Nie zapominaj być szczęśliwym człowiekiem

DSC_0382
Niedawno dostałam smsa: „Takie hasło mi ostatnio świeci; Pijany ze szczęścia”
Poetycko można powiedzieć: upić się szczęściem. W języku potocznym raczej króluje: jestem szczęśliwy(a).
Już Księga Przysłów stwierdza: „Radość serca wychodzi na zdrowie, duch przygnębiony wysusza kości”. Szczęście jest pozytywnie skorelowane z dobrymi wskaźnikami zdrowia psychicznego i fizycznego -tak mówi między innymi Wikipedia.
Mój ulubiony psychiatra Christophe  André, póki, co dla mnie autorytet w dostrzeganiu szczęścia wśród psychiatrów. Mam większość jego książek, w języku francuskim. I  są czytelne. Nawet dla takiego laika, jak ja.
Wciąż odkrywam Słowo-Szczęście.
Christophe mówi tak: „Należy pamiętać, że 50 procent pozytywnych odczuć zależy od nas i że właściwa proporcja to trzy czwarte myśli pozytywnych i jedna czwarta negatywnych. Ta logika jest szczególnie skuteczna przy leczeniu depresji i problemów psychologicznych.”
Coś w tym jest.
Dodaje – Czy należy natychmiast szukać znaczenia, pozytywnego lub negatywnego, czy należy szukać spójności we wszystkim, co się nam przydarza? Czy raczej lepiej to zaakceptować z umysłem otwartym na tajemnicę?.
Tylko, że człowiek lubi oskarżać, aby poczuć się lepiej. Dziwna cecha naszego rozumowania. Wszystko musi być wytłumaczone, szczerość jest intruzem. Ostatnio usłyszałam od 17-letniego młodego człowieka są tacy, co szczerość uważają za pyskowanie.
A potem dorośli się dziwią, że dzieci wciąż ich okłamują..
Szczęście-szlachetne uczucie, połączone z radością i wdzięcznością rodzi dobre owoce. Christophe André w swoim blogu, wywiadach, często dziękuję Życiu. Rzadkość wśród specjalistów od uczuć.
Są ludzie uzdolnieni w pozytywne emocje, oddychają wdzięcznością, widzą wszędzie piękno. I z takimi ludźmi można zajść daleko. Łączą inteligencję i piękno. Widzą rzeczywistość Niedawno pszczoła szukała na mnie jedzenia. Miałam pomarańczowa bluzkę, może, dlatego się skusiła. Nie odganiałam jej, pozwoliłam usiąść na ręce. I wtedy zrozumiałam siłę spokoju. Moja postawa, sprawiła, że i pszczoła była spokojna, (była tylko jedna) inny obraz, kulawy pies, który boi się człowieka, prawdopodobnie był bity, przez długą chwilę go wołałam, w końcu dał mi się pogłaskać. Cierpliwość, a nie agresywne podejście. Spokój i cierpliwość idą w parze i składają się na szczęście. Kiedy ostatni raz doświadczyłam stanu szczęścia?
Lac Trecoplas, trud maszerowania połączony z darem oddychania czystym powietrzem na 2170m.n.p.m…I tak blisko Nice..
Wiatr rozsiewał wdzięczność. Rozum upił się radością. W jeziorze odbijało się piękno. Rzeczywistość pokazała swe wdzięki. Wspólnie spędzony czas z moimi przyjaciółmi z Paris był dodatkowym bonusem.. Niemożliwe jest pozostanie obojętnym. Szczęście kipiało, było w każdej komórce mojego ciała, w każdej kropli krwi. I gdy myślę o tej chwili, to uśmiech pojawia się i przytula mnie, gdy jest mi smutno.
Terapia dla umęczonego głupotą rozumu.
Płacimy dużą cenę za brak dialogu. Kolejny składnik szczęścia.
Ilekroć udaje mi się wejść z dialog, pojawia się wdzięczność. Za osobę, za wydarzenie, za właśnie tę chwilę… Bo ona ma sens, chociaż czasami sensu nie widzę.
W pracy dostało się za coś, co nie należy do moich obowiązków. Po raz pierwszy, odkąd tu pracuję, kolega na mnie wypluł swój jad.  Zaskoczył mnie, że nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć. I to tylko, dlatego że skończył się papier toaletowy. Był agresywny w słowach. Było mi przykro . Na drugi dzień mnie przeprosił za swoje zachowanie. Jak bardzo żyjemy negatywnymi emocjami……
I gdy zadzwoniłam do kuzynki (długo nie słyszałyśmy się) usłyszałam: gratulacje, zaskoczona nie za bardzo wiedziałam, czego mi gratuluje…. A więc  zapytałam…. Jasne sprawiło mi to ogromną radość.
Dwa różne sposoby bycia. I tak każdy dzień ma agresję i radość. Co zachowam, a co zapomnę, zależy ode mnie.
Naukowcy już dawno stwierdzili, że uśmiech ma wielką moc w wychodzeniu  ze smutku, który potrafi narobić bałaganu. Nie tylko w naszym życiu, ale także w relacji z innymi. Bo kto chce przebywać ciągle w towarzystwie smutnych ludzi?
Upić się szczęściem i podać dalej. Nawet jak inni uznają, że nie ma się z czego cieszyć.
A właśnie ze jest: dziś rano słońce nie za bardzo miało ochotę pracować, dosyć późno wstało… Dopiero około południa zaczęło świecić. Dzień wolny, to wzięłam ze słońca przykład.  I też wstałam późno.  I jestem wdzięczna Stwórcy, za ten leniwy dzień, za zaufanie i wejście w dialog w rozmowie SMS.
Upić się szczęściem w szarej codzienności jest możliwe. Każdego dnia słyszymy pretensje, obrażamy się, mówimy komplementy, których nie myślimy. Każdego dnia Życie daje nam lekcje. Wciąż wracam do mojego lekarza, który Pięknym Milczeniem wniósł wdzięczność w moje życie. Chroniczna patologia płuc dała mi mistrza wdzięczności, która składa się na moje szczęście.
I przyjazd przyjaciółki na jeden dzień z Paris, w momencie postawienia diagnozy, która później została obalona…. I odkrywanie Drogi św Jakuba i hiszpańskich klimatów…
I każdy trudny człowiek, którego kiedyś uważałam za wroga, staje się nauczycielem. Jeden będzie się pluł, bo brakuje papieru toaletowego, drugi będzie gratulował, trzeci obrazi się za szczerość, a czwarty będzie przytakiwał. I ja tak się zachowuję. A więc skąd tyle pretensji do innych??
W momencie, gdy emocje biorą górę, nigdy nie jesteśmy prawdziwi. Dlatego ważne decyzje warto podejmować w ciszy i spokoju. Są sytuacje, które wymagają natychmiastowej reakcji, które mogą uratować życie swoje czy też drugiego człowieka. Wtedy potrafimy zachować zimną krew, jesteśmy silni, I wiemy, co robić. I to jest piękne.
A może warto podlewać taką moc, aby wyrosło drzewo zwane: Szczęście, pod którym znajdzie się miejsce dla każdego spotkanego człowieka. Nie oceniając, nie krytykując, nie wciskając mu swoich poglądów i słów (słuchaj mnie, ja mam rację….)
Niestety wśród ludzi, znajdą się tacy, którzy będą próbowali podpalić nasze drzewo Szczęścia. Tacy ludzie są nieszczęśliwi, z nieznanych nam powodów wyrośli na (cierniste krzewy) opierając się o nich, można się pokaleczyć. Nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć, że szczęście jest ich obowiązkiem – twierdzi Christophe André. Wie, co mówi, w  końcu jest psychiatrą, a więc stan uczuć i emocji nie jest mu obcy.
„…. Jeżeli cenisz wszystkich ludzi, nikogo nie przeceniając, ·Jeżeli potrafisz spożytkować każdą minutę nadając wartość każdej przemijającej chwili..”..Ziemia jest twoja I wszystko, co na niej, I.. Co ważniejsze – mój synu – Będziesz człowiekiem – Rudyard Kipling

Przytul szczęście, zrób mu przytulne mieszkanko w sercu, a zobaczysz ile chwil radości ignorujesz !!!!!!! …Nie zapominaj być szczęśliwy, zamiast szampanem upij się szczęściem!!!!!

