniszczy wszystko, co było dla nas ważne, usłyszymy :dasz radę, pomogę Ci, jestem obok….
Niesamowite, z jaką prędkością, oskarżamy innych, jak szybko znajdujemy wymówki, jak bardzo boimy się konfrontacji z Prawdą…
Pracując w ekipie, widzę klany które się tworzą, brak łagodności, brak ciepłych słów.
Kto pierwszy ten lepszy, byle pierwszemu skończyć, i to nie ja….. Jak przebić się przez ciemną stronę egocentryzmu?
Jak nie stać się takim samym, nie odpowiadać tym samym? Gdzie tkwi problem?
Wczoraj moja szefowa dała mi odpowiedź(nie rozmawiałam z nią na ten temat )
Byłam u mojego fryzjera Emmanuela, który nożyczkami czyni cuda, taki mój prywatny terapeuta, nie mówi od rzeczy, rodzi się łagodne zaufanie i radosna wdzięczność. Kocha góry, gra na skrzypcach, i lubi, to co robi. Jest zanurzony w teraźniejszości ,a więc pozwalam mu na eksperymenty z moją fryzurą… Do tej pory, idealnie potrafił dobrać, myślę że zachował zmysł kreatywności dziecka, połączył go z odwagą, a pasja sportowego dżentelmena, pomaga mu w radosnym wykonywaniu zawodu, a raczej w zmienianie: nie lubię siebie, w łał, jestem piękna. Magia kreatywności fryzjera jest lepsza od wstrzykiwania sobie botoksu… Lekki makijaż, sukienka, uśmiech, i faceci się oglądają…. Dobry humor, jest terapia za darmo. Jakoś rozum, lubi takie zmiany, i cieszy się z nich…. Od razu lepiej się czujemy…
I moja szefowa pochwaliła dzieło Emmanuela, i usłyszałam :Belle femme… Czyli piękna kobieta…. Była to odpowiedź na nurtujące mnie pytanie :jak poradzić sobie z ekipą, i nakierować dziewczyny, na konstruktywne gesty wobec siebie nawzajem.

Dobre Słowa są jak antidotum ,na niekończące się, rzadko prawdziwe historie.

 Każdy dzień ma swoje zimne i ciepłe chwile.
Każdy człowiek nosi w sobie złość i radość.
Każdy człowiek potrzebuje usłyszeć ; nie poddaj się!!!

Gdziekolwiek jesteś wnoś ze sobą szczęście, a motyl usiądzie ci na ramieniu…..Będziesz jak drzewo, dające schronienie wdzięczności i radości…

 

Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

Wtedy jednak nadejdzie On i swoje własne jarzmo, przeniesie na twoje barki. Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

Św. Jan Paweł II

To nie przypadek, ze dostałam akurat niedzielę wolną, gdy Pomost prowadził Drogę Krzyżową. To nie przypadek, że to była niedziela Radości…   Bóg w swoich interwencjach mówi, że…Jest Dobry…. I nikt Mu łaski nie robi….. Dlaczego tak łatwo, nam przychodzą pretensje, a tak trudno dzielenie? Tyle zmarnowanych talentów..!!. Tyle słów bez pokrycia!

Brak komunikacji dzieli….

Chcesz poczuć sekundy szczęścia…?

Podziel się!  Opowiedz swoją historię, poczuj jak toksyny opuszczają ciebie… Poczuj smak życia!
Pomost wciąż jest dla mnie ważny. Dlaczego? Nie mam pojęcia…. Tak samo, moi przyjaciele, są dla mnie, iskierkami szczęścia. Ogrzewają zmarznięte dłonie, tamują wewnętrzne krwawienie. To troska, jest najlepszym lekiem! Troska!

Paris, powitał mnie słońcem. Pyszny obiad w rodzinnej atmosferze, zapowiedział dobry czas. Wieczorem, Droga Krzyżowa animowana przez Pomost…. Chłopcy nieśli krzyż…. Światło towarzyszyło nam. Aniołowie tańczyli…. Na początku, mała ilość ludzi mnie zaskoczyła….A na końcu, pomyślałam sobie, że mieli być, ci, którzy byli. Odpowiedzieli na zaproszenie Stwórcy….I mam nadzieję, że Stwórca dotknął ich serc…. Bo dotknął mojego. Co niektórzy zostali w domu, reszta była posłuchać ks. Pawlukiewicza, który prowadził rekolekcje, a my, w tym samym czasie, w rożnych miejscach, prowadziliśmy drogę krzyżowa.

Sam,Bóg dawał nam rekolekcje… I zrozumiałam ważną rzecz: możesz być pobożny, jeździć na wszystkie pielgrzymki, i możesz nie spotkać się z Bogiem..
A możesz, pozwolić Mu, odkryć nieznane przestrzenie wiary i uśmiechając się do siebie,wzruszyć się Jego Obecnością.

Człowiek bez domu, potrzebuje poczuć nie tylko syty brzuch, ale i delikatne słowa, dostrzec błękit nieba w spojrzeniu. I potrzebuje , szlachetnej obecności, która zlewa się z promieniami słońca, kruszy kajdany oskarżających spojrzeń; Jesteś nikim… Ty już nigdy się nie zmienisz…
Chłopcy byli, elegancko ubrani, przejęci, wyzwaniem, jakie dostali. W takich momentach, jakiekolwiek różnice zanikają. Nie ma biednych, ani bogatych, nie ma lepiej ubranych, lepiej wykształconych.

Przed Stwórcą, wszyscy jesteśmy równi.

Moc w słabości się doskonali.

Wystarczy ci mojej mocy… .

Tylko, współczesny świat, słabeuszy nie trawi. Liczą się znajomości ,a nie kompetencje ,dyplomy ,a nie umiejętność pracy w ekipie .Liczy się zysk, a nie urodziny pracownika, jego smutki i radości.

Tyle organizacji charytatywnych, a coraz więcej bezdomnych….

Gdzie tkwi problem?

Jak wyjść z sytuacji, która przerasta człowieka, stawiając, go , w obliczu nienawiści, kłamstwa, chamstwa?

Podczas celebracji Drogi Krzyża, panowała piękna CISZA, w której było miejsce na odkrywanie, miejsca spotkania z Bogiem….

Św. Jan Paweł II i św. Augustyn, pomagali nam zrozumieć samych siebie.

Sam Bóg, zatroszczył się o nas.Wszystko było ważne. Każde wypowiadane słowo, każdy gest.

Krzyż pachniał wolnością. Krzyż oddychał naszym cierpieniem. Spotkaliśmy się z Szymonem, Weronika. Maryja, torowała nam drogę do Mistrza. Krzyczący tłum, przypomniał nam, nasze zachowanie, nie zawsze godne do naśladowania.Mistrz cierpiał, a my próbowaliśmy, przestać myśleć o swoich problemach, choć na chwile, poczuć Jego spojrzenie,usłyszeć; Twoje  Zycie ma sens!!!!

W obliczu cierpienia, pobożne miny, możemy schować do kieszeni, czekoladki nie wystarcza, ani pieniądze nie pomogą. Przychodzi taki moment, gdy stajemy twarzą w twarz z cierpieniem, którego unikamy…. Wtedy, albo przeklinamy, albo wdrapujemy się na drabinę akceptacji, która ,nie ma nic wspólnego z rola ,jaka często odgrywamy w życiu…

Nikt nie jest samowystarczalny, a często tak się zachowujemy…. Przezwyciężenie strachu, jest wielkim krokiem naprzód. Jest początkiem, zapalenia lampy, oświetlającej ciemności, wstydu, chronicznego smutku, samotności. Potrzebujemy siebie nawzajem, aby przytulic swoje, niekochane życie….

Dbanie o innych, tworzy kreatywność, uczy pracy w ekipie, jak Jezus, nie siedzi w ciepłych kapciach, przed telewizorem, i nie narzeka ze świat jest zły. Wypływa na glebie.

Sukces i porażkę traktuje jednakowo……

Każdy ma prawo, aby poczuć się szczęśliwym!!!!!-Usłyszeliśmy z ust JEZUSA

Czy jesteś szczęśliwy???

Jeżeli, tak, to czy dzielisz się, tym szczęściem z innymi???

Św. Jan od Krzyża, powiedział- „Ci, którzy są bardzo aktywni i którzy myślą objąć cały świat swoim kazaniem i swymi zewnętrznymi dziełami, niechaj pamiętają, że byliby bardziej pożyteczni dla Kościoła i znacznie milsi Bogu, nie mówiąc o dobrym przykładzie, jaki by dali, gdyby, chociaż połowę czasu spędzili z Nim na modlitwie”…..

Bezdomni potrzebują twojej Obecności.

Postaw się na ich miejscu.

Co czujesz??

Być może wtedy…….

 Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

I będziesz miał sile, aby podarować wolny czas…..

Dobre Nowiny w gąszczu złych nowin o sobie”

saint jean cap ferrat 006Merton tak zakończył jeden ze swych wierszy:” Po czym gubi się w gąszczu złych nowin o sobie”

Pobrali mi kilka kropli krwi…. Lekarz, chce mieć na oku moje eozynofile .Widocznie im nie ufa…. Tradycyjnie kawka, w Malongo, dziś waniliowa. Słońce szczerzy szeroko zęby, pachnie wiosną.. Obserwuję parę, która siedzi obok mnie… On-wpatrzony w telefon, Ona-najpierw długo mieszała kawę, później zaczęła czytać, w jej gestach widać głód rozmowy, dialogu… Co może być ważniejsze od spojrzenia drugiemu w oczy? Czy, gdybym zapytała ich, czy są w tym momencie szczęśliwi? Jaka byłaby odpowiedź?
I druga scena, znajomy dał prezent dziewczynie pracującej w kawiarni ,dala mu buziaka w policzki, a On, powiedział że to dla niego przyjemność.. Radość dawania.!!!!.. (w Nice, jest mało klimatycznych miejsc, na wypicie kawy)lubię to miejsce…. Pracuje tam chłopak, który lubi  to co robi. Kontakt z klientami, ma wyśmienity. Potrafi być. I to wystarczy. Atmosfera chwili.
Czy w tym momencie ,jesteś szczęśliwy ,szczęśliwa?
W sklepie spotkałam koleżankę z pracy, pięknym uśmiechem pochwaliła się :jutro jadę na Filipiny …aby wyjść za mąż. Narzeczony, jest filipińczykiem. Pewnie ceremonia będzie pełna kwiatów i radości. Atmosfera dzielenia się -Dobrą Nowiną…
Koleżanka miała urodziny, a więc zapukałam do niej z ciastem i świeczkami.. Usłyszałam :stworzyłaś atmosferę… Takie nic, zwykle, jest większym prezentem, dla tego, kto ofiaruje. Oducza głupich gestów brania tylko dla siebie. „Ja”-rumieni się ze wstydu. Rodzi się atmosfera radości bez powodu…..
Uśmiech nic nie kosztuje, a zaraża…Termometr ilości smutku w człowieku. Więcej oznacza niż rozmowa…. Tylko potrzebne jest oderwanie się od ekranu, spojrzenie na świat, drugiego człowieka, na siebie samego…. Odziera z błędnego uczucia… samotności …Uśmiech uzdrawia .
Gdy koleżanka śpiewała psalm w kościele, jej 6 -letni syn siedział w pierwszej ławce, i po cichu bił jej brawo… To się nazywa motywacja. Bezcenny gest!! Wielu mężczyzn, mogłoby się zawstydzić. Ten młody człowiek, mając dopiero 6 lat, potrafi cieszyć się z talentów innych. Dzieci nie udają, a więc jego mama, ma talent do śpiewania….
Dziś, same radosne wieści…
I telefon; wiesz kolega do mnie przyjeżdża…. Spędzimy wspólnie kilka dni….
I e-mail; miałaś siły… Gratulacje, Kolejny -często dziękuję Bogu, za Ciebie…. Hm nie potrzebuję książek o motywacji… Takie Słowa mają potężną moc…. I nawet z Australii dostałam pozdrowienia….
A, ty kiedy ostatnio obdarzyłeś siebie, nieznajomego, piękny widok, uśmiechem?
Kiedy, biłeś brawo ,ze wzruszenia, z dumy, z radości…. ?
Ja -dziś biję brawo, tym wszystkim, których dziś spotkałam: osobiście i przez telefon czy e-maila…
Dzień, który miał w sobie kolorowe iskierki Dobra, Radości. Zero pestycydów narzekania i przenoszenia zarazków głupoty… Rzeczywistość. Spotkanie. Dzielenie się…
Takie chwile są potrzebne aby, nie gubić się w gąszczu złych nowin o sobie …

Aby na ławce, usiąść  obok samego siebie…….A będąc bliżej siebie z uśmiechem pomyśleć o tej chwili,która jest wiecznością ,która ma być, taka, jaka jest……

Trudna sztuka bycia uczciwym w chorobie

Koleżanka z pracy ma raka płuc. Lekarze dają jej kilka miesięcy życia. Byłam ją odwiedzić w szpitalu. Do końca nie wiedziałam jak się zachowam. Można się przygotowywać, a i tak emocje zrobią swoje. Trudno być naturalnym, wobec cierpienia, które odbija się się w oczach chorej osoby. Wchodząc do pokoju, czułam spokój, ucieszyła się. Walczy o życie. Czy starczy jej sił? Cierpi, pomimo morfiny, którą dostaje… Cierpi, ale nie skarży się. Jest świadoma. Powiedziała mi; widocznie, mam przejść przez te wydarzenia…. Mocne słowa!!. Jest osobą, dyskretną i ciepłą. Rzadko,kiedy, mówi źle o innych. I tak, też cierpi. Nie chce robić nikomu kłopotu. Jej wewnętrzny spokój, jest jej jedyną siłą. Jej twarz emanuje- zgoda na wszystko. I ta zgoda ją kołysze, jest jej  przyjacielem. Ciało słabe, waży ok 30 kg, każde dotknięcie ją boli. Jednak walczy!! Dla swoich wnuków. Chciałaby jeszcze z nimi pobyć, patrzeć jak dorastają… Sens cierpienia. Nie słyszałam, aby się skarżyła :Dlaczego ja!!!!Złamali jej obojczyk (powiedziała; on nie chciał) W pewnym momencie, źle się poczuła.  Młoda lekarka nie za bardzo wiedziała, co ma robić,dwie pielęgniarki, tym bardziej. Próbowały jej zmierzyć tętno, i się nie dało. Dziewczyny, może z bezsilności, a może z braku doświadczenia, były ospałe. Lekarka ukrywała bezsilność. Dopiero wchodzi w świat umierania i ratowania… Nie łatwo jest pracować z chorymi… Każdy lekarz, pielęgniarka musi zmierzyć się z własnym lękiem. Przejść samotnie, jak pacjent, wtedy,empatia miesza się z uczuciem: widocznie miał przez taką drogę przejść. Jedynie praktyka uczy. Taką dojrzałość i pasję ma mój lekarz -szef pulmonologii. Chantal, daje rady. Jest pacjentem, dającą siłę lekarzom, którzy dopiero, co zaczynają widzieć strach w oczach swoich pacjentów. I widzą swój, widzą bezsilność, i albo stają się jak skały, albo stają się towarzyszami-jak mój profesor….. Udało mu się, nie zatracić woli życia. Karmi nadzieją, bo ją ma w sobie, karmi światłem, bo ma je w oczach. W przysiędze Hipokratesa jest napisane:(w orginalne)”W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją”. Przez stulecia zmieniła formę…. Czytając tłumaczenie z oryginału, jest w niej dużo więcej ciepła i szacunku do życia, niż w obecnej formie… Niby to samo. Medycyna, nieustannie się rozwija, a człowiek, wciąż nie może sobie poradzić z cierpieniem.Lekarze, koncerny farmaceutyczne, bogacą się na chorobach. Hipokrates, usunięty. Liczą się cyfry. A pacjent, nie ma nic do powiedzenia… Mojemu lekarzowi, udało się przejść ponad układy drabiny hierarchii głupoty. Pozostaje, wierny przysiędze: „ W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją”. I myślę, że ,to jest jego kolejny sekret, który odkryłam…. Chantal, widzi niebieskie niebo. Cierpi, nie zwracając na siebie uwagi. Jej dzieci są przerażone. Mogą brać przykład ze swej mamy. Mogą być dumne z jej postawy. Syn, wychodząc, powiedział mamie; kocham Cię… Słowa, które leczą ducha, słowa, które oczyszczają emocje, jeżeli są wypowiedziane prawdziwie. Najgorsze, co może spotkać chorego, to użalająca się obecność. Byłam w szoku, jak usłyszałam od jednej koleżanki z pracy: nie pójdę jej odwiedzić, bo nie chcę jej widzieć w takim stanie…. Jasne, nie musi…. W słowach jesteśmy tak dobrzy, wiemy, co drugi ma robić… A gdy mamy spojrzeć cierpieniu w oczy to uciekamy, jak tchórze…. Możemy sobie tłumaczyć… Zawsze znajdzie się powód. Dobre rady, wtedy stają się bezsensowne… Nasz mózg, nie jest tak mądry jak myślimy….a może, dlatego że, zapominamy ” W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją”. Taką przysięgę mozemy  wszyscy przestrzegać.. W cierpieniu wszyscy jesteśmy równi.Wszyscy potrzebujemy niebieskiego nieba. Wszyscy życzymy sobie zdrowia,a moze warto by zyczyć..sił….bo nie znamy…jutra….. Niech radość Cię, nie opuszcza. A nadzieja ochroni cie…gdy nagle usłyszysz:.twój stan zdrowia się pogarsza…. I zamiast narzekać na lekarzy, pomyśl o nich,mają misję, trudną misję…. Ze śmiercią jeszcze nikt nie wygrał. Żaden człowiek.

Bez tytułu

 

La La Land

Każde przypadkowe spotkanie
Może okazać się tym, na które czekałeś

Musical, historia zakochania, historia marzeń, wyboru drogi. Film lekki, ale niebanalny. Historia pasji….

Początek mnie zaskoczył, niby nic a cieszy…. Prostota muzyki i radości. Podobały mi się tłumaczenia piosenek na francuski(Byłyśmy na wersji oryginalnej)

Dobrzy tancerze, klimat ciepła i nostalgii, (każda epoka, żyje swoja kultura) za starymi musicalami. Szczypta tęsknoty, dużo radości, i szaleństwa. Przestrzeń autostrady, połączona z dużą ilością ludzi. Jeden drugiego, zaraza uśmiechem, aż się chce tańczyć i śpiewać(nawet jak, uszy bolą od fałszowania, czy tez nogi, nie chcą się poruszać w rytmie)

Emma i Ryan dają rady. Dwoje młodych ludzi, którzy noszą w sobie pasje… I przychodzi miłość i rozdarcie, bo w którymś momencie trzeba wybrać…

 Każdy dzień nas zmusza do wyboru. Konfrontacja z życiem, bywa brutalna. Realia, często nas zaskakują, przerażają. Nigdy nie będzie tak jak byśmy chcieli. I o tym jest ten film, nosi w sobie tajemnice pasji, i poświecenia do tej pasji.

 Jedynej rzeczy, jakiej pragnie świat….

To miłość, motylki w brzuchu, jedno spojrzenie jeden dotyk, jeden taniec. I to wystarczy. To, co szukamy, to by ktoś nas pokochał…

Jedno spojrzenie, może rozświetlić niebo, może wstrząsnąć światem…

Głos, który mówi; Jestem przy tobie…. Będę przy tobie..

Nie zawsze można pogodzić pasje z życiem codziennym, zwłaszcza, gdy  pasja dotyka dwóch rożnych przestrzeni. Miłość na odległość, nie ma racji bytu.

Emma i Ryan próbują być razem, jednak marzenia, które noszą w sobie są silniejsze… Gdy staja się prawdziwe…… Pytań zaczyna być coraz więcej .Co mam wybrać? Czy damy rady? Co dla mnie jest ważniejsze?

Muzyka Ww filmie , dodaje tajemnicy, jest czystym pięknem, harmonia, dialogiem. Podąża za nami, a właściwie, to my podążamy za nią. Powoduje uśmiech, bez powodu rodzi sympatie, do tych młodych ludzi. Jest ich miłością, ich udziałem i spotkaniem.

Poczucie humoru, zlewa się z trudnymi wyborami. Łatwiej jest przyjąć te wybory,  które odkrywamy na końcu filmu. Podwójne spojrzenie(w filmach to rzadkość, tak pokazana) a mogło być inaczej…..zaskakuje,zadziwia.Smutek miesza się z radością. Udało im!! Spełnili swoje marzenia….Za jaka cenę ?

Niebanalne dialogi, mówią o kruchości i delikatności, zakochania. Taniec, pełen wdzięku, emocji, a także „wyładowania się „, obudzenia w sobie dziecka, które nieustannie marzy, i wierzy, ze jak dorośnie to….

Pianista jazzowy i aktorka, dwa rożne światy niedające się pogodzić…, Co wybiorą? Obydwoje maja  konkretne plany Opowiadając o sobie, wspierają się nawzajem, popychają do przodu, aby, ani jedno, ani drugie nie rezygnowało …. Czy miłość zwycięży?, czy można pogodzić życie codzienne ze sława, czy tez pasja???

Wychodząc z kina uśmiechałam się do siebie… Miałam ochotę napić się szampana, zatańczyć, posłuchać muzyki z filmu..Zycie ma sobie wielka tajemnice. Nigdy nie wiesz ,co może cie spotkać, nigdy nie wiesz jak zareagujesz.

Pasja może stać się niebezpieczna, może bolec, może rozświetlić ciemności. Wiele jest w naszych rekach naszych decyzjach. W życiu jest wiele dróg… Zycie wymaga wybranie jednej z nich.

Film warty obejrzenia ,chwili refleksji,aby usmiechnac  się do marzeń, stać się bardziej otwartym.

W objęciach życia dokonać wyboru.

Warto siebie polubić

Odkąd płuca zaczęły strajkować, bardziej na nie zwracam uwagę.  Moj lekarz, prześwietlił mi każdą kroplę krwi. Mogę powiedzieć, że jest dla mnie autorytetem. Już po pierwszym spotkaniu nazwałam go moim Aniołem Stróżem…. I tak zostało.. Wie, co się dzieje w moim organizmie. Z płucami nauczył mnie pertraktować… Pomimo że nie opowiadałam mu nic o sobie… Oprócz badań, które zlecił, niewiele pytał, a jednak wie o mnie wszystko. Wiedział, co jest mi potrzebne i dał mi narzędzia do rzeźbienia piękna. Niczym prorok, który po prostu wie.  Nie musi grzebać w przeszłości, zadawać zbyt wiele pytań. Patrząc na mnie, zobaczył prawdziwą mnie, a ja zobaczyłam siebie  w jego spojrzeniu. Najzwyklejsza Obecność czyni cuda. Pozwolił mi się wypłakać. Wdzięczność uczynił motorem życia. Lepszego profesora nie mogłam dostać. I to za darmo. Hm…

Często jestem jak Tomasz z Ewangelii.. Niedowierzam. Chcę zrozumieć, aby móc naśladować… Skoro taki rodzaj terapii działa na mnie…… I to, z jakim skutkiem… To jakże można sie nie zdumieć? Nie zacząć szukać w sobie siły, by zaakceptować niezaprzeczalny fakt -Zycie. Ciągle odkrywam, nowe elementy, co do mojej układanki, a propos Obecności pr. Marquette… W końcu obiecał ze będzie mnie pilnował przez 3 lata,( co trzy miesiące konsultacje….)
Dotrzymuje słowa. Jest. I uczy jak nie poddawać się, gdy wszystko mówi językiem negatywnym, gdy wszystko jest na „Nie…”. Mądrzy ludzie potrafią Być. Nie popisują się, co oni nie potrafią, tylko dzielą się, tym, co mają, tym, kim są. Tak ,mogę śmiało powiedzieć, ze pr. Marquette jest mądrym człowiekiem…Może, dlatego tak łatwo mu ze mną poszło….Widząc gdzie jest problem, uderzył w źródło i nie zostawił mnie z tym samej…..
Nie rzucaj słów na wiatr, jeżeli nie masz konkretnej rady …
Lepiej nie dorzucać cierpienia i obiecywać, coś, czego nie jesteśmy w stanie zrobić….Ile rzuconych obietnic?… Ile słów bez pokrycia?. W ciągu roku nazbiera się więcej, niż tych spełnionych .

Permanentny strajk płuc podarował mi czas dla siebie.  Dbanie o ducha i ciało. Dbanie o innych, co nie jest łatwe. To nie to samo, co spełnianie ich oczekiwań ,ich niespełnionych marzeń, narzucanych obowiązków… Zadbać, to podarować chwile śmiechu, ciszy, słów: milo cie jest znać….Dobrze ze dzwonisz… Brakowało mi ciebie… Jesteś dla mnie ważny… Twoja obecność sprawia mi radość…
W niedzielę będąc na mszy nie mogłam sie skupić…. Mszę celebrował prowincjał Oblatów, którzy opiekują się Sanktuarium… Zaskoczył mnie, gdy po rozdaniu komuni św na chwilę i to dłuższą uklęknął…. Pewnie ma taki zwyczaj…. Zrobiło to na mnie wrażenie, nastroiło do modlitwy…. Jakbym właśnie ten jego gest miała dostrzec. I na końcu mszy kolejne zdumienie , podchodzi do mnie dziewczyna ,i mówi; Milo cie poznać ,widziałam jak się modliłaś ( za bardzo, wiedziałam co mam powiedzieć )chwile pobyłyśmy razem… Pewnie jeszcze się spotkamy

Nigdy nie wiesz, kto będzie dziś twym Aniołem….

Dlatego warto być sobą ….

Warto siebie polubić. Inni to zauważą  i powiedzą ci o tym….

Aromat kawy i spacer z motylami

20170124_135721Dwa dni wolnego, jak co tydzień. Wiosenne powietrze nas otulało. Nawet zabłąkana osa trafiła na mój taras. Ptaki, odważnie śpiewały, nie bojąc się, ze ich gardło zacznie boleć. Cuda natury, o których tak rzadko pamiętamy…  Postanowiłam poleniuchować. Aromat kawy i rozmowa telefoniczna przytuliły mnie. Dzień zapowiadał się radośnie. Szeroko otwarte okno przyciągało słońce, które swoją mocą ogrzewało każdą kroplę krwi. Tak, jest to szczęście, mieszkać w miejscu, gdzie większość roku słońce rozdaje za darmo swoje kosztowności.  I tak w wiosennym, lenistwie minął dzień…. Wieczorem, dr House, moj ulubiony serial (no cóż lubię lekarzy),i to kilka odcinków…. Poniedziałki wieczorem, rezerwuję dla niego…. Jasne, mało realistyczny szpital… Jednak ma w sobie wiele refleksji… Ludzki organizm to jedna wielka tajemnica…. A nam sie wydaje ze go znamy….. Nauka pokazuje, ze jednak bardzo mało.. Skoro my go ignorujemy, on nas też…. A na drugi dzień, znalazłam się w parku i to naturalnym, który mam kilka minut od siebie… Taka nicejska oaza spokoju. Są stare drzewa oliwkowe, i trzeba wdrapać się na górę… Moje płuca na początku opierały się jednak, gdy, nasyciły sie ciszą drzew, wróciły do pracy…. I oddychały wdzięcznością.  Takie chwile, są bardzo potrzebne. Ładowanie baterii do życia. Życia, które nas nieustannie zaskakuje, które wymaga odpoczynku.  Mądrego odpoczynku, a nie siedzenia przed , telewizorem…Motyle ubrane na żółto, „paplały z kwiatkami. Ptaszki szukały jedzenia, przygotowując sie do kolejnego koncertu….Lazur morza i nieba zlewał się w całość…i szeptał.. Wszystko dla Ciebie… Gdy wyszłam z parku na ulicę, bardzo głośno się zrobiło. Brutalna ulica, a zarazem wygoda przemieszczania się…. Po obiedzie z Ciszą, trudno odnaleźć sie w dżungli samochodów, pędzących ludzi.. Zwykle to nie przeszkadza, przyzwyczajeni do huku, nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele decybeli jest w naszym życiu…. Zajrzałam do Fnac, oczywiście dyrekcja -książki…. I skusiłam sie na jedną o medytacji Christophe  André. Ostatnio dużo jego, w moim życiu. Pewnie ma jakiś przekaz dla mnie, którego jeszcze nie widzę….  Tylko przeglądnęłam jego zapisane słowa.. I już wiem, ze nie jest to łatwa książka…. Ze popracujemy razem…. Nad…. To sie okaże….. Na początku jest cytat… Cudem jest chodzenie po ziemi….. Tylko, kto o tym pamięta??
I kolejny dzień…. Słońce balowało dziś… Pojechałam do szpitala, aby zasięgnąć informacji dla koleżanki…. I spotkałam dwa sposoby przyjmowania ludzi…. Pani w recepcji (mało przyjazna) wysłała mnie dwa piętra wyżej…(Próbowałam ją naprowadzić na dobry trop, gdzie mogę dostać informacje… Hm z marnym skutkiem) nie znalazłam ani jednego biura.(Może to ja źle sie wyraziłam.)….. A więc wróciłam z powrotem i usłyszałam no i „ co”. Jej profesjonalizm mnie zamurował… I w tym momencie panią olśniło i zapytała w biurze, obok (Dlaczego nie zrobiła tego wcześniej, skoro nie wiedziała??) No cóż być może miała gorszy dzień… I chwilę później, przychodzi pani (przeciwieństwo tej pierwszej) I bez żadnego problemu, udziela mi informacji. Praca w recepcji wymaga cierpliwości. Zwłaszcza w szpitalu, pacjenci mają tendencję do wyolbrzymiania, do nadużywania systemu… Ta pierwsza, nie potrafiła mnie przyjąć.Być może nie chciała, być może była zmęczona. Ta druga potrafiła zmęczenie okiełznać. Potrafiła uważnie przyjąć, udzielić krótkiej, konkretnej informacji. Dwie osoby. Dwa sposoby. Ta sama chwila. Mało czasu spędzamy będąc uważnym obserwatorem….. Może, dlatego tyle złości w nas, o byle, co.??
I chwilę rozmawiałam z dzieciakami kuzynki. Zaskakują mnie. Bardzo miło, ze pamiętają o mnie…Potrafią Być… Dla dzieci puste chwile, nie mają sensu… Kolejna lekcja. Chęć pamiętania.
Dwie sprzedawczynie, rozmawiały ze sobą…( ty kończysz za godzinę… A j muszę siedzieć) Jednak jej „dzień dobry” zabrzmiało wdzięcznie…. Potrafiła przejść obok swojego narzekania i uśmiechem uraczyła pana przede mną, i mnie również.
Szkoda czasu na marnowanie dnia i plucie jadem złości……,

ZYCIE ZASLUGUJE NA MILOSC

Święta to czas radości, czas miłości i pokoju. Czasami udawane życzenia. Zawsze pragnienie przytulenia, pragnienie bliskości.

Te święta były pełne niespodzianek. Były najczystszą Radością i Bliskością. Bo jak powiedziała 16- letnia Karolina -świętowanie to celebrowanie, spędzenie czasu z bliskimi… Czas dawania swojego czasu. Czasami zapominamy, ze prezenty mają być dodatkiem a nie głównym celem, bycia ze sobą. Obecność, może skruszyć mur przeterminowanych uraz, żalów, źle podjętych decyzji, które zamiast wyrzucić je z serca, trzymamy się ich uporczywie. I z czasem, to nawet nie pamiętamy, dlaczego tak nam do siebie daleko. A życie pokazuje nam, jak bardzo siebie potrzebujemy. Jest mądrzejsze od naszych głupich zachowań. Uczy nas łagodności połączonej z dużą szczyptą poczucia humoru. Przestaliśmy czekać na siebie, przestaliśmy tęsknić za sobą.  Może, dlatego, nie rozmawiamy o uczuciach. Zagubieni w pretensjach, nie widzimy, że druga osoba się zmienia, że stara się….

Światło -symbol Narodzenia Boga. Tym razem z rodziną, w Polsce. Spontaniczny gest. Muszę się przyznać, ze nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo tęskniłam, za atmosferą pełną bliskości. Tylko tydzień, i aż tydzień… Czas odkrywania siebie nawzajem. Czas Spotkania Życzliwości. Zimno i brak śniegu mnie powitało. Babcia z rodziną czekała na mnie. Na drugi dzień, do babci miał przyjść ksiądz proboszcz, jak co miesiąc. Zaskoczył mnie poczuciem humoru, połączonym z wielką dozą umiejętności słuchania..
Bo życie trzeba kochać -tak powiedział.  Te słowa były kierowane do mnie… Takie przypomnienie. Dawno nie spotkałam osoby, która wchodząc do domu, „ogarnia klimaty danego miejsca”. Potrafi być w codzienności swoich parafian. A to wielka sztuka, pokazać drugiemu, ze nie jest tak źle… Że Bóg stoi obok, siada do stołu, uśmiecha się, podaje dłoń. On zawsze ma czas…. Zycie trzeba kochać -słowa pełne wsparcia, klamra zamykająca ten rok. (Wdzięczność, uczucie, które towarzyszy mi od początku 2016 roku, i to mój szpitalny Anioł Stróż przyszedł, gdy potrzebowałam obecności, zadbał, nie tylko o moje płuca, lekarz kochający Zycie, i swoich pacjentów) I  na koniec roku, piękna niespodzianka, tak tylko Bóg potrafi zaskakiwać. A wiec pozwoliłam Mu się zaskoczyć. Przypomniał o uśmiechu do codzienności, do tych, którzy tak bardzo go potrzebują, do moich najbliższych. A wiec, teraz mogłam siebie sprawdzić. Na ile jest ważna dla mnie rodzina? Na ile potrafimy ze sobą pobyć, w czystej toni prawdy i pogody ducha.
Błogosławieństwo ułatwia sprawę. Ma moc przebaczania. Ma moc pokochania na nowo, inaczej, bardziej świadomie. I udało nam się spotkać, pobyć razem. (myślałam ze się nie uda, ze poddamy się starym, zgniłym urazom…)Była okazja, aby się spotkać, aby celebrować razem Narodzenie Boga.
Bóg poprzez księdza proboszcza utorował drogę. Kolejny dzień spędziłam w domu rodzinnym. Rodzice obecni duchem….  Cały dzień w towarzystwie przyjaciół, którzy, chcieli ze mną się spotkać. To jest dopiero błogosławieństwo. Mieć obok ludzi, na których można liczyć, którzy są ważni, nie po coś, ani za coś… Zwyczajnie są, i to jest najpiękniejsze w przyjaźni. Przyjąć drugiego człowieka nie jest łatwo, aczkolwiek bez niego jeszcze trudniej. Życie tylko dla siebie jest bez sensu…. Nawet szczypta sarkazmu jest potrzeba. A radość konieczna jest, aby normalnie funkcjonować. No oczywiście w salonie fryzjerskim u kuzynki, spędziłam małą chwilę (jakieś 2 godziny)…. Zakupy. I nowe przytulne mieszkanko do oglądnięcia. Uczciłyśmy tę chwilę… Bardzo radośnie….. Aby mieszkanie dobrze się trzymało… Córka kuzyna Asia, jest takim Aniołem Radości (na mnie działa bardzo pozytywnie) Niektórzy ludzie mają w genach pozytywne nastawienie do życia. I Asia właśnie jest taką osobą. Mam nadzieję, że jej to zostanie. (Jej obecność jest lepsza niż czekolada na chandrę)
Asia nic nie musi robić, wystarczy, że jest… Taki typ człowieka o wysokiej tolerancji na przeciwności losu.(jeden z psychiatrów francuskich, twierdzi , ze, są ludzie którzy maja nadzwyczajny dar radości w sobie )  A to jest wielka zaleta.
I pomogłyśmy ubrać choinkę znajomemu księdzu..A później celebracja jedzenia sushi. I , w geście błogosławieństwa ksiądz Waldek zapłacił za nas rachunek.  Taka niespodzianka.(A był z nami tylko chwilę, niby ze do toalety poszedł) Oczywiście nic nam nie powiedział..
I drobne zakupy. I znalazłam pyszną herbatę jaśminową…
Cudny czas… I tak po powrocie do cioci, wypiłyśmy herbatkę z jaśminu, zajadając się pączkiem z różą… Same rarytasy……
Z bardziej smutnych spotkań, to z wujkiem, który choruje na raka. W takim spotkaniu, tylko Obecność ma sens. Żadne słowa nie dadzą, tyle, co uśmiech, milczenie, które jest oparciem. Wzrok pełen troski i nadziei,może na chwile złagodzić cierpienie. Druga babcia ucieszyła się na mój widok…. W tym cierpieniu, które nigdy nie jest łatwe, trzeba mieć nadzieję… I znowu wracają słowa księdza Michała: życie trzeba kochać… Bo jest tylko jedno, bo tak mało czasu mamy, na tej ziemi.

Cierpienie wujka szepcze; Nie  marnuj czasu. Żyj! Celebruj Życie!

I w końcu wigilia -symbol przebaczenia. Prawdziwego spotkania z samym sobą, spotkania z bliskimi, w uczciwości, łagodności.
Stół uginał się pod pysznościami, Bóg zasiadł pośród nas. Czas wstrzymał oddech. Aniołowie zwiastowali Pokój. A my prosiliśmy o zdumienie nad tajemnicą życia, o zachwyt nad pięknem każdego stworzenia, o radość z każdej chwili, o świadomość każdej sekundy istnienia Boga we wszechświecie i w naszym codziennym życiu.
I celebracja liturgii, tej Świętej Nocy, rozjaśnionej blaskiem Narodzenia Jezusa. Chór śpiewał o Radości, Nadzieja przytulała, Emmanuel, Książę Pokoju był z nami. I nawet śnieg tej nocy przytulił ziemię…. Było biało. Ośnieżona ziemia śpiewała kolędy… Przed pasterką, bitwa śnieżkowa została stoczona.. Cudne święta. (Wisienka na torcie, była w zamysłach Boga, pokazał mi to wyraźnie te święta, jak wiele daje. A ja nie zawsze to widzę..)
I ostatni dzień pobytu. Spotkanie rodzinne, które nas wszystkich zaskoczyło… Ostatni raz widzieliśmy się, podczas świąt, 5 lat temu. Na nowo uczymy się cieszyć sobą. Takie spotkania mają wielka moc. Moc ciepła, moc zrozumienia, że, nie żyjemy tylko dla siebie. I że mamy siebie nawzajem. A to bardzo dużo. I moja chrześnica się zaręczyła, mogłam ich uścisnąć, życzyć odwagi w trudnej i szlachetnej sztuce bycia razem.  Aż się w głowie kręciło od uśmiechu… I tak moje spontaniczne święta zakończyły się sukcesem. Tak jakbym wygrała los na loterii, a może jeszcze więcej. Takich chwil, nie kupię za żadne pieniądze. Takie chwile są sensem istnienia na tej ziemi. Oby jak najwięcej takich chwil. Reasumując….
Narodziłem się abyś pokochał życie. Narodziłem się, abyś rozdawał radość. Narodziłem się, abyś w codzienności zarażał entuzjazmem. Narodziłem się dla Ciebie, abyś bezpiecznie dotarł do nieba…(szepnął Gabriel, jakbym zapomniała …JAK MAM ŚWIĘTOWAĆ BOŻE NARODZENIE)

URLOPOWE SPOTKANIA I LENIUCHOWANIE

I wreszcie urlop. Tydzień po tragedii w Nice… Niedawno przeczytałam takie słowa „Jedno jest pewne – teraz naprawdę musimy wziąć  w garść i za wszelką cenę nie dopuścić, abyśmy zaczęli się sami zjadać. Marek Orzechowski korespondent telewizyjny. Pasują do ostatnich wydarzeń. Podobno czas leczy… Nie zawsze! Nie wszystkich! Jak na nowo uśmiechnąć się do lazurowego morza, w którym odbijają się twarze, tych którzy zginęli?
Jak śmiać się, spacerując po krwi niewinnych ludzi ?
Bardziej rozumiem traumę ludzi z Oświęcimia, weteranów wojen….. Takich wydarzeń nie sposób zapomnieć. Albo nienawiść albo proces wybaczenia.Życie jest tylko jedno. Nie ma powrotu!
Aby myśli przestały biegać, pojechałam w góry. Valberg -stacja narciarska.Po raz kolejny, zachwyciłam się bajkowymi widokami. Moje oczy, uszy, moje ciało, odpoczywało. Nawet lawenda mi się kłaniała. Niebieskie motyle, rozśpiewane ptaki. W górach, ludzie są bardziej przyjaźni, bardziej uważni. Uśmiechają się,do piękna,bo nie można pozostać obojętnym na jej wdzięki. Wyciszenie -to proces tworzenia nowych myśli, nowych rozwiązań. Góry stwarzają warunki, aby na nowo obudzić uśmiech, aby odnowić przyjaźń z samym sobą….
Lawenda i górskie szczyty, wraz z letnim wiatrem tańczyły walca..Czułam przedsmak Wiednia.  Dwa tygodnie wolnego. Spacer po układzie słonecznym (super ścieżka opowiadająca o planetach, ktoś miał świetny pomysł, łącząc góry i niebo)Wdrapałam się na Neptuna. Piękno przyrody wyczyściło smutne myśli. Dzień pełen podziwu. (A rano, nie chciało mi się wstać, jednak argument -będziesz żałowała, jak nie pojedziesz, był motywacją do wstania o 6.30….)No i chciałam sprawdzić moje płuca, by móc się pochwalić profesorowi, miałam wizytę u niego na drugi dzień. Jak zawsze, mogłam się o niego oprzeć, usłyszeć że moje płuca wracają do dobrej formy.I ze jestem dobrą wiadomością, dla niego na ten dzień ….Jest mistrzem motywowania. Z nim, nie sposób nie wyzdrowieć. Człowiek, który, oprócz wiedzy i doświadczenia leczy życzliwością. I jak go nie kochać..

 I w końcu  Wiedeń.
Czysta przyjemność, spotkania się z Julią, Pawłem i Marysią. Szkoda, że dorośli nie mają tyle energii i radości co dzieci. Mała rozbrajała swym uśmiechem wszystkich na ulicy. Wszyscy się nad nią zatrzymywali i uśmiechali. Anioł radości był wśród nas. Polubiłam Wiedeń. Dużo zieleni, dużo przestrzeni.Piękna katedra, pałac(, Sisi nie zaprosiła na kawę..). Ogród, w którym można zasadzić róże z dedykacją, robią wrażenie… Mozart zaprasza na koncert, bryczki na przejażdżkę… Nad Dunajem można się ochłodzić i opalać. Las zaprowadził nas do nietypowego  kościoła (am Steinhof,)dla umysłowo chorych (jest częścią szpitala )Robi wrażenie! Wokoło las, łąki, drewniany plac zabaw. Ludzie piknikują, dzieci szaleją. Zapachy ziół, drzew, kwiatów, sprawiają, że aż kręci się w głowie. I zagubiony hotel ,z pięknym tarasem widokowym…. Trawa miękka jak aksamit i Wiedeń wieczorową porą… Rozświetlony. Ciepły.Opera swym majestatem i Mozartem zaprasza na koncert. Piękny jest Wiedeń, godny uwagi. Zieleń tańczy z przestrzenią.Z dziewczynami, byłam w ZOO, super zrobione.Leniwiec,przypadł mi do gustu, misie polarne bawiły się w wodzie, małpy przyglądały nam się uważnie. Szympansy, mało gościnne były.Kozy przeżuwały trawkę. Osły stały grzecznie, w jednym miejscu. Koala, super gościu -spał. Słonie  majestatycznie stąpały po ziemi. Fajne miejsce. Można czasami znaleźć podobieństwo ludzkich zachowań, zalet i wad. Dzięki Julii i Pawłowi mogłam „zatańczyć walca” i odkryć Wiedeń nie patrząc w mapy….
I zmienienie bagażu i lot do rodziny w Polsce… Wieś. Spokój. Śliwki… Maliny…. Słodkości…. I Krówki…. Leciałam, Lotem i się uśmiałam, jak firma sobie radzi z problemami finansowymi… Wpadli na pomysł…sprzedawania kawy….hm i mleko podają w kubeczkach plastikowych…. No cóż…
Lotnisko w Warszawie to centrum handlowe… Wszystko ładnie opakowane….
Na wsi,cisza gwiazd mnie powitała. Piękne są gwiazdy. Z uśmiechem patrzyłam w niebo… Idąc do cioci, słuchałam nocnej ciszy… W której są ukryte skarby…. Miałam kilka załatwień i udało się.. No cóż, czasami w urzędach ćwiczymy cierpliwość. Odwiedziny, gadanie, jedzenie i zachwyt nad rozświetlonym niebem, było na porządku dziennym. Epoka lodowcowa z dzieciakami w kinie. Polecam… Dobrze pokazany strach, przed utratą…. I jak ważna jest przyjaźń…. Jak mało czasu spędzamy z radosnymi ludźmi. Sami nie mając, radości w sobie…. Stronimy od śmiechu do łez…. Dzieciaki kuzynostwa, jak zawsze staneły na wysokości zadania…. Były. Nie udawały nikogo, poza tym kim są…. Szkoda, że tak szybko tracimy smak prawdy, smak śmiania sie z siebie…. Zostaje przechowywanie uraz…. Dom rodzinny i grób rodziców, przypominają o ulotności bycia na ziemi. Nie mogę ich uścisnąć, ani przytulić… Za to mogę na nich liczyć. Czuję ich niewidzialną Obecność. Taka jest miłość  bez granic. Papież Franciszek z młodymi szaleli w Krakowie. Tam zgromadziła się- radość życia. Radość wiary, lub bycia  na jej tropie. Nie stańcie się staruszkami w wieku 17-lat….Kanapę nie czyńcie swoim królestwem -szeptał papież…Daje przykład spontaniczności. Żyje z Jezusem za rękę. A to jest sztuka. Być odważnym w świecie, bez wiary…. Przypominał o wdzięczności..Dla mnie najmocniejsza była Cisza ,w obozie koncentracyjnym…Tam pokazał… Gdzie mamy szukać siły… W modlitwie, w zadumie, a nie tylko w mało rozumianych słowach Jezus cie kocha…. On pokazał Jezusa z Ewangelii… Mocne przesłanie dla księży…. I dla każdego człowieka. Zaprosił młodych do współpracy. Pasja bycia człowiekiem. Jedna dziewczyna powiedziała ze wcale nie chciała przyjechać.Widać było wzruszenie. Dala piękne świadectwo, słuchała papieża i potrafiła powtórzyć ,o czym mówił… Bóg dotknął jej serca… Tłum może być piękny, i okrutny… Spotkania, rozmowy i nawet sushi w wersji polskiej. Innej niż z nam z Francji. Lenistwo na maksa….. To są wakacje .Spotkanie z Asia ,tym razem w Rzeszowie.były roześmianym czasem .Pełnym refleksji i radości. W ostatnim dniu, u cioci zrobiliśmy spontaniczne spotkanie(po 21 …,a ja miałam wstać 2.30 .)Było rodzinnie, stół się uginał od jedzenia, byliśmy razem. Dawno nie doświadczyłam tak dobrej rodzinnej atmosfery. Zebrały się trzy pokolenia. Prababcia królowała z nami, śmiała się. A ma 95 lat. Zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie. Czas piękna spotkania. Gwiazdy siedziały z nami. Nie planowane ,a tak bogate w kropelki ciepła rodzinnego….
Aczkolwiek co dobre, szybko się kończy..  Prosto z samolotu do pracy… Przywiozłam do pracy krówki… Które zrobiły furorę….