Mówiąca Cisza leczy poranione myśli

DSC_0597Muzyka w ciszy
Sierpień dobiega końca, a wciąż upały w Nice…. Plaże pełne, hotelarze, restauratorzy zacierają ręce. Biznes kwitnie….
Czas leniwie się uśmiecha, chociaż ostatnio przewaga chmur, jakby miało popadać…. Ziemia pragnie deszczu….
Wolny dzień postanowiłam spędzić aktywnie… I o mało, a zostałabym u siebie .. Nie jestem rannym ptaszkiem, a miałam wstać o 6.30… Hm, gdy kogut zapiał (mam taki sygnał budzika, stwierdziłam że muszę zmienić, zbyt mocne dźwięki, jak na  taką porę ) No cóż, po otworzeniu jednego oka, stwierdziłam, że nigdzie nie jadę, bo miało padać i przekreciłam się na drugi bok. Po chwili zastanowienia, zdecydowałam wygonić lenia, mocna kawa i w drogę….
Po raz kolejny wypad w góry, Valberg – sympatyczna stacja narciarska. Jako, że to był poniedziałek, to pustki w miasteczku….Specjalny” Rando bus”, świetne rozwiązanie, za 5 euro w obie strony (w sumie straciłam 10 euro na kawę i pyszną bułeczkę w piekarni, prawie domowa )piknik  miałam ze sobą…. Nic tylko robić takie wypady…. I za każdym razem, mówię sobie: masz szczęście, mieszkać w takim regionie, gdzie miasto dba, aby nie siedzieć w domu..W autobusie trzy kokezanki nadawały niczym w radio, i gadały z kierowcą… Niezbyt dobry początek,  gdy zakręty zaczęły się pojawiać, to zamknęły buzie…
Na 9.20  byłam na 1650 m … Kawka, bułeczka i uśmiechające się górskie szczyty… Troszkę pokropiło, i widoczność nie była rewelacyjna, aczkolwiek Cisza mnie wzięła za rękę, i w tak szlachetnym towarzystwie spędziłam dzień….
Znając „ścieżkę planet” , bo tak się nazywa…. (mając w pamięci mój ostatni wypad, gdzie, nie mogłam sobie poradzić z oddechem ) wybrałam najłatwiejszy… Tylko 300m wspinania . I bardzo dobrze mi poszło, bo jak wdrapalam się do Neptuna, to aż się zdziwiłam że to już koniec ścieżki…. Pomysłowo zrobiony szlak, połączenie nauki i przyrody… Gwiazdy układu słonecznego, informacje o nich, świetnie wkomponowane w górskie szczyty…. Nie wiem kto ją stworzył, myślę że był pasjonatem astronomi i kochał góry… Człowiek to kreatywna istota…
Trzy panie z pieskiem mnie prześladowły, a więc postanowiłam je wyprzedzić… W górach wolę towarzystwo Ciszy….
I tak od Marsa, aż po Neptuna. Widoki, troszkę zamazane mgłą, chmury dopiero popołudniu poszły sobie. Na początku, ciężko było mi się wyciszyć, uspokoić rozbiegane myśli, aczkolwiek Cisza sobie ze mną poradziła… Usłyszałam ją, w dialogu ze sobą, starałam się być łagodna….. Każdy krok był wyciszany przez delikatny powiew wiatru, szczyty wzywały do odwagi .. A ja, pełna wdzięczności próbowałam oddychać, pamiętając tylko o stawianych krokach… Takie chwile, przypominają o tym jak bardzo człowiek jest poplątany… Zajęło mi ponad godzinę marszu, zanim wyciszylam myśli, zanim łagodność zaczęła działać i w podziwie stawianych kroków moje oczy zaczęły widzieć…. Piękno natury i przezwyciężenie lenistwa, jak dobrze że tu jestem….Niestety  brak deszczu, wysuszył ziemię, trudno o kawałek miękkiej trawy, a więc położyłam się na złotej trawie, troszkę była ostra.. I krowy, nie za bardzo maja co jeść… A spotkałam ich dużo… I motyle czarno czerwone… Czas przestał istnieć.. Każdy krok był uśmiechem i niebo rozjaśniało swoje oblicze…. Cisza aż skakała z radości, a ja razem z nią…. I minęłam rodzinkę z trójka małych brzdąców… Najmniejszy miał ok trzech lat, i bał się, a tato go uspokajał . Pomyślałam o tych dzieciakach , siedzących przed komputerem… Rodzice nie wiecie ile tracicie, nie zachęcając swoje dzieci do aktywnego spędzania czasu!!! … Mały boi się, ale idzie, bo ma oparcie, czuje się bezpiecznie…. Rodzice mają zapewnić byt dziecku ale i stworzyć warunki, aby z pasją wkroczyli w życie…
Przypomniałam sobie chodzenie po drzewach, złamanie obojczyka na huśtawce (oczywiście to była moja wina, że spadłam ) oj piękne dziecinstwo, ciągle na zielonej trawie,na deszczu, w zaspach….Wolność aż piszczała z radości… Dzieci, które znają przyrodę od małego, mają wiele szczęścia…. Francuzi chętnie z dzieciakami wyruszają, aby im podarować piękny aspekt bycia z naturą w zgodzie…. Pewnie mały brzdac bardziej zachwyci się zabawką, niż krajobrazem…. Aczkolwiek piękne widoki zostaną zapisane w jego malutkim świecie, i jako dorosły człowiek, chętnie będzie robił piesze wycieczki…. Jasne, dzieci nie można zmuszać…. Delikatność tego ojca, który mówił mu, :nie spadniesz, trzymając delikatnie, była sposobem, aby mały przezwyciezyl lęk…..
Będąc na Neptunie, a więc z na ostatniej planecie, posiedzialam długą chwilę, aby nabrać sił. Przewaga chmur i mgła zastrzegły sobie prawa…. Jednak słońce próbowało przebić się, I zrobiło dziurę w szarych chmurach…. Błękit rozjaśnił oblicze nieba, a ja otoczona pięknem gór czyściłam twardy dysk, czyli mózg…..
Schodząc inną ścieżka, spotkałam dzwoniące krowy…. I inny zestaw gór na widoku się pojawiał…
I czekając na busa, usiadłam na ławce pod altanką,napis mówił że jest to miejsce spotkań, nawiązywania znajomości….