Bez tytułu

DSC_0797Kolejny dzień wolnego. Po szlachetnej ciszy w Laus trudno odnaleźć się w mieście, wrócić do męczących tłumów, ciągle gdzieś spieszących się. Budzik zaśpiewał piosenkę Josha Grobana, jednak moje oczy chciały jeszcze przytulić się do poduszki…. Obudziłam się o 9.30….Przy śniadaniu, zdecydowałam się na miasteczko Vence, którego nie znam…Najwyższa Góra to 1033 mètres, Baou des Blancs…. Tym razem było późno, aby wdrapać się na Baou…. Aczkolwiek nie przeszkadzało w spacerku z Saint Paul de Vence do  Vence.. Saint Paul znam, miasteczko z galeriami I przeraźliwie drogie.Nie wiem skąd oni takie ceny biorą. Dla przykładu jedna mała tarta  kosztuje 4 euro, gdzie w Nice 2.50…Kanapki są po 6 euro. I to niezbyt świeże.
Mając szczegółową mapę mojego spacerowania, I tak w pewnym momencie poszłam w inną stronę… (W ten sposób odkrywam nowe miejsca) W porę się zorientowałam….
Ścieżka mało sympatyczna. Dopiero w połowie drogi zaczął się las. Jakieś dwie godziny marszu. Las kryje tajemnice, które także są w sercach człowieka. Kontynuowałam spotkanie z Ciszą, a także wyrzucałam toksyczne myśli, które nieustannie bombardują.. Lubię spacery w lesie, dają ochłodę w upalne dni, przypominają dzieciństwo, wchodzenie na drzewa, zapach grzybów, jagód. Rodzice kochali chodzić na grzyby, ja lubię się nimi delektować. Zwykle mama szła za mną i zbierała grzyby, których nie widziałam. Dwa dni wcześniej padało, i zieleń stała się jeszcze bardziej zielona. Sama sobie zazdrościami I gratulowałam decyzji. W mieście jest większa okazja do stracenia pieniędzy… A wycieczki z ostatniej chwili są często super fajne. Zwykle na takie jednodniowe wypady tracę 10 euro plus piknikowe jedzenie…
Dotarłam do szarmanckiego miasteczko Vence…. Góry mi się kłaniały, słońce stawiało kawę. Wychodząc, ze szlaku, przechodziłam przez osiedle, bardzo sympatyczni ludzie na posiadłościach. Królowało błogie popołudniowe lenistwo…. Na jednym z tarasów, grono ludzi śmiało się, aż udzieliło mi się ich poczucie humoru….
Aby nie błądzić (w tym jestem dobra, nawet z mapą… Taki mój  urok) zapytałam starszej pani, która udzieliła mi informacji….
Vence – tam Gombrowicz ma grób… Tam mieszkał I tworzył… Nie dziwię mu się, że wybrał to miejsce. Jest przestrzeń, górskie tereny, i szarmanckie stare miasto, pełne zakamarków, mrocznych uliczek, i tych, które wpuszczają okruchy słońca, tworząc łagodne kolory.
Katedra, ciemna, wymagająca oczyszczenia, odnowienia.
Pewnie kiedyś była przepełniona ludźmi… Dziś człowiek szuka wszędzie, tylko nie w kościele….
Poza miastem, górskie szczyty, jak zawsze szukają człowieka. Każdy krok, zabija moje toksyczne eozynofile, które ostatnio dają mi we znaki. Jednak góry nie pozwalają na poddanie się.
Mała ilość turystów sprzyjała beztroskiemu zwiedzaniu.
Łagodne słońce, spokój, potrafi przemienić smutek w łagodny uśmiech. Odwyk od ciemnej strony codzienności.
Za kilka dni mam wizytę u mojego Anioła Stróża – profesora Marquette… I znowu będzie się działo.
Wielki plakat z tekstem Gombrowicza, na murach muzeum,
Byłem wszystkim! W zależności od miejsca, osób, okoliczności, byłem mądry, głupi, prostak wyrafinowany, milczek, causeur, niższy, wyższy, płytki lub głęboki, bylem lotny, ociężały, ważny, żaden, wstydliwy. Bezwstydny, śmiały lub nieśmiały, cyniczny lub szlachetny, czymże nie byłem?…Byłem wszystkim!
Być może nasz rodak ma rację. Gombrowicz nie bal się nazywać rzeczy po imieniu. Wszyscy mamy różne odcienie humoru, emocji, uczuć, duchowości. Wszyscy posiadamy umiejętność zmieniania się jak kameleon…. Jedni żyją prostotą, inni uzależnieniem od opinii i naginaniem się do okoliczności. Każdy może zmienić zdanie.Jesteśmy wolni, na tyle na ile sobie pozwolimy…. Mogłam zostać w Nice, a jednak, coraz bardziej szkoda dnia, który tak szybko mija…. Jeszcze nikt go nie złapał… Nikomu nie udało się wrócić do wczoraj… Wolność wyboru!! Przywilej, o którym zapominamy !
Tekst Gombrowicza nadaje się do medytacji. Aby oduczyć się oskarżać innych, o swoje niepowodzenia. Ważne przypomnienie,w drodze ku wieczności. Nawet sztuka i natura ze sobą współpracują. Wyraźnie zostało mi to pokazane na spacerze w Vence.

«Być sobą, bronić się przed deformacją, mieć dystans do najbardziej „własnych” uczuć, myśli, o tyle, o ile one mnie nie wyrażają – oto najpierwszy obowiązek moralny – Gombrowicz  

Ciasnota umysłu służy samotności

DSC_0675W kościele Saint Pierre d Arène w Nice, jest dominikanin, który, ma dar przekazywania Ewangelii.. Nie boi się łagodności połączonej z  mocnym uderzeniem perkusji… Czyli słów: Obudź się chrześcijaninie!!!!!
Dziś, mówił o przyjaźni Jezusa z człowiekiem… Chrześcijaństwo to nie kumplowanie się z Jezusem, jak czasami w kościele ma miejsce… To prawdziwa przyjaźń. Jezus pozostaje Bogiem. Chrześcijan nie boi się prawdy, pozostaje nim, w odpowiedzialności i całej swojej godności. Czy to ma miejsce??? Bóg chce współpracy….
I zadał pytanie Jezusa:, Co chcesz, abym Ci uczynił???  Wprowadzając nas w dialog z Jezusem, dodał: A co chciałbyś ze mną robić???
Przypomniał o współpracy Boga i człowieka, a nie tylko człowieka z człowiekiem….W Ewangelii Jezus spełniał prośby, nie według zasług, tylko według naszych pragnień… Jezus sprawdzał pragnienia człowieka, czasami był ostry, i gdy prośby nie ustawały, uzdrawiał.. Według ich próśb…..Ich wiary…
Czy pragniesz uzdrowienia, by współpracować ze swoim Stwórcą? ·
Pomóż mi żyć w prawdzie – modlitwa, która może skruszyć lęk, fałszywy obraz Boga…..
Co robisz, gdy wchodzisz do kościoła?
Klękasz, modlisz się, a pomyślałeś, aby uśmiechnąć się…..???
Zamiast robić szum wokół siebie, jakim to nie jesteś katolikiem, bo chodzisz w niedzielę do kościoła-wyjdź do drugiego człowieka, Nie mów o miłosierdziu – jeżeli nie możesz patrzeć na sąsiada, lub kolegę z pracy,
Nie mów, że ktoś jest egoistą-, gdy ty nie robisz nic dla innych, siedząc w domu i narzekając jak ci jest ciężko….
Inni też cierpią…
Mocne słowa, zaskoczyły mnie…. W wakacje jakoś, ten ksiądz mówił wakacyjnie…. Mało przekonujący był dla mnie….
A ta niedziela mną wstrząsnęła, relikwie św. Charbela , które są w tym kościele, przemówiły…..
„Chrześcijaństwo to nie religia czy świątynia, to nie księga ani miejsce czy sposób uwielbienia. Chrześcijaństwo to sama osoba Jezusa Chrystusa. Lustro, które odbija światło, samo nie jest światłem. Odróżniaj światło i jego odbicia”…..
Pragnienia człowieka, wiele o nim mówią….. Czego dziś pragnę??? Co dla mnie dziś jest ważne? Kto może mi pomóc w odnalezieniu siebie? A jeżeli jestem szczęśliwy, to czy inni odczuwają i mówią mi o tym??? Bo to inni są weryfikacją, czy naprawdę kipię Radością, czy też udaję????
A co dziś sprawiło mi Radość??
Chcesz zrobić dla świata przysługę…
Uśmiechnij się!!…. Od uśmiechu Dobro ma ułatwiony wstęp….
A gdy usłyszysz:, z czego, tak się cieszysz?·Odpowiedz:, że, ciebie widzę….
Każde spotkanie ma przekaz..
Czasami tragedia może stać się błogosławieństwem otworzenia się na duchowość a nie tylko religijną wrogość…..
Przyjaźń jest wtedy, gdy milczenie drugiego rozumiesz, jak  nikt  inny… Gdy jesteś w stanie rozszyfrować, jego stan i przytulić, albo zostawić go w spokoju, dopóki burza nie minie….
Jezus właśnie, ze mną to robi…. Daje mi wolność.

Logiczne myślenie z refleksją zawsze się łączy.

Profesor do uczniów,
„Dwóch kominiarzy wychodzi z komina. Jeden jest czysty, drugi brudny. Który z nich weźmie kąpiel?
- Ten brudny, oczywiście – odparł jeden ze studentów. Profesor zauważył:
- Pamiętajcie, ten czysty widzi, jak brudny jest ten drugi i na odwrót. No to, który się wykąpie?
- Już rozumiem – odpowiedział inny student. – Czysty widzi brudnego i dochodzi do wniosku, że sam jest brudny, więc idzie się wykąpać. Dobrze mówię?
- Źle. Całkiem źle – odparł profesor. -  Skoro dwóch kominiarzy weszło do komina, to jak jeden mógł wyjść czysty, a drugi brudny.
Wypracuj sobie swój sposób myślenia, będąc otwartym na nowe możliwości….Nie wszystko, co inni mówią, jest prawdziwe…Odkrywając siebie, odkryjesz pokłady uśpionego talentu, danego tylko tobie, odkryjesz duchowość, która pozwoli ci na bycie wolnym , w więzieniu ciasnoty umysłu

Mówiąca Cisza leczy poranione myśli

DSC_0597Muzyka w ciszy
Sierpień dobiega końca, a wciąż upały w Nice…. Plaże pełne, hotelarze, restauratorzy zacierają ręce. Biznes kwitnie….
Czas leniwie się uśmiecha, chociaż ostatnio przewaga chmur, jakby miało popadać…. Ziemia pragnie deszczu….
Wolny dzień postanowiłam spędzić aktywnie… I o mało, a zostałabym u siebie .. Nie jestem rannym ptaszkiem, a miałam wstać o 6.30… Hm, gdy kogut zapiał (mam taki sygnał budzika, stwierdziłam że muszę zmienić, zbyt mocne dźwięki, jak na  taką porę ) No cóż, po otworzeniu jednego oka, stwierdziłam, że nigdzie nie jadę, bo miało padać i przekreciłam się na drugi bok. Po chwili zastanowienia, zdecydowałam wygonić lenia, mocna kawa i w drogę….
Po raz kolejny wypad w góry, Valberg – sympatyczna stacja narciarska. Jako, że to był poniedziałek, to pustki w miasteczku….Specjalny” Rando bus”, świetne rozwiązanie, za 5 euro w obie strony (w sumie straciłam 10 euro na kawę i pyszną bułeczkę w piekarni, prawie domowa )piknik  miałam ze sobą…. Nic tylko robić takie wypady…. I za każdym razem, mówię sobie: masz szczęście, mieszkać w takim regionie, gdzie miasto dba, aby nie siedzieć w domu..W autobusie trzy kokezanki nadawały niczym w radio, i gadały z kierowcą… Niezbyt dobry początek,  gdy zakręty zaczęły się pojawiać, to zamknęły buzie…
Na 9.20  byłam na 1650 m … Kawka, bułeczka i uśmiechające się górskie szczyty… Troszkę pokropiło, i widoczność nie była rewelacyjna, aczkolwiek Cisza mnie wzięła za rękę, i w tak szlachetnym towarzystwie spędziłam dzień….
Znając „ścieżkę planet” , bo tak się nazywa…. (mając w pamięci mój ostatni wypad, gdzie, nie mogłam sobie poradzić z oddechem ) wybrałam najłatwiejszy… Tylko 300m wspinania . I bardzo dobrze mi poszło, bo jak wdrapalam się do Neptuna, to aż się zdziwiłam że to już koniec ścieżki…. Pomysłowo zrobiony szlak, połączenie nauki i przyrody… Gwiazdy układu słonecznego, informacje o nich, świetnie wkomponowane w górskie szczyty…. Nie wiem kto ją stworzył, myślę że był pasjonatem astronomi i kochał góry… Człowiek to kreatywna istota…
Trzy panie z pieskiem mnie prześladowły, a więc postanowiłam je wyprzedzić… W górach wolę towarzystwo Ciszy….
I tak od Marsa, aż po Neptuna. Widoki, troszkę zamazane mgłą, chmury dopiero popołudniu poszły sobie. Na początku, ciężko było mi się wyciszyć, uspokoić rozbiegane myśli, aczkolwiek Cisza sobie ze mną poradziła… Usłyszałam ją, w dialogu ze sobą, starałam się być łagodna….. Każdy krok był wyciszany przez delikatny powiew wiatru, szczyty wzywały do odwagi .. A ja, pełna wdzięczności próbowałam oddychać, pamiętając tylko o stawianych krokach… Takie chwile, przypominają o tym jak bardzo człowiek jest poplątany… Zajęło mi ponad godzinę marszu, zanim wyciszylam myśli, zanim łagodność zaczęła działać i w podziwie stawianych kroków moje oczy zaczęły widzieć…. Piękno natury i przezwyciężenie lenistwa, jak dobrze że tu jestem….Niestety  brak deszczu, wysuszył ziemię, trudno o kawałek miękkiej trawy, a więc położyłam się na złotej trawie, troszkę była ostra.. I krowy, nie za bardzo maja co jeść… A spotkałam ich dużo… I motyle czarno czerwone… Czas przestał istnieć.. Każdy krok był uśmiechem i niebo rozjaśniało swoje oblicze…. Cisza aż skakała z radości, a ja razem z nią…. I minęłam rodzinkę z trójka małych brzdąców… Najmniejszy miał ok trzech lat, i bał się, a tato go uspokajał . Pomyślałam o tych dzieciakach , siedzących przed komputerem… Rodzice nie wiecie ile tracicie, nie zachęcając swoje dzieci do aktywnego spędzania czasu!!! … Mały boi się, ale idzie, bo ma oparcie, czuje się bezpiecznie…. Rodzice mają zapewnić byt dziecku ale i stworzyć warunki, aby z pasją wkroczyli w życie…
Przypomniałam sobie chodzenie po drzewach, złamanie obojczyka na huśtawce (oczywiście to była moja wina, że spadłam ) oj piękne dziecinstwo, ciągle na zielonej trawie,na deszczu, w zaspach….Wolność aż piszczała z radości… Dzieci, które znają przyrodę od małego, mają wiele szczęścia…. Francuzi chętnie z dzieciakami wyruszają, aby im podarować piękny aspekt bycia z naturą w zgodzie…. Pewnie mały brzdac bardziej zachwyci się zabawką, niż krajobrazem…. Aczkolwiek piękne widoki zostaną zapisane w jego malutkim świecie, i jako dorosły człowiek, chętnie będzie robił piesze wycieczki…. Jasne, dzieci nie można zmuszać…. Delikatność tego ojca, który mówił mu, :nie spadniesz, trzymając delikatnie, była sposobem, aby mały przezwyciezyl lęk…..
Będąc na Neptunie, a więc z na ostatniej planecie, posiedzialam długą chwilę, aby nabrać sił. Przewaga chmur i mgła zastrzegły sobie prawa…. Jednak słońce próbowało przebić się, I zrobiło dziurę w szarych chmurach…. Błękit rozjaśnił oblicze nieba, a ja otoczona pięknem gór czyściłam twardy dysk, czyli mózg…..
Schodząc inną ścieżka, spotkałam dzwoniące krowy…. I inny zestaw gór na widoku się pojawiał…
I czekając na busa, usiadłam na ławce pod altanką,napis mówił że jest to miejsce spotkań, nawiązywania znajomości….
I tak, przyszła babcia, z wnuczką. Mała prowadziła biały rower z naklejoną księżniczką (pewnie jest na topie ) No cóż, mała nawet jednej rundki nie zrobiła, babcia intelektualnie próbowała ją zająć…. Widać było brak radości, być może bogactwo przeszkadzało w jeździe na rowerze… Dla mnie ten rower był atrapą….
Drugi obraz, dziadkowie z czterema wnukami, to jest wyzwanie!! Trzy dziewczyny I chłopak…. Najmłodsza miała ok 5lat, najstarsza ok 12…. Była pora podwieczoreku, a więc dzieciaki wcinały słodkości… Najstarsza, miała focha, a więc nie jadła…A ślinka jej ciekła, a jednak uparcie  nie  chciała nic zjeść….. Chłopak, siedział na oparciu ławki a nie jak wszyscy na ławce, ba facet rośnie…. Zajadał się bułeczką z kawałkiem czekolady w środku (taki francuski, dziecięcy przysmak na podwieczorek ) Dziewczyny wcinały ciasteczka-Delicje…. I młody chciał spróbować,i wyraźnie dał do zrozumienia, że mu nie smakuje… Berkkkk, jak coś takiego można jeść….. Tak skomentował… Właściwie to ma rację, sama chemia…. Ba oczywiście rodzeństwo się przekamarzało, a na koniec, gdy wstali, tak zwyczajnie wzięli się za ręce…. Najstarsza przytuliła najmłodszą i reszta rodzeństwa dołączyła się… I tak szli dzielnie w objęciach po  przygodę, którą dziadkowie zafundowali…. Piękny widok…..
Jak bardzo różniły się te dzieciaki od tej dziewczynki z białym rowerem…..
I para usiadła…. Pełna ciszy i spokoju….. Mieli po 80 lat… Udało im się wspólnie wytrwać… Razem….
W busie, panie z pieskiem, nie za bardzo się wyciszyły, bo dyskusja dotyczyła negatywnego komentarza co do kierowców autobusu… Kierowca, włączył się w pasjonujący dialog, zwalając winę na szefostwo.. I była jeszcze jedna pani, które pamiętała jak to trzy lata temu, autobus nie przyjechał, a ona chciała pojechać w góry, bo było słonecznie….. No cóż i tak przez dobre dziesięć minut panie ostro dyskutowały…Można i tak… , Podczas drogi był spokój, górskie drogi, nie służą do gadania….. Słońce przechodziło na drugą stronę półkuli…..Piękne kolory nam machały, stukały do okien autobusu….
Gorges Cianis, tak się nazywa trasa….) Mała rzeczka wypływająca z najwyższego szczytu, tamtego regionu Mont Mounier…(2817 ) . Źródło które, płynie ok 25km…Kontrast geologiczny  jest duży, od skał białych, po czerwone. Od wygładzonych, po ostre… Formy też są różne….. Przebiega przez miasteczko Beuil…Skały wapienne, łączą się, że skałami wulkanicznymi….
Wąwóz wije się spokojnie, ma iglaste lasy, swoje tajemnice, jest majestatyczny , idealnie  wkomponowany, w tamte strony. Jak wszystko w przyrodzie, komponuje się dobrze, tylko człowiek chce wszędzie dołożyć coś od siebie… A raczej zarobić… Na szczęście górskie tereny sobie nie pozwalają, aby człowiek zaczął przerabiac na swoje kopyto….
Odbijające się promienie słońca dodawały odrobiny tajemnicy, wąwóz nigdy nie jest taki sam… Ma małe wodospady, naturalnie rzeźbione, niesamowite jak natura potrafi tworzyć…. Inspiracja, dla wielu artystów….
Wracając… Już planowałam nastęny wypad w góry…
Drugi wolny dzień, pojechałam do Antibes, dawno tam nie byłam… Bardzo gorąco było, a więc zrezygnowałam z planowanej wycieczki… I pospacerowalam po mieście…. Ludzi,jak mrówek, zwłaszcza na plaży, nie było mowy o spacerze brzegiem morza, chyba że skakajac po ludziach… Wieczorem miałam spotkanie z Teresa, po długim czasie, a więc spacerując przeszłam do miejsca naszego spotkania…. Słońce niemiłosiernie grzało…. Widoki rekompensowaly upał… Przez ok 4 km, tyle szłam… Wszędzie na plaży ludzie… (fakt, plaże są bardzo wąskie )I tak dotarłam do Golf Juan, małe miasteczko, w którym rozpoczyna się, La route Napoleon I, zagościł, wracając z pierwszego wygnania na wyspę Elbe….
Port, i jachty, restauracje, agencje nieruchomości na wodzie….. Spokój i bogactwo próbują ze sobą żyć w zgodzie …. W takim klimacie, czekałam na moją towarzyszkę wieczoru. I tak na ławeczce, trzy starsze panie, odpoczywały … I nagle przychodzi pan, który ich wita,:dzień dobry, młode panie, na pas to one :dzień dobry młody człowieku…. Poczucie humoru, ich nie opuszczało, pan wracał z wędkowania…. Dużo radości było w tym niebanalnym towarzystwie….
I ja także miałam niebanalne towarzystwo… Sushi, było ok, aczkolwiek, tam nie wrócę…. Pomysłowo udekorowany stół, małe porcje sushi, cenowo dostosowane do klimatu portu i innych restauracji….. Spotkanie I spokojna rozmowa, czas ważnych przemyśleń… Tych wypowiedzialnych, i tych przemilczanych… Czas Ciszy. Dla mnie, było podzielenie się Ciszą, którą usłyszałam w górach…. Św Charbel przypomniał :Być zawsze I i wszędzie jak Uśmiech i Światło Boga…. Inaczej mówiąc delikatnym i łagodnym…..
Ważne rzeczy nie potrzebują wielu słów…. Żyją swoim życiem, łamią wszelkie systemy komunikowania się…. Bez jakiegokolwiek wysiłku, szukać odpowiednich słów, czy miejsca…. Przemieszczają się razem z człowiekiem…. Tylko człowiek, nauczony wciąż mówić byle co, nie potrafi zobaczyć, jak bardzo oddala się od siebie samego, żyjąc w ciągłym narzekaniau i pretensjach….
A w pociągu, zaraźliwy śmiech Hiszpan, wracających z imprezy, był fenomenalny, tak zakończył się mój dzień….Cisza i spokój z uśmiechem zainstalowała się w moim świecie, i czeka na dalsze spotkania z naturą….I drugim człowiekiem….

Zadbaj o swoje samopoczucie z lagodnoscia u boku

DSC_0134„Gdy będziesz dla siebie łagodna odkryjesz najczystsze dobro w sobie…A wtedy na twojej drodze zaczną pojawiać się łagodni ludzie”…. I pomyśleć, że kiedyś te słowa napisałam. I tak się dzieje.. Jedno z drugim się spotyka…Łagodność jest świetną motywacją. Łagodność nie jest ucieczką, czy też tchórzostwem.
Zostało mi trzy seanse w Aqua Physia.. Kolejna trakcja kręgosłupa i Obecność Marca…. Będzie mi ich brakować….
(To znaczy chłopaków szczególnie)
Nie zdawałam sobie sprawy jak mój kręgosłup się skurczył. Kręgi stasowane jak złożona harmonia…. No i jak ma oddychać. Czuję się lżejsza, krew lepiej krąży…. W końcu kręgosłup to filar człowieka…. No cóż moja postawa chodzenia, siedzenia, schylania się też daje wiele do życzenia, wymaga korekty. Podobno potrzeba 66 dni, aby wyrobić nowy, dobry nawyk…Inni twierdzą, że 21 dni, (w co nie wierzę, zbyt krótki okres) Jeszcze inni, że 30 dni. Spróbuje sprawdzić….Jak dla mnie to 66 dni, systematyczność nigdy nie była moim przyjacielem…. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o ćwiczenia, czy też postawę odciążającą kręgosłup… A zaczyna się odzywać, delikatnie przypomina, abym go nie zaniedbywała… Ważne jest znaleźć kompetentnych fizjoterapeutów, którzy nauczą jak dbać o zdrowe „odżywianie” kręgosłupa….
Szkoda, że nie mogę zobaczyć jak się rozciąga, natomiast czuję , jak krew swobodnie przepływa…. W moim przypadku, trakcja jest potrzebna…, Marc czuwa nad przebiegiem, i spokojem przytula, czuwa także nad balneoterapią… I jest w tym świetny… Ostatnio miałam okazję zobaczyć jego sposób pracy…. Była starsza pani, która bała się przewrócić i nie chciała sama wejść do wody… Miała do pokonania mały odcinek, dla niej wydawał się nie do pokonania… My, chcieliśmy jej pomóc, natomiast czujny wzrok i uroczy głos Marca, powstrzymał nas…. I miał rację, on tutaj rządzi….  Udało mu się, ( w końcu zna się na swojej pracy)….Marudząc, aczkolwiek, pokonała siebie i zrobiła kilka ćwiczeń….. Dał jej narzędzia, uspokoił ja, dodał odwagi….. Tak się motywuje…. Super przykład!. Istota motywacji!
Nie pozwolił nam jej pomóc, bo wiedział, że da rady, wyrzucił z niej negatywne słowa: przewrócę się…. I tym sposobem uchronił ją przed: nie dam rady, nie warto próbować…..
Kwintesencja mądrego uczenia. Nie rób, za innych, to, co sami mogą zrobić….A więc, nie mogę, go nie kochać…..
I kolejny seans, ćwiczenia wzmacniające kręgosłup. Tym razem, dziewczyny dawały mi rady i czuwały nade mną…. Każdy ma swój styl, nie wykluczają się, nie przeszkadzają sobie nawzajem. Dobra atmosfera, w ich ekipie panuje…..
Obie, pokazały mi kilka ćwiczeń, które mogę wykonywać w domu…. I też poczułam całym ciałem, jak bardzo ćwiczenia są potrzebne….. Nie takie z Internetu, czy telewizji…. Ćwiczenia odpowiednio dobrane, przez fizjoterapeutę. (Próbowałam fitness z różnymi paniami) aczkolwiek szybko te ćwiczenia mnie i nudziły i męczyły)
Teraz wiem, że fitness nie zawsze pomaga…. Zdecydowanie wolę rady dziewczyn, które zadbały o mnie bardzo ciepło… Bo tu nie chodzi o linię osy, ale bym mogła w pełni cieszyć się życiem, nie narzekając, że mój kręgosłup strajkuje…. Gdy nic nie dolega, można ćwiczyć ile się chce…….
Dobrze mi z nimi…..
Rozmawiałam z jedną panią, że jest czysto, wiele takich ośrodków odwiedziła, i z niektórych, to chciała szybko uciekać… Ja dodałam, że ekipa jest super, a druga pani, że mam rację, w szczególności Amir…..Marc też jest uroczy….
Także, takie plotkowanie w basenie….Robiąc ćwiczenia, jednak trzeba być skoncentrowanym… No cóż mnie to jakoś ciężko idzie….. I także widzę potrzebę wzmocnienia mięśni po moim romansie z lekami….
Nicolas i Amelka umiliły mi dzień…. Jak dzieci, mają dużo energii, mała we wszystkim naśladuje starszego brata. Młody ściąga jak radar, wszystkie nasze emocje i słowa…. Trzeba być bardzo oszczędnym w słowach, przy dzieciach… Aby później nie dziwić się, że pyskują….. Dobry dzień, a wieczór, spotkanie z Teresa i Robertem… Jak zwykle życzliwość śmiała się do łez, lody, Desperados,  morze i my…. I prezenty….. Niebanalne miejsce i czas, niebanalne spotkanie. A jednocześnie bardzo spokojne. Dużo ludzi, wakacje w pełni, słowa pełne ciepła, wspomniane urlopowych spotkań. Chwile, jakich mało, bez udawanych mądrości, bez popisywania się. Czysta przyjemność bycia razem, kołysani przez muzykę morskich fal, odkrywaliśmy siebie nawzajem, a  łagodność chroniła nas…..

Łagodność nie żąda, i to jest  największy atut. Ona wymaga. Z mądrością i poczuciem humoru tworzy muzykę wszechświata. A ty jesteś jedna z jej nut. Nie zapominaj o tym!!! Nigdy!

Delikatność – dprężenie ciała i ducha

Masaż rękami Amira… Pomimo zabiegania, ma czas na delikatność, a może właśnie, dlatego jego siła to delikatność .. On wie, jak rozproszyć smutki dnia codziennego… Oczywiście powiedziałam mu, że gdy masuje, to robi to z wielką delikatnością , odpowiedział mi, że to jest właśnie odprężenie…. Na co, tak i łączy się z twoją osobowością…. Uśmiechnął się…. Oj trudno będzie mi się rozstać z „chłopakami.”… Dziewczyna w recepcji  jest sympatyczna.. Już mnie poznaje….Mają wielu, pacjentów, tych zadowolonych jak ja, i tych szukających ciągle guza. Ból potrafi złośliwość, uczynić swoim bożkiem .  Uniemożliwia dialog. Współpraca z człowiekiem cierpiącym, nie zawsze jest łatwa. Trzeba anielskiej cierpliwości…. Praca w ekipie, plus praca z pacjentami, nosi w sobie odpowiedzialność, za siebie, za pacjentów, za kolegów z pracy…. Wolność mi przychodzi na myśl. Taki człowiek, ma przestrzenie na bycie wolnym, na przyjmowanie bez zatrzymywania cierpienia pacjentów, żali kolegów, swoich problemów…. Inaczej, szybko się wypali, stanie się twardy….. I mało efektywny…. A pacjenci oczekują poprawy, tylko, że bez współpracy ani rusz….
Amir, wie o tym, nieźle daje sobie radę z emocjami pacjentów. Przygotował teren, pod kontakt z sercem… I znowu ciepła poducha i pykające elektrody. Coraz wyraźniej słyszę bicie serca…. Tym razem, rozmawialiśmy o wstydzie, za siebie, za innych, ten niepotrzebny, i jak najbardziej zasłużony. Wstyd jest we mnie, serce, jako tłumacz, nieźle sobie radzi, zwłaszcza po masażu Amira.
Kolejna lekcja. Kolejny ukłon wobec serca i delikatności. Jej szlachecki ród, nie zawsze jest mile widziany w mózgu. Jest we mnie w tobie również . Antidotum na pokaleczone cierpieniem emocje.
I jak nie kochać moich „chłopaków”, którzy przypominają i utwierdzają w drodze ku świadomości bycia człowiekiem wrażliwym i delikatnym, co nie oznacza bycia oznacza słabym, wręcz przeciwnie silnym, prawdziwym. Delikatność mnie nie opuszcza, wskazuje na siebie, grozi mi palcem, gdy chcę z niej zrezygnować….
Nie jest to przypadek, że właśnie oni, otwierają bramy ku wolności…. Miałam ich spotkać i to jest ten czas. Inaczej, przeszłabym obojętnie…. A tak wiele się uczę….. Będę ich potrzebować po tygodniowym” spacerku „, szlakiem św. Jakuba.
Zrozumienie siebie samego zaczyna się od…..

Jakie metody stosujesz aby zrozumieć swoje zachowanie, gesty, słowa???

Czy delikatność jest Ci bliska ?

Jestem orlem czy kaczka ?

DSC_0087Każdy dzień kryje w sobie tajemnicę, którą, czy chcemy, czy nie to odkrywamy…. Wiadomości.. Obowiązki. Spotkania. Lenistwo. Nauka. Odpoczynek. Radość. Ból.
Każdy dzień, jest kolejną podjętą decyzją, dla siebie, dla innych, za innych..
Ostatnio przeczytałam takie zdanie, „jeżeli chcesz latać z orłami, przestań pływać z kaczkami „.
Orły – patrole niebieskich przestrzeni, szlachetni rycerze, nieustraszeni wodzowie.
Kaczki cenią sobie  spokojnie życie na jeziorze, ciągle proszą o jedzenie, prowadzą żebracze życie i kończą na stole, jako kaczka ze śliwkami…
Orzeł nieustannie się uczy, trenuje, kaczka leniuchuje, opiera się na innych, straszy słowami….
Aby latać z orłami, bez treningu nie da rady…
Pascal – próbuje ratować młodych ludzi przed agresją, jaką rozsiewają wokół siebie, jaką noszą w sobie. Niektórzy powiedzą, kolejny telewizyjny show…. A jednak, wiele dobra się dzieje. Nie pracuje sam, ma ekipę specjalistów, zaprasza ludzi, którzy wyszli z wielkiego bagna agresji…. Jasne, reklama też musi być, emisja kosztuje…..  Patrząc na ilości reklamy w  mediach, bez niej media bankrutują….
Pascal wie, co robi, jest jednym z powietrznych patroli, jeden  z orłów, który nie boi się mądrze podnosić człowieka. Bo nie jest to sztuką  podawać na tacy wszystko, co inni sobie zażyczą…. Sztuką jest pokazać i zostawić, aby druga osoba potrafiła żyć w zgodzie z samym sobą. ·Francuzi, także mają problemy z okazywaniem czułości w rodzinach. Pascal stawia na czułość, królową dobrych relacji z drugim człowiekiem.
Lekarz, Pr Marquette -mój Anioł Stróż, kolejny orzeł ratujący człowieka…. Jego czujne spojrzenie widzi głębiej i w ciemności cierpienia zapala lampę nadziei….
Niedawno w oglądałam odcinek, gdzie  dr House był na odwyku od leków….. (,(Śledzę te postać, aktor nieźle sobie radzi) W ciekawy sposób pokazane było wychodzenie z nałogu…
Odcinek inspirowany książką „  Lot nad kukułczym gniazdem „. Aby odzyskać stracony spokój ducha, potrzeba oparcia, radosnego towarzystwa  szybujących orłów, a nie leniwych kaczek…. Człowiek w swojej samowystarczalności gubi się. Od dziecka wszystko chce robić sam… Może, dlatego wpada w nałogi, szambo, z którego trudno wyjść samemu… W cierpieniu trudno o uśmiech. Dr House, typ nieobliczalny, o mistrzowskiej umiejętności stawiania diagnozy, nawet ta postać ma problem, z którym sobie nie radzi… Idzie sam. I tu tkwi sedno problemu. Odkrywając swoje prawdziwe oblicze, potrzeba czasu…. Podczas pobytu na odwyku, zwija się z bólu, mózg szuka natychmiastowej ulgi w postaci leku. Mocne sceny, pokazujące wijącego się na łóżku aktora, niczym węża walczącego z innym wężem… Jedynie ci, którzy wyszli z nałogu, mogą potwierdzić lub zaprzeczyć takim chwilom… Dotknięcie dna, otwiera przestrzenie nieba…. Spotkanie samego siebie, akceptacja bólu, zadanie, które wymaga dyscypliny, jaką znają orły… I nagle… Budzi się.. Ze spokojem, bez bólu, bez chęci brania leków… Cud… Żelazna ręką dyscypliny zmusiła mózg do zmiany zdania. Nie potrzebuję się truć. Mogę żyć z bólem, który, odczuwam… Organizm zwyciężył nałóg… Taką mamy siłę, rzadko jej jesteśmy wdzięczni. Rzadko jesteśmy dumni z małych kroków, które mają moc do zobaczenia światła w szalejącej pustyni, naszych nałogów…
W książce Pod mocnym Aniołem – Jerzy Pilch, opisuje swoje pijackie życie, dla mnie jedyna książka prawdziwie opisująca bezsilność alkoholika, jego walkę o wyjście z bagna…
Byłam na kolejnych  ćwiczeniach z panem o niebieskich oczach…. Jakby nie chlor, to jak dziecko mogłabym ćwiczyć z nim, przez cały dzień. Spokojny głos i uśmiech dodaje odwagi… I chciało mi się tańczyć…. Za bardzo nie miałam, z kim..
Bardzo poważni ludzie w basenie, pełna koncentracja, to znaczy, że cierpią, że  ból zabrania się śmiać…. Aż zapominają, że uśmiech jest terapią, równie dobrą jak ćwiczenia….. A mnie chciało  się śmiać, właściwie bez powodu…. Dał mi jedno ćwiczenie, które wcale łatwe nie było, i gdy zaczęłam je robić (wiadomo w wodzie trudniej) na głos się roześmiałam…Wszyscy popatrzyli na mnie, jak na wariatkę… Śmiech wzbroniony!!
No cóż, jako że, zakazy są także po to, aby je łamać….
Udało mi się zmusić wszystkich do uśmiechu… Choć raz…. Wszyscy odwzajemniali…. Aż się gorąco zrobiło…. Lżej… Ból zmniejszał się…. Radość nieśmiałe instalowała swoją stronę.. Najnowszy komputer czy telefon nie ma takich funkcji, co Radość…
Trud został wynagrodzony. Udało mi się po raz drugi uciszyć rozum. Zamknąć mu wszelki dopływ negatywnych myśli i gestów. Serce zaczęło mówić…. Rzadkie chwile….
Teraz wiem, co mam robić, gdy rozum ma  napady agresji, czy też jak chomik kręci się, i nie może przestać….
Orzeł o pięknych oczach, tym razem nie zostawił na mnie suchej nitki, ćwiczenia są coraz trudniejsze, (bynajmniej się nie nudzę, i pewnie jego osobowość odgrywa dużą rolę) ·Po wyjściu, troszkę nogi mnie bolały…. A najważniejsze…. Chciałam przytulić cały świat….. Poezja  stała się rzeczywistością. Wszechświat tańczył, a ja z nim…..
Teraz rozumiem, dlaczego francuzi, tak kochają bieganie.. Jest za darmo, w każdym momencie dnia można biegać i ucisza mętlik w głowie…Rodzi się zdrowe, naturalne, zmęczenie…. Takie plewienie agresji…. Może kiedyś polubię biegać, póki, co płuca niekoniecznie preferują, taki rodzaj aktywności. Natomiast ćwiczenia w wodzie, im służą…Wkrótce Szlak św. Jakuba… Kolejny etap Drogi Życzliwości Życia…… Tylko tydzień… Sprawdzenie moich płuc…. Te ćwiczenia przygotowują mnie do drogi… Niesamowite, życie dba bardziej o mnie, niż ja sama o siebie. Jakby nie ból pleców, nie poszłabym do lekarza, i nie odkryłabym aqua  gym… I tego wszystkiego, czego się uczę….·

Orłów nie brakuje, tak jak i kaczek. Ode mnie zależy…. Kto będzie moim przewodnikiem

Bez tytułu

tmp_1598-IMG-20170215-WA0007-912457326Kiedy już doświadczysz jednoczącego spotkania z Bogiem rzeczywistością, a nawet z samym sobą, w twoim życiu zagoszczą na stałe dwie rzeczy :łagodne zaufanie, radosna wdzięczność” Franciszkanin ,ojciec Richard Rohr.
W książce , Milczące współ – czucie , pisze o  drodze ku kontemplacji. Bardzo cienka książka, która wzruszyła mnie, postawiła pytanie Czy spotkałaś Boga? Jeżeli tak, to czy odczuwasz łagodne zaufanie… I radosną wdzięczność….?
Rohr, nie boi się pójść dalej i pisze :Bądźmy uczciwi, sama tylko niedzielna msza św. rzadko skłania ludzi do wyruszenia w głęboką, prawdziwą podróż.
Słowa, mogą dotykać, wzruszać do łez, mogą przytulać, budzić agresję ,aczkolwiek, żadne słowo, nie zastąpi obecności drugiego człowieka. I żadne słowo, nie potrafi opisać Boga..
„Najpierw trzeba coś przeżyć, aby móc o tym mówić i czuć się upoważnionym, by tego nauczać”

Rodzice, którzy nieustannie powtarzają dzieciom, co mają robić, są  nieszczęśliwe…. Dzieci uczą spontaniczności i mówienia prawdy… (oczywiście do pewnego wieku )Uczymy ich o „Bozi „, a one widzą Boga lepiej ,niż my dorośli. Wystarczy poświęcić im, cały swój czas, posłuchać co mają nam do powiedzenia, nie twierdzić że to, takie dziecinne…. Dzieci są teologami, widzą niewidzialne… Mają dostęp do tajnych akt…. Wyczuwają Obecność Boga, bez żadnych przeszkód…. Wnoszą szczęście, gdziekolwiek są… Dlaczego w życiu dorosłym, tak rzadko zachowujemy, te piękne cechy z dzieciństwa?
Powiemy: problemy, obowiązki, tragedie, a może to wszystko jest spowodowane brakiem łączności z Bogiem, z samym sobą, czyli z rzeczywistością.

Bez etykiet, bez udawania, bez osądzania- cechy modlitwy, o których pisze ojciec Rohr, są radosnym westchnieniem, ku Stwórcy.
Ciężka praca, ze śpiewem ptaków w tle staje się lżejsza, uśmiech sam się przykleja do ust, dziecko które ciągle płacze i nagle się uśmiecha, sprawia że zapominamy o zatroskaniu .. Opowiedzenie o swoich problemach przyjacielowi, który nie ocenia, jest ulgą, i być może w taki sposób znajdziemy rozwiązanie danego problemu.. Modlitwa codzienności.
Piękno jest wpisane w genach  każdej istoty. Człowiek, stoi na czele. A tak rzadko, sobie mówimy : piękno jest w tobie, pięknie dziś wyglądasz….. Zachwycamy się dziećmi (nawet jak są usmarowane czekoladą, zachwycamy się sukienką Diora, perfumami Chanel się chwalimy )a tak, w spontaniczny sposób rzadko mówimy :jesteś dzielna… A tylko dlatego, że druga osoba, nie robi tak jak ja chcę… I jak młodzi ludzie mają się uczyć, odważnego „chodzenia po wodzie” ??? .. Oczywiście, takie słowa  mają być szczere.
Piękni ludzie, mają szczęście na dłoni, uśmiech w rękach, dobro idzie za nimi, a łagodność śmieje się do łez. Mają spontaniczność dziecka, bystry umysł, chcą się nieustannie uczyć, potrafią słuchać, milczeć. Uczą swoją postawą wobec życia. Kontemplują życie. I tacy ludzie są najlepszymi profesorami. Zarażają miłością do codzienności. Wspolpraca z takimi ludźmi to błogosławieństwo. Uczą wdzięczności do każdej chwili, nawet jak tornado niespodziewanie zniszczy wszystko, co było dla nas ważne, usłyszymy :dasz radę, pomogę Ci, jestem obok….
Niesamowite, z jaką prędkością, oskarżamy innych, jak szybko znajdujemy wymówki, jak bardzo boimy się konfrontacji z Prawdą…
Pracując w ekipie, widzę klany które się tworzą, brak łagodności, brak ciepłych słów.
Kto pierwszy ten lepszy, byle pierwszemu skończyć, i to nie ja….. Jak przebić się przez ciemną stronę egocentryzmu?
Jak nie stać się takim samym, nie odpowiadać tym samym? Gdzie tkwi problem?
Wczoraj moja szefowa dała mi odpowiedź(nie rozmawiałam z nią na ten temat )
Byłam u mojego fryzjera Emmanuela, który nożyczkami czyni cuda, taki mój prywatny terapeuta, nie mówi od rzeczy, rodzi się łagodne zaufanie i radosna wdzięczność. Kocha góry, gra na skrzypcach, i lubi, to co robi. Jest zanurzony w teraźniejszości ,a więc pozwalam mu na eksperymenty z moją fryzurą… Do tej pory, idealnie potrafił dobrać, myślę że zachował zmysł kreatywności dziecka, połączył go z odwagą, a pasja sportowego dżentelmena, pomaga mu w radosnym wykonywaniu zawodu, a raczej w zmienianie: nie lubię siebie, w łał, jestem piękna. Magia kreatywności fryzjera jest lepsza od wstrzykiwania sobie botoksu… Lekki makijaż, sukienka, uśmiech, i faceci się oglądają…. Dobry humor, jest terapia za darmo. Jakoś rozum, lubi takie zmiany, i cieszy się z nich…. Od razu lepiej się czujemy…
I moja szefowa pochwaliła dzieło Emmanuela, i usłyszałam :Belle femme… Czyli piękna kobieta…. Była to odpowiedź na nurtujące mnie pytanie :jak poradzić sobie z ekipą, i nakierować dziewczyny, na konstruktywne gesty wobec siebie nawzajem.

Dobre Słowa są jak antidotum ,na niekończące się, rzadko prawdziwe historie.

 Każdy dzień ma swoje zimne i ciepłe chwile.
Każdy człowiek nosi w sobie złość i radość.
Każdy człowiek potrzebuje usłyszeć ; nie poddaj się!!!

Gdziekolwiek jesteś wnoś ze sobą szczęście, a motyl usiądzie ci na ramieniu…..Będziesz jak drzewo, dające schronienie wdzięczności i radości…

 

Świętowanie Wielkiej Nocy – czas jedności

Chce usłyszeć, Panie, jak mowisz że jesteś Dobry, że twoja milość trwa na wieki.

Tegoroczne święta spędziłam z rodziną w Polsce. Odgrzebując wspomnienia dzieciństwa, uczę się kochać moje życie. I ten, pobyt, był lekcją szacunku wobec życia.

Święty Czwartek, tak nazywają francuzi, rozpoczęcie Tridium Paschalnego, czas szczegolnej Łaski….Czas, pogłębienia wiary,umocnienia świadomości Boga, który oświetla wątpliwości, łagodzi ból, otwiera oczy…

Ustanowienie Eucharystii, święto kapłanów. Wieczernik  uzdrawia z  trądu, wszelkich złych duchów  przyczepionych do człowieka..
Ostatnio, ważną rzecz usłyszałam” Jeżeli chcesz, aby Bóg Cię uzdrowił, wyznaj akt wiary,bo karty Ewangelii, o tym mówią….zwykle poprzedzały uzdrowienie .Jezus chce, byś przyjął z całą swoją świadomością, to co chce, tobie ofiarować…”
Święty Czwartek, jest przyjacielskim spotkaniem Boga i człowieka.
Słonce ,jakoś nie mogło się zdecydować, deszcz korzystał i z wiatrem szalał…Gdy rozpoczęła się  liturgia, została wniesiona, Wielka księga Ewangelii. Słońce przebijało się przez witraż, jakby chciało podkreślić Obecność Księcia Światłości. I tak, uśmiechało się, aż do przeczytania Ewangelii… 
W usta dzieci ,zostały włożone życzenia dorosłych, dla kapłanów. Ich dźwięczne głosy, otwierały przestrzenie wiary, aby nie uronić, ani jednego Słowa z Liturgii. Bóg przypomina, o sobie! Chroni człowieka przed nim samym. Nagle  umilkły organy i dzwony.
Cisza zaczęła koncertować i tak potrwa do Świętej Soboty… Karty Ewangelii śpiewały hymn Uwielbienia. Golgota, była coraz bliżej…. 

Sakrament kapłaństwa, jest niesieniem zachwytu,  nad Stwórcą i jego stworzeniem, pisaniem dalszej części Ewangelii.  Jak często, zapominamy, o traktowaniu kapłanów z szacunkiem, jak braci. Wymagamy od nich, odpowiedzi na nasze duchowe załamania, chcemy natychmiastowego uzdrowienia. A Jezus wskazuje na krzyż. W Wieczerniku, daje wykład, jak spędzać razem czas. Jak radzić sobie z cierpieniem. Jak pokusę zwątpienia wyrzucić z serca…

W Święty Piątek, Bóg milczy.Daje przykład. Liturgia przesycona jest cierpieniem. Jezus zawieszony między niebem a ziemią, próbuje uratować człowieka. Letniość wiary, nie służy rozwojowi duchowemu. Śmierć, jest włączona w życie człowieka. Trzeba się modlić o dobrą śmierć, aby zobaczyć w niej wieczność, do której zmierzamy.
Nie żyjesz, tylko dla samego siebie. Bóg z miłości do ciebie, przygotowuje cię do spotkania z Nim. Piękno jest wpisane, w twoje życie.  On, obarczył się cierpieniem abyś, Ty, wiedział, jak radzić sobie z cierpieniem.
Chroń słabszych, krzyknął – Jezus z krzyża…!!!
Śmierć zawsze boli. Żyj, tak abyś nie bał się spotkania z Bogiem. On zawsze przebacza, i pragnie, abyś sam sobie przebaczył.
Adoracja krzyża, zmusza do zatrzymania się, nad każdą chwilą naszego życia. Jezus obejmuje krzyż, przyjmuje go. Śmierć jest początkiem. Bóg klęka przed człowiekiem.
 Święta  Sobota, piękny zwyczaj święcenia pokarmów, a wieczorem, liturgia światła, w  Wigilię  Wielkiej Nocy, kościół czuwa, bo wie,  co się wydarzyło…. Piotr uciekł, tylko Jan został. Maryja, dzielnie znosiła cierpienie swojego Syna. W tę noc,  ludzie dorośli  na całym świecie, przyjmują chrzest. Sakrament, przytulenia, przez Boga. Świadomy wybór, bycia chrześcijaninem. Duch św. raduje się razem z nami. I gdy szłam na liturgię, miałam w pamięci ceremonię chrztu w kościele studenckim w Nicei (młodzi ludzie byli całkowicie zanurzeni w wodzie)  Niezwykłe wydarzenie, niezwykły sposób przyjęcia, Boga do swego życia. (zastanawiam się i czy i ta liturgia będzie, obfitowac w chrzty ) I gdy ksiądz, udzielał chrztu, w tę Świętą Noc, uśmiechnęłam się…. W łączności z całym światem, kolejny chrześcijanin ,pojawił się na świecie. Litania do wszystkich świętych, była wezwaniem całego nieba, ucztą niebieskich przestworzy. Radosne Alleluja!!!, popłynęło w każdy zakamarek wszechświata. Kadzidło i hymn uwielbienia ,były nam pomocą wyrażenia radości.  Liturgia śpiewała” Raduj się, ziemio, opromieniona tak niezmiernym blaskiem, a oświecona jasnością Króla wieków, poczuj, że wolna jesteś od mroku, co świat okrywa”.Pokój i jedność, niech goszczą w naszych sercach, niech Jezus przeprowadzi nas bezpiecznie na drugi brzeg. Niech Radość spotkania z Jezusem, będzie naszą siłą i mocą, w przeżywaniu codzienności-uslyszeliśmy w życzeniach.
Bóg, jak zwykle, siedział z nami, i chronił, każdego z nas.
Przeprowadził nas, przez morze czerwone, suchą ścieżką. Kantyk Mojżesza prowadził nas
.Śpiewajcie Panu
bo wielka Jego moc i chwała
On z niewoli zła
swój lud ocalił…
I poranek Wielkanocny, śniadanie, i dzielenie się radością i spotkaniem, razem z Marią Magdaleną… Zmartwychwstał Pan!!!!   Coraz większe zdumienie nad tajemnicą życia. Banki proponują kredyt na święta, jakby uginający się stół, od jedzenia, był najważniejszy. Dokąd zmierzasz człowieku – zapytał Jezus…
Niestety słońce zdecydowało świętować u siebie, wysłało zimne powietrze a nawet śnieg. Nie chciało się na dwór wychodzić. Atmosfera pełna radości miała wystarczyć. Ciepło życzliwości, chroniło przed niepotrzebnymi słowami… Alleluja!!!
Jezus wyszeptał :Pokochaj swoje życie…. Pomogę Ci, w tym wyzwaniu… Przecież obiecałem, że będę z tobą aż do skończenia świata.
Sekwencja Wielkiej Nocy, potwierdziła słowa Jezusa.
Maria Magdalena zaprowadziła nas, do pustego grobu. Celebrowanie wspólnie czasu, rozpoczęte…. Rodzinna atmosfera kruszy łatwo palne emocje złości.. Byliśmy razem. I tylko to, się liczyło. Uwięzieni w domu, ze względu na pogodę, próbowaliśmy odnaleźć siebie nawzajem. Pokój i jedność zasiadła z nami do stołu. Bez nich trudno wytrwać w trudnej sztuce harmonii, każdego dnia. . Wspólny stół może łączyć, ale może i dzielić. Co wybieram??
Poniedziałek Wielkanocny, słońce chwilami ogrzewało zmarznięte nosy. Msza św., w rodzinnej wiosce. Znajomy kościół i ludzie, i schola, która nieźle sobie radzi. Znane mi wielkanocne piosenki, były miłą niespodzianką. Starsi ludzie ich nie znają, chociaż schola, wybrała, krótkie powtarzające się wersy…Młodzi Uwielbiają Boga. I to jest piękneI

Odwiedziny, czas, który jest najczystszą formą szacunku do drugiego człowieka…. Spróbujmy, zachwycić się spotkaniem, jakbyśmy po raz ostatni widzieli., osobę, z którą się spotykamy .. Wtedy bliżej do siebie…. Śmierć przychodzi bez zaproszenia…

A na koniec pobytu, spotkanie w restauracji w Krakowie „Pod Wawelem” (polecam, placek po zbójnicku ) pyszny i duża porcja. Swojskie klimaty, Wawel  pod nosem. Niestety, śnieg pomylił miesiące i padał…. Pogoda nie pozwoliła nam nacieszyć się,  urokiem Krakowa…Taka niespodzianka, czas dzielenia się słowem i uśmiechem…. To ludzie tworzą klimat, to człowiek ma moc tworzenia atmosfery wdzięczności, która jest podstawowym składnikiem- Dobrych chwil, gdzie śmiech do łez, ma sens. Bez śmiania się, życie staje się nudne i puste. Z pesymistą, trudno wytrzymać. Poczucie humoru, jest oznaką zdrowia psychicznego. Witaminą jest także i śmiech… Śmiej się do siebie!! Śmiej się z siebie!!! A otworzysz bramy nieba, a tam czeka…. Miłość na ciebie….

Zmartwychwstał już Chrystus, Pan mój i nadzieja,
a miejscem spotkania będzie Galilea.

Dobre Nowiny w gąszczu złych nowin o sobie”

saint jean cap ferrat 006Merton tak zakończył jeden ze swych wierszy:” Po czym gubi się w gąszczu złych nowin o sobie”

Pobrali mi kilka kropli krwi…. Lekarz, chce mieć na oku moje eozynofile .Widocznie im nie ufa…. Tradycyjnie kawka, w Malongo, dziś waniliowa. Słońce szczerzy szeroko zęby, pachnie wiosną.. Obserwuję parę, która siedzi obok mnie… On-wpatrzony w telefon, Ona-najpierw długo mieszała kawę, później zaczęła czytać, w jej gestach widać głód rozmowy, dialogu… Co może być ważniejsze od spojrzenia drugiemu w oczy? Czy, gdybym zapytała ich, czy są w tym momencie szczęśliwi? Jaka byłaby odpowiedź?
I druga scena, znajomy dał prezent dziewczynie pracującej w kawiarni ,dala mu buziaka w policzki, a On, powiedział że to dla niego przyjemność.. Radość dawania.!!!!.. (w Nice, jest mało klimatycznych miejsc, na wypicie kawy)lubię to miejsce…. Pracuje tam chłopak, który lubi  to co robi. Kontakt z klientami, ma wyśmienity. Potrafi być. I to wystarczy. Atmosfera chwili.
Czy w tym momencie ,jesteś szczęśliwy ,szczęśliwa?
W sklepie spotkałam koleżankę z pracy, pięknym uśmiechem pochwaliła się :jutro jadę na Filipiny …aby wyjść za mąż. Narzeczony, jest filipińczykiem. Pewnie ceremonia będzie pełna kwiatów i radości. Atmosfera dzielenia się -Dobrą Nowiną…
Koleżanka miała urodziny, a więc zapukałam do niej z ciastem i świeczkami.. Usłyszałam :stworzyłaś atmosferę… Takie nic, zwykle, jest większym prezentem, dla tego, kto ofiaruje. Oducza głupich gestów brania tylko dla siebie. „Ja”-rumieni się ze wstydu. Rodzi się atmosfera radości bez powodu…..
Uśmiech nic nie kosztuje, a zaraża…Termometr ilości smutku w człowieku. Więcej oznacza niż rozmowa…. Tylko potrzebne jest oderwanie się od ekranu, spojrzenie na świat, drugiego człowieka, na siebie samego…. Odziera z błędnego uczucia… samotności …Uśmiech uzdrawia .
Gdy koleżanka śpiewała psalm w kościele, jej 6 -letni syn siedział w pierwszej ławce, i po cichu bił jej brawo… To się nazywa motywacja. Bezcenny gest!! Wielu mężczyzn, mogłoby się zawstydzić. Ten młody człowiek, mając dopiero 6 lat, potrafi cieszyć się z talentów innych. Dzieci nie udają, a więc jego mama, ma talent do śpiewania….
Dziś, same radosne wieści…
I telefon; wiesz kolega do mnie przyjeżdża…. Spędzimy wspólnie kilka dni….
I e-mail; miałaś siły… Gratulacje, Kolejny -często dziękuję Bogu, za Ciebie…. Hm nie potrzebuję książek o motywacji… Takie Słowa mają potężną moc…. I nawet z Australii dostałam pozdrowienia….
A, ty kiedy ostatnio obdarzyłeś siebie, nieznajomego, piękny widok, uśmiechem?
Kiedy, biłeś brawo ,ze wzruszenia, z dumy, z radości…. ?
Ja -dziś biję brawo, tym wszystkim, których dziś spotkałam: osobiście i przez telefon czy e-maila…
Dzień, który miał w sobie kolorowe iskierki Dobra, Radości. Zero pestycydów narzekania i przenoszenia zarazków głupoty… Rzeczywistość. Spotkanie. Dzielenie się…
Takie chwile są potrzebne aby, nie gubić się w gąszczu złych nowin o sobie …

Aby na ławce, usiąść  obok samego siebie…….A będąc bliżej siebie z uśmiechem pomyśleć o tej chwili,która jest wiecznością ,która ma być, taka, jaka jest……