I tak, przyszła babcia, z wnuczką. Mała prowadziła biały rower z naklejoną księżniczką (pewnie jest na topie ) No cóż, mała nawet jednej rundki nie zrobiła, babcia intelektualnie próbowała ją zająć…. Widać było brak radości, być może bogactwo przeszkadzało w jeździe na rowerze… Dla mnie ten rower był atrapą….
Drugi obraz, dziadkowie z czterema wnukami, to jest wyzwanie!! Trzy dziewczyny I chłopak…. Najmłodsza miała ok 5lat, najstarsza ok 12…. Była pora podwieczoreku, a więc dzieciaki wcinały słodkości… Najstarsza, miała focha, a więc nie jadła…A ślinka jej ciekła, a jednak uparcie  nie  chciała nic zjeść….. Chłopak, siedział na oparciu ławki a nie jak wszyscy na ławce, ba facet rośnie…. Zajadał się bułeczką z kawałkiem czekolady w środku (taki francuski, dziecięcy przysmak na podwieczorek ) Dziewczyny wcinały ciasteczka-Delicje…. I młody chciał spróbować,i wyraźnie dał do zrozumienia, że mu nie smakuje… Berkkkk, jak coś takiego można jeść….. Tak skomentował… Właściwie to ma rację, sama chemia…. Ba oczywiście rodzeństwo się przekamarzało, a na koniec, gdy wstali, tak zwyczajnie wzięli się za ręce…. Najstarsza przytuliła najmłodszą i reszta rodzeństwa dołączyła się… I tak szli dzielnie w objęciach po  przygodę, którą dziadkowie zafundowali…. Piękny widok…..
Jak bardzo różniły się te dzieciaki od tej dziewczynki z białym rowerem…..
I para usiadła…. Pełna ciszy i spokoju….. Mieli po 80 lat… Udało im się wspólnie wytrwać… Razem….
W busie, panie z pieskiem, nie za bardzo się wyciszyły, bo dyskusja dotyczyła negatywnego komentarza co do kierowców autobusu… Kierowca, włączył się w pasjonujący dialog, zwalając winę na szefostwo.. I była jeszcze jedna pani, które pamiętała jak to trzy lata temu, autobus nie przyjechał, a ona chciała pojechać w góry, bo było słonecznie….. No cóż i tak przez dobre dziesięć minut panie ostro dyskutowały…Można i tak… , Podczas drogi był spokój, górskie drogi, nie służą do gadania….. Słońce przechodziło na drugą stronę półkuli…..Piękne kolory nam machały, stukały do okien autobusu….
Gorges Cianis, tak się nazywa trasa….) Mała rzeczka wypływająca z najwyższego szczytu, tamtego regionu Mont Mounier…(2817 ) . Źródło które, płynie ok 25km…Kontrast geologiczny  jest duży, od skał białych, po czerwone. Od wygładzonych, po ostre… Formy też są różne….. Przebiega przez miasteczko Beuil…Skały wapienne, łączą się, że skałami wulkanicznymi….
Wąwóz wije się spokojnie, ma iglaste lasy, swoje tajemnice, jest majestatyczny , idealnie  wkomponowany, w tamte strony. Jak wszystko w przyrodzie, komponuje się dobrze, tylko człowiek chce wszędzie dołożyć coś od siebie… A raczej zarobić… Na szczęście górskie tereny sobie nie pozwalają, aby człowiek zaczął przerabiac na swoje kopyto….
Odbijające się promienie słońca dodawały odrobiny tajemnicy, wąwóz nigdy nie jest taki sam… Ma małe wodospady, naturalnie rzeźbione, niesamowite jak natura potrafi tworzyć…. Inspiracja, dla wielu artystów….
Wracając… Już planowałam nastęny wypad w góry…
Drugi wolny dzień, pojechałam do Antibes, dawno tam nie byłam… Bardzo gorąco było, a więc zrezygnowałam z planowanej wycieczki… I pospacerowalam po mieście…. Ludzi,jak mrówek, zwłaszcza na plaży, nie było mowy o spacerze brzegiem morza, chyba że skakajac po ludziach… Wieczorem miałam spotkanie z Teresa, po długim czasie, a więc spacerując przeszłam do miejsca naszego spotkania…. Słońce niemiłosiernie grzało…. Widoki rekompensowaly upał… Przez ok 4 km, tyle szłam… Wszędzie na plaży ludzie… (fakt, plaże są bardzo wąskie )I tak dotarłam do Golf Juan, małe miasteczko, w którym rozpoczyna się, La route Napoleon I, zagościł, wracając z pierwszego wygnania na wyspę Elbe….
Port, i jachty, restauracje, agencje nieruchomości na wodzie….. Spokój i bogactwo próbują ze sobą żyć w zgodzie …. W takim klimacie, czekałam na moją towarzyszkę wieczoru. I tak na ławeczce, trzy starsze panie, odpoczywały … I nagle przychodzi pan, który ich wita,:dzień dobry, młode panie, na pas to one :dzień dobry młody człowieku…. Poczucie humoru, ich nie opuszczało, pan wracał z wędkowania…. Dużo radości było w tym niebanalnym towarzystwie….
I ja także miałam niebanalne towarzystwo… Sushi, było ok, aczkolwiek, tam nie wrócę…. Pomysłowo udekorowany stół, małe porcje sushi, cenowo dostosowane do klimatu portu i innych restauracji….. Spotkanie I spokojna rozmowa, czas ważnych przemyśleń… Tych wypowiedzialnych, i tych przemilczanych… Czas Ciszy. Dla mnie, było podzielenie się Ciszą, którą usłyszałam w górach…. Św Charbel przypomniał :Być zawsze I i wszędzie jak Uśmiech i Światło Boga…. Inaczej mówiąc delikatnym i łagodnym…..
Ważne rzeczy nie potrzebują wielu słów…. Żyją swoim życiem, łamią wszelkie systemy komunikowania się…. Bez jakiegokolwiek wysiłku, szukać odpowiednich słów, czy miejsca…. Przemieszczają się razem z człowiekiem…. Tylko człowiek, nauczony wciąż mówić byle co, nie potrafi zobaczyć, jak bardzo oddala się od siebie samego, żyjąc w ciągłym narzekaniau i pretensjach….
A w pociągu, zaraźliwy śmiech Hiszpan, wracających z imprezy, był fenomenalny, tak zakończył się mój dzień….Cisza i spokój z uśmiechem zainstalowała się w moim świecie, i czeka na dalsze spotkania z naturą….I drugim człowiekiem….

Bez tytułu

tmp_32583-_20170511_2008141777067213

Na człowieku stoi  zadanie, które jedynie on sam  może wykonać : odkryć swoją pasję…. I rzucić się w wir pracy, aby sukcesy rosły jak grzyby po deszczu.
‘’80% Ograniczeń pochodzi z wewnątrz człowieka’’, są to braki: dyscypliny, organizacji, pewności siebie- tak twierdzi Brain Tracy w książce” Zjedz tę żabę”. Świadomość, co sprawia mi radość w wykonywanym zawodzie jest pierwszym krokiem, by osiągnąć dobre rezultaty, które pomogą iść do przodu. Ważne jest, by każdego dnia planować to, co mamy zrobić, bez zwlekania do jutra i jutra….. Potrzebna jest chwila ciszy, która pomaga zobaczyć rzeczy ważne, od mniej ważnych. Nikt nie jest w stanie zrobić wszystkiego, co zaplanował. A więc dlatego warto, abyśmy robili najlepiej jak potrafimy, bez wściekania się na siebie, czy tez innych….. Łatwo powiedzieć…Trafić na szefa, który widzi w nas potencjał, być szefem, który widzi potencjał i pomaga wspinać się po szczeblach kariery, jest marzeniem każdego z nas…
Obserwując szczeble pracy w hotelarstwie, od dyrekcji po pokojówki, jest to praca w ekipie….. Jak w rodzinie, brak komunikacji hamuje rozwój osobisty…. Brak chęci, motywacji, wymigiwanie się w swoich obowiązkach, nie mówiąc o pomocy innym…. Ostatnio dwa dni prosiłam technika, aby zrobił coś z przeciekiem z rury, (wiaderko było postawione, i przeszkadzało) ” mistrz, wszystko wiem „, wymówkami próbował mnie zbyć…. I w końcu, zajęło mu to 5 min…. Milczeniem skomentowałam jego usługę…. Tak jakby zrobił mi łaskę….. Już nie udało mi się , aby zrobił inną rzecz… I gdy na drugi dzień poprosiłam innego technika, zostało to zrobione w ciągu godziny. Dwa rodzaje ludzi…. Dużo mówię, mało robię, mało mówię, dużo robię..
Narzekanie hamuje motywacje, jest czarną owcą w naszym rozumowaniu. A tak łatwo to nam przychodzi, nawet nie musimy się zastanawiać, a od razu przychodzą nam na myśl, to, co inni nie zrobili, a mieli zrobić…. Gdy zaczęłam „widzieć” te moje wypowiadane słowa, które nic dobrego nie wnosiły (zadałam sobie pytanie, czy chcesz,: aby o tobie też tak mówili..?. A pewnie mówią….) Jasne, jeżeli ktoś ewidentnie nie wykonuje swojej pracy, trzeba zwrócić mu uwagę natomiast, co innego jest, gdy ciągle narzekamy na innych, jakbyśmy byli doskonali, a nie jesteśmy…. Być może wynika to z niskiej samooceny. „Reputacja samego siebie”, jest bardzo wrażliwa, albo jej pomagasz, albo jej szkodzisz wynikami swojego działania. Tracy w swoich przemyśleniach, nie zapomina o kontemplacji, tego, co robimy, o radości z tego, co robimy, o pozytywnych stronach inwestowania w samego siebie. Dyscypliny potrzebujemy każdego dnia, inaczej nasze cele nie ujrzą światła dziennego. Tu nie chodzi, o robienie wszystkiego, co nam się podoba, lub nam się wydaje, że nam się podoba…. Chodzi o ustalenie z rozumem, czego tak naprawdę pragniemy, i stanięcie w prawdzie, czy w ogóle mamy predyspozycje, aby dany zawód wykonywać. Często słyszę: nie mam wyjścia…. I tak obserwując siebie, coraz częściej się przekonuję, że jednak, zawsze jest jakieś wyjście…. Życie, i spotykani ludzie wyraźnie mi to pokazują…
Samodyscyplina jest dobrym kompanem, pomaga w chwilach zniechęcenia. Najlepszym przyjacielem, jesteś ty sam… I najlepszym sposobem na poznanie siebie samego jest Cisza. Płacimy duże pieniądze za warsztaty,formacje, które i tak w życiu codziennym nie zawsze działają. Szybko zapominamy, co jakiś czas trzeba wracać, przypominać sobie…. Tracy przypomniał mi o samodyscyplinie, przynajmniej jest za darmo, każdy ja może sobie wypracować. Dostajemy ją w pakiecie od życia, a więcej czasu spędzamy na telefonie i narzekaniu…
Ludzie dający przykład, mają ogromne pokłady wdzięczności w sobie. Tak jak mój lekarz – Anioł Stróż…. Jak myślę o moich płucach, to pamiętam o nim, jedynie słowo, jakie mi przychodzi do głowy, to wdzięczność. I gdy, nie radzę sobie ze sobą, to wdzięczność ratuje mnie….
„Zjedz tę żabę”-książka pełna dążenia do samodyscypliny, polecam, wszystkim tym, którzy czują się wypaleni, którzy chcą wyruszyć w głąb samego siebie. Chociaż książka jest dla menadżerów, można z niej wiele wyciągnąć, aby życie codzienne stało się bardziej świadome, takie, jakie jest, a nie takie, o jakim marzymy, a nic nie robimy w tym kierunku.
Ta książka przyszła w odpowiednim momencie, jak wiele innych sytuacji, ludzi…
Przyszła ze słowami: Życie jest piękne….. Księże Michale, dzięki za wsparcie, za równowagę ducha i umysłu. Jedno bez drugiego tworzy fałsz.
‘’Człowiek nie może niczego nauczyć drugiego człowieka, może mu tylko dopomóc w wyszukiwaniu prawdy we własnym sercu, jeżeli ją posiada’’- podpowiada św. Augustyn….
Jezus nie zaprzeczał nauce. Nauczając nie krzyczał….. I to jest zaleta, którą warto sobie przyswoić. Zadbać o wewnętrzny spokojny ton głosu, nie ten wyuczony, aktorski, udawany…. Ten, prawdziwy, bez toksycznego krzyku…Wtedy twarz promienieje blaskiem Dobra…..
I zamiast ropuchy pojawia się biedronka….. lubię biedronki…. Ostatnio znalazłam jedną w kuchni….. Pomoglam jej się wydostać na zewnątrz,jej malutkie skrzydełka uniosły ją z wiatrem… Bez mojej pomocy nie wydostałaby się….

Tak, jak z naszymi planami,problemami trzeba im pomóc, aby stać się lekkim, jak biedronka…nie zawsze jest to możliwe…. Aczkolwiek zawsze można próbować……

Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

Wtedy jednak nadejdzie On i swoje własne jarzmo, przeniesie na twoje barki. Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

Św. Jan Paweł II

To nie przypadek, ze dostałam akurat niedzielę wolną, gdy Pomost prowadził Drogę Krzyżową. To nie przypadek, że to była niedziela Radości…   Bóg w swoich interwencjach mówi, że…Jest Dobry…. I nikt Mu łaski nie robi….. Dlaczego tak łatwo, nam przychodzą pretensje, a tak trudno dzielenie? Tyle zmarnowanych talentów..!!. Tyle słów bez pokrycia!

Brak komunikacji dzieli….

Chcesz poczuć sekundy szczęścia…?

Podziel się!  Opowiedz swoją historię, poczuj jak toksyny opuszczają ciebie… Poczuj smak życia!
Pomost wciąż jest dla mnie ważny. Dlaczego? Nie mam pojęcia…. Tak samo, moi przyjaciele, są dla mnie, iskierkami szczęścia. Ogrzewają zmarznięte dłonie, tamują wewnętrzne krwawienie. To troska, jest najlepszym lekiem! Troska!

Paris, powitał mnie słońcem. Pyszny obiad w rodzinnej atmosferze, zapowiedział dobry czas. Wieczorem, Droga Krzyżowa animowana przez Pomost…. Chłopcy nieśli krzyż…. Światło towarzyszyło nam. Aniołowie tańczyli…. Na początku, mała ilość ludzi mnie zaskoczyła….A na końcu, pomyślałam sobie, że mieli być, ci, którzy byli. Odpowiedzieli na zaproszenie Stwórcy….I mam nadzieję, że Stwórca dotknął ich serc…. Bo dotknął mojego. Co niektórzy zostali w domu, reszta była posłuchać ks. Pawlukiewicza, który prowadził rekolekcje, a my, w tym samym czasie, w rożnych miejscach, prowadziliśmy drogę krzyżowa.

Sam,Bóg dawał nam rekolekcje… I zrozumiałam ważną rzecz: możesz być pobożny, jeździć na wszystkie pielgrzymki, i możesz nie spotkać się z Bogiem..
A możesz, pozwolić Mu, odkryć nieznane przestrzenie wiary i uśmiechając się do siebie,wzruszyć się Jego Obecnością.

Człowiek bez domu, potrzebuje poczuć nie tylko syty brzuch, ale i delikatne słowa, dostrzec błękit nieba w spojrzeniu. I potrzebuje , szlachetnej obecności, która zlewa się z promieniami słońca, kruszy kajdany oskarżających spojrzeń; Jesteś nikim… Ty już nigdy się nie zmienisz…
Chłopcy byli, elegancko ubrani, przejęci, wyzwaniem, jakie dostali. W takich momentach, jakiekolwiek różnice zanikają. Nie ma biednych, ani bogatych, nie ma lepiej ubranych, lepiej wykształconych.

Przed Stwórcą, wszyscy jesteśmy równi.

Moc w słabości się doskonali.

Wystarczy ci mojej mocy… .

Tylko, współczesny świat, słabeuszy nie trawi. Liczą się znajomości ,a nie kompetencje ,dyplomy ,a nie umiejętność pracy w ekipie .Liczy się zysk, a nie urodziny pracownika, jego smutki i radości.

Tyle organizacji charytatywnych, a coraz więcej bezdomnych….

Gdzie tkwi problem?

Jak wyjść z sytuacji, która przerasta człowieka, stawiając, go , w obliczu nienawiści, kłamstwa, chamstwa?

Podczas celebracji Drogi Krzyża, panowała piękna CISZA, w której było miejsce na odkrywanie, miejsca spotkania z Bogiem….

Św. Jan Paweł II i św. Augustyn, pomagali nam zrozumieć samych siebie.

Sam Bóg, zatroszczył się o nas.Wszystko było ważne. Każde wypowiadane słowo, każdy gest.

Krzyż pachniał wolnością. Krzyż oddychał naszym cierpieniem. Spotkaliśmy się z Szymonem, Weronika. Maryja, torowała nam drogę do Mistrza. Krzyczący tłum, przypomniał nam, nasze zachowanie, nie zawsze godne do naśladowania.Mistrz cierpiał, a my próbowaliśmy, przestać myśleć o swoich problemach, choć na chwile, poczuć Jego spojrzenie,usłyszeć; Twoje  Zycie ma sens!!!!

W obliczu cierpienia, pobożne miny, możemy schować do kieszeni, czekoladki nie wystarcza, ani pieniądze nie pomogą. Przychodzi taki moment, gdy stajemy twarzą w twarz z cierpieniem, którego unikamy…. Wtedy, albo przeklinamy, albo wdrapujemy się na drabinę akceptacji, która ,nie ma nic wspólnego z rola ,jaka często odgrywamy w życiu…

Nikt nie jest samowystarczalny, a często tak się zachowujemy…. Przezwyciężenie strachu, jest wielkim krokiem naprzód. Jest początkiem, zapalenia lampy, oświetlającej ciemności, wstydu, chronicznego smutku, samotności. Potrzebujemy siebie nawzajem, aby przytulic swoje, niekochane życie….

Dbanie o innych, tworzy kreatywność, uczy pracy w ekipie, jak Jezus, nie siedzi w ciepłych kapciach, przed telewizorem, i nie narzeka ze świat jest zły. Wypływa na glebie.

Sukces i porażkę traktuje jednakowo……

Każdy ma prawo, aby poczuć się szczęśliwym!!!!!-Usłyszeliśmy z ust JEZUSA

Czy jesteś szczęśliwy???

Jeżeli, tak, to czy dzielisz się, tym szczęściem z innymi???

Św. Jan od Krzyża, powiedział- „Ci, którzy są bardzo aktywni i którzy myślą objąć cały świat swoim kazaniem i swymi zewnętrznymi dziełami, niechaj pamiętają, że byliby bardziej pożyteczni dla Kościoła i znacznie milsi Bogu, nie mówiąc o dobrym przykładzie, jaki by dali, gdyby, chociaż połowę czasu spędzili z Nim na modlitwie”…..

Bezdomni potrzebują twojej Obecności.

Postaw się na ich miejscu.

Co czujesz??

Być może wtedy…….

 Poczujesz, ockniesz się, zadrżysz.

I będziesz miał sile, aby podarować wolny czas…..

Bez tytułu

Teatr ma w sobie wiele tajemnic. Aktorzy nie mogą być kiepscy. Mają dawać z siebie wszystkie talenty. Mają być uczciwi i spontaniczni w tym, kogo grają. Inaczej widz szybko sie nudzi, usypia i nie wraca. Nice ma kilka teatrów.Tym razem byłyśmy w malutkiej sali o niewygodnych krzesłach….. Aktorzy bardzo blisko. Nie ma miejsca na byle, jakie granie. Każdy szczegół rzuca sie w oczy. Teatr jest w starym mieście… A więc w chwilach ciszy było słychać ludzi na zewnątrz…. Gdy spektakl jest interesujący i zabawny, niedogodności znikają. Widz zajęty tym, co dzieje sie na scenie, nie słyszy niczego innego. Nie przeszkadzają mu niewygodne siedzenia… I tym razem aktorzy dali rady… Nawet morał był…

Historia faceta, który chciał odejść swoją kobietę, i chciał, aby to ona sie wyprowadziła. Nie chciał jej powiedzieć. I w swój plan pozbycia się kobiety wplątuje swojego przyjaciela… I ten przyjaciel wprowadza sie do nich…. Ona myśli, że zmarła mu mama, i potrzebuje wsparcia.. (Tak wymyślił jej mężczyzna) Jednak przyjaciel okazuje sie super gościem…. I ona zakochuje się sie w nim…I chce także odejść… Nie wyprowadzając się…. I także mówi to przyjacielowi… Tylko ze mężczyzna, który chciał odejść zaczyna rozumieć ze ja kocha…. Tylko, że Ona kocha jego przyjaciela….Historia kończy się zdaniem… Ze nigdy mieszkanie w trójkę nie kończy sie dobrze (zawsze jedna osoba odchodzi  smutna).Jeden z aktorów, miał fantastyczną mimikę. Jego głos, gesty, świetnie oddawały, co chciał przekazać… Dobrze sie przy tym bawił…

Prawda boli. Jak często omijamy ją, zwłaszcza w związkach?.. Gdy chcemy odejść, boimy się sie reakcji drugiej strony….Tylko czy warto?
Spektakl pokazał, że jednak, udawanie obraca się przeciwko nam. Że możemy sie mylić, nie widzieć osoby, która mamy obok siebie. Widzieć swój narcyzm, egoizm.Zobaczyć że ta osoba jest dla nas ważna…czasami jest za późno….
Na końcu aktorzy żegnali sie z nami… Miły gest. Kontakt z publiką…. Jeden z aktorów podając mi dłoń zapytał mnie czy mi zimno… Bo miałam zimną rękę….. Uśmiechnął się.Jego oczy mówiły że lubi to, co robi… I potrzebuje nas…..
Aby przebić się w teatrze trzeba mieć silną osobowość i dużo talentu….. Dobry czas.Do teatru warto zajrzeć… Nawet jak sale są w opłakanym stanie i bieda aż skrzypi…Też ma swój urok… Widać ze ludzie jednak chodzą….Chcą realizmu a nie fikcji.

TAJEMNICA DAWANIA -OCHRONA PRZED MROZEM

Dziennik pokładowy Nice -Paris.

Lubię dworce… Wiele się na nich dzieje. W Nice nie ma jeszcze pianina. Pewnie, niedługo się pojawi.
Czekając na moją karocę zwaną TGV, podsłuchałam rozmowę. Trzy starsze panie, i jeden pan. Panie, mówiły tym samym językiem, a nie potrafiły się porozumieć. Skąd ja to znam. Mówienie w tym samym języku, nie gwarantuje dobrych chwil.  Gdy nie słuchamy swoich słów, lub nie słyszymy tego, co chce nam przekazać drugi człowiek, to strzelamy wszystkim, co negatywne. I nagle, pan wtrącając się do rozmowy, powiedział; najważniejsze jest, aby zawsze próbować się dogadać i  zbyt długo nie gniewać. No i słońce, powróciło…. Uśmiechnęłam się, ten pan był pełen ciepła i radości.
W pociągu, mama z dwójką dzieci, obok mnie siedziała. Młodszy, w szybkim tempie znalazł sobie kolegę z innego wagonu. Szaleństwo na całego. Starszy, z nosem w książkach. Cudny widok, gdy 8-latek, czyta, a nie bawi się telefonem.

Marysia, po mnie wyjechała, rosołek czekał na mnie i łóżeczko też.

Niestety słońce imprezowało wiec zimne powietrze i chmury, robiły, co chciały. Na szczęście deszcz, nie dołączył się do nich.
Niedzielny poranek, pełna mobilizacja, ze zmęczeniem walczyły. Juz kolejny rok, Pomost, uwrażliwia innych i świętuje, wraz z Janem Pawłem.Sprzedaż kremówek, prosto z Wadowic. Rarytas.  Człowiek może zawieść, Anioły nigdy. Pilnowały, aby nie zmarnował się, ani jeden okruszek. I  tak jedyna, w tym dniu, stresująca dla ekipy Pomostu niespodzianka.Kremówki nie dojechały na czas….  Pomimo wszystko, wszystkie zostały sprzedane…Zimno, próbowało przeszkodzić, mobilizacja ekipy, nie pozwoliła na to. I myślę sobie, ze jedynym obowiązkiem wolontariusza, to dbanie o siebie nawzajem… Bo wtedy, dajemy  przykład. Gesty: idź ogrzej się, ja zostanę… Mówią wiele…. Uczymy się trudnej sztuki, bycia dla innych ludzi,  bycia oparciem i pomocną dłonią. Takie akcje, wiele mówią o stowarzyszeniu, na ile ekipa jest razem?. Co tak naprawdę ich łączy? Jak zachowują się, podczas niespodziewanych sytuacji?
Ten dzień uczynił nas lepszymi. Otulił i powiedział: to, co dajesz, zostaje wygrawerowane w sercu, tego, kogo, obdarowujesz.

Nic tak nie cieszy, jak dobrze spełniony obowiązek. Dla mnie, to był święty obowiązek. Nic nie dając, otrzymałam wszystko, czego na ten moment potrzebowałam. Brałam garściami, życzliwość ścieliła dywan z puchu, radość śmiała się do łez, ciepło przytulało.

Po raz kolejny, wyjście poza swoje obowiązki, problemy, zapomnienie o sobie, chociaż na chwile oderwanie się od egoistycznego JA, pokazało mi, ze nie warto kisić się we własnym sosie, siedzieć w domu i narzekać, ze, nic się nie dzieje.

Zrobiliśmy kawal dobrej roboty. Bez was, nic by się nie wydarzyło.  Siła grupy!  Siła miłości!

W drodze powrotnej, jeden pan powiedział; gdy nie masz motywacji, zacznij mieć pasje
A jakby tak, pasja uczynić pomaganie?…..Tym, którzy, stracili nadzieje na miłość …..Ona jest wszędzie! …Spotkałam JA, będąc z wami, ekipo Pomostu –Passerelle z Paris

W Radości wielka siła

Bog radości jest pośród nas.
Aby wakacje nie były tylko pasmem zabawy….
Ksiądz Robert z Łomży -wakacyjny zastępca w polskiej parafii w  Nice, chciał nas zarazić Radością Boga, Jego nieustanną Obecnoscią. Czy mu się to udało??
Świetowanie niedzieli -było jednym z  rozważań. Mówił o potrzebie odpoczynku,o  tym fizycznym i o tym w Obecności samego Boga. Jak świętuje dzień Zmartwychwstania?
Mówił o mocy Eucharystii, o siłe jaką daje Jezus.
To nie tylko  grzech czyni człowieka  złym….. tylko puste serce. Nie możesz drugiemu dać czegoś, czego nie masz.
Zadałam sobie pytanie :a jak sie miewa moje serce? Czy z nim rozmawiam? I… nieoczekiwanie po komuni, ks  Robert dziękował i prosił w krótkim Uwielbieniu. Z radością, w Obecności Aniołów i świętych. (taka forma Uwielbienia mogłaby być podczas każdej mszy św)Być może z tak spedzanego czasu będziemy rozliczani….
Zakończył piękną piosenką, która towarzyszyła mi przez cały tydzień… „Schowaj mnie pod skrzydła swe”. … ukryj mnie w silnej dłoni swej”…. pozwoliłam porwać się tej piosence…. „Ja ufam Ci…. Ty jesteś Bóg”… Wdzięczność za dar bycia tu i  teraz, popłynął jak potok. Mogłam się przejrzeć,  jak w źródlanej wodzie.. Zmęczenie upału i całego tygodnia zniknęło. Byliśmy na kolacji u samego Boga….Chwila odpoczynku w Jego ramionach. Taką  siłę ma modlitwa Uwielbienia. Kiedyś nie było książeczek modlitewnych… być moze tak modlili się pierwsi chrześcijanie…
Kiedy fale mórz chcą porwać mnie ,z Tobą wzniosę się, Ty podniesiesz mnie- słowa były moim mottem przez cały tydzień.. Tydzień pełen fantastycznych chwil,  spędzonych wśród przyjaciół z Paris, którzy odpoczywali na południu.  Wdzięczność za dar przyjaźni jeszcze bardziej umocnila nasze więzy. Pomimo odległości, wciąż mamy sobie wiele do powiedzenia, wciąż możemy na siebie liczyć. Braterstwo przetrwa wszystko co złe….. Piękne widoki, rozmowy, w willi z basenem z widokiem na góry….. Oddychaliśmy życzliwością, pachnialo dobrym jedzeniem i aż w głowie się kręciło..  Takie cudne manowce… Reszta tygodnia była w pracy, w obecności zmęczonych ludzi, a ja życzliwością próbowałam ich zarazić. Mur…. nie do przebicia..
I tak upłynął tydzień.
I kolejne spotkanie z ks Robertem. Tym razem w obecnosci Rafała, który oczarował mnie swoim głosem…. Śpiewał psalm i..piękną aklamację przed Ewangelią. . jeszcze raz  zabrzmiała piosenka” schowaj mnie.”… Przed mszą  ksiądz poszedł się pomodlić. Znalazł czas… Rozważanie było o miłości, pytania Boga do człowieka :Kochasz mnie??
I znowu przypomnienie o Eucharystii -darze miłości,darze  radości, odpowiedzi człowieka do Boga, wyznanie naszej miłości i wdzięczności.. Jezus i dziś czyni cuda… Podczas każdej mszy św  uzdrawia, przytula, uczy wrażliwości i życzliwości. Nie sposób wyjść z pustym sercem.. Chyba że…. przestaliśmy czekać na Boga… W modltwie wiernych miedzy innymi byli  skazńcy.. Oni tak bardzo potrzebują modlitwy… I znowu krótkie Uwielbienie.. O wierność Ewangeli… O radość…. I Rafał zaśpiewał i zapachniało morzem…. I silna   dłoń Ojca pochwyciła mnie w ostatniej chwili..  Nie czekaj! … zaufaj..! . nie bój się!  ….
Bóg nie umarl! Nie umarł.!!! .
Rafał był dla mnie wielką niespodzianką… lubię muzyków, lubię ich wrażliwość na dźwięki jakie podaje nam Życie…wraz ze Stworcą.  Okazało się ze Rafał pracuje w operze w Białymstoku…. Taka  niespodzianka.
Księże Robercie dzięki za świeżość przemyśleń, pomimo upału, za Uwielbienie Boga śpiewem i dziekczynnieniem. Za podzielenie się sobą. Tak mało chrześcijan dzieli się radoscią.
Rafał dzięki za obecność, za twoje zaangażowanie, za podzielenie się talentem. W końcu jeżeli ma się jakiś talent,  to świętym obowiązkiem jest dzielenie się z innymi.. Alleluja wyszła rewelacyjnie… A jest trudna….
Ludzie zjawiają się wtedy, gdy ich potrzebujemy…. I nie przypadkowych spotkań. Jesteście, tego przykładem…. Wraz z moimi bliskimi z Paris…. zaraziliście mnie wirusem radości i życzliwości. (W pracy panuje wirus ograniczonej widoczności, czyli dbanie tylko o siebie)Takie spotkania są dla mnie bardzo ważne, by nie zacząć krakać….
W Kruszynie chleba Jestem -szepnął Jezus
Co Mu odpowiesz..??

tworzenie czy nudzenie się

Każdy ma talent, wpisany jest w jego drogę, ma go we krwi. Niestety rodzice chcą realizować swoje marzenia często odbierają talenty dzieciom i wciskają swoje, te niespełnione. (MUSISZ być lekarzem, prawnukiem.,księdzem… itp )A dzieci marzą zupelnie o czymś innym, mają inne zdolnosci. W programie od przedszkola do opola… to widać, które dziecko jest zmuszane do lekcji śpiewu… Czy będzie dobrym muzykiem skoro tego nie lubi.We francuskuej edycji prezenter zapytal małą czy ma narzeczonego i czy wyjdzie za niego .. na co ona:nie wiem bo on jest katolikiem :… To Tylko
przykład głupoty dorosłych i w taki sposób ten mały człowiek już ma w głowie mur i tak tworzą się bariery.
Mur chiński jest niczym w porównaniu z tym co mamy w głowach.
W życiu dorosłym tylko zabawki są zamieniane na ludzi… Przerazajace jest ze dzieci są monetą przetargową gdy rodzice się rozwodzą,lub szantaż emocjonalny gdy jedno chce odejść a nawet samobójstwo z tego powodu. Uzależnienie dotyka każdego, od drugiej osoby, rzeczy, ciągłej adrenaliny, chaosu…
Wczoraj byłam w sklepie i cwiczyłam cierpliwość (dwie panie w kolejce blokowały dojscie zastanawiając się nad trzema rzeczami które kupiły,) w końcu zwróciłam uwagę, oczywiście koszyk zostawiły tam gdzie stały )w ogóle nie myślimy o innych… Przestaję się dziwić skąd tyle naburmuszonych ludzi.
Tworzyć to Żyć pełną parą ,żyć na krawędzi, to spotkanie z sukcesem i porażką.To odkrycie na nowo swej drogi. Swej Drogi a nie rodziców czy też żony czy męża.
Jak często słyszę nudzę się… Skoro siedziszz w swej twierdzy i wciąż jesteś na usługach bo cię pochwalą, to normalne ze Życie jest nudne.
Prawdziwy artysta krytykę wyslucha i zapomni o niej jeżeli czuje że to jego dzieło będzie się cieszył nade wszystko z samego faktu tworzenia. A jeżeli odniesie sukces to przy okazji. Tylko ilu artystow tak mysli?? Zwykle to sam fakt tworzenia jest na końcu… Może dlatego tak szybko się wypalają, może dlatego potrzebują narkotyków, alkoholu, zmiany.
Tworzenie wymaga wyruszenia w nieznane, wyjscia ze swej twierdzy uprzedzeń,ciągłych kompromisów i PÓJŚCIA W CAŁKOWITEJ SAMOTNOŚCI BY SPOTKAĆ ŻYCIE I MÓC WRÓCIĆ Z WORKIEM PREZENTÓW BY PODZIELIĆ SIĘ Z INNYMI. Wtedy nuda odchodzi,bo czas nie ma dla niej czasu….
Nuda ma przestarzałe dane, jedynie do kosza się nadaje. Każdy dzień ma nam dużo do pokazania, on żyje a ja?
Dla mnie takim odkryciem bylo jak miałam robioneEKG serca ,niesamowita muzyka, Chopin czy tym to taki sobie artysta. Wtedy dotarło do mnie ze mój organizm to arcydzieło a ja go tak nie szanuję.Tam wszystkie komórki się wspierają. A ja się nudzę.
Sklepy bio to tylko zaleczanie, patrzę na ceny i zastanawiam się ile procent ludzi stać .W tanszych marketach też moda na bio.. Dla mnie to zwykła ściema,czysta ekonomia 100%„soku z owoców… dziś na śniadanie zjadłam ulubiony dżem (ostatni raz jadłam miesiąc temu )i dopiero gdy organizm sam z siebie wyrzucil toksyny poczułam ze w tym dzemie to sam cukier,czego wczesniej nie czułam.
Mądrość i tworzenie jest w nas samych. Zamiast bić pokłony imnym ludziom zwrócmy uwagę na nas samych bo i my mamy talenty tylko o nich zapomnieliśmy.

wyśpiewać marzenia

Marzenia -czym one są?
Bez jest bezbarwne. Nawet jak się spełniają to dodają kolorów w codziennym życiu. Jedni żyją serialami, w których nie ma rzeczywistości, inni robią wszystko by marzenia realizować. Marzenia mogą oderwać od codziennosci, często szarej i smutnej. W marzeniach najważniejsze jest, by nie płakać gdy się nie spełniają, tylko tworzyć nowe . Nie zawsze wiemy co jest dla nas dobre, może dlatego marzenia się nie spełniają. Chcemy być kimś, kim nie jesteśmy i nigdy nie będziemy. One są po ty by odnaleźć swą Drogę i nie bać się nią kroczyć. Wbrew wszystkim i wszystkiemu, nie deptając innych,mieć odwagę być sobą. Często mam słuchawki na uszach gdy idę ulicą. Ryk samochodów jest straszny, i słuchając muzyki uśmiecham się do siebie, lub sobie podśpiewuję. I hm ludzie dziwnie na mnie patrzą.. Czasami mam ochotę potańczyć na ulicy…..W taki sposób sprawdzam ile zostało ze z -radosnego, roztanczonego.. W świecie dorosłych taka postawa jest niezbyt dobrze widziana. (A szkoda, bylibyśmy mniej sztywni i upierdliwi). Lubię swoją pracę, aczkolwiek po 8 godzinach przebywania wśród ludzi zestresowanych i tak doroslych że aż nudnych ( i tak każdego dnia )mam ochotę całą ekipę wysłać na terapię, na której na nowo odkrją siebie i zaczą uśmiechać się bez żadnego powodu.Życie i tak jest trudne, ciągle musimy wybierać, być do dyspozycji, na pełnych obrotach.I jeżeli nie ma w nim chwil na marzenia, na oderwanie się od ziemi, to smutek może zjeść naszą Duszę, a ciągłe niezadowolenie może doprowadzić do depresji. O wielkiej mocy uśmiechu przekonał mnie bezdomny francuz siedząc w paryskim metrze, prosił o pieniądze.Nie miałam by mu dać,i tak zwyczanie się do niego uśmiechnęłam, na to on mi odpowiedział -”jeżeli ludzie uśmiechali by się tak jak ty, Życie byłoby bardziej znośniejsze „.To było kilka lat temu i pamiętam jego słowa do dziś. Bo tak naprawdę nigdy nie wiemy kto będzie naszym nauczycielem, być może marzenia mogą nam pomóc by spotkać siebie, by odryć
swe zakopane talenty, by uśmiech uczynić świętem każdego dnia.
Może warto wyśpiewać swe marzenia, na chwilę jak dziecko stając na palcach chcieć dotknąć nieba i mieć gdzieś że nazwą nas głupcem. Może wtedy marzenia zaczą się spełniać, kto wie….
Może wtedy będziemy gotowi by je przyjąć. Wyśpiewać hymn Życiu i tworzyć jeszcze większe marzenia gdy nie chcą się spełnić…. Może wtedy przestaniemy żyć serialami, prasą brukową, czy też plotkami.. Może warto wyśpiewać.. spróbuj, to nic nie kosztuje